Statek „Skryty John”

Pływające po Morzu Smoczym nieliczne statki pochodzą głównie z dalekiej Północy, podczas gdy morza południa przepełnione są zaawansowanymi jednostkami Niezależnego Księstwa Lokent oraz piratami.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Statek "Skryty John"

03 lut 2012, 16:02

Opis okrętu będzie później , lecz tak ogólnikowo…Okręt zwrotny, "zwinny", trudny do utrzymania na powierzchni w czasie szkwałów i niebezpiecznych warunków pogodowych. Dlatego łatwo się domyśleć, że jest to statek nie długi, lekko szeroki ze wzmocnionymi okuciami burtami. Był naturalnie podpokład ze śmiesznymi hamaczkami gdzie sypiała załoga, jak i ładownia. Jean zajmowała prywatną kajutę z masą bubli, pergaminów, map, skrzyniami z różnymi "interesującymi rzeczami", wyrko i wiele wiele więcej. Żagle były czerwone.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jean weszła po kładce na pokład i zastała dobrze jej znaną dezorganizację wtórną reprezentowaną przez bandę bez mózgów wszelakich. Stała tak wiec, sojac niepewnymi kulaskami na tym pokładzie i chybocząc się, to kiwając, w bezruchu patrzyła, jak jeden dryblas biega za drugim drąc się nie wiadomo o co, innego co wytrwale pokład szorował, co się chwaliło, jak i jeszcze innego spitego co przez burtę był przełożony wraz ze swymi trzema kompanami. Uwagę skupiała chamara luda skupiona w jednym punkcie bawiąca się przednie…Widok ten, jak warto zaznaczyć nijak nie podobał się Celinie która krytycznym okiem spojrzała na cały ten rozgrabiasz, zaciągnęła się tabaką, poprawiła pas
-Plugastwo nieurobione! Do szmat zawszańce! Tych pościągać na pokład. Mają zbyt parszywe mordy, zbezczeszczą dar Oureli…– I tak komendy rozmaite leciały mimo pory wieczorowej, wprawiając w ruch cała zgraję. Która pośpiesznie rozkazy wykonywała. To skakali na jednej nodze, to mamrocząc czyścili pokład, to załadunek pod pokład znosili, ostrzyli kordelasy, znikali pod pokład…Tym sposobem sprawiając, że na jego powierzchni pozostali nieliczni męczący swoje obowiązki, a okręt ruszył niemrawo powoli w kierunku Wolenwille..
Tak, to może się wydawać śmieszne, że ta hołotka składająca się z niejednego człeka wyższego i silniejszego od Celiny się jej słuchało. Było to przywiązanie dziwne, lecz nie takie bezpodstawne. Jean o swoich w dziwny sposób dbała, wszak była przekonana, że oni nalezą do niej, a kobiecina ta nie lubiła bardzo, gdy ktoś lub coś mogło jej zabrać i pozbawić "zabawek"…
No, jakby nie było Jean po wejściu na pokład i zarządzeniu i ogarnięciu chaosu, który zamienił się w dziwną czystkę, bowiem jedynie dwóch ludków smarowało pokład szmatami, a towarzyszyło im światło księżyca i rozświetlające mrok płomienie latarni … skłoniła się w pół pasa, rozkładając ramiona ze swego rodzaju pijacka dumą.
-Witam na Skrytym Johnie. – ząbki jej błysnęły, wyprostowała się, po czym zaczęła stawiać kroki przed siebie.– Tego, tego i tego nie dotykasz, no chyba, że powiem inaczej– wskazała parę głównych elementów statku po czym uwiesiła się na sterze tuląc go ckliwie…-Tego ruszyć nawet nie próbuj, a tam nie właź…chyba że masz zamiar nabawić się trądu. Naziemi to delikatne istoty…-fuknęła z niejaką lekką pogardą wskazując podpokład po czym, skierowała wzrok na ostrze targane przez blondasa. Jakoś tak nawet miała chętkę na potyczkę, lecz problem tkwił w fakcie, że człek ten wymachiwać kawałkiem metalu nie potrafił…
-Chętkę powiwijac masz teraz czy dniem pełnym?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

03 lut 2012, 18:27

Jeszcze w trakcie, gdy droga wiodła ich ku miejscu wyznaczonemu przez Panią Kapitan, Ghen’zai prowadził monolog na temat, czego to nie lubi w fanatykach religijnych oraz na temat wyższości ludzkiej idei nad bóstwami, które są jej tworem. Oczywiście pomimo, że wszystko wypowiadał używając swego retorskiego kunsztu, wiedział dobrze, że słuchacza w postaci Jean nie posiada. Już nie chlapał wodą na prawo i lewo z racji, że już całkowicie wysechł, lecz wciąż wyraźnie zachowywał się tak, by ją rozjuszyć, a jadaczka się mu nie zamykała, narzekał na niewygodę w podróży i jak to on zamarznie zaraz, bo temperatura spada, lecz jawność tego, jak kpił sobie z tej sytuacji, stała na wysokim poziomie, więc jego niepoważne traktowanie wszystkiego wokół w tej chwili było albo dobrze zagrane albo rzeczywiście tak prawdziwe.
Wreszcie dotarli na miejsce. Rzutem oka ocenił wszystko wokół i nie pomylił się.
Rudera… – Myśl mu przeszła przez głowę, choć jasnym było, że był w tej dziedzinie równym ignorantem, co w wypadku posługiwania się bronią białą. Nie pływał nigdy pirackim okrętem. Smród i brud załogantów były dla niego czymś nie do przyjęcia, równie co fakt, że byli dla niego zwykłą bandą zbirów. Nie mniej podziwiał fakt, że Jean tak dobrze radziła sobie z ich kontrolowaniem, co uważał za talent dość wybitny. Następnie wysłuchał pouczenia z szerokim uśmieszkiem na ustach kiwając z politowaniem głową. Spoglądał w wyznaczone miejsca, zainteresowanie jego wzrastało z sekundy na sekundę.
"Naziemcy" powiadasz… – bawił go fakt, że inaczej pojmowali to pojęcie, nie mniej jednak zadowalał go fakt, że jego słowo twór był używany przez kogoś jeszcze oprócz niego.
Do szlacheckich dworów u daleko, ale plusem jest, że zapewne jak każdy inny okręt ma możliwość przemieszczania się – rzucił, pogrążony w zamyśleniu, chwytając się za podbródek i mierząc wzrokiem każdy fragment statku, a następnie wypowiedział już słowa, które miały za zadanie trafić do jej uszu:
Tak, tak, wybitna nazwa, odpowiada mi. To swego rodzaju twa baza wypadowa? Ruchomy dom? Intrygujące jak najbardziej.
Jego niespodziewany zachwyt przerwało pytanie Pani Kapitan, której wzrok utkwił przez chwilę na jego nowo zakupionym drobiazgu.
Jak uprzejmie to z twej strony, iż pytanie to pada. Pomyślmy – rozejrzał się raz jeszcze po okręcie, po czym zrobił kilka kroków w bok, by móc dokładniej ujrzeć okolicę, pokiwał przytakującą głową sam sobie, po czym odwrócił się z powrotem do Jean i rzekł:
Muszę się oswoić z tym wszystkim. Nie wiem też co zamierzasz. Widzisz, mam biznes do prowadzenia, czynimy coś w kwestii zdobycia informacji, czy może potrzebujesz ułożyć plan działania, milady? – Słodził swym tonem aż nazbyt i jeszcze ukłonił się wykwintnie na sam koniec.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

04 lut 2012, 02:41

Jean miała dziwne ciągoty do równie dziwnego słownictwa, które często sama tworzyła. Od tak. Wszak tak wspaniała i wznosząca się ponad innych istota w jej osobie, zasługuje na "wyższej" klasy język, który by ją wynosił ponad pospólstwo. A akurat, że słówko "naziemcy" wpadło jej w ucho, czego jak na razie nigdzie indziej nie słyszała, toteż szybko sobie je przyswoiła.
-Szlachecki dwór..–Jean wywróciła ślepiami, jakoby podążając za wyimaginowanym czymś co wokół jej głowy kręciło się…– Pływający dom? Cos w deseń ten , choć o ile dom może zwie się John. – Przejechała dłońmi delikatnie po sterze, sunąc nimi po zdobionym drewnie, patrząc na kawałek tego drewna wystruganego na kształt okrętowej kierownic, tak, jakby właśnie wpatrzała na owego Johna, który…nie koniecznie się przed nią skrywał. Zagłębiać się i sęku pirackiej łajby nie miała ochoty przybliżać mu. Nie dla każdego taka wiedza.
W każdym bądź razie kiedy Celina przypatrywała się ruchom siano-włosego z przymkniętym okiem, a następnie wysłuchiwała…z jednym nie zatkanym uchem…W drugim w tym czasie dłubała paluchem, naszła ją dziwna konsternacja Jaki do kroćset plan? i ten tytuł co jej nadał…zmarszczyła czoło, a następnie go sprostowała, co zabrzmieć mogło tak, jakby słowo "milady" kojarzyło jej się z bluźnierstwem i obrazą…pomijając fakt, że tak właśnie rzeczywiście było. Zabawne, prawda?
-Dla ciebie Pani Kapitan…-Zaakcentowała naturalnie słowo "kapitan" po czym beknęła sobie siarczyście, sznurem obwiązala ster, co by trzymał kurs…co powiodło jej się za drugim razem…po czym chwiejnym, posuwistym, acz dziwnie pewnym krokiem zmierzyła W kierunku mężczyzny, by po chwili zarzucić mu dłoć na ramieniu, a przy tym naturalnie zachwiała się niebezpiecznie, więc drugą ręką również zaczepiła się o poły materiału na klacie.
-Uh, wybaczanko…–rzuciła, gdy złapała kontrolę, odczepiając się od materiału ubioru i podpierając się wyłącznie na ramieniu naziemnego. Rzecz jasna Jean nie omieszkała się nachylić i poczęstować towarzysza swym charakterystycznym zapachem, wydobywającym się z ust, nosa, bo resztę ciała, dziś okazyjnie wypłukała…No dobra, może ciuchy ciągle zalatywały zapaszkiem, lecz to zapach rumu powalał.– Plan…-zaczęła, i zalśniły jej się oczy ideologicznie– …plan jest taki, że…Widzisz tamten horyzont? – Jean wskazała palcem północną linie horyzontu, która przez wzgląd iż była noc, i może równie było…nocne zlewała się niemal doszczętnie, lecz! Gdzieś tam musiała być.– Widzisz, prawda? No wiec, plan jest taki. Mój plan jest taki, że płyniemy, na start, rzecz jasna w tamtym kierunku. Potem zmieniamy kurs na bibliotekę, tak na końcową podróż, rzecz jasna. Konkretny, prawda? – pytanie na koniec, było raczej stwierdzeniem, geniuszu tego planu, który Jean wymyśliła przed paroma chwilami. Nie jeden dowódca wojskowy pozazdrościłby tej wiedzy i biegłości w sztuce taktycznej…
Awatar użytkownika
Matthew
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

04 lut 2012, 11:23

Droga na statek była całkiem spokojna i ciepła można by powiedzieć, bowiem Cienisty przekimał sobie w biuście pani Kapitan.
Gdy tylko zorientował się, że dotarli na pokład wręcz wysuną się na ramię Jean.
Jak ta zaczęła wydawać rozkazy i oprowadzać gościa, jeśli tak to można było nazwać, cienisty na własną rękę szwędał się po statku. Łaził pod nogami biegających w tą i z powrotem osiłków, węsząc i oglądając każdą rzecz na statku, zupełnie jak pies w nowym miejscu. Jako, że ostatnimi czasy na słońce nie wychodził w ogóle – za dnia ciągle skrywał się gdzieś w ubraniu pani kapitan – to wzrostu mu trochę powróciło był teraz jakieś pół stopy wyższy, ale mało widoczna była ta zmiana, bo co chwila zmieniał swój cienisty kształt.
Nie był zbytnio zainteresowany całą rozmową chłoptasia z Panią Kapitan, więc postanowił się zbytnio w nią nie mieszać, ale nie miał zamiaru też trwać w niewiedzy, więc wrócił na ramię Pani Kapitan i uważnie przusłuchiwał się rozmowie.
Oczywiście siedział dumnie na ramieniu w postaci borsuczej – jak zarządała Pani Kapitan. Patrząc na chłoptasia wzrokiem takim jakim patrzą na siebie najwięksi wrogowie – nic nie miał do niego, ale wydawał się podejrzany – wysłuchiwał uważnie genialnego planu Jean. Tak, ten plan musiał być genialny, w końcu skoro cienisty nie zrozumiał z niego nic, a nic to pewnie nie jest wystarczająco mądry, aby go rozumieć, co równało się z tym, że plan jest genialny.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

05 lut 2012, 00:27

Został wybitnie zaskoczony jej reakcją. Zdecydowanie nie rozumiał ludzi morza. Tytuły im nie pasowały, wierzyli w dziwne rzeczy, dziwnie się zachowywali, byli jak inny świat, a może to po prostu on przyzwyczaił się do wizytowania u szlachciców i zapomniał, że różne grupy żyją na tym globie? Sam nie był pewien, jednakże, z racji, iż należał raczej do tych, którzy trzymają się kurczowo życia, a że pamiętał jeszcze jak Jean przybrała niczym morska wiedźma, za jaką ją w tej chwili miał, postać bestii i była gotowa go spałaszować, toteż wolał nie kusić losu i ukłonił się, przepraszając i poprawiając się:
Ależ owszem… Pani Kapitan.
Następnie zachwiał się sam z dwóch powodów. Po pierwsze począł na nim ciężar pirackiej persony, która dodatkowo ze względu na to, że była nieźle podchmielona zdawała się być cięższa, a dodatkowo jej hojny dar matki natury zaatakował jego spojrzenie, tym samym sprawiając, że mimowolnie przybrał szerszy uśmieszek i stracił czujność, po drugie zaś jego nozdrza zostały potraktowane pokaźną mieszanką zapachów, co zemdliło go i sprawiło, że wstrzymał oddech, a więc szczęściem było, że nie upadli, a przynajmniej on, bo Pani Kapitan zdawała się radzić sobie mimo wszystko. Nie wiedział czy był to perfidny, strategiczny manewr, czy też przypadek, choć obstawiał na to pierwsze.
Następnie wysłuchał… tego czegoś co miało uchodzić za plan i nie uwierzył w co się wpakował. To była istna przedstawicielka tych istot, które żyją z chaosem i w chaosie pogrążone, zatem byli kompletnymi przeciwieństwami. Nie mógł przewidzieć co strzeli jej do łba.
Wybitny, owszem… – wypowiedział z pewną dozą ironii, komentując jej plan.
Droga Pani Kapitan, czy zdajesz sobie sprawę, że te miejskie tłumoczki nie udostępnią nam tak po dobroci miejsca, byśmy mogli w spokoju szukać? – Rzucił w jej stronę z nadzieją, że nie odpowie pomysłem na sposób siłowy. Zresztą obejrzał ją od stóp do głowy… kilkukrotnie, zatrzymując się przy okazji w pewnych momentach, po czym chwycił się za podbródek i pokiwał głową, choć stwierdził, że jego nowy pomysł, jakby tu odwrócić uwagę Naziemców stojących na straży działu zakazanego, niekoniecznie może się udać, biorąc pod uwagę temperament jego nowej towarzyszki.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

05 lut 2012, 21:17

Cień skakał pod i na jej wdzianiu. Tak właściwie, nie przeszkadzały jej eskapady. Śmieszne smyrganie które czuła, to pazurki to coś innego, nie przeszkadzało jej, a wręcz wspomagało utrzymać równowagę. Wszak to Celinowa fizjonomii a przechylała się na lewo, to wówczas cienisty zwierz, wędrował pod odzieniem na prawo i środek ciężkości istniał. Zacnie, prawda? Przy okazji, również, nocne, konturowe stworzenie zastępowało jej Alberta, który najwyraźniej urządził sobie jakieś śmieszne wakacje, bądź drzemał sobie słodko pod pokładem wraz z pozostałą hołotą. Cóż, trudno, później to sokolica zweryfikuje dokładniej i skrupulatniej.
Jean nie usłyszała ironii i stwierdziła z satysfakcją, że właśnie Flecher przyznał szczerze jej rację. Dlatego też, sama osoba Jean wypięła pierś do przodu, trochę za bardzo, co za skutkowało tym, że lekko się zachwiała/ Miała jednak wszystko pod kontrolą, a wszystko dzięki borsuczemu cieniowi, dzięki któremu z niejaka łatwością łapała równowagę, gdy ten na niej balansował, a przynajmniej tak teoretycznie…W każdym bądź razie, wracając do wątku Celina z uśmieszkiem satysfakcji balansowała mając bobra na ramieniu i podpierając się o nie swoje ramie, tylko flecherowe. Co by nie było rzecz jasna. Po czym uśmiechnęła się, tak jak to czyni belfer, mistrz, który oświecił i zawstydził swą mądrością ucznia swego, a przy tym metodycznie kiwała przytakująco głową to w dół, to w górę. Od tak, dla pirackiej, niepisanej zasady swojej, czy tam też z innego wyimaginowanego powodu.
-Sprawy sobie nie zdaję. Czemu to, mieli by odmawiać mi wiedzy?– bąknęła, tak, jakby fakt iż wszystko miała mieć dane na złotej tacy pod nos był naturalny i wszak oczywisty, a człowiek ten tu, głosił dziwną herezję. Ćlamkneła więc Jean ustami kilkakrotnie, zsuwając swoje dłoń z ramion siano-włosego, po czym zaczęła krążyć wokół niego chwiejnie, choby dumając, zastanawiając się! Co by tu skombinować, gdyby natrafiła na jakiś opór w trakcie realizowania swego planu. Odpowiedź była naturalnie oczywista!
-Jak natrafię na opór, to stawie opór.– stanęła w pewnym momencie, odwracając się do nowego towarzysza z szerokim, konspiracyjnym wyszczerzem. Tajemniczo gestykulując dłońmi, choby to łapiąc równowagę.– Wszak najlepszym atakiem, jest sam atak, czy coś…No właśnie, atak– wykrzyknęła ostatnie słowo z niemałą satysfakcją wyciągając z pochwy u pasa kordelas swój i machnęła nim kilkakrotnie, płynnie w powietrzu, w kierunku mężczyzny, który stał kilka metrów przed nią. No chyba, nie myślał, że ona, Pani Kapitan Jean Hawk, będzie paktować! Z bibliotekarzem czy innym pergaminowym, chodzącym twoerem~!
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

07 lut 2012, 15:47

Spoglądał na nią z miną, która sprawiała wrażenie, jakoby jej z uwagą słuchał, w rzeczywistości jednak, wyklinał w myślach, rzucał przekleństwa na zabawne dowcipy bóstw, które w tej chwili popchnęły go w tym kierunku i teraz pewnie miały wielką radość śmiejąc się, że nie może ich dorwać swymi mackami. Oj miały z nim już na pieńku. Obwiniał je od dawna, a właściwie od momentu, gdy dowiedział się, że Naziemcy traktują je jeszcze dodatkowo z szacunkiem. Był pewien, że kiedy przyjdzie mu je spotkać to urządzi sobie z nimi długą debatę i wytknie im całą tą grę.
Nie mniej jednak w momencie, gdy Jean umilkła, przerwał swe rozważania, by skumulować wszystko, co w tej chwili powiedziała. Pokiwał przytakująco głową i uśmiechną się ironicznie, po czym zmarszczył brwi i złapał się dłonią za głowę, jednocześnie unoszącą ją ku górze. W takiej aktorskiej pozycji zastygł i odezwał się po raz wtóry.
Zacznijmy od początku… – Powrócił do normalnej postawy i znów spojrzał na swą rozmówczynię, lecz tym razem zarówno uśmieszek jak i jakakolwiek sympatia zniknęły z jego twarzy, a zastąpiło je widoczne zirytowanie.
Problem polega otóż na tym – Zaczął wykonywać palcami dziwne ruchy, jakby robił wszystko by mu nie zesztywniały. – że najciekawsze informacje znajdują się w dziale zakazanym, a dostęp do niego jest ograniczony. Nie chcemy też by ktokolwiek nam przeszkadzał. – Na jego twarz znów powrócił uśmieszek, a wraz z mocno zmarszczonymi brwiami wyglądało to raczej nieprzyjaźnie.
Użycie siły oznaczałoby, że mielibyśmy potem o wiele więcej kłopotów, na które wolałbym się nie narażać. – Nie ukrywał, że chodzi mu w tej chwili o jego własny interes, zresztą kto tu starał się to ukrywać?
Mój nieskomplikowany plan zakłada, iż jedno z nas w jakiś sposób zwróci na siebie uwagę i narobi zamieszania, a drugie czmychnie z odpowiednimi dziełami pisanymi. Z racji, że w tym towarzystwie to ja posiadam talent w postaci odczytywania słowa pisanego, toteż… Chciałbym Cię prosić, Pani Kapitan – Zbliżył się do niej niebezpiecznie blisko – Abyś zajęła się tym, by nikt nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Czy pomysł ten odpowiada?
Awatar użytkownika
Matthew
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

08 lut 2012, 17:25

Ciągle nieświadomy tematu całej rozmowy, przestał już patrzeć się na Flechera "złowrogim" spojrzeniem, już dawno go to znudziło i zaczą rozglądać się po pokładzie w poszukiwaniu niczego. Kilka jedynie słów co jakiś czas wyłapywał z rozmowy.
czytanie słowa czytanego? Czy im chodzi o czytanie? Przecież ja umiem czytać.
Pomyślał cienisty. Rozmyślał równierz o innych równie bezsensownych rzeczach. Krótka podróż wydawała się dla cienia ciągnąć w nieskończoność. Nie był nawet do końca pewny czy ruszyli się z miejsca. Zaczą zastanawiać się, czy aby przeszkodzenie w rozmowie dla Pani Kapitan nie skończy się źle dla cienistego i czy aby na pewno nie byłoby to niekulturalne. Postanowił, że nie będzie przeszkadzać, ale zadał jedno malutke pytanko, jak gdyby nigdy nic, ni stąd ni z owąd szepną na ucho Jean
Ja też umiem czytać
Może było to przyczyną nudy, albo nawet próbą zwrócenia na siebie uwagi. Tak czy inaczej rzucił do Jean informacją, która nie koniecznie była jej przydatna, a może nawet w ogóle jej nie zainteresowała.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

10 lut 2012, 02:03

-Od początku…-Jęknęła, Jean niczym 7letnie dziecko, któremu każe się raz powtarzać jakąś czynność, jednocześnie skrzywiła się, opuściła w geście rezygnacji dłonie, sadowiąc swój zad na pokładowych deskach nogi zaplatając po turecku. Wbiła rapier w deski po swej prawej i opierając na nim prawą dłoń, drapała się lewą po poliku. Słuchała. Nie bardzo zadowolona, lecz słuchała.
-No, nie chcemy– powtórzyła metodycznie kiwając tą swoją piracką łepetynką to w górę i w dół. Kto lubi wszak jak ktoś komuś przeszkadza?
-Więcej kłopotów.– powtórzyła, dopiero teraz jako-tako pojmując sytuację. Wszak jeśli uda im się uda cwaniacko załatwić sytuację, to wszak cwaniak zawsze wychodzi przynajmniej dwa razy lepiej na interesie niż niejako złodziej, czy awanturnik. Tak więc słuchała dalej, poprawiając swój humor niejako i wpatrując się w postać flechera, by po chwili gdy ten skończył mówić, charknąć i splunąć glutem za burtę,
-Niet. Nie godzę się. Nie wiem co tam sobie knujesz, lecz nie podoba mi się. Czemu ja nadstawiać za cię mam swą zacny zad? Hm?-podniosła prawą brew, spoglądając wymownie na postać mężczyzny. Nie wiedziała co ten knuje, a cały plan wydawał się mimo wszystko nazbyt narażający dla niej, a mniej dla niego. Zresztą, kto wie, co ten by z takowego działu wyciągną, czy by nie zwiał, czy co.
-Nie ufam tobie i innym wszarzom lądowym, bez urazy, rzecz jasna– uśmiechnęła się piracko, po czym wyciągnęła zza pazuchy puzderko tabaki, które poczęła rozparcelowywać.– Powiem, Ci, że na tym samym wózku jechać będziemy. Albo razem przemoc, albo razem ugodowo, cwaniacko sprawę załatwimy. Nie mam zamiaru, spraw swoich i celów powierzać w ręce nieznane.– Spojrzała raz jeszcze na siano-włosego, po czym zaciągnęła się tabaką, nosem pokręciła, wsłchując się jednocześnie w szepty Cienistego. Uśmiechnęła się wiedząc, że w razie co ten tu jej nie oszuka wciskając jakieś bezsensowne pisma. Wstała, podciągając się na swej broni.
-Tak więc planu oczekujesz. Ja ci mówię. Albo atak– Wyciągnęła broń celując ostrzem w postać mężczyzny, po czym chowając go mruknęła– Albo konspirantka, drogi mój…planowiczu.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

10 lut 2012, 18:06

(Ta sytuacja wygląda w moich oczach właśnie tak:
Klik – 00:30
)

Pomimo, że fakt, iż dziwne stworzenie człapiące tu i tam po piratce, odezwało się, a co jeszcze ciekawsze stwierdziło, że potrafi czytać i doprowadziło do sytuacji, w której interesująca się dziwnymi indywiduami część Flechera zaczęła się budzić, to jednak ostatecznie wypowiedź, jaka padła ze strony pirackiej buźki, była dla niego co najmniej rozczarowująca. Ile dałby, żeby posiadać swój dawny potencjał, znów posiadać umiejętności pozwalające mu przekonać każdego do wszystkiego, jakiż wtedy świat staje się łatwy, a i przeciwnicy wydają się bardziej graczami niż zagrożeniem, lecz oto stanął przed ciężkim zadaniem. Nie dość, że jego przeciwnikiem był uparty kawał kobitki, to jeszcze kobitki niebezpiecznej.
Rzuć mnie lepiej na pożarcie morskim monstrom bądź upuść z jakąś beczką na dno, czy co wy, ludzie morza, tam robicie – stwierdził zrezygnowany i tym razem zaczął krążyć w kółko, w tą i we w tą zastanawiając się nad czymś i uciskając prawą dłonią z podbródek, przy okazji szurając zębami, co było właściwie ledwie widoczne.
Nie wiem kto sprawuje urząd w twojej głowie, ale jest straszliwie upar– – W tej chwili zdał sobie z czegoś sprawę. Zatrzymał się, wskazał na nią palcem i zaczął się zbliżać do jej persony, a przy okazji złowroga radość powróciła na jego twarz.
Urząd… Mówisz, że nie odpowiada ci nadstawianie karku za mnie? W porządku, a więc powiedzmy, że zrobimy co trzeba razem, a może nawet to ja nadstawię karku za ciebie – W tej chwili jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko niej i choć czuł alkoholowe opary, to chyba nagły przypływ optymizmu zabił jego zmysł węchu. – …Pani Kapitan…
Przykucnął tuż przed nią, opierając ręce o kolana i przechylając się w jej stronę. Zaczął, więc dalej przekonywać do swego nowego pomysłu:
Pomysł brzmi następująco… Udajemy się męczyć rzyć szanownego majordoma. Wszakże jest teraz osobą, która może podjąć wszelkie tego typu decyzje, a więc możemy spróbować przekonać go o pozwolenie, by wpuszczono nas po to, co się nam należy. Następnie przemycimy na zewnątrz wszystko, co jest nam potrzebne. W wypadku, gdyby coś poszło nie tak, mieć będziesz swą rozróbę, a nawet w niej pomogę i to z przyjemnością.
Oczekiwał ze swym uśmieszkiem w milczeniu i spoglądał w jej lico, jakby chciał ja przekonać również i swym spojrzeniem. W końcu liczył się czas… a przynajmniej dla niego.

Wróć do „Jednostki pływające”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 5 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.