Przytułek dla umysłowo chorych im. Falgnusa Godnergville’a

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

Przytułek dla umysłowo chorych im. Falgnusa Godnergville'a

07 maja 2011, 18:50

Szpital, a właściwie jego pozostałości stoją niedaleko centrum Wolenvain, ale w takim miejscu, gdzie nie mieszka dużo osób. Teren należący do przytułku jest dość duży, a to ze względu na to, że to właśnie tutaj zsyłano wszystkich chorych na umyśle. Budynek był podzielony na trzy części: Pierwsza, główna część, w której załatwiało się wszystkie papierkowe sprawy miała dwa piętra, ale nie była zbyt duża. A te dwie pozostałe części to są połączone ze szpitalem długim na 5 metrów korytarzem, gdzie sprowadza się właśnie pacjentów. Jedna z tych części była dla osób "lekko" chorych, a druga dla poważniejszych przypadków. Obydwie części nie różniły się niczym, no może poza ochroną, jaka tam kiedyś pracowała. Gwoli ścisłości: Budynek A był od ciężkich przypadków, a budynek B od lżejszych. Swego czasu różniły się tylko ilością zatrudnionych pracowników. Każdy pokój był jednakowy, 7x7 metrów, wysoki na 3 metry, cały obity materacem. Oraz w każdym budynku była sala, w której chorzy mogli się spotykać.
To miejsce dalej by prosperowało, gdyby nie wielka ucieczka pacjentów w roku 355EF. Nie udało się żadnego uciekiniera złapać, jedynie pozostawione zwłoki tych słabszych. Można się domyślać, jak to miejsce zamieniło się w wylęgarnie dla szczurów, pająków, ale "psychiatryk" ma też swoje tajemnice…

//To jest miejsce fabularne dla mojej nowej postaci. NIE JEJ MIESZKANIE.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Korgan Hylar
Posty: 35
Rejestracja: 14 sty 2012, 11:03
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1420

04 lut 2012, 12:42

Widząc tłum, który zebrał się na placu, troszkę go zaskoczyła reakcja ludzi
pomyślał " będzie łatwiej szukać tych dzieciaków"
powoli przeciskał się przez tłum rozglądając się na boki.
Z tłumu wypatrzył małego dzieciaka, który aktualnie był przy drzwiach
Wolno podszedł do niego i powiedział
-Evan co ty tu robisz myślałem że…
stwierdził że nie warto
wziął mały rozpęd i uderzył z buta w drzwi " może to pomoże "
W między czasie uwagę przykuła dziwna istota która wyłaniała się nadzwyczaj z tłumu, powoli zbliżył się do wilkołaka
– Nie samowite wilk który pomaga ludziom. Czy twoje miejsce nie jest aby gdzie indziej.
od razu powiedział bez ogródek.
i spokojnie poczekał na reakcje
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

04 lut 2012, 14:01

Zbiegowisko wokół przytułku było pokaźne, coś naprawdę musiało być na rzeczy zwłaszcza że w regularnym tłumie rzucało się w oczy kilka charakterystycznych postaci, przynajmniej dla kogoś kto nie był przyzwyczajony do większych ilości nie-ludzi. Darrian po dołączeniu do szarej masy ludzi postanowił się trzymać jednej osoby którą znał.. jeśli można było takie stwierdzenie zaryzykować wobec jego towarzyszki która chowając się pod kapturem nie wyglądała wcale najdziwniej a nawet jeżeli to przytułek i ludzie wydający się być rodzicami dzieci z ogłoszenia przykuwali większość uwagi.
– A tak w ogóle.. jak mam się do Ciebie zwracać? Moje imię poznałaś. – Zaczął po chwili milczenia mając go powoli dość, a raczej mając powoli dość kompletnego braku jakichkolwiek informacji i kobiecie prócz jej charakterystycznego wyglądu. Imie jeśli jakieś miała chyba mogła wyjawić lub wymyślić jakieś kłamstwo jeżeli z jakiegoś powodu bałaby się to zrobić.
Awatar użytkownika
Mor Elen
Posty: 44
Rejestracja: 10 sty 2012, 00:15
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21786#21786

04 lut 2012, 22:22

Spokojnie wyczekiwał. Spojrzał na zebranych, na rodziców pogrążających się z minuty na minutę w rozpaczy, na tłum gapiów, którzy byli tu ze względu na to, że coś się działo, no i na nich. Wszyscy wyrachowani, nieco nieobecni. Mor Elen rozpoznawał niektóre twarze. W takim mieście jak Wolenvain plotki o nieludziach rozchodziły się zaskakująco szybko. No cóż – pomyślał – zobaczmy do czego to doprowadzi. Usiadł przy zamyślonym starcu, a nóż sama jego obecność czegoś go nauczy?
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

05 lut 2012, 00:03

MG
Tłum zbierający się na placu powiększał się z minuty na minutę, zalewając go niczym fala przypływu – w z pozoru niekontrolowany sposób, jednak dla obytych z tematem wykazujący pewne oczywiste prawidłowości. Tak oto wreszcie zaczęły pojawiać się w nim osoby zdecydowanie wyróżniające się spośród szarej masy, pełne namacalnej wręcz mocy sprawczej… zdolnej, bez krzty ironii, do poruszenia powałami tego świata. Wysiłki Evana jak i Korgana spełzły na niczym, podobnie jak działania kilku, bardziej obrotnych i ciekawskich obserwatorów, którzy poczęli rzucać kamieniami w okna przytułku…
Nie wszystkie rzuty były celne, co było w zupełności zrozumiałe, jednak to, co wzbudziło największą sensację nie było związane z umiejętnościami miotaczy. Większość okien przytułku już od dawna nie posiadała szyb, toteż spodziewanym wynikiem starań było po prostu wpadnięcie pocisków do środka, być może wybicie z ramy brudnych, niewielkich pozostałości po taflach szkła… jednak nic takiego nie miało miejsca. Gdy pierwszy, celnie rzucony kamień sięgnął otworu, który niegdyś stanowił zapewne sporej wielkości okno na piętrze, zamiast wpaść do środka, po prostu odbił się bezgłośnie… od powietrza i upadł na ziemię, tłum zafalował.
Nikt nie ważył się podnieść niewielkiego, płaskiego odłamka skalnego, na który teraz wszyscy, bez wyjątku, poczęli gapić się niczym sroki w gnat. Kilkanaście osób oddaliło się szybko z miejsca zdarzenia, nie chcąc mieć żadnej styczności z tajemniczymi siłami, które niewątpliwie zaznaczały swoją obecność w tym ponurym miejscu. Mimo, że zdarzenie z kamieniem nie należało do widowiskowych, wzbudziło wśród gapiów panikę, która z każdą chwilą szerzyła się coraz bardziej. Coraz więcej istot wyłamywało się z szarego szeregu, a wkrótce na miejscu pozostali tylko co bardziej wytrwali z gapiów, którzy najwyraźniej nie przejmowali się zaistniałą sytuacją na tyle, aby po prostu stąd uciec.
Na domiar tego wszystkiego, pod stopami zgromadzonych odezwały się dziwne, drobne wibracje. Każdy z trzech budynków przytułku zaczął wydawać z siebie cichy, buczący odgłos, który wwiercał się w uszy przebywających na placu ludzi, nie dając im szansy na skupienie się, po czym, jak nagle wszystko się zaczęło, tak nagle ucichło.
Troje drzwi otwarło się powoli, skrzypiąc i ukazując ziejącą wewnątrz pomieszczeń ciemność. Promienie zachodzącego słońca najwidoczniej nie zdołały przebić się do środka, bowiem bez przekroczenia progu nie sposób było dostrzec tego, co znajduje się w budynkach przytułku. Ludzie, którzy jeszcze chwilę temu błagali wszystkich o pomoc i próbowali na różne sposoby otworzyć drzwi zamarli nagle, nie wiedząc, co czynić dalej. Okazało się, że wreszcie ich pragnienia się spełniły – przytułek stał otworem.
Zanosząca się dotąd szlochem kobieta w brudnym, mieszczańskim stroju wyprostowała się, a na jej twarzy odmalowała się determinacja. Widać było, że zamierza wejść do środka i nic, w tym zatroskana twarz jej męża nie zatrzyma jej przed tym czynem.
– Ellen, nie! - krzyknął tylko barczysty osiłek, twórca prowizorycznego tarana, widząc, jak jego ukochana biegnie w stronę budynku przypadków ciężkich, aby po chwili zniknąć wewnątrz, w ciemnościach. Meżczyzna bez namysłu puścił się za nią, wraz z nim pobiegło kilka innych osób, najwyraźniej przyjaciół rodziny.
Inni, dotychczas próbujący otworzyć drzwi ludzie, spośród których dało się poznać rodziców innych zaginionych dzieci, podzielili się naprędce na dwie grupy, po czym przekroczyli progi kolejnych dwóch budynków – przypadków lekkich i administracji.
Kilku gapiów, którzy do tej pory wytrzymali na miejscu mimo złowrogiej aury przytułku, oczekiwało ich powrotu… na próżno. Z budynków nie dochodziły żadne hałasy, krzyki, tak jakby nikogo nie było wewnątrz, mimo, że kilkanaście osób właśnie do nich wkroczyło. Coś było tutaj wybitnie nie tak, a rozbiegane oczy znacznie uszczuplonego tłumu skierowały się w stronę obecnych na placu poszukiwaczy przygód, w niemej prośbie nakłaniając ich, aby ruszyli w ślad rodziców i ich przyjaciół.

//Jeśli ktoś przejdzie przez któreś z trojga drzwi, proszę, aby nie opisywał wnętrza wybranego budynku – ciemność tam panująca nie pozwala póki co na rozróżnienie szczegółów. Event rozpocznie się, gdy przez wszystkie portale przejdzie co najmniej dwudziestka osób.
Awatar użytkownika
Bruno
Posty: 124
Rejestracja: 03 lut 2012, 11:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1555

05 lut 2012, 00:41

Mroczna atmosfera unosząca się w powietrzu była pochłaniana głębokimi wdechami przez Bruna, który stał z boku oparty o ścianę jednego z domów przyglądając się zebranemu tłumowi. Aromat tego miejsca był dla niego od dziecka fascynujący, a teraz, gdy wokół przytułku zebrało się tyle osób, które z głuchym strachem wpatrywało się w niego podnosiło poziom mrocznego klimatu tego miejsca. Szlochające matki, pocieszający ojcowie – Saviano przyglądał się temu w milczeniu, a sprawiało mu to niemały żal. Zamknął na chwile oczy i odchylił głowę chcąc pochłonąć ostatnie promyki słońca przed udaniem się w mrok jednego z budynków. Zachodzące słońce było dziś wyjątkowo piękne dla młodego nekromanty. Chwile stał tak jeszcze w bezruchu po czym odbił się od ściany i pewnym krokiem, z podniesionym czołem ruszył przed siebie. Czas jakby spowolniał a wizerunki rozpaczy rodziców stawały się coraz to bardziej przybijające. Motywowało go to jednak, by przyspieszyć kroku i w pomóc w skróceniu ich melancholii. Przyjrzał się wszystkim budynkom, lecz w głębi siebie wiedział już z góry, w kierunku którego się uda. Wchodząc do części A, czyli części przeznaczonej dla pacjentów ciężko chorych wziął głęboki oddech i irracjonalnie uśmiechnął się pod nosem. Lubił tak paradoksalnie rozpromieniać się przed grą ze śmiercią.
Awatar użytkownika
Mor Elen
Posty: 44
Rejestracja: 10 sty 2012, 00:15
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21786#21786

05 lut 2012, 11:37

Nadal zaskoczony nagłym rozwarciem wrót do przytułku, Mor Elen wpatrywał się w okna mając nadzieję iż zobaczy jakiś sygnał, w które wrota ma się udać. Nic się nie wydarzyło, więc Mor Elen wyciągnął zmatowiałą monetę i z rozmachem podrzucił. Kant. Moneta upadła na Kant. Młodzieniec westchnął i chcąc nie chcą udał się w stronę bloku A – dla umysłowo ciężko chorych. Zbliżając się do drzwi zobaczył uśmiechającego się bruneta, Mor Elen odwzajemnił uśmiech lecz zdał sobie sprawę, że nie był on zaadresowany do niego. Kręcąc głową jeszcze raz spojrzał za siebie i z rezygnacją wkroczył w ciemność budynku.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

05 lut 2012, 13:01

Kotetsu nadal spokojnie bawił się ze swoją kotką, podczas gdy tłumy gapiów robiły wszystko, by otworzyć te nieszczęsne drzwi. Nie interesowały go zbytnio próby otwarcia budynków, podejrzewał że i tak niewiele dadzą. Jego uwagę zwrócił jednak kamień, który odbił się od powietrza, chwilę przed tym jak miał wpaść przez rozbite okno do środka. Magia, mruknął elf pod nosem, i zaklął cicho. Mimo że sam posiadał podstawową wiedzę o magii, nie lubił jej. Doskonale zdawał sobie sprawę, że styczność z magią najczęściej kończy się nieciekawie, zwłaszcza w miejscu takim jak to. Po chwili stało się jednak to, na co wszyscy czekali, drzwi każdego z trzech budynków się otwarły. Kotetsu, oparty o jeden z budynków, widział wbiegającą do środka matkę, ojca i innych ludzi, którzy podzielili się na grupy. Chwilę później do pierwszego wejścia wszedł jeden nieznany mu mężczyzna, a za nim druga osoba. Kotetsu spostrzegł, że drugą osobą jest mroczny elf. Od razu obudziła się w nim niechęć, szczerze nienawidził tej rasy. O nie, tam na pewno nie pójdę! – Pomyślał i powoli podniósł się z ziemi. Gdy już stanął na równe nogi, rozejrzał się dookoła, poprawił cały swój ekwipunek, i położył rękę na Arkanie, by w razie czego móc szybko go dobyć w razie jakiejkolwiek potrzeby. Przywołał do siebie Emilkę, idąc jednocześnie w stronę tłumu, by spojrzeć jeszcze raz na wszystkie budynki. Nie miał zamiaru iść do pierwszych drzwi, i walczyć ramię w ramię z osobnikiem rasy mrocznych elfów. Po stokroć wolał już być pierwszą osobą, która wchodzi do innego budynku, jakiekolwiek konsekwencje to ze sobą niosło. Po krótkiej chwili namysłu, wybrał budynek administracji. Bez zbytniego wahania więc, wszedł do środka jako pierwszy, zupełnie nie wiedząc czego właściwie się spodziewać… Zacisnął mocniej dłoń na rękojeści swojego miecza, przekraczając próg tego słynnego, przerażającego przytułku.
Awatar użytkownika
Evan
Posty: 67
Rejestracja: 01 sty 2012, 21:10
GG: 3445055
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1365

05 lut 2012, 13:27

Po wykonaniu swojego zaklęcia zauważył, że nic się nie stało. Drzwi stały niewzruszone tak jak wcześniej. Dodatkowo jacyś ludzie rzucali kamieniami w okna, a gdy jeden z nich odbił się od jakiejś niewidzialnej bariery, zamarli w przerażeniu. Chłopiec wziął ten kamień do ręki i przyglądał mu się przez moment, po chwili jednak wyrzucił go z powrotem. Gdyby umiał wykryć energię magiczną, od której ten kamień się odbił. Wrócił do drzwi, które wcześniej próbował otworzyć. Było to wejście do działu administracji, lecz on o tym jeszcze nie wiedział. Przecież był tu pierwszy raz, nie mógł znać planu budynku ani tym bardziej tego, z jakich części się składa. Choć domyślał się, że będzie tam coś w rodzaju pomieszczeń dla ciężko, lub tych mniej chorych, jakieś archiwum, prawdopodobnie także pokój z kartotekami pacjentów, izolatki. Z rozmyślań wyrwały go słowa, których źródło znajdowało się gdzieś obok niego. Odwrócił się w tamtą stronę i ujrzał dość wysokiego wilkołaka. Musiał na niego patrzeć do góry, bo inaczej rozmawiałby nie z nim, a jego ramieniem.
– Witaj. Próbujemy się dostać do środka, a jakaś tajemnicza siła nam na to nie pozwala. – odpowiedział Charmowi spoglądając znowu na drzwi. Cały czas wydawało mu się, że budynek żyje własnym życiem, jakkolwiek by to nie brzmiało. W pewnym momencie całe otoczenie zadrżało, pod nogami dało się czuć wibracje, a drzwi do przytułku otwarły się. Jakby ktoś ich zapraszał do środka w dość paranormalny sposób. Nie chciał wchodzić pierwszy i poczekał, aż ktoś odważniejszy to zrobi. W między czasie rodziny zaginionych dzieci wchodziły do środka z nadzieją odnalezienia ich. Coś mu mówiło, że nie przeżyją tej wyprawy, nie są do niej przygotowani. Ale czy ktokolwiek tutaj był? Kiedy pierwszy odważny, Kotetsu, przekroczył próg do budynku administracji. Kątem oka dostrzegł jeszcze krasnoluda Korgana, który był widocznie zdziwiony tym, że chłopiec znalazł się w tym miejscu, ale krasnolud też widocznie się zgubił. Uśmiechnął się do niego tylko, postanowił wejść do środka, jednak nie sam. Zwrócił się w takim razie do wilka.
– Czy mógłbyś wejść tam ze mną? – zapytał spoglądając na niego do góry. Gdyby to nie był stary, opuszczony i przesączony paranormalnymi zjawiskami budynek szpitala psychiatrycznego, pewnie o coś takiego by nie zapytał. Pomijając fakt, że Kotetsu, który wszedł tam pierwszy, zniknął gdzieś w ciemności, chociaż pewnie daleko nie zaszedł. Oczekiwał teraz na odpowiedź wilka.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

05 lut 2012, 13:47

Cały budynek musiał być otoczony jakąś magiczną barierą… Mimo iż w niektórych oknach nie było szyb, to kamień, który ktoś chciał wrzucić do środka, po prostu się odbił! Nie było szans, by tam wejść, dopóki ktoś wewnątrz na to nie pozwoli! Nie wiadomo tylko, kto tam jest…
Wysłuchał słów chłopca, które tylko utwierdziły go w swoich domysłach. Może nie chodziło o osąd, tylko ratunek. Skoro okna były zniszczone lecz chronione magiczną barierą, to w środku musiało dziać się coś ważnego… Ale co? Dlaczego jacyś ludzie tak głośno płakali przy jednych z drzwi? Dlaczego reszta chciała im pomóc?
Nagle, ziemia zadrżała wilkowi pod nogami, jakby jakaś ogromna siła została uwolniona. Drzwi otwarły się powoli… wszystkie trzy pary. Nie ukazały nic, prócz pustki, ciemności… Nie było wiadomo, czego można się wewnątrz spodziewać. Po ostatnich wydarzeniach w lesie, Charm nie chciał wchodzić do któregokolwiek budynku samemu… Wszystko to, ta tajemnica, ciemność… jakoś bardzo dziwnie kojarzyło mu się z tamtą pamiętną nocą.
W pewnym momencie elf, który wcześniej bawił się z kotem, przeszedł obok nich i wkroczył do budynku, przed którym stali. Wilk pomyślał, że to głupota… Trzeba było ruszyć za nim.
Wtedy chłopak spytał o towarzystwo… czym bardzo zdziwił Charma. Nie dość, że się nie przestraszył, to teraz chciał z nim wejść do środka! *Chłopak jest odważny! Nie ma co! Już go lubię…*
– Oczywiście! Chodźmy, zanim elf nam się zgubi… Musimy trzymać się razem, nigdy nie wiadomo, co też może tam się czaić… – odpowiedział po chwili i ruszył ku ciemności, widząc, iż białowłosy idzie powoli za nim.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

05 lut 2012, 14:54

Moje imię nie jest stosowne. – stwierdzała poważnie, po krótkim zastanowieniu – Zna je zbyt wielu, z którymi nie chciałabym mieć styczności. Jednakże możesz mówić mi Anima. – przedstawiła się w trochę bardziej okrężny sposób niżeli zamierzała. Nowe miano mogło dać wiele do myślenia w szczególności dla bliższych jej osób. Na szczęście takich tu nie było, a przeszłe kontakty kobieta postanowiła utracić, temu też nie znaczyło ono niczego. Starała się zacząć w miarę od początku, choćby zaczynając od imienia. A rozpocząć nowe życie tak całkiem zwyczajnie, gdzie największym problemem było zagubienie kilku dzieci, a nie niszczenie jakiegoś świata.
Zanim zatopiła się w myślach na dobre, coś zmusiło ją do pozostania na jawie. Tym czymś, było kolejne zamieszanie, które spowodowało odwrót kilku osób. Te widocznie odpuściły sobie poszukiwania, zaobserwowawszy coś znacznie bardziej niepokojącego niżeli zabarykadowane drzwi. Pod stopami poczuła też paskudne wibracje, podpowiadające jej instynktowi szybkie ulotnienie się z zagrożonego miejsca. Węże najwyraźniej stwierdziły to samo, wijąc się gwałtownie i machając rozdwojonymi językami z niepokojącą częstotliwością. A jak do tego doszedł głośny, niesprecyzowany dźwięk; jej dłonie mimowolnie powędrowały do obolałych uszu, znacznie bardziej wrażliwych niżeli ludzkich. Cofnęła się do tyłu, nieznacznie zarzucając głową to w tył i w przód. Dzwonienie w głowie w końcu ustało, dzięki czemu mogła skupić siły na okiełznanie prawdziwej burzy rozpętanej pod kapturem.
Pośpieszmy się lepiej. – stwierdziła na wydechu, delikatnie łapiąc Darriana za łokieć. Spod kaptura jeszcze wyłapała wzrokiem, jak kilka osób już spieszy do przytułku. Co dziwne; ze wszystkich stron otwartego. Syknęła siarczyście, gdy jeden z jej wężowych kosmyków zahaczył o ucho. Nie czekając na reakcję kompana; wczepiła się również drugą ręką w jego ramię, zabezpieczając uścisk jeszcze bardziej.
Wejdźmy do środka, zanim moje gadziny kogoś pogryzą… – stwierdziła cicho, spuszczając głowę na tyle nisko, by widzieć jedynie czubki własnych butów – Spróbuję je uspokoić, zanim nie wydostaniemy się z tłumu… – wyjaśniła, przymykając oczy do momentu, gdy te przypominały już tylko dwie, bardzo cienkie linie. Bezboleśnie zacisnęła palce na ciele mężczyzny tym samym bezsłownie dając znać, że mogą ruszać.

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kokorosz
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.