Statek „Skryty John”

Pływające po Morzu Smoczym nieliczne statki pochodzą głównie z dalekiej Północy, podczas gdy morza południa przepełnione są zaawansowanymi jednostkami Niezależnego Księstwa Lokent oraz piratami.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Statek "Skryty John"

03 lut 2012, 16:02

Opis okrętu będzie później , lecz tak ogólnikowo…Okręt zwrotny, "zwinny", trudny do utrzymania na powierzchni w czasie szkwałów i niebezpiecznych warunków pogodowych. Dlatego łatwo się domyśleć, że jest to statek nie długi, lekko szeroki ze wzmocnionymi okuciami burtami. Był naturalnie podpokład ze śmiesznymi hamaczkami gdzie sypiała załoga, jak i ładownia. Jean zajmowała prywatną kajutę z masą bubli, pergaminów, map, skrzyniami z różnymi "interesującymi rzeczami", wyrko i wiele wiele więcej. Żagle były czerwone.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jean weszła po kładce na pokład i zastała dobrze jej znaną dezorganizację wtórną reprezentowaną przez bandę bez mózgów wszelakich. Stała tak wiec, sojac niepewnymi kulaskami na tym pokładzie i chybocząc się, to kiwając, w bezruchu patrzyła, jak jeden dryblas biega za drugim drąc się nie wiadomo o co, innego co wytrwale pokład szorował, co się chwaliło, jak i jeszcze innego spitego co przez burtę był przełożony wraz ze swymi trzema kompanami. Uwagę skupiała chamara luda skupiona w jednym punkcie bawiąca się przednie…Widok ten, jak warto zaznaczyć nijak nie podobał się Celinie która krytycznym okiem spojrzała na cały ten rozgrabiasz, zaciągnęła się tabaką, poprawiła pas
-Plugastwo nieurobione! Do szmat zawszańce! Tych pościągać na pokład. Mają zbyt parszywe mordy, zbezczeszczą dar Oureli…– I tak komendy rozmaite leciały mimo pory wieczorowej, wprawiając w ruch cała zgraję. Która pośpiesznie rozkazy wykonywała. To skakali na jednej nodze, to mamrocząc czyścili pokład, to załadunek pod pokład znosili, ostrzyli kordelasy, znikali pod pokład…Tym sposobem sprawiając, że na jego powierzchni pozostali nieliczni męczący swoje obowiązki, a okręt ruszył niemrawo powoli w kierunku Wolenwille..
Tak, to może się wydawać śmieszne, że ta hołotka składająca się z niejednego człeka wyższego i silniejszego od Celiny się jej słuchało. Było to przywiązanie dziwne, lecz nie takie bezpodstawne. Jean o swoich w dziwny sposób dbała, wszak była przekonana, że oni nalezą do niej, a kobiecina ta nie lubiła bardzo, gdy ktoś lub coś mogło jej zabrać i pozbawić "zabawek"…
No, jakby nie było Jean po wejściu na pokład i zarządzeniu i ogarnięciu chaosu, który zamienił się w dziwną czystkę, bowiem jedynie dwóch ludków smarowało pokład szmatami, a towarzyszyło im światło księżyca i rozświetlające mrok płomienie latarni … skłoniła się w pół pasa, rozkładając ramiona ze swego rodzaju pijacka dumą.
-Witam na Skrytym Johnie. – ząbki jej błysnęły, wyprostowała się, po czym zaczęła stawiać kroki przed siebie.– Tego, tego i tego nie dotykasz, no chyba, że powiem inaczej– wskazała parę głównych elementów statku po czym uwiesiła się na sterze tuląc go ckliwie…-Tego ruszyć nawet nie próbuj, a tam nie właź…chyba że masz zamiar nabawić się trądu. Naziemi to delikatne istoty…-fuknęła z niejaką lekką pogardą wskazując podpokład po czym, skierowała wzrok na ostrze targane przez blondasa. Jakoś tak nawet miała chętkę na potyczkę, lecz problem tkwił w fakcie, że człek ten wymachiwać kawałkiem metalu nie potrafił…
-Chętkę powiwijac masz teraz czy dniem pełnym?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Matthew
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

10 lut 2012, 18:41

Rozmowa Pani Kapitan z tym drugim coraz to bardziej ciekawiła cienistego. Najpierw coś o czytaniu, a że Matthew umie czytać to i go to interesowało rzecz jasna, a teraz o jakimś majormusie czy tam jakimś innym majordusie, nieważne, w każdym bądź razie borsukocień nie miał pojęcia co to lub też kto to jest, więc od razu spytał
-A co to to ten Majorfamus?– Pytanie skierował wyraźnie do mężczyzny, który to o majorusie wspomniał. Ten jednak nie spieszył się zbytnio z odpowiedzią na pytanie cienia i kontynuował swoją gadkę. Cały plan o jakim tutaj mówili wywoływał w cienistym coraz to większe podniecenie, Matthew chciał iść z nimi. Zaraz usłyszał coś o przemycaniu. Przemycanie? Z moimi możliwościami poszło by gładko, ale czy to nie jest przypadkiem złe?
Z drugiej strony zaczął rozmyślać również o tym całym przemycaniu jako pomocy dla Pani Kapitan, więc przestał widzieć w tym uczynek zły.
Chociaż jego pytanie do mężczyzny było głośne, bo majurus wzbudził wielkie zainteresowanie w cienistym, to już następna wypowiedź Matthew'a była znów mówiona szeptem wprost do ucha Pani Kapitan.
-Przemycić też bym mógł yym bardzo prosto, tylko żeby ekhem za wielkie nie było…– W szepcie zawarta była jakby odrobina smutku z powodu niewielkich gabarytów stworka, ten temat stał się ostatnio bardzo poruszający dla cienia. Nie żeby nie podobało mu się bycie małym, ale cienisty był wierny zasadzie im większe tym lepsze oraz przyzwyczajony był do patrzenia na wszystkich z góry.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

10 lut 2012, 23:05

Na marudzenie siano-włosego Jean uśmiechnęła się szeroko. Nie był to wszak wielki problem, lecz..
-Szkoda beczki.– prasnęła niemalże, sięgając za pazuchę po swój wypełniony cenną cieczą bukłaczek, który roztworzyła wprawnie jedną ręką, by zaczerpnąć z niego życiodajnego trunku, by po chwili go na powrót zakorkować i za pazuchę schować. Patrząc przy okazji swymi mętnymi oczami na no rusz zbliżającego się do niej mężczyzn ę, który wydawał się szczerzy ć do jej osoby niebezpiecznie…lecz czy Jean zwróciłaby na to uwagę? Naturalnie, że nie! Sama zaczęła się szczerzyć, gdy ten się szczerzył. Wyłapując przy tym, rzecz jasna, słowa które z każdym krokiem stawały się głośniejsze i wyraźniejsze, a które pozytywnie nastawiały Jean.
Wiedzę, a raczej słyszę, że po mej myśli poczułeś kroczyć.– Uśmiechnęła się, kiedy ten znajdował się niebezpiecznie blisko jej persony. Tak, że spokojnie Celina czuła na swojej twarzy jego ciepły oddech, który owiewał ją w tą zimową porę. Ona zaś nie wzruszenie pomimo tej bliskości patrzyła mu pewnie, bez wahania w oczy. Jakoby sugerując, że ona sama nie ma powodu się go obawiać. Jakby była ponad nim. Wrodzona pycha i wywyższanie się Celiny, wcale, a wcale nie były skrywane. Ba! Co się będzie, bawić. Niechaj wszyscy paczą jak emanuje prostackością etc. na mile morskie i te lądowe! Zapomnijcie wszak ona i skromności…No ale, wracając do tematu ogólnikowego, a raczej planowanego i dyskusyjnego…dotyczącego omawianego przez samego pomysłodawcę pomysłu działania. Warto napomknąć, iż Jean nigdy wcześniej niczego specjalnie nie planowa, tak też była to dla niej swego rodzaju nowość. Jednakże nie taka zła, lecz naturalnie kłopotliwa w pewnej mierze, a zarazem niosąca ze sobą wiele korzyści, tak wiec, słuchała, a gdy skończył…ujęła jego twarz wolną ręką i przysunęła do swojej, sprzedając mu całusa, po czym poklepała go przyjacielsku po poliku. Z jakiej racji? Cóż…była piratem, co się będzie tłumaczyć?! Miała chętkę i taką zachciankę, to takowo postąpiła.
-No, bardziej to brzmi teraz…przystępnie. Odpowiedniego wizerunku wymagać i dopracowania to będzie, lecz tak teraz się dam na to przystąpić.– Westchnęła, wstając z powrotem na obydwie swe nogi. Otrzepała się, poprawiła swój piracki płaszcz. Naturalnie zachwiała się, a ręka gdzieś jej uciekła, jakoby chciała oprzeć się o wyimaginowaną poręcz, jednakże! W pionie się utrzymywała! A gdy tak się pionu tego trzymała, a pion się trzymał się jej, szepnęła do cienistego – Spokojnie cieniowaty towarzyszu. Dla ciebie zadanie będę miała dodatkowe.-a skończywszy szeptać, spojrzała na siano-włosego, wskazując błędnie, czy coś takiego, na jego broń.– Żeby w razie planu awaryjnego, dopomóc mnie niejako mógł, miło by było, gdyż swą broń utrzymać byle jak poprawnie chociaż mógł. A trzymać ją musisz ło tak..–Sięgnęła po rapier wbity w pokład, po czym zrobiła krok w tył, może dwa, by przestrzeń się jakaś między nią, a nim wytworzyła, po czym odpowiednią postawę uczyniła. Trzymając rapier w prawej i wysłużywszy ostrze przed siebie, do przodu wysunęła również prawą nogę, uginając ją w kolanie, druga znajdowała się w tyle. Lewą dłoń miała z przodu. Sylwetka jej była lekko pochylona, acz nie przygarbiona, lekko się chybocząca, luźna.
-No, właśnie, coś takiego, to podstawa do rozprucia, jak i doskonałej obrony przed rozpruciem, gdyż…-tu przerwała, płynnym ruchem lewej ręki wyjmując sztylet zza pazuchy– Zahamować, zaskoczyć i zabić można z nagła. No, próbuj…
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

11 lut 2012, 00:07

Czymże było w tej sytuacji formowanie planu, skoro ona i tak go w rzeczywistości nie słuchała? Owszem, był pewien, że liczy z całego serca, iż wejdą w fazę B. Była iście problematycznym sojusznikiem. Trzymała go na uwięzi, popełniała hybris chyba na każdym kroku, a te z kolei stawiała tak dziwacznie i nieprzewidywalnie. Właściwie to w ogóle nie mógł jej rozpracować, takiego przypadku wśród śmiertelnych jeszcze nie widział. Nic, więc dziwnego, że kompletnie się spodziewał się tego co za chwilę uczyniła, a było to chyba pierwsze zaskoczenie na jego twarzy od dawna. Może odór alkoholu bił od niej, a dodatkowo była najboleśniejszą kobietą jaką spotkał, ale tym jednym gestem sprawiła, że na chwilę o tym zapomniał. Nie rozumiał wciąż wielu zwyczajów ludzi z powierzchni. Naziemcy mieli to do siebie, że w ich społeczeństwie istniały takie pozytywne uczucia jak przyjaźń, miłość i radość z powodu rzeczy pozytywnych. Nie rozumiał tego oczywiście z prostego względu – w świecie, z którego pochodził wszystko to zniknęło. Podążył za nią wzrokiem i parsknął śmiechem, po czym podniósł się z posadzki, jaka zdobiła to pływające ustrojstwo.
Dopracowania? Oczywiście, oczywiście. Kto działa w takich sprawach według planu ułożonego w ułamku sekundy? – po tym słowach zamilkł na chwilę, po czym zaśmiał się donośnie. – Proszę o jak najłaskawsze wybaczenie, znam już odpowiedź na to pytanie – dodał, a na jego twarz powróciła ta złośliwa radość z przed chwili wcześniej – Pani Kapitan – dokończył kłaniając się wybitniej niż wcześniej.
Właściwie wydało mu się, że w tej chwili chwiała się bardziej niż wcześniej, ale z drugiej strony znów nie wiedział jakim cudem, w ogóle się porusza, skoro alkohol spożywała w dawkach regularnych niczym oddechy. Na tych przemyśleniach skończył, bo zaraz z ust jego padła odpowiedź na pytanie stworka:
Majordomus. Wołają na niego Tarreth, jeśli pamięć mnie nie myli, a nie zdarza się. Ma prawdopodobnie najwięcej dopowiedzenia, jeśli chodzi o sprawy rządzenia albo przynajmniej jest jedną z osób, które mają. – Chciał jeszcze zapytać istotę czym jest, skąd się wzięła, popytać o inne szczegół, ciekawość na temat dziwnego stwora znów urosła, lecz wtem Jean przywróciła go do porządku rozpoczynając pierwszy trening. Obserwował jej działania. Kiwał przytakując głową, udawał, że fakt, iż bujała się jak jej okręt podczas większego wiatru, wcale go nie intryguje, po czym zanalizował cały ruch raz jeszcze i kolejny raz, a więc kiedy wydała mu polecenie, chwycił się za podbródek i wykonał, Male okrążenie, po czym dobył swego nabytku pewnie w dłoń i naśladował, ów pozę, pomijając element z bujaniem się, choć nie podarował sobie wypięcia klatki piersiowej do przodu, jakby chciał jak najdokładniej oddać jak to widział.
Czy tak? – zapytał z sielankową, lecz i opanowaną postawą, wciąż utrzymując swą pozę i spoglądając na twarz piratki, jakby szukał właśnie na niej odpowiedzi na swe pytanie.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

11 lut 2012, 06:48

-Ależ wybaczenia, rozgrzeszania i błogosławieństwa udzielę.– Uśmiechnęła się równie złośliwo-konspiracyjnie. Tok rozumowania mężczyzny zaczynał jej się coraz bardziej podobać. Może z ludzikami lądowymi nie było jednak, aż tak źle? Wszak właśnie przed chwilą Celinie zdawało się, że myślą dokładnie o tym samym sposobie i środkach, dzięki którym sięgnęli by po to czego chcą. Choć może to tylko pijacki omam Celiny? Wszak ten trunek śmiesznie zaginał, naginał i wyginał rzeczywistość pod upodobania zażywającej. Koloryzując ją i ubarwiając, rzecz jasna tą rzeczywistość, a nie zażywającą. W każdym bądź razie, wracając do teraźniejszości, leciał aktualnie monolog dotyczący owego majordomusa.
-Tarreth…-smakowała tego miana słuchając. Dawno w wolenvainskim mieście nie była. Nowinek nie słuchała. Była w plecy wszelako. Po części wszak jej to nie dotyczyło i spływało, tak jak czynił to rum co lał się szerokim wodospadem po jej podniebieniu. Acz z drugiej strony warto było znać naziemne nowinki, choć były kłopotliwe i często skomplikowane. Gdyż to często one miały wpływ na zachowanie się nocnego rynku Artegi. Ruchów flot handlowych, których rabunki były zyskowne, jak i najprostszy sposób wykorzystania informacji– ich sprzedaż, a że akurat Jean miał przed sobą człeka w wolevilowskiej władzy zorientowanego…cóż, nie omieszkała tego nie wykorzystać.
-A tam w tej mieścinie ta królowa z tym swoim…-pomachała Jean ręką wokół głowy, gzie włosy miała– …kolorowo-łepetynkowym? Ostatnim razem, on mnie audiencował.– Jean przeinaczyła trochę ostatnie słowo niezgrabnie, no ale, nie jej słownictwo, bywa. I tak, Jean miała na myśli moment, w którym zwiedzała zamkowe lochy, lecz o tym nie musiała wspominać, prawda? Niechaj myśli ten Flecherowaty, że była jakoś spowinowacona z dawnym ambasadorem…czy tam, że konszachty posiadała.– Co z nimi? Rebelia, czy jak to tak?
Pytała, po części zainteresowana, a po części spita, by następnie udzielić pierwszej zaprawki bojowej wspólnikowi, który małpował po niej ruchy zacnie.
-Nie najgorzej…–oceniła, spuszczając swą gardę i obchodząc kilkukrotnie postać mężczyzny dookoła klepiąc go z nagła po plecach. – Nie sztywniej tak, bo łatwo cię będzie wybić ze środka tego ciężkawego Twego. Po to masz kolana ugięte lekko, by łapać równowagę. Rozkrok dla pewności stania, a i barki, tu, tu i tu…-tykała kolejno punkty barków, ramion etc. – …luźniej. Za sztywno. A rapier trzymaj pewnie, mocno, lecz bez ciasnoty znacznej. Na Ourelie…Niechajże będzie.– Wypchnęła, szykując się do zaprezentowania sztychu podstawowego…szykowała się długa noc i zapewne nie lżejsze kolejne dni…No acz, jak ma już leźć z żółtodziobem, to takim najlepiej nie do końca żółtym, jak i bezradnym. Nie? Dlatego też Celina stanęła teraz po jego prawicy prezentując nagły wymach orężem. Powtórzyła czynność kilkukrotnie. Po czym huśtając się tłumaczyła, a raczej to co wypowiadała brzmiało jak tłumaczenie, jak to należy całym korpusem ruszyć by sztych był efektowny i jak najbardziej zabójczy. Po czym zdradzała tajemnicze kolejnych machów, które prezentowała, a których wykonania oczekiwała od Flechera…Początkowo tak by ten z wyimaginowanym tworem wojował, a po chwili pewnej z samą Celiną, która swe zdolności szermiercze hamował, by przypadkiem w swym zapędzie nie zakatrupić chłopaczka, Wszystko po to by słomiano-włosy wczuł się i mógł zaznać ciężaru ostrza na ostrzu. Praktyka wszak brutalniejsza od teorii bywa, prawda? A gdy wojaczka jej już zbrzydła i się znudziła…co i tak należało podziwiać, ze zanim to nastąpiło trwało to sporo czasu Jean, za żłopała na suche gardło rumu, po czym oznajmiwszy, że kajutę takową, znajdująca się w takim, a nie innym miejscu, słomowato-włosy może sobie na noclegownie urządzić. Po czym sama udała się do swej siedziby. Czy Flech i Mathew ćwiczyli? Albo czy Cieniowaty pomagał doskonalić się dalej umiejętności mężczyzny, czy może ten sam się doskonalił na drugi dzień? Nie wiedziała, spała, a gdy się z rana , a raczej popołudnia obudziła, by zmienić kurs Johna i wyszła z kajuty, przystawiając tradycyjnie bukłaczek do ust…nie bardzo wiedziała jaki widok zastanie…
Awatar użytkownika
Matthew
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

11 lut 2012, 08:39

Zdziwił się wielce gdy okazało się, że majurus to nie jakaś wymyślna rzecz, a prawdopodobnie człowiek. Więcej o nim się niestety nie dowiedział, bo zaraz zaczą się trening. Przez te wszystkie przedziwne ruchy Pani Kapitan zleciał i zarył mordką prosto w maszt. Nie zwracając na to uwagi wstał natychmiast, otrząsną się i wytworzywszy z cienia coś na rodzaj kukły treningowej i miecza zaczą powtarzać pozy Pani Kapitan jak najlepiej potrafił. W walce cienia z kukiełką, którą stworzył nie było raczej słychać dźwięku obijających o siebie mieczy, a tylko dźwiękonaśladownictwo wydawane przez gębe cienistego.
-Brzdęk! Bang! Siek! Powtarzał to i jeszcze różniejsze w losowej kolejności, gdyby mógł się opluć już dawno byłby od śliny cały mokry.
Trening cienia nie skończyłby się z powodu, że Jean postanowiła zregenerować siły po ciężkiej nocy, więc był kontynuowany, aż nagle na statku zagościł największy wróg cienistego. Z ust Matthew, jeszcze przed jego natychmiastowym zniknięciem można było usłyszeć tylko
-Ty… Z charakterystycznym złowrogim spojrzeniem, wyraźnie patrzył na swojego wroga – słońce – z ogromną nienawiścią, po czym czmychną do kajuty w której to Jean rezydowała. Wszedł po cichutku i ukrył się pod kołdrą Jean o ile ta nie spała w barłogu, jeśli zastał ją byle-jak-śpiącą po prostu położył się pod łóżkiem. Spał, aż do wieczora, dłużej chyba niż Jean. Nie miał zamiaru wychodzić przed zachodem słońca. Miał tylko nadzieję, że Jean nie zapomni o nim jak będzie zmuszona opuścić pokład. Sen cienistego był dosyć głośny, chociaż chrapać nie potrafił, wciąż w głowie miał trening i przez sen z ust jego wciąż wydobywały się udawane głosy walki, więc trudno dla Jeanowego ucha byłoby cienia nie usłyszeć.
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

11 lut 2012, 12:50

Królowa? – rzucił jakby dla pewności, zastanawiał się co też takiego kobieta pokroju Jean robiła w pałacu. W końcu prędzej widział ją jako przywódczynię jakiejś większej organizacji przestępczej niż kogoś kto idzie na ugody z władzą. Nie skomentował także nawet w myślach sposobu w jaki całe zajście opisało morskie dziewczę, zresztą chyba przyzwyczaił się już do tego, że aby ją zrozumieć musi słuchać całych wypowiedzi od początku do końca i nie było większej mowy o próbach domysłu, bo jak już wspomniane było, kompletnie nie mógł jej pojąć.
Cóż… Jej Wysokość abdykowała… zrzekła się daru władzy… – powiedział nabierając powagi, miał teraz przed oczami obraz roztrzaskującej się korony, symbol władzy rozpadł się na cząstki, a on niczym ci głupcy z powierzchni, zaczął je zbierać. Jakby zapomniał w tamtym momencie, że symbol ma moc tylko wtedy, gdy ludzie go akceptują. Żałował, że nic nie zrobił, możliwość przejęcia władzy była wtedy na wyciągnięcie ręki, tak blisko jak nigdy, lecz… Viridar i ta cała ich gra cieni. Jedyne co im zawdzięczał to możliwość osiągnięcia większego potencjału, ale nie sądził, że wszystko będzie musiał zacząć od nowa. Znów zastygł w bezruchu pozostając w nagłym zamyśleniu.
Lecz to wcale nie jest interesująca, bądź godna uwagi historia, ocenią ją pewnie później odpowiedni ludzie – dokończył, a na jego twarz powrócił uśmiech, tak uśmiech, taki który wydawał się nawet być szczery.
Przeszli jednak do fazy treningu. Najpierw postawa. To tutaj krzywił się i spoglądał złowrogo z pode łba na piratkę, za każdym razem, kiedy trzaskała go w plecy ze sporą ilością siły włożoną w to, a potem poprawiała każdy najmniejszy szczegóły. Dopiero potem przeszli do części głównej. Nie przychodziło mu to wcale łatwo, choć szybko przyswajał informację, to z wiedzą praktyczną nie było tak łatwo. Zaczął jednak w końcu orientować się w tej całej zabawie z bronią. Nie docenił kapitańskiego sposobu nauki. W końcu wyuczył się tego w jaki sposób powinien trzymać oręż w dłoni, jakie ruchy wykonywać nadgarstkiem, barkiem, całą ręką. Przyswoił sobie wiedzę na temat sposobu poruszania się w pojedynku toczonym na bronie białe i choć nawet podczas, gdy Jean zapewne zanudzała się tym, jak ten pojedynek przebiegał, tym jak niezgrabnie mu to z początku wychodziło, to przy jej pomocy, nawet jeśli zajęło to kupę czasu, zdołał opanować podstawy. Starając się ustatkować i uspokoić oddech, kiedy już skończyli, wysłuchał słów na temat kajuty, a następnie zaczął odprowadzać ją wzrokiem, by w pewnym momencie zawołać:
Droga Pani Kapitan! – po czym dodać, kłaniając się przy okazji – raz jeszcze dziękuję.
Czy był rzeczywiście wdzięczny? Możliwe, czemuż miałby nie być? Ze względu na swą naturę? Tak, jest to prawda. Należał do niewdzięcznych, z natury nieuczciwych i nie posiadających pozytywnych uczuć istot. Lecz czy na pewno wciąż był jednym z Łupieżców? Przypomniał sobie wszystko raz jeszcze. To w jaki sposób go wygnano, to, że już tak długo planuje zemstę i żyje tylko nią. Wiecznie słyszał o tym, że zemsta nie prowadzi do niczego, lecz nikt nie rozumiał, nikt nie chciał pojąć. Fakt, że wpadł w gniew w takiej chwili, kiedy powtarzał wszystko czego nauczyła go Jean, sprawił, że zaczął walczyć pewniej ze swym wyimaginowanym przeciwnikiem, różne postacie sobie wyobrażał, przed sobą miał naprawdę wiele osób z jakimi do tej pory się spotkał, jakie stanęły w pewnej chwili na jego drodze. Była to bardo nostalgiczna noc. Zignorował fakt, że w pobliżu ktoś mógł być, zaśmiał się wielokrotnie jak szalony, co stwór, który w tej chwili jeszcze był na pokładzie, mógł zauważyć. Nie była to tylko walka z wyimaginowanymi przeciwnikami, było w nich coś więcej, nie były to tylko zwykłe wyobrażenia. Zaczął wypowiadać do nich słowa w, niezrozumiałym dla tutejszych, języku, w pewnym momencie jego zamach sprawił, iż coś poszło nie tak. Najpierw w jego uszach zapiszczało, a następnie, niczym odrzucony przez wybuch, odleciał do tyłu, by wylądować boleśnie na deskach i przeturlać się kilkukrotnie. Gdy już pozbierał się do kupy, stwierdził, że jego ostrze wylądowało spory kawał dalej, po zupełnie przeciwnej stronie okrętu. Czy to z powodu dawnych przyzwyczajeń, czy może nostalgii w jaką wpadł, może też z powodu nadziei jaka narodziła się w jego sercu, a może z powodu tych wszystkich rzeczy, wyciągnął dłoń ku ostrzu, wciąż prawie leżąc na brzuchu. Skupił swą wolę na mieczu, zignorował słońce, które w tej chwili zaczęło już go razić, zignorował fakt, że nieopodal niego jeden z jeanowskich ludzi zaczął się przechadzać, by najwyraźniej zająć się robotą, a przy okazji patrzył zdziwiony na leżącego z wyciągniętą przed siebie dłonią chłopaka. Chciał chyba nawet już powiedzieć, ale właśnie wtedy. Wbity w deski miecz zaczął wibrować, coraz bardziej i bardziej, jeszcze bardziej, aż w końcu wyskoczył i z olbrzymią prędkością zaczął zmierzać ku dłoni Flechera, by zwolnić w ostatniej chwili. Pochwycił ostrze dłonią i podniósł się przy jego pomocy. Uśmiechnął się szalenie i spojrzał w kierunku pirata.
Hej, spokojnie, stój jak stoisz. Nie ruszaj się, dobrze? – po czym skupił swój wzrok na nodze mężczyzny, a ten po chwili wywinął orła. – Ups… Wybacz, najmocniej. Wciąż dobrze nie pamiętam. – Znów skupił swą uwagę na piracie i zamierzał go podnieść, ale w rezultacie podrzucił go niebezpiecznie wysoko do, góry, przy okazji wgniatając podłoże pod nim. Stwierdzając, że narobił w tej chwili sporego problemu. Schował ostrze jeszcze w biegu, po czym rzucił się by pochwycić mężczyznę, który to wylądował na Ghen’zaiu, sprawiając mu nieprzyjemny ból. Tłumaczenie nic nie dało, gdyż pirat ruszył pędem pod pokład, a w tej chwili Flecher po prostu podnosił się ubolewając nad tym, że w krzyżu go łamie.

(900 słów, wybaczcie, za dużo lania wody.)
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

13 lut 2012, 00:22

-Owszem, królowa. – Powtórzyła krótko, po czym okazało się, że władza wolenvainska się zmieniła. No patrzcie! A na w mieście takowym nie bytowała od jesiennej pory zaledwie. Skrzywiła się słysząc, iż kwestia ta niegodna uwagi. Bo skoro, Jean, Pani Kapitan, sama wyciągnęła ją na wierzch to godna uwagi być winna! Dlatego Celina fuknęła coś pod nosem, i mamrotneła, wywracając oczami po czym zaczęło się. Trening…Jean Nie bardzo wiedziała jak należy dawać nauk, więc sięgnęła w swe wspomnienia, próbując zwizualizować sobie czas w którym to matka ją uczyła. Nie było to przyjemne, bowiem Jean już tylko na wspomnienie matki łapki świerzbiły i kordelasa chciały uchwycić. Gdyby ona wiedziała, jak dużo już potrafiła! No ale nic, dnia któregoś pamiętnego mamcina głowa potoczy się po pokładzie Skrytego Johna. Zaiste niedługo…Celina wzięła łyka rumu, chcąc doprawić tą myśl i zaczęła "kształtowanie" mężczyzny. Wszak z człekiem nieobeznanym w stopniu minimalnym udawać się gdziekolwiek nie miała zamiaru…No w każdym bądź razie do przelewania swej wiedzy się zabrała. Najpierw ogólnie, a potem wspólnie, przy akompaniamencie zgrzytu oręża. Kiedy dostrzegła, że ten opanował podstawy…ogarnęła ją monotonia tego wyzwania i posłała swe ciało do łoża swego kapitańskiego. Niechaj chłopina zna Po czym znając podstawy, sam zacznie nabierać swego własnego stylu wojakowatego. No ale pomińmy. Jean spała, sen miała…twardy i czujny zarazem. Jak to możliwe? Twardy bo na twardym spała i czujny…bo opary rumu rozlanego na deski wdychała z przyjemnością. Tak też więc nawet nie posłyszała, kiedy to Cieniowaty zawitał do jej kajuty, lecz już jak spał i jaj chrapolił…nie dało się nie posłyszeć.
-Do kroćset…– mruknęła będąc jeszcze w pół śnie, kiedy to wyjcowe chrapidło Cieniowatego nie dawało jej spać, a przełyk domagał się rumu…wszak spała długo i podczas snu nie traktowała się niczym promilowym! Tak więc, wstała, jakoś, a słysząc ciągle chrapanie, zirytowana sięgnęła za poły swego materiału wyjmując cieniowate, zaspane truchło i…opuściła je na ziemię. Po czym mamrocząc, cholerują, opierając się o ściany dłońmi, podążyła na pokład, drugą ręką wyciągając bukłaczek. Wyszła, oparła się o framugę i przystawiła do ust przedmiot z którego pociekło rumowym wodospadem, nie tylko do ust pirackich, lecz również i na materiał kapitańskiego płaszcza, jak i na skórę jeanową. Wtem Jean gdy swe pragnienie ogarnęła, cisnęła pustym bukłakiem o deski pokładowe. Beknęła siarczyście, przetarła rękawem usta, poprawiła pognieciony ubiór i…zmrużyła oczy widząc i słysząc głośny ruszający się obiekt w powietrzu. Zmrużyła ślepia, łypiąc na cel, jednocześnie na oślep czyniąc kroki w przód. Na szczęście ruchy jej nie sprawiły, że na ziemi się znalazła!
-Na Ourelie, co znowu…-fuknęła przez zaciśnięte zęby, będąc jeszcze nierozbudzona, pomimo mroźnego wiatru. Szła chwijnie, sennie sunąc po deskach pokładowych, ignorując krzątającą się załogę. Ostatecznie oparła się na zablokowanym sterze i zlustrowała to czmychającą już wszę pokładową to siano-włosego, a potem jego sztuczki.
-Nie takiś bezbronny, co naziemny wyjadaczu? – rzuciła, uśmiechając się zanadto i ziewając, po czym zaczęła ster odblokowywać i przestawiać. –Wolenvain przed nami już…– Mruknęła niedbale, patrząc na szare kontury lądu rysującego się przed nią i załogą. Po czym ryknęła w przestrzeń znagla i niespodziewanie.
– Łycha! Łachudro! Rynsztunek lądowy! I gdzie flądrę wcięło? Al.! Wyrzutku morski! –Wołała, a życie pokładowe nagle rozmachu nabrało, po chwili już podbiegł łycha i telepiąc łapami, przerzucał masę manierek, bukłaków w rum oporządzone. Jean stanęła przed niskim dziadem odsłaniając swą osobę i pozwalając by ten zgrzybiały łotrzyk wyciągał jej zza pazuch i innych skrytek opróżnione z rumu naczynia, zastępując je nowymi…Tak, po prostu ją tankował, od co. Jean w tym czasie paczyła i zwracała się do Flechera, gdy jej człowiek, ja…wyposażał.
-Nie będziemy podpływać do po portu…Podlecimy. Statek mój rozpoznawalny, dość, kłopotliwe być to może, więc tak…podlecimy, a tym czasem…Cholewka! Dno kotwicą poczęstuj!
Awatar użytkownika
Fleczer
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

13 lut 2012, 18:06

Wyklinając pod nosem, podniósł się i spojrzał przed siebie by zauważyć w tej chwili, że Jean przechodzi w tej chwili "skomplikowany" proces załadunku kolejnych porcji tego pirackiego rumu, który było czuć od niej wybitnie, jeśli się do jej osoby wystarczająco zbliżyło. Chyba między innymi to właśnie irytowało go w niej najbardziej, ale swe komentarze mógł w tej chwili zachować wyłącznie dla siebie.
Ruszył w jej stronę, podwijając rękawy, co było dziwne, gdyż zimno wciąż jeszcze było czuć, mimo iż był to chłód zimy mającej się ku końcowi. Ziewnął, jakby miał w tej chwili połknąć księżyc, by następnie poprawiając kołnierz, jakby ten z kolei go dusił, choć robił to wyglądając na osobę ignorującą otoczenie wokół siebie, zatrzymać się kawałek przed piratką i choć może nie powinien stawać w miejscu, które było teoretycznie miejscem kapitańskim, to wyraźnie zignorował ten fakt i rzekł do niej kontrując stwierdzenie, które odebrał jako drwinę :
Czy kiedykolwiek padło z mych ust, iż… jestem? – Przyłożył dłoń do czoła, tak jakby chronił swój wzrok przed światłem słonecznym, choć nie świeciło tak namolnie, by przeszkadzać w obserwacji. Następnie zaczął obserwować okolicę, kierunek ich wyprawy. Ujrzał pierwszy przebłyski lądu, ku któremu to zmierzali.
Wtem gwar zrobił się straszliwy, jeno kilka poleceń padło z ust Pani Kapitan, a wszyscy, jakby ich ktoś podpalił, a wcześniej smołą oblał, zaczęli biegać w tą i we w tą, z istną gotowością bojową, która w rzeczywistości służyła do tego, by zatrzymać tą wielką, drewnianą bestię.
Polecimy? – Zapytał retorycznie, zaskoczony jej pomysłem. – Nie, nie, nie. – Zaczął wymachiwać dłońmi na znak protestu. – Wiem co w twej głowie się zalęgło. I zdecydowanie brzmi to niebezpiecznie. – Sam nie wiedział czy spiera się z nią dlatego, że wyobraził sobie scenariusze, w których jest pożerany przez Morską Wiedźmę, czy ten, w którym, zostaje upuszczony wprost do morza z ogromnej wysokości. W każdym, bądź razie nie miał wciąż względem niej wystarczającego zaufania, ale z drugiej strony, już był przekonany, iż jeśli nie po dobroci, to przekona go na spokojnie siłą.
Awatar użytkownika
Matthew
Posty: 136
Rejestracja: 06 lis 2011, 20:29
Karta Postaci: viewtopic.php?t=977

14 lut 2012, 21:27

Cień spał sobie w najlepsze póki to jego słuch nie wyczuł uderzenia kotwicy o dno, a w pomieszczeniu robiło się coraz ciemniej. Wieczór, w końcu zbliżał się wieczór.
Największy wróg cienistego w końcu chował się przed potęgą nocy.
Cień wstał z podłogi, co uważał za dziwne, bo wydawało mu się, że zasną na łóżku i ruszył na pokład, szukać Jean, bo jak zauważył w kajucie jej nie ma. Lekko zaspany jeszcze wyszedł na powierzchnię, zachodzące słońce biło jeszcze jego oczy, jednak był w stanie dostrzec Panią Kapitan i natychmiast – chwiejnym krokiem, jeszcze się przeciągał w borsuczej formie prawie jak kot – ruszył do niej. Po drodze wyczuł, że jego materia wyjątkowo mocno pachnie dziś rumem, czuł nawet jakby jego cień był jakby taki lepki. Dziwne, jakbym oblał się rumem czy co? Pomyślał.
Szybko jego wielkie problemy się skończyły bo usłyszał od Pani Kapitan pewne słowo, tylko jedno słowo, które odrazu go rozbudziło i wzbudziło w nim wielki entuzjazm.
"Podlecimy", Czy dla niej chodzi, że się zamieni i sobie polecimy?
Tak! Tak! Pomyślał.
Spodobało się wcześniej już cieniowi latanie, nawet sam próbował zaminiając się we wronę czy inne latające żuczki jednak dużo nie polatał, bo zaraz to za bardzo podniecił się faktem, że leci i natychmiastowo stawał się cienistym plackiem na ziemi. Zaliczył glebę tak wiele razy, że tym razem jak spróbuje latać to cieszyć się ma zamiar dopiero jak bezpiecznie wyląduje.
Więc odrazu po słowie "Podlecimy" zamienił się w borsuko-wronę (wrona z łbem borsuczym) i podleciał na ramię Pani Kapitan krzycząc donośnie dość
-Tak! Lećmy!
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

16 lut 2012, 22:43

Kiedy była załadowywana, zmrużyła oczy patrząc jak chłop ten do niej podchodzi z wytkniętym w jej kierunku palcem. Celina zmrużyła ślepia i skupiła się na paliczku, tworząc zeza zbieżnego, by po chwili usłyszeć i dosłyszeć głos słomo-włosego. Prychnęła rozbawiona, przenosząc wzrok z palca na właściciela owej części fizjonomii ludzkiej.
-Hm…może i nie, lecz…-Celina machnęła dłonią lekko, odpychając wycelowany w jej kierunku palec, by wyszczerzyć się niejako– Ale niewiele brakowało, a kobieta by Cię…zjadła, złotko.– Uszczypnęła i wytarmosiła jeden polik Flechera, by po chwili zaprzestać, chwiejnie się odwrócić i szykować , tak, niejako się pławiła w tym momencie swą kapitańską dumą, jak i kobiecą. Trzeba przyznać, że w tym co robiła była nieraz lepsza od swych kolegów po fachu, no ale wracając do tematu…Jean po tym, odsunęła nieco Flechera na ubocze, co by sobie nie pozwalał za dużo i jej cierpliwości z nadto nie zszargał. Potem spojrzała w kierunku portu. Podpłynąć i by się dało. Zima ustępowała, to i statek z krą powinien dać sobie radę, lecz mimo wszystko, lepiej było nie ryzykować. Wszak okręt jej znany! Ona też! Właśnie…wygląd…Piracki przyodziewek nie był za bardzo szanowany w kręgach wykształconych. No nic, później się tym zajmą na chwilę obecną Pani Kapitan wcisnęła w ręce Flrchera cięższy, bojowy sprzęt i lżejszy, by w jakiś bardziej konstruktywny sposób wykorzystał swoje dłonie, nie żeli do wymachiwania bezsensownego.
-Łoo…zalęgło. Cóż, dobrze powiedziane.– Uśmiechnęła się z zrzucając kolejne warstwy swego przyodziania. Jej skóra zaś poczynała pokrywać się pierzem.– Chyba nie myślisz, że będziemy szli po tej…krze?–Wypowiedziała z niejakim niesmakiem, po czym usadowiła bobrzo-kruczą wersję cienia na głowie mężczyzny. Wszak ptactwo do gniazda się sadowi, prawda? Po czym nie minęła chwila, a przemiana przybrała na gwałtowności i po paru sekundach nie było już kobiety, acz jedynie biała sokolica, która powiększyła swoje rozmiary znoście i zacnie. Okręt zachwiał się, zyskując nagle znaczny balast. Biała sokolica nastroszyła swe pierze, po czym nadstawiła grzbietu, co by móc pobrać pasażerów, a jeśli Flecher się stawiał…cóż, czekała go mała przyjemność podróżowania w szponie, o. Matthew naturalnie również został załadowany w pierze jeanowe, po czym, cała trójka odleciała w kierunku miasta.

zt x 3 [jean/matt/flecher]

Wróć do „Jednostki pływające”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Vereomil
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.