Dzielnica portowa

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Sa
Anonymous

Dzielnica portowa

08 lut 2011, 22:52

W zapomnianej przez mieszczan dzielnicy portowej znajduje się wylęgarnia wszelkiego rodzaju zwyrodnialców, rzezimieszków. Prawdopodobnie właśnie tu w najciemniejszych zakamarkach miasta mieści się siedziba gildii złodziei. Śmierć jest tu stałą bywalczynią zbiera plony z zakrwawionych ulic za dnia jak i nocy. Dzielnica zdominowana przez ponure twarze ludzi którzy zapomnieli dla czego żyją, snujących się po zakamarkach ze znikomym wyrazem twarzy, wyrazem tęsknoty do lepszego życia. Nieodzowny jest tu smród ryb rozpościerający się od portu po zniszczonych mieszkaniach tutejszej ludności. Każdy opuścił by to miejsce przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Alucard
Posty: 21
Rejestracja: 08 lut 2011, 22:47

10 lut 2011, 21:00

**Dzielnica portowa… idealne miejsce**
Alucard wyłonił się z ciemności w małej uliczce. Wyszedł na ulice, odór ryb był bardzo irytujący. Nagle Wampir usłyszał głosy:
-Nie! Błagam zostawcie mnie…
-Rżnij ją. Niech poczuje w sobie prawdziwego mężczyznę.
Alucard powolnym krokiem ruszył w stronę głosów. Za rogiem ulicy, czterech mężczyzn gwałciło młodą dziewczynę. Byli wysocy, dobrze zbudowani. Mieli na sobie stare, brudne poszarpane ubrania robocze.
-Zostawcie ją.
Odezwał się spokojnym głosem Wampir. Czwórka mężczyzn się odwróciłam, ujrzawszy Alucarda wybuchli śmiechem. Największy rozkazał.
-Zabić gnojka.
Jeden z nich natychmiast ruszył wyciągając nóż. Czuł się pewniej widząc że przeciwnik nie ma broni, Wampir ruszył do przodu. Trysnęła krew. Mężczyzna osuną sie na ziemie. Alucard wyciągną ręke z piersi napastnika i przesuną palce po wargach. Pozostali widząc tą scene natychmiast ruszyli do ucieczki. Alucard sięgną po swoje dwie kochanki – Frey'e i Arie. Wycelował i nacisną za spust. Słychać było tylko jeden strzał lecz dwóch napastników padło. Wampir wyszeptał słowa klątwy. Ostatni napastnik padł na kolana. Pierwotny natychmiast pojawił się przed nim, sięgną po Sencinera, Wykonał szybki ruch ręką. Głos spadającej głowy był jedynym odgłosem w tą piękną noc. Alucard podszedł do niewiasty, wpatrującej się z przerażeniem w całe zdarzenie,
-Już wszystko dobrze, twoje cierpienie prawie się zakończyło.
-Dziękuje, panie…
-Nie musisz dziękować… za to ze pozwoliłem Ci zostać moją kolacją.
Popatrzyła przerażona na uśmiech wampira odsłaniający kły, Alucard wbił się w szyje dziewczyny. Po chwili puścił bezwładne ciało na ziemie,
**Tego mi brakowało…**
Uśmiechną się do siebie i znikną w mroku…
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

11 lut 2011, 12:14

Po zwiedzeniu Biblioteki Lorven i udanym zwiadzie prac remontowych w moim domku postanowiłem pójść do portu, był tam nasz statek, wesołej kompani, statek Rachel i jakieś inne.
W porcie było aż czuć rybami, dopytywałem się kupców czy są jacyś ludzie sprzedający magiczne księgi, nikt nic nie wiedział, w końcu zawiedziony postanowiłem wrócić do domu, zanim jeszcze wyszedłem z portu, w ciemnej uliczce usłyszałem jakiś szept.
"choć do mnie" Bez wachania poszedłem za głosem, na końcu uliczki
zobaczyłem człowieka a raczej bandziora który zaoferował mi magiczne księgi, głownie miał tam księgi o czarnej magi, kupiłem wszystkie, bandzior widząc złoto krzyknął "Brać go!" wtedy wyskoczyła jego banda, bandzior zapytał mnie "Ostatnie życzenie?"
odpowiedziałem
– poczekaj, zobaczę coś w księdze.
Otworzyłem jakomkolwiek księgę i wyrecytowałem inkantancję zaklęcia którego na pewno nie znał ten bandzior,
Wokół mnie powstała mgła. Wykorzystałem szanse, i grzecznie się pożegnałem
– Żegnam panów….
Bandzior krzyczał żeby mnie zabili ale nikt nic nie widział przez tę mgłę.
I tak uciekłem z ciemnej uliczki mając księgi mrocznej magi.
A bandyta raczej nie żuciłby się za mną w pogoń.
Awatar użytkownika
Asira
Posty: 19
Rejestracja: 06 lut 2011, 21:33

11 lut 2011, 15:35

Zmarszczyła czoło widząc jak jej płaszcz beznamiętnie paprze się błotem ulic portowych. Drugi raz była w tej dzielnicy. Chciała jeszcze raz zobaczyć tą piwnicę, która od niedawna zaprzątała jej głowę. Skradanie się przychodziło jej tego dnia z wielką łatwością, zdawało się że jej ciało robi wszystko mimowolnie. To pewnie przez to że wróciła niedawno z Wichrowych Szczytów, miała wręcz ochotę całować ziemię. Babranie się w śniegu, na dłuższą metę, robiło się uciążliwe.
Asira zaczynała się irytować. Dystrykt choć biedny, był całkiem duży. Wtedy kiedy goniła tych smarkaczy, adrenalina za bardzo uderzyła jej do głowy tak że nie pamiętała dokładnie lokalizacji swego celu. Postanowiła poruszać się wąskimi, ciemnymi uliczkami. Na tych częściej uczęszczanych co chwila spotykała się z pogardliwymi spojrzeniami ulicznych oprychów. Nie chciała dawać im powodów do agresji. Nie dlatego że się ich bała czy coś w tym stylu. Starała się myśleć przyszłościowo, mogli okazać się pomocni.
Gdy skręciła w kolejną ciemną uliczkę, na jej końcu ujrzała człowieka, siedzącego przy stole na którym były jakieś książki. Zdawał się być handlarzem.
**Kupiec? Tu w tym zasyfionym kawałku miasta?** – zdziwiła się pociągając nosem.
Obok niego stał jakiś klient. Dziewczyna nie mogła rozpoznać go z tej odległości. Szybko jednak spostrzegła, że tuż obok antykwariusza, chowa się kilku innych ludzi. Dostrzegła błysk ich broni.
**To może być ciekawe** – podeszła trochę bliżej, starając się nadal być niewykrywalną.
W końcu spostrzegła, że klientem okazał się Gałgar. Ten sam który śmiał ją wyzwać na pojedynek. Uśmiechnęła się cynicznie. Wątpiła że banda zwykłych rzezimieszków zdoła go pokonać, ale chciała popatrzeć jak Smocza Krew obchodzi się z napastnikami.
Lecz niestety, uderzyło ją wielkie rozczarowanie. Gdy rabusie rzucili się na Gałgara, ten wyczytał coś z książki, pomachał ręką i spowił ich w gęstej mgle. I zaczął uciekać.
Irytacja Asiry tego dnia sięgnęła zenitu. Nie minął ułamek sekundy, a intuicja podpowiedziała dziewczynie, że jakiekolwiek nie były by te książki, musi je sprawdzić. Jeśli naprawdę zawierały jakieś starożytne sekrety, zapomniane inkantacje i inne bzdety musiała to wybadać. Nigdy zbyt wiele nie może zależeć od jednego człowieka. A ludzie już zaczynali gadać że na pustyni dziwy się dzieją. Asira wiedziała już czyja to sprawka.
**Jak ten ktoś, mnie irytuje**
Zdjęła kuszę z pleców. Nałożyła na nią bełt. Przypomniały jej się czasy gdy ledwo dosięgała po broń, a uzbrojenie jej sprawiało koszmarne kłopoty. Pamiętała jak drżały jej ręce. To była przeszłość. Teraz było inaczej. Wszystko zawsze chciała mieć dopięte na ostatni guzik. Pogładziła grot bełtu, szepcząc. Kusza zaczęła połyskiwać.
Zwolniła spust. Bełt wyleciał z wielką prędkością zostawiając za sobą fioletową poświatę. Przeciął mglę, rozrzedzając ją. Następnie wbił się w jakiś budynek i eksplodował purpurowym światłem.
**No i znowu widzę świat na różowo… no prawie. Cudowne uczucie**
W takim świetle źrenice znacznie się jej rozszerzały, a każdy ruch był łatwiej zauważalny. Po chwili usłyszała delikatny szczęk zbroi, a jej oczy wykryły ledwo widzialny ruch Gałgara, który uciekając skręcił w kolejną uliczkę.
Asira rzuciła się w pogoń…
Awatar użytkownika
Viridar
Posty: 885
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

11 lut 2011, 15:55

Z braku czegoś lepszego do roboty wtrącę się do was.

*Dzielnica portowa.. tu jeszcze nie byłem. A ponoć jakiś imponujący statek przybił do portu.*
Viridar pojawił się nad miastem, przesunięty w fazie był praktycznie niewidoczny na tle nieba, jednak na krótko przed lądowaniem musiał wrócić do pierwszej fazy egzystencji, ciemne zaułki były do tego najlepsze. Tym razem jednak coś było nie tak, pomiędzy budynkami unosiła się wyraźnie magiczna mgła, a po chwili błysnęło tam jakieś dziwne światło.
*Cokolwiek się tam dzieje jest ciekawe…* – Natychmiast pomyślał.

Niestety był przez chwilę widoczny kiedy opuszczał się pomiędzy budynki, gdzie przybrał materialną postać człowieka w purpurowych szatach i poszedł w stronę skąd dobiegały odgłosy zamieszania ..
Najpierw zobaczył Gałgara biegnącego z jakąś księgą, a po zaułkach błąkały się jakieś opryszki chyba go szukające.
Chwile później przebiegła tamtędy Asira, widząc dwie "znajome" osoby, Viridar ruszył ich śladem koncentrując się gdyby w razie potrzeby musiał natychmiast przejść do obrony. Kierowała nim czysta ciekawość, bo w razie kłopotów mógł szybko zniknąć…
As
Anonymous

11 lut 2011, 16:28

Asao dopiero dziś zrozumiał dlaczego bogowie zaprowadzili go aż tak daleko od domu. Wiedział już po co mu dar zmiennokształtności.

Dzielnica była gorsza niż ją opisywano. Małe, zrujnowane domy, zniszczone latarnie, dziurawy bruk. Ciemne zaułki śmierdziały moczem i innymi paskudnymi rzeczami. Tu i tam walały się rybie głowy roznoszone przez zdziczałe koty. Po ulicach włóczyli się ludzie o posępnych, zniszczonych przez życie twarzach.
Lecz nie przyszedł tu oglądać krajobrazów. Ostatnio można było usłyszeć o pięciu brutalnych morderstwach które miały tutaj miejsce. Postanowił rozwiązać tą sprawę. Potem trzeba było zająć się falą znikających sakiewek na targu. Ale po kolei. Sprawca morderstw musiał zostawić jakieś ślady, coś po czym można by go było wytropić. Dzięki swoim zdolnością nie było to wielkim problem dla Asaa. Popytał niektórych przechodniów o ostatnie zdarzenie i skierowali go do domu kobiety która była matką zamordowanej. Zastanawiał się po drodze jak przekona ich aby dali mu obejrzeć jej ciało. Coś się wymyśli.
Stanął przed małą chatą, zaniedbaną i brudną. Zastukał w drzwi, otworzyła mu jakaś stara, smutna kobieta. Przedstawił się jako Kan, dawny przyjaciel zmarłej. Kobieta rozpłakała się lecz pozwoliła mu wejść. Ciało zmarłej leżało w jej pokoju i czekało na kapłana. Asao spytał czy mógłby zostać i pożegnać zmarłą sam na sam. Gdy jej matka wyszła z pokoju, szybko zrzucił z denatki białą tkaninę i rozpoczął oględziny.
Najpierw ją powąchał aby zapamiętać jej zapach, oprócz jej własnego i zapachu, jak się zdawało gwałciciela którego ciało już widział, nie wyczuł innego, następnie obejrzał jej ubranie i ogólnie jej ciało, od razu w oczy rzuciła mu się podwójna rana kłóta na szyi. Widział już kiedyś coś takiego. Vampir. Nie miał wątpliwości że to był vampir. Asao uśmiechnął się – na pewno nie ma zbyt wielu vampirów z bronią palną w tym mieście.Zabrał ze sobą małą fiolkę krwi denatki,z powrotem przykrył zwłoki i wyszedł z domu, kierując się z powrotem w stronę miasta.
Gęsta mgła nie jest raczej tym czego można spodziewać się w słoneczny dzień w dzielnicy portowej. Jednak stała mu na drodze i postanowił przez nią przejść, w końcu co mogła mu zrobić mgła? nawet tak gęsta jak ta nie wydawała się drapieżna. Asao ostrożnie zrobił kilka kroków przed siebie aż nagle stało się coś czego na pewno się nie spodziewał. Tuż przed jego twarzą świsnął bełt, lecz to nie koniec, kilka kroków przed nim przebiegła jakaś kobieta z kuszą i dość zezłoszczoną twarzą, a nad sobą poczuł znajomą magie.
Asao przyspieszył kroku wcale nie mając ochoty wiedzieć co tu się wyrabia.
Z/t
Awatar użytkownika
Viridar
Posty: 885
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

11 lut 2011, 20:06

Podążając za Asirą i Gałgarem Viridar poczuł coś.. coś dziwnego. Jakby zaraz miała mu się ziemia zapaść pod stopami. Coś niewątpliwie się działo.
*Musze się dowiedzieć o co chodzi, ta "gonitwa" nie jest tego warta.* – Pomyślał Podróżnik Nicości i czego nie miał w zwyczaju ruszył biegiem w inną stronę..

z/t
Awatar użytkownika
Asira
Posty: 19
Rejestracja: 06 lut 2011, 21:33

12 lut 2011, 00:46

Asira goniąc za niedoścignionym Gałgarem postanowiła go przechytrzyć. Widząc jak skręca w kolejną uliczkę, sama pobiegła prosto pokładając zaufanie w swoim instynkcie. Po chwili dobiegła do skrzyżowania. Wytężyła słuch, który zarejestrował czyjeś kroki. Przylgnęła plecami do ściany jakiegoś budynku. Wyciągnęła sztylet szykując się do zabójstwa. Gdy cel był wystarczająco blisko, wyskoczyła zza rogu. Była przygotowana na każdą ewentualność. Spodziewała się jakiegoś błysku, podmuchu ognia czy innego szkaradztwa. Zamiast tego usłyszała piskliwy płacz i pociąganie nosem. Zamiast Gałgara, zastała jakieś dziecko, które szlochając zaczęło uciekać.
Asira spuściła głowę. Doszła do wniosku, że to nie był jej dzień. Zniesmaczona, wróciła do domu.
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

12 lut 2011, 06:59

To bez sensu, Asira aż tak mnie nie lubi? Że chce mnie zabić?
Mogłem spalić albo po prostu zniewolić tych rzezimieszków w uliczce.
Niestety pech mi sprzyjał, zamiast silnego zaklęcia Eeskcara wyrecytowałem zaklęcie mgły, kiedy uciekałem z uliczki przelaciał mi bełt. Słyszałem kroki, wiedziałem że trzeba się ulotnić.
Na wszelki wypadek żuciłem na rabusiów kilka zaklęć zapomnienia, i oszałamiających.
Kiedy skręcałem w ostatnią uliczkę dostrzegłem kątem oka Viridara,
Asire miałem za sobą, Zauważyłem małe dziecko samotnie stojące w uliczce,
– Tak, to mój bilet powrotny.
Przekonałem chłopca żeby wyszedł z uliczki przez najbliższe wyjście.
Chłopak poszedł, na końcu uliczki usłyszałem dźwięk ostrza.
Asira tam czekała na mnie i moją śmierć.
A zamiast ujżeć mnie to zobaczyła małego zapłakanego chłopca.
Wykorzystałem 4 sekundowe zamieszanie w głowie Asiry,
Wyrecytowałem kolejne zaklęcie z książki które sprawiło że stałem się niewidzialny, ale musiałem się śpieszyć, zaklęcie trwało tylko 10 sekund, ale to mi wystarczyło.
Kiedy sprytnie oszukałem asasynke, z uliczki obok wyskoczył Asao.
**Czy już wszystkich musi interesować ta mgła?**
– Chociaż to niezła zabawa z tymi rabusiami, musze powtórzyć to jutro hehe
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

13 lut 2011, 07:22

– Ach, ten smród ryb, stary a zarazem nowy.
Gałgar postanowił zapolować, chce się pozbyć tych bandziorów.
Skręcił do tej uliczki gdzie czekała na niego Asira, a potem udał się prosto do tej niby siedziby bandziorów.
Kiedy dotarł na miejsce po pięciu minutach, zobaczył coś ciekawego.
Znowu ten sam człowiek co sprzedał mu księgi.
**Będę musiał go zabić, ale zanim to zrobię wykupię id niego wszystkie księgi, nikt nie może dobrać się do czarnej magii"
– Witaj, masz może jakieś księgi na sprzedasz?
– taak, mam wiele ksiąg, każdego rodzaju, wybierz sobie jakąś.
– hm te cztery mi pasują, za ile mi je sprzedasz?
– 100 srebrników sztuka.
Kiedy Gałgar wyciągał złoto, wiedział co się stanie, bandzior zobaczył forsę i jak wcześniej krzyknął
– Atak!. Gałgar bez chwili zastanowienia zacząłem się śmiać z jego głupoty.
– O nie teraz nie ucieknę jak wcześniej…
Kiedy podbiegło trzech łotrów w rzędzie Gałgar pomyślał że najleprzym sposobem będzie poprostu ich spalić, Gałgar nic nie mówił, wystawił ręce jakby chciał się przytulić i śmiał się zarazem,
Kiedy łotry były dostatecznie blisko z jego rąk wystrzelił strumień ognia który z łotrów zrobił z deka przypieczonych łotrów.
Kiedy kolejna grupa biegła na mnie nie chciałem już się cackać.
Dość sporą kulą ognia rzuciłem w tego handlarza który zaczął już uciekać. Padł po pierwszym trafieniu, jego sługusy nie widząc jak ich pan umiera zaczęli się na mnie rzucać żeby mnie zablokować czy coś. Wezwałem siły Lorven by mi pomogła w walce, moja furia była uzupełniona, Smocza furia nie stanowiła już największego problemu.
Po przemianie z rzuciłem garść bandytów a przy okazji szybko spaliłem tych którzy mi się pod nogi podłożyli.
Postanowiłem otworzyć słup ognia ale to była już tylko zabawa.
Słup był ogromny, kiedy oni błagali mnie o litość to już wtedy miałem w nimi cisnąć kulą ognia żeby to ona ich wepchała do słupa.
Jednak nie, prosili o łaskę.
– Czy naprawde błagacie mnie o litość czy też chcecie zagadać żeby jeden z was podszedł mnie podstępem i wbił mi zatruty sztylet w plecy
– nie panie, nasz szef jest teraz martwy a nasz dług jest spłacony
– Jaki dług?
– kiedyś byliśmy prawnymi obywatelami Wollinlive, ale zaczeliśmy się zapożyczać pieniędzy od naszego ale teraz martwego szefa.
Potem nie mieliśmy pieniędzy więc on wymyślił inne spłacanie, mieliśmy się do niego dołączyć jako zbire. Robić co on każe i kiedy każe. Teraz jesteśmy wolni, nie musimy spłacać długu
– A więc tak? Macie tu kilka złotych monet wykorzystajcie je dobrze, znajdźcie sobie jakąś pracę, a z oszustami lepiej się nie zadawać.
Gałgar niezbyt uwierzył bandytom ale widział w ich oczach skruchę.
Postanowił dać im szansę.
Kiedy wyszedł z ciemnych uliczek trafił do portu na stragany,
rozejrzał się po kilku z nich i postanowił kupić kilka ryb na śniadanie.
– Polowanie na bandziorów, śniadanie i księgi zakończone, teraz spokojnie mogę wrócić do domu, a w sumie nie. Pozostaje ta sprawa tych wielkich żółtych ślepi.
Gałgar miał już wszystkie księgi tego bandyty, od mrocznej magi Eesckara po magię Lorven aż do magi praktycznie każdego Boga.

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kokorosz
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.