Igła Vogara

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

Igła Vogara

20 maja 2013, 00:30

Igła Vogara. Największy i najlepiej prosperujący wytwórca ubrań wysokiej jakości w Wolenvain. Był to duży budynek, który spokojnie można by było pomylić z rezydencją. Można by było, gdyby nie wielki szyld informujący o lokalizacji sklepu. Konstrukcja mieściła się w dosyć bogatej dzielnicy miasta. Może to sklep został w niej wzniesiony, a może ta dzielnica powstała wokół tego sklepy, by co bogatsze panie mogły szybko zobaczyć najnowsze arcydzieła słynnego Metetiego – właściciela.


Wejście tworzyły podwójne niemałe drzwi z opalonego drewna dębowego. Za nimi pierwsze co było widać to wielka sala z kolumnami i wielkimi zwisającymi żyrandolami, oraz kandelabrami rozstawionymi w odpowiednich miejscach. Wszystko ociekało bogactwem i pięknem. Już sama posadzka, na której widać było mozaiki z ułożonych kamieni kolorowych, mogła przyprawić o zawrót głowy. Nie było tam ani lady, szynkwasu, porozstawianych manekinów z sukniami, czy czegokolwiek. To był po prostu wielki hol.


W budynku znajdowały się sala balowa, sala przeznaczona do przyjmowania gości (tj. gdzie można było cieszyć się towarzystwem przy filiżance), przymierzalnia, pracownia, i wszelakie inne, jaka mogła posiadać rezydencja i sklep w jednym. Naturalnie budynek posiadał swe piętro, jak i piwnice.


Niedługo po wejściu, gościa przywita służebny domu, z pytaniem o cel zaszczytnej gościny. Jeśli może, sam pomoże, a jeśli trzeba – zaprowadzi bezpośrednio do Metetiego. Jak to mówią – szewc bez butów chodzi, a krawiec… No właśnie. Przy pierwszym poznaniu Metetiego można się niemało zdziwić. Jest to młody, całkiem przystojny, acz niezadbany (jeśli mowa o zaroście na twarzy) człowiek, u którego ewidentnie widać, że krew ma zmieszaną z elfią. Ubrany najczęściej jest w okropne łachmany, które ledwo na prześcieradło się nadają. Nie można powiedzieć, że śmierdzi, ponieważ o higienę dba – to na pewno.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

20 maja 2013, 19:17

Luna energicznie otworzyła drzwi, nad którymi szyld głosił "Igła Vogara". Vogar – brzmi groźnie. No, ale ona też umie być groźna. Z resztą to ona jest tu klientem, a klient ma zawsze rację. Oby tylko nie był jednym z tych konserwatywnych, nudnawych starszych panów, którzy suknie do kolan nazywaja lubieżnymi a odkryte ramiona mają za nieprzyzwoite. Luna doskonale wiedziała czego chce, sama by z przyjemnością zadbała o swój przyodziewek, niestety, wszechświat nie sprzyjał jej w tej materii.

– Halo, jest tu kto?– Krzkęneła przekraczając próg, po czym gwizdnęła z zachwytem. Nie dało się ukryć – wnętrze zakładu robiło jeszcze większe wrażenie niż gigantyczny szyld, a już przy nim skrzatka była pełna podziwu. Interes najwyraźniej kwitnął, a krawca stać było na to, by szlachetni klienci korzystali z jego usług w niezwykle luksusowych warunkach. Minusem tego typu ludzi był zwykle nos zadarty pod samo niebo i niezdrowa sympatia jaką zwykli żywić do szczupłych chłopców. Kobietka zorientowała się, że wyrabia sobie opinie o krawcu, którego nawet nie widziała na oczy i skarciła się w myślach. Oczywiście, Vogar mógł się okazać nowobogackim kutafonem… doświadczenie nauczyło ją, że jest to więcej niż prawdopodobne. Mógł jednak okazać się też jednym z tych porządnych ludzi, którzy do wszystkiego doszli uczciwą ciężką pracą, i nadal pamiętają, jak to było gdy nie mieli grosza przy duszy. Taki gatunek ludzi to niezwykła rzadkość, niemniej istnieją pojedyncze okazy… tak przynajmniej słyszała. Nie była tylko pewna, czy zwykłą, uczciwą pracą można zapracować choćby na pół żyrandola, który tutaj pełnił funkcję dekoracyjną.

Przez chwilę Luna nawet zastanawiała się, czy nie pomyliła drzwi – wnętrze przypominało raczej salę balową niż zwykłą pracownię krawiecką. Nie było jednak mowy o pomyłce. Napis nad wejściem był aż nadto wyraźny.

– Czy zastałam Pana Vogara? – Ponownie krzyknęła Luna. I ponownie wołanie pozostało bez odpowiedzi. Onieśmielona ogólnym bogactwem skrzatka weszła nieco głębiej. Zupełnie nieświadomie szła na palcach, jakby bała się, że stąpając zwyczajnie uszkodzi zdobioną mozaikami podłogę. Nagle usłyszała jakiś ruch za swoimi plecami – odruchowo chwyciła za sztylet. Straciła już tkaninę i pieniądze, nie chciała by ten sam los spotkał pierścień.

– W czym mogę Panience służyć? – Mężczyzna, wyglądający jak po połknięciu sporego kija przyglądał się jej uprzejmie.
– Przysyła mnie Izbor, podobno nikt w okolicy nie zadowoli kobiety lepiej niż zacny Vogar.
– Ehm… Słucham? – Sługa zdawał się nie do końca rozumieć o co chodzi małej istotce.
– No, zwyczajnie. Potrzebuję nowych ciuchów. Czy dobrze trafiłam? Pan Vogar?
Główny sługa już wcześniej zdawał się nieco zmieszany, jednak to, że blondyneczka wzięła go za mistrza Vogara wprowadziło go w prawdziwe zakłopotanie.
– Yyy… tak, to znacz nie. Dobrze Panienka trafiła, proszę poczekać. Za moment przyprowadzę mistrza.
– Dziękuję. To ja tu sobie poczekam… – Powiedziała Luna, ale służący już jej nie słyszał.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

21 maja 2013, 00:04

MG:
Tło
Główny sługa chyba osiągnął szczyt swego zadziwienia, gdy przyglądał się Lunie. Jakby to ująć… Interesy gości jej pokroju zazwyczaj załatwia się za drzwiami zakładu (ewentualnie w piwnicy, ale o tym lepiej nie mówić). Rzucone przez Lunę imię ewidentnie pozwoliło jej na przetrwanie w tej niecodziennej sytuacji. Anot ruszył w głąb budynku po swego pana.

Nie było go chwilę, mniej niż pięć minut. Po tym czasie, oczom skrzatki ukazał się pogodnie uśmiechnięty, biegnący niczym po obłokach, osobnik przypominający… przybłędę. Odziany w starą, marną i odpychającą szatę, która była tak długa, że ciągnęła się po mozaice. Wyglądał niczym bezdomny kapłan jakiegoś boga miłosierdzia nieskończonego. Zbliżał się pewnym i szybkim krokiem do Luny. Chociaż ewidentnie nie miał złych zamiarów, to skrzatkę aż ręka świerzbiła by, dla bezpieczeństwa, dobyć broni przed szaleńcem.

Ach, witaj cudowna istoto. Witaj w moich skromnych progach, proszę, nalegam – rozgość się i poczuj jak u siebie! – powiedział z ekscytacją swym melodyjnym, delikatnym głosem.

Objął delikatnie Lunę i ta wówczas poczuła przyjemną woń pachnidła bijącą od nieznajomego. Wtedy również dostrzegła dziwaczny, niezidentyfikowany błysk w oku człowieka (co najmniej w połowie elfa). Ten zaczął ją prowadził subtelnie, nienachalnie, w głąb domu.

Chyba nie jesteś z okolic miasta, moja droga. Anot, mój sługa, nie wyjaśnił tego, ale ja nie jestem Vogar. – mówił głosem delikatnym, jakby śpiewającym. – Vogar to bóg, który natchnął mnie, powołał do czynienia sztuki i to też robię. Ja jestem Meteti, moja kochana. Właściciel sklepu. – skłonił się nisko, wykorzystując do tego etykietę godną władców.
Rozumem, że przysłał cię imć Izbor. Cny mość, zaprawdę cny. Powiedz mi jedynie, słońce najjaśniejsze, w jakim celu? Czego potrzebujesz od tego skromnego "zaszyjdziury"?

Luna nie mogła się skupić na rezydencji, ponieważ wokół jej osoby ciągle skakał i tańczył gospodarz. Skutkiem tego był fakt, że zanim się zorientowała, już znajdowała się w nieopisanie bogatej sali, w której porozstawiane były wszędzie manekiny przystrojone w materiały najwyżej jakości. Niektóre z nich w dotyku sprawiały wrażenie jakby się rozpuszczały. Kobieta nie miała pojęcia skąd takie dobra są, jednak znacznie przewyższały sztukę najwyższych mistrzów jakich tylko mogła sobie wymyśleć, czy wspomnieć.

Ściany pomieszczenia były niezwykle zdobione – kolory żywe i pogodne. Obrazy, których było niemało, posiadały (każde inne) pozłacane ramy, których kunszt stworzenia nie był mniejszy od samych cudownych malunków. Gdyby wkroczyła tu osoba prawdziwie wrażliwa na piękno, natychmiast by zemdlała z przepychu. Cała sala była dosyć duża – nie ogromna, bo to by było niewygodne przy pracy – wystarczająco duża by każdy element wystroju miał wyłącznie swoją przestrzeń. Kimkolwiek mógł być Meteti – słowo bogaty nie starczyło do określenia nawet ćwierci jego majątku.

Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

10 paź 2013, 17:33

Luna usiłowała podążać wzrokiem za krawcem, czego konsekwencją mogło okazać się potencjalne skręcenie karku. Była jednak tak oczarowana mistrzem, że nic sobie z tego nie robiła. Był zupełnie inny niż się tego spodziewała. Zwykle, gdy coś tak diametralnie różni się od naszych wyobrażeń powoduje pewną irytację i uczucie zagubienia. Tym jednak razem skrzatkę, w oczekiwaniu najgorszego spotkało… najlepsze! Oh, gdyby tylko życie częściej płatało nam takie figle!

Mateti nie miał w sobie nawet krztyny wielkomiejskiego bufona. Był bezpośredni, skromny, ubrany… cóż, dla kogoś z ulicy, pewnie można by to zakwalifikować jako łachmany, jednak Lunie szalenie podobała się prostota, która biła ze stroju krawca.

Nawet jej drobna pomyłka, która zdradzała jej niedouczenie, nie wywołała rumieńca wstydu u dziewczyny, a jedynie szczery śmiech. Wszystko zdawało się iść w dobrym kierunku. Luna nie tylko miała dostać nową szatę – czekało ją nowe życie, nowa przygoda. No i, co równie ważne, po raz pierwszy od dawna skrzatka miała przed sobą jakiś cel. Beztroska tułaczka ma swoje uroki, dobrze jest jednak dokądś zmierzać.

Wraz z pojawieniem się krawca, bogactwo jakim aż kipiał jego warsztat przestało onieśmielać kwateronkę. Dlatego teraz, z sporą pewnością siebie i nieco zadziornie postanowiła odpowiedzieć mu na pytanie.

-Potrzebne mi spodnie. Prawdziwe, skórzane spodnie… dobrze gdyby opinały to i owo – chcę nosić męskie ubrania, nie chcę jednak, by ktokolwiek miał jakieś wątpliwości, co do mojej płci. – Oświadczyła filigranowa kobietka, z szelmowskim uśmiechem.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

26 paź 2013, 15:12

MG:
Mateti zawirował wokół własnej osi, podskakując na jednej nodze. Śmiał się przy tym szaleńczo. Cieszył? Trudno stwierdzić.
Wyzwanie! – wrzasnął śmiejąc się – Wyzwanie! Fantastycznie! Dobrze, chodź ze mną. – podskoczył na palcach, jakby nie był cięższy od myszy domowej i złapał za rękę Lunę. Jego skóra była delikatna, a dłoń ciepła.

Pociągnął skrzatkę, a ona sama nie wiedziała jak to się stało, że wpadła w rytmiczny, taneczny krok. Wirowała i skakała z mistrzem po pokoju, zbliżając się do manekinów i wałków z materiałami. Świat wirował… Nie, tańczył razem z nimi. Kukły drewniane zaczęły przybierać twarze. Twarze, które się śmiały i cieszyły razem z parą. Za chwilę nawet te drewniane imitacje człowieka wprawiły się w ruch i wszystko zamieniło się w wielki bal, którego nie było początku ni końca. Uderzenia o posadzkę dębowych pięt wybijały rytm. Skrzypienie ruchu ramion w akompaniamencie szumu szat poruszanych wprowadzało muzykę.

Mistrz cieszył się nieskończenie, jednak błysk czegoś obudził Lunę z transu. To co zobaczyła zamroziło jej serce, a jednocześnie było za późno, by zareagować. Śmiech nie ustawał, a srebrne ostrze przecinało powietrze z niesłyszalnym świstem. Podążało ku Lunie. Wszystkie mięśnie kobiety się spięły, a tym razem śmiech szewca wcale nie był przyjazny.

Aha! – wrzasnął mężczyzna.

Dopiero teraz Luna otworzyła oczy i zobaczyła, że stoi zupełnie naga, a cały dotychczasowy strój i ekwipunek (poza biżuterią na szyi) leży na przepięknie zdobionej podłodze. Z szelestem jedwabiu zsunęły się z niej po jednym cięciu przez ostrze Matatiego. Serce waliło, a oddech gwałtownie wypełniał płuca.

Czas zacząć… – szepnął do siebie szewc.

Luna zorientowała się też, że wszystkie kukły stoją tam, gdzie stały wcześniej. Jakby nigdy nic się nie stało, a może naprawdę – nic się nigdy nie stało? Mateti zaczął z miną skupioną jak nigdy okrążać kobietę. W ciszy analizował jej ciało. Klepnął ją w pośladek, by sprawdzić jędrność. Szturchnął w brzuch, by sprawdzić twardość. Złapał ją za twarz i pokiwał jej głową, by zobaczyć ruch mięśni. Rozłożył jej ręce w górę, by dostrzec ułożenie talii.

Luna mimo wszystko stała oszołomiona i sparaliżowana. Była jedną z kukieł pomieszczenia. Na raz chciała i nie chciała się ruszyć, drgnąć chociaż. Na raz mogła i nie mogła tego uczynić. Mateti zaczął przykładać do jej ciała różne materiały różnych kolorów. Tworzywa dawały uczucie, jakby piasek delikatnie obsypywał skórę, innym razem jakby woda opływała delikatnie figurę. Szewc wetknął do buzi garść szpilek i przykładając materiały zaczął zaznaczać je, nakłuwać, by na nich odbić ciało Luny. Gdy skończył, zasiadł przed wielką ławą i rozłożył materiał. Spojrzał na wszystko i potem na Lunę. Tonem nasączonym grobową powagą spytał:

Bogato czy zwyczajnie, wytrzymało czy lekko, zwiewnie czy ciepło?
Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

30 paź 2013, 23:18

Luna kompletnie nie potrafiła wyjaśnić, jakim cudem nagle znalazła się kompletnie naga, na środku pracowni Matetiego. Jedyne, co jej zostało to przepaska na udzie, która przytrzymywała małe sztylety. Roztargniona, usiłowała zasłonić strategiczne miejsca, ale po chwili z rozbawieniem zauważyła, że brakuje jej rąk, by osłonić wszystko, co osłonięte być powinno, dała więc sobie spokój.
Nadal próbując pojąć, co się właściwie stało, skrzatka spojrzała na krawca, a wyraz jej twarzy mógł oznaczać wszystko, prócz zażenowania.

Zręczne palce. To dobrze, nareszcie wiem, że jestem w dobrych rękach.– Kątem oka kobietka zauważyła sługę, miała wrażenie, że biedny chłop oblał się rumieńcem, w momencie, w którym dostrzegł jej spojrzenie. Ta myśl wprowadziła skrzatkę w jeszcze lepszy nastrój. Głos mistrza przywołał ją do rzeczywistości.
Hm… Ani bogato, ani, bogowie brońcie, normalnie. Przyda mi się coś wytrzymałego, ale nie może krępować ruchów. Koniecznie potrzebne mi jest też coś, na nadchodzącą zimę… Myślałam o skórzanych spodniach i jakiejś krótkiej pelerynie. Nie mam też koszuli… – Blondyneczka nagle urwała swoją wyliczankę. – Oj, wybacz, paplam i paplam. Nadążasz? – Z właściwą sobie prostostą zwróciła się do krawca, a uważny obserwator zauważyłby, że Anot, usłyszawszy to, przybrał wyraz twarzy, który towarzyszy zwykle ludziom jedzącym coś zepsutego.

Całe szczęście właściciel salonu miał do siebie o wiele więcej dystansu, niż jego sługa. Spojrzał przyjaźnie na swoją klientkę, a jago oczy zdawały się mówić, że uwielbia tego rodzaju wyzwania. Luna, kompletnie zapominając o nagości podeszła do niego i zaproponowała, że narysuje mniej-więcej o co jej chodzi.

Czasami też coś szyję. – Wyjaśniła, widząc zdziwienie krawca, po czym nakreśliła szkic pięknej, zapinanej z boku na guziki peleryny. Kapota miała oczywiście kaptur i była dość obszerna, choć nie długa – sięgała zaledwie bioder. Obok peleryny skrzatka, z dziecięcym zapałem rysowała spodnie, wiązane z boku rzemieniem. Może brakowało jej nieco kunsztu, jeśli chodzi o sztukę rysunku, nie przeszkodziło to jednak w zrozumieniu ogólnego zamysłu.
No, co sądzisz? - Okropnie się niecierpliwiąc, kwateronka czekała na ocenę mistrza.

Tym czasem na dworze zerwał się wiatr i fala zimnego powietrza wdarła się nagle do pomieszczenia. Kilka kosmyków jasnył, miękkich włosów, uwolniło się ze splotu na karku dziwczyny, a na jej różowy pośladkach pojawiła się delikatna gęsia skórka.
Przydałoby się coś na rozgrzewkę, pomyślała. Tym razem, nie chodziło jej chyba jednak o gorzałkę.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

02 lis 2013, 04:10

MG:

Mateti odstąpił miejsca Lunie nieco zaskoczony jej śmiałym postępowaniem. Mało która… Nie, żadna. Żadna, do tej pory, klientka nie przesunęła szewca, by wskazać mu palcem, co i jak ma robić. Niemniej było to zdziwienie pełne pozytywnych uczuć. Luna posiadała według gospodarza dobrą kreskę – wskazywało na to sugestywne przytakiwanie i wyraz twarzy mówiący co najmniej "może być niezłe"

Wtedy dopiero Mateti dostrzegł walory kobiece tuż przy nim. Złapany w sidła mógł zareagować tylko w jeden sposób. A dokładniej – mógłby zareagować, ponieważ sugestywne, mówiące "przepraszam, że przeszkadzam, ale…" chrząknięcie służącego zrujnowało wszystko. Zaszyjdziura nagle odsunął się nieco i poprawił. Szybko narzucił na Lunę ciepły koc, a następnie przeprosił, by udać się kilka kroków w stronę Anota. Miała wtedy miejsce wymiana szeptów.

Gdy Mateti skończył konwersację wrócił do klientki. Powiedział już łagodnym i przyjaznym tonem:

Wybacz mi, panienko, moje, śmiałe posunięcia. Być może zbyt śmiałe… Proszę, zapraszam Cię do jednego z moich pokoi . Daj mi nieco czasu i swoją pracę skończę. Anot Cię zaprowadzi, ja muszę w tej chwili zostać sam w skupieniu. – uśmiechnął się uprzejmie, jednakże widać było, że czuł się nieco skrępowany. Może było mu głupio, a może coś się stało – wieści, które przyniósł służący nie były zbyt dobre?

Anot objął delikatnie Lunę w ten sposób nieinwazyjnie wypraszając kobietę z pomieszczenia. Poprawił koc spoczywający na barkach kobiety i zaczął prowadzić w milczeniu na piętro. Nawet jeśli Luna by próbowała zaczepić, uszczypać złośliwością Anota, który przerwał w jednym z najlepszych chwil ostatnich długich dni kobiety, to on nie reagował na to w żaden sposób. Milcząc kontynuował przewodzenie, aż doprowadził Lunę do jej pokoju. Kluczem otworzył drzwi i szeroko je rozchylił.

Oczom kobiety ukazała się przepiękna izba z cudownymi malunkami na złoto-białych ścianach. Salon, do którego wkroczyła kobieta rozchodził się na dwa pokoje – sypialnia oraz pokój potrzeb intymnych. Anot poinformował również, że gdy mistrz skończy pracę, on, albo mistrz przybędą po Lunę. W tym czasie również służący zachęcał do "czucia się jak w domu" i wzięcia ciepłej kąpieli. Sznur, który wisi w łazience jest do wzywania służek niosące ciepłą wodę, jeśli ta byłaby potrzebna. Po tej informacji, Anot zamknął drzwi.

W pokoju masz wszystko czego potrzebujesz. Ubrania, które z pewnością nie będą aż tak małe jak Ty, znajdują się w garderobie (meblu, nie pomieszczeniu.
Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

29 gru 2013, 15:41

Niezbyt zadowolona z takiego przebiegu wydarzeń skrzatka bezwładnie padła na łóżko. Oczywiście, przemknęło jej przez myśl, żeby zwiać Anotowi i wrócić do głównej sali, nie mogła jednak nie przyznać, ze pomysł ten pozbawiony był sensu. Wprowadzona w diabelską irytację spowodowaną niezaspokojoną namiętnością zaczęła mruczeć pod nosem rozmaite wyzwiska skierowane do ogółu męskiej rasy. Nagle jednak zerwała się w pół słowa. Wszystkie jej rzeczy, poza pierścieniem, który bezpiecznie tkwił na środkowym palcu i sztyletami umocowanymi przy nodze, zostały na dole! Normalnie Luna popędziłaby co tchu po swój cenny ekwipunek, jednak to co się przed chwilą zdarzyło, kazało jej nieco zwolnić.

Rozgorączkowana zaczęła zastanawiać się, co robić. Już raz dziś została okradziona. Nawet jej wszechświat nie mógł nienawidzić do tego stopnia, by w przeciągu jednej doby spotkała ją dwa razy taka sama tragedia. Kobietka wzięła kilka głębokich wdechów, ruszyła w stronę sporej szafy, którą trafnie wzięła za garderobę. Wszystkie istoty stają się bezbronne z tyłkiem na wierzchu, dlatego warto zadbać o coś, co choć trochę przysłoni ciało, zanim zacznie się działać. Do tego celu świetnie nadała się tunika, która przeciętnemu człowiekowi sięgałaby pewnie do pasa, Lunie jednak zasłoniła prawie całe uda.

– Wszystko fajnie, tylko gdzie moja talia? – mruknęła, jakby zapominając, że brakuje jej czasu na głupoty. Weszła cała do szafy, mieściła się tam bez kłopotu, i po chwili, nieco rozczochrana wyszła, w geście triumfu ściskając w ręku delikatny, pleciony, skórzany pasek.

– No, teraz mogę iść! – pomyślała z zadowoleniem skrzatka. – Ale może jeszcze…

Powiedzmy to sobie wprost. Luna nie należała do osób jakoś specjalnie obytych. W lesie, z którego pochodziła, nikt nie tylko nie miał służby, nikt nawet nie myślał, żeby o tym marzyć. Co prawda, liczne skrzacie wędrówki, jakie nasza bohaterka zdążyła odbyć w swym, nie tak krótkim, życiu, nauczyły ją sporo i dodały czegoś na kształt ogłady. Mimo to, wychowana w prostej skrzaciej norce i doświadczona przez hulaszczy tryb życia skrzatka, widząc sznur, służący do wezwania służek, po prostu nie mogła się na nim nie uwiesić. Tak więc, znów lekkomyślnie zapominając, że piekielnie się spieszy, z szaleńczym śmiechem wskoczyła na sznur i zaczęła się na nim huśtać jak dzikie zwierze na lianie.

Konstrukcja, choć niewątpliwie solidna, nieprzystosowana była do tak niecodziennych wybryków, dlatego służki, które pojawiły się błyskawicznie, zastały Lunę leżącą na podłodze, targaną spazmami śmiechu, cały czas ściskającą w rękach sznur. Na widok dwóch obcych kobiet kwateronka próbowała się uspokoić, jednak osłupienie malujące się na ich twarzach wprowadziło ją w jeszcze większe rozbawienie, a że śmiech miała zaraźliwy, to po chwili wszystkie trzy chichotał jak głupie.

Kiedy blondyneczce wreszcie udało się odzyskać odrobinę powagi, poprosiła grzecznie służki, by przygotowały dla niej najwyśmienitszą strawę, jaką są w stanie zdobyć i nalały wody do wanny, ona zaś za moment powróci. Służki pokiwały głowami, na znak, że rozumieją i z radością wykonają rozkazy i odeszły w pośpiechu. Skrzatka ich śladem wyszła z komnaty i pewnym krokiem ruszyła odzyskać swoje rzeczy. Po kilku minutach była już z powrotem w głównej sali.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

15 sty 2014, 00:36

MG:

Skrzypnięcie drzwi, które ogłosiło przybycie Luny do sali szewca natychmiast wprawiło go w osłupienie. Okazało się, że blisko niego znajdowała się jakaś nadworna pani, do której Meteti się mizdrzył. Luna bystrym okiem dostrzegła, że szewc w pierwszej chwili chciał natychmiast wypędzić gościa krzykiem i gwałtownymi gestami, jednak potem dostrzegł, iż gość to Luna. To sprawiło, że stał w osłupieniu zerkając raz na Lunę, raz na damę obok.

Eee… – właśnie uświadomił sobie, że nie zna imienia Luny – Tak, panienko. Niebawem skończę pracę. Nie ma potrzeby do niepokojów. Ale gdzie moje maniery. To jest Fanisa. – wskazał na nieznajomą Lunie – Faniso, poznaj… poznaj…. Eee… To jest… – twarz Metetiego przybrała minę pytającą.

Fenisa wyglądała, jakby sam bóg sztuki w krysztale kształtował. Miała idealne proporcje ciała, wydęte acz nie za duże piersi, talie ślicznie wciętą, delikatną cerę, długą i zgrabna szyję, takie też palce u dłoni. Fakt, że wprawione w rzemiośle oko Luny dostrzegło ukryty spięty gorset, przez który pewnie ledwo kobiecina oddychała. Niemniej liczył się efekt końcowy – zadowalający.

Dama surowym, wywyższającym się wzrokiem potraktowała Lunę od stup do głów. Przypominała piękny posąg z marmuru. Szybko jednak po zakończonej analizie schyliła się nisko z wyćwiczonym, ładnym uśmiechem. Powitała Lunę w ten sposób. O dziwo, co już lekko nie wypadało, ewidentnie nie miała zamiaru opuścić pomieszczenia i boku mężczyzny, przeciwnie – wtuliła się nieco mocniej. Luna była interesantką Metetiego, więc ona miała pierwszeństwo w rozmowach. Dama spoglądała jedynie na Lunę pytająco "czegoś chciałaś, kobieto?".

Awatar użytkownika
Luna
Posty: 76
Rejestracja: 16 mar 2012, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26310#26310

10 lut 2014, 19:13

Nadęta panna u boku krawca nie wzbudzała nieposkromionej sympatii. Właściwie w brzuchu skrzatki pętlił się teraz wstyd, nienawiść i wściekłość. Zła była głownie na siebie, lecz nie przeszkadzało jej to w skupieniu złej energii, na podłym, obrzydliwym samcu, który, jak to samiec, ponosił winę, za całe jej nieszczęście.

Zostawiłam tu moje rzeczy – wycedziła przez zęby, dumnie wypinając pierś, w swojej za dużej tunice. Może i paniusia Matetiego miała na sobie piękne szaty, ale takich jak ona były miliony. Ile zaś jest na świecie skrzatek, w sukienkach ledwo zasłaniających pośladki? Z informacji, które posiadała Luna, jasno wynikało, że tylko jedna.

Z szybkiego sprawdzenia swojego wyglądu w lustrze, przed opuszczeniem komnaty, skrzatka pamiętała, że wygląda świetnie. Dziewczyna wyłowiła wzrokiem swoją torbę i tupiąc, tak, by nie dało się w żaden sposób nie zwracać na nią uwagi podeszła i wypinając tyłek zaczęła zbierać swoje rzeczy. Obładowana jak osioł, cały czas zachowując pozory godności, Luna podeszła do Matetiego i mierząc go zimnym jak lód spojrzeniem powiedziała, że będzie czekać w swojej komnacie.

Mam nadzieje, że inne zajęcia, nie spowolnią wykonania mojego zamówienia. Ten, który mnie przysyła mógłby nie przyjąć za dobrze informacji o tym, że jego znajomą potraktowano bez należnego szacunku. Rozumiem, że w szatach najbardziej pasjonuje cię zdzieranie ich z kobiecego ciała, choć pierwotnie uznałam cię za prawdziwego artystę - tu kwateronka wyzywająco podniosła brwi.
A tobie, paniusiu, gratuluje wyboru. To zaiste zacny mąż, skarb każdej niewiasty. Podobno brak właściwego oręża da się nadrobić praktyką, być może właśnie stąd jego ciągłe ćwiczenia, w różnych warunkach.


Wszystko zostało już powiedziane, więc Luna postanowiła wrócić do swojego pokoju, gdzie miało na nią czekać wspaniałe jedzenie. Mogłaby, oczywiście, wybiec z zakładu krawieckiego, przeklinając jego właściciela na 5 pokoleń, jednak honor honorem, a nowe ciuchy jakoś trzeba zdobyć. Poza tym obawiała się, jak zareaguje na tak nieodpowiedzialne zachowanie jej dobroczyńca. Przygryzła więc dolna wargę powstrzymując łzy wściekłości i odwróciła się na pięcie. Są, na tym porzuconym przez bogów świecie, dranie, dla których warto cierpieć, lecz Mateti z pewnością nie był jednym z nich.

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.