Góra Madez

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

Góra Madez

04 lut 2012, 14:19

Góra, jak każda inna, pnie się do góry. Jest najwyższą w okolicy, a u jej podnóża znajduje się jaskinia. I czego więcej pragniecie od opisu tego miejsca? Że mało tutaj roślin? Że zimno? Że śnieg? No ale niektórych rzeczy można się domyśleć, na przykład tego, że góra pnie się do góry a nie w bok. No, ewentualnie można jeszcze dopisać, że na szczycie jest śnieg. Dużo śniegu.
Tak wiem że mało, ale jak do cholery mam opisać górę, o której nawet nic nie wiem? Wybaczcie mi to.

______________________________________________________________________________________

Podróżowali wozem, a ich wszystkich było sześciu. Lecz tylko na pierwszy rzut oka. Lecz niektórzy magowie, którzy się zajmują duchami mogli dojrzeć jednego z nich w ciele "przywódcy" tej karawany. Więc tak naprawdę było ich siedmiu. Sześciu wojowników i jeden duch. Tyle że tak naprawdę żaden z nich nie był żywy. Jak to? A tak to że wszyscy tutaj wstali z grobu. Ciekawa drużyna, nieprawdaż? Sześciu ożywieńców i duch. Do tego mają szczęście, ponieważ aktualnie jest zima, a to oznacza śnieg zimno, czyli warunki dosyć dobre do przechowywania zwłok. Czyli to znaczy, że jego koledzy nie zzielenieją tak szybko. Tyle dobrego, w każdym razie znajdowali się teraz jakieś kilkaset metrów od góry i z każdą minutą się do niej zbliżali. W wozie było cicho – nikt nie rozmawiał. No ale kto by mógł? Ożywieńce raczej nie mają wiadomości do wymienienia między sobą, zresztą chyba tacy nie porozumiewają się między sobą mową ludzką. Chyba nawet w ogóle się nie porozumiewają. Znaczy się są wyjątki od tej reguły, lecz to są przywołane zombie. Więc nie pogadają, a szkoda. Więc jedynie może się porozumiewać ze sobą Ciemnowidz z Etoilesem, lecz ten usunął część swojej świadomości, zostawiając chyba niezbędne minimum. No i dlatego teraz to Linandar kontrolował Samaona. westchnął, a z jego ust wypłynęła para. Myślał o swojej misji, o tym co się stanie, gdy jednak nie znajdzie maski. Czy będzie się tak błąkał w postaci ducha po całym świecie? Może się przyzwyczai? A może poszuka kogoś, kto by mu pomógł dostać się w końcu na tamten świat? Nie wiadomo. Na razie może tylko czekać na Etoilesa aż wróci, to może jakoś zabiją czas rozmową.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

19 maja 2012, 23:44

Zima odchodzi… Spring is coming…
Tak, lecz w górach nadal trwał mróz, śnieg i osamotnienie. Bo pomimo tego, że był wśród "niemrawych" towarzyszy, to jednakże nie usłyszał nic bardziej rozwiniętego od "blaaargh", ewentualnie coś w stylu "jeeeść, jeeeeeeść". Może to przynosić na myśl pewną dziecięcą grę, w której gównażeria udaje zombie i z jakiegoś powodu nazywają tę zabawę "łokraftem". Z orkowego języka to chyba nazwa. Zresztą, kto zrozumie tam dzieci? Niech się bawią, byleby się nie pozabijały i nie stały się prawdziwymi ożywieńcami. To by było niezbyt ciekawe dla ich rodziców oraz strażników, którzy muszą strzec miasta przed zagrożeniami. No ale cóż, dziwne rozmyślania może mieć każdy, tak jak i Ciemnowidz je miał teraz, słuchając tych odgłosów i się zastanawiając, jakim cholera cudem dzieciaki w Szronowzgórzu wymyślały takie pierdoły? No ale ale. Niech się bawią, co tam.
Powoli było widać czubki innych gór, a Ciemnowidz czuł, że jest blisko miejsca, w które mieli dotrzeć, wszak widoki z nizinnych zaczęły się zmieniać na górskie, czyli widoki "tam o, z góry, hen wysoko". Teraz tylko znaleźć miejsce gdzie będą te zwłoki Gałgara. A że znajdowali się nieopodal jakiejś większej jaskini to i można ją sprawdzić. Zatrzymał wóz, po czym zszedł na ziemię i poszedł zbadać tą pieczarę. Będąc kilka jardów od wejścia natknął się na coś. Tym czymś było jakieś zaschnięte, zamarznięte truchło. Przypominające… kogoś. Coś teraz zadziałało na jego psychikę, mówiło, że to jest właśnie to ciało, którego poszukiwał, które mogło mu wskazać miejsce pobytu jego maski, jego błogosławieństwa, jego klątwy i przywary, od której się uwolnił i po którą powrócił. W końcu nadszedł czas, by się poważnie wziąć za poszukiwania. Tylko był jeden zasadniczy problem, z którym trzeba było się uporać. Najpierw podszedł do wozu, którym podróżowali, po czym zdjął chomąto, które koń miał na sobie i go puścił w kierunku, z którego chwilę temu przybyli, klepiąc konia w zad, by ten ruszył. Gdy zwierzęcia już tu nie było, to biorąc miecz, które Samaon miał przy sobie (tyle dobrego, wszak lepiej mieć przy sobie kawałek żelastwa służącego do obrony) i zaczął tą bronią "rąbać" drewno tak, żeby odciąć dyszel od wozu. Gdy już mu się to uda to przeciągnie belkę do truchła, wszak za moment będzie mu potrzebna. Lecz to za moment. Najpierw musiał wszystko na tę ceremonię przyzwania przygotować. Tylko jak samą ceremonię przeprowadzić? No cóż… Chyba trzeba będzie improwizować.
Najpierw "nieco" mieczem zniszczył dyszel tak, że zostały po nim drwa, a że to trochę męczące było, no to cóż, ręka zaczęła powoli odmawiać mu posłuszeństwa. Następnie wziął te drwa i rzucił je na kości, miejmy nadzieję, Gałgarowe. Kolejnym krokiem tego szczwanego planu było zapalenie tego drewna krzemieniami, które na szczęście miał przy sobie
sam się na nie zgodziłeś. Gdy już choć trochę by się to paliło to trzeba by było jeszcze z czegoś narysować krąg dookoła tych zwłok. No i wpadł na pewien, może dość szalony pomysł.
Usiadł jakieś półtora metra od rozpalającego się trupa, po czym chwyciwszy miecz drugą ręką przygotował się psychicznie na to, co zaraz zrobi.

Dłoń przed siebie, połóż ją na tym śniegu, no, dalej, dalej, nie bój się, nie będzie to bole…
Nie dokończył myśli. Ciężka stal opadła a na śniegu zaczęły się pojawiać pierwsze czerwone ślady, lecz to było za mało, więc ciął jeszcze raz tak, żeby odciąć sobie dłoń. Drugie uderzeni powinno starczyć, i starczyło. Naprawdę trzeba mieć silną wolę po to, żeby sobie samemu odciąć coś, co towarzyszyło człowiekowi od zawsze. Lecz trzeba zwrócić uwagę na pewną, subtelną różnicę. On nie był już człowiekiem. On był ożywieńcem, do tego z duchem w sobie. Podniósł się z ziemi, po czym sunąc kikutem rysował dookoła palącego się truchła okrąg, a potem kolejne znaki, które mu przychodziły na myśl, co w efekcie końcowym miało dać pentagram w okręgu, z jakimiś dziwnymi znakami, które mu przychodziły na myśl. Tworząc je zastanawiał się nad uczuciem, które czuł wtedy, gdy Dahnik przejmował kontrolę nad jego ciałem. Nie wiedział, czy to, co podsunie mu wyobraźnia ma w ogóle jakiś sens, jednakże, dlaczego by nie miał spróbować? I tak nie ma nic do stracenia.
Po skończeniu kręgu opuścił ciało Samsona, które bezwładnie upadło na ziemię. Nie było mu już do niczego potrzebne, a i tak by się w nim długo nie utrzymał. Wykorzystał, co mógł – zrobił dookoła truchła krąg a do tego podpalił to, co do nich należało, czyli kości. Wydawało mu się, że jeszcze powinien jakieś inkantacje w pobliżu ogniska mówić, jednakże myśli do głowy przychodziły mu dziwne, więc i je zaczął uwalniać tak, że on był mówcą, a ciało, popiołem się stające, słuchaczem.

Zatem słuchaj mych dziwnych myśli, En, Patena Itris…

..posta pisałem na trzy razuy, więc może być zagmatwany nieco, wybacz mi Infi, misiu ;<
Awatar użytkownika
Posty: 64
Rejestracja: 30 sty 2012, 20:19
GG: 10118350
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1543

17 cze 2012, 17:52

MG:

Wszystko szło dokładnie po myśli Ciemnowidza, niestety tylko do pewnego czasu. Kiedy wszystko wydawało się zapięte na ostatni guzik, a cień rozpoczynał inkantacje cały plan wydawał się spalony jak leżące przed duchem ciało. Długą chwilę nic się nie działo. Ogień spokojnie pochłaniał nieboszczyka wydając przy tym przyjemny dla ucha trzask. Płomienie miarowo poruszały się na skostniałym Gałgarze. W powietrzu unosił się okropny odór. Gdy nadzieja niemal w całości zniknęła, nastąpiło coś co na pewno dodało otuchy. Ogień zmienił swoją barwę na krwistą czerwień, krew użyta do namalowania znaków zaczęła delikatnie dymić. Szary dym wypełnił okolicę, jednak nie ograniczał on widoczności. Stan ten utrzymywał się przez jakieś dwie minuty. W tym samym czasie wyczuć dało się mroczną aurę, która z każdą sekundą stawała się coraz silniejsza. W szczytowym momencie błysk wydobywający się z lekko dymiącej krwi rozświetlił okolicę. Towarzyszył mu huk na tyle głośny, że dało się wyczuć drżącą ziemię. Na pewno dało się usłyszeć go w całym paśmie. Słuch przeciętnego człowieka zapewne nie wytrzymałby tak głośnego dźwięku, ale duchowi zniszczenie uszu nie groziło. Zaraz po pojawieniu się światła fala gorąca rozeszła się po okolicy topiąc śnieg w promieniu dziesięciu metrów od ciała Gałgara. Dla istoty ludzkiej uderzenie masy tak rozgrzanego powietrza zapewne nie byłoby miłym przeżyciem, lecz cień w ogóle tego nie poczuł. Wydawało się, że to już koniec. Przez najbliższe kilkadziesiąt sekund nie działo się nic nowego. W pewnym momencie ciało pozbawione ręki zaczęło się ruszać. Zaczęło się od delikatnych drgawek, lecz już chwilę później stało w pełni wyprostowane i obserwowało Ciemnowidza.
– Witaj – niski, gardłowy głos wydobył się z ust ożywieńca, który zaczął powoli zbliżać się do cienia. Mówił żywo gestykulując.
– Wiem czego chcesz… Wiem gdzie to jest… Niziny Szmaragdu… Wielka, biała wieża… Ale uważaj, bo… – niestety nie dokończył. Jedna z kropel krwi kapiących z miejsca, w którym winna być dłoń wleciała do okręgu stworzonego przez Ciemnowidza. Naruszyła ona delikatną strukturę tego "malowidła" przez co połączenie zostało zerwane. Ogień gwałtownie zgasł. Ciało, które przed chwilą przemawiało do cienia bezwładnie upadło na ziemię mocząc twarz w swojej krwi. Zapadła całkowita cisza. Było po wszystkim.
Awatar użytkownika
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

17 cze 2012, 20:04

Krąg był narysowany a zwłoki płonęły radosnym ogniem, jakby sam diabeł go użyczył na cel przyzwania, jednakże Ciemnowidz się zastanawiał. Nie wiedział czy plan wypali i zaczął się wahać, a potem analizował, co poszło nie tak. Kilka lat minęło od czasu, gdy Dahnik po raz pierwszy przejął kontrolę nad jego ciałem. Zamienili się wtedy miejscami i to demon kontrolował moc, a nie elf. Potem cholerny głupiec, zamiast zrobić coś konstruktywnego, to wziął poleciał na pustynię, stworzył zamek i dał się zabić. Tyle dobrego, że wtedy współpracował z Gałgarem, ponieważ w innych okolicznościach maska uległaby, no powiedzmy że spaleniu. Ale nadal istnieje, co daje szansę powrotu do życia. W jakiejkolwiek postaci.
Już myślał, że cały misterny plan się posypał, jednakże było inaczej. Atmosfera robiła się coraz bardziej mroczna, czuć było niepokojącą aurę,a i dym potęgował to wrażenie. Płomień zmienił swoją barwę na krwistą, niczym róża czerwień, naznaczony krąg wypuszczał kopeć. Dało się słyszeć huk, który by prawdopodobnie uszkodził słuch każdej istoty żywej przebywającej w najbliższej okolicy. Jednakże tu nikogo nie było takiego, więc nikt nie ucierpiał. A już w szczególności duchy. No i było ciepło. Co prawda istocie bezcielesnej ciężko było odczuć falę ciepła, jednakże Linandar wiedział, że i temperatura się zmieniła poprzez śnieg, który się stopił w promieniu około dziesięciu metrów. Potem cisza, na moment, aż zwłoki Samaona zaczęły się poruszać i mówić. Prawdopodobnie w niego wszedł mroczny posłannik, który przekazał mu, jakże ważną wieść. Przedmiot jest w okolicach, w których już był, w Nizinach Szmaragdu. Pamiętał, jak ratował z opałów swego przyjaciela minotaura. Jednakże nie czas na wspominki. Miał już konkretne informacje. Miał szukać na Nizinach wielkiej białej wieży. Jednakże nie uda się tam od razu, o nie. Musiał poszukać jakiegoś ciała, może by skompletować drużynę, znaleźć jakiś śmiałków, którzy byliby na tyle… odważni, żeby pójść za nim. Trzeba było takich poszukać, nawet choćby jednego. Wszak sam duch niczego nie zrobi, prawda?

z/w Wolenvain

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 22 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 19 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Biwekir Wawrekar, Infi, Kerreos
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.