Górska polana

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.

Moderator: MG

Ir

Górska polana

23 lut. 2011, 16:16

Nareszcie dotarła do miejsca o którym opowiadał jej jeden z wiernych. Polana ta porośnięta była różnobarwnym górskim kwieciem. Można na niej było znaleźć rożnego rodzaju zioła lecznicze potrzebne do wyrobu maści i innych medykamentów. Położyła kosz na trawie i rozpoczęła zbieranie. Jesienne słońce mimo, że wciąż grzało, nie dawało już dostatecznego ciepła więc nałożyła kożuch otrzymany od Opata.

Po skończonej pracy rozłożyła kosz i usiadła na nim. Wyjęła prowiant i książkę na temat uzdrawiania.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip. 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

21 sie. 2012, 10:12

Nie wiedział ile szedł ale powoli zaczął odczuwać znużenie poszukiwaniami, jakim przecież prawem jedzenie było tak daleko. Dlaczego nie ma nikogo od jedzenia, musi sobie kiedyś zatrudnić kogoś kto mu by jadło przynosił, bo czemu on?
Pochłonięty tropieniem późno dostrzegł idącą za nim krok w krok matkę. Już się zdenerwował, że go pilnuje i miał wyzwać ją na pojedynek gdy zrozumiał. Pewne było, że rodzicielka nie mogła mu dorównywać pod względem umiejętności! Jak się ucieszył, to od razu odzyskał energie. Z zapałem brnął przez kolejne leśne drogi, czuł się niczym generał prowadzący armie w stronę obozu wroga pełnego skarbów. Burczenie w brzuchu było okrutne, rozkazał swojemu żołądkowi przestać… nie posłuchał.
Mozolnie czas mijał, gdy jego nos prawie dotykał ziemi gdy stanął dęba. Fetor zastąpił nowy kuszący zapaszek. Jego nozdrza łapczywie chłonęły tak znajomy zapaszek. Słodkość osiadała we wnętrzu jego dzioba, prawie czuł smak mięsa. Wyobraził sobie jak wgryza się w wielki kawał miękkiej potrawy. Ślinianki zaczęły swoją prace i ślinka prawie mu skapywała. Drugi zapach, ten brzydszy mógł zaprowadzić go w jakieś piękne miejsce. Musiał dokonać wyboru, a że głodny był to ścieżka była oczywista!
Grzebiąc pyskiem i pozostawiając małe ślady biegł w stronę posiłku wiedziony pysznością potrawy. Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że leci śladem fetorku z zamkniętymi oczyma. Leciał i śnił o tak upragnionym posiłku.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip. 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

23 sie. 2012, 17:09

Jej zmysł powonienia był na tyle upośledzony i przeżarty jej własnym zapachem, że nie była w stanie zbyt wiele zdziałać. Za to nozdrza synka zdawały sie pracowac na dużych obrotach. Zamiast łapać go, postanowiła podążać za nim. No i dobrze. Krótka przebieżka do starej chatki, w której mieli się skryć, zamieniła się w długą wędrówkę, której końca nie było widać. Ile można iść?
Całe szczęście, ze gryf jeszcze nic nie jadł. Co prawda było niebezpieczeństwo, że bez wahania rzuci się na matke i ją zeżre, ale jak widać na razie się to nie stało. Gdyby był najedzony, zapewne wyłozyłby sie do góry brzuchem i miał głęboko gdzies niebezpieczeństwo, ucieczki.
Ale czy istniał choź cień szansy, że niedługo dotrą do chaty wspomnianej przez hodowców? Zniecierpliwienie zaczeło wnikać w komórki ciała nieumarłej. Jeśli szybko nie dotrą do chaty, to kto wie, czy nie rzuci się ze złości na pierwszego napotkanego człowieka, niezależnie, czy to żona hodowcy, czy nie.W końcu powinna upolować cos dla Izydora, który stał się jej synem. Ale czy gustowałby w ludzkim mięsie? Bądź co bądź wśród tego gatunku można było naprafić na parszywe ścierwa. Może lepiej znaleźć mu coś zdrowszego? Byle fretka czy szczur byłyby lepsze.
– No dobrze mały, pokaż co potrafisz. -spróbowała zagrzac go do intensywniejszych poszukiwań. Dobrze, ze jego krótkie nózki nie pozwalały, żeby zbytnio się od niej oddalił. Jesczze przez jakiś czas nie powinna mieć problemu z doganianiem go. A jak już podrośnie… cóż, wtedy będą latać.
Idąc za nim rozglądała się dookoła. Nie zauważyła chaty, nie zauważyła niczego ciekawego. Nuda. Uciekanie. Nuda. Nuda. Zgłodniała przez to zamieszanie.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru. 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

24 sie. 2012, 03:57

MG

Jedzenie. Było tak blisko, więc nie sposób było mu się oprzeć! Izydor wybrał krótszą drogę. Poszedł na skróty, niczym niedoświadczony młodzik, którym przecież był. Zachował się niekompetentnie, jeśli używać terminów, których nawet nie znał. Był ptakiem! To po pierwsze. Po drugie – dopiero wyklutym. Co z tego, że gryfem? Inteligentne stwory. Ale może dopiero po kilku miesiącach owa inteligencja się objawia? No cóż. Będzie trzeba jeszcze poczekać.
Tymczasem Ari nie zrobiła nic, by powstrzymać ptaka przed gwałtownym skręceniem w lewo. Mimo iż spotkany mężczyzna – syn hodowcy – wskazał drogę prostą. Nie powstrzymała gryfa, nie kazała mu zawrócić. Ale przecież to on miał dobry węch, nie ona. To on prowadził i jego zmysłom trzeba było ufać. Poza tym Darel krążył po lesie z całą pewnością szukając przyczyny szpary w osłonie, którą wyleciał wielki ptak. Mógł trochę śladów narobić, niekoniecznie po lini prostej chata-polana.
Izydor wybrał intensywny zapach, być może zaprzepaszczając szansę na dotarcie do chaty pewnym sposobem. Wszak zapach mężczyzny był już i tak słaby, a co dopiero za kilka minut, pół godziny, godzinę? Kto wie ile zajmie mu dotarcie do pożywienia i posilenie się. A potem jeszcze zmotywowanie do dalszego węszenia. Ślad może zniknąć całkowicie i będą musieli iść na oślep.
Tymczasem ten silny, potężny, który niemal przytłaczał, pobudzał zmysły i przede wszystkim żołądek, był bardzo widoczny. I stawał się coraz intensywniejszy, co znaczyło, że cel był blisko. Bliżej. Po chwili do zapachu dołączyła zruszona ściółka, liście bardzo widocznie były świeżo odkopane ze spodnich warstw. Gałęzie połamane, ziemia zorana. W główce Izydorka składało się to na jedną całość – zwierzyna miała za chwilę ukazać się jego ślepkom. Łączył fakty. Zauważał szczegóły. Wiedział, że ślady te były pozostawione przez jakieś zwierze. Upewniał go w tym zapach. Teraz nie kierował się już tylko nim, a i ułożeniem gałęzi, liści, drobnymi, acz większymi od jego, odciśniętymi miejscami w gołej ziemi śladami stóp. Sarnich stóp – lecz tego nie mógł wiedzieć. W jego mózg wrywała się prawda. Ślady. Widział je, rozpoznawał i za nimi podążał.
I doprowadziły go do… niebezpieczeństwa. Ari zauważyła pierwsza, bo nie była pochłonięta tropieniem z dziobem w śladach. Martwa łania, młoda, nie za duża, z rozszarpaną niedbale krtanią oraz brzuchem. Dziurą w brzuchu dokładniej. A nad nią trzy wielkie, czarne ptaszyska. Takie same jak ten spotkany na polanie, acz nieco mniejsze. Zajęły się wyjadaniem wnętrzności ofiary, więc na razie nie zwróciły na nich uwagi. Jednak mogło się to zmienić. Byli jakieś dziesięć metrów od nich, mieli jeszcze czas, by się wycofać. By uciec i zawrócić, bądź na oślep pobiec w stronę, którą wskazał Darel. Do chatki. Nie było czasu. Z jednej strony ptaki, które mogły zaatakować, z drugiej walczący na polanie. Kto wie, czy hodowcy i synowi uda się odeprzeć atak łowcy! On był młodszy, przynajmniej od Asgala. Owszem oni mieli jeszcze tego czarnego demona, i przewagę liczebną, ale tamten kuszę i szybszy sposób poruszania się. To mogło się zakończyć naprawdę niespodziewanym wynikiem. A ten cały Harrel mógł po tym wszystkim wjechać do lasu, w końcu był łowcą. Szukał gryfa! Albo tych ptaków, ale mniejsza. To samo miejsce. Mógł tu dotrzeć, a wtedy nie byłoby miło.
Izydor oczywiście najpierw odczuł zapach wroga. Tego, który na polanie atakował matkę. Może nieco inny, lecz podobny zapach. Dopiero potem zauważył przeciwników, dobierających się do mięsa. Byli daleko, bardzo daleko dla niego. Nie patrzyli. Ignorowali. Jak śmieli!
Z pewnością będzie pragnął walczyć, choć wiadomym było, jak taka walka się zakończy. Jeden był dla niego zwiastunem śmierci, a co dopiero trzech! Nawet Ari sobie nie poradzi. Ona to wiedziała. On… On nie do końca zapewne.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Izydor – zdobyta nowa umiejętność: tropienie.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip. 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

24 sie. 2012, 11:42

Tropienie okazało się istną męką, co chwila zapachy mieszały się ze sobą, ślady zlewały się barwą z okalającą ich ziemią, a wzrok nie dostrzegał niczego nowego przez długą trasę. Jednak, co było pewne, gryf oznaczał się nadgryfią wytrwałością. Znosił upokorzenia wsadzając nos w ziemie i w pozycji nie godnej wielkiej bestii tropił! Rzecz jasna sam by tego tak nie nazwał, w pewnym sensie robił to instynktownie. Z niechęcią podejmował się babrania w kolejnych śladach. Dlaczego jedzenie było tak daleko?!
Nie mają wyjścia ruszył dalej.
Powoli coraz bardziej niepokoiła go wielkość świata i jego różnorodność, nie mógł nie spojrzeć na okalające go rośliny, a czasem mignęło mu jakieś futurystę zwierze. Czuł, że strach odpędza od niego słabeuszy. Łaknął poznać więcej miejsc w tym magicznym świecie. Był zafascynowany byle odchodami, choć nie odważył się do nich dojść, na mniej niż pół metra. Ciekawe ile jeszcze jest drzew na tym świecie, miał mętlik w głowie. Większość jego braci siedziała w gnieździe przez większość dzieciństwa, mogli tylko podziwiać piękno wichrowych wzgórz. Rzecz jasna o ile rodzeństwo Cię nie wypchnie wcześniej.
Tak dotarli do celu, wielki wojownik nie miał jednak szansy delektować się zapachem nieco nadgniłego posiłku. Ach jaki on był piękny, gdyby nie jego wybitna inteligencja i przezorność rzucił by się na nie. Później wyczuł smród ptaszysk. Całe trzy sługusy stały nad JEGO jedzeniem. Posłał im zawistne spojrzenie, a oni? Nic!
Hormony w nim buzowały szykował się do walki, pozycja bojowa i zew wojny na wielkim słodkim dziobie. Nozdrza rozszerzyły się, klatka piersiowa miarowo rozciągała się i zwężała gdy próbował ustabilizować oddech.
Musiał myśleć, wytężył swój mózg by taktyka sama się ukształtowała. Najlepszym wyjściem było by ruszenie szarżą. Już widział siebie biegnącego z rykiem najgorsze bestii. Mieli jednak przewagę liczebną, a wątpił by honorową walkę uszanowali.
Musiał się zakraść! Zaczął powoli okrążać niczego nieświadomych ofiar. Łapa za łapą, delikatnie stąpał po miękkiej trawie. Czujnie obserwował każdy ruch, jego wyczulone zmysły miały zostać wypróbowane. Zignorował matkę, więc gdyby ta pochwyciła go od tyłu, ten nie miałby szans na obronę przed mocarnym uściskiem. Tymczasem musiał się gdzieś zaczaić i wyczekiwać odpowiedniego momentu.
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip. 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

26 sie. 2012, 21:56

Oczywiście, psiamać. Puścić dziecko w samopas, wyprowadzi cie w pole. Sprowadzi na manowce. Metaforycznie wydupczy. Świetnie.
Izydor podchwycił zapaszek, który nęcił go i prowadził, aż w końcu okazało się, ze zawędrowali do miejsca w którym co prawda znajdowała się martwa sarna, ale… Tak, musi być ale. Gdyby sarenka był martwa w samotności, byłoby dobrze. Izydor i Ari mieliby obiad, kolację i może nawet śniadanie kolejnego dnia. Ale nie, oczywiście coś musiało się dziać. Przy sarnie były trzy czarne ptaszyska niemalże identyczne jak to, z którym przyszło im walczyć na polance. Czy to nie wspaniała sytuacja?
Ari zapisała w myślach informację, która dotyczyła zdolności Izydora. Miała zamiar chwalić go za tropienie, w końcu dziecku nie wolno podcinać skrzydeł, ale postanowiła podążać za nim uważniej i brać poprawkę na dziwne upodobania smakowe gryfa. A niech by to szlag, trzy czarne ptaszyska! Gdyby Ari była całkowicie bezrozumnym nieumarłym, kierowanym jedynie żądzą, rzuciłaby się na ptaszory. Swoją drogą ciekawe jest to, jakie żądze targają ciałem nieumarłego. Jeść nie musi, jest to jedynie fanaberia, a i dobry sposób matek, co by straszyć swoje dzieci. Pić też nie musi. Funkcje zyciowe dreptają zupełnie innymi ścieżkami, co procesy ludzi… żywych. A więc czego może pragnąć taki nieumarły? Ciszy i spokoju na przykład. Tego, żeby położyć się w ziemi i następnego ranka już nie wstać. Tego, zeby nikt nie próbował nieumarłego dekapitować, rozczłonkowywać, odpędzać. Po prostu, zeby nieśc swoją egzystencję w miarę godnie i bezproblemowo.
Ale nie, musiały sie pojawić te ptaszyska. Dobry los, sprzyjająca Opatrzność, postanowił odmienić sytuację matki i dziecka. Izydor zaczął obchodzić ptaszory w taki sposób, jakby szykował się do ataku. Głupi dzieciak. Kolejna sprawa: Ari
powinna popracować nad agresją gryfa. Skłonność do bójek zapewne miał po tatusiu, ale z tym sobie nieumarła poradzi. Jeśli dotrwają do następnego dnia.
Rzucanie się na pupilki owych pokręconych hodowców byłoby natychmiastową inhumacją. Kto, do jasnej Anielki, hoduje dla przyjemności takie potwory? Ludzie, niech ich szlag…
Skradając się za Izydorem dotarła do miejsca w którym zaczaił się na ucztujące towarzystwo. Nie musiała oddychać, więc nie wydawała z siebie nawet tak cichego odgłosu. Położyła się na ziemi obok niego i nie czekając aż on wystrzeli niczym bełt z kuszy, schwyciła go jedną ręką, a drugą zatkała mu dziobek. Zwróciła go pyszczkiem do siebie i wycelowała w niego Spojrzenie. Tak, spojrzenie przez duże "S", które znaczyło więcej niż tysiąc słów. Można było z niego odczytać dezaprobatę dla jego planów, błaganie o to, aby był cicho, miłość do tego małego głupola i złość za takie lekkomyślne postępowanie. Tak, martwe oczy potrafią wyrazić niesamowicie wiele. Dobrze by było, gdyby Izydor wykazał się choćby znikomym zrozumieniem dla matki i uspokoił się. A wtedy mogliby spojkojnie obmyślic drogę odwrotu. Tak, chciała wykonać taktyczny odwrót. Nie, nie chciała konfrontacji ze stworami. Tylko, czy Izydor nie zrobi niczego głupiego?
Ale co zrobić, aby głodne dziecko nie biegło w stronę niebezpieczeństwa? Obciąć mu nóżki? Ari była tego bliska, całe szczęście, że przypomniała sobie o czymś, co mogło uratować im tyłki. Przecież miała przy sobie pokarm! Nie, sama nie wytwarzała, ale przecież dostała go od hodowcy! Zasrany hodowca i jego ptaszyska… a żeby go ten łowca naszpikował bełtami.
Dorwała ów pokarm i działając z Nadludzkim Wysiłkiem jednocześnie skradała się wycofując daleko od ptaszysk, otwierała pokarm dla dziecka i trzymała go tak, że nie mial jak się wyślizgnąć. Jak stężone pośmiertnie, jej ramiona zakleszczyły gryfa bez szans na ucieczkę. Podstawiła mu pod dziób jedzenie tak, by zainteresował się czymś innym niż bójką.
Awatar użytkownika
Posty: 55
Rejestracja: 25 lip. 2012, 11:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2058

31 sie. 2012, 20:39

Szał bitewny, wojna, walka do tego był stworzony. Ten zapach mężczyzn walczących na śmierć i życie, przez który kobiety mdlały i nie tylko, to uczucie które towarzyszyło pokonaniu kolejnego przeciwnika i czuciu jego posoki na swoim ciele. Tak tego pragnął, ale wiedział że musiał być ostrożny. Stąpał delikatnie i choć nie potrafił się skradać to szło mu nad wyraz dobrze, przynajmniej jego zdaniem.
Obserwował brzydale pastwiące się nad zwierzyną, sam nie widział jeszcze śmierci więc współczucie się w nim obudziło. Pokonać wroga to jedno, ale tak go torturować po przegranej? To przecie niehonorowe. Nie czas było płakać! W przyszłości może będzie musiał robić gorsze rzeczy. Miał nadzieje, że do tego nie dojdzie.
Z obrzydzeniem obserwował jak wyrywały z ciała stworzenia mięso, choć głodny był to zebrało mu się na wymioty. Już widział jak daje nauczkę tym wrednym istotą.
Niestety nie miał ku temu okazji, kolejny raz zaskoczyła go matka. Ścisnęła go, aż zabrakło mu tchu. Nie było szansy wydostać się ze śmiertelnego uścisku.
Był zły, to mało powiedziane on był rozgoryczony. Coraz bardziej wątpił w ducha walki Ari. Dlaczego mieliby uciekać? Tak nie może być, żeby oni zeżarli ich jedzonko.
Zaczął cicho skrzeczeć i gdy przygotowywał się do ryku nagle coś zatkało mu dziób. Wiercił się, omal nie zakrztusił się posiłkiem. Wściekłość, połączyła się z pragnieniem. Jakie to było pyszne, to jego pierwszy posiłek w życiu i pokochał go. Nie wiedział co to wojna, on chciał jedynie jeść. Odkrył najpiękniejszą rzecz w życiu! Pokarm. Coraz szybciej zjadał posiłek, nie myśląc o niczym innym niż o zapełnieniu swojego brzucha. Jedz, nie walcz kłębiło mu się w głowie!
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip. 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

02 wrz. 2012, 05:53

Do ostatniej chwili Ari nie była pewna, czy plan się powiedzie. Jej szalony synek mógł wzgardzić gotowym pokarmem i połasić się na większego stwora. Tylko, ze atakowanie ptaszysk byłoby raczej czynem motywowanym potrzebą walki. Zjeść się takich nie dało. Obserwując przyrodę można zauważyć pewną prawidłowość. Im wyżej w łańcuchu pokarmowym stało dane zwierzę, tym mniej wartościowe stawało się jego mięso. Drapieżniki zazwyczaj atakowały i pożerały roślinożerców. Kto wie, może taki ptaszor smakowałby okropnie?
Ona i jej upodobania do ludzkiego mięsa to zupełnie inna sprawa. Czyżby? Ha, hipokrytka.
Korzystając z okazji, że malec zajął się pożywianiem, wykorzystując do tego wrodzone szczęście, zaczęła się wycofywać. Cichutko i bez pośpiechu. Rozważnie i bezszelestnie.
Gdzie chciała iść? Na pewno nie do tej chaty. Oj nie. Nie miała ochoty znów spotykać ludzi, sama się zatroszczy o Izydora i o siebie. Postanowiwszy to, nie wróciła po swoich śladach, nie ruszyła na ptaszyska, tylko obeszła je z dość dużym zapasem odległości. Gdy była prawie pewna, że to wystarczy, ruszyła przed siebie wgłąb lasu.
Awatar użytkownika
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru. 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

04 wrz. 2012, 21:10

MG

Mały gryf, widząc przed sobą trójkę pięciokrotnie większych od niego drapieżników, którzy wyrywali wielkimi dziobami płaty mięsa ofiary, rozdzierały zakrwawionymi pazurami jej ciało, zaczął się ku nim skradać! Pożerali jego mięso! I jeszcze go ignorowali! Tak nie mogło być. Do tego… Co za obrzydlistwo! Jak mogą tak niszczyć jedzenie! Już on im za to zapłaci.
Skradać się nie potrafił, ale był tak mały i lekki, że trudno go było zobaczyć, czy usłyszeć, jeśli było się zajętym czymkolwiek. A co dopiero jedzeniem. Jedynie zapach mógł go zdradzić, ale tutaj wkraczała mama, której fetor został na synku. Padlina. Czyli to, co mieli przed sobą. Nie zauważyli.
Ari ruszyła cicho za nim, by powstrzymać przed tragicznymi skutkami lekkomyślnego zachowania. Była zła, pozwoliła mu prowadzić. Małemu, ledwo wyklutemu pisklakowi. Ale był to gryf. Żaden inny ptak w tak młodym wieku nie byłby zdolny przejść metra o własnych siłach. A co dopiero cały ten dystans w lesie! Zaufała mu. Choć nie powinna. Jeszcze nie teraz. Oj, będzie musiał zasłużyć. Oj, tak.
Położyła się obok, gdy tylko zatrzymał się, czając groźnie. Pewnie chciał skoczyć. Zaatakować. Głupiec. Złapała go, objęła i zatkała dziób. Chroniła. I patrzyła. Groźny, pełny różnych przekazów wzrok. Zatrważający. Ale i kochający. Matczyny. Zaczęła się cofać, powoli i ostrożnie. Ptaszyska nie zwracały żadnej uwagi. Możliwe, że nawet ich dostrzegły, ale zajęte były czymś innym. Żadnej reakcji. Nic. Kontynuacja uczty. Nic nie mogło im przeszkodzić.
Pokarm. Taka mała fiolka, a tak użyteczna. Szczególnie teraz. Izydor został nakarmiony. Odpłynął, zapomniał o wszystkim. Liczyło się tylko pożywienie.
Nie zauważył nawet, gdy jego kilkugodzinna matka wyminęła ptaki dyskretnie i oddaliła się z nim w las. Głęboko. W nikomu nie znanym kierunku. Przed siebie. Jak najdalej od tych ludzi, od hodowcy, od łowcy. Banda szaleńców.
Gdy tak szła, mogłaby przysiąć w którymś momencie, że za sobą słyszała jakieś zamieszanie. Krzyki, tupot, jakieś skrzeki, piski… Ale to nie było już ważne. Walka widocznie przeniosła się bliżej chatki, jednak to się nie liczyło. Trzeba było iść dalej, w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca. Sami. Ona i jej syn. Ari i Izydor. Tylko oni się liczyli.
Wszystko inne zostało z tyłu. Historia. Do zapomnienia.

KONIEC SESJI!
Ari – 30 PCh
Izydor – 25 PCh
Dzięki za zabawę!

Możecie pisać sobie tutaj, albo zrobić zt i iść gdzie tam chcecie. Ari, nie wiem, czy opisałem to wcześniej, ale masz bełt w łydce, heh. Izydorku, Ty sobie jedz spokojnie. Pamiętaj o telepatii.
Tatuś pozdrawia!
Awatar użytkownika
Posty: 454
Rejestracja: 21 lip. 2012, 12:39
GG: 11650866
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2036

07 wrz. 2012, 12:06

Tym razem udało im się uniknąć walki i bezpośredniego zagrożenia życia. Dzięki wrodzonemu, aczkolwiek lekko nadgniłemu sprytowi nieumarłej, ona i Izydor zdawali się być bezpieczni. Aż do natępnęgo razu, prawda? Chrzanić to, ze miała ostrzec kobietę znajdująca się w chatce. Chrzanić to, że być może dołączyła już do grona aniołków. Tak, chrzanić to wszystko, albowiem chrzan jest dobry.
Trzymając dziecko pod pachą i karmiąc je tym, co dostała od łowcy, ruszyła głęboko w las. Chwała łowcy za jego przebłysk geniuszu, niech spoczywa w pokoju, jeśli zdarzyło mu się zejść z tego świata. A gdyby tak się stało, miło by było gdyby stał się taki jak ona, to zagwarantowałoby mu posadę kucharza Izydora.
Zostawmy temat łowczej rodziny. Było, minęło, czas spać.
Idąc tak przez las, przedzierając się przez gęstwiny, raz po raz zahaczała czymś o krzaczki. Jako, że nawet martwy by się wściekł, postanowiła sprawdzić cóż jest z nią nie tak. Oczywiście oprócz tego, że była dawno po śmierci i skóra odłaziła jej od mięsa. Lustrując wzrokiem dolną część ciała zauważyła bełt wbity w łydkę. Olaboga! Wcześniej ani go nie poczuła, ani nie zauważyła, dopiero teraz, wykręcając szyję prawie o sto osiemdziesiąt stopni i wyginając się do tyłu mogła zaobserwować, ze nosi na sobie tak ładną pamiątkę. Bełt. Niby nic nadzwyczajnego, ale był naprawdę ładnie wykonany. postanowiła zachować go na pamiątkę. Lewą ręką nadal trzymała gryfa, a prawą sięgnąła do łydki. Wyrwała bełt, oczywiście ze sporym kawałkiem ciała, które widocznie mocniej trzymało się jego niż jej własnych kości. Oczyściła go z siebie i schowała do sakiewki, którą miała przy sobie. Kontynuując marsz, zniknęła z dzieckiem w gęstwinie.

z/t Ari i Izydor

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52088
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.