Głębiny

Pływające po Morzu Smoczym nieliczne statki pochodzą głównie z dalekiej Północy, podczas gdy morza południa przepełnione są zaawansowanymi jednostkami Niezależnego Księstwa Lokent oraz piratami.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Głębiny

23 wrz 2014, 23:24

Powiadają, że Morze Smocze wzięło swoją nazwę od pradawnych smoków, które śpią na jego dnie. Bardziej pragmatyczni sympatycy mitów Lewiatana wolą jednak mówić o ich kościach. Ogromne, strzaskane przez sztormy cielska zalegały tutaj ponoć całymi setkami, żywiąc morskie stworzenia i stanowiąc część podmorskiego krajobrazu na równi z wrakami starych, roskvarskich statków. Oczywiście nie znalazł się żaden śmiałek, który mógłby to potwierdzić. Owszem – zdarzali się tacy, którzy próbowali, jednak zwykle im się to nie udawało. Co gorliwsi umierali przy swych lekkomyślnych próbach zbadania co głębszych rejonów. Niektórzy starali się o dokonanie tego z pomocą długich łańcuchów kotwic zrzucanych ze statków. Schodzili po nich coraz głębiej niczym po linie. Zawsze jednak brakowało ciepła bądź oddechu i musieli się wynurzać… Bądź ginęli. Innych sposobów praktycznie nie znano. Czasem zdarzali się jacyś obłąkani ludzie, którzy powoływali się na bogów, magię czy Lorven wie co jeszcze, nigdy jednak nie doprowadziło to do faktycznych odkryć. Legenda goniła legendę, a niezbadane obszary pozostawały takimi od wieków. Wielu kusiły nieprzebrane odmęty Morza Smoczego i wielu musiało obejść się smakiem.
MG

Sunący nad wodą Anemetius dokładnie wyczuwał znajdujące się gdzieś przed nim źródło magii. Wreszcie przystanął, tak daleko od brzegu, że przebywający na nim ludzie mogliby pomylić go z refleksem słońca. Otaczały go jedynie skrzeczące ptaki. Jeden z nich nieopatrznie wleciał w strukturę ascendenta, paląc się na wiór i wypadając bez życia z drugiej strony. Energetyczny byt mógł tego nawet nie zauważyć.

Zajęty był bowiem skanowaniem okolicy i obliczaniem ewentualnych strat energetycznych. Źródło mocy było dokładnie pod nim, ale nie potrafił wyczuć, czy coś go strzeże. Wyczuwał obiekty, skały, statki i kości, ale nie potrafił wyczuć istot żywych. Nikt nie wiedział, co może znajdować się w głębinach. Równie dobrze to, co wziął za skałę mogłoby okazać się czaszką smoka albo golemem. Dokładne pomiary utrudniała obecność masy wody, przez jaką musiały przebijać się jego myślowe sondy. Zdobywanie informacji o głębinach trwało bardzo długo, ale dla niego nie liczył się czas. Wreszcie zyskał możliwie najdokładniejszy obraz sytuacji.

Zejście na samo dno, gdzie mieściło się źródło, na pewno będzie bardzo kosztowne. Rozproszenie struktury, które byłoby do tego wymagane oznacza również mniejszą kontrolę nad budulcem. Ascendent wiedział, że mógłby utracić znaczną część własnej istoty tylko na skutek samego przechodzenia przez wodę. Do tego trzeba było dodać straty związane z utrudnionym pod wodą przemieszaniem się. Mimo usilnych starań nie udało się mu określić dokładnie, w czym zawarta jest pożądana przez niego moc. Rezonowała jednak z jego własną, sugerując, że znajduje się w czystym stadium. Takie zasoby musiały zostać zaklęte w czymś odpowiednim – wielkim kamieniu szlachetnym czy innym tego typu czystym strukturalnie (lub po prostu rozległym) materialne. Czy jednak przyszłoby Anemetiusowi przebijać się w ich poszukiwaniu przez dno morza – tego nie wiedział. Wnioskował, że skoro oddziaływania tej energii są tak wyczuwalne, nie może się ona znajdować zbyt głęboko – być może już przy samej glebie.

Tak czy inaczej ta wyprawa w nieznane okupiona była ogromnym ryzykiem, tak naprawdę nie gwarantując niczego w zamian. Być może źródła nie udałoby się zaabsorbować, a wtedy Anem wróciłby na powierzchnię słabszy niż przed zniszczeniem pełnej rudy jaskini. Decyzja należała do niego i tylko do niego. Równie dobrze mógł wrócić do Białej Twierdzy zostając z tym co ma.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

24 wrz 2014, 02:27

Wyniki analizy nie były zbyt dokładne. Poznał tylko szczątkowo budowę dna i zdobył pewność, że źródło energii rzeczywiście się tu znajduje. Było to jednak wystarczające. Moc go tu wezwała i ją zdobędzie. Siłą lub podstępem. Wiele słyszał o Morzu Smoczym, lecz przeważnie traktował bajki o drzemiących w głębinach smokach jako wyolbrzymione legendy. Może i żyły w odmętach przedziwne bestie, było to zresztą bardzo prawdopodobne, ale smoki? Nawet jeśli, nie bał się. Istota z ciała i kości nie jest w stanie przeciwstawić się doskonałej istocie, jaką jest on. Nie wiedział co drzemie pod masywem morskiej wody. Domysłów mógłby snuć setki. Przekona się tylko zanurzając w ten inny, nieznany mu świat.

Operując swym budulcem rozrzedził strukturę budującej go energii, żeby mógł pokonać morskie głębiny. Jego istota zamigotała, gdy elementy magii – dotychczas mocno zwarte – zostały poluzowane i osłabione. Zanurzając się ciecz zaczęła wrzeć i bulgotać, wzburzając spokojną taflę. Kłęby pary z sykiem wzbiły się w powietrze otaczając gęsto miejsce, w którym się znajdował. Po chwili kompletnie przykryła go morska toń. Wypuścił kilka sond mających na celu odbieranie wszelkich bodźców i pokierował ku miejscu, skąd odczuwał bijącą moc.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

24 wrz 2014, 03:46

MG

Schodził coraz niżej, tracąc dopuszczalną, zgodną z wcześniejszymi obliczeniami ilość energii. Nie spodziewał się innego obrotu spraw, wiedząc dokładnie, w co się pakuje. Rozproszony Anemetius pruł węc przez wodę, czując przenikające przez niego co jakiś czas i parzące się o jego strukturę ryby. Im głębiej się znajdował, tym trudniej było mu się poruszać i tym więcej budującej go mocy rozpraszało się w wyniku kontaktu z wodą. Zachował maksymalny bezpieczny dystans tworzących go cząstek, nadal mając nad nimi pełną kontrolę. Nie ryzykował większego rozrzedzenia samego siebie w obawie o utratę zbyt dużej ilości energii, która mogłaby w takim przypadku po prostu się od niego odłączyć i podryfować gdzieś w ciemność.

Brak światła kompletnie mu nie dokuczał, bowiem sondy myślowe działały niezależnie od tego, czy było wokół nich jasno czy też nie. Przybywały do danego miejsca, zbierały o nim informacje i powracały do Anemetiusa z odpowiednim ładunkiem doznań do przeanalizowania. Dzięki temu skanował otoczenie, przygotowany na wszystko. Był właściwie niezdolny do odczuwania strachu, a kalkulacje, jakie poczynił przed całym tym nurkowaniem określiły najwyraźniej całą operację jako opłacalną. Liczył się tylko cel.

Wreszcie dotarł. Słabe w głębinach, białoniebieskie światło sączyło się z umiejscowionego na owalnym podeście, dużego jak głowa dorosłego człowieka kamienia szlachetnego. Podest był nieco przekrzywiony i zatopiony w piachu, a wokół niego owijał się stary szkielet ogromnego smoka. Wielki kościec ułożył się wokół podestu niczym kot. Mimo swej definitywnej martwoty nadal wyglądał przejmująco. Istota, do której należał, musiała być naprawdę potężnym przedstawicielem swojego gatunku. Nawet tyle lat po śmierci wyglądała, jakby po prostu w tym miejscu zasnęła i zaraz miała się – mimo braku tkanek miękkich – obudzić. Skan myślowymi sondami nie wykazał wprawdzie ani śladu życia, ale z drugiej strony Anemetius wiedział, że tak czy inaczej nie mógłby stwierdzić, czy kości smoka nie zaczną się nagle poruszać. Sposób ich ułożenia i świecący pośrodku kamień dawały pewne podejrzenia co do natury tego miejsca. Prawdopodobnie był to swoisty grobowiec, wygrzebany spod ziemi przez morskie fale. Anemetius miał być pierwszym i ostatnim szabrownikiem, który do niego dotarł.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

24 wrz 2014, 11:36

A jednak to prawda, przemknęło mu przez myśl, kiedy sondy powróciły z obrazem głębin. Smoczy szkielet. Intrygujące. Co prawda nie jest to drzemiący smok jak z legend, ale i tak było to znaczące znalezisko. Jednak było one niczym dla ascendenta w porównaniu z magicznym kamieniem, źródłem mocy, spoczywającym w ciemności. Tak, to tego pożądał. Pieśń magii go wzywała. Kusiła. Czuł ją i chciał posiąść.

Zbliżył się ku piedestałowi. Będąc blisko niego zatrzymał się. Trudno było nazwać to wszystko dziełem przypadku. A o ile nie było, to z ułożenia szkieletu podejrzewał, iż istnieje albo istniał jakiś związek pomiędzy gadem i klejnotem. Samo ułożenie pozostałości kości o tym świadczyło. Sondy co prawda nie wykazały śladów życia, ale niczego to nie przekreślało. Jeżeli smok i klejnot są lub byli powiązani ze sobą to jego ingerencja może coś uruchomić. Magia może żyć tysiące lat i po śmierci swego mistrza. Niemniej to wszystko były puste domysły. Mógł zrobić tylko dwie rzezy. Zawrócić lub sięgnąć po kamień. A że pierwsza opcja nie wchodziła w rachubę to wybrał drugą.

Posłał swą wolę w kierunku kamienia z zamiarem wchłonięcia energii. Odnajdując drobinki mocy chwytałby i ściągałby ku sobie absorbując do własnej istoty. Niczym pijawka ssałby życiodajny płyn potęgi. Powoli, bez pośpiechu, całkowicie kontrolując proces. Każda cząsteczka musiała stać się częścią niego.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

26 wrz 2014, 22:43

MG

Początkowo wszystko szło jak najbardziej poprawnie. Anemetius, choć ostrożny, nie zdecydował się na hiperdokładne badanie otocznia, skupiając się zamiast tego na wysysaniu energii magicznej ze znajdującego się przed nim obiektu. Jego plan był jednak nieco dziurawy, co zapewne spowodowane zostało przez skoncentrowanie uwagi wyłącznie na samej absorpcji mocy, a nie technice jej transportowania. Wstęga zbitej energii, owszem, sunęła do niego, jednak rozpraszała się częściowo po drodze na skutek samego ruchu przez wodę. Ascendent nie zadbał o rozproszenie jej tak samo jak własnej struktury, był chciwy i myślał tylko o tym, jak zalegająca tutaj moc go zasili.

Taki sposób uzupełniania zasobów był wybitnie nieekonomiczny, jednak zanim pierwsza cząstka mocy dotarła do Anemetiusa, cała wiązka cofnęła się nagle i wniknęła z powrotem do wielkiego kamienia, w którym znajdowała się na samym początku. Energetyczny byt wiedział, że będzie w stanie o nią zawalczyć, prawdopodobnie odnosząc nawet na tym polu pewne sukcesy (szczególnie zbliży się jeszcze bardziej), ale mogło go to kosztować po prostu zbyt wiele mocy. Opłacalność operacji zależała od tego, jak silne było zaklęcie, które przyjdzie mu przełamać. Czysta energia była w jakiś sposób połączona ze swym magazynem, nie dając się tak po prostu wyciągnąć.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

26 wrz 2014, 23:43

Początkowo umknął mu fakt, że energia inaczej przechodzi na powierzchni, inaczej pod wodą. Dopiero gdy wiązka energii opuściła kamień i zaczęła słabnąć, przypomniał sobie o tym małym niuansie. Zapewne wpływ na to miało przebywanie w obcym mu środowisku, wszystkie jego reakcje były nieco wolniejsze. Miał to właśnie naprawić, kiedy wtem smuga magii cofnęła się wracając do źródła. Zupełnie jakby artefakt bronił się przed utratą swej cennej zawartości.

To było zaskakujące, ale nie niespodziewane. Tak jak przypuszczał, kamień był obłożony jakąś formą zaklęcia, które utrzymywało energię w sobie, uniemożliwiając jej swobodne wchłonięcie. To nasuwało wniosek, że jakaś istota magiczna, bo tylko taka mogłaby to uczynić, bardzo sobie ceniła kamień. Czy był to smok? Może za życia gromadził swoją moc w jakimś celu, ale zginął przedwcześnie. A może wciąż żył? Uwięziony w kamieniu? Albo było to zupełnie cokolwiek innego, ale i tak pozostawało kwestią drugorzędną. Musiał zdobyć tę moc.

Zbliżył się do kamienia jeszcze bardziej, otaczając go dookoła niczym ciężka mgła. W ten sposób zniwelowałby odległość do minimum. Gdyby jeszcze bardziej się zbliżył dotykałby swą istotą kamienia, a tego nie chciał robić. Kto wie co może naprawdę się w nim kryć? Może wewnątrz istniała forma pod-wymiaru twórcy reliktu?

By się tego dowiedzieć posłał swoją sondę w stronę kamienia i powtórzył czynność z wchłonięciem energii, tyle że na mniejszą skalę. Potrzebował tylko odrobinki mocy. Gdy wiązka energii opuściłaby kamień, szybko – nim magia by się cofnęła – zespoliłby z nią sondę, chwytając elementy i oblepiając ją nimi, łącząc w jedność. Dzięki temu sonda byłaby w stanie wniknąć do środka, żeby dostarczyć mu informacji. Czy coś więcej kryło się w kamieniu?

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

20 paź 2014, 01:33

MG

Wydawało się, że natura myślowych sond, jak zwykł Anemetius nazywać drobne formy percepcyjne magii umysłu, wymyka się nawet jemu. Perfekcyjnie logicznym wydawało się, że te obdarte z wszelkich fizycznych ograniczeń, napędzane wyłącznie energią magiczną czujki pozwalające ascendetowi poznawać otoczenie mogą przenikać przez pewne obiekty (co zresztą czyniły w przeszłości, a o czym Anem zdawał się zapomnieć). Mimo tego energetyczny byt zdecydował się na dziwaczny manewr wprowadzania sondy do pełnego mocy kamienia z pomocą jego mechanizmu zabezpieczającego. Wyszło właściwie na to samo, ale takie nadkładanie drogi nie wydawało się właściwe dla istoty o teoretycznie nieskończonym potencjale umysłowym, opierającej się na dodatek na czystej, zimnej analizie. Nie pierwszy i nie ostatni raz Anemetius postępował wbrew swojej naturze, co po raz kolejny potwierdzało, że nie jest – przynajmniej póki co – bytem doskonałym. Sam stwierdził całkiem niedawno, że mimo porzucenia biologicznego ciała nadal kieruje się emocjami, a to mogło przysłaniać osąd pewnych spraw. Gdyby ascendent nadal był elfem, z pewnością trzęsłyby mu się teraz ręce, a popełniane przezeń błędy miałyby dalece poważniejsze konsekwencje. W końcu nie co dzień zdarza się pracować na takich głębinach i z takimi pokładami mocy.

Wprowadzona do wewnątrz kamienia sonda wróciła po chwili, przekazując informacje. Została właściwie zagłuszona przez pulsujące w obiekcie pokłady czystej energii magicznej, ale dała Anemowi istotną informację na temat budowy badanego przedmiotu. Okazała się ona bowiem symetryczna i warstwowa. Kamień nie był jednorodny, nie stanowiąc też części większej całości. Był układem zamkniętym, pomyślanym w taki sposób i w taki sposób stworzonym. Mogło to w pewnym sensie tłumaczyć jego niezwykłą pojemność magiczną. Jeżeli kamień został stworzony sztucznie, to od razu z myślą o przyjęciu ogromnych ilości czystej energii magicznej. Więcej informacji sonda badająca właściwości fizyczne nie zdołała dostarczyć. Natura zaklęcia cofającego moc przed dotykiem Anema leżała poza jego zakresem. Czuł, że energia powraca do kamienia i że jest jej bardzo wiele, potrafił określić budowę kamienia i grubość warstw, ale to wszystko.

Zabezpieczenie działało podobnie, jak żywy mag, który walczył z ascendentem o tę samą kulę energetyczną. Gdyby Anemetius ciągnął dość mocno, mógłby wyrwać ją dla siebie, ale trzymające ją zaklęcie, którego nie potrafił zdjąć, mogło okazać się silniejsze. Ostatecznie takie przepychanki mogłyby doprowadzić do niepotrzebnej utraty mocy – zarówno tej, o którą walczył jak i tej, którą zużyłby podczas całego procesu. Dalsze decyzje należały tylko do niego. Mógł zaryzykować, podjąć się dokładniejszego badania, zrezygnować lub zrobić cokolwiek innego. Wiedział, że w obecnej sytuacji dałby radę spokojnie wynurzyć się nad taflę Morza Smoczego. Owszem, eskapada okazałaby się w takim przypadku całkowicie bezsensowna, ale takim samym mogło okazać się bezczynne tkwienie na dnie tego potężnego zbiornika, z tonami wody napierającymi ze wszystkich stron.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

24 paź 2014, 18:59

Przedłużanie bytności pod wodą nie służyło Anemetiusowi. Badanie wnętrza kamienia zaś okazało się niezbyt skuteczne, nie dostarczyło żadnych ważnych informacji. Wiedział co należało zrobić. Musiał zniszczyć zaklęcie, które sprawiało, iż energia wracała z powrotem.

W tym celu posłał swe sondy do przedmiotu, żeby wyłapały ścieżki mocy reagujące na jego próby wchłaniania magii. Delikatnie sięgałby po zmagazynowaną moc, ale tylko po to, by pobudzić chroniące zaklęcie, które by się uaktywniało. Drażnić je. Następnie postarałby się zlokalizować źródło, trzon zabezpieczenia. Wiedział że znajdujące się wewnątrz kamienia pokłady energii mogą zaburzyć jego percepcję, dlatego zmodyfikowałby swoje sondy, żeby wychwytywały tylko elementy stanowiące część ochronnego zaklęcia, natomiast ignorowały obecność czystej energii. Dzięki temu mógłby bez problemu zlokalizować schemat zaklęcia w układzie elementów. Jednak jak przekształcić w taki sposób sondę? To proste. Czysta energia w swej pierwotnej naturze nie była zmieniona wolą maga, była niezapisana, zaklęcie zaś samo w sobie było przekształceniem woli w zapis, nakaz. Jak nikt rozumiał naturę magii, jej budowę. Wystarczyło wymazać z sondy cząstki odpowiadające za rozpoznawanie czystej, niezapisanej magii. Wyjąc z całości niektóre puzzle. Dzięki temu bez problemu ujrzałby odmienione elementy.

Wówczas, gdy już odnalazłby serce zaklęcia, musiał podjąć trudniejszy krok. Zniszczyć je. Z pewnością posiadało własny zasób mocy służący do podtrzymywania swej funkcji. Mógłby próbować unicestwić każde wiązanie woli twórcy, ale to było niepotrzebne. Wystarczyło przeciąć główną żyłę, a zaklęcie samo utraci swoje właściwości. Chyba że miało w sobie nadpisaną funkcję samo-naprawczą, w co jednak wątpił. Ponawiając słabe próby wyciągnięcia energii z kamienia widziałby, które części zaklęcia reagują, które mają pierwszeństwo i największą intensywność. Zlokalizowawszy najważniejsze zamierzał je zniszczyć. Wybrał jedną sondę i ponownie postanowił ją zmienić. Wymazałby z niej wszystko pozostawiając niezapisany nośnik. Na niego nałożyłby ładunek energii (pierw nieco go rozrzedzając, by mógł przeniknąć przez wodę), który dodałby do schematu zaklęcia. Ładunek ten miał uszkodzić wiązania w najważniejszych częściach ochronnego zaklęcia i w efekcie zniwelować jego działanie. W ten sposób otwierając mu drogę do źródła mocy.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

07 lis 2014, 23:13

MG

Przeprowadzanie eksperymentów w takich warunkach nie było zbyt szczęśliwym pomysłem. Anemetius testował swoje teorie w otoczeniu setek ton słonej wody, pod ogromnym naciskiem potężnego ciśnienia i pracując na jednym z niewielu tak zasobnych źródeł czystej mocy. Nawet gdyby jego założenia okazały się zgodne z prawdą, coś po prostu musiało pójść nie tak. Na szczęście obyło się bez podwodnych wybuchów. Ascendent odkrył po prostu, że po pozbawieniu swoich sond możności absorbowania doznań związanych z czystą energią magiczną po wprowadzeniu ich do kamienia nie dostaje właściwie żadnych zadowalających wyników. Jego zdolności percepcyjne nadal były silnie zakłócane przez obecność mocy, toteż nie potrafił wyprowadzić dodatkowych wniosków.

Po chwili jednak obraz kamienia stał się dla niego nieco wyraźniejszy. Zrozumiał, że może być on miejscami niejako pusty w środku. Wydawało mu się też, że wnętrze badanego przezeń obiektu jest generalnie mniej zbite i mniej gęste, choć wiedział mogły być to doznania fałszywe. Poza tymi rewelacjami nie odkrył właściwie nic nowego. Nie było żadnych żył, połączeń ani wyraźnej struktury zaklęcia, którą mógłby odkryć. Czysta moc była po prostu przyciągana do kamienia. W niektórych miejscach nieco mocniej, a w niektórych słabiej, to prawda – lecz były to różnice marginalne. Obca wola działała na ogół zaklętej w przedmiocie mocy, przyciągając wszelkie jej cząstki właściwie po równo. Anemetius kompletnie nie znał się na sztuce przerywania cudzych zaklęć i póki co nie postanowił jeszcze podejmować przyspieszonej nauki na własną rękę.

Gdy jasnym stało się, że w obecnej sytuacji jednym rozwiązaniem jest rozwiązanie siłowe, w umyśle energetycznej istoty pojawił się pochodzący z zewnątrz obraz. Był dość silny, zdolny do przyprawienia zwykłego śmiertelnika o mocny ból głowy, jednak Anemetius nie miał problemu z jego interpretacją. Telepatyczny przekaz składał się z obrazów i odczuć, niełączących się w żaden znany dwunożnym istotom dialekt. Ascendent przyswoił wszelkie jego niuanse i z łatwością odnalazł sens, który zamykać mógł się w kilku prostych słowach.

- Dlaczego burzysz spokój naszych dzieci?

Jasnym stało się też, że dla istoty, która wysyłała owe obrazy, Anemetius wydaje się kimś małym i nieznaczącym. Była wyniosła, a mimo tego zdecydowała się na nawiązanie kontaktu, co świadczyło o tym, że była nim zainteresowana. Być może podjęła jakąś niecodzienną próbę ochrony swojego pełnego mocy kamienia. Motywem mógł być więc najzwyklejszy strach. Inna sprawa, że głębiny nie wydawały się miejscem, w którym często można z kimś porozmawiać – choćby w tak nieoczywisty sposób – więc w grę wchodziło też coś na kształt nudy. Prawdziwe intencje obcej jaźni, która nagle zapukała telepatią do umysłu ascendenta zostały przed nim ukryte, co pozwalało wysnuć wniosek, jakoby była ona obeznana z tego typu sposobem komunikowania się. Z jej „głosu” emanowało zebrane w wyniku zaawansowanego wieku doświadczenie.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

08 lis 2014, 17:45

Nie wiedział co poszło źle. Miał pewne przypuszczenia, teorie, lecz nie czas był, żeby je rozważać i analizować. Mimo swej ogromnej wiedzy wciąż istniało wiele aspektów, których nie potrafił przejrzeć. Nie był wskaże nieomylny, nikt nie jest, fakt ten budził w nim gniew i opór, lecz był on raczej wynikiem urażonej dumy, iż coś idzie nie po jego myśli. Wszakże czyż nie był lepszy? Doskonalszy? Nieudana próba poirytowała go. Odsunął jednak wszystkie emocje przywołując czystość myśli. Cóż czynić dalej?

Niespodziewanie do jego jaźni napłynął złożony przekaz telepatyczny. Odebrał go bez żadnego problemu, chociaż jego struktura znacząco przewyższała używane przez śmiertelne rasy niższe. Swą budową i sposobem zawierania informacji przekaz przypominał ten używany przez byt z biblioteki. Czyżby znowu natrafił na jedną z tych istot? Sposób, w jaki zostało zadane mu pytanie wskazywał, że miał do czynienia nie z jedną istotą, ale wieloma, być może jakąś formą kolektywu wyższej świadomości. Trudno było ocenić na tym etapie.

Ponieważ potrzebuję mocy – odpowiedział zgodnie z prawdą używając tego samego sposobu co obca jaźń. Silenie się na pokrętne wyjaśnienia wydawało mu się być zbędne . Zresztą nie miał zamiaru się tłumaczyć ani kłamać. Energię mógł wchłonąć w każdej chwili używając siły. Nie robił tego tylko dlatego, iż zwyczajnie pewną porcję mocy by zmarnował na walkę z zaklęciem, a takie marnotrawstwo uważał za głupotę. Ale jeżeli nie będzie innego wyjścia, uczyni to.

Czym jesteście? – spytał. Istota wzbudziła w nim zainteresowanie i nie byłby sobą, gdyby nie chciał dowiedzieć się o niej czegoś więcej.

Wróć do „Jednostki pływające”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.