Statek „Gniew Księżnej Natalii”

Pływające po Morzu Smoczym nieliczne statki pochodzą głównie z dalekiej Północy, podczas gdy morza południa przepełnione są zaawansowanymi jednostkami Niezależnego Księstwa Lokent oraz piratami.
Awatar użytkownika
Goron
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

Statek "Gniew Księżnej Natalii"

11 paź 2012, 00:47

Kapitan Goron nigdy, nikomu nie zdradził, dlaczego akurat tak nazwał swój okręt. W historii prawie każda łajba miała w sobie jakiś człon żeński, aczkolwiek mało który, mianował się zemstą. Zapewne kryła się za tym jakaś opowieść, lecz kto ją z kulawca wyciągnie? Jego posiadłość na morzu jest dość majestatyczna. Statek jest wielomasztowy, o żaglach koloru perłowego. Już na pierwszy rzut oka widać, że nie ma zamiaru się z nim kryć. Trudno jest go nazwać bardzo zwrotnym, jego zadaniem jest raczej przejmowanie statku siłą, impetem, liczbą dział. Istna, morska, artyleria. Był, jak jego kapitan. Silny, potężny i do tych paru rzeczy, ograniczony. Pokład zazwyczaj czysty i zadbany. Tylko tu i ówdzie leżały liny, beczki, gdzieś w kącie, załoga grywała w karty. Pod pokładem istniała wielka ładownia, mogąca pomieścić wiele litrów trunków, wody, jak i jedzenia. Właściciel zajmuje, masywną kajutę, jak przystało na jego rangę. Wypełniona jest zwitkami pergaminów, mapami, przyrządami do nawigacji, jak i paroma kosztownościami. Miał dwie pomniejsze sypialnie do dyspozycji. Po dziś dzień nie wie, po co były poprzedniemu właścicielowi. Tutaj również odbywają się narady, jeśli w ogóle do takich dochodzi. Ster jest na wyższym pokładzie, skąd doskonale widać morze.

Dla wizualizacji @@

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Odejście dwojga starców, Goron, puścił mimochodem, aczkolwiek żal ściskał serducho, by wypuścić taki skarb z tej jaskini. Mądrzej, jednak, było puścić ich wolno. Iluzje, które potrafił wytworzyć dzięki temu potężnemu artefaktowi były stanowczo dużym zagrożeniem nawet dla niego. Sam wyznawał zasadę, że im mniej magii, tym lepiej. Sam nigdy nie był utalentowany w tym kierunku. Może dlatego? Zezwolił na krótkie pożegnanie piratki z jej, mogłoby się wydawać, znajomymi. Trochę cierpliwości nie zaszkodziło. Gdy już zniknęli z pola widzenia i słuchu, zwrócił swój wzrok na nowo poznaną towarzyszkę. Ta, widać, że niechętnie, bo bardzo, ale to bardzo mozolnie, oddała swój kordelas. Czy była to ciężka decyzja? Jeśli tak, nie dawała po sobie poznać, a już na pewno nie czuła się w żaden sposób zagrożona przez kapitana jedynego, sprawnego, okrętu w tej okolicy. Odebrał od niej broń.
Tak, więc i na nas pora księżniczko. Pragnę Cię ostrzec, że moi chłopcy nie widzieli kobiety od wielu dni. Zwłaszcza.. Twojego kalibru. Mogą czegoś próbować, ale pewnie potrafisz zadbać o siebie. Jeśli coś się stanie, przyjdź do mnie. W te, czy tamtą stronę, jesteś moim gościem, więc się o nic nie martw. – obrócił się, trzymając oręż Janiny w lewej ręce i kuśtykał w stronę plaży, kontynuując – Nie wiem jeszcze, gdzie będziesz spać podczas naszej podróży, cholera! Nawet nie wiem, gdzie się wybieramy! Ale po statku możesz poruszać się swobodnie. Powiedźmy, że masz wolną rękę. Na razie uznam Cię jako kapitan, kogoś równego mnie rangą, chociaż ta historia mało mnie przekonuje.. Cała reszta, cóż. Okaże się na pokładzie. Mam nadzieję, że te informacje są naprawdę interesujące.. Nie robisz mi różnicy, ale chcę coś z tego przewozu mieć. – do czasu, gdy kulawiec skończył, znaleźli się już przy szalupie. Zapadła noc. Wsiadł pierwszy, usadawiając się za wiosłami. Jej oręż pozostawił na swoich kolanach, a jej dał do zrozumienia, że musi wypchnąć łupinkę na morze i wskoczyć do niej, on przecież był kulawy i nie miał zamiaru się męczyć. Gdy wykonywała te czynności, bacznie się jej przyglądał. Bynajmniej nie dlatego, że obawiał się z jej strony jakichś sztuczek. Miał na czym zawiesić oko, więc to robił. Jemu od wielu lat nikt się nie zdarzył.
Przez całą drogę wiosłował bez słowa. Gdzieś w połowie zamknął oczy nie przerywając swojego rytmu. Była to idealna okazja do jakiegoś ataku, aczkolwiek wyglądał na pewnego siebie, jakby otaczająca ich woda nie mogła go skrzywdzić. W tej chwili było w nim coś.. Dziwnego. Nadnaturalnego. Po parunastu minutach w oddali ukazał się statek. Żagle były zwinięte, a z daleka było widać tylko światła na pokładzie. Niektóre się przemieszczały. Okręt był duży, otaczała go pewna aura grozy, jakby drzemała w nim bestia. Czuć było, że ma za sobą jakąś historię. Im bliżej podpływali, tym głośniej było słychać zabawy i śpiewy. Mężczyźni bawili się w najlepsze. Po lekkim uderzeniu o burtę, wszystko ucichło. W jakiś sposób wiedzieli, że powrócił ich dowódca. Zrzucili drabinkę, a kulawiec zadziwiająco zwinnie wspiął się na pokład. Słychać było okrzyki. "Hej, Kapitan wrócił!", "Witamy z powrotem!".
Kamraci! Dziś mamy gościa! Radujcie się, niech zabawa trwa do rana! Jednak.. Niech którykolwiek ją ruszy, to wypatroszę tę przebrzydłą gębę. Yarrr! – jego krzyki było słychać jeszcze na łódce, tłum znów zawiwatował, lecz, gdy posłyszano, że to kobieta, zapadła głęboka cisza. Wszyscy i każdy z osobna, byli zafascynowani tą nowiną. Gdy Janina weszła na pokład, czekała już cała brać piracka, prawie wstrzymując dech. Ino jej stopy osiadły na pokładzie, a wszyscy postąpili krok do tyłu. Zapamiętali rozkazy. Goron rzucił kordelas jednemu z majtków. – Zajmij się tym. A teraz dobra, dobra, z drogi i nie przeszkadzać mi do rana! – jak na komendę, morze ludu rozstąpiło się, ukazując ścieżkę do kajuty kapitana. Mężczyzna pospieszył swojego gościa, samemu przechodząc między nimi. Widać było nutę gniewu w ich oczach, że kapitan zatrzymuje ją dla siebie, ale nie mieli zamiaru wystąpić przeciw niemu.
Wkroczyli do dużego pomieszczenia, wypełnionego mapami, pergaminami, paroma ozdóbkami i kosztownościami. Za drzwiami znów huczała zabawa. Gospodarz zdjął płaszcz i kapelusz, ukazując resztę swojego odzienia. Teraz wyeksponowane były błyskotki na jego palcach i piersi. Miecz pozostawił przy wyjściu, okazując pewną dozę zaufania. Pokuśtykał do barku, wyciągając z niego butelkę rumu, po czym postawił ją na małym stole, wraz z dwoma szklankami. Zapalił świecę, w jasnym już pomieszczeniu, ponieważ załoga wiedziała, że dziś powróci, rozpaliła lampy i w jego kajucie. Zasiadł na stołku, wskazując drugi naprzeciw niego. Gdy zrzucił z siebie to wszystko, nie wyglądał już tak staro, cholibka.
Więc.. Słucham.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

12 paź 2012, 03:28

Janina niechętnie rozstała się z bronią, choć może tego nie okazywała za nadto, lecz była to pamiątka z wyprawy nie tak dawno nabyta, lecz nie stanowiło to problemu najmniejszego by przy nadarzającej się najbliższej sposobności upomnieć się o…zastaw w podróży. Ten, tego…
-Uch, biedne pluskwy…Lecz rozumiem i pojmuję ich stan wszelaki. Też kobiety nie widziałam od wielu…Hm, tygodni, czy miesięcy, a jak już to zawszone. Wszędzie. Rzecz oczywista…–Mówiła całkiem poważnie okazując swój smutek, jak i zrozumienie, dłubiąc w przerwach wypowiedzi łapami w zębach. Z jakiegoś powodu bolała ją szczęka, a właściwie jej zawartość w postaci paru zębów. Przypuszczalnie był to jeszcze efekt przeżycia związanego z upadkiem z sufitu groty. Chyba…W między czasie słuchała Gorona, a przynajmniej co któreś słowo z kolei. Naturalnie te bardziej istotne.
-Poruszając się po pokładzie się swobodnie, nocleg znajdę. Głowa spokojna…–Napomknęła, rzecz jasna już teraz zastanawiając się co też ciekawego w ładowni będzie się znaleźć dało…pitnego. Rozmyślania te jednak szybko zostały przerwane w sposób brutalny. Gdyż Jastrzębięciu zostały wydany rozkaz odepchnięcia szalupy. Janina, naturalnie jako Kapitan nie była przyzwyczajona do wysłuchiwania rozkazów, toteż w pierwszej chwili wskoczyła sprytnie do wnętrza łupiny i czarowała wzrokiem przestrzeń, dopóki nie dotarła do niej brutalną prawda, którą wytłumaczył jej Albert. Wówczas Celina wydała z siebie stłumione, inteligentne "Ouch" i leniwie wskoczyła do wody po czym zaczęła spychać szalupę na otwarte morze, a następnie z łatwością, jak i zwinnością wskoczyła do drewnianej łupiny. Strata statku dla Kapitana to jednak potężny cios w nerkę i Celina dopiero sobie zaczynała z tego zdawać sprawę.
-Skubany…
-No…
Taka była właśnie reakcja Celiny, jak i Alberta, gdy tylko kulawy podreował po sznurkach jak wiewiórka. Janina zaraz po tym jak poprawiła swój kapelusz, również podeszła do liny lecz robiła to w sposób chybotliwy wyjątkowo, toteż zanim jej ręce obłapiły balustradę w sposób już pewny i stabilny doszły ją słuchy o jakimś patroszeniu…W każdym bądź razie kiedy stanęła na pokładzie otrzepała swój płaszcz, po czym poczuła się obserwowana. Rozejrzała się dookoła.
-Yo?! –Rzuciła niepewnie przechylając, acz nie zdejmując nakrycia głowy, po czym pogoniona udała się za kapitanem, do kapitańskiej kajuty…Arr, kiedyś też tak robiła. Jak miała jeszcze kajutę…
W każdym bądź razie znalazła się w kajucie. Po przejściu przez próg również zdjęła swój kapelusz. Na głowie pozostała jej czerwona chusta trzymaąa w ładzie włosy. Następnie mimowolnie poćlamkała gdy ujrzała butelkę i dwie szklanki, wiedząc co się już święci, tak więc pod swój tyłek umieściła cokolwiek by móc usiąść i czekała na polanie.
Um, to tak może najpierw…ten tego…Tak suszy gardziel…– Mówiła, lustrując gestami głaskania, jak i tykania swej szyi. Tak wiec po szklaneczce, czy też przed, w zależności od huoru Gorona, Celina zaczeła coś tam tworzyć, mówić, opowiadać…
Więc, więc…Wszystko od tego zależy, co też, dobrodzieju,wymagasz bym recytowała. Bo…Hm, wiadomo, tto zeznam, uznam, jak i opowiem, iż cała szopka i cyrk ten coś widział, to choć komicznie widzi się w oczach, dotyczy wagi znacznej. Otóż! Otóż Artegi samiutkiej, do Ourelki. Bo widzisz, jakaś wiedźma z lądu bezczelnie łapy tam zaplata na Artegę. Z Wolwile, czy czegoś pochodnego nazwą…Nie pamiętam, acz w takowym mieście się znajduje wiedźma, co na Artegę się zapuszcza czy też z powodu pierścienia, czy też innych, lecz nóż widelec suka piach gryźć będzie. – Wybełkotała właściwie to co dla niej było oczywiste, przeinaczając rzecz jasna nazwę miasta w mowie. Nie bardzo również wiedziała co mówić, czego ów Kapitan sobie życzy wysłuchać. Od którego momentu całą opowiastkę wysłuchać. Lecz jakoś specjalnie i tym głowy sobie nie zawracała. Uznała bowiem najzwyklej w świecie – Zainteresuje się tym co już wypowiedziała, to pytać będzie…i polewać również.
Awatar użytkownika
Goron
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

12 paź 2012, 19:19

Wraz z mijającym czasem, towarzyszka podróży Gorona, zdawała się nabierać w stosunku do niego coraz mniej dystansu. Gdy tylko znaleźli się w jego kajucie, podobnie, jak on, zdjęła swój kapelusz, a zauważając butelkę rumu, którą postawił na stole, niezdarnie pokazała, jak bardzo podoba jej się to, co widzi. Nie umknęło to uwadze mężczyzny, ale puścił to mimo uszu. Dla niego, ważniejsza była teraz jej historia. Spokojnie patrzył, jak siada na krześle i wręcz uroczo implikuje, że już by się napiła. Kobiecie się nie odmawiało, przynajmniej on nie miał zamiaru. Przecież nie wyciągnął tego tylko po to, by ją kusić, lub wypić to wszystko na jej oczach. Była gościem. Może trochu wymuszonym, ale nadal gościem. Ponadto, warto było obrać sobie za sojusznika kogoś z tych stron. W odpowiedzi na małą prośbę, gospodarz odkorkował butelkę, po czym wstał i spojrzał na Janinę.
Ach, czy Ty kiedykolwiek trzeźwiejesz? Gdybym ja pił tyle, co Ty, już dawno biednego kulawca by odciągnęli od władzy na tym okręcie. Chociaż dzisiaj.. Wszyscy się bawią, więc dlaczego i my nie możemy? Bez broni nie jesteś, jak to się mówiło.. Zagrożeniem, a tak, zagrożeniem. Jak ja dawno tego słowa nie używałem. Nie było do kogo gęby otworzyć, więc dotrzymaj mi dziś towarzystwa. – uśmiechnął się, ukazując rządki, zadziwiająco białych, ząbków. Było w tym coś innego, brakowało tutaj wcześniejszej powagi i dumy. Wydawało by się, że uznał piratkę za równą sobie, co prowadziło do zupełnie innego traktowania. Nalał trunku do obydwu szklanek. Upił parę łyków ze swojej, zostawiając ją na stole, a sam pokuśtykał do pobliskiego kredensu. Wyciągnął spory kawałek chleba, trochę suszonego oraz wędzonego mięsa, czerwoniuśkiego pomidora oraz dwa, zielona, jabłka. W między czasie wysłuchiwał tego, co pani Kapitan miała do powiedzenia. Ułożył sobie wszystko na ręce, przyciśniętej do brzucha, po czym rozłożył na stole, dopijając resztę rumu i nalewając ponownie.
Więc o to chodzi.. – Jakby zmartwiony, lub przygnębiony, podszedł do okna, otwierając je na oścież. Upił kolejnych parę łyków, bo oczywiście, zabrał coś do picia ze sobą. Odwrócony plecami do swojego gościa począł prawić, jak na starca przystało. – Widzisz księżniczko, chociaż spotulniałaś już i takie tam, to nie wiem, czy mogę Ci pomóc. Wspominasz o Artedze. Nie mam pojęcia, co to jest, ale słychać, że jest Ci drogie. Co ja mam z Tobą dziewczę poczynić. Ech.. Kulawy Goron się starzeje. Zbyt długo uganiałem się za różnymi skurwysynami tego pokroju, by mnie to już podniecało. Hahaha. Chyba kwestia bycia piratem tak długo. Dopadło mnie ogólna nuda. – wypił wszystko ze szklanki jednym haustem, po czym odwrócił się, opierając o okno. Na jego twarzy widniał półuśmiech i można by było rzecz, że alkohol powoli zaczynał na niego działać. – Jeśli suka szkodzi naszemu morzu, a tym samym Ourelii, to prędzej, czy później i tak ją dopadnę. To moje zadanie. Twoim, teraz jest, by mnie przekonać do postawienia tego jako numer jeden w moim dzienniku pokładowym. Jesteś w stanie? – uśmiech nie znikał z jego twarzy. Kusił, oczywistym było, że chciał czegoś w zamian, chociaż sam nie wiedział czego. Jednak, każdy szanujący się pirat, nie robi niczego za darmo. Zachowywał się o wiele bardziej swobodnie niż wcześniej, nawet sam o sobie zaczął mówić kulawiec, gdzie wcześniej groził jej wyrzuceniem za burtę. Czyżby zasługa alkoholu, a może po prostu brakło mu towarzystwa na poziomie? Nie taki zły ten dziwak, jak go malują.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

16 paź 2012, 14:04

Janina już nie bardzo kojarzyła znaczenie słowa "trzeźwość’ kierowanego w jej kierunku. Wielu innych ludzi również miało problem z określeniem jej "świeżości", gdyż pomimo zachowania, umysł nieraz miała wybitnie przejrzysty, a myśli ostre, choć i tu to nie reguła bo głupotą i tępotą zdawała się również nie próżnować, toteż…Nie skomentowała tego nijak, tylko zawtórowała również uśmiechając się i ukazując swoje ząbki. Tylko takie bardziej pożółkłe i nieco krzywe, a przy okazji wydobywające zapachy mało wytrawniej strawy sprzed paru dni, które teraz zalewała upijając parę łyków trunku po czym zaczęła swą opowiastkę o wszystkim w sposób ogólny i wyjątkowo wspólny, a gdy zamaskowany dziad podsumował, uczyniła to samo…
-Ano, o to chodzi…
-Hm, chyba kuśtyka…– rzucił Albert podpierając jedną ze ścian. Jastrzębica prychnęła rozbawiona zerkając w kierunku Ala, po czym znów skupiała się na słowach Gorona, biegając palcem po krawędzi szklanki i wpływając na nią swoją mocą mrożenia chłodziła nieznacznie swój trunek. Kiedy zaś okazało się, że Goron prócz tego, że jest stary, kulawy, nie podnieca się, co jak już wspomniał, było powiązane zapewne z wiekiem to również uważał się za pirata nie mającego pojęcia czym jest Artega.
-Ty chyba kpisz…Hah! Mnie status kapitanowy odbierasz z powodu nieposiadania chwilowo, bo naturalnie to się nadrobi, statku oraz żywej załogi, a sam mianujesz się piratem nie wiedząc czym Artega i powołując się na niedołężność wiekową? Hah! Hah! Hah! Stary Bill zębów nie mając, jak i mózgu mądrzej prawi, choć nieco nie wyraźniej, niżli ty. –Skończyła i z zadowoleniem dopiła schłodzonego przez się trunku. W głowie ją jakoś śmieszyło łączenie takich słów jak "za stary" i "pirat". To bowiem do się nijak nie pasowało. Pirat był wiecznie młody! No, może z czasem brzydszy, no ale nic poza tym.
-Z tymi zębami to przesadziłaś…
-E tam, sama byłam przy tym, jak wybił dwa na raz…No ale wracając. Dobrze więc…Artega. Powiem Ci tyle, że czegoś takiego, to na oczy żeś nie widział. –Uśmiechnęła się, by nagle chybotliwie, lecz pewnie! I z trzaskiem! Stopę na taborecie usadzić . Nachylić się i tajemniczo słowa wypuszczać z ust zaczęła…
-Zaczyna się…
-Miasto…Wyobraź sobie miasto, duże, bogate, unoszące się na morzu, o złotych żaglach, mieszczące niepoliczalne ilości ludzi i, rzecz jasna, nieludzi, lecz ogólnie i wspólnie…Wyobraź sobie takie miasto, będące statkiem, w którym dokują inne statki. Najlepszy rum! Najlepsze towarzystwo! Najkorzystniejszy towar z całego świata! Tak, tak…Statek wielkości miasta, ciągle mknący po morzach i oceanach, dar Ourelii dla nas, dzieci morza. Hah! Za jej zdrowie! –Mówiła i recytowała jak natchniona wpadając w pewien zachwyt miejscem, jak i jawiąc swoje wyznanie które brała całkiem poważnie, temu też gdy skończyła mówić, wzniosła szklanice i wychłeptała zawartość. Ach, jakie to było piękne miejsce, ta Artega…to aż sakiewka rosła.
-A co do namawiania…Namawiać nie będę. Chciałeś, Kapitanie, informacji, a ja jedynie transportu w okolice Wolenvile, bądź też Artegi. Decyzja, naturalnie, zależy od kaprysu pewnego starego, znudzonego pirata, a właściwie, Kapitana…–Spojrzała wymownie na Gorona, uśmiechając się złośliwie, jak i następnie wgryzająca się w jabłko.
-Hmm…? – Podniosła leniwie jedną brew. Albert zaś nie skomentował tym razem sytuacji. Z dziwnie rosnącym przerażeniem obserwował jedynie przebieg…towarzyszenia sobie wspólnego dwójki przy rumie.
Awatar użytkownika
Goron
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

17 paź 2012, 11:46

Uwadze mężczyzny nie umknęła nienaturalna zmiana temperatury trunku w szklance piratki. Dziadek z wodą był bardzo blisko związany, takie rzeczy, pomimo wieku, nigdy nie uciekały spod jego czujnego "szóstego zmysłu". Wiedział już, że ma do czynienia z kolejnym dziwnym stworzeniem, bo na maga toż to dziewka nie wyglądała, albo tak dobrze się kryła. Zlustrował ją przez chwile przenikliwym wzrokiem, póki go jeszcze alkohol nie zaćmił. Wiele mu można było zarzucić, ale co, jak co. O siebie i załogę dbał. Nie pozwoli zagrozić również okrętowi. Nie przystaje by taki pirat pozbył się całego swojego dobytku na jej rzecz.
Na wzmiankę o Artedze dziewczyna, naturalnie się ożywiła. Cóż to był dla niego za widok. Brakowało mu takich uczuć. Nawet wśród swojej załogi nie miał chyba nikogo, tak żywiołowego jak ona. Co tu się dziwić, podczas abordażów wiele nie muszą robić. Biedny kulawiec musi odwalać całą robotę z wielu, tak.. Wielu przyczyn. Korzystając z okazji, wyczuł sobie potencjał bojowy towarzyszki, bo i lewe oczko mu się wtedy świeci. Miał nadzieję, że nie zauważy. Jeszcze nie pora, by ukazywać swoje prawdziwe kolorki, chyba, że ona zadecyduje inaczej. Przyznać trzeba, że nie było miło zostać wyśmianym, ale w tym wieku było mu już wszystko jedno.
Bo widzisz księżniczko. Dopiero niedawno wpłynąłem na te wody, wcześniej grabiłem w dość.. Odległym miejscu, którego zapewne też nie znasz. Status Kapitanowy jest Ci chwilowo przywrócony, po mimo tego, co nadmieniłaś. Chociaż.. Na Twoim miejscu baczył bym na słowa. Potrzebujesz mojej pomocy by zdobyć statek i załogę. Nie wyglądasz, jakbyś miała suwerena przy duszy, a z szalupą się na łódź chyba nie kopsniesz. – rzucił z nonszalanckim uśmiechem, pokazując, że to jednak on nad nią góruje, a nie na odwrót. W tej chwili trzymał wszystkie pionki, przynajmniej tak mu się zdawało..
A.. Tamten.. Toż to jeszcze młoda chłopina przecie.. – wyburknął sobie pod nosem tak, że prawdopodobnie tylko on to usłyszał. Zmiana pozycji Janiny wybudziła go z letargu, przez co całą swoją uwagę skupił właśnie na niej. Zapowiadało się na ciekawą historię, a nie wyczuwając żadnego zagrożenia zamknął oczy, wyobrażając sobie wszystko, o czym mówiła. Ach, ten wielki statek, mogący pomieścić inne. Miasto na morzu, w ciągłym ruchu. Brzmiało tak pięknie. Czyżby naprawdę był to dar od ich Boginii? Na razie doznał tylko jednego, może i pora na następne? Kwestia warta dogłębnego rozpatrzenia. Gdy skończyła mozolnie otworzył oczy, mimowolnie podnosząc szklankę na znak toastu. Zauważył, że pusta jest przecie, więc pokuśtykał do stołu, stając tuż naprzeciw piratki. Dolał sobie rumu, zakrywając szkło swoją dłonią, by po chwili upijać łyk zimnego trunku z, lekko oszronionej, szklanicy. Znów począł gadać patrząc na swoją rozmówczynię.
Chciałem informacji, ale czy to wystarczy bym zmieniał swój kurs? Pora ocenić ich przydatność. Jak na razie, wywarłaś na mnie wrażenie tylko Artegą, jednakże wszystkie opowieści brzmią pięknie. Kiedyś przekonam się, jak jest naprawdę. – podszedł jeszcze o krok bliżej tak, że granica pomiędzy nimi była prawie zatarta. – Chcesz się dostać na Artegę, bądź tamto miasteczko o dziwnej nazwie.. Jednakże, jesteś sama. Powiadasz, że na tamtejszym statku wiedźma swe wpływy ma, a ona sama powinna być na lądzie. Co zamierzasz zdziałać sama? Możesz twierdzić inaczej, ale potrzebujesz mnie.. Może i jestem kulawy, ale w boju wychowany. Łajby nie trzymam w ryzach tylko moją charyzmą. Przykro mi, ale w pojedynkę niczego nie zdziałasz.. "Jastrząbku"..
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

18 paź 2012, 21:18

Najwyraźniej to Janina z tutejszej dwójki miała myśli nieustannie nie trzeźwie, zaś Goron okazjonalnie, co już myło widoczne, jak na razie tylko w ruchach. No ale…Celina nie zwracała na to uwagi. Bo to pierwszy raz rozmawiała z kimś przy szklanicy? Ba, tu można było powiedzieć, że debatowała!
-Ts…– syknęła odchylając się na swoim siedzisku niebezpiecznie w tył, jakby zaraz miała polecieć i zaliczyć niespodziewany kontakt z nawierzchnią, lecz jakimś magicznym balansem jaki czyniła, tak się nie stało. Po chwili jednak znów Nachyliła się nad stołem i wsłuchiwała to jak to łaskawie zwraca jej tytuł, a następnie szydzi od biedaków. Na to jednak Jastrzębica wywróciła oczami, puszczając to mimo uszu, jak brednie jakiegoś pustelnika zasłyszane w jakiejś karczmie. Pobębniła palcami, przeszła do kolejnej opowiastki. O Artedze. I tu nią miotało, a energia z niej tryskała. Gdyby ktoś spytał się gdzie jest jej dom to bez wahania rzekłaby nazwę kolosa o złotych żaglach, które w bezwietrzne dni ciągną go po morzach. Gdy skończyła wzniosła toast, i już się zamachnęła szklanką, gdy w ostatniej chwili odsunęła ja od ust, widząc, jak jej towarzysz podkuśtykuje po dolewkę. Wszak nie będzie piła sama, kiedy ma towarzystwo, to się nie godzi…
Tak więc, gdy Goron dolał sobie to, co trzeba, Janina podniosła naczynie nieco w górę na nowo, ciągle trzymając nogę na taborecie.
-No, no tu siuup…– i na raz zasysneła trunku, zagryzając go kolejno nieco słonawym pasem suszonego mięsa które zaczęła mielić w swej paszczy w sposób mało wykwintny. Młodość! Naturalnie, jakoś nie umknął jej fakt zaszronionej szklanicy. Zmrużyła oczy, patrząc z konsternacją w swój oszroniony artefakt do przechowywania mocy zmaterializowanej jako rum.
-Huh…Widzę, że i Ciebie Ourelka wyposażyła w tą zdolność chłodzenia. Przydatne jak diabli w letnie upały. – Rzuciła mimowolnie. Bawiąc się teraz lekko oblodzonym naczyniem. Lecz wzrokiem swym czarnym lustrowała osobę Kapitana, który dalej próbował wymusić na niej te dwa słowa "potrzebuję Cię". Mowy nie było by Janina z siebie to wykrztusiła, choćby ją zarzynali, przeżynali i rżnęli jednocześnie. Swoją drogą dalsza dyskusja na ten temat wywoływała u niej nie jaką frustrację. Przyłożyła dłoń do oczu przecierając je, wypuściła ciężko powietrze i plasnęła otwartą dłonią o blat stołu słysząc "Jastrzębiątku" i wstała. Była bardzo blisko pirata, tak, że ten mógł wyczuć jej parutygodniową nieświeżość.
-No…Jak już, to Celina. Ja ci nie wołam już per…no…tak, jak nazywa się człowieka niepełno-sprytnego na nogę, tak więc, żadnego spieszczania i ksieżniczkowania. -Rzuciła krótko i w miarę klarownie, choć był to problem sformuwać wypowiedź nie używając słowa "kulas", no ale nie niemożliwe, jak widać. Potem uciekła oczami to w prawo i to na lewo myśląc nad odpowiedzią. Odwróciła się na pięcie tak, że stanęła plecami do Gorona, po czym zaczęła powoli przechodzić się po kajucie obserwując co tez znajduje się w komodach czy tam półkach.
-Więc…Jak to jest, że ostatnio taka moda jest, na wiesz…Ty, Billy…–Tu zaczęła naśladować sposób chodzenia kapitana kuśtykając powoli to w jedną i w drugą stronę zmieniając nagle temat dyskusji.
Awatar użytkownika
Goron
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

19 paź 2012, 20:13

Zaskoczeniem było, że Janina, jako takie, maniery miała. Ze swoim toastem potulnie poczekała na towarzysza szklanicy. Gdy mężczyzna skończył swoją dolewkę, wtórując piratce, uniósł swe szkło ku górze i omal nie wymsknęło mu się coś, co mogłoby zostać odebrane, jako co najmniej dziwne. Za Ciebie Ourelio, moja Bogini.Chociaż.. Za dobrej opinii to o nim chyba pani kapitan nie miała. Trudno się dziwić. Wszak cały czas ukazywał swoją wyższość i delikatnie, bo delikatnie, ale z niej szydził. Jednak.. Na morzu trudno spotkać człowieka z wyższych sfer. Z resztą, długo takowy młodzieniaszek w tym fachu i towarzystwie by się nie utrzymał. Radę, więc Goron miał dla nich. Nie wasze miejsce wśród wszelakich wód.
Nie umknął jej uwadze mały zabieg, jaki kulawiec wykonał do schłodzenia swojego napoju, podobnie, jak i ona. Wszystko było przewidziane, miało prowadzić do nawiązania kolejnej rozmowy, jak i pokazać damie, tfu.. Piratce, że w tym polu też jej nie ustąpi. Ot, chyba starcza żądza górowania nad drugą osobą. Nie był wszak przyzwyczajony do innych sytuacji, co często prowadziło do skrajnej arogancji, lecz.. Pracował nad tym. Pracował. Codziennie. Ostatnio nawet zaczął myśleć nad szansami przejęcia danego okrętu. Parę minut przed abordażem, ale nadal! Nie można zaprzeczyć jego staraniom..
Zaiste, mam ten dar i parę innych ukrytych po rękawach. Przydatna rzecz. Łatwo się tym draństwem załogę zastrasza. Ha! Pamiętam, jak raz przymroziłem cały pokład łajby pod abordażem. Tańczyli, jak im zagrałem. Hahahaha! – na samo wspomnienie wybuchnął śmiechem, dość głośno, jak rasowy pirat. Nie krył swego rozbawienia. Mając na głowie cały ten ubaw nie zauważył nawet, jak bardzo jego poprzednie słowa podziałały na towarzyszkę. Uderzenie dłonią o blat wybudziło w nim pewny powrót do rzeczywistości, ze świata wielu wspomnień. Kazała się zwać Celiną, ale dlaczegóż to? Noc jeszcze długa, więc i pora pytań nadejdzie. Na tym polu to on do tej pory był w ofensywie, lecz szybko miało się to zmienić.
Dlaczego Celina? Przedstawiłaś się jako Janina, to jakiś przydomek? Nawet mnie jeszcze żadnego nie nadali, chociaż Ty pewnie dałabyś mi coś pokroju "Goron, kulawiec z północy". Chociaż prawda. Nie odnosisz się już do mojego kalectwa. Powiedźmy, że też zaprzestanę praktyk z księżniczkowaniem, ale rozumiesz, stary według Ciebie jestem, więc mogę zapomnieć. – uśmiechnął się do piratki, po czym powiódł za nią wzrokiem, gdy ta odeszła. Zdawała się przyglądać wielu pierdółkom, które zgromadził przez lata wędrówek. Nie brakło standardu, jak porozrzucane suwereny tu i ówdzie. Parę złotych kielichów. Szklana kula. W kącie pokoju spokojnie stał sobie kufer o masywnej kłódce. Lampy przede wszystkim pięknie oświetlały gablotę z wieloma sztukami broni. Mężczyzna wyjawił już, że w boju wychowany, więc nie dziw, że zbierał te przedmioty z pola walki. Mapy porozrzucane tu i ówdzie. Dębowe biurko. Taborety, stół. Wiele, wiele rozmaitości, czasami poukładanych bez ładu i składu, co na pierwszy rzut oka przeczyło by charakterowi posiadacza.
Ach, to.. – stuknął laską o swoją prawą nogę, zupełnie, jakby nic nie czuł, po czym swobodnie zasiadł w wygodnym fotelu przed biurkiem, wcześniej odwracając go w stronę wyjścia tak, by widzieć swojego rozmówcę. Upił parę łyków ze szklanicy, po czym prawił. – Otóż nie ma co się długo rozwodzić. Bo widzisz.. Tyś jeszcze młoda, ostatni raz odwołam się do nazwiska. Jeszcze pisklak z Ciebie, więc nie dziwota, że nie odniosłaś ran wojennych. Moje kalectwo jest jedną z nich. Dawno, dawno temu, pewien wilkołak prawie mi ją urwał w akcie desperacji. Magowie zrobili tyle, ile mogli, ale po dziś dzień, jak widać.. Kuśtykam. Nie mam, co narzekać. Bitwy są trudniejsze, przynoszą więcej zabawy. – wypił jeszcze trochę rumu, po czym oparł swoją głowę o dłoń, a jego ręka z kolei oparta była na fotelu. Z pod maski wyglądały całkowicie trzeźwe oczęta lustrujące postać kobiety. Ich wyraz zupełnie się zmienił. Prawą dłonią mozolnie poruszał, mieszając bursztynowy płyn w szklance. – Pytanie za pytanie. Masz moce, których inni nie posiadają. Wyjaw mi czymże jesteś tak naprawdę, bo wątpię byś magiem była. Ja, naturalnie też opowiem Ci o sobie coś więcej..
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

20 paź 2012, 17:25

-Ja zaś pamiętam, jak chłodziłam sobie trunek, Pod Czarnym Kotem, w takiej karczmie, która zacna swoją drogą jest. Gdy to nie zauważyłam, jak to potem chłodkiem zacnym warstwę rzygowin pomroziłam. Jak wstałam…to tak samo szybko położyłam, się. – Rzuciła równie ciekawą anegdotą, od tak. Nie zorientowała się, że wspominka Kapitana o kontrolowaniu takowego żywiołu miała być czymś w rodzaju demonstracji i chęci górowania. Wszystko dlatego, że Janina była w dużej mierze znieczulona na takowe prezentacji i traktowała je bardziej jako anegdoty niżli przesłanki do znieważania przeciwnika, którego i tak…znieważała czy to werbalnie czy to bez potrzeby używania takiego wynalazku jak komunikacja. Od tak po prostu.
-Przydomek nadany w dość nietypowych okolicznościach, bardziej bym żekła, niżli ksywa. – Uśmiechnęła się wspominając burdę w przymorskiej knajpie gdzie też zyskała to swoje drugie dodatkowe miano, a gdy dziad wyskoczył ze swoim staruchowaniem zaśmiała się na głos krztusząc się trunkiem. Przez myśl zaś przeszły jej słowa opisujące kulawego człowiek, a mianowicie "Wredne, acz pocieszne dziadzisko"
Następnie po wymianie zdań nieco ostrzejszych wstała sobie i zaczęła zwiedzać sobie pomieszczenie kroki chwiejne acz stabilne i pewne czyniąc, tak, że jej sylwetka była bezpiecznie przed upadkiem chroniona. Naturalnie wędrowała ze swoją szklanicą, która była również naturalnie uzupełniona. W czasie zwiedzania w oko jej wpadł kielich po który ostentacyjnie sięgnęła. Dmuchneła pozbawiając go mniejszej czy też większej warstwy kurzu, po czym przelała swój trunek do złotego pucharku. A co się będzie. Następnie wsłuchiwała się w Gorona, a właściwie w jego słowa. Właściwie nie zastanawiała się nad swoim wiekiem i nigdy właściwie go nie liczyła, bo właściwie po co? Albo się żyje albo nie żyje i tyle filozofii. Może i miał większe doświadczenie, lecz Celina nie była typem osoby, która prosiła by kogokolwiek o pomoc, toteż, jak na razie porzuciła temat wiedźmy i chcąc rozluźnić się, swoje myśli i popić trunków, podtrzymywała rozmowę, która przyjemność jej sprawiała.
Urwał wilkołak, co za bzdura…-cynicznie stwierdził Albert, lecz Celina kompletnie go zignorowała.
Uhuhuh…Wilkołaki to są bestie. Raz kota widziałam za sterami, jakkolwiek to brzmi. Hah! Był o dwie, czy nawet trzy stopy wyższy i wokół głowy miał włosy nastroszone i był Kapitanem. Rękę, a właściwie, łapę miał jak cztery moje pięści. Statek zaś zacny, lecz ciągle był kotem. Dużym, lecz jednak kotem.– Zaczęła bawić się kulą, manipulując nią drugą wolną ręką. Tak ładnie lśniła i odbijała złote płomienie lamp…
-Czym…Piratem, oczywiście. Ty mrozisz trunki i jesteś piratem, to czemuż bym ja, być nie mogła? Zresztą, jak mówisz, ty masz swoje sztuczki i ja swoje. Acz powiem, ci, że….–I tu poczeła się zastanawiać.
-Potrafisz gadać z ptakami…
-A, no tak, właśnie, mowę pierzastych znam. Łatwiej się z co niektórymi komunikować niżeli z człekowatymi. To po ojcu, jak mój to wróg prawił. Ojciec ptak matka wilk, morski, rzecz jasna. Teraz gdzieś po wodach się rozbija, no ale już niedługo na dno ją poślę. – Mówiła. Złości i agresji w tej opowiastce nie było. Raczej nawet duma, lekkie obrzydzenie przy słowo "ojciec" i tajemniczy uśmieszek przy "zatopieniu". O innych zdolnościach nie mówiła. Bo albo je za takowe nie uważała, albo jej akurat o nich się zapomniało bądź po prostu nie chciała uzewniętrzniać się przy kimś obcym bardziej jeszcze, choć…
-O, jeszcze w kości jestem zacna. Łapserdaki co przegrywają mówią, że szczęście, acz ja wiem, że talent. Zazdrosne świnie, ot!
Awatar użytkownika
Goron
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

21 paź 2012, 13:21

Hej, uważaj z tym świecidełkiem.. – rzucił, gdy Janina sięgnęła po szklaną kulę. Na kielich jej przyzwolił, nie robiło mu większej różnicy, czy pije ze szklanicy, czy jak księżniczka ze złotych pucharów. Jeśli dość ładna kobieta z niego piła stawał się jeszcze cenniejszy. Cóż, nie często zdarzało się, by ktoś tak swobodnie przechadzał się po jego kajucie. Zwykle ludzie mieli dla niego większy respekt i nie tykali tego, co nie ich własnością jest. Kobiecina była ewenementem, co właściwie widać było od chwili poznania. Zerowa krępacja, słabe maniery. Cóż, piratka pełną gębą. – Należało kiedyś do pewnego wrednego maga, strasznie działał mi na nerwy swoimi sztuczkami to go wpierw o rączki, wtem o głowę skróciłem. I zapanował spokój, była to dobra decyzja.. Kulę zachowałem, bo jak widzisz, dobrze się prezentuje na szafce. Chociaż Bogowie to wiedzą, czy nie ma jakichś magicznych zastosowań. Może to jedna z tych, których używają, jak im tam.. Ci, co to przyszłość wieszczą się w to niby wpatrując. Spróbuj. – historię tę opowiadał bez większych emocji. Ostatnie słowo było wręcz pogardliwe. Widać było, że z magią w dobrym kontakcie nie jest, zapewne wiążą się z tym kolejne historie staruszka.
Hahaha! Wilkołaki nieczęsto się na morzu spotyka. Parszywe to stworzenia, a psy od nich pochodzą. Takie wierne, a te mutanty, to bardziej zdradzieckie niźli koty. Cóż, ja nie miałem tej przyjemności, ale historie swoje też mam. Pamiętam, jak raz natrafiłem na jakąś elficką łajbę. Te leśne ruchałki nie wiedziały, co ze sobą począć, nie mając ściółki pod stopami. Ach, tyle różności, tyle zabawy.. Chociaż trochę brakuje mi wyzwań, wszystko za łatwo przychodzi.. – westchnął, upijając resztę ze swojej oszronionej szklanki, po czym odstawił ją na blat za sobą. Wstał nieco chwiejne opierając się na lasce i dokuśtykał się do jednej z gablot, sięgając po kolejny złoty puchar ze zdobieniami w postaci kamyczków. Ruszył do stołu po kolejną dolewkę, ponownie ją chłodząc. Mając pełne naczynie znów usadowił się wygodnie w fotelu.
Ojciec Twój ptakiem był, a matkę chcesz zatopić… Dziwna z was rodzinka i nadal nie mam bladego pojęcia czymże jesteś. Też w zamian powinienem coś Tobie zdradzić. Otóż człekiem nie jestem, jak możesz się już domyślać, a magią gardzę. Rodziców nie znałem, nawet nie mam pojęcia o nazwisku. Chociaż nie stamtąd pochodzą moje moce. Obdarowany zostałem przez samą Ourelię ukochaną. Dlatego każdy, kto szkodzi naszemu morzu jest przeze mnie sukcesywnie eliminowany. – mówił z uśmiechem. Musiał się szczycić tym, co robi, nawet, jeśli popadł już w letarg spełniając swoją powinność przez lata. Zamknął na chwilę oczy, opierając głowę na fotelu, może fatyga go dotykała. Na głównym pokładzie zabawa zdawała się trwać w najlepsze. Kapitan dbał o swoją bandę skurczysynów. Niezadowolony marynarz to kiepski marynarz. Gdy znów jego oczęta spoczęły na Janinie, lewe mieniło się delikatnym blaskiem, lecz ten szybko zniknął.
Pytanie za pytanie, pytaj dowoli. Jeśli, jednak, mamy myśleć o jakimś sojuszu, musisz być ze mną bardziej otwarta. I kto wie, może jesteś w obecności rasy, dotąd nieznanej temu światu. Dokonałabyś wielkiego odkrycia, które jest i tak bez większej wartości. – Goron znów mozolnie kręcił kielichem, przyglądając się tajemniczo rozmówczyni.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

23 paź 2012, 11:33

Janina nie znała słowa "krępować się", a przynajmniej w tym odniesieniu do zachowania, choć i krępowanie swojej własnej osoby sznurami i węzłami wydawało się wyjątkowo pozbawione sensu, lecz co kto lubi…W każdym bądź razie kiedy pirat opowiadał o pochodzeniu kuli, Janina obracała nią zgrabnie w swoich gibkich paluszkach, będąc hipnotyzowana refleksami jakie odbijała…
-Uuu…Magowy bubel. Imponujące. – Następnie świdrowała obiekt swymi czarnymi oczyma. Nic. – raczej nic z tego. Nie moja broszka, takie, patrzenie. Z drugiej strony, zabawniej nie znać, tego, czego dozna się w czasie przyszłościowym. Taki smaczek. –Odłożyła przedmiot prawie w tym samym miejscu z którego go wzięła. Następnie parę słów o istotach futerkowych. Kolejna dolewka, na którą Janina się rzecz jasna skusiła podchodząc do stolika, łapiąc w dłoń kolejny owoc w którym zatopiła swoje żółtawe zęby. Miąższ nieznacznie obryzgał jej twarz, lecz poły rękawa jej płaszcza się z tym uporały.
-No, piratem. – Upierała się ,ściągając brwi. Może z niedosłyszący był kulasek? W każdym bądź razie Janina nigdy nie przejmowała się klasyfikacją rasową i przynależności do którejkolwiek, choć przynajmniej nie do tych proponowanych przez świat Leviathana. Jej matka wyglądała jak człowiek, ojciec…cóż, nie bardzo, lecz czy to ma większe znaczenie kiedy jest się piratem?
-Ourelka kobieta zacna. Tyle daje i odbiera, acz jedno i drugie w piękny sposób organizuje. Morza stworzyła, wody, nas pod spienione fale przygarnęła – piratów…– Zakończyła z uśmiechem szerokim, jak i głosem przyciszonym. Choć może fanatycznie, lecz czciła Ourelię szczerze, wierząc, że wszystko co z wodą związane, jak i powiązane zależność ma z boginią tą morską, której nie raz w czasie niebezpiecznych wypraw życie swe zawierzała i jak widać, jak na razie jeszcze Jastrzębiątko nasze chwiejnie, acz pewnie po tym padole stąpało.
-Rasy…po świecie pływają piraci, bądź chodzą naziemi i w temacie tyle i sojusz, butelka…to znaczy otwarta, w sensie, że…Od nowa – Piratka sama zgubiła się w tym, co mówić chciała, a co umysł jej sugerował. Tak więc odstawiła pucharek na stół, zasiadła sobie na swym stanowisku, podparła brodę dłonią, wzrok na chwilę spuściła, po czym na mężczyznę naprowadziła.
-Otóż…Pytanie me jest takie, czy…z inwigilować wiedźmy nie chciałbyś w dwójkę? Ty, ja… Rozprostowałbyś gnaty, przygody zażył.. Jak mówiłam, nie mam nic innego do zaoferowania, a jak nie chcesz– wzruszyła ramionami –To nie zmuszam, rzecz oczywista i prosta, lecz powiedz, czy nie ciągnie cię do tego? Do tej szczypty niebezpieczeństwa? Hm, zastanów się. Ja osobiście o kobiecie tej, nic nie wiem acz to, że jej ludzie panoszą się po Artedze, zaczepiają towarzyszy moich wystarczyło, by się nią zainteresować. Ot. Naziemny kręci się tam gdzie nie powinien mieszając zanadto. Nie powiem, w pojedynkę nie uśmiecha mi się, bo o kobiecie nie wiem wiele, pomagierów ma w ilościach znacznych, prawdopodobnie, rzecz jasna, a i samemu mało ciekawie…Więc?– Wróciła do tematu, kiedy to atmosfera nieco się rozluźniła i minął ten stan, próby ustalenia wyższości kogoś nad kim, więc teraz, mogło to zabrzmieć jak propozycja przygody, w której to Janina subtelnie zaznaczyła, że jednoosobowa wyprawa na tajemniczą kobietę, mogła być nieco ryzykowna, jednakże…Nie powiedziała, że dla niej niewykonalna!

//Może być dziwny ten post…no ale. xp

Wróć do „Jednostki pływające”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.