Morze

Pływające po Morzu Smoczym nieliczne statki pochodzą głównie z dalekiej Północy, podczas gdy morza południa przepełnione są zaawansowanymi jednostkami Niezależnego Księstwa Lokent oraz piratami.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Morze

16 sty 2013, 20:51

Bezmiar błękitnego morza…Co tu dodawać co tu ujmować?
---------------------------------------------------------–
MG
Statek płynął i płynął. Nie różnił się niczym od reszty statków. Oczywiście wyjątkiem mogłaby załoga, której członkowie preferowali nad wyraz luźny styl bycia i wszyscy włączając kapitana byli bardziej lub mniej "dziabnięci". Żywot marynarza jak się okazuje był nad wyraz ciężki. Po blisko dniu żeglugi, pod pokład zlazł jeden z bardziej chwiejnych reprezentantów załogi. Miał zadanie wtaszczyć na pokład beczkę i zapchać ją do kajuty. Szło mu to słabo. Kątem oka dostrzegł jednak Marcifa, który zdążył przysnąć w czasie podróży.
Zmrużył oczy, wskazał na niego palcem.
-Ty, wstawaj i mi pomóż! – Powiedział i budził, przecierając z czoła pot. Był dość otyły toteż żaden wysiłek fizyczny nie był dla niego czymś przyjemnym.
-Cholerstwo jest ciężkie. Już, już, uchy, ruchy, bo jak tu grać w kości bez popitki?! – burczał, huczał i w sumie miał rację toteż poganiał nieznajomego, a może znajomego? Cóż, załoga tak często się zmieniała, że kompletnie nie kojarzył już nikogo. Sam był tu zaledwie od dwóch tygodni. Naturalnie, podobną mentalnością wykazywała się reszta tutejszych żeglarzy, jednak o tym nasz bohater może przekona się później, może…
Po licznym popędzaniu do pomocy przy taszczeniu, zapewne będący jeszcze w pół śnie uciekinier nie bardzo rozmyślał nad całą sytuacją, co zapewne mogło się zmienić w momencie, kiedy beczkę podniósł grubasek z wyraźnym trudem utrzymując ją samodzielnie w powietrzu.
-Otwieraj na bogów te drzwi! Arr! – Co za tymi drzwiami się znajdowało? Może ktoś kto zacznie robić problemy? A może nie…
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Marcifilo
Posty: 114
Rejestracja: 28 lut 2012, 23:58
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1645

14 mar 2013, 12:21

Uciekł, dostał się na statek, a teraz podróżował gdzieś w nieznane. Oficjalnie można by rzec, został bandytą. Ba! Nie tyle zwykłym złodziejaszkiem, co przestępcą ściganym z urzędu, listem gończym, huh. Ciężko teraz będzie podróżować. Z wojska Lokent zdezerterował, nie wiedział, czy go ścigają, w Autonomii ścigają listem gończym za ucieczkę z więzienia. Właściwie to wcale nie był dla niego pech. To był cud. Jako jedyny z czwórki uciekinierów przeżył, chociaż t właśnie on miał najmniejsze szanse na uratowanie swojej pijackiej dupy, gdyż wojem nie był i walczyć by nie umiał. A może właśnie to dlatego przetrwał? Że on nie starał się z nikim walczyć tylko uciec właśnie? Cóż, tamtych towarzyszy do życia nie wróci już, niestety. Ale trafił teraz na statek, gdzie prawdopodobnie będzie robił za majtka. Chociaż, możliwe że nie, że nie będzie uniżony do aż takiego poziomu. Spójrzcie na tą górę mięsa i powiedzcie – taki majtek? Gdzie tam! W ryj prędzej da!
Usiadł gdzieś na skrzynkach i przysnął. Przyda mu się sen, bardzo. Jednakże, jak się okazuje nie dane mu było tego zaznać, gdyż obudził go jakiś cieć pokładowy, co mu kazał beczkę taszczyć. Nie myślał za wiele, wszak ten go obudził, jednakże słowo "popitka" lekko go otrzeźwiło. Cóż, jak pomoże to się może załapie nawet na łyczek lub dwa? Dawno nie miał niczego porządnego do picia a ostatni alkohol jaki widział zużyto do opatrzenia rany jednego z jego martwych już towarzyszy. Ale toż to sikacz był, nie warto po nim płakać. Warto jednak otworzyć drzwi temu cieciowi, jak go nazywał Marci w myślach, żeby wyniósł tą beczułkę i wyjść z tego miejsca na świeże powietrze. Morskie, właściwie to coś nowego dla niego. Nie pamiętał czy kiedykolwiek był na pełnym morzu. Cóż – właśnie w pewnym względzie się rozdziewiczył. Znów.
- Ooootwarte! Bylebyś się podzielił za pomoc, hę?
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

24 mar 2013, 19:13

Życie na morzu nie należy do łatwych i trywialnych spraw, szczególnie dla kogoś, kto nie nawykł do takiego trybu życia. Cokolwiek by mówić, nie każdemu podobało się przebywanie przez dłuższy czas, nierzadko miesiąc lub kilka z grupą mężczyzn, niezbyt kulturalnych czy dbających o higienę. Do tego należało dodać sztormy (i w związku z tym, chorobę morską), podłe jedzenie i ogólnie pojętą nudę przez większość czasu. Mimo że różne rzeczy mogły się wydarzyć, jednolity krajobraz, będący głównie morzem ciągnącym się aż po horyzont ciężko było nazwać ciekawym. Bardziej doświadczeni marynarze często mówili, że albo jest nuda na całego, albo taki zapierdol, że nie wiadomo, w co ręce włożyć. Póki co jednak panował ten pierwszy etap.
Marcifilo otworzył drzwi i pozwolił grubasowi odnieść skrzynkę na swoje miejsce. Za drzwiami, jak się okazało, był zwyczajny magazyn, a gość potrzebował pomocy, bo zwyczajnie nie był w stanie poradzić sobie z trzymaniem drzwi otwartych i noszeniu beczek, które były dosyć ciężkie. Koniec końców jednak udało się im i obaj wyszli na zewnątrz, oczywiście zamknąwszy za sobą drzwi. Gruby niechętnie dał się napić byłemu skazańcowi. W butelce znajdowało się piwo – w sumie, nic dodać, nic ująć. Ani podłe, ani specjalnie dobre. Widząc, że Marci przyssał się do butelki i zamierza wypić całą jej zawartość, jej właściciel chwycił za butelkę i zaczął ciągnąć, chcąc odzyskać swoją własność.
Ej, ej, nie wychlej mi wszystkiego! Popracuj trochę uczciwie, to zasłużysz na swoje – powiedział nieco podpitym głosem. – Słyszałem, że kapitan ma do ciebie jakiś interes. Nie wiem, o co chodzi, tak tylko słyszałem, ale lepiej się do niego udaj.
Wiadomo, jak kapitan wzywa, to prędzej czy później należałoby zaszczycić go swoją obecnością. Dlatego też, nieważne, co poszukiwany miał zamiar robić jeszcze na statku, musiał w końcu wyjść na pokład i zapukać do drzwi kajuty kapitańskiej.
Kapitan przeczył samym swoim wyglądem wszelkim standardom, jakie tworzyło większość dowódców takich jednostek. Stereotypy nie tworzyły się same z siebie – z reguł był to głośny, brodaty człowiek, pokrzykujący na swoją załogę, pijący na umór i do tego dosyć brutalny i niezbyt przyjazny w obejściu. Mimo to jednak załoga znała go na wylot i lubiła. Ten zaś rzadko kiedy w ogóle rozmawiał ze swoimi podwładnymi. Ukrywał przez większość czasu swoją twarz pod kapturem, jakby nie chciał się ujawniać i przebywał na pokładzie, poruszając się jak duch. Nikt nie wiedział, kim tak naprawdę jest, bo choć znał się na dowodzeniu i zajmowaniu statkiem po prostu nie pasował do morskiego stylu życia. Może i tak właśnie było, gdyż statek niedawno zmienił właściciela, a załoga była zbiorowiskiem zwerbowanym pośpiesznie w tawernach i choć zdążyli mniej więcej poznać się wzajemnie, to swojego dowódcę – ni cholery. I pewnie tak miało już zostać. Zdarza się.
Dlatego też, gdy Marcifilo odwiedził go, zamiast gromkiego "wejść" usłyszał jedynie mrukliwe przyzwolenie. Kapitan siedział za swoim biurkiem, przyśrubowanym do pokładu. Ubrany był na szaro, w jakąś luźną kamizelkę i zarzucony na głowę kaptur podobnego koloru. Wskazał w milczeniu stołek po przeciwnej sobie stronie.
Na początek chcę ci powiedzieć jedną rzecz. Nie lubię, jak się ze mnie żartuje, więc łaskawie nie pierdol głupot i odpowiadaj na moje pytania zgodnie z prawdą – powiedział głosem pozbawionym zabarwienia emocjonalnego. – Wiem, że nie jesteś częścią mojej załogi i nie zostałeś zwerbowany jak wszyscy. Chcę usłyszeć od ciebie, jak się tu znalazłeś i jaki masz plan co do swojego dalszego pobytu tutaj.
Zamilkł, patrząc w twarz rozmówcy.
Awatar użytkownika
Marcifilo
Posty: 114
Rejestracja: 28 lut 2012, 23:58
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1645

26 mar 2013, 21:33

Pomógł temu grubasowi, wychełptał trochę jego piwa po czym usłyszał, że kapitan ma do niego jakąś sprawę. Naturalnie – jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o ucieczkę, toteż Marci w głowie zaczął mieć czarne myśli, że trafił na jakiś statek Autonomii, jednakże nie widział żadnych symboli tego świadczących. Załoga za wiele powiedzieć mu nie mogła – mógł się jej skład szybko zmienić. Ale teraz nie miał wyboru i musiał się wybrać do kapitańskiej kajuty, żeby spotkać się ze swym przeznaczeniem.
Nie usłyszał gromkiego "wejść", ale nie zauważył tej różnicy. Jednakże fakt, że to nie jakiś "Siwobrody" jest kapitanem, tylko ktoś, kto jest w stroju bardziej przypominającym strój skrytobójcy jednocześnie dało mu uczucie ulgi, że to nie jest jakiś awanturnik, oraz jednocześnie go znów napełniło niepokojem. Wszak może to rzeczywiście jest jakiś skrytobójca, czy też mag, kapłan, tacy zazwyczaj kaptur mają, no taka sytuacja. Usiadł na wskazane miejsce, po czym usłyszał jego słowa. Był jednak wulgarny, ale jakiś taki… bezduszny. Jego głos był bez emocji, bez barwy, bez… życia? Bogowie, czy kapitan jego statku jest trupem?
Raczej nie, ma skórę nietrupią, oczy normalne, trupem nie cuchnie, hemogalobliny heglobiny, heglabny, jakoś tak ci uczeni coś o krwi mówili, nie pamiętam. Ważne że krwi
Teraz miał dwa wyjścia. Pierwszym z nich było blefowanie, wbrew nakazowi kapitana, aby nie ujawniać swojej prawdziwej tożsamości. Drugim powiedzenia prawdy, i właśnie to rozwiązanie wybrał Piwowar. Co prawda mógł stracić wolność, jednakże są na morzu i wątpił w to, że znów wyląduje w więzieniu.
- Emm, więc tak. Znalazłem się tutaj kiedy musiałem… wybyć bardzo szybko z miasta. Oficjalnie teraz w Autonomii jestem przestępcą. Czy rzeczywiście winnym czy nie to jest już rzecz dyskusyjna, jednakże nie dano mi nikogo, kto mógłby mnie obronić, więc musiałem uciec. Tak trafiłem tutaj i przespałem kilka godzin na pokładzie. Ach, zapomniałbym, nazywam się… Jesalem, miło mi poznać pana, panie…
Ostatnie słowo lekko fonetycznie przeciągnął, jakby chciał zachęcić rozmówcę do przedstawienia się. No i zachował chociaż odrobinę kultury. Zapewne teraz usłyszy, że jego uszom nie jest dane znać imienia i nazwiska tej persony, ale tym się już nie przejmował. Niech się dzieje wola nieba.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

12 lip 2013, 19:09

MG

Kilka promieni światła padało na twarz człowieka; to, co ujawniały, nie wyglądało miło i przyjemnie, bardziej przywodziło na myśl kogoś, kogo można było spotkać w ciemnej alejce po zapadnięciu zmroku. Chociaż osobnik ów nie miał typowej postury zbira, bo ta przywodziła na myśl bardziej złodzieja, piwowar wiedział, że podpadnięcie temu człowiekowi może szybko zakończyć nie tylko jego pobyt na okręcie, ale i żywot. W sumie, to właśnie od niego zależało, co się zdarzy.

Zakapturzony nie wyglądał na zachwyconego. Ciężko było w jakikolwiek sposób odczytać, co myślał. Jedynie pomruk, jaki z siebie wydał, czy raczej jego ton, sugerował brak aprobaty.

– Niech będzie – odparł, ignorując zupełnie subtelną prośbę ujawnienia swojej tożsamości. – Umiesz coś?

Ponownie wlepił swoje spojrzenie w twarz Jesalema. Jego oblicze, a przynajmniej to, co było widać, nie wyrażało emocji.

Awatar użytkownika
Marcifilo
Posty: 114
Rejestracja: 28 lut 2012, 23:58
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1645

13 lip 2013, 23:14

Nie nazwał go przestępcą, a to już dobrze dla Piwowara wróżyło. Nie wyciągnął broni, nie zaczął grozić tylko pyta o jego umiejętności. Jednakże też nie zdradzał swej tożsamości, co oznacza, że prawdopodobnie nie tylko Marcifilo jest tutaj ścigany listem gończym, lecz to tylko domysły. Mruczał tylko pod nosem, na szczęście można było go zrozumieć. Jednakże mógłby być bardziej komunikatywny. Lecz zadał pytanie, więc wypadałoby też na nie odpowiedzieć. Sam Marci też miał kilka w zanadrzu.
- Więc tak. Swego czasu musiałem nauczyć się walczyć, lecz nie jestem profesjonalnym wojownikiem, po prostu musiałem nauczyć się nie machać mieczem jak cepem. Umiem czytać i pisać, a także targować się. Umiem też warzyć piwo, jestem… byłem piwowarem z Derin. Niestety Mealen zarządziła tak moją ścieżką losu, że znalazłem się tutaj. Jako uciekinier, morderca i kryminalista.
Cóż, chyba trochę przekoloryzował, bo nie pamiętał, żeby kogoś zabił, ale pamięć jest wadliwa i może się tak zdarzyć, że czegoś zapomni. Teraz zresztą mu zostało szorowanie pokładu, walenie grogu ile wlezie, oraz przeżyciu. Byleby nie padł od choroby.
- Jak mam się do Ciebie zwracać… Kapitanie?
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

16 lip 2013, 13:47

MG

Osobnik patrzył na browarnika spod kaptura, gdy ten mówił, nie wyrażając żadnych emocji. Słuchał uważnie i nie przerywał; trudno było po jego zachowaniu stwierdzić, jaki stosunek wyraża do swojego rozmówcy i jego słów. Widocznie nie lubił przebierać w słowach, w przeciwieństwie do Marcifila

.

– Piwowar – mruknął tylko, raz skinąwszy, gdy ten skończył. – Załoga pewnie cię polubi.

Zrobił krótką pauzę, po czym kontynuował.

– Tak bardzo chwalisz się swoją przestępczą przeszłością… więc opowiedz o tym ze szczegółami. Ale nie bój się, nie wydam cię władzom; wątpię, czy będzie to warte zachodu. Zatem, śmiało.

Mówił powoli, nie śpiesząc się. Wydawał się wręcz ociężały w słowach i czynach – podniósł się, wolno, i w podobnym tempie ruszył na drugą stronę pomieszczenia, do jakiejś skrzynki. Kapil dostrzegł mały symbol Lorven na piersi mężczyzny, gdy ten ruszył.

Obrócony plecami, odrzekł:

– Tak, Kapitan wystarczy…

Awatar użytkownika
Marcifilo
Posty: 114
Rejestracja: 28 lut 2012, 23:58
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1645

18 lip 2013, 20:52

Nie wygląda na to, żeby Kapitan chciał go wystawić władzy. No i miał rację – jest drobnym rzezimieszkiem w oczach prawa, więc niewiele by za niego było.
- Zaczęło się od tego, że nie byłem sam. Poznałem kilku ludzi z Północy, którzy mieli ambitne plany… a ja byłem wtedy bez żadnych środków na życie. Pieniądze które miałem straciłem poprzez wizję, gdzie ukazał mi się dziad, który mi powiedział bym podjął zakład. Przegrałem. W Linoskoczku było zamieszanie i mogłem odzyskać, ale jestem zdania, że lepiej nie kusić Opatrzności i być uczciwym, w końcu tu chodzi o honor. Potem poszedłem do drugiego przybytku, tyle że w uboższej dzielnicy, Czarny Kot się chyba ta karczma zwała… nie pamiętam. Spotkałem tam ludzi o których wspomniałem wcześniej – zimnych wojowników z Północy. Chcieli stworzyć Czarną Kompanię, lecz niestety władze miasta nam nie pozwoliły i nawiązała się bójka. Stanąłem po stronie ludzi Północy. Podpaliłem cały ten zamtuz i za to nas czterech wsadzili do lochów. Stamtąd próbowaliśmy uciec, ale tylko mi się udało… bo na mnie pasował strój strażnika. Spróbowaliśmy podstępu, że mnie, przebranego za klawisza złapali, a oni mnie prowadzą jako zakładnika. Wyszliśmy, ale ich zabili, a mnie "odbili". Potem spotkałem, to chyba opatrzność bogów. Potem spotkałem jednego z przyjaciół tych, co umarli i pomógł mi uciec. A potem rozesłano za mną listy gończe, uciekłem do portu, a stamtąd znalazłem się tutaj. Tak się przedstawia moja kryminalna historia, Kapitanie.
Jak na razie szczerość wobec jegomościa się opłacała. Marci ujrzał znak Lorven na piersi mężczyzny. Może jakiś kapłan, czy inny taki, skoro zakapturzony chodzi. W sumie lepsze to niż jakiś statek Autonomii. Bez emocji. Bez pośpiechu. Bez strachu. Wygląda na to, że ta łajba jest najbezpieczniejszym miejscem, na jakie mógł teraz trafić. I najspokojniejszym od kilku ostatnich lat. Oby przeczucie go nie myliło, ani nie musiał wyciągać zdobycznego miecza przeciwko obecnej załodze.
- Będę miał teraz jakieś obowiązki… Kapitanie?
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

25 lip 2013, 23:59

MG

Kapitan wysłuchał cierpliwie opowieści człowieka. Cholera wie, co tliło się w jego głowie – cokolwiek to było, ten utrzymywał swoją zwykłą manierę. Wyglądało też na to, że uwierzył piwowarowi.

– Zdarzały się gorsze rzeczy – powiedział. Cała ta historia niespecjalnie go poruszyła, sądząc po tonie, który również nie uległ zmianie. – Po robotę zgłoś się do bosmana. On ci coś wynajdzie.

Nie odezwał się już więcej, dając tym samym do zrozumienia, że rozmowa została zakończona. Gdy Marcifilo wyszedł na pokład, mógł zobaczyć uwijającą się na deskach załogę. Niektórzy szorowali pokład, inni wnosili jakieś skrzynie pod pokład, jeszcze inni w niewiadomym celu wspinali się na olinowanie żagli. Obok sternika dostrzegł niskiego, lecz potężnie zbudowanego gościa. Dosłownie stereotyp marynarza. Spodnie w paski, biała koszula, chustka na głowie. Miał nawet opaskę na oku. Domyślił się, że to ów bosman.

Gdy tylko podszedł doń, ten odezwał się pierwszy. Od razu rozpoznał, że nie należy do załogi.

– O, nowy! – zakrzyknął gromkim głosem. Wydawał się dosłownie przeciwieństwem kapitana. – Skąd ty się urwałeś? Nie widziałem cię tu wcześniej. Gadałeś z kapitanem?

Wróć do „Jednostki pływające”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kokorosz
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.