Przystań u Teodora

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Przystań u Teodora

16 cze 2013, 12:20

Z zewnątrz zwykła, nieco obskurna kamienica z czerwonej cegły o wielkich mosiężnych drzwiach, których jedno skrzydło jest wiecznie rozchylone, zaś we wewnątrz – karczma w której prócz miodu i luźnej atmosfery można było doświadczyć rozrywki od strony różnej masy błaznów, muzyków, tancerzy bądź innych ludzi zabawiających gości na obszernym podeście znajdującym się w głębi pomieszczenia. Oczywiście ci o słabszych głowach lub bardziej zmęczeni mogli korzystać również z noclegowni, która obejmowała wyższe kondygnacje budynku. Ceny noclegu były tu wyjątkowo niskie ze względu na obskurne łóżka oraz hałas zabawy, muzyki i śmiechu niosącego się z parteru, czyli głównego pomieszczenia karczmy, przez cały boski dzień.
Sala główna była obszerna i zajmowała cały parter. Nie była dzielona ścianami czy coś w tym stylu. Było to jedno wielkie pomieszczenie o wysokim suficie, który był podtrzymywany przez filary ciągnące się równolegle przez całą długość, jak i szerokość. Po prawej stronie od wejścia można było uświadczyć długi blat za którym prócz kilku rosłych chłopów rozdających alkohol jakości adekwatnej do ceny, można było dostrzec drzwi zza których rzędami wychodziły kobiety niosące półmiski i inne dyrdymały do stołów które były rozstawiane po lewej i w głębi pomieszczenia, tuz przed sceną, tak, że na samym środku znajdowała się pusta przestrzeń gdzie ludzie mogli tańczyć, łatwiej się przemieszczać, podpierać kolumny czy po prostu zgonować ze świadomością, że może nie zostaną zanadto po rozdeptywani.
~*~
MG
Elajcha zatrzymała się sześć kroków przed wejściem do "Przystani u Teodora" i pokłoniła się służebnie dłonią wskazując wejście do przybytku, po czym nieco teatralnie zasugerowała, iż:
-Oto jesteśmy na miejscu ma pani. Oprowadzić jaśnie panią po wnętrzu? – Oferując swoje ramię, niczym mężczyzna damie. Wszystko to wskazywało na to, że kobieta dobrze się bawiła żartując sobie ciągle ze wcześniejszej sytuacji gdy to Adela grała jaśnie wielmożną szlachciankę i jakoś tak nie wiedzieć czemu spodobał jej się ten motyw i żartobliwie go kontynuowała. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że dla Adeli mogło to nie być wcale śmieszne, no ale…trudno.
W każdym bądź razie czy też Adela wzięła ją pod ramie czy nie, Elajcha przeszła przez uchylone skrzydło do wnętrza budynku. To właśnie przez nie wydobywał się gwar rozmów, śmiechu, muzyki, zapach jedzenia, trunków, lecz również jedzenia i gryzącego nozdrza dymu. Wszystko to zachęcało, bądź zniechęcało ewentualnych przybyszów czy też tubylców do zawitania w progach Teodora i jeśli Adela się przemogła i weszła ujrzała scenę rodem z wielkiej karczmy. Piący, jedzący, spici, trzeźwi, tańczący, myślący, że umieją tańczyć, kantujący w karty oraz awanturujący, jak również potulni ludzie mogli jej się rzucić w oczy w tym pomieszczeniu. Wszystko wymieszane w jedną zbitą biesiadującą masę. Od wejścia widać było również podest w głębi pomieszczenia, na którym właśnie były odgrywane jakieś rodzajowe scenki. Zabawne, rodzajowe scenki, które kreowała para młodych mężczyzn robiących sobie wyreżyserowane psikusy na scenie, które bawiły publiczność…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

17 cze 2013, 11:28

Wciąż jej nie wierzono, że jest szlachcianką, to wręcz cudownie, nikt nie skojarzy jej z damą z Lokent. Przewróciła oczami słysząc zgryźliwości Elajchy i wyraziła twarzą pogardę co do jej zachowania, jaką zwykli wyrażać ludzie jej stanu do nadwornej gawiedzi. Szła uważnie do miejsca, do którego prowadziła ją kobieta, trzymając bezpieczny dystans i dłoń blisko jej rapiera. Bądź co bądź, bronią radzi sobie na tyle dobrze, że żaden rabuś nie jest w stanie jej zagrozić. Była pewna jak nigdy swoich poczynań, nie ma przecież nic do stracenia, nawet gdy prowadzą ją do zbójeckiej siedziby.
Podczas krótkiego spaceru, analizowała uważnie zachowanie pospólstwa. Jej strój tym razem nie wyróżniał się niczym na tle reszty kobiet z miasta, mogła więc być spokojna, że o ile nie zwróci na siebie uwagi jakimś czynem, nikt się nią nie przejmie.
Po chwili dotarli do jakiś drzwi. Zapach mięsiwa i alkoholu uświadomił Adeli jak bardzo jest głodna, dawno nic nie jadła, przynajmniej nic konkretnego. Hałas jaki robili bywalcy tego przytułku był czymś nieznanym wcześniej dla damy jej pokroju. Zwykłe chamstwo, tak tylko mogła określić niecodzienne dla niej zachowanie motłochu. Wciąż czuła się kimś lepszym niż zwykli mieszkańcy miasta. Weszła do środka ignorując przewodniczkę, rzuciła jej tylko obiecanego miedziaka, pokazując, że nie mają już ze sobą nic wspólnego. Teraz trzeba było zakręcić się koło kogoś, kto z tym niby teatrem, ma coś wspólnego. Mały podest, mający robić za scenę, przykuł szczególną uwagę dziewczyny, nie był to co prawda teatr, ale być może w tym słynnym mieście, wysoka kultura jest na niskim poziomie.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

23 cze 2013, 02:26

MG

-Jak duszyczka sobie pragnie. – Kobieta pochwyciła miedziaka jakby nieco od niechcenia, po czym pożegnała Adelę, która zawirowała w tłum. Ciężko było powiedzieć czy…to była dobra decyzja. Elajcha, nie oszukujmy się – wyglądała i zachowywała się jakby zdjęto ją z tego śmiesznego podestu. Jeszcze ten ubiór…do tego grała z Adelą w sługę i pana, choć najwyraźniej młoda dziewczyna kompletnie tego nie zauważyła i nie zwróciła uwagi na te podpowiedzi. Musiała szukać kogoś od nowa z kim mogłaby nawiązać rozmowę. Upur i zaślepienie tym by jak najszybciej znaleźć się na deskach nie był niczym dobrym. Dziewczyna bowiem najwyraźniej nie myślała przez to zdrowo. Mogła w końcu jakoś równie dobrze wykorzystać Elajchę, która jeszcze chwilę wcześniej oferowała jeszcze przy Hugo, na rynku możliwość noclegu. Teraz zaś Adela została znów sama. Bez pieniędzy które wydała na swoje odzienie, bez jezdnia, bez znajomości ślepo podchodziła pod drewniane wzniesienie, na którym błaznowało dwóch młodzieńców. Musiała lawirować miedzy stolikami. W pewnym momencie mogła poczuć wielką, obcą łapę na swym tyłeczku. Łapa należała oczywiście do jednego z krępych i nieco już wstawionego jegomościa, który macną Adelę po czym dzielił się wrażeniami z kumplami. Tak, tak, karczmienna atmosfera pełną piersią.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

23 sty 2015, 00:34

MG

Samotna dziewczyna zmierzała powoli w kierunku podestu, przeciskając się przez tłum ludzi. Nie było to łatwe zadanie, gdyż w Przystani Teodora znajdowało się w tej chwili mnóstwo klientów. Oczywiście, większość z nich była już pod znacznym wpływem alkoholu. Mimo to, było dosyć spokojnie, żadnych bijatyk i nadmiernie rzucanych wulgaryzmów. Wyglądało na to, że wszyscy po prostu dobrze się bawią. Niektórzy nawet za bardzo, starając się złapać przechodzącą szlachciankę za tyłek, co jednemu się udało, ale dziewczyna nie zorientowała się kto to był, panował zbyt wielki chaos.

Niezrażona Adela parła naprzód, skupiając się na swoim celu. Wydawało się, że nic nie może jej powstrzymać przed dotarciem do "sceny". Jeszcze trochę, kilka kroków, jeden, dwa… Już jedną nogą była na scenie, gdy ktoś złapał ją za nadgarstek i szarpiąc mocno, niemal zwalił ją z nóg. Zdezorientowana szlachcianka przez chwilę nie mogła się połapać w sytuacji, widziała tylko szerokie plecy napastnika. Nim zdążyła zrobić cokolwiek, znalazła się na zewnątrz, nikt nimi się nawet nie zainteresował. Mężczyzna pchnął ją tak, że dosyć boleśnie wylądowała na pośladkach.

- Niech no dokładniej spojrzę… – Mruknął cicho brutal i nachylił się nad nią, dokładnie się jej przyglądając. Napastnik, który siłą wyciągnął ją z lokalu miał jakieś 180 cm wzrostu, był postawny i szeroki w barach, a jego twarz urodą nie grzeszyła. Nie była paskudna, nawet zbyt wielu blizn nie miał, ale było w niej coś takiego, co odrzucało. Może to przez oczy, mocno brązowe, które każdemu posyłały spojrzenia pełne pogardy. Jego uroku dopełniał kilkudniowy zarost i lekko krzywy nos, który nosił ślady paru potyczek. Mężczyzna nosił wysłużony, skórzany pancerz, a przy lewym boku wisiał jednoręczny miecz. Z pewnością nie był to ktoś, z kim chciałaby się zadawać Adela.

- No i co? Trzeba było uciekać, pannico? Zabieram cię do domu. – Rzekł do niej, obserwując ją uważnie i czekał, aż dziewczyna się pozbiera. - Wolisz po dobroci, czy też może… inaczej? – Zapytał na koniec i paskudnie się uśmiechnął.

Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

23 sty 2015, 15:45

Gwar gospody powinien ją przerażać, mnogością prostoty i nieobliczalności zwykłego ludu. Mimo to czuła się jak ryba w wodzie, niczym po drugiej stronie zaczarowanego lustra, gdy tak lawirowała pośród tłumu, do którego nawet w najmniejszym procencie nie mogła pasować. Zabawne, że tak bardzo chciała być jak oni. Rubaszne twarze pożerały wzrokiem jej tyłek, a liczne dłonie próbowały wziąć to, co z pozoru było słabe i skazane na apetyt dzikości niepohamowanych pożądań. W jej oczach panowała ciekawość i narastające pragnienie… Oto teraz, gdy jest tutaj, u celu swojej podróży, tak daleko od Lokent, jest jak ptak wypuszczony z zbyt ciasnej klatki. I właśnie ta ptaszyna, stawiając kolejne, drobne kroczki na balansującej, cienkiej linii przeznaczenia, szykuje się aby rozwinąć skrzydła, być może po raz pierwszy w swoim życiu. Przypominała ćmę lecącą do ognia, aby spalić się w tym, co kuszące. Wyobraźnia już kreowała doskonały scenariusz. Wejdzie na scenę i uwolni szał, utkwiony w sercu, tą rozkosz, którą dusiła w sobie, w radosnym tańcu i śpiewie, który zapanuje nad żywiołem tłumu i każdemu doda uśmiechu na twarzy. Już za chwilę, wystarczy jeszcze kilka kroków i…
-Puszczaj!– wydarła się oburzona, gdy ktoś chwycił jej nadgarstek. Narobiła harmidru tak jak tylko damy w opresji potrafią zwrócić na siebie uwagę tych, w których budzą się resztki szlachetności. Ale nic takiego nie nastało, w nikim nie poruszył się rycerski instynkt, nikt nie pospieszył jej z pomocą, a nawet nikt nie zwrócił uwagi… Została więc wyciągnięta, ku swojemu zaskoczeniu na zewnątrz, gdzie ktoś miał do niej niezwykle pilny interes, a ona została pozostawiona sama ze sobą, wraz ze swoim rozczarowaniem i naruszona wiarą (a raczej naiwnością), że motłoch jest z natury pomocny.
-Czego właściwie chcesz od damy ty brutalu!– rzuciła z pogardą, gdy kolejny zbir jakich wielu już napotkała, zaczął ją oglądać. –Nie mam pieniędzy… Jakiego domu? Jestem stąd, wystarczy na mnie spojrzeć…– łudziła się, że jest podobna do radosnej gawiedzi przebywającej u Teodora, jednak ruchy i szlachecka duma zdradzały ją już na pierwszy rzut oka. Postanowiła robić dobrą minę do złej gry. Wciąż rwąc się i krzycząc, próbowała uciec z rąk śmiałka. Logika podpowiadała, że to kolejny najemnik jej ojca, ale że od tak dotarł aż tutaj? Niestety wciąż nie była tak silna, aby wyrwać się z jego dłoni. Spojrzała na twarz oprawcy, z wyrzutem kogoś, komu znowu odbiera się marzenia. Miała wrócić i zrezygnować z tego, o co tak dzielnie walczyła? Prędzej zginie! Pomyślała tęsknie o scenie i jej pragnieniu. Podobnie jak bohaterowie z jej książek, święcie wierzyła, że powinna iść za głosem serca, inaczej nie spojrzy sobie w twarz. Czuła, jak ktoś ją rozdziera, po raz kolejny wsadza do klatki i znów doszła do wniosku, że życie szlachcianki to udręka. Mimowolnie po poliku popłynęła łezka, przecież nie chciała, aby tak to się skończyło. Ona taka delikatna i wrażliwa? Od kiedy? Ale czy mogła walczyć z kimś dużo silniejszym? Czy mogła walczyć z przeznaczeniem i tym, do czego została urodzona? Z rezygnacją zaprzestała walki, delikatnie zbliżając się do mężczyzny. Po całym jej ciele było widać, że się poddaje, gdy nagle…
-Gnij dziadu!– obcas poleciał w stopę śmiałka, a druga noga wymierzyła mu kopniaka w przyrodzenie, wkładając w to całą furię nastolatki. Teraz czas na to, co ćwiczyła przez długi czas. Rzuciła się w ucieczkę ciasnymi uliczkami, byle dalej, byle do miasta i ludzi…
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

25 sty 2015, 11:21

MG

Niewiele zabrakło dziewczynie, żeby dostać się do upragnionej sceny. Jedną nogą właściwie już na niej była, gdy brutalnie wywleczono ją przed kamienicę. Nikt nawet nie zauważył damy w opałach, mimo jej głośnych krzyków. Na ulicy było całkiem pusto, nie licząc młodej i bardzo oburzonej dziewczyny oraz najemnika, który krzywił się raz za razem, gdy Adela robiła niepotrzebny jego zdaniem raban.

- Po co te nerwy? – Zapytał mężczyzna, siląc się na uśmiech, który w jego mniemaniu miał zachęcić szlachciankę do uspokojenia się. - Ojciec bardzo się o ciebie martwił. – Spróbował użyć jeszcze bardziej przekonującego argumentu i chyba mu się to udało. Po policzku Adeli popłynęła słona łza i najemnik uzyskał pewność, że złapał właściwą dziewczynę. Ona jednak była dobrą aktorką i udało jej się całkowicie nabrać mężczyznę, który nie przywykł do towarzystwa wykształconych kobiet.

Adela z wściekłością zaatakowała nagle faceta, który zupełnie się tego nie spodziewał. Nie mniej jednak, miał on nad nią znaczącą przewagę w postaci doświadczenia i wyszkolenia. Lekko przesunął stopę i przewidując następny ruch dziewczyny, ustawił swoją nogę na drodze jej kopniaka. Spodziewał się z jej strony takiego ataku, wystarczająco wiele razy dostał od kobiet w genitalia, by wiedzieć jak się chronić przed tego typu uderzeniami. Najemnik wykorzystał jeszcze wolne ręce i nim Adela zdążyła jakoś zareagować, wyjął jej rapier z pochwy, drugią dłonią łapiąc ją za nadgarstek.

- Ech, droga panno, a chciałem to załatwić po dobroci. Tak źle ci było na dworze ojca, że uciekłaś aż tutaj? Czeka nas teraz długa droga powrotna, ale nagroda jaka na mnie czeka jest zbyt wielka, żebym miał ci pozwolić znów uciec. – Mówił do niej mężczyzna, jednocześnie obserwując ją uważnie. Tym razem go nie zaskoczy. Najemnik wsadził sobie rapier pod pachę, a Adelę zarzucił sobie na ramię jak worek ziemniaków i ruszył w stronę dzielnicy mieszkalnej. Dziewczyna z pewnością była oburzona tym, jak została potraktowana, ale mężczyzna był silny i nic sobie nie robił z ewentualnych pogróżek, czy też słownych uwag.

- Nie wierć się i siedź cicho. Ty wrócisz do wygodnego życia, ja dostanę pieniądze i wszyscy będą szczęśliwi. Nie mam ochoty ciągnąć cię całą drogę na postronku. – Powiedział jeszcze najemnik, zupełnie nie przejmując się napotkanymi po drodze ludźmi.

Awatar użytkownika
Astallia
Posty: 79
Rejestracja: 11 lis 2012, 14:04
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 40233331
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2317

25 sty 2015, 16:13

-Ale…– jej atak został udaremniony z zadziwiającą wprawą. Czyżby tym razem prawdziwy profesjonalista pofatygował się na nią? Jej nadgarstek został pochwycony, a gdy drugą ręką sięgała po rapier, już go nie było. Posłała mu gniewne spojrzenie, czując jak ostatnie deski ratunku toną w głębi oceanu, który zwie się porażką…
-Jak możesz bydlaku?!– wydarła się na całe gardło, łudząc się, że ma szanse na wyrwanie się z uścisku. Oczywiście nie dawała za wygraną. Miotała się jak wściekła łania, a co! Powinna odczuwać bezradność, zamiast tego gniew kazał próbować wszystkiego, co dawało cień nadziei, nawet wtedy, gdy najemnik zarzucił ją sobie na ramię. Wierzgała i biła po jego pancerzu swoimi małymi dłońmi.
-Na pomoc! To porywacz!– Krzyczała, próbując zwrócić na siebie uwagę ludności. Co do cholery, żadnych patroli? Nie mieściło jej się w głowie, że ktoś od tak może sobie wziąć młodą damę na ramię i zaprowadzić dokąd mu się tylko spodoba. To chyba nie tak działa praworządne miasto? Tutaj, z dala od Lokent nie podlega rodzimej jurysdykcji, Wolenvain to przecież…
-Wezwać do cholery straż!– pomyślała, że może to jej język sprawia wrażenie zbyt kulturalnego, a przecież wiadomo, że jak nie krzyknie się na pospólstwo, najlepiej dorzucając wulgaryzm, to żaden nie zrozumie. Że też najbardziej ostrym w jej słowniku było wyrażenie "cholera", tuż po "ojej" oraz "ojć". Doprawdy, nie uczą młodych szlachcianek niczego, co przydaje się wśród niższych stanów. –No kurde ludzie? Serio nikt nie widzi, że coś jest nie tak?– nie mieściło jej się w głowie zachowanie gawiedzi. Jakoś ona zawsze pomagała, nawet gdy nie chciała, nawet gdy musiała pobrudzić dłonie i paznokcie!
-Ej gnido! Odstaw mnie na ziemię, bo karzę cię ściąć.– wydała rozkaz najemnikowi. –Mam szerokie wpływy i nie zawaham się ich użyć, przecież gdy dotrzemy do bram miasta, patrol wysłucha płaczącą niewiastę.– nadal jej głos był podniesiony i nadal stawiała opór, przecież nie odda się tak zwyczajnie w ręce wysłannika z księstwa… Nikt nie ma prawa zarządzać jej losem, tylko ona… -Puszczaj!– wydarła się prosto do jego ucha. –Doprawdy… Co z ciebie za rycerz? Nawet się nie przedstawiłeś… Przecież możemy się dogadać, dostarczysz mój pierścień i nakłamiesz coś o tym, że zjadły mnie wilki.– może rozsądne argumenty go przekonają… Łudziła się, widząc (lekko zrozpaczona), że tyle jej pozostało.
–Potargujmy się mości… Jak ci tam…

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.