Igła Vogara

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

Igła Vogara

20 maja 2013, 00:30

Igła Vogara. Największy i najlepiej prosperujący wytwórca ubrań wysokiej jakości w Wolenvain. Był to duży budynek, który spokojnie można by było pomylić z rezydencją. Można by było, gdyby nie wielki szyld informujący o lokalizacji sklepu. Konstrukcja mieściła się w dosyć bogatej dzielnicy miasta. Może to sklep został w niej wzniesiony, a może ta dzielnica powstała wokół tego sklepy, by co bogatsze panie mogły szybko zobaczyć najnowsze arcydzieła słynnego Metetiego – właściciela.


Wejście tworzyły podwójne niemałe drzwi z opalonego drewna dębowego. Za nimi pierwsze co było widać to wielka sala z kolumnami i wielkimi zwisającymi żyrandolami, oraz kandelabrami rozstawionymi w odpowiednich miejscach. Wszystko ociekało bogactwem i pięknem. Już sama posadzka, na której widać było mozaiki z ułożonych kamieni kolorowych, mogła przyprawić o zawrót głowy. Nie było tam ani lady, szynkwasu, porozstawianych manekinów z sukniami, czy czegokolwiek. To był po prostu wielki hol.


W budynku znajdowały się sala balowa, sala przeznaczona do przyjmowania gości (tj. gdzie można było cieszyć się towarzystwem przy filiżance), przymierzalnia, pracownia, i wszelakie inne, jaka mogła posiadać rezydencja i sklep w jednym. Naturalnie budynek posiadał swe piętro, jak i piwnice.


Niedługo po wejściu, gościa przywita służebny domu, z pytaniem o cel zaszczytnej gościny. Jeśli może, sam pomoże, a jeśli trzeba – zaprowadzi bezpośrednio do Metetiego. Jak to mówią – szewc bez butów chodzi, a krawiec… No właśnie. Przy pierwszym poznaniu Metetiego można się niemało zdziwić. Jest to młody, całkiem przystojny, acz niezadbany (jeśli mowa o zaroście na twarzy) człowiek, u którego ewidentnie widać, że krew ma zmieszaną z elfią. Ubrany najczęściej jest w okropne łachmany, które ledwo na prześcieradło się nadają. Nie można powiedzieć, że śmierdzi, ponieważ o higienę dba – to na pewno.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

02 lut 2015, 21:13

Dziwnym wydawać by się mogło iż ktokolwiek kto ma zamiar kupić nowe odzienie wchodzi na podest gdzie brane są miary w pełnym ubraniu, w takim w jakim przyszedł. Któż jednak mógł zrozumieć Randera po za nim samym? Postępował wbrew wszystkim obyczajom ale taki właśnie był-inny, od wszystkich. Inności członka rodu Dadzalesa z pewnością dowodził jego wzrost, służki z pewnością nieprzyzwyczajone do możliwości zobaczenia tak wysokiego osobnika chichotały niewinnie i cicho pod nosem. To są jednak tylko dziewczęta, młode i nieznające życia, któż by je winił za drobnostki?

Rander cały czas stał w zadumie co parę chwil jednak pomagając służkom raz przy zapięciach a innym razem przy sznurowaniach, zdawał sobie sprawę iż być może był kłopotliwym klientem w tych kwestiach jednakże starał się to zniwelować pomagając jak tylko była taka potrzeba. Gdzieś z boku sali stał podparty o ściane sam Meteti, był cicho i nie wtrącał się, póki co. Służki wesoło pracowały, poruszały się zgrabnie i wdzięcznie, były pełne energii, choć nie wiadomo co mogło za tym stać, pasja czy też brzdęk solidnej wypłaty? Rander w międzyczasie wielokrotnie był proszony o schylenie się by pobrać miary w odpowiednich miejscach. Przyzwyczaił się do tego, schylać musiał się praktycznie wszędzie, niewiele miejsc było przystosowanych do użytku przez tak wysokie persony. Gdy jedno z dziewcząt w pewnym momencie przymierzało się do pobrania kolejnej miary jakby się wydawało, mistrz stojący na uboczu kiwnął przecząco głową.
Po tym geście dziewczęta odsuneły się fikuśnymi kroczkami, ukłoniły się pięknie, wręcz grzecznościowo i w ciszy opuściły salę zostawiając szlachcica wręcz nagiego z porozkładanym tu i ówdzie ekwipunkiem. Tymczasem Meteti który w trakcie pobierania miar miał wręcz ponurą minę teraz znowu się uśmiechał– Znowu ten jego sztuczny, wredny uśmiech– przeszło przez myśl młodemu Dadzalesowi. Krawiec począł mówić a Rander w tym czasie słuchawszy jego słów jednocześnie zaczął zbierać swój dobytek i się ubierać. Wpierw podniósł z podłogi swe portki i pas po czym założył je i pewnie zacisnął zakładając pas na tułowie. Do pasa ponownie przywiązał obie sakwy, bukłak z wodą i swój miecz. Buty wciąz miał na sobie toteż sięgnął po obie swoje koszule, przełożył je przez głowę i już miał je na sobie. Dwie koszule, ot kolejne dziwactwo Randera mógłby pomyśleć właściciel "Igły Vogara". Szlachcic założył na dłonie swoje rękawice, podniósł także i przetrzepał lekko dłońmi swój i płaszcz i go ubrał po czym założył na szyję chustę i będąc juz ubranym zszedł z piedestału i powolnym krokiem podszedł do Metetiego i patrząc mu w lice, swymi szaleńczymi, tajemniczymi zielonymi oczyma począł mówić.
Powoli, zimno i pewnie– Mistrzu, zgodze się z tobą iż faktycznie ostatnimi czasy w Wolenvain nie jest zbyt spokojnie, jednakże ktoś tak bogaty jak pan i z pewnością wpływowy- tu Rander na chwilę przerwał wyraźnie akcentując ostatnie słowo po czym kontynuował wciąż wpatrzony w oczy Metetiego– Wie jak zapewnić sobie bezpieczeństwo. Po co mi szaty stanowiące o mym urodzeniu? Zapewne wiesz, o tak, wiesz że noszenie ze sobą mienia Dadzalesa to raczej klątwa niż prestiż, mam jednak nadzieję że nie będziesz wnikał w ten temat- Rander powiedział to zdanie jak najbardziej przekonywująco jak potrafił, może i Meteti był dość ekscentryczny ale wydawał mu się słabą personą, po chwili namysłu Rander kontynuował– Upartość, jedna z najgorszych a może i najlepszych cech jaką można posiadać. Z pewnością pomogła ona tobie mistrzu w dotarciu do tego co osiągnąłeś, to chwalebna cecha godnych ludzi, czy jest pan godnym człowiekiem? Z pewnością.

Nie widzę potrzeby być coś jeszcze dla mnie robił, chyba że w związku z powiedzmy nie miłym panu osobom ja mogę zrobić coś dla pana?- po tych słowach Rander powolnym krokiem zaczął krążyć naokoło Metetiego po czym dodał– Jeśli jednak nie znajdzie się nic co by cię krawcze z mych słów zainteresowało przybędę tu za jakiś czas na powtórne pomiary- tu szlachcic zakończył po czym z iskierką pewności w oczach stał wpatrzony w obraz przy którym zatrzymał się właściciel "Igły Vogara" oczekując odpowiedzi.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

09 lut 2015, 21:54

MG:

Meteti nie należał do głupich i od razu zwęszył pewną nienormalność w zachowaniu swojego gościa. Jako krawiec szlachty niejednokrotnie miał z jej przedstawicielami do czynienia – rzadko zdarzało się, by rozmowy należały do przyjemnych (powiedzmy szczerze, szlachta najwyraźniej za swój zwyczaj i wizytówkę wzięła okazywaną innym niechęć), ale fenomenem okazywały się podobnie pochlebne słowa pod adresem kogoś, kto był im jedynie do czegoś potrzebny. W tym przypadku do uszycia odpowiedniego stroju.

Mężczyzna uniósł brew, słuchając Randera. Niczym nie zdradził swoich podejrzeń co do tego, że przybyły klient może się po prostu próbować przypodobać – w celu obniżenia ceny zamówienia czy też zyskania sympatii osoby postawionej wyżej niźli przeciętny mieszkaniec Wolenvain. Pozwolił mu mówić, nie przerywając ani razu. Szczególnie jednak zaskoczyła go ostatnia kwestia, którą poruszył gość. Widać było, że Meteti przez chwilę zastanawia się nad odpowiedzią, zupełnie jakby rozważał propozycję pomocy Randera – w czymkolwiek chciał mu on pomóc.

Odpowiedział jednak to, co prawdopodobnie nakazywał rozsądek. Gość był gościem. Z nimi nie rozmawiało się na niewygodne tematy.

Puszczę mimo uszu pańską ofertę. – Mężczyzna uśmiechnął się zwyczajowo i poprawił rękaw swojej ekstrawaganckiej kreacji. – Jeśli to wszystko, proszę tędy.

W pomieszczeniu, z którego wcześniej przyszli, czekał służebny. Wstał bez słowa, najwyraźniej gotowy odprowadzić klienta "Igły Vogara" do samych drzwi. Mistrz Meteti kiwnął mu głową w bliżej niezrozumiałym geście.

Zapraszam następnym razem – usłyszał Rander, nim krawiec odwrócił się i odszedł w znanym tylko sobie kierunku swojego przybytku.

Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

16 lut 2015, 14:28

Widocznym było iż w czasie rozmowy, zwłaszcza w kontekście ostatnich słów że Meteti jednak miał jakieś wątpliwości czy przyjąć propozycję Randera czy też ją odrzucić. Mimo to zachował się tak jak teoretycznie należało i odrzucił ofertę rozczarowując szlachcica. Mistrz poprawił rękaw swego nietypowego odzienia po czym odprowadził członka rodu Dadzalesa do poprzedniego pomieszczenia po drodze mijając najróżniejsze kosztowne i wystawne ozdoby.

Na miejscu na swego mistrza czekał już służebny, krawiec kiwnął do niego jakby coś mu rozkazując po czym pożegnał się i odszedł w nieznanym kierunku. Rander razem z pracownikiem "Igły Vogara" udali się do sali w której znajdowały się główne drzwi wejściowe, wymienili się grzecznościowymi gestami, po czym szlachcic opuścił progi pracowni krawieckiej "Igła Vogara".

z/t
Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

20 lut 2015, 21:17

Wkroczył doniosłym krokiem przez frontowe drzwi, tak, znów zawitał pod progi "Igły Vogara". Po raz kolejny swym blaskiem o swej obecności informowały wszechobecne w tym budynku ozdoby, obrazy czy też świetliste żyrandole, ta atmosfera pełna przepychu sama się udzielała każdemu klientowi który tu przybył. Tym razem bez zbędnego rozglądania się jak uprzednio wykrzyknął prosto i zwięźle –Witam! Sługo, przyprowadź mistrza!
Wiedział już co wypada a co nie, pamiętał w jaki sposób obsługuje się tutaj potencjalnych kupców, było w tym wiele niezwykłości ale i prostoty, ciekawe czy inne domy handlowe działają w sposób podobny jak w "Igle Vogara"-przeszło przez myśl Randerowi. Ciekawy był czy sam mistrz Meteti znowu ukaże się w zwykłych łachmanach tylko pogłębiając opinie szlachcica o nim jakoby był nonszalancki i aż nazbyt ekstrawagancki. Młody Dadzales ustał w miejscu i wpatrzony w sobie tylko znany punkt czekał aż sługa zrobi to co do niego należy i Rander będzie mógł spotkać się z krawcem w celu odbioru prędzej zamówionego przezeń odzienia.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

26 lut 2015, 23:38

MG:

Służebny pojawił się z chwilowym opóźnieniem, wchodząc do bogatego pomieszczenia szybko i jakby nerwowo. Wyraz twarzy miał neutralny, choć łamał go sztuczny, prawdopodobnie wymuszony uśmiech. Reszta jego prezencji była nienaganna, zupełnie tak, jak pozwolił się poznać ostatnim razem. Zbliżył się do gościa przybytku.

Szanowny pan wybaczy, ale mistrz Meteti jest chwilowo bardzo zajęty, gdyby zechciał pan poczekać lub przyjść później… – wyrzucił z siebie, a z jego głosu można było wyczuć zdenerwowanie. Obserwowanie dziwnego zachowania osoby na tyle poważnej było całkiem interesującym zajęciem. – Pańskie szaty są gotowe do ostatnich przymiarek, ewentualne poprawki można wykonać jeszcze tego samego dnia. Tylko na razie… – przerwał, usłyszawszy głośny, męski śmiech, który dochodził z korytarza prowadzącego do tej części "Igły Vogara".

Jeśli wierzyć hałasom, ktoś się zbliżał. Kilka osób. Służebny zbladł na twarzy.

Po chwili do pomieszczenia wpadło trzech dryblasów – nie mogli zasłużyć na żadne inne miano, biorąc pod uwagę ich wzrost i budowę ciała. To byli… naprawdę duzi panowie. Ubrani niechlujnie, choć w zupełnie różny sposób od tego, który prezentował Meteti, Rander mógł to stwierdzić – ci byli brudni, a ich odzienia na pewno nie można było określić wartościowym. Nie pasowali do tego miejsca i na pewno nie byli tu klientami.

Każdy z nich miał przy sobie jakąś broń – dwóch pierwszych trzymało toporki o charakterystycznym wyglądzie, prawdopodobnie przystosowane do rzucania. Trzeci miał w ręku niezbyt długi nóż, któremu Rander niekoniecznie miał okazję się przyjrzeć.

Kto by zresztą chciał.

Mężczyźni, co najdziwniejsze, nie zaprzestali żartów, choć trudno ich było zrozumieć. Przeszli obok służebnego i Randera, nie zaszczyciwszy ich nawet jednym spojrzeniem. Zupełnie jakby ich nie widzieli. Wyszli głównymi drzwiami i zniknęli.

Służebny odchrząknął i poprawił mankiet.

Mogę pana tylko przeprosić za zamieszanie.

Wiele więcej nie powiedział, bo zaraz do tego samego, feralnego pomieszczenia wbiegł mistrz Meteti – jeśli wcześniej Rander zastanawiał się, w co teraz będzie ubrany jego krawiec, dostał odpowiedź. Nic się nie zmieniło.

Wzięli! Wzięli i wyszli! Bezkarni, brudni i…! – urwał, gdy zobaczył, że w głównej sali znajduje się ktoś jeszcze. – Pan Dadzales, witamy ponownie. – Uspokojenie się Metetiemu przyszło bardzo szybko i naturalnie. – Zapraszam, pańskie sztyle… mam na myśli: szaty są prawie gotowe.

Zbliżył się do klienta, położył mu rękę na ramieniu i poprowadził w kierunku odpowiedniego pokoju.

Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

27 lut 2015, 21:24

Po paru chwilach spędzonych na cierpliwym czekaniu uprzednio zawołany służebny w końcu zjawił się w pomieszczeniu w którym przebywał młody Dadzales. Wszedł szybkim krokiem, od razu dało się zauważyć w jego ruchach że coś jest nie tak, zachowywał się bardzo nerwowo, mimo to na jego twarzy gościł sztuczny, wręcz teatralny uśmiech którym jakby maskował prawdziwą naturę jego obecnego stanu emocjonalnego. Podszedł do Randera, przywitał się lecz nie miał dobrych wieści, poinformował szlachcica iż mistrz jest chwilowo zajęty i polecił mu żeby przybył tu ponownie później

Jego głos jednak się załamywał, jakby musiał przełykać całe ostrze lub strzałę, czym było to spowodowane? Po chwili sługa dodał iż szaty są gotowe a ostatnie pomiary można dokonać jeszcze dzisiaj lecz w późniejszej porze tak jak prędzej mówił, chciał powiedzieć coś jeszcze– Tylko na razie…. Na razie co? Lecz nie dokończył gdyż w tym samym momencie z korytarza którym można było dotrzeć do sali w której właśnie się znajdowali zaczęły się rozlegać głośne dźwięki śmiechu, męskiego, ktoś tu szedł, nie jedna osoba lecz wiele, dźwięki były coraz głośniejsze, persony zbliżały się, służebny był blady jakby zaraz miał paść na miejscu, to wszystko było bardzo podejrzane.
W końcu dotarli, do sali weszło troje ludzi, grubych i gnuśnych jak się wydawało, ubrani byli wręcz w stylu Metetiego, choć o ile w jego przypadku był to raczej zamierzony wybór to oni nie wyglądali raczej na ludzi majętnych, byli ubrani jak zwykli żebracy. W dodatku każdy z nich dzierżył broń, dwoje osobników trzymało w dłoniach niewielkie toporki, najprawdopodobniej przystosowane do atakowania nimi z dystansu, trzeci niósł ze sobą niewielki sztylet któremu jednak szlachcic nie zdążył się przyjrzeć ponieważ stał z nieodpowiedniej strony a i nieznani osobnicy poruszali się dość sprawnie, aż dziw bierze że będąc tak masywnym można tak się spieszyć, gdziekolwiek oni zmierzają.
To nie jest naturalne, czego oni tu szukają? Nie mogą być przecież klientami równocześnie tak wyglądając, no i wymachują swoją bronią w domu handlowym, coś tu jest nie tak– myślał Rander. Nieznajomi cały czas żartowali, czy to z siebie czy to z kogoś, niewiadomo, ich mowa była dość niewyraźna i zielonooki szlachcic nie był w stanie wyłapać z ich słów jakiegoś bardziej zrozumiałego słowa.
Cała trójka przeszła obok pracownika "Igły Vogara" i jej klienta jak gdyby nigdy nic, totalne nic, ani spojrzenia, żadnych słów czy czegokolwiek, zostali kompletnie zignorowani, uzbrojona banda wyszła przez frontowe drzwi, gdzie? Kto by to wiedział. Służebny poprawił mankiet i już poważnym głosem przeprosił Randera za zaistniałą sytuację, nie zdążył jednak wypowiedzieć choćby jednego słowa więcej gdy do sali pędem wpadł sam mistrz Meteti, wyglądał identycznie jak przy wcześniejszej wizycie z tą że różnicą iż mimika jego twarzy wręcz krzyczała że jest czymś wyraźnie zaniepokojony, a może przestraszony?

Meteti migiem począł mówić, twierdził że coś wzięli, że wzięli i wyszli– Rander był już pewien że krawiec mówił o jegomościach którzy dosłownie przed chwilą opuścili jego zakład. Mistrz mówiąc to najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z obecności młodego Dadzalesa w pomieszczeniu, w momencie przywitał go i jakby uspokoił się, mówił powolniej i bardziej stonowanie. Ciekawe czy on ma to wyćwiczone czy rzeczywiście ma aż takie wahania nastrojów– szło na myśl Randerowi, obie opcje wydawały się jednak absurdalne dzięki czemu szlachcic uśmiechnął się delikatnie, niezauważalnie jednak dla reszty gdyż trwało to dosłownie ułamek sekundy.
Meteti zaprosił uprzejmie Randera, gdy jednak miast powiedzieć że do szat rzekł że do sztyle…Sztyletów– natychmiast dokończył w myślach klient krawca. Wszystko się powoli układało, widocznie ta gruba trójka która niedawno "zaszczyciła" swą obecnością "Igłę Vogara" zabrała Metetiemu jakieś sztylety, czyżby krawiec potrzebował pomocy? Mistrz położył mu rękę na ramieniu i skierował Randera wraz z sobą w stronę pokoju w którym mieli pobrać ostatnie miary, najpewniej tego co ostatnio. Gdy mistrz skończył Rander niemal natychmiastowo odpowiedział spokojnym lecz pewnym głosem– I ja cię witam mistrzu, nie będę jednak ukrywał iż zauważyłem że coś tu jest nie tak. Ci mężczyźni nie wyglądali raczej na pańskich klientów, jesteś krawcze pewien że wszystko w porządku?-zakończył szlachcic po czym ruszył razem z Metetim w stronę odpowiedniego pomieszczenia oraz oczekiwał że gdy już dojdą mistrz udzieli mu odpowiedzi na jakże ważne pytanie.
Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

09 kwie 2015, 14:13

MG:

Drogi panie, a co w tych czasach jest w porządku? – odpowiedział pytaniem na pytanie Meteti, kupując sobie trochę czasu do udzielenia konkretniejszych wyjaśnień.

Szli niespiesznie przez imponujący, reprezentatywny hol przybytku, który za każdym razem pozwalał dostrzec oczom nowe elementy swojego bogactwa. Widok zachwycał. Trudno byłoby znaleźć podobnie urządzony budynek (nawet w centrum miasta), który wszak był tylko miejscem zarobku, interesem ekscentrycznego, oryginalnego właściciela – Metetiego. Zastanawiać mogło, gdzie w tym całym przepychu znajdował on miejsce dla siebie, na własne mieszkanie, i czy swoje "gniazdko" w ogóle umieścił na terenie "Igły Vogara". Nietrudno było się domyślać, że ktoś, kogo stać na prowadzenie działalności w podobnym miejscu, ma wystarczająco pieniędzy, by osiąść na spokojniejszych i, być może, bezpieczniejszych terenach.

Centrum miasta, a nawet wczesna, południowa pora nie zapewniały należytej ochrony. Wiadomo, że o tej godzinie ludzie kręcą się wszędzie, a przecież najlepszym przykładem "rozboju w biały dzień" mogła być ujrzana przed chwilą przez Randera scena.

Tych kilku panów wyszło bez cienia wahania głównymi drzwiami.

Na razie Meteti o nich nie wspominał. Prowadząc klienta do pomieszczenia, w którym, jak zapowiadał, odbędą się konieczne, ostatnie poprawki, opowiadał krótko o mijanych, zdobiących ściany dziełach, kilku niewielkich rzeźbach, a nawet o zielonych, połyskujących kotarach, które fantazyjnie wiązano przy wielkich oknach. Najwyraźniej potrafił docenić sztukę, którą się otaczał, mimo że spędzał w jej otoczeniu większość swego czasu.

A może po prostu zyskiwał na czasie lub starał się zaimponować klientowi.

Zanim weszli do pracowni Metetiego, Rader mógł ujrzeć uchylone drzwi po prawej stronie, które, jeśli wierzyć schodom, prowadziły do pomieszczeń piwnicznych. Aż się chciało pytać, jak wielka była "Igła Vogara", ile jeszcze kryła w swoim niewymuszonym bogactwie.

Meteti przepuścił gościa w drzwiach i w ten sposób znaleźli się w pracowni.

Oto pańska szata – stwierdził z kiepsko ukrytą dumą krawiec. – Mam nadzieję, że idealnie w guście szanownego pana.

Krój nowego nabytku Randera już na pierwszy rzut oka był wart swojej ceny. Całość składała się z kilku elementów i Meteti natychmiast przystąpił do prezentacji ubioru.

Jopula jest krótka, barwiona na niebiesko i na pewno dopasowana, chociaż sprawdzimy to jeszcze za chwilę. Jeśli mogę prosić… – Chwilę zajęło doprowadzenie Randera do stanu, w którym był gotów przymierzyć zaprezentowaną całość. Tym razem nie uczestniczyły w tym żadne służki. Po tychże przygotowaniach Meteti spojrzał na całość krytycznym okiem, obchodząc swojego gościa. – No dobrze. Dziewczęta świetnie się sprawdziły… Trochę ten rękaw… Tu odprujemy, to nie jest potrzebne. Dobrze, tak, tak… Dobrze, że chociaż igieł mi nie zabrali… – wtrącił swobodnie, najwyraźniej nawiązując do wizyty dryblasów.

Przez jakiś czas kręcił się jeszcze przy kliencie "Igły Vogara", poprawiając, doszywając, czasami minimalnie tnąc i od razu zmieniając na bardziej dopasowane. Rander nie mógł wiedzieć, ile minęło od momentu przyjścia do Metetiego, ale wszystkie te zabiegi były warte czekania.

W lustrze mógł ujrzeć dość kolorowego, schludnie ubranego szlachcica, a właśnie ten efekt pragnął uzyskać najbardziej. Wełniana jopula nie należała do szczególnie bogatych, była barwiona na dość ciemny niebieski, a jej kremowe wiązanie od góry do dołu (sięgała połowy biodra) pozwalało na idealne wręcz dopasowanie. Nie posiadała zdobień, bo też nie życzył sobie tego Dadzales, co Meteti wielokrotnie pozwolił sobie z niezadowoleniem skomentować. Strój uzupełniały nogawico-spodnie, uwiązane do jopuli, także wełniane. Ich zieleń nie była rażąca – kolor dość jasnego liścia zaskakująco dobrze współgrała z kolorem uwiązanej wyżej części garderoby, razem dając połączenie ciekawe, ale przy tym pospolite w szlacheckich warstwach.

Rozumie pan, przy ustalonym budżecie nie było mowy o jednolitości – mruczał pod nosem krawiec, broniąc swego dzieła. – Zapewniam także, że kolorystyka stroju będzie wyglądała doskonale w środowisku, w którym zamierza pan przebywać.

Całość stroju uzupełniał płaszcz i kapelusz.

Połowa koła, wiązanie pod szyją, bury kolor, długość świetna, bo przecież do łydek…

Opisywany element wykonany został, jak poprzednie, z wełny, tym razem jednak z bawełnianym podszyciem. Jak reszta, nie zawierał elementów ozdobnych, ale skrojony był schludnie i bardzo dokładnie. Ostatni element, kapelusz, barwiony był na niebiesko. Wełniane nakrycie głowy także podszyto bawełną i nie było przy tym zbyt wysokie. Ot, dodatek w dobrym guście, o niezbyt wąskim rondzie i zerowej ilości zdobień.

To wszystko, Randerze, to wszystko… Chyba jestem ci winien przeprosiny, nie w takich warunkach pragnę witać gości mojej małej "Igły". To bandyci – dodał od razu, już bez ogródek, najwyraźniej uspokojony wykonaną przy Dadzalesie pracą. – Przychodzą jak po swoje, biorą jak swoje i wychodzą, zapowiadając następną wizytę. Każdy kupiec, każdy handlarz, krawiec i rzemieślnik się z nimi męczy.

Westchnięcie urwało wypowiedź. Mężczyzna poprawił swoje okropne, brzydkie szaty.

Już nie wiem, co z tym robić. – Rozłożył ręce w geście rozpaczy. – Może gdyby Patrioci się nimi zajęli… Chociaż teraz nie wiem. Ich powinno być po prostu więcej. Może gdyby było, uczciwi mieszkańcy nie traciliby na swoich uczciwych interesach – prychnął.

Rander wiedział już, że ten człowiek musi pogadać do siebie.

Nie jest w porządku, panie Dadzalesie. Proponował mi pan wcześniej swą pomoc, ale, niestety, nie wiem, na co mi ona. Chyba że nagle zasili pan szeregi Patriotów i rozwiąże mój mały, uporczywy problem – zażartował lekko i machnął ręką. – Ależ, nieważne. Nie będę tym pana męczył. Co do zapłaty… jak się umawialiśmy. Oraz wszystko, czym doceni pan pracę włożoną w wykonanie stroju, który, jak mniemam, przypadł do gustu – zachęcił.

W miarę dokładny opis pozwoli Ci na aktualizację swojej KP, uwzględniając i nowy strój, i wypłacone Metetiemu pieniądze. Pamiętaj o niej!

Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

08 maja 2015, 21:59

Pytanie, jedno i zasadnicze pytanie zadane przez krawca, co w tych czasach jest w porządku? Ludzie? Autonomia? Prawo? Czy może to wszystko jest po prostu niesprawiedliwe? Nie możliwym jest określić czy każda osoba jest porządna czy nie, każdego należy rozpatrywać indywidualnie i on to wiedział. Czyli problem leży w samej Autonomi? Nie, tutaj także niewiele działa jak należy. Jest korupcja, są groźny, wzajemna nienawiść, wszechobecna przemoc, czy cokolwiek jest tu w porządku? A może to wszystko wina nieodpowiednich praw? Czyżby źle je sformułowano i zwykli obywatele nie byli w stanie ich rozszyfrować? Co takiego jest aż tak bardzo w porządku żeby można je wziąść za przykład?- myślał intensywnie Rander, w końcu spacer przez ten sam i jeden wciąż korytarz po raz kolejny nie był niczym odkrywczym a umysł był głodny, pełen nowych i wysoko aspirujących myśli. Szlachcic gdy tak mijał kolejne błyszczące swym kunsztem dzieła i elementy architektury zaczął zastanawiać się czy w tej całej placówce Meteti ma jakieś prywatne miejsce dla siebie, może dom a może choćby i gabinet. Nigdy nie widział go po za Igłą i dość prawdopodobnym wydawałoby się jakoby Meteti po prostu tu mieszkał, przecież nawet nie wiadomo jak ogromna jest "Igła Vogara".

Wiedział że jest to człowiek zapracowany który kocha to co robi, sprawia mu to przyjemność i go odpręża, czy znajduje tu jednak jakiekolwiek inne przyjemności po za tak ubóstwianą przez niego pracą krawca? Wewnętrzne rozterki Dadzalesa musiały jednak chwilowo ustąpić miejsca rozgadanemu Metetiemu który wychwalał pod niebiosa wszelakiej maści dzieła które go otaczały. Zwracał uwagę na drobne rzeźby wykonane jednak z najwyższą precyzją, na zawieszone wysoko, niby ku nieznanemu kotary, komentował również wszechobecne obrazy i portrety, co po niektóre wydawały się obserwować z góry przemierzajacych korytarze gości. Było już blisko, czuł to po zapachu różnych materiałów, wełnianych, wykonanych z lnu, wszystkich. Nim jednak weszli do miejsca do którego zmierzali szlachcic kątem oka uchwycił otwarte drzwi, z prawej, a za nimi schody prowadzące w dół. Czyli jednak ta śródmiejska wersja pałacu ma też swoje "lochy"- przemknęło przez myśl Randerowi. Piwnice w zakładzie krawieckim z pewnością były niezbędne, zwłaszcza w zakładzie posiadającym tyle pracowni, materiały i inne potrzebne sprzęty musiały być gdzieś przechowywane. Niestety klient Igły nie był krawcem i nie wiedział co dokładnie mogło się tam znajdować, zresztą to nie jego rzecz i nie powinno go to interesować, bez zbędnych pytań. Weszli, to już było tu, pomieszczenie niezbyt różniło się od reszty do tej pory widzianych przez Randera. Meteti wyraźnie dumny z swojego dzieła począł je prezentować przed swoim gościem. Przed oczami Dadzalesa ukazała się szata pełna kontrastujących z sobą, idealnie wręcz dopasowanych kolorów. Jopula była niebieska, nie za długa i nie za krótka, idealna wręcz dla Randera biorąc pod uwagę jego niewątpliwie nietypowe wymiary. Szlachcic musiał zrzucić z siebie stare szaty, trochę to potrwało, jego wzrost nie pomagał. Dziwnie czuł się w nowym odzieniu, to było dla niego takie inne a jednak znajome, jakby niemiłe wspomnienie dawnych czasów gdy jeszcze pomieszkiwał w wystawnej rezydencji swej rodziny, to nie był jednak czas na wspominki. Meteti najwyraźniej nie był w pełni zadowolony z dotychczasowego efektu jego pracy i zaczął wykonywać w jego opinii niezbędne poprawki, wydawać się mogło że nie trwa to długo, krawcowi jednak poczucie czasu było obce, nie wiadomo ile go upłynęło ale z pewnością była to niemała ilość.

Nareszcie skończył, jego klient mógł tylko odetchnąć z ulgą, choć jeszcze nie wiedział co się zmieniło w porównaniu do perspektywy sprzed rozpoczęcia pracy mistrza. Ustawił się koło zwierciadła i począł obserwować, nie prezentował się źle, co w przypadku Randera było dość znaczące gdyż uważał on że w choćby szatach króla nie byłoby mu do twarzy. Ciemno-niebieski w połączeniu z kremowym wiązaniem prezentował się wyśmienicie, w porównaniu do dotychczasowych szat było o wiele lepiej, ale Rander nie narzekał prędzej, sam wybrał taki ubiór. Zaskoczył go kolor spodni, naturalny kolor liści teoretycznie nie miał prawa pasować do około błękitnych barw górnej warstwy odzienia a jednak był idealnie dopasowany, Meteti był prawdziwym specjalistą w swojej dziedzinie. Mistrz po udzieleniu krótkie acz związłego komentarza wręczył też Randerowi płaszcz, wykrojony z połowy koła tak jak Dadzales lubił oraz co niespodziewane kapelusz, czy to było w stylu gościa "Igły Vogara"? Oba elementy ubiory wykonane z pomieszanej bawełny i wełny prezentowały się schludnie i reprezentatywnie, to było to czego szukał. Rander poprawił jeszcze na sobie strój, założył płaszcz i kapelusz, przejrzał się w lustrze jeszcze raz i stwierdził że jest w porządku, chociaż on jeden w całej Autonomi. Krawiec w tym czasie ponownie się rozgadał, przeprosił też za incydent z nieznanymi jegomościami których uprzednio tu spotkał, coraz bardziej widocznym było że Meteti to ekscentryk ale również i samotnik. Rozgadywał się przy prawie obcych mu osobach, nie tak powinno być. Może miał jakąś rodzinę którą jednak opuścił? Czy też może nie żyją a on nie jest zbyt towarzyski? Kto to wiedział po za nim samym. Meteti mówił, odniósł się do wcześniejszej oferty Randera, tak właściwie to czemu on w ogóle coś takiego mu proponował?

To było zdecydowanie zbyt spontaniczne, na szczyt trzeba piąć się powoli, nie można podejmować głupich kroków, ale czasami warto zaryzykować gdyż ten jednak nie był aż tak bezsensowny jak się wydawało. Wspomniał o jakichś patriotach, Rander słyszał już kiedyś tę nazwę, tak, to było jeszcze w trakcie pracy dla szajki bandytów w kanałach pod Wolenvain, niestety pamięć szwankowała, kim oni byli? Gdy mistrz wypowiedział ostatnie słowo na chwilę panowanie w pomieszczeniu przejęła cisza, głucha a jednocześnie tak wiele znacząca. Rander chwile stał bez ruchu i analizował to wszystko, co miał teraz robić? Potrzebował jakiejś stałej pracy, musiał zarabiać i to porządnie jeśli chciał powoli dążyć do swego życiowego celu, musiał dowiedzieć się więcej o patriotach i udać się do ich siedziby, może to oni będą lekarstwem na jego bolączki? Krążył wzrokiem po sali, po chwili zdecydował się i spokojnym, łagodnym głosem odpowiedział- Chyba rozumiem pański problem, sam niegdyś miałem z takowymi osobnikami do czynienia, choć z tej drugiej strony. Nie jest trudno ich dopaść, rozliczyć się, wbrew pozorom nie są oni aż tak silni, przynajmniej osobno, są oni kimś bo są razem, jeśli padła by grupa to i oni sami byliby wręcz nieszkodliwi, ale nie to chcę powiedzieć. Moja pomoc może być panu potrzebna, nie jestem zbyt gadatliwy ale uchylę rąbka tajemnicy i powiem panu że spędzając pięć lat wśród bandytów czegoś się nauczyłem, załatwianie tego typu spraw to moja dziedzina. Skoro jednak Meteti tak bardzo chcesz by problem rozwiązali Patrioci to mógłbym o tym pomyśleć....- tu na chwilę Rander przerwał po czym po chwili namysłu kontynuował- Słyszałem o nich wiele razy, niestety były to czasy dawne i niestety niezbyt mnie wtedy interesowali toteż nie bardzo wiem czym się zajmują ale chyba się domyślam. Skoro o nich wspomniałeś mistrzu to znaczy że co nieco o nich wiesz, nie mam w tej chwili zbyt wiele zajęć na głowie więc mógłbym się do nich udać, potrzebuję jednak podstawowych informacji na ten temat.
Rander zrobił wyraźną przerwę po czym udał się stronę drzwi prowadzących do korytarza i gestem zaprosił do tego mistrza przy czym kontynuował- Opowiedz mi krawcze o nich, gdzie jest ich siedziba, kim są i jak się z nimi skontaktować a być może rozwiąże twój problem. Żeby nie tracić czasu udajmy się już w stronę drzwi wyjściowych a pan będzie opowiadał. No i oczywiście tu pańska należność.
Po tych słowach Rander zamilkł, wyjął z sakwy pewnym ruchem jeden suweren oraz dodatkowo dwa szylingi po czym wręczył je Metetiemu. Podniósł z ziemi swoje stare odzienie, w tym chustę, spodnie,płaszcz i rękawice. Koszulę i resztę bielizny miał na sobie, miał zamiar zostawić to odzienie u siebie w pokoju. Następnie ustawił się koło drzwi i czekał aż Meteti ruszy z nim w stronę pomieszczenia w którym znajdują się drzwi dzięki którym można opuścić Igłę i mistrz zacznie informować go o Patriotach.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 275
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

25 cze 2015, 18:53

MG:

Meteti miał poważne trudności z ukryciem dumy ze swojej dobrze wykonanej pracy, kiedy po przywdzianiu przez Randera nowego odzienia zdeterminował ostatecznie, że wszystko wyglądało perfekcyjnie - tak perfekcyjnie, jak tylko odzienie za suwerena mogło zapewnić. Z jego oblicza znikły na chwilę wszystkie troski, zastąpione przez zwykłą, ludzką radość i satysfakcję z dobrze wykonanej pracy - przynajmniej do czasu, kiedy Dadzales się odezwał, wyrywając artystę igły z zamyślenia i przywracając go do rzeczywistości, przypominając o budzącym gorycz problemie, z którym nie mógł się uporać. Szczególnie fragment, w którym Rander stwierdził, że spędził kilka lat wśród bandytów - bez jakiegokolwiek nacisku - sprawił, że Meteti nieufnie zmrużył oczy. Poprowadził Randera żwawo w stronę wyjścia, gnąc się w ukłonach po otrzymaniu zapłaty i zapewniając o swojej wdzięczności.

- Patrioci to rycerze i ludzie śmiali, którym na sercu leży dobro Autonomii, Randerze, i dla tego dobra ryzykują swoje życia. Bardzo dzielni ludzie, o tak. Siedzibę oni i ich przywódca, szlachetny pan Brigord Berkwist, mają w pysznej kamienicy w Dzielnicy Mieszkalnej, gdzie powrócili niedawno po bitwie ze strasznym demonem. Jeśli ktoś mógłby rozwiązać problem tych... - w jego oczach nagle było widać gorycz i bezsilny gniew - tych... łotrów bez honoru, są to oni. Z pewnością byliby zaszczyceni, gdybyś wyraził chęć dołączenia w ich szeregi, Randerze. Życzę i tobie, i im wszystkiego najlepszego, jakkolwiek, tak, nieistotne byłyby moje życzenia.

Byli już za drzwiami, a Meteti, gnąc się w ukłonach, jeszcze raz serdecznie podziękował Dadzalesowi za dokonany zakup i polecił się na przyszłość, w razie gdyby Rander kiedykolwiek potrzebował jeszcze dobrze skrojonego, modnego odzienia. Zamknął drzwi, zostawiając Dadzalesa na zewnątrz.

Awatar użytkownika
Rander
Posty: 48
Rejestracja: 21 sie 2014, 21:33
GG: 51772154
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3033

04 sty 2016, 19:22

Już przy drzwiach Rander dokładnie wysłuchał słów Metetiego tak, by wiedzieć co potem czynić a następnie pożegnał się i opuścił Igłę Vogara. Chwilę jeszcze analizował informacje uzyskane od Metetiego. Brigord Berkwist? Słyszał o nim nie raz, wpływowy człowiek ale i jak widać dzielny wojownik. Demon, musiał być straszny, ale w końcu wszystko co nieznane może wydawać się straszne.

z/t

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi
Liczba postów: 52163
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.