Przytułek dla umysłowo chorych im. Falgnusa Godnergville’a

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

Przytułek dla umysłowo chorych im. Falgnusa Godnergville'a

07 maja 2011, 18:50

Szpital, a właściwie jego pozostałości stoją niedaleko centrum Wolenvain, ale w takim miejscu, gdzie nie mieszka dużo osób. Teren należący do przytułku jest dość duży, a to ze względu na to, że to właśnie tutaj zsyłano wszystkich chorych na umyśle. Budynek był podzielony na trzy części: Pierwsza, główna część, w której załatwiało się wszystkie papierkowe sprawy miała dwa piętra, ale nie była zbyt duża. A te dwie pozostałe części to są połączone ze szpitalem długim na 5 metrów korytarzem, gdzie sprowadza się właśnie pacjentów. Jedna z tych części była dla osób "lekko" chorych, a druga dla poważniejszych przypadków. Obydwie części nie różniły się niczym, no może poza ochroną, jaka tam kiedyś pracowała. Gwoli ścisłości: Budynek A był od ciężkich przypadków, a budynek B od lżejszych. Swego czasu różniły się tylko ilością zatrudnionych pracowników. Każdy pokój był jednakowy, 7x7 metrów, wysoki na 3 metry, cały obity materacem. Oraz w każdym budynku była sala, w której chorzy mogli się spotykać.
To miejsce dalej by prosperowało, gdyby nie wielka ucieczka pacjentów w roku 355EF. Nie udało się żadnego uciekiniera złapać, jedynie pozostawione zwłoki tych słabszych. Można się domyślać, jak to miejsce zamieniło się w wylęgarnie dla szczurów, pająków, ale "psychiatryk" ma też swoje tajemnice…

//To jest miejsce fabularne dla mojej nowej postaci. NIE JEJ MIESZKANIE.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

09 lut 2012, 20:51

I tym razem jego przeczucie go nie myliło. Tłum ludzi od zawsze był znakiem, że stało się coś strasznego. Strasznego zazwyczaj tylko dla kilku osób– dla reszty będąc jedynie smaczkiem przerywającym rutynę dnia powszedniego. Nie trudno było dowiedzieć się co jest przyczyną tego zgromadzenia– ludzie uwielbiali plotkować i chętnie dzielili się z nim faktami na temat zniknięcia dzieci, życia seksualnego ich rodziców, oraz zupełnie nie potrzebnych szczegółów z ich życia. Trudno było zorientować ile z tego jest prawdą, ale najważniejsze kapłan usłyszał.
Mnóstwo ludzi spoglądało w wejście z dużym wahaniem, jakby bali się ciemności w środku. Czyżby przed chwilą stało się coś jeszcze? A może nie tylko on wyczuwał upiorną wręcz aurę tego starego budynku? Trzeba było sprawdzić, jak dalece jego przewidywania okażą się prawdą.
Przeciskając się przez tłum zauważył, że ktoś zniknął w odmętach czerni przytułku. Sam również obrał cel– najmniejsza część budynku, ktoś powiedział mu że załatwiano tam "papierkową robotę", doskonałe miejsce żeby zacząć poszukiwania, może uda mu się dowiedzieć czegoś na temat tego ponurego miejsca.
Mimo dreszczy na plecach, wkroczył z kamienną twarzą w nieprzeniknioną ciemność wnętrza przytułku.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

12 lut 2012, 22:39

MG
Piętnastka śmiałków weszła do różnych budynków Przytułku, rozbiegając się w potrzebie zbadania anomalii i zniknięcia rodziców dzieci oraz ich przyjaciół. Oni również zagłębili się w ciemność, znikając z pola widzenia… Długo nie wracali, chociaż gapie stali niestrudzenie, falując i szepcząc między sobą. Do przytułku weszły jeszcze dwie osoby – Eragos i Hevan. Weszli oni do środka, gdzie nieprzenikniona ciemność w mig spowodowała, że jedyne, co mogli zobaczyć, to własne dłonie, jeśli postanowiliby oni pomachać sobie nimi przed twarzami. Wkrótce ciemność rozwiała się… przedstawiając obraz przytułku. Zwyczajny, obdrapany korytarz, powyłamywane drzwi, brud, śmieci, chwiejna konstrukcja… ani śladu śmiałków ani dzieci, które podobno weszły tutaj kilka dni temu. Dzieciaki być może były w innych budynkach, jednak intuicja kazała sądzić, że ich poszukiwania są bezcelowe. Gdziekolwiek się teraz znajdowały… prawdopodobnie są poza zasięgiem każdego, kto zamierzał ich teraz szukać.
Przetrzebiony tłum na zewnątrz zafalował, widząc, jak ciemność rozrzedza się, w naturalny sposób wpuszczając do wnętrza przytułku promienie gasnącego słońca. Jeśli jakaś siła znajdowała się w budynkach szpitala, teraz je opuściła, sprawiając, że wyglądały one teraz na zupełnie normalne rudery… o ile można mówić o normalności, mając na myśli przytułek dla umysłowo chorych.
Tłum stopniowo rozrzedzał się… nikt nie zaalarmował strażników miejskich czy innych organów władzy, w strachu nie chcąc mieć z tą sprawą nic wspólnego. To, co odbyło się na terenie przytułku zostało objęte umowną zasadą tajności, a gapie, którzy uczestniczyli w zgromadzeniu do końca, uciekali wzrokiem, bali się mówić, wmawiając sobie, że to wszystko tak naprawdę nie miało miejsca. Wszystko, co się tutaj wydarzyło było zbyt wielkim brzemieniem dla obywateli, którzy kilka miesięcy temu przeżyli widmo oblężenia. Zaprzeczając temu przed samymi sobą, udali się do swoich domów, ostrzegając innych, żeby nie zapuszczali się w te rejony.
Przytułek zaczął emanować dziwną, niewyczuwalną aurą… nikt nie miał najmniejszej ochoty zbadać, co się tutaj wydarzyło, gdy ponad dwa tuziny osób po prostu rozpłynęły się w powietrzu.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

13 lut 2012, 00:09

Rozrzedzająca się ciemność odsłoniła widok obskurnego pomieszczenia, w którym zalegała warstwa brudu większa, niż na stopach bagiennego trolla. Resztki połamanych, drewnianych mebli, gdzieniegdzie porozrzucane brudne szmaty, przemykający w oddali szczur, o i jeszcze jeden. Żadnych wskazówek, żadnych poszlak. Nic, od czego można by zacząć poszukiwania.
Razem z ciemnością zniknęła również aura, ciężka i mroczna energia została zastąpiona przez lekki niepokój. Ten sygnalizował tylko, że niebezpieczeństwo oddaliło się na nieosiągalną odległość. Hevan musiał przyjąć do wiadomości, że mógł się spóźnić
Przeszukał jeszcze kilka kątów, mimo że wiedział że niczego nie znajdzie. Tu ani w całym kompleksie, cisza która teraz zaległa mówiła mu to nazbyt wyraźnie.
Jak widać sensacja skończyła się również dla gawiedzi, ze zbiorowiska przez które wcześniej przeciskał się kapłan, zostało tylko kilka najbardziej znudzonych osób, które napotkawszy tu znajomych, zaczęły z nimi pogawędkę. Gdy wyszedł z budynku, otrzymał kilka zaniepokojonych spojrzeń, i ani jednego słowa. Ta sprawa już nie istniała na językach, oficjalnie nikt nic nie widział, ani nie wiedział. Kapłan wiedział jak to działało.
Nie miał akurat nic konkretnego do zrobienia, a mając przy sobie torbę pełną leków, postanowił zrobić mały obchód po mieście. Ludzie tutaj znali go, szczególnie Ci ubożsi, których leczył za darmo, lub prawie darmo– nawet w tych najprostszych zalegał honor, który nie pozwalał puścić paladyna z pustymi rękoma. Jedna z dziewcząt, której ojcu Hevan pomógł, proponowała mu nawet z rumieńcem na twarzy wspólną noc. Sytuacja w mieście była na prawdę bardzo zła. Nikt tu nie był przygotowany do wojny, a raczej do tego, co następuje po wojnie.
Ale cóż mógł zrobić jeden medyk? Oprócz pomocy innym, musiał także pracować, żeby samemu za coś żyć. Często bywał w lesie zbierając potrzebne składniki, przesiadywał godzinami w swojej pracowni, przemieniając dary natury na leki, lecz to nie wystarczało. Gdyby w pobliżu miasta była jakaś świątynia, kapłani nie odmówiliby pomocy. Niestety, w Wolenvain nikt o to nie zadbał, a Hevan akurat nie miał czasu na tak sporę przedsięwzięcie, jeżeli Trybuna rozrosłaby się, miałby pełne ręce roboty. I rozrośnie, już On o to zadba.
Liczba chorych ani nie malała, ani nie rosła. Mogło to znaczyć bardzo wiele, jak i jednocześnie nic. Pocieszające było to, że gdyby wybuchła epidemia, pewnie wszyscy by już nie żyli. Chociaż wszystko jeszcze przed nimi. Nieszczęścia lubią chodzić parami.
z/t
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

29 kwie 2012, 09:07

Jeszcze przed niedługą chwilą – kamienna, zimna od mroku posadzka wieży i przeszywający ból w plecach, teraz zaś – stare i podarte, jednak nie tak twarde jak posadzka łoże, w niemniej mrocznym od wieży pomieszczeniu. Było ono jednak trochę jaśniejsze, zapewne od wpadających do niego słonecznych promieni, pobladłych trochę przez bród i kurz na popękanych lub pokrwawionych szybach. Tarnal nie potrafił nazwać tego, co stało się z nim i jego towarzyszami w tym momencie. Prawdę mówiąc, nie potrafił powiedzieć nic, jakby niczym małe dziecko, obudził się ze strasznego snu, przerażony i w pierwszej chwili ogarnięty lękiem. Nawet on. Przecież ciemność pochłonęła jego ciało, a ostatnie co dane my było słyszeć przed utratą świadomości, wstrząsnęło nim jeszcze bardziej. Ogłuszające chóry i okropne dla jego uszu melodie potępionych nie przestawały dzwonić w rogatej głowie minotaura, urywając się nagle, wraz z gwałtownym przebudzeniem w przytułku. Sytuacja była o tyle dziwniejsza, że nie czuł bólu po potężnym uderzeniu w ścianę wieży, ani zmęczenia po siłowaniu się z tajemną energią, a jednak jego tarcza i topór zdawały się być nie do użytku. Nienaturalne wgniecenie tarczy prawie rozerwało ją w kawałki, trzymające się jedynie na stalowych okuciach. Niestety, zda się tylko na opał, nawet nie ma jak tego naprawić. Topór już dwukrotnie przewyższył swoją wagę, na dodatek ostrą dotychczas krawędź w całości pochłonął brunatnoczerwony śluz, gęstniejący coraz bardziej. Otrząsnąwszy się nieco, pochwycił jakąś szmatę, by wyczyścić ostrze. – Niemożliwe.. nie topór… – Z całych sił tarł ostrze, jednak nawet mniej gęsta część mazi nie chciała ustąpić. Zajęty staraniami uratowania jedynej broni oraz siarczystym przeklinaniem bogów w myślach, nawet nie zauważył reszty towarzystwa, które jeszcze wydawało się niemrawe. Po strachu nie było śladu, teraz raczej złość przeszywała wytężające się ciężko ciało minotaura, który nadal nie przestawał trzeć. Nic z tego, ponownie. Tarnal został bez broni, oczywiście takiej, która pozwoliłaby mu zabijać pojedynczymi ciosami. Jego twardym, ogromnym pięściom, na szczęście nic się nie stało, dlatego nadal karczemne bójki nie będą mu straszne. Gdy spostrzegł grupkę ludzi przed budynkiem przytułku, dał za wygraną toporowi i wyszedł na zewnątrz, wcześniej odkładając na bok już nieprzydatne narzędzia bitwy. – Kogoś znaleźliście? Co tam jest? – Spytał ktoś z grupy zatroskanie wyglądających osób. Jednak słowa śmielszej osoby nie były już tak pełne troski, raczej zawodu i zrezygnowania. – Nikogo… Przykro mi. – Tarnal, tak jak kiedyś po przegranej bitwie, tak i teraz poruszał się powoli, nie podnosząc nawet pełnego wstydu spojrzenia w stronę ludzi. Taki powrót był zdecydowanie jego porażką, jakiej nie zaznał od wielu lat, przepełnionych wręcz triumfalnymi rykami braci. Ani na chwilę nie wzniósł głowy w górę, jednak nadal czuł ten błagający o jakąkolwiek nadzieję wzrok, otępiałych od ciągłego stania ludzi. Tam były ich pociechy, małe osóbki, a jednak dla nich najważniejsze na świecie, Tarnal podjął się uratowania ich, dał tym ludziom potrzebną nadzieję. Zaprawdę długi czas minie, zanim będzie w stanie to sobie wybaczyć. Bez słowa dokładniejszych wyjaśnień ruszył nieco mniej mozolnym krokiem w stronę.. właściwie, to nie wiedział, gdzie podąża. Najważniejsze, to pozbyć się tych wiercących serce spojrzeń, dodatkowo potęgujących poczucie winy wojownika. Jeszcze nie wiedział, że ociężałe kopyta kierują go w stronę miejsca ostatniego triumfu, gdzie duma rosła z każdym pokonanym gwardzistą, a było ich doprawdy wielu. Chętnie spotkałby któregoś ze sprzymierzeńców ponownie, choćby po to, by porozmawiać dłużej. Nie spostrzegł nawet, kiedy wyszedł z części mieszkalnej miasta, by znaleźć się na jego mniej okazałych obrzeżach.

Z/T
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

24 maja 2012, 15:39

Darrian postawił krok przed drzwiami przytułku i rozejrzał się. O ile nie była to kolejna sztuczka był znów w Wolenvain ale coś nie pasowało. Zamieszanie ucichło … nie było w okolicy nikogo. Minęły przecież jakieś cztery dni! Pogoda też nie miała sensu.. było dość ciepło jakby było wczesne lato a kiedy wszystko się zaczęło padał śnieg! Drzewa były zielone, bez kwitł.. nieliczne ptaki unoszące się nad miastem śpiewały. Minęło przynajmniej pół roku jeśli nie więcej lat..
– Chyba ktoś stracił rachubę czasu.. – Z zaskoczenia ocucił go kolejny docinek Rinej która nadal siedziała w jego głowie czyli faktycznie była czymś więcej niż częścią tego labiryntu.
– Ciesz się lepiej ostatnimi dniami swojej egzystencji. Przy pierwszej okazji mam zamiar się Ciebie pozbyć. – Odparł jej Pół-elf po czym postanowił kogoś zaczepić i zapytać się.. który jest rok.. jaki miesiąc.. cokolwiek. Zdobycie informacji było teraz najważniejsze. Potem wykorzystać resztkę złota w mieszku który jakimś cudem przetrwał wyprawę nie gubiąc całej zawartości i zdobyć sobie nowe szaty zwłaszcza że przyda mu się coś lżejszego na te letnie dni w których skórznia będzie mu zbędna a ta też wymagała napraw.
Nie mając pomysłu gdzie zacząć, Darrian zaczął rozglądać się po ludziach i nie ludziach szukając kogoś kto będzie wyglądać na osobę która nie uzna go za wariata kiedy zapyta o rok.. w tym mieście nie powinno to być trudne a ktoś kto wygląda jakby wrócił z bitwy na pewno zwracał na siebie uwagę w stopniu gwarantującym zauważenie przez tą mniej normalną część tego miasta..
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

24 maja 2012, 18:05

Kotetsu w mgnieniu oka, zjawił się na placu przed przytułkiem. Z początku, oślepiło go słońce. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mu się w oczy, była panująca obecnie pora roku. Oczekiwał niskiej temperatury, oraz większych ilości śniegu, lecz ku swojemu zaskoczeniu, zastał koniec wiosny, zbliżające się lato. Przed przytułkiem także nikogo nie zastał. Czyżby ludzie o tym zapomnieli? Poza tym, nie wyobrażał sobie, że spędził tam aż tyle czasu. Obejrzał się za siebie. Przytułek wyglądał równie okropnie, jak to było przed wyprawą. Spoglądał na niego w milczeniu, wspominając chwilę spędzone przed, jak i po wkroczeniu do środka. Jednak dopiero po chwili, dotarło do niego, że to już koniec. Spojrzał na trzymaną w ręku kosę, pamiątkę po tej szalonej podróży. Jej czarne drzewce, świetnie prezentowały się na tle otaczających go budynków. Dopiero teraz zobaczył, jak bardzo majestatyczny jest to przedmiot. Czyżby miał coś, czego nie posiada zwykła broń? Niewykluczone. Teraz jednak, musiał przede wszystkim się zająć sobą, odnaleźć się w tym, jakże innym od zapamiętanego, świecie. Musiał znów wrócić do normalności, zająć się czymś w tym wielkim mieście. Przypomniał sobie Cinamone… Była pierwszą osobą, spotkaną w Wolenvain. Jak bardzo chciałby ją mieć teraz obok siebie. Niestety, był teraz całkiem sam. Musiał znowu zacząć żyć, wrócić do społeczeństwa. Musiał znów stać się sobą. Z tym przekonaniem, wyruszył w nieznanym sobie kierunku, podpierając się kosą, doskonale zdając sobie sprawę, że nic już nie będzie takie jak dawniej…

[z/t]
Awatar użytkownika
Franeska
Posty: 56
Rejestracja: 09 gru 2011, 20:25
Karta Postaci: viewtopic.php?p=18984

25 maja 2012, 14:48

Francesca nigdy specjalnie nie przebierała w miejscach, które odwiedzała. Tak i dziś z własnego kaprysu udała się w stronę przytułku dla niezdrowych psychicznie. Po co tak naprawdę jej to było? Po prostu wszędzie szukała okazji na zarobek. Głupotą byłoby twierdzić, że tam takową znajdzie, jednakże nikt nie był w stanie przemówić dżinni do rozsądku. Zresztą, czy ktokolwiek próbował? Sprawiała wrażenie zwykłej mieszkanki Wolenvain, jakoś nikt nigdy nie miał powodów, aby czegoś od niej chcieć. Tylko Ci, którzy rozpoznaliby w niej jedną z nielicznych dżinnów, którzy zeszli do sfery materialnej mogliby chcieć ją uwięzić. Kto nie chciałby mieć własnego dżinna? To jednak nie było takie proste. Jedynie istoty władające potężną magią umysłu byliby w stanie odczytać zdanie umożliwiające zniewolenie Elbeit. Były to jedyne stworzenia, które darzyła pełnym szacunkiem, a nawet nieco się ich bała. Gdyby trafiła na kogoś, kto mógłby zabrać jej wolność… Nie dopuszczała do siebie tej myśli. Po prostu szła przed siebie, ignorując otoczenie. Stanęła tuż przy wejściu do przytułku, czyhając na kogoś, na kim mogłaby zarobić.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

25 maja 2012, 16:36

Kilka charakterystycznych postaci jak na Wolenvain przystało przemknęło Darrianowi przed oczami jednak wyglądały albo groźnie albo niepozornie co niezbyt pasowało do tego co chciał osiągnąć. W końcu jednak pojawiła się niepozorna, normalnie wyglądająca dziewczyna która jednak pod ładną buzią skrywała coś co natychmiast przyciągało uwagę małej grupki istot posiadających zdolności psioniczne czyli podobne zdolności.
– Już o mnie zapominasz? – Odezwała się Rinej wpychając w te słowa tyle sarkazmu ile się dało, jednak nie otrzymała żadnej odpowiedzi jako że cel jej słów był już zajęty czymś innym.
Pól-elf spokojnym krokiem podszedł do brązowowłosej dziewczyny która z jakiegoś powodu zatrzymała się tuż przy przytułku jakby czekając na kogoś i odezwał się:
– Panienka wybaczy ale zauważyłem że zdaje się pani na kogoś tu czekać. Kawałek czasu temu grupa śmiałków weszła do tego budynku i nikt ich nigdy nie widział. Był wśród nich ktoś kogo znałem stąd pytanie – Czy wie panienka kiedy to dokładnie miało miejsce?
Awatar użytkownika
Franeska
Posty: 56
Rejestracja: 09 gru 2011, 20:25
Karta Postaci: viewtopic.php?p=18984

25 maja 2012, 17:30

Gdy tak stała i szukała okazji, to ona znalazła ją. Tajemniczy jegomość podszedł do niej z dziwnym pytaniem. Mało na ten temat wiedziała, jedynie plotki krążące niegdyś po Wolenvain coś jej przypominały. Kiedy to było? Jakieś pół roku temu. Może mniej lub więcej… A czy to ważne? Zwykle takiej informacji nie udzielałaby bezinteresownie, jednak głos mężczyzny w pewnym sensie ją zaintrygował. Postanowiła wobec tego powiedzieć to, co w kwestii rzeczonych śmiałków było jej wiadomo bez rekompensaty.
Hmm… Z tego, co słyszałam, to minęło jakieś… 6 miesięcy? Tak, gdzieś tyle – odpowiedziała, udając, że przybysz w ogóle ją nie obchodzi.
Bała się jednego: przypuszczenia, że osoba wychodząca z przytułku mogłaby osiągnąć kontrolę nad nią i jej świadomością. "Ech, zaczynam popadać w paranoję. To przestaje być normalne. Jeszcze chwila i sama w tym szpitalu wyląduję". Wyrzuciła z siebie tę myśl i czekała na dalszy przebieg wydarzeń.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

25 maja 2012, 17:43

– Pół roku.. czyli miałem rację. Byłem.. – Odpowiedział nie wiadomo czy sam do siebie czy do rozmówczyni szybko urywając i zmieniając tor rozmowy – Byłem przekonany że wcześniej usłyszałem nieprawdę na ten temat a nie wydaje mi się by panienka miała cel w okłamywaniu mnie. – Powiedział przywołując na usta nie specjalnie szczery ale na pewno tak wyglądający uśmiech pod którego osłoną miał zamiar się upewnić czy aby na pewno dziewczyna go nie okłamuje zaglądając do jej umysłu a raczej.. próbując.
Darrian poczuł się jakby uderzył w ścianę a jego oczy błysnęły czerwienią zdradzając go. Nie spodziewał się zastać takiej mocy w tak niewinnie wyglądającej istocie. Coś było tu nie tak, i to bardzo zważywszy na fakt że nawet jeśli nie wyczuła próby dotarcia do jej umysłu to błysk oczu zdradził że coś kombinował z użyciem magii, psioniki czy innego cholerstwa które raczej dobremu pierwszemu wrażeniu nie sprzyjało.
Wszystkiemu towarzyszył oczywiście złośliwy chichot Rinej która czerpała przyjemność z wpadki Pół-elfa który pomyślał "– Pierwsza lepsza dziewka z ulicy lepiej potrafi pilnować myśli niż ty. I ja się Ciebie obawiałem.."

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.