Zamtuz Dziarska Brunhilda

Centrum Wolenvain obejmuje swoim zakresem przede wszystkim zabudowę powstałą wokół ogromnego, największego w Autonomii rynku, czyli wszelkiego rodzaju oberże, karczmy, sklepy, łaźnie, zamtuzy, słynny uniwersytet oraz legendarną, poelficką Wieczną Bibliotekę.
Awatar użytkownika
Asira
Posty: 19
Rejestracja: 06 lut 2011, 21:33

Zamtuz Dziarska Brunhilda

13 lut 2011, 01:00

Asira przeszła obok słupa z ogłoszeniami, głupawo myśląc że znajdzie tam jakieś zlecenie. Niestety nadzieje prysły równie szybko jak się pojawiły. Brnąc dalej przez budzące się miasto, miała nadzieje że robota przyjdzie do niej sama. Część świeżo odebranej tygodniówki zdążyła już wydać kupując na straganie świeży melonowy chleb.
Uwagę dziewczyny zwróciły, skąpo ubrane dziewczęta które sennym krokiem szły w obranym kierunku. Poszła za nimi. Po paru chwilach jej oczom ukazał się pewien… przybytek. Spojrzała na szyld.
"Zamtuz Dziarska Brunhilda"
**Więc to dotąd zmierzały wszystkie**
Asira zbliżyła się. Usłyszała charakterystyczne dźwięki, oznajmiające że już ktoś w lokalu pracuje.
**Może to jest rozwiązanie? Może tu znajdę… pracę?**
Z lekkim niesmakiem na twarzy weszła do środka.
Pierwszym pomieszczeniem była tak zwana poczekalnia. Panował tu wystrój w kolorze czerwonym. Po środku rozstawione były dwa, miękkie tapczaniki. Na podłodze leżał kosmaty dywan. Przy ścianie usytuowany był niewielki barek. Asira spojrzała na nazwy stojących tam win i wywnioskowała że zamtuz musi być jednym z bogatszych. W pokoju były trzy drzwi, które jak się domyśliła, prowadziły do pomieszczeń "roboczych". Wyżej na kilku drewnianych kolumnach opierał się, również drewniany balkonik. Można było udać się z niego, do pięciu innych pokoi. Dziewczyna spojrzała na ściany. Namalowane na nich były fantastyczne freski, przedstawiające, jakże by inaczej, sceny erotyczne. Pod sufitem umieszczony był olbrzymi, pozłacany żyrandol ze świeczkami.
Asira dopiero teraz zwróciła uwagę na ludzi, będących w środku. W związku z wczesną porą, nie było ich wielu. Z pokoju na górze wyszła kobieta. Zeszła na dół i podchodziła do każdego klienta, tłumacząc coś uprzejmie. Brunetka oceniła ją na czterdzieści, pięćdziesiąt lat. Była gruba i opasła w biodrach. Na twarzy malowały się liczne zmarszczki. Nos był olbrzymich rozmiarów, kulfoniasty. Brwi nie odnalazła, domyśliła się że zostały wypalone. Nad ustami ujawniał się delikatny wąs.
**Bogowie zachowajcie mnie w młodości** – przestraszyła się.
W końcu kobieta podeszła do niej.
– Witam w moim zamtuzie. Jestem Dziarska Brunhilda. – powiedziała mechanicznie, bez przekonania, a Asira musiała powstrzymywać się od śmiechu. – Pozwól że przedstawię ci naszą ofertę. Sto pięćdziesiąt srebrników za godzinę. Co szósty dzień mamy zniżkę do Stu czterdziestu pięciu. Możesz także starać się o kartę stałego bywalca. To jak? Co podać?
– Ja… Szukam pracy.
Brunhilda popatrzyła na nią krytycznie. Kazała jej się odwrócić, klepnęła w pośladki,
– Chodź za mną! – rozkazała ciągnąc ją za rękę, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Zabrała ją do pokoju z którego wyszła wcześniej. Okazało się że było to zaplecze. Siedział tu mężczyzna przy wielkiej miednicy, który prał narzuty z łóżek.
– Jesteśmy nowym burdelem w mieście – zaczęła nakręcać się burdel mama – Przyjmiemy każdą która ma chociaż najmniejsze zadatki i chęci. Nie dostaniesz tu dużo na początku ale dla ciebie to pewnie i tak będzie fortuna. No już rozbieraj się!
Asira stała niewzruszona.
Brunhilda usiadła przy stole i powtórzyła jeszcze raz:
– Zdejm te ciuchy z siebie, dziewczę!
Brunetka czuła jak wzbiera w niej krew, starała się być spokojna, lecz gdy poczuła zimne łapska kobiety, kiedy ta próbowała zdjąć z niej koszulę, nie wytrzymała. Wyciągnęła sztylet. Spojrzała jej w oczy. I wbiła go w ścianę za nią.
– Szukam pracy – powiedziała jeszcze raz, dosadniej.
Brunhilda gdy wyrwała się z osłupienia, kiwnęła głową.
– Trzeba było tak od razu, a nie, narażasz nas na nieprzyjemności.
Asira parsknęła.
– Jest pewna sprawa – ciągnęła dalej – Straż Miejska. W nocy, miast złodziei łapać to chodzą i naprzykrzają się moim dziewczętom. Jeśli coś z tym zrobisz, zapłacę ci. Nie obchodzi mnie jak to załatwisz. Możesz ich zabić, przestraszyć, przegonić. Cokolwiek, byle skutecznie.
– Rozumiem – kiwnęła głową dziewczyna, ciesząc się z pierwszego zadania w tym mieście.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

23 maja 2012, 18:17

Spacer powoli robił się nużący, a nowa szata nie trzymała pożądanego teraz ciepełka. Wiatr zaczął przemykać uliczkami, piszcząc przy tym nieprzyjemnie. Atmosfera robiła się coraz bardziej nieprzyjemna. Obserwował okna, w których pojawiały się lampy, rozświetlające ciasne uliczki i czyniąc je bardziej przytulne. Miasto świeciło pustkami, dopiero niedługo zapełnić się miało złodziejaszkami, bandytami i ludźmi na tyle głupimi by łazić o tak późnej porze. Choć nie musiał spać, powieki robiły się ciężkie, a stopy wlekły się po ziemi wzniecając piach. Spokojnie rozmyślał o swojej przyszłości w Wolenvain, nie mając domu, a jedynie spalony kawałek ziemi, musiał znaleźć ciepły kąt. Jedynym miejscem, które przyjęło by bladego gościa po zmroku, był pałac i jedna z wielu sypialni dla urzędników państwowych. Coś jednak odciągało go od tego pomysłu , nie cieszył się na myśl spotkania mości Tarretha, bądź panienki Niniel i słuchać wywodów o jego nieudolnej polityce. W karczmie pod linoskoczkiem, raczej nie chętnie go widziano, przeszłość w kocie często dawało swoje znaki.
Włóczył się bez celu, gdy jego oczom ukazało się przyjemne pomarańczowe światło z okien, pobliskiego sporego budynku. Liczył jedynie na coś ciepłego i może miękkie łoże, zbyt zmęczony na szukanie dalszych przybytków podjął lekkomyślną decyzje. Zachęcony słodkim, specyficznym zapach wyruszył nie czytając kołyszącego się na wietrze szyldu. Lekko zdezorientowany wystrojem wnętrz, oglądał egzotyczne pomieszczenie. Nagle dostrzegł piękny kryształowy żyrandol, nie mógł spojrzeć na nic innego. Wędrował się wciąż gapiąc się na błyszczący obiekt, nie zważał na skąpo ubrane dziewczęta czy obrazy, co najmniej niemoralne. Świecące źródło światło odcięło go od świata, póki nie uderzył się o jedną z drewnianych kolumn, która jakby lekko zadrżała. Odwrócił głowę, zakłopotany wstrzymał oddech bojąc się wykonać ruch. Czuł, że wpakował się w dosyć nieciekawą sytuacje, o tyle że biedny satyr zaczął panikować… Błądził oczyma po nagich jędrnych ciałach, taniec oraz zapach zmąciły mu umysł. Dłonie błądziły w powietrzu, zaczął się pocić i wiercić niespokojnie. Nie widział drogi ucieczki, stał jak ta kłoda sparaliżowany lękiem rozpoznania jego osoby. Radny miasta chadza do burdeli… myśl o kolejnym ośmieszeniu przeraziła go, jednak nie miał pomysłu jak tu wymknąć się z rąk kurtyzan i to dosłownie. Cóż można się było jednak spodziewać po istocie, która pierwszy raz zwiedzała dom uciech?
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

25 maja 2012, 09:41

MG

Herubin poszukując ciepła wszedł całkiem nieświadomy tego do miejsca, gdzie ciepło jest oferowane w każdym tego słowa znaczeniu. Satyr był właśnie obdarowywany próbkami owego towaru. Praktycznie nagie kobiety, owinięte na poły prześwitującym materiałem wokół bioder i piersi. Przytroczone do materiału małe, metalowe blaszki mieniące się złotem dzwoniły przy każdym ruchu dziewczyn o kształtach bardziej lub miej bujnych. Wszystkie kusiły uśmiechem, szeptami, bezwstydnymi szeptami, gładzeniem poszarzałej skóry satyra na skroniach, muskaniem ramion poprzez pośrednictwo jego szat. Wygląd nowo przybyłego nie odstraszał ich, wręcz przeciwnie. Schludne, czyste szaty w które był przyodziany sprawiały, że ciągnęło je do enta, jak pszczoły do miodu. Czy tylko to było powodem?
W każdym bądź razie wianuszek czterech kurtyzan zbiegło się wokół nowo przybyłego, który zdawał się być lekko nieporadny, a może miał problemy ze wzrokiem. Ten filar…Lecz i ten fakt nie odstraszał widocznie podekscytowanych kobiet. Wszak zmysł wzroku tak często przejmował tu dotyk.
-Dziewczyny…-Charknęła kobieta o rozmiarach wylewnych, jak i wieku nadmiernym, a jej dziwnie męski głos rozniósł się po pomieszczeniu. Kobiety zaprzestały napastować zdezorientowanego drzewca i odwróciły wzrok na grubą, bogato odzianą kobietę, podpierającą się ramieniem o drewnianą poręcz. – Lidia, Lidia zajmie się panem. – Zmrużyła oczy. Werdykt zapadł. Kobiety tłoczące się przy mężczyźnie odeszły z niezadowoleniem, zostawiając go na krótką chwilę samego. Na krótką, bo po ledwie paru sekundach samotności satyr mógł poczuć ciepłą dłoń na swoim ramieniu, która ujęła go delikatnie, obracając go w swoim kierunku. Nie wymuszenie, nie używając siły.
Nie często pan zagląda w takie…miejsca? Hm? – Zagadała zgrabna, młoda dziewczyna o długich włosach w odcieniu zboża, które walami opadały jej na ramiona i plecy sięgając pasa. Jej różane usta, o lekko wydętych wargach, wygięły się w delikatny uśmiech odcinający się od bladej skóry. Oczy duże, lekko skośne, posiadające zielone tęczówki, które przykuwały spojrzenie, były przysłonięte leniwie przez powiekę przyozdobioną gęstymi rzęsami. Była blisko o głowę niższa od mężczyzny. Nie naskakiwała na niego jak pozostałe kobiety. Delikatna, wyrafinowana, dająca wybór, przyozdobiona brązowym suknem sięgającym od bioder po podłogę, oraz kremowym, półprzezroczystym w którym topiły się niewielkie, acz kształtne piersi.
-Strasznie się Pan denerwuje. Niepotrzebnie. To nie zdrowe, bardzo. Tak więc…może na początek przegonimy nieco tą emocję? Hm? – Drugą ręką, niepostrzeżenie dziewczyna dała znać mężczyźnie za ladą by nalał trunku do szklanic i przegonił dziewczyny z krzeseł, sama zaś nie oderwała wzroku od satyra, przechylając sugestywnie głowę w kierunku zwolnionych miejsc, jak i czekających już na nich trunków, ujawniając spiczaste uszy wystające zza fal włosów. Dłoń spoczywająca na ramieniu stoczyła się po ręce zaplatając się z palcami Herubina. Zrobiła krok w kierunku baru. Jej nogi wychyliły się zza głębokich wcięć w materiale.
-Hm, to jak? Zaszczycisz mnie swoją osobą? Obiecuję, że cię nie zjem, przynajmniej na początku.– Rozchyliła usta w szerszy uśmiech ukazując ząbki.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

25 maja 2012, 14:45

Osaczony Herubin rozglądał się nerwowo, kolejne kobiety oblegały go, wręcz uniemożliwiając ucieczkę. Zabrakło mu tchu, gdy kolejne osoby naciskały na niego krągłymi ciałami. Zrobiło mu się goręcej, gdy patrzył na przemykające, praktycznie nagie dziewczęta. Próbował coś wybełkotać, jednak udało mu się wymówić tylko kilka samogłosek. Słyszał jedynie coraz bardziej bardzie bezwstydne szepty, które kwitował jedynie charakterystycznym przełknięciem śliny. Lekko rozdrażniony, gdy zaczęto go macać, miał wręcz zamiar wybiec z budynku. Pomoc nadeszła jednak szybciej, niska postać jednym zdaniem odgoniła pracownice. Zatęsknił za nimi gdy zobaczył właścicielkę, a zarazem wybawczynie jego skromnej osoby. Zmrużył oczy na widok, niskiej karykatury kobiety. Coś dziwnego, a może i wąsik, sprawiało, że jego wzrok skupiony był na właścicielce. Nagły dotyk spowodował dreszcz, przechodzący powoli przez całe ciało. Obrócił na pięcie, a jego oczom ukazała się niska ładna kobietka, dużo bardziej elegancka niż poprzednie. Z gracją flirtowała, z niedoświadczonym klientem, okazując jednak niebywałe zrozumienie dla jego osoby. Czuł dziwne podniecenie, na fakt bycia w centrum zainteresowania wszystkich. Przeważnie ludzie unikali kontaktu z nim, tutaj wszystko było wręcz nienaturalnie przyjemne. Nawet myśli o tym, co się w burdelach przeważnie odbywa, nie spaskudziła mu tego miejsca. W życiu nie był w tak… niecodziennym, miłym i przyjemnym miejscu! To ciepło bijące od kominka, urocze dziewczęta, przepyszne napoje i kameralny nastrój przy tym! No, może gdyby nie te orgie wyrysowane na ścianach… Gdy kobieta szła, on niczym zahipnotyzowany ruchami jej bioder, podążał za nią. Powinien wyjść, jednak jakaś jego cząstka nie chciała spotkać się z zimną nocą czającą się na zewnątrz. Usiadł na stołku przy barze, starając się znaleźć komfortową pozycje. Gdy wreszcie osiągnął żmudny cel, spojrzał w jej wielkie oczy, nadal oszołomiony.
– Zje.. zje.. zjeść? Dużo rzeczy w życiu chciało mnie zjeść, niemiłe przeżycie – wyseplenił i gdyby krew nadal płynęła w jego żyłach, zapewne by się zarumienił. Szybko sięgnął po specyficznie pachnący napój. Delektując się jego smakiem, rozluźnił się nieco. Mięśnie były jakby mniej spięte, a ręce lżej leżały na jego kozich nogach. Odstawił kubek ciesząc się nagłym zawrotem głowy, które dodały mu odwagi i co najważniejsze rozplątały język. Oparł się o kontuar i oglądając pomieszczenie starał się nawiązać, co dosyć dziwne w burdelu, rozmowę
– Masz urocze… koleżanki!– rzekł ze zdecydowanie, zbytnim zaangażowaniem. Zaczął obserwacje młodych zalatanych kurtyzan. Nie patrzył jednak na nie jak na obiekt polowania, po prostu doceniał… je same. Czując się nadal niepewnie, drobniejszymi łykami popijał słodkawy nektar, dzięki któremu atmosfera robiła się choć trochę mniej napięta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

26 maja 2012, 02:14

MG


Nie uciekał, nie gnał sprintem do drzwi, dlatego też jasnowłosa mając splecione z entem dłonie i poprowadziła go za sobą do lady. Zasiedli. Dziewczyna umiejscowiła się obok urzędnika, odwracając się do niego. Uśmiechnęła się, przysłaniając usta i wydobywając z siebie melodyjny dźwięk. Nie było w nim nic ubliżającego. Nieporadność, jak i problem z wydobyciem dźwięku. Kobieta skoczyła brewką do góry, zaciągając nogę na nogę. Jej blada skóra wyłoniła się z pod rozcięcia w tkaninie. Uwydatniając całą nogę od palców, poprzez kostkę, łydkę, udko i czyżby…nieco pośladka? Cóż, warto chyba nadmienić również że owa noga miała nagą stopę, która teraz delikatnie suwała się po łydce satyra. Ujęła trunek upiła łyka. Nie spuszczając wzroku z klienta. On tu był najważniejszy, dlatego cieszyła się, że się rozluźnił. Gestem dłoni nakazała dolać kolejną szklankę. Kelner wiedział, że kolejna ma być rozcieńczona. Stan trzeźwości, jak i upojenia, był bardzo…istotny w tej branży.
-Koleżanki…Hm. – Przeleciała wzrokiem po dziewczynach, a następnie ukradkiem spojrzała na urzędnika, uśmiechając się niepoprawnie.
– Chciałbyś, by któraś dołączyła? Choć wierz mi, naprawdę, myślę, że nie są one odpowiednim towarzystwem. Dopiero wchodzą…wprawę. Nie wiedzą wielu…rzeczy. Muszą się uczyć, no chyba, że…Lubisz uczyć? Chciałbyś, by któraś pouczyła się z nami…miłości? – Przygryzła wargę i posłała powłóczyste spojrzenie.
– Panie? – stopa wśliznęła się pod materiał szaty i zaczęła gładzić Herubina po sinej łydce.
.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

27 maja 2012, 16:00

Słaba głowa dopiero teraz dała o sobie znać, świat przez moment zawirował. Odkaszlnął nieco niezdarnie orzeźwiający płyn, jego wzrok spotykał się ze wzrokiem blondwłosej piękności. Zatopił się w jej mętnych oczach, delektując się dźwiękiem wymawianych przez nią słów. Dotyk jej ciała, na szarej skórze satyra spowodował nagłe otrzeźwienie umysłu. Zakłopotany zaczął delikatnie skrobać blat kontuaru. Lekko wstrząsnął głową gdy usłyszał wypowiedź niewiasty. Zatkało go nieco leczy wydobył z siebie kilka zdań, które dosyć ciężko przechodziły przez wąskie gardło.
– Nie.. nie, raczej nie– spuścił głowę nieco niżej, unikając jej spojrzenia, po chwili jednak stanął na równe nogi. Wygiął się co nieco, rozprostowując kości. Chwila minęło, by wreszcie utrzymał równowagę. W uszach jednak mu szumiało, a ciało i ruchy wydawały się pewniejsze. Dłoń spoczywała na krześle, kiedy ent co rusz zmieniał układ bioder, szukając idealnej pozycji. Leniwe powieki opadały ociężale, lekki uśmiech na twarzy ukazywał nieco białych ząbków. Specyficzny nastrój spowodowany był mieszanką czynników, wino, kobiet, śpiew i zapach hipnotyzowały radnego. Niczym niewolnik uczuć, wpatrywał się w kurtyzanę, nie miał sił ani chęci wychodzić z przybytku rozkoszy…
Ręką delikatnie chwycił, drobne palce kobiety. Miły i przyjazny głos zabrzmiał cicho w pomieszczeniu.
– Może przejdźmy… gdzieś gdzie jest… ciszej – po każdym słowie, przełykał ślinę. Jego dłoń delikatnie dotykała jej skóry, było to dziwne uczucie, coś tak małego, było ogromnym doznaniem. Pierwszy raz miał tak bliski kontakt z kobietą, powinien wyjść i wygłosić kazanie o rozwiązłości, jednak zastrzyk nowych doznań przyćmił zmysły. Nie wiedział co zrobi, po prostu chciał przejść się z kobietą…
Lady?
Jeśli ta się zgodzi, zabierze kobietę pod rękę, do wskazanego przez nią miejsca. Niczym mistrz etykiety, pragnął ukazać się w jak najlepszym świetle. Tego wieczoru liczył na oderwanie się od złych myśli, czy jednak nie chciał tylko zagłuszyć poczucie winy po masakrze w Cechu?
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

30 maja 2012, 10:48

MG


-Rozumiem, więc że moje towarzystwo w zupełności ci wystarcza. Miło, bo nie lubię się dzielić. – Zatrzepotała niewinnie rzęsami jakby wcale nie była kurtyzaną. Pozory, jakie one były zabawne, tak jak nieporadność satyra, która w oczach blondynki wydawała się urocza i pociągająca. Aż miała chęć ująć go za ramię i zaprowadzić do jednego z trzech pokoi by nauczyć i pokazać czym jest rozkosz proponowana przez nią, lecz…ubiegł ją. Ujął jej dłoń taj jak nakzywała etykieta, wysuną propozycję, ona tylko mruknęła zadowolona…
-Naturalnie, mój Panie. – Po czym wstała, wsunęła swoją blada dłoń pod jego ramię idąc przy jego boku i kierując go w kierunku jednych z drzwi odpierając zazdrosne spojrzenia swoich "młodszych" koleżanek po fachu. Cóż…w tym zawodzie albo cię nienawidzona, albo kochano. W drugim przypadku dosłownie.
Lidia przystanęła przy drzwiach umiejscowionych najbardziej na lewo, a mający kolor poszarzałej bieli. Kobieta skinęła głową na drzwi, wskazując owe "ciche miejsce". Pozwoliła się prowadzić dalej, aż do momentu jak przekroczyli próg niewielkiego pokoiku skąpanego w czerwonym półmroku. Podobnie jak wystrój głównego pomieszczenia deski były przykryte czerwonym dywanem. Ściany zaś skąpane w ciemniejszym odcieniu czerwieni. Za drzwiami, po prawej stronie umiejscowiona była niewielka komódka. Stał na niej świecznik z sześcioma świecami będącymi do połowy wypalonymi. To one dawały jakiekolwiek jasność, która rozchodziła się i mieszała z ciemnością tworząc nastrojowy półmrok eksponujący duże łoże z kremowo-białą pościelą. Nie było okien.
Lidia wyśliznęła się z pod ramienia Herubina, gdy drzwi ze słodkim dla niej dźwiękiem się zamknęły. Okręciła się, a brązowe sukno zawirowało po podłożu, kiedy ona podeszła do lustra wiszącego nad komoda ze świeczką. Kobieta wysunęła z szuflady kadzidło. Zapaliła je od płomienia świecy. Po pomieszczeniu zaczął rozchodzić się słodki zapach. Lidia spojrzała w lustro, przyglądając się odbiciu satyra
-Jest tu wystarczająco cicho. Ściany są grubsze niżby mogło się wydawać. Nie musisz się też przejmować. Nikt nam nie przeszkodzi…– Odwróciła się do niego, stawiając kroki w jego kierunku i mierząc go od…kopytek po czubek głowy. Położyła mu dłoń na poliku i nachyliła się usta rozchylając…
-Rozbierzesz mnie?
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

31 maja 2012, 16:56

Ciepło bijące od kobiety dodawało mu otuchy. Czuł łaskotki, gdy jej dłoń smyrała go po skórze. Zrobiło mu się goręcej, ze względu na duchotę w pomieszczeniu. Alkohol układał mu w głowie specyficzną pieśń, którą nucił pod nosem, delikatnie się kołysząc. Dawno nie czuł się tak rozluźniony i uwolniony od ciężarów życia. Wejście przez próg okazało się niemałym wyzwaniem, duży potężny krok… i udało się. Uszczęśliwiony przysiadł na łożu, stękając szczęśliwie. Jego dłoń spotkała jakąś dziwną, niepokojącą plamę lecz zignorował ją, dręczyło go czym była przez resztę życia. Nozdrza mu się rozszerzyły na samą wieść o pachnidle. Patyczek zapłonął w oka mgnieniu, ciesząc satyra występem iskier. Dym rozniósł się po pokoiku, oczy już zamykały się pod jego naciskiem. Najchętniej padł by na łoże, oddając się, zachowując wszelkie cnoty rzecz jasna, jasnowłosej. Lekko przymulony, podszedł do kobiety, spojrzał w lustro patrząc na swoją zmarszczoną twarz. Poprawił kosmyk włosów, opadających na szare czoło. Mruknął zaciekle, choć było to spowodowane jedynie drapaniem w gardle. Był zahipnotyzowany, chciał tańczyć i śpiewać niczym ptak, który dopiero uwolnił się z za ciasnej klatki. Głupkowaty, a zarazem uroczy uśmiech skierował do kobiecinki. Nieco zgłupiał gdy ta kazała, zabrać mu odzienie wierzchnie. Zimno tu nie doskwierało jednakże, czemu chadzać niczym dziecko boże na golasa? Cóż nie wiedział co robić, przechylił głowę, dolna wargę pokryła górną. Cóż mu jednak robić, dama prosi to co mu szkodzi jej pomóc. Chwycił materiał, okręcając ją delikatnie, suknia powoli opadało na podłogę. Niczym wielki podróżnik, odkrywał coraz więcej gładkiego ciała, odsłaniając najskrytsze zakamarki. Stanęła nad nim naga i bezbronna, idealnie proporcjonalna. On posłał jej kolejny miły uśmiech, by następnie wręcz runąć na miękkie poduszki. Wzrok mętny wkupiony na wielki suficie, wędrował po pomieszczeniu. Usta nie pół otwarte doszły do władzy.
– Ujeżdżałaś kiedyś konia? Hmmm?
Palcami skubał poszycie łóżka, ciesząc się jego wygodą. Językiem zwilżył usta, zamlaskał cichutko. Kolana pofrunęło do góry, uginając nogę. Zrelaksowany wypuścił przez gardło, pierwszą myśl. Nie wiedząc czemu były to konie, cieszył się atmosferą.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

02 cze 2012, 13:34

MG


Słodycz kadzidła rozchodziła się po pokoju pod postacią szarawej mgiełki. Wprawiała w dobry nastrój i dochodziła do nozdrzy drzewca, początkowo drażniąc, lecz po chwili będąc wyjątkowo pożądaną substancją, łaskoczącą aromatem swoim satyrze płuca.
W tym samym momencie Satyr spełniał zachciankę blondwłosej kobiety. Uwolnił ją od nadmiaru zbędnego odzienia, a przynajmniej zbędnego biorąc pod uwagę miejsce i sytuację. W innym wypadku nagie ramiona, piersi, obnażone biodra, jak i łono wypadało by przysłonić materiałem, lecz…nie teraz.
Kobieta stała przed mężczyzną. Patrzyła na niego, odgarniając z ramienia pasmo swoich włosów i już miała się zbliżać by oswobodzić radnego z szat…gdy ten ignorując ją, położył się na łożu, będąc przy tym w dobrym nastroju, uśmiechając się, spoglądał w sufit.
Kobieta ściągnęła brwi, mrugając i starając się zrozumieć sytuację.
Konie…
Zmrużyła oczy i podeszła do łoża ujmując jego dłoń skubiącą kremową pościel. Tak, odcinała się barwą i fakturą od materiału. Szara, zrogowaciała…lecz kobieta zamknęła ją w swoich palcach. Przywdziała na twarzy uśmiech…tajemniczy. Trzeba przyznać, że coś się za nim kryło. Nie kryło się długo..
Kobieta w pierwszej chwili nie odpowiedziała na pytanie. Zacisnęła swoją dłoń, na chudej satyrzej ręce, a następnie…zgrabnie wskoczyła na łózko. Zakleszczyła herubinowe biodra w swoich udach, drugą ręką suneła po materiale sukna i wprawnie rozpinała rządek zapięć pnąc się przy tym wyżej i wyżej w kierunku kołnierza. Lidia górowała, nachylając się coraz bardziej z każdą sekundą. Włosy zlały się kaskadą na tors, piersi jej zaś kołysały się oświetlane mdłym światłem świec. Nachylona nad radnym, patrzyła…Patrzyła tymi swoimi zielonymi ślepiami, z jakimś wyrzutem, jak i drapieżnością. Sięgnęła swoimi ząbkami dolnej, wąskiej wargi.
-Nie podniecam cię?– Mruknęła kąsając dolną wargę. Zaciągała dłoń herubinową za jego głowę, a swoją drugą ręką wkradła się pod szatę.
-Co cię podnieca, panie? Pozwól mi cię zadowolić…
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

03 cze 2012, 16:14

Leżał niczym kłoda, taki niewinny można by powiedzieć. Pościel dawała mu tyle przyjemności, że prawie zapomniał o obecności kobitki. Ciepło przyjemnie grzało jego plecy, a szata stawała się zbędną ozdobą. Głupkowaty uśmiech nie zniknie najpewniej do rana, tworząc wkoło zmarszczki łagodzące twarz Herubina.
Zamrugał szalenie, ciepłe tarcie spowodowało nagłe ruchy wszystkich części ciała. Futro wręcz zelektryzowało się, drapiąc ich oboje. Zamruczał ponownie, gdy większa dawka dymu dotarła do rozszerzonych nozdrzy. Zimne ciało, nagrzewało się atmosferą i nagim ciałem.

Jego oczy śledziły jej krągłości, piersi, płaski brzuch i te żelazne uda. Mimo braku wiedzy na intymniejsze partie życia, czuł coś tam do tej cnotliwej niewiasty. Jednak czy to to był popęd, czy może jednak zwykłe dolegliwości naturalnego pochodzenia? Zaszkliły mu się oczy gdy ta zapytała o podniecenie, żal mu było tej słodkiej dziewuszki… wzruszył się. Jej całe zaangażowanie było godne podziwu, co jednak zrobić jak się nic, a nic nie rusza? Cóż, pierwszy raz miał użyć swego uzbrojenia, słyszał plotki o rozwiązłości satyrów jednak nigdy dotąd nie spotkał tak chętnej istotki.
Co cię podnieca panie? Pozwól się zadowolić, usłyszał… żebym to ja wiedział to już byśmy byli po… pomyślał. Z nieco leniwym zapędem ułożył swoje ręce na jej zgrabnych biodrach i usadowił na… lepiej owłosionej części ciała satyrzego, służące go do prokreacji i zabaw innych. Z miną godną ascety zabrał się do roboty, zamknij oczy i będzie niedługo po wszystkim pomyślał. Wzrokiem jednak mętnym patrzył ze zdziwieniem na kobietę, tak chętnie bujającą tym co jej matka najlepsze dała. Próbował zająknąć raz czy dwa, jednak były to jedynie ciche szepty. Ktoś jednak musiał stanąć na wysokości zadania! Szczęście kobieciny przede wszystkim. Może i mu się spodoba?

Wróć do „Centrum miasta”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.