Górska polana

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.

Moderator: MG

Ir

Górska polana

23 lut. 2011, 16:16

Nareszcie dotarła do miejsca o którym opowiadał jej jeden z wiernych. Polana ta porośnięta była różnobarwnym górskim kwieciem. Można na niej było znaleźć rożnego rodzaju zioła lecznicze potrzebne do wyrobu maści i innych medykamentów. Położyła kosz na trawie i rozpoczęła zbieranie. Jesienne słońce mimo, że wciąż grzało, nie dawało już dostatecznego ciepła więc nałożyła kożuch otrzymany od Opata.

Po skończonej pracy rozłożyła kosz i usiadła na nim. Wyjęła prowiant i książkę na temat uzdrawiania.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru. 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

09 sie. 2012, 05:25

MG

- Jak kogoś spotkasz, powiedz mu, że Harrel się zbliża! - rzucił jeszcze mężczyzna za biegnącą w stronę drzew Ari, krocząc kilka metrów w prawo przed bełtami, które zaczęły coraz bardziej kierować się w jego stronę - Trzymaj się blisko Anli, najlepiej nie wychodź z chaty! - dodał, zwalniając chęciwę i posyłając kolejną strzałę w gnającego ciągle jeźdźca. Mało brakowało. Minęła go o kilka cali tylko dlatego, że pochylił się w siodle. Rycerzyk, jak został nazwany przez malutkiego, śpiącego smacznie, nie świadomego niebezpieczeństwa, Izydorka, nie był tamtemu dłużny. Posłał w jego kierunku bełt, który cudem wbił się w ziemię tam, gdzie jeszcze przed sekundą stał Asgal. Ten rzucił się zręcznie na ziemię, bardziej w bok, niż do przedu, i zrobił piękny przewrót przez prawe ramię. Wylądował na jednym kolanie, drugie miał pod brodą. Skupił się, przygotowywał, zmarszczył brwi i zmrużył lewe oko, prawe niemal dotykało dłoni, dzierżącej cięciwę. Nie chciał zranić konia, co było bardzo trudne. Gdyby celował w niego, problem mógłby rozwiązać się o wiele wcześniej, niż potrzeba. Ale nie, bo niewinny, bo zwierze, bo to na skróty… Ach, to przez ten jego fach, który aż tak szlifował charakter.
Zbiegając między białe pnie wysokich drzew, Ari mogła jeszcze usłyszeć z tyłu skrzek drapieżnika. Ale czy to ptak dostał, czy zaatakował rycerza, czy mu się udało, czy wręcz przeciwnie – tego nie mogła się już dowiedzieć. Zostawiła tą walkę za sobą, chroniąc swe dziecię. Jej kusza nie straszna, ale żyjącemu gryfowi już tak. Postąpiła altruistycznie, bezinteresownie, niczym prawdziwa matka, jak nieobliczalny los nazwał ją ot tak, w jednej chwili.
Zapewne wszystko spadło na nią tak nagle i niespodziewanie, wydarzyło się tak szybko i gwałtownie, że później, gdy już przyjdzie czas na odpoczynek, na zatrzymanie się i oddech, gdy to wszystko się skończy a świat wokół wyda się uspokajać… dopiero wtedy zapewne wszystko do niej tak naprawdę dotrze. Uderzy ją, niczym niespodziewany grzmot podczas burzy myśli w głowie. Widok jajka, rodzącego się gryfa, zostanie mamą, ryk drapieżnika, który chciał go pożreć, walka w obronie dziecka, Asnal, łowca, ucieczka… Co jeszcze? Co jeszcze się wydarzy i kiedy przyjdzie ten czas? Ten na nagły grzmot, olśnienie? Być może wszystko skończy się za chwilę, za sekundę, gdy tylko oddali się od dwóch osób, których nie znała. Gdy ucieknie z Izydorem za drzewa, gdy zniknie z pola widoku. Może wtedy będzie ten czas. Wszystko się uspokoi, a ona będzie mogła ruszyć tam, gdzie zechce, uciec tak całkowicie. A być może nigdy się nie skończy, może los obrał sobie ją na zabawkę w tym życiu i nie wypuści ze swych błazeńskich łap dopóki nie zginie ostatecznie bądź, co gorsza, dopóki nie straci czegoś, co zdążyła chyba pokochać, a na co nie była gotowa. Może odbierze jej to, co przypadkiem jej ofiarował, ot tak, nagle. Tak przecież działał. A co wtedy? Czy ta jedna chwila, ta sekunda, w której mała istotka nazwała ją mamą, czy ona pozwoli jej dalej trwać, gdy to się stanie?
Zapewne życie kobiety uległo zmianie, i to niemałej zmianie. Ulegnie. Przynajmniej emocjonalnie. Psychicznie. Mentalnie. Bo na fizyczność chyba już nic jej nie może pomóc. Jedna chwila, jedna sekunda, przypadek, los, przeznaczenie… A teraz, czy zabawa nadal trwa, czy już się skończyła? Wygrała, czy czeka na klęskę?
Ściółkę pokrywała gęsta warstwa nowoopadłych, żółtych listków oraz nasion drzew. Gałęzie były nieszkodliwe, korzeni na wierzchu brak – teren w miarę równy i bezpieczny. Zagajnik miał długość jakichś dwustu metrów, więc zanim ujrzała za rzadkim podszyciem jego koniec, straciła polanę z oczu.
Nie uszła więcej, niż połowę drogi, gdy kilkanaście metrów przed sobą mogła dostrzec kolejnego tego dnia nieznajomego. Kucał. Bokiem do niej. Sprawdzał coś w ściółce. Oparł dłoń o kolano i spojrzał przed siebie zamyślony. Szukał czegoś, zastanawiał się nad czymś.
Był dużo młodszy, niż Ansal, miał jakieś dwadzieścia, może dwadzieścia pięć lat, a przynajmniej wyglądał na tyle. Krótkie, czarne włosy, smukła sylwetka, ubranie nieco bardziej zadbane, może nowsze, niż tamtego. Jasne, nie brązowe. U pasa miał miecz w pochwie, na plecach nic.
Odwrócił głowę w jej stronę, w zamyśleniu, nie przez to, że mógł ją usłyszeć. Chwilę, sekundę może, jego wzrok nie zmieniał się, brakowało tylko, by mamrotał coś pod nosem. Później jednak otwarł je nieco szerzej, wstał gwałtownie, a jego dłoń mimowolnie powędrowała ku pochwie, lecz nie wyjął miecza. Zbliżył się.
- Witaj, co tu robisz, pani? - niewątpliwe, jakiś krewny tamtego, wzrok podobny, głos jakby też, i to "pani", mimo iż Ari wyglądała na młodszą - Do miasta jakiegokolwiek daleko, a tu bywa niebezpiecznie. Darel me miano. - chciał podejść, ale stanął.
Patrzył na kobietę nieufnie, nawet nieco się cofnął, widząc jej oczy. Zerknął tylko na gryfa mrużąc lekko oczy, po czym znowu na nią. Dłoń była blisko pochwy.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip. 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

09 sie. 2012, 11:24

Mimo, że kochał swoją matkę to teraz najchętniej rozerwałby ją na strzępy. Wielkiego wojownika jak on, nie godzi się się tak nosić. Nie dość, że trzęsie, to jeszcze niewygodnie bo ręce zmieniały ułożenie. Przeklął sobie w myślach, ale by nie obrazić rodzicielki to ukrywał swoje oburzenie.
Czuwał, bo rzecz jasna żaden bohater nie śpi, a jedynie medytuje, słuchając dźwięków lasu. Świsty strzałów, uznał za jedynie dźwięki bardzo brzydkiego ptaszyska. Powoli przyzwyczajał się do niedogodności. Czegoś to się nie robi dla swojego rodzica.
Zapach drzew był wyjątkowo przyjemny, wcześniej nie miał szans się nim delektować, głód wzmocnił wszystkie jego zmysły. Podświadomie zaczął polowaniem, uszy nadstawił i polował na najmniejszy znak ruchu zwierzyny.
Nagle zrobił się mu dziwnie komfortowo, stanęli. Otworzył swoje oczy delikatnie, tak że przypominały jedynie małe szparki. Rozejrzał się leniwie, stali w tym samym miejscy w jakim byli, był ciekaw ile tutaj takich polanek. Dopiero później zaczął wychwytywać różnice we florze i ukształtowaniu terenu.
Głowa skręcała się mozolnie, gryf po przebudzeniu to zły gryf. Z zaciętą miną, wręcz wypełzł z rąk Ari. Jego pulchne ciałko, niczym tłusty robak ześlizgiwało się w dół. Uderzył tyłkiem o ziemie, ściółka zamortyzowała upadek.
Potrząsnął głową szybkę, jakby chciał coś zrzucić. Charakterystycznym zygzakiem kierował się w stronę nieznajomego. Usiadł tuż przed nim i wpatrywał się, a wręcz gapił, na niego swoimi ledwo widocznymi oczami.
Usiadł w dominującej pozie, głowa wysoko zadarta, prosty kręgosłup, sztywnie postawione w równej odległości łapy.
W jego umyśle stworzył proste zdanie, które jednak było za słabe by telepatycznie je przekazać. Zmarszczył brwi i dodał w myślach "oddaj mi swoje jedzenie, słaba istoto, oszczędzę wtedy może Twój nędzny żywot". Z jego "ust" natomiast wydobyło się kilka uroczych pisknięć.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip. 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

11 sie. 2012, 12:40

Dostała zadanie. Ostatnie słowa hodowcy, którego imię albo wyadło jej z pamięci, albo jej się nie przedstawił, stawiały sprawę jasno. Powiadomić kogoś, kogo imię zaczyna się na "a" o tym, ze Harrel się zbliża. Niestety, na swej drodze spotkała kogoś, kto przedstawił sie jako Darel. I cóż miała zrobić? Imię podobne do tego, które nosił łowca, tak więc na Ari skóra się zjeżyła. Zaufać kolejnej napotkanej osobie?
Izydor oczywiście musiał wyskoczyć jej z rąk i podreptać w stronę nieznajomego. Ba, wręcz pocwałował. Odważy malec, ale taki nieroztropny.
– Tak, niebezpiecznie… kim jesteś panie? – na wszelki wypadek, zanim wyjawi, ze ucieka przed łowcą, wolała sprawdzić, czy nie natrafiła na jego kompana. Gdyby tak się okazało, musiałaby zacząć łgać.
Miała się dostać do chatki do… do Anli! Przypomniała sobie. Tylko teraz musiała pozbyć się tego Darela. Kim był, czego chciał, dlaczego był taki milutki i dlaczego prawieże chwytał za broń? Tyle pytań, tyle wątpliwości.. Za dużo na jednego, małego zombie.
– Izydor… – nie mogła pozwolić, aby maluch tak rzucał się do walki z każdą napotkaną istotą. W końcu nie każdy odbierze to jako zabawę. Znów spróbowała wziąć go na ręce. Zabawne… ona go łapie, on się wyślizguje i zwiewa… tak w kółko.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru. 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

12 sie. 2012, 22:47

MG

Kobieta źle zrozumiała słowa hodowcy. Zapewne przez sytuację, która kazała działać szybko i pozostawiała mało czasu na zapamiętywanie. Miała powiedzieć pierwszej napotkanej osobie o łowcy, a Anji w chacie miała nie opuszczać. Kobieta zrozumiała, że to jej ma powiedzieć o zbliżającym się na koniu mężczyźnie. Przez to czas uciekał, tracili go. Marnowali.
Darel stał tam kilka kroków od niej nieufnie, zauważając coraz więcej szczegółów, które mówiły mu, iż przed sobą ma nie człowieka, a jakąś jego imitację. Prawą dłoń miał gotową, by wyciągnąć miecz w odpowiednim momencie, lewą odgarnął niedługą grzywkę z czoła. To był chyba jego odruch bezwarunkowy, bo włosy miał krótkie na dwa cale maksymalnie, nijak nie przeszkadzały mu w widzeniu. Przeniósł wzrok z Ari na biegnącego ku niemu ptaka. Gryfa. Cofnął się o krok, nie chciał wchodzić w kontakt z nieznajomymi. Był widać ostrożniejszy, niż swój… ojciec? Wuj? Może dziad? Niee.
- Ja… - zdziwił się, gdyż już się przedstawił, a ona nadal nie, a na dodatek nie miał pewności co do jej natury - Ja jestem wojownikiem… czasami pomocnikiem ojca w… w hodowli… - mówił powoli, gdyż nad czymś się intensywnie zastanawiał, mrużąc oczy i przekręcając niedostrzegalnie głowę na boki – ptaka zignorował, znowu kierując wzrok ku kobiecie - …ale ty. Ki… kim jesteś i co tu robisz? - zawahał się przy słowie kim, jakby nie wiedząc, czy to odpowiednie słowo - Czy… czy… Cholera. Dobra. Otwarcie. Widziałaś starszego mężczyznę, czarne włosy, łuk, torba…? I, wybacz, że pytam, nie grzebałaś czasem przy polu energii tu w pobliżu?
Chyba się złapał na tym, że jego powolna mowa sprawia wrażenie, iż jest jakimś niedorozwiniętym idiotą, bo potrząsnął głową, zrobił krok do przodu, choć nadal nieufnie, i zaczął mówić żywiej, szybciej.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip. 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

13 sie. 2012, 00:01

A więc wszystko się wyjaśniło. Darel okazał się byc synem hodowcy, który kazał uciekać jej przed Harrelem, łowcą. Takie wyjaśnienie w zasadzie ją zadowoliło.
– Nie atakuj, nie zrobię ci krzywdy. Jestem Ari. Wydaje mi się, że spotkałam twojego ojca. Mam przekazać, że Harrel się zbliża.
Tę część mieli już wyjaśnioną, ale pole energii? Oczywiście, narodzenie się takiego stwora jak gryf mogło wprowadzić do świata jakiś ładunek energii, ale czy na tyle duży, aby Darel o tym wiedział? Ari nie miała nawet pojęcia o jakim polu mowa. Dopiero po chwili dotarł do niej inny sens pytania. Czy grzebała przy polu energii? Uch, a czy ona nie miała innych spraw, niż babrać się w ziemi?
– Myślę, że rozmowy o tym polu będą musiały poczekać, aż dotrzemy do chaty. Hodowca wspominał coś o Anji. Wiesz, gdzie ją znaleźć?
Tak jak wspomniał Głos Opatrzności, tracili czas. Nie mogła pozwolić na to, aby upłynęło go więcej.
Zabawnie było słuchać, jak chłopak duka słowa, zastanawiając się które moze powiedzieć, a które lepiej przemilczeć. Na dłuższą metę byłoby to męczące, jednak dzięki opiekuńczym duchom Darel zebrał się w sobie i po chwili mówił już płynniej.
Niepokojące odgłosy z polanki były ledwie słyszalne, jednak nieumarla wiedziała, że nadal coś się tam dzieje. Hodowca musiał stawiać opór łowcy, w przeciwnym razie jeździec już by ich dopadł. Czego się obawiała? Że mlodzieniec popędzi na pomoc ojcu. Nie, nie bała się, ze zginie trafiony przypadkowym bełtem. Martwiła się raczej o to, ze sama może nie znaleźć drogi do chatki.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip. 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

14 sie. 2012, 20:38

Z zamkniętymi oczami cieszył się wiaterkiem, jęzor z którego spływała ślina wystawał z ostrego dzioba. Chciał jeść, jako wojownik który wszystkie cnoty posiadał wykazał się nadludzką wręcz cierpliwością. Minęło całe pół minuty nim podniósł pierwszą powiekę. Robiąc specyficznego zeza, zerknął ma paszcze, na istotę i znów na paszcze. Nie dostrzegło jedzenia, zdumiony wziął głęboki oddech. Wzrokiem zabójcy śledził przeciwnika. Sięgał po błyszczący badyl, jako że Izydor nie lubił lśniących gałązek zrobił krok w tył.
Niczym rasowy wojownik, okrążał swojego nemezis. Czekał na jego ruch, ogon mu dęba stanął, a łapy coraz żwawiej skakały. Rodził się w nim właśnie instynkt mordercy. Już miał skakać, już miała się polać krew gdy poczuł dotyk czyiś dłoni na jego zadku. Spiął je automatycznie, wstrząsnął nim silny dreszcz. Odwrócił głowę z zamiarem odgryzienia oponentowi ręki. Matka miała szczęście, że gryf kierował się wybitną inteligencją, bo inaczej musiała by się pożegnać z kończyną. Bo kto by mógł zakradać się do mistrza bez pozwolenia?!
Walczył zaciekle, ale rodzicielka trzymała go w mocarnym uścisku. Wiercił się niczym świeżo wyciągnięta z ziemi dżdżownica, na nic mu to jednak było. Rzecz jasna winę za jego słabości ponosiła tajemnicza hipnoza, połączona z zaskoczeniem. Nie mógł jednak tej sprawy pozostawić samej sobie, syczał (choć to piszczenie bardziej było) złowrogo. Oczekiwał kiedy jego mamusia rozerwie mężczyznę na strzępy.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru. 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

14 sie. 2012, 22:21

MG

- Harrel!? Ja pierdole, nie daje za wygraną skurwysyn… Blisko jest, sam? Ech… Muszę tam iść! - dobył broni, ignorując całkowicie ptaka i pierwsze słowa kobiety, wyminął ich i zrobił kilka szybkich kroków w stronę polany. Te kilka pytań było raczej retorycznych, co nie znaczy, że każda podpowiedź na temat zbliżającego się mężczyzny była ważna. Najwidoczniej znany był w tych stronach i warty uwagi. Zupełnie zapomniał o polu energii, które miał zbadać. Pozostało mieć nadzieję, że wcześniej zdążył je naprawić i tylko szukał przyczyny szczeliny w nim. Wypuszczenie większej ilości tych wielkich czarnych ptaków na wolność byłoby bardzo niebezpieczne. Kto wie do jakich szkód mogłyby doprowadzić bez kontroli hodowcy, który chyba posiadał jakieś umysłowe zdolności. Zademonstrował je wcześniej, wpatrując się w oczy ptaka i dziwnie milcząc. Igrali sobie, prowadząc taką hodowlę, oj igrali.
Po chwili Darel odwrócił się i szybko wyrzucił z siebie kilka słów. Z początku niepewnie, lecz potem chyba uznał, że Ari rzeczywiście jest nieszkodliwa, przynajmniej mniej, niż łowca, bo wskazał jej mieczem niedbale drogę.
- Anja… Anja to… moja matka. Tam! Tam, prosto, chatka stoi na pagórku! Śladami dojdziecie! - ostatnie słowa wypowiedział już w biegu, bo ruszył na pomoc ojcu. Niemal dało się słyszeć jeszcze jego szept "Tylko obym nie żałował, cholera jasna…"
Została sama z synkiem. Znowu. Tam, gdzie wskazał mężczyzna znajdowały się drzewa, krzaki i nic więcej. Ślady, ślady… Żadnych śladów widocznych dla Ari. W ściółce, w powietrzu, nigdzie. Niby miała iść prosto, ale Darel wydawał się spieszyć i kto wie, czy dobrze wskazał. Do tego zapomniał chyba, że nie każdy musi potrafić tropić zwierzynę, rozpoznawać ślady i takie tam. Bynajmniej, Ari nie potrafiła.
Wreszcie. Nareszcie wykazać mógł się mały Izydorek, dla niego ślad, który zostawił za sobą mężczyzna był doskonale wyczuwalny. Mógł poprowadzić kobietę prosto do chaty, no, może niezbyt prosto, bo mężczyzna dużo chodził po lesie, ale do celu. Musiał tylko mieć ku temu powód i wolne pole do manewru. Można było oczywiście iść na oślep, mając nadzieję, że trafią na odpowiedni trop.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip. 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

17 sie. 2012, 16:25

Matczyna miłość miała wielką moc, umiała zabijać, niszczyć i w inne destrukcyjne sposoby okazywać swoją siłę. Rodzicielki podnosiły ogromne ciężary, zabijały perfidnych mężów raniących ich potomstwo i często bywały mężniejsze od wieli chłopów. Tym razem ukazała się pod postacią mocarnego uścisku. Ręce zręcznie oplotły jego małe ciałko uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Był zły, złe myśli przebiegały mu przez głowę, ale wiedział że rodzić rzecz święta. Powiercił się kilka chwil, by nie urazić Ari. Wiadomym było, że uwolnienie się z więzów i zjedzenie mrocznego władcy świecącej gałązki zajęło by mu moment i dalej ruszał by walczyć, grabić i plądrować, bez gwałcenia to uwłaczało godności kogoś, komu same powinny się oddawać.
Już od pierwszych godzin życia, charakter się ukształtował, był gwałtowny i skory do bójki, dumny i władczy według siebie idealny.
Gdy kobieta uścisk rozluźniła on szybko wyrwał do przodu. Gdzie się podział poddany, która miał mu przynieść pożywienie?! Były tylko dwie możliwości pobiegł po nie czym prędzej, ewentualnie uciekł. Musiał poćwiczyć przemawianie to motłochu bo chyba jego osoba i temperament straszyło większość wymoczków.
Nie był jednak grubym królem, który raduje się tym że nic robić nie musi. On działał! Nosem prawie wsadził w ziemie doszukując się śladów jedzonka. Wąchał i wąchał ale mógł jedynie poczuć zapach dziwny, który do przyjemnych nie należał. Wpierw się oburzył, nie wiadomo do końca na co ale najprawdopodobniej na wiatr. Krew mu się w żyłach zagotowała ale nie dawał oznak słabości. Musiał uruchomić swoją tajną broń, umysł.
Najpierw zmarszczył czoło, później usiadł tyłkiem na trawie by na końcu szponami utworzyć piramidę tuż pod dziobem. Dlaczego tu coś śmierdziało? Bo ktoś przyniósł ten smród, ale kto? Najpewniej ten uniżony sługus, skoro on tam był to tam musi być jedzenie! Tak, wiedział że wpadł na plan iście genialny i nie szczędząc sobie komplementów podążał z lekką odrazą za śladami pozostawionymi przez istotę. Ale czy młodziak nie wpada właśnie w zmyślną pułapkę, śmierci?
Cóż tego się dowiemy niedługo, a tymczasowo tylko matka mogło go uchronić od jego własnej lekkomyślności, ciężkie dziecko jak to się mawia.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip. 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

18 sie. 2012, 09:31

To było do przewidzenia. Wystarczyło wspomnieć młodzieńcowi o tym, ze być może jego ojciec zginął na polance z ręki łowcy, a ten bez opamiętania rzucił się w tamtą stronę. Kiedy pomoc byłaby mile widziana, znikąd pomocnej dłoni. Darel na odchodne wskazał jej kierunek, w którym powinna się udać. Zrobił to naprędce i niezbyt dokładnie, tak więc istniało duże prawdopodobieństwo, ze zabłądziłaby szukając czegoś, co znajdowało się całkiem blisko. Nie, nie potrafiła tropić, zazwyczaj jedzenie samo wpadało jej w ręce. Wszelkie myśliwskie techniki zdawały się być stworzone dla kogoś zgoła innego niż dla Ari. Tak więc mogła pójśc w nie całkowicie określonym kierunku i przemierzając las od drzewa do drzewa, szukać chatki, która stała się jej celem. Lub mogła tez wykorzystać wrażliwe nozdrza Izydora, który mimo, że dopiero wykluł się z jajka, wykazywał większą wrażliwość zmysłów niż nieco otępiała nieumarła. Izydor. Za każdym razem, gdy trzymała go w ramionach, dreszcze wstrząsały jego małym ciałkiem. Zupełnie jakby buntował się przeciwko takiemu traktowaniu. Kiedy po raz kolejny wyzwolił się spod okropnego jarzma jej ramion, postanowiła dać za wygraną i pozwolić mu przemierzac świat na własną rękę. Izydor obwąchiwał otoczenie niczym najprzedniejszy posokowiec. Ari widziała, ze to, co wyniuchał wcale go nie zadowalało. Wydawał się być wręcz oburzony. Nie wiedziała co było powodem, nie mogła wyczuć tego, co on, ale postanowiła zaufać jego węchowi i podążyła za nim. Bo gdzie indziej mogłaby pójśc przybrana matka jak nie za swym przybranym synkiem?
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru. 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

20 sie. 2012, 02:48

MG
A więc bierzemy się za naukę synusia pierwszej umiejętności nabytej… Ari, wybacz, ale teraz (przez kilka kolejek) większą uwagę skupimy na małym Wielkim. Moje posty będą być może nieco krótsze, niż zazwyczaj.
Mały wojownik okazał się być również podróżnikiem. Wydostał się z matczynego uścisku i udał odważnie na poszukiwanie pożywienia. Węszył w ściółce, wykorzystywał swój, o wiele lepszy, niż u przeciętnego człowieka, czy elfa, węch. Jego zmysły były wyczulone, więc nie trudno mu przyszło wyłapać spośród licznych zapachów liści, ziemi, gałęzi, większych zwierząt, które tędy zapewne kiedyś przechodziły, robaków… mmm… apetycznie pachnących robaków, które jednak na razie nie były odpowiednią przekąską dla wyklutego przed godziną gryfa, no, chyba że mama przeżułaby pierwsza… Wywęszył wśród tego chaosu woni tę jedną, brzydką, na pewno nie matczyną. Zapach mężczyzny! Fuj!
Ale to oznaczało, że pożywienie było gdzieś blisko. Gdzieś, dokąd zapach doprowadzi! Tak, musiał iść po nim. Rozpoznawać go, wysuwać przed szereg tuzina innych zapachów i podążać za nim. Mały gryf, pisklak sam na to wpadł. Niezwykle mądre dziecko!
Ari zaś nie chciała już go łapać. Niech idzie. Niech sobie radzi, zwiedza. Niech prowadzi… Nadal posiadała fiolkę z małą porcją jedzenia dla niego, jednak czy było mądrym dawać mu je w tej chwili? Nasycić, nakarmić? Wtedy zapewne ułożyłby się do snu i tyle byłoby z drogi. A może doprowadzi ich w odpowiednie miejsce? Nie trudno było się domyślić kogo czuł. Przynajmniej Ari. Oczywiście mogło to być jakieś zwierze, jednak to zapach Darela był najsilniejszy, to on był tam ostatni. Może akurat dotrą do chatki.
Izydor przeszedł kilka metrów swym słodkim chodem, podskakując, wywijając skrzydełkami i całym ciałkiem, potykając się i podnosząc z determinacją. Nie podda się. Znajdzie to, czego szuka. Musiał tylko uważnie wąchać. Ten brzydki zapach, tylko on. Musiał być najważniejszy.
Ale co to?
Nagle gryf poczuł silny, słodki zapach mięsa. Może niezbyt świeży, ale to jedynie podnosiło jego atrakcyjność – był podobny do zapachu mamy! Ale jednocześnie bardziej smakowity. Zapach przysłonił ten brzydki. Był o wiele przyjemniejszy. Prowadził w lewo, gdyby Izydor znał nazwy stron świata, wiedziałby dzięki zmysłowi orientacji, że na południe, podczas gdy wcześniej szli na południowy-zachód. Do tego ten, mniej pożądany już zapach, gwałtownie się kończył. Nie, nie kończył, zakrecał chyba w przeciwną stronę, niż ten słodki. Chyba. Bo był jakiś taki słabszy. Zanikał.
Gryfuś miał mały dylemat. Co wybierze? Jeden doprowadzi go do pożywienia, jest silny i świeży, drugi słabszy, wymagający większego skupienia, lepszych umiejętności. On ich nie posiadał. Choć może, może posiadał. Wystarczyło się skupić. Skupić, bądź poddać przyjemnej świadomości, że pożywienie jest tak blisko. Od niego zależał dalszy los ich obojga. Tylko od niego, bo Ari o niczym nie wiedziała.

Od teraz Izydor pisze pierwszy, dopóki nie powiadomię, że kolejka przestaje obowiązywać.

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 10 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52086
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.