Statek „Vor’an”

Pływające po Morzu Smoczym nieliczne statki pochodzą głównie z dalekiej Północy, podczas gdy morza południa przepełnione są zaawansowanymi jednostkami Niezależnego Księstwa Lokent oraz piratami.
Awatar użytkownika
Ray'ash
Posty: 22
Rejestracja: 18 wrz 2011, 22:04

Statek "Vor'an"

24 wrz 2011, 22:04

Vor'an, tak nazywał się statek Ray'asha. Był średnich rozmiarów okrętem, jego dziób zdobiła rzeźba głowy lwa. Vor'an był klasycznym przedstawicielem statków jakimi po morzach całego świata pływała rasa Ray'asha, było to bardzo dziwne bo odkąd to koty lubują się w żegludze. Sprawa wygląda następująca Wor'asu kochają pływać po morzach i oceanach wbrew wszelkim stereotypom, są on świetnymi kapitanami statków, bardzo sprawnymi wojownikami ale niestety nie posiadają jednej bardzo ważnej cechy, która jest niestety niezbędna na morzu– BRAK WYCZUCIA KIERUNKU. Brak tej cechy powodował że nigdy na morzu nie widywamno więcej niż jednego Wor'asu na statku ale dość już o kotach przejdźmy do opisu załogi :wink: . W skład załogi Vor'an wchodzili głównie sami ludzie Ray'ash nie zbyt tolerował inne rasy niż ludzi. Ludzi na statku było faktycznie dużo jak na taki statek około 50 osób lecz nie byli to zwykli przeciętni wioślarze ale wykwalifikowane Wilki Morskie. Każdy z nich w obliczu abordażu czy innych okoliczności sięgał po broń, uzbrojeni byli głownie w miecze i tarcze ale nie pogardzali też łukami. Przejdźmy do uzbrojenia samego statku, stanowiło je 24 armaty ustawione na burtach okrętu. Sam okręt wykonany był z bardzo solidnego materiału stanowiło je drewno z tajemniczego drzewa pochodzącego z krainy Ray'ash'a było ono twarde niczym stal oraz nie paliło sie tak dobrze jak normalne drewno. Ostatnimi czasy na statku zabrakło pierwszego oficera który jako jedyny znał kierunki świata(skończył w paszczy rekina za wywołanie buntu). Ray'ash ma nadzieje że uda mu się znaleźć pierwszego oficera ze znajomością kierunków świata.



Obrazek
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Golfeg
Posty: 58
Rejestracja: 07 wrz 2011, 21:53
GG: 1138215
Karta Postaci: viewtopic.php?p=11218&highlight=#11218

17 paź 2011, 00:13

Golfeg zauważył nagle narastającą chmarę sokołów. Było ich na tyle dużo, że pokrywały całą widoczną pokrywę nieba. Chwila nie minęła, kiedy nagle całe stado, rzuciło się w kierunku statku, szatkując w pewnym sensie wszystko co się da. – Pewnie to ta podstępna żmija i pijaczka je do tego namówiła. Czemu akurat teraz wszyscy zeszli na dół?!?! – wykrzyczał rozwścieczony Golfeg. Wtem Golfeg ujrzał gdy wielki sokół ukazał się na horyzoncie. – Pewnie to jakiś chłopak tamtej ślicznej dupeczki, szlag niech ją trafi. Za długi jęzor ma i stało się. Macane lepiej rośnie, ale najwidoczniej nie zależy jej. Głupie babsko! – mówił do siebie Ogr, wymyślając jakąś strategie. Uchylając się przed mniejszymi, wzrok cały czas trzymał na tym potężnym sokole. Przyglądając się coraz to uważniej, spostrzegł pewną analogię. Gdy przywódca stada miał atakować, wtedy małe robiły zamieszanie, które miało zdezorientować ich cel. Powtarzało się to niejednokrotnie. Po wielu strudzonych walk ze smokami wiedział jak ma sobie on z nimi radzić, miał nadzieję, że i w tym przypadku to doświadczenie mu pomoże. Pierwsze co zrobił to poprawił swoje wielkie pantalony, aby to mu nie spadły przy pierwszym lepszym ataku. Gdy to nastąpiło poczuł jak to pot wielce spływa z jego głowy wzdłuż pleców robiąc na tym dziwny wzór przypominający głowę Elathorna, tak też uważam, że to jest dziwne… Po niedługiej chwili dobył Ogr swoje muszkiety, odczekał chwilę i wyczekiwał moment, w którym ptaszyna znowu zaatakuje. Sekundy trwały jak wieczność, a wszystko dlatego, że Ogr za wszelką cenę chciał uratować załogę, która pomogła by mu dotrzeć do ukochanego maga. Dobrze nastąpiła ta chwila, sokół rozpoczął atak na kolejną ofiarę, niestety była to osoba, z którą Golfegowi świetnie się piło. – Cel uświęca środki – pomyślał Ogr, kiedy ptaszysko nabierało prędkości. Wtedy Ogr oddał dwa strzały, tak aby jeden trafił w oko sokoła, a drugi zaś wycelowany był w pirata, który byłby zaatakowany. Golfeg miał nadzieję, że sokół szybko chwyci swoją ofiarę i w ten sposób będzie w stanie zranić ptaka, jeżeli plan by zawiódł to zmniejszy cierpienia kamrata, jeżeli nie, to sokół będzie poważnie ranny. Oddając strzał Golfeg rzucił się w bok, aby ptaszysko nie mogło zauważyć skąd oddany został strzał. Golfega zżerała tylko ciekawość czy mu się udało. Wiedział, że następnym jego ruchem będzie "zmiękczyć" ptaka!
Awatar użytkownika
Ray'ash
Posty: 22
Rejestracja: 18 wrz 2011, 22:04

17 paź 2011, 17:15

Po chwili rozmowy z przyjaciółmi Ray'ash usłyszał coś bardzo dziwnego jakby stukanie w górny pokład i krzyki marynarzy– Co się tam dzieje?– pomyślał. Po wejściu na górę zobaczył straszny widok setki a nawet tysiące sokołów kołujących nad statkiem i pikujących w stronę marynarzy, z całej tej chmary wyrózniał się jeden osobnik bardzo duży jak na swój gatunek– Nigdy takiego nie widziałem, co to może być?– Ray'ash zauważył ciekawą rzecz mianowicie, mniejsze sokoły nie robiły krzywdy załodze tylko jakby rozpraszały ich uwagę, natomist tylko ten wielki sokół ranił marynarzy– Trzeba go koniecznie zabić– Wor'asu szybko sklecił kilka słów w swoim dziwnym języku, w jednej chwili jego topór rozbłysk niebieskim blaskiem– Mamy duże kłpoty, terzeba nam planu!– wykrzyczał zdezorientowany kapitan. W pewnej chwili jego wzrok przykuł Golfeg który chyba miał plan– Wyciąga muszkiety chce chyba ustrzelić to coś, musze go osłaniać. Golfegu strzel mu w łeb, będę cię osłaniał!!!– wykrzyczał Ray'ash. Wybiegł na środek pokładu z dość niekonwencjonalym planem w głowie, stojąc na środku wydał z siebie przereżający ryk, był tak przeraźliwy że nawet umarli przekręcili by się w grobie po usłyszeniu go– Mam nadzieje że to chociaż na chwilę zdezorientuje te wredne ptaszyska.
Awatar użytkownika
Erasos
Posty: 24
Rejestracja: 23 wrz 2011, 22:09

18 paź 2011, 11:59

Erasos kończąc rozmowę z kapitanem usłyszał w swojej głowię dziwny głos przez chwilę zastanawiał się, do kogo należy czy to demon mąci mu w głowie czy jakaś inna piekielna istota. Nie zastanawiał się długo krzyki i jęki marynarzy z górnego pokładu zaraz sprowadziły paladyna na ziemię. Widząc wybiegającego Ray'ash dobył miecza i chciał ruszyć za nim, lecz nie mógł się ruszyć coś jakby przejęło nad nim kontrolę. Oczy napłynęły krwią, wszędzie były płomienie a przed nim stał demon w całej okazałości uśmiechał się szyderczo w stronę Erasosa i przemówił – Nie idź tam to nie twoja walka – wycharczał a jego głos mroził krew w żyłach. – Musze tam iść, nie mogę tak stać i słuchać jak giną -wykrzyczał w stronę demona spluwając mu w twarz. Issoth zaśmiał się gardłowo – I co ty człowieku możesz zrobić nie jesteś w stanie mi się przeciw stawić – Lecz plugawy pomiot skulił się przed potężnym rykiem Ray'ash, przez co władza nad paladynem osłabła. Korzystając z okazji Erasos skupił w sobie moc. Rozbłysło białe światło wszystko zniknęło. Wyczerpany opadł na kolano podpierając się mieczem. Po chwili, kiedy wróciły mu siły wstał i ruszył w kierunku schodów, mając miecz w jednej ręce a tarcze w drugiej. Wchodząc już na pierwszy schodek nagle z góry stoczyła się ludzka głowa oderwana od reszty ciała. Erasos znał tego człowieka to był Bocian ten sam, z którym kilka dni temu pili rum wesoło śpiewali sprośne piosenki. A teraz on leżał bez ruchu, przynajmniej jego cześć ostatnie, co było widać na zakrwawionej twarzy tego nieszczęśnika to strach, bezgraniczny strach, który paraliżuje całkowicie. – Biedny bocian szkoda człowieka. – pomyślał po czym wybiegł w kierunku pokładu. Wychodząc słońce oślepiło Erasosa, który od razu zasłonił się tarczą. Po krótkiej chwili, kiedy jego oczy przyzwyczaiły się do światła, ujrzał straszny widok. Statek był atakowany, cała załoga biegała bez ładu i składu próbując odgonić lub zabić mniejsze ptactwo, które uprzykrzało im życie. Najgorszy był jednak przywódca stada. Co chwila łapiąc jednego, dwóch marynarzy rozrywając ich na strzępy. Był to straszny widok ludzie w panice próbowali ratować własne życie. Erasos nie mogąc nic zrobić mieczem schował go do pochwy i założył tarcze na plecy. Kątem oka dostrzegł łuk i strzały należące do jednego z zabitych. Szybko chwycił broń, początkowo nie wiedział jak się strzela, ale obserwując jak robi to reszta załogi. Nie wyglądało to na skomplikowane. Mniejsze ptactwo nie ułatwiało nauki strzelania. Skończył się na tym, że strzała poleciała w niezamierzonym kierunku i trafiła jednego z marynarzy w lewy pośladek, sytuacja wyglądała by śmiesznie gdyby nie fakt, że są atakowani przez nieznośne ptactwo. Niestety nieszczęśnik zdążył tyko krzyknąć zaraz został porwany przez wielkiego sokoła. Krew w nim zawrzała. – Celujcie w przywódcę. Zabić go! Zabić! – Krzyczał żeby zmobilizować załogę do działania.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

19 paź 2011, 17:35

MG
Okaleczona, bez żagli, spływająca krwią i pierzem krypa – Vor'an nie przypominał statku, którym był jeszcze chwilę temu. Na jego pokładzie rozpętało się istne pandemonium – sokoły Zachodu w szaleńczych atakach miotały się, raz po raz ulatując w górę, aby po chwili pikować na zdezorientowanych marynarzy. Cała scena była zupełnie odrealniona, również za sprawą wielkiego ptaka, który atakując swoim dziobem dosłownie oddzielał mięso od kości swoich ofiar. Sokoli generał otrzymał jasne rozkazy, które jak dotąd wypełniał w stu procentach. Korzystając z początkowego zamieszania udało mu się zabić wielu członków załogi, jednak teraz przeszli oni do defensywy, stając się dla pierzastych trudniejszym do eliminacji celem.
Krzyki ludzi zwabiły na pokład kapitana statku oraz rycerza z mieczem i tarczą. Obaj stanęli jak wryci, obserwując mrożącą krew w żyłach walkę na śmierć i życie wśród pozrywanych płócien żagli, w wielu miejscach malowniczo zbroczonych krwią. Najwidoczniej nie chcieli pakować się w frontalną walką, krzyczeli tylko i wymachiwali rękami, po czym kotołaczy dowódca łodzi ryknął przerażająco, usiłując odstraszyć najeźdźców i zapanować nad sytuacją. Jego główny przeciwnik, bursztynowooki sokół o przenikliwym spojrzeniu wypatrzył go ze swej nadziemnej pozycji i w mig pojął, że eksterminacja Ray'asha jest kluczowa dla zwycięstwa. Ogromne cielsko zapikowało na kapitana, zamierzając zatopić w nim swoje szpony. Nie docenił jednak postawy znajdującego się na pokładzie, wysokiego i potężnego ogra, który nie bacząc na kołujące nad nim sokoły wystrzelił ze swoich topornych muszkietów. Jego broń była prymitywna, a wybuch obu wykonanych strzałów poniósł się echem po całym porcie, dając efekt, który chciał wywołać Ray'ash – odstraszył część ptaków, skonfundowanych, ogłuszonych i niezdolnych do koordynacji swoich ataków. Jedna z kul muszkietu trafiła w szybko poruszający się zarys sokolego przywódcy, zbijając tor jego lotu i prawdopodobnie ratując kapitanowi życie. Na szczęście nie wiedział on, że druga, chybiona kula została wymierzona w niego, przez co mógł odczuwać jedynie ulgę.
Kotołak oberwał potężnym skrzydłem, które właściwie miotnęło nim na kilka metrów, z impetem sadzając na pokładowych deskach. Obity tyłek był jednak niczym w porównaniu z ranami, których mógłby doznać, gdyby nie interwencja Golfega.
Sokół miał twarde lądowanie, jednak jego refleks i umiejętności pozwoliły mu szybko odzyskać równowagę. Na cel obrał sobie najbliższą postać – Erasosa. Niezdolny do efektywnego lotu uniósł się jedynie na małą wysokość i z szybkością wystrzelonej z łuku strzały natarł na rycerza, godząc go dziobem w bark. Ranny nie miał innego wyboru, jak tylko walczyć, aby ocalić życie.
Awatar użytkownika
Erasos
Posty: 24
Rejestracja: 23 wrz 2011, 22:09

23 paź 2011, 22:35

Erasos widząc jak potężne ptaszysko naciera na w jego kierunku próbował strzelić do niego z łuku, lecz jego marne umiejętności nie pozwoliły mu nawet oddać strzału. Sokół błyskawiczne wleciał w paladyna dziobiąc go w ramie, impet uderzenia wyrzucił bezwładnie ciało rycerza, który roztrzaskał drzwi od kajuty kapitana. Słychać było trzask kości i drewna. Erasos wylądował na środku pomieszczenia, ze złamaną ręką i krwawiącą raną próbował wstać, ale wszystkie mięśnie protestowały. Spojrzał się w stronę drzwi widział głowę sokoła, która utknęła w wąskiej framudze. Z powodu utraty krwi i doznanych złamań, zrobiło mu się czarno przed oczami i zemdlał.
Awatar użytkownika
Ray'ash
Posty: 22
Rejestracja: 18 wrz 2011, 22:04

20 lis 2011, 22:41

Mój zadek!!!– wykrzyczał Ray'ash, na szczęście kapitan nie odniósł większych ran, impet uderzenia oszołomił go tylko. Gdzie ja jestem, czy to sen czy jawa? Czy ja żyje a może to już koci raj? -po chwili dziwnych przemyśleń Wor'asu zebrał się w sobie i zobaczył coś strasznego– MOJE DRZWI, MOJA KAJUTA!!!– Ray'ash'a ogarnęła niepohamowana złość w jednej chwili miał ochotę zabić każdego na tym statku– Oddychaj, oddychaj może nie jest tak źle– po tych słowach kapitan zdecydował się na odważny lecz bardzo lekkomyślny ruch. Widząc że sokół zaklinował się w futrynie zebrał całą energię i rzucił swoim toporem w kierunku ptaszyska z nadzieją że rozpłata go na pół– Mam nadzieję że Erasos nie oberwie– jeden silny zamach i topór poleciał w kierunku ptaka. Chyba o czymś zapomniałem?– zastanawiał się Ray'ash podaczas wykonywania rzutu– O kurwa!!! Erasosie uważaj!!!– może paladyn usłyszał donośny głos kapitana inaczej nie skończy się to dobrze.
Awatar użytkownika
Golfeg
Posty: 58
Rejestracja: 07 wrz 2011, 21:53
GG: 1138215
Karta Postaci: viewtopic.php?p=11218&highlight=#11218

07 gru 2011, 23:22

Gdy Golfeg zobaczył co się dzieję na statku, postanowił przemyśleć całą sytuację. Wtedy pomyślał – Co tu zrobić? Co tu zrobić? – pomyślał przez chwilę wielki Ogr. – Muszę coś zrobić, inaczej przecież nie dostanę się do mojego Elathorna! Wiem! Od czego przecież mam zmiękczacz? – wypowiedział Golfeg dumiąc się w sobie. Po tych słowach, wielki i teraz już czysty dobył Zmiękczacz, jego cudowną broń. Rozeznał całą sytuację. Wiedział, gdzie chce zaatakować, aby pozbawić życia ptaszyska. Sekunda nie minęła, kiedy mogliśmy już, zauważyć szarżujące bydle, które pędziło niczym wiatr w stronę sokoła. Ogr poczuł tylko wpijające się zadek gatki, które sprawiały dyskomfort, ale tym razem to się nie liczyło! Obciągając maczugę mocno za siebie, wyrwał zamaszysty i bardzo(przynajmniej według niego) mocny cios prosto w skroń ptaka. Wiemy, że jest to zmiękczacz, dlatego efekt jaki uzyskamy zaraz się okaże!
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 gru 2011, 17:04

MG
Gdzie napisałem, że sokół zaklinował się w futrynie, albo to, że dziobie Erasosa w ramię? Może właśnie odrąbał mu głowę i właśnie bawi się kotołakiem jak swoją zabawką z czasów, gdy był pisklęciem? Po raz pierwszy i ostatni akceptuję Twoje naginanie roli gracza w sesji i przyjmę, że faktycznie wymienione przez Ciebie wydarzenia miały miejsce, gdyż już zdążyłeś wprowadzić innych w błąd.
Poza tym, Już dawno jest po oblężeniu, więc nie dostaniecie za akcję żadnych nagród, a karą są zniszczone żagle statku, częściowo zdemolowana kajuta kapitana i do nogi wybita załoga. Ponadto rekonwalescencja Erasosa potrwa na fabule bardzo długo.

Erasos zemdlał, ugodzony przez sokoła w ramię, po czym stoczył się wgłąb kajuty kapitana, uderzając głową mocno o podłoże. Wiedziony rządzą mordu wielki ptak ruszył na swojego przeciwnika, na całe szczęście zaklinowując się wa framudze i prawdopodobnie ocalając życie zupełnie nieporadnemu rycerzykowi. Sytuację wykorzystał Ray'ash, miotając swoim toporem, jednak nijak nigdy wcześniej tego nie ćwiczył, więc chybił, celując nawet do nieruchomego celu. Topór utkwił kilka cali przed pazurami sokoła, wzbudzając jego zainteresowanie. Ogromne ptaszysko posiadało swoją inteligencję i ta próba ataku siekierzyskiem wzbudziła jego gniew. W końcu był sokolim generałem, a nie kurą, której łeb można ściąć na pieńku toporem!
Sokół postanowił sam wykończyć kapitana statku. Załoga została przetrzebiona przez latające wokół, wiedzione rozkazem swego dowódcy sokoły, wielu marynarzy rzuciło się do ucieczki poprzez wodę, znajdując w jej odmętach jedynie śmierć celnie przebijających najważniejsze tętnice sokołów. Na pokładzie nie został nikt prócz Ray'asha i Golfega, który drapiąc się po tyłku rozmyślał nad czymś, na co ewidentnie wskazywał wyraz jego ogromnej, okrągłej twarzy.
Kotołaczy kapitan nie miał możliwości odparcia ataku szybkiego jak myśl sokoła, z resztą nawet nie próbował. Na szczęście Golfeg w końcu ruszył swoje tłuste dupsko i ruszając do boju z okrzykiem godnym jego rasy z całej siły walnął sokoła pałą przez łeb, aż pióra rozpierzchły się po całym i tak już uświnionym krwią i pierzem pokładzie. Odgłos gruchotanej czaszki był nie do opisania, niczym surrealistyczna aria trzasków odezwał się głośno, wyraźnie i dobitnie, jak końcowy dźwięk nieudanego przedstawienia. Mniejsze sokoły zawyły zgodnym skrzekiem, wzbijając się w powietrze i odlatując w stronę lądu, szybko niknąc za chmurami.
Krypa, która bez żagli znacząco zboczyła z kursu jakimś cudem dobiła do portu nad spalonym Varti, stanowiącym stację przeładunkową i handlową, obecnie pustą na skutek wojny, ale nadal zdatną do użytku. Statek trzeba było szybko zakotwiczyć, a z pewnością nie nada się on do użytku jeszcze przez długie miesiące. Zniszczenia były ogromne, lecz pozostali na statku Erasos, Ray'ash i Golfeg mogli dziękować, że w udało im się w ogóle przeżyć.
Awatar użytkownika
Golfeg
Posty: 58
Rejestracja: 07 wrz 2011, 21:53
GG: 1138215
Karta Postaci: viewtopic.php?p=11218&highlight=#11218

13 mar 2012, 20:42

Golfeg po dumnej wygranej z opierzonym ptaszyskiem podniósł swój łeb. Rozejrzał się dookoła i odetchnął z ulgą. Widok krwi, ciał oraz smrodek wojny pobudził w nim małego zabójce. Teraz liczył tylko, aż do płynie do brzegu i rozpocznie nową przygodę, w której będzie szansa na świeże mięso! Spoglądając jak wrak dopływa do brzegu rozmyślał gdzie mógłby dostać książkę kucharską "Co i jak z trzewi". Właśnie tak! Nutka rozkoszy dla oka z zabicia zwierzyny, i dla żołądka z uczty. O tak! O właśnie o to chodzi! To jest teraz jedynym celem Ogra. Dokując statek odpłynął w myślach i przełknął ślinkę gdy tylko pomyślał o faszerowanych udkach ludzkich z polewom z osocza. Pycha!

z/t

Wróć do „Jednostki pływające”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kokorosz
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.