Opuszczony Dworek

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie. 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

Opuszczony Dworek

18 mar. 2012, 21:23

MG Post

Na wzgórzu piętrzyła się tajemnicza posiadłość, dwór murowany, o godnej podziwu konstrukcji. Można by go chwalić za konstrukcję, za umiejscowienie jak najbardziej pewne i bezpieczne, z dala od cywilizacji, gdzie jedynie wiatr dawał się we znaki. Można by, lecz dworek był opuszczony. Tajemnicza była to sprawa, bowiem nie wyglądał na mocno zaniedbany, raczej tak, jakby ktoś zostawił go dopiero rok może dwa lata temu, a ludzkość o nim zapomniała, bo znajdował się tak daleko. Schody, zdobione, prowadziły kawałek ku górze, u wejściu, które to było większych rozmiarów, takich by informowało o przepychu. Firanki w oknach były dostrzegalne na pierwszy rzut oka, ich stan był może lekko niepokojący, bo czystość się ich nie imała, ale nie wskazywały na to, by ktoś porzucił to miejsce w pośpiechu. Kiedy wkroczyło się do środka jasnym stawało się, że wszystko było przygotowane na to, że właściciel opuści to miejsce. Pułki były puste. Niektórych obrazów brakowało, a wszystko co zostało było uporządkowane i równo odłożone na swych miejscach.

Ostatnie co ujrzał Erranein nim wszyscy wkroczyli do portalu to mina Mistrza. Coś do nich wykrzyczał, a jego brwi ułożyły się w grymasie, jakby zapomniał wspomnieć o czymś ważnym, lecz światło pochłonęło ich i poczuli wokół ogromny upał, jakby dookoła nich coś płonęło. Nagle to uczucie ustało i zastąpił je szok spowodowany powiewem lodowatego wiatru. Oto znaleźli się w górach, które były słynne w Wolenvain, a leżało tuż na północ od autonomii. Wiatr tylko uświadamiał o tym, że nie bez przyczyny określano je mianem wichrowych. O tej porze nie było już tu śniegu, nie było także tak zimno, ale przy każdym powiewie można było odczuć bolesny dla skóry chłód. Inaczej zapewne sprawa miała się w przypadku dwójki osobników, których chroniły łuski, nie odczuwali tej temperatury tak dosadnie, choć młoda Alma nie należała najwyraźniej to tych odpowiednio uodpornionych, bo pochwyciła się, tak samo jak strażnicy, za ramiona okazując, że zimno dało się we znaki.

Wkroczyli mimo wszystko do środka dworku. Drzwi otwarły się skrzypiąc niemiłosiernie i znaleźli się w pomieszczeniu pełnym drzwi. Każde prowadziły zapewne do rożnych pomieszczeń dworu, lecz uwagę na pewno najbardziej przykuwała otwarta centralnie na środku klapa o sporych rozmiarach i widocznych pod kątem schodach prowadzących w dół ku ciemności. Irracjonalność sytuacji wzmagały klucze przy każdych drzwiach, idealnie ułożone przed nimi, każdy innego kształtu, każdy inaczej zdobiony. Drzwi zatrzasnęły się za nimi i tak o to pozostali w pomieszczeniu, gdzie nie licząc kilku mebli, zablokowanych okien oraz drzwi i klapy nie było nic innego godnego uwagi.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 135
Rejestracja: 15 lut. 2012, 00:13
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1613

31 mar. 2012, 14:15

Stał sobie spokojnie nad jednym z trupów, który nagle wyrwał mu się spod nóg. Prychnął i sięgnął już do broni w celu całkowitego poćwiartowania ożywieńca, ale krasnoud go powstrzymał. Olbrzm zrobił parę kroków w tył, przyglądając się mu, więc krasnolud ma zatargi z demonami, może być ciekawie. Nowy towarzysz obszedł korytarz, następnie odezwał się.
Senk z zainteresowaniem słuchał szeptów i głosu demona, jak i informacji, którą przekazują. Dawno nie obcował z demonem, więc chociaż czuł się przy nim dziwnie w sercu odczuwał wielką przyjemność.
Spojrzał podejrzliwie na dziewczynę po jej odpowiedzi i uśmiechnął się szyderczo.
Więc prowadzimy tutaj niebezpieczną grę moja mała? Nie martw się, będziesz moją panią na moich ziemiach Twego Mistrza, więc pozwalam– pomyślał i sapnął, ciekaw był o co w tym wszystkim chodzi, lecz… nie rozmyślaniem powinien teraz się zajmować, ale wyeliminowaniem celu.
Zadowolony z posiadania żywego kompasu, pozwolił mu iść jako pierwszemu. Za demonem człowiek, drah jako trzeci, Err z Almą pilnują tyłów. W drodze rozgladał się coraz bardziej nerwowo po krytarzu, jego oddech coraz bardziej przyspieszał. Pragnął biec przed siebie i wziąć na siebie wszelkie niebezpieczeństwo, aby jak najszybciej znaleźć maga, który najwyraźniej niezbyt dobrze potrafi chronić swe włości, co sprawiło Senk Khelowi niemały zawód. Jego podejście do czarnoksięznika zmieniło się, gdy została uruchomiona przez niezdarnego demona pułapka, którą każdy ostrożniejszy podróżnik mógł by zauważyć, tym bardziej wiedząc o niej.
Warknął głosno na demona, gdy wrota się zamykały:
-Twój demon krasnoludzie jest bezurzyteczny!– spojrzał na sufit i niebezpieczeństwo na nich czyhające, kontynuował– Nawet ja nie będę w stanie zatrzymac tych kolców, aby on to potrafił!– rozejrzał się szybko po całej klatce, która na szczęście była o wiele szerza i wyższa niż korytarz, po którym szli przed chwilą. Tarcze i lustro, wysoko umieszczona dziura, przez którą oni mogli by się przemieścić, może i on nie doskoczy do niej, ale jest inna możliwość… narazie trzeba spróbować unieruchomić pułapkę od środka.
-Zostaw to głupi człowieku!– wykrzyknął do strażnika, gdy ten chciał ruszyć tarczowe lustro. Podszedł do ściany, na której umieszona była ich deska ratunku. Zwrócił sie ku szparze, z której wydobywał się promień światła padający na lustrzany statyw, następnie podszedł szybko do tablic przedstawiających fazy zaćmienia słońca.
-Być może musimy dać słońcu spowitemu mrokiem promień światła, jakieś inne pomysły?– powiedział chłodno bez chwili wachania, próbując trzymać na wodzy swe emocje, wskazał na słońce w pełni zaćmienia, gotów skierować na nie promienia światła.
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut. 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

01 kwie. 2012, 15:37

Nie wiem o czym mówisz– oświadczyła dziewczyna,narzucając kaptur na głowę i tym samym kończąc rozmowę. Krasnolud i demon wymienili ze sobą spojrzenia, czego wynikiem było jednoznaczne skinienie głową. Oboje byli pewni, że dziewczyna ukrywa przed nimi wiadomości cenne, jednak bynajmniej dla niej lekkie.

Nagie ściany korytarzy nie zachęcały do niczego, z wyjątkiem jak najszybszego wydostania się z labiryntu. Nie były one specjalnie wąskie, ale osoba z klaustrofobią czułaby całkiem spory dyskomfort. W pewnym momencie Erranein, krocząc obok małomównej Almy(kto wie co siedziało je w głowie i jaki miała humor) zaczął się nudzić. Idący przed nimi strażnik również nie był ciekawym przedmiotem do obserwacji. Na szczęście Senk, który podążał zaraz za Chciwością, kroczącym nierówno środkiem korytarza, nerwowo rozglądał się dookoła i sapał z wściekłością, jakby chciał się wyrwać. Może cierpi biedaczek na klaustrofobię?
Dalsze rozważania nieoczekiwanie przerwał cichy zgrzyt dochodzący z sufitu. Sklepienie rozpostarło się, ukazując pokrytą kolcami platformę.
-Ups.– stwierdził beznamiętnie Chciwość.
Twój demon krasnoludzie jest bezużyteczny! Nawet ja nie będę w stanie zatrzymać tych kolców, aby on to potrafił!– Wydarł się Senk.
– Mam ci przypomnieć, dzięki komu nie zabłądziliśmy w jakieś przypadkowej odnodze jednego z niezliczonych przejść?– Demon zaczął formować całkiem potężną kulę energii w dłoni.
Drahu, nie mów o mnie tak jakby mnie tu nie było.– Powietrze dookoła nieumarłego zawirowało od magii.
Jednakże Senk zignorował ich, znajdując już sobie nowy cel wyładowania frustracji– strażnika. Próbował przekręcić tarczę tylko Bogowie wiedzą w jakim celu.
-Być może musimy dać słońcu spowitemu mrokiem promień światła, jakieś inne pomysły?– Rzucił Senk.
Wargi Niziołka delikatnie wykrzywiły się w coś, co w zamierzeniu przypominać miało uśmiech.
– Dobry plan, szybki, ale nieprzemyślany.– Odparł. – Według mnie to nie o symbole chodzi, ale o samą tarczę. Rysunki są tylko instrukcją, odnoszącą się do naszego słońca, jakim jest ta egida. Całkiem prawdopodobne, że przy odpowiednim ustawieniu, takim jak na rysunku, promienie światła skupią się na czterech kolejnych ogniwach wyłączających osuwającą się na nasze głowy platformę najeżoną kolcami.
Awatar użytkownika
Posty: 135
Rejestracja: 15 lut. 2012, 00:13
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1613

03 kwie. 2012, 13:45

Czas mijał, a ostre kolce czekały na ich ciepłe ciała. Po rzuceniu swojej propozycji ujrzał uśmiech na twarzy Erreina, który powiedział:
-"Dobry plan, szybki, ale nieprzemyślany"– olbrzym fuknął porzyjaźnie na uwagę krasnoluda, który dodał po chwili:
-"Według mnie to nie o symbole chodzi, ale o samą tarczę. Rysunki są tylko instrukcją, odnoszącą się do naszego słońca, jakim jest ta egida. Całkiem prawdopodobne, że przy odpowiednim ustawieniu, takim jak na rysunku, promienie światła skupią się na czterech kolejnych ogniwach wyłączających osuwającą się na nasze głowy platformę najeżoną kolcami."
Senk Khel przyjrzał się jeszcze raz na postawiona przed nimi śmiertelną zagadkę. Przyjrzał się dokładnie nasciennym tarczom zastanawiając się, jakie ustawienie było by najlepsze, zadumał się chwilę nad lustrem, nerwowo spojrzał na dzurę przez którą dało by się uciec mając skrzydła, będąc akrobatą, albo kimś większym.
Pokręcił mocno głową, pierścienie kolczugi szczęknęły. Odszedł szybko jak porażony od lustrzanej tarczy parę kroków w tył i przyjrzał się szparom wysoko nad nimi. Pora wprowadzić w życie plan pierwszy.
Jakoś się zmieszczę….– pomyślał i rzekł do demona:
-Jestem ciekaw co słyszałeś o mnie– lecz nie była to roźba, tylko miło wypowiedziane słowa osoby słyszącej o bracie, który przebył wysokie góry i głębokie morza, by spotkać się po latach
-po wykonaniu misji zatrzymamy się w mej samotni i opowiesz wszystko co wiesz– rzucił okiem na resztę towarzyszy, sapnął cicho.
-Szybko, odejść ode mnie jeśli nie chcecie bym was poturbował– powiedział i spokojnie.
Ustawił się na środku pułapki, wziął parę głębszych chrapliwych wdechów, po których nadszedł czas na wzdychnięcie spowodowane przyjemnym masażem pleców…
Spod płaszcza na wysokości pasa szybko wyłonił się dosięgający połowy długości ciała olbrzyma bicz, który udeżył mocno o ziemię, po czym podniósł się powoli wijąc się w powietrzu jak wąż podczas godów. Wtedy to dało się dokładnie zobaczyć że jest pokryty krwosto-czerwoną smoczą łuską.
Podniecony wydawał z siebie przeciągłe mruczenie znów spowodowane przyjemnym masażem i łaskotkami, z każdą chwilą emanowała od niego coraz wyraźniejsza i bardziej przytłaczająca, coraz bardziej potężna magiczna aura, ten, kto miał styczność ze smokami, mógł mieć teraz wrażenie, że ten olbrzym jest jednym z nich.
Na jego plecach, na wysokości barków jakieś kikuty zaczęły się pod płaszczem poruszać, wydał z siebie spazmatyczny okrzyk spełnienia i z jego pleców wystrzeliły pokryte przeźroczystym śluzem giętkie skrzydła, rosnące, nabierające krztałtów i ciemniejące z każdą sekundą i ruchem. Każdy głupi by zauważył że w początkowej fazie mogły by wielu powalic, nie mówiąc już o nich, gdy są w pełnej okazałości. Dobrze umięśnione, każde jedno dwukrotnie dłuższe od Samego Senk Khela, czarne jak smolista demoniczna krew, zajmujące niemal całą przestrzeń pułapki w której znaleźli się przez nieuwagę Chciwości.
Biła teraz od niego aura o wiele potężniejsza niż przedtem. Nie dość że na codzień towarzyszące mu osoby mogły odczuwać do niego wielki respekt to jeszcze teraz skrzydła dodały mu mocy. Stał przed kompanami w pełni swej chwały. Przerażający smok, potężny mag i wielki wojownik w jednym.
Zamachnął skrzydłami parę razy i potruchtał do jednej z dróg ucieczki. trzepotając skrzydłami coraz bardziej, zrobił parę dłuższych i sprężystych kroków, podskoczył w górę i zatrzepotał mocno skrzydłami. Dopomógł sobie nogami i rękoma, drapiąc ścianę, jakby chciał się wspiąć, by łatwiej dostać się na górę. zahaczył się gzymsu pazurami u skrzydeł i szybko zaczepił się dłońmi, rozwinął swój piękny długi ogon. Jeśli będzie taka potrzeba, pomaga im telekinetycznie się wspiąć.
-Szybko, bo zostaniemy naszpikowani na te kolce! Włazić po ogonie, po płaszczu!– wydał im polecenie po którym skupił swe spojżenie na ruchomych kolcach, pierwsza osoba, jaka zechce wejść, odwróci uwagę draha od kolców, skupi się całkowicie na eskorcie towarzyszy, nasłuchując jedynie czy pułapka została uruchomiona, czy jednak mają jeszcze czas.
Ojcowie, dajcie mi siły i czasu, by przezwyciężyć wszelkie niebezpieczeństwa i dopaść tego, który próbuje uniknąć swego losu– odmówił w myślach jedną formułkę i czekał czekał aż wszyscy przejdą. Jeśli komus nie za bardzo poszczęści się wspinaczka, obwiąże ogon w jego talii i uniesie w górę, po to by pochwyciś swym silnym ramieniem i pozwolić wspiąć się po nim wyżej, jeśli trzeba to pomaga mocą telekinezy.
Gdy już wszyscy przejdą przez szparę, jego aura zaczyna słabnąć tak szybko, jak szybko skrzydła chowają się na swoje miejsce.
Bezpieczne i na swoim miejscu… Szybko wsunął się do tej dziury.
"Jak dobrze rozwinąć znów skrzydła…. chyba za bardzo się tam zasiedziały"– mruknął do siebie po tym wszystkim i dołączył do reszty towarzyszy.
Stanął przed nimi znów ten sam olbrzym, jakiego poznali na samym początku, tylko widać pod płaszczem wijący się ogon, który uspokoi się po minucie.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie. 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

03 kwie. 2012, 21:42

MG Post

Dłuższą chwilę już zastanawiali się co uczynić. Czyjeś kroki odbijały się echem wśród milczenia jakie zapanowało. Były to kroki Almy, która nerwowo krążyła w okół nich. Jej rozżarzone, niczym węgielki w piecu, oczy wędrowały po towarzyszach, choć bardziej zaciekawione niźli przejęte całą sprawą. Pociągnęła raz i drugi swym noskiem zadartym tak szlachetnie ku górze, by zaraz kichnąć.
– Na zdrowie, panienko – rzekł na to z ojcowską troską strażnik, taką po której dało się często poznać, że ktoś jest ojcem już dłuższy czas i to takim z prawdziwego zdarzenia. Okazywał w tej chwili chyba najwięcej nerwów ze wszystkich, choć zdawało się, że stara się jednocześnie bardzo, by nie dać o tym znać.
– Dziękuję – odrzekła z lekkim skinieniem głowy.
– Nie rozumiem dlaczego wysłał Cię tu z nami – zaczął, jakby chciał w ten sposób zapomnieć na chwilę o tym, że są w pułapce śmiertelnej. – Mam córkę w twoim wieku. Nawet gdyby miała w zanadrzu takie sztuczki jak ty, nigdy bym jej nie puścił do takiego miejsca.
– Z całym szacunkiem, dziękuję za troskę, ale Mistrz miał dobry powód, by mnie tu wysłać – odpowiedziała dość tajemniczym tonem, a że jej twarz skryta była w większości w cieniu kaptura, nabrało to klimatu grozy.
Wtedy to poczuli nagłą, rosnącą aurę. Wszyscy spojrzeli w kierunku Senk Khela, który dokonał fantastycznej przemiany, by udać się ku górze, aż do miejsca, w którym znajdował się najszerszy z otworów. Wszyscy także zareagowali natychmiast na jego wołanie i już zbliżali się do jego ogona, kiedy to kolce ruszyły na nich z ogromną prędkością, niczym wicher, niczym błyskawica i o to drahelf ujrzał jak tu przed nim, idealnie omijając jego ogon, na jego kompanów zlatuje śmiercionośna pułapka, widział już wszystkie ostrza z góry. Widział jak tafla ostrzy jest już poniżej jego poziomu, widział jak połyskiwały niczym ocean w upalny dzień zapewne nawet zaklął w duchu, ale kto wie. Kiedy wydawało się już, że reszta jego drużyny właśnie zapłaciła najwyższą cenę, ostrza zahamowały, by zatrzymać się na niewidocznej barierze, a następnie rozlecieć po powierzchni kulistej osłony na wszystkie strony, wbijając w posadzkę dookoła tego fantasmagorycznego zjawiska. Następnie Senk ujrzał kto jest jego twórcą. Łuski niczym kryształy unosiły się dookoła swej właścicielki, emanując przy tym czarnoksięską aurą, taką samą jaka biła od Mistrza. Mrok zdawał się być płomieniem wydobywającym się spod peleryny, w którą obleczona była Alma. Podłoże pod nią zgniło od tej nagłej przemiany i pogrążyło się w cmentarnej szarości.
– Interesująca decyzja, choć niewłaściwą. Nie chciałeś ryzykować, mój drogi… – powiedziała z tonem pełnym podziwu i jednocześnie wyczuwalnym pouczeniem.
Pomieszczenie poczęło przechodzić osobliwą przemianę. Mogli poczuć straszliwe mdłości, kiedy wszystko zdawało się w okół nich rozpadać, by następnie połączyć się w zupełnie nową lokację. Znajdowali się teraz w sali, na środku której biło serce, rozmiarem nie przerastało ludzkiego czy też serca innej humanoidalnej rasy, lecz było podgniłe, ciemniało, mimo to wciąż było i rzeczywiście odprowadzało krew ku ścianom, w których tkwiły masy pojemników wypełnionych nią. Na przeciwległym końcu sali znajdował się zdobiony tron, wykonany był z czaszek dziwnych istot, których żaden z nich nigdy nie widział oraz stali zespolonej z kośćmi w taki sam sposób jak na stworach, z którymi wcześniej się zmierzyli.
– …i słusznie. – dokończyła swą wypowiedź napewno chwilę wcześniej, lecz ta dotarła do wszystkich dopiero teraz. Dziewczyna siedziała już wygodnie na tronie i obserowała ich. Stali w trójkącie, każdy około dwóch i pół metra od drugiego i byli zwróceni w jej stronę. Między tronem, a ich pozycją było więcej niż dziesięć metrów, a samo pomieszczenie na szerokość miało ich dwa razy mniej.
– Ryzyko to nie coś co my czarnoksiężnicy uznajemy za cnotę. Odwaga? To zwykłe brednie, jeśli nie ma się pewności co do swej siły – przemówiła po raz kolejny. – Dotarliście tu szybciej niż się spodziewałam, to bardzo dobrze, bo oznacza to, że przeszliście próbę wyśmienicie. Jestem w stanie wam zaufać. Zastanawia was pewnie, dlaczego okazuję się być tym na kogo polujecie? To dlatego, że Mistrz sądził, iż mnie zniszczył, choć może to mi się tak zdawało. Jest wprawiony w skrywaniu prawdziwych intencji za pomocą tego cienia tajemnicy i grozy, który towarzyszy nam, mrocznym magom. Mistrz i Uczeń, doświadczenie i potęga. Każdy uczeń chce przerosnąć swojego mistrza, niewielu z nich to się udaje. Zazwyczaj kończą jako Ci szerzący wiedzę swego mentora, rozsławiający jego imię, a ja nie chciałam tak skończyć. Dlatego zmierzyłam się z nim i… przegrałam. Wiecie dlaczego? Bo ogarnęła mną pyszałkowatość. Szczęście wcale nie sprzyja odważnym, na pewno nie odważnym magom, my możemy wygrać tylko za pomocą podstępu. Wiedział, że przeżyłam, wiedział, że nie może opuścić swego więzienia dopóki ja żyję. Dlatego was wysłał. Dlatego chce byście mnie zabili. Wybór należy do was. Czy zdecydujecie się wziąć moją czy też jego stronę? Nim jednak zdecydujecie powiem wam coś. Odpowiedzcie sobie na dwa pytania. Pierwsze: kto ma większe prawo wciąż stąpać po tym świecie – mistrz czy uczennica? Drugie: kto tak na prawdę próbuje was oszukać i czyje ziemie proponuje wam jako nagrodę? – Zamilkła po swym długim monologu i spoglądała w ich stronę. Na każdego z nich, jakby sprawdzała, który okaże się jej sprzymierzeńcem, choć jeden.
Musieli teraz wybrać, a niezależnie od wyboru czekała ich walka z czarnoksiężnikiem – Mistrzem, bądź Almą. Pytanie, kto rzeczywiście jest tutaj szulerem?
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut. 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

04 kwie. 2012, 23:36

Sytuacja z minuty na minutę stawała się coraz bardziej szalona. Krasnolud z towarzyszem kłócili się, Alma niecierpliwie przechadzała się tam i z powrotem. Jedynie strażnik i demon nie zachowywali się jak desperaci. Ten pierwszy wodził wzrokiem za dziewczyną co go uspokajało a demon, nawet jeśli zostałby przebity przez kolce to i tak dalej by istniał, tylko że w innym ciele, a może i sferze. Tymczasem nonszalancko oparł się o ścianę, starając się odpowiedzieć na pytanie Senka.
Niewiele, bynajmniej słyszałem o tobie. Są to raczej informacje za czasów mojego poprzedniego "powiernika”.– Niziołek spojrzał zainteresowany w stronę chciwości.– Na pewno o nim nie słyszeliście, podrzędny mag jakich wielu i z przerostem ambicji. Chciał posiąść coraz to większą wiedzę, a posiadł to.– Dokonał prezentacji, obracając się dookoła.– Studiował on szczególnie historię, genealogię i legendy o smokach. Pamiętam, że wypożyczył– Tu zamyślił się na moment.– Nie, ukradł pewną księgę, uznaną za zbyt cenną dla osób postronnych. Zawierała ona wszystkie wariacje i mieszanki gatunkowe pomiędzy smokami i innymi rasami, jak doprowadzić do współżycia, by zaowocowało zapłodnieniem i jakie cechy będzie posiadać potomstwo. O ile wiem, chciał doprowadzić do nielegalnego połączenia męskich, smoczych komórek rozrodczych z komórkami ludzkiej kobiety kiedy ta spała. Zabawne, prawie mu się to udało, gdyby nie jego niezdarność. Kobieta obudziła krzykiem połowę akademii, w tym strażników i najwyższych magów. Zesłali oni moje naczynie do lochów, a mnie zmusili na wygnanie.
-Zaraz, to Senk jest smokiem?– Zapytał zaskoczony Erranein.– Jak Gałgar? Tylko gdzie są jego skrzydła? I dlaczego tego nie wyczułem?
Nie było czasu na wyjaśnienia, kolce niemiłosiernie się zniżały. W końcu Senk, dając sobie spokój z tarczą, przystąpił do spontanicznej próby ucieczki przez szyb na wysokości około trzech metrów. W tym celu dokonał czegoś, co z punktu biologii i anatomii jest niemożliwe. Z jego łopatek wystrzeliły dwa, potężne skrzydła, z kość ogonowa wydłużyła się kilkunastokrotnie, tworząc masywny, pokryty łuskami ogon. Nie czekając, aż jego towarzysze ochłoną, podleciał do otworu, łapiąc się go, umożliwiając tym samym reszcie możliwość schowania się w otworze.
Niestety, kiedy tylko smok złapał się szpary, ostrza przyśpieszyły. Demon razem z krasnoludem próbowali wytworzyć barierę blokującą, jednak Alma ich uprzedziła.
Zaskoczyła wszystkich. Nikt nie spodziewał się że dziewczyna posiada takie zdolności
magiczne. Demon zaczął bić brawo, jednak nie było w nim wielkiej aprobaty ani pochwały.
Korytarz zaczął się zmieniać. Nie było to typowe przejście ze świata iluzji do świata realnego. Teraz dwa światy realne przenikały się, walcząc o to, który ma się ukazać.
Ciało nieumarłego, w którym przebywał Chciwość stopniowo zaczęło się rozlatywać, przez co demon zmuszony był do powrotu do swojego nosiciela.
Tymczasem otoczenie zakończyło właśnie swoją metamorfozę, ukazując nowe pomieszczenie, niewiele bardziej przyjazne względem poprzedniego. Ściany pokrywały pojemniki wypełnione krwią, pompowaną przez serce znajdujące się na środku pomieszczenia. Wyglądało na stare i całkowicie zużyte, jakby miało ponad sto lat.
Alma siedziała tymczasem na tronie z czaszek, których ani krasnolud, ani demon nie byli
w stanie zidentyfikować, no nie napawało entuzjazmem. Dziewczyna rozpoczęła opowieść o swojej przeszłości, przy okazji rzucając nowe światło na sprawę.
Nie ufałbym jej.– Stwierdził demon.– W tej powieści jest zbyt dużo nieścisłości. Przypomina mi ona mojego poprzedniego maga, którego opętałem.
-Psst, Senk.– Szepnął krasnolud w stronę wielkoluda. – To może być kolejna próba. Nie daj się zwieść jej opowiadaniami.
Almo!– Krzyknął do dziewczyny.– Powiedz mi, jak możemy zaufać komuś, kto zdradził najcenniejsza sobie osobę? Skąd możemy mieć pewność, że nie sprzątniesz nas zaraz po tym, jak zabijemy twojego mistrza?
Awatar użytkownika
Posty: 135
Rejestracja: 15 lut. 2012, 00:13
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1613

05 kwie. 2012, 00:38

Czekał na kompanów, kiedy stało się najgorsze. Nie było tak pięknie jak sobie wymarzył, spisał swych towarzyszy na stratę przez zwlekanie z ucieczką ścieżką, którą tak łatwo mogli wyjść z tej pułapki. Usłyszał opadające wieko kolczastej trumny. Serce podskoczyło mu do gardła i zaczęło bić jak szalone, czas zaczął płynąć wolniej. Widział jak opadają ostre kolce na jego towarzyszy. Powietrze świsnęło koło ogona, który szybko powędrował pod płaszcz chroniąc się przed przebiciem na wylot, w tym samym momencie skrzydła przywarły kurczowo do ściany. Usłyszał głośny ryk, dopiero po pewnej chwili zrozumiał że ten dźwięk wydobył się z jego gardła. Ostrza przysłoniły już straceńców, lecz nie było słychać przebijanych ciał i rozbryzgującej się krwi, nie usłyszał jak uderzają o ziemię. Nerwowo skierował swój wzrok w dół i ku swemu zdziwieniu ujrzał że zatrzymały się w powietrzu. Ogon znów wyłonił się spod płaszcza, zdziwiony przyglądał się temu zdarzeniu, po którym nastąpił rozpad ostrzy, które powbijały się w podłogę naokoło. Puścił się krawędzi otworu i lekko trzepocząc skrzydłami wylądował na podłodze, nie musiał doszukiwać się sprawcy. Dało się od razu ją poczuć i zauważyć, potężną czarnoksięską aurę i łuski, które unosiły się naokoło niej. Wszystko robiło się coraz dziwniejsze i ciekawsze. Patrzył z uwielbieniem na nią, na demonstrację jej mocy, mocy tak podobnej do mocy Mistrza. Macki gęstego mroku wydobywały się jak ogniste płomienie spod jej płaszcza, podłoże uległo magicznemu zepsuciu i nabyło martwych szarości.
Tak to wszystko stało się jasne, cel misji był tak blisko niego, kobieta, przeciw której został wykorzystany dla zwycięstwa Mistrza. Od samego początku Senk Khel był tylko narzędziem, które po jednorazowym użytku miało być wyrzucone, a nie najemnikiem, którego trzeba dobrze opłacić. Stary krętacz nie przewidywał możliwości oddania komukolwiek swej własności. W taki oto sposób Mistrz zyskał nowego wroga, tego który zmiecie go i odbierze wszystko ogniem i mieczem.
Najbardziej zastanawiało olbrzyma teraz jedno– Mistrz miał ją pod ręką, lecz nie mógł uśmiercić we własnym domu. Czy aż tak są w tym więzieniu ze sobą związani, że nie mogą sami ze sobą ponownie się zmierzyć i potrzebują osób trzecich? Napuszczona na własne pułapki, by przegrać, lecz jest potężniejsza niż wydaje się starcowi.
-"Interesująca decyzja, choć niewłaściwą. Nie chciałeś ryzykować, mój drogi…"– powiedziała do draha z podziwem, ale i z lekkim pouczeniem. Niewłaściwa decyzja? Oczywiscie że tak, nie potrzebnie została podjęta z takim opóźnieniem, gdyby wcześniej doszło do wprowadzenia jej w życie była by bardzo właściwa i nie była by powodem takiego stresu.
Nagle miejsce przeszło całkowitą transformację, a ciało demona powoli sie rozpadało. Poczuł mdłości, gdy wszystko zaczęło się rozpadać wokół niego i uformowało w nowe dziwne pomieszczenie.
Na samym jej środku znajdowało się żywe podgniłe bijące serce, odprowadzające jakby resztkami sił krew do ścian, w których znajdowało się wiele pojemników z czerwoną cieczą.
Na końcu sali znajdował się tron zdobiony stalą i czaszkami istot podobnych do tych, które spotkali wcześniej. Usłyszał dwa słowa kończące zdanie, którego Alma nie dokończyła we wcześniejszym pomieszczeniu. Siedziała na tym dziwnym tronie, lecz jej wargi nie układały się w słowa, najwyraźniej wypowiedziała je wcześniej i dopiero do nich dotarły. Spojrzał na towarzyszy, następnie na nią. Sapnął głośno i odezwał się do człowieka:
-Zwój nie będzie ci już potrzebny– podniósł lewą dłoń i telepatycznie zabrał człowiekowi swoją własność, przedmiot powędrował pod płaszcz. Przypomniał sobie co usłyszał zanim demon się rozpadł i skomentował:
-Ciekawą wiedzę ma Twój demon, krasnoludzie, lecz nie trzeba eksperymentów do stworzenia tego, kim jestem i muszę sprostować parę słów demona. Daleko mi do prawdziwego smoka Ojca.
Gdy kobieta zaczęła mówić, skupił na niej całą swą uwagę, ciekaw co jeszcze usłyszy zanim on się do niej odezwie i podejmie ostateczną decyzję. Słuchając ją spoglądał co pewien czas na kompanów, na ich reakcje i emocje. Z każdym jej słowem Mistrz tracił u Senka na wartości, stracił sojusznika.
-"psst, Senk"– szepnął do niego długobrody– "To może być kolejna próba. Nie daj się zwieść jej opowiadaniami."– olbrzym nic na to nie odpowiedział, tylko stał jak kamienny posąg z obliczem skierowanym w stronę tronu.
-"Almo! Powiedz mi, jak możemy zaufać komuś, kto zdradził najcenniejsza sobie osobę? Skąd możemy mieć pewność, że nie sprzątniesz nas zaraz po tym, jak zabijemy twojego mistrza?"– wykrzyknął Err do Almy. Senk na jego słowa głośno sapnął, uderzył o podłoże ogonem i zatrzepotał skrzydłami.
-Zamilcz!– nie zmieniając swej pozycji wykrzyknął donośnie na brodacza. Wolnym krokiem ruszył do Almy.
-Misja… niewykonana…– powiedział spokojnie patrząc w oczy królowej tego dziwnego spektrum– nie zabiję żadnego draha, kiedy sam tego nie chcę, nikt mnie do tego nie zmusi– przystąpił parę kroków przed siebie, wyciągnął dłoń przed siebie, jakby chciał pochwycić Almę, kontynuował– lecz nie mogę odejśc stąd z pustymi rękoma… ofiaruj mi siebie, pozwól mi dzielić z Tobą ziemie, które mi oferował ten, który zwie się mistrzem, a przeleje się jego krew i weźmiemy to, co mi obiecał…– ominął serce, był coraz bliżej niej– nawet jeśli bym Cię teraz zniszczył, ten krętacz by nie zapłacił, już dla niego nie pracuję… skończmy z tym i połączmy nasze siły. odnajdźmy wszystkich nam podobnych i dajmy życie nowym pokoleniom dumnych drahów. Ci co będą próbowali Tobie zagrozić, polegną… Zgódź się pani, a nie pożałujesz– zatrzymał się półtora metra przed tronem.
Jednak nie bezbronny, gdyby coś głupiego wpadło czarnoksiężnikowi do głowy, miał na nią wiele sposobów, tym bardziej w tak obszernym miejscu w którym szybko zniknęło klaustrofobiczne uczucie. Mógł by dowiedzieć się jeszcze więcej o jej intencjach, mógł by zajrzeć do jej głowy, mógłby, ale nie mógł. Maniery? Dosyć ciekawe ich pojmowanie, ale jednak trzeba jakieś mieć nawet w takich okolicznościach, co zdarza się ogoniastemu coraz częściej ostatnimi czasy.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie. 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

05 kwie. 2012, 23:46

MG

Strażnik stał spory kawałek za nimi. Wiedział, że nie jemu decydować, patrzył zawsze na osobę, która aktualnie się odzywała i próbował ogarnąć w swej głowie całą tą sytuację. Wplątał się w straszliwe bagno i wzywał bogów na pomoc od dłuższego czasu, lecz nie czuł, by to działało. Wciąż jednak miał nadzieję, że wyjdzie cało z tej sytuacji. Miał rodzinę do utrzymania, jak mieli sobie bez niego poradzić? Z drugiej strony jak wyjaśni śmierć kompana? Kto mu uwierzy? Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie będzie mógł prawdopodobnie dalej być strażnikiem, bo nikt nie uwierzy mu w tą historię. Stres wziął go jak nigdy, a pot zdenerwowania ogarnął jego czoło, choć zachowywał względny spokój.
Alma wysłuchała tego co mieli do powiedzenia drahelf i krasnolud, po czym uśmiechnęła się tak niewinnie jak wcześniej i powstała, kierując swój krok w jego stronę. Łuski nie krążyły już w okół jej osoby, a cała magiczna aura uspokoiła się, by pozwolić jej zbliżyć się do Senk Khela. Rozłożyła ręce okazując swą bezbronność i odrzekła:
– Chcesz mnie uczynić swoją? Proszę bardzo. Jak wiele mi pozostało? Chcę jedynie jego śmierci, nieważne jakie będą tego konsekwencje, ten kto wygra to starcie okaże się lepszym czarnoksiężnikiem. Tylko tego chcę. Abyście pomogli mi go pokonać. Zrobicie to, a dostaniesz to wszystko – ziemię, majątek… najdroższy. – Zamilkła na dłuższą chwilę, by następnie wskazać dłonią serce na środku pomieszczenia. – To ono nas łączy. Mistrza i mnie. Jego śmierć zabije nas oboje, tak mówi klątwa. Zabije nas oboje, jeśli któreś z nas zniszczy je nie rozszyfrowując go i nie zdejmując z niego klątwy. – Spojrzała w stronę Eraneina. – Pytasz jak możecie mi zaufać? Zatem powiem ci, że nie jestem Mistrzem, on by was nie oszczędził, nie pozwoliłby Ci także jej wynieść. Dzięki niej możesz odszyfrować słowa klątwy. Ufam ci. Daję ci także prawo wyboru, lecz pewnie nie dostaniesz go od swych towarzyszy. Jeśli odszyfrujesz słowa klątwy i sprawisz, że będziemy w stanie ją przerwać, sam zrozumiesz dlaczego pozbycie się was nie wchodzi w grę i nie mówię tu o żadnej mej dobroci.
Spoglądała krasnoludowi prosto w oczy jakby go hipnotyzowała, choć oprócz zwykłej siły spojrzenia nie było w tym nic nadzwyczajnego. Jedynie utkwiła na nim wzrokiem jakby prosiła go i liczyła, że jednak weźmie jej stronę. W końcu wszyscy zwrócili wzrok na krasnoluda i pojął, że w obecnej sytuacji jest sam. Miał jednak wybór, od niego zależało jak to wszystko się dalej potoczy.


----------------------------------------------------
(Wybaczcie, że tak krótko, ale tym razem wena mnie po prostu opuściła.)
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut. 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

06 kwie. 2012, 17:35

"Jasna cholera."– Zaklnął w myślach krasnolud. Nie miał najmniejszej ochoty pomagać Almie, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się wcześniej było jej sprawką. Przypomniały mu się także słowa mistrza:
"Pamiętajcie. Nie zlekceważcie tego imbecyla. Koniec labiryntu wcale nie będzie oznaczał końca pułapek. Ten drań będzie chciał was zwodzić do końca. Bądźcie czujni.."
Dla niego sprawa była już jasna. Alma odgrywa kolejny teatrzyk, na którego nabrała jego towarzyszy. Nie był w stanie wygrać walki przeciwko czarnoksiężnikowi, doświadczonemu wojownikowi i smokowi. Ale nadal miał cenną kartę przetargową.
*Nawet o tym nie myśl.* Zganił go demon, jakby czytał w jego myślach.* Wiesz o tym doskonale tak samo jak ja, że jeśli wybierzesz mistrza skończysz jako wykończenie tronu.
*Gdyby to było takie proste.* Parsknął w odpowiedzi Erranein. *Nie chcę do nich dołączyć, ale perspektywa przedwczesnej śmierci w jakimś zapomnianym miejscu nie napawa optymizmem* burknął.
*Otóż to. Zgódź się na warunki, jakie postawi. * Zalecił Chciwość.
Wspomniana wyżej Alma postanowiła wzmocnić swoje wpływy u Senka, jakby wiedziała, że z karzełkiem nie ma znaczących szans na powodzenie. Ten mimowolnie poddał się jej, będąc w pełni przekonanym o słuszności swoich działań. Strażnik natomiast zachowywał pokerową twarz, ale pot gęsto oblewający jego czoło i drżące dłonie zdradzały aż nad to, że boi się.
W zasadzie, Err także się bał. Nie wiedział co czynić kiedy jest się zdradzonym przez towarzyszy.
Po ckliwym monologu czarnoksiężnik zwróciła się do krasnala.
-Pytasz jak możecie mi zaufać? Zatem powiem ci, że nie jestem Mistrzem, on by was nie oszczędził, nie pozwoliłby Ci także jej wynieść. Dzięki niej możesz odszyfrować słowa klątwy. Ufam ci. Daję ci także prawo wyboru, lecz pewnie nie dostaniesz go od swych towarzyszy. Jeśli odszyfrujesz słowa klątwy i sprawisz, że będziemy w stanie ją przerwać, sam zrozumiesz dlaczego pozbycie się was nie wchodzi w grę i nie mówię tu o żadnej mej dobroci.
Przypomniał sobie słowa demona. Oczywiście, mógłby także zniszczyć serce, ale jaką miał pewność, że zdąży? Jak sama wspomniała, czarni magowie równie dobrzy są i w magii, i w podstępach. To pomieszczenie mogło być nimi najeżone.
Nie wierzył także w jej zapewnienia dobroci. Gdyby się sprzeciwił, umarłby. Oczywiście, mógł wykluczyć z gry strażnika poruszając temat jego podopiecznego a Almę szybkim ciosem w narząd, ale pozbyłby się i swojego zleceniodawcy. Naturalnie, jest jeszcze Senk.
A z nim krasnolud wolał nie walczyć w najbliższym czasie. Prawdę mówiąc– w ogóle nie pociągała go ta myśl.
Alma spoglądała na niego z nadzieją a także z wyższością. Było to naprawdę trudne okazać wyższość osobie, która doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Niemniej, jej postawa świadczyła o gotowości do zadania. Spojrzał jeszcze raz po towarzyszach.
-Zgoda.– Wycedził przez zęby. Strażnikowi wyraźnie ulżyło, trudniej powiedzieć co z "Drahem" jak nazwał go Chciwość. Z jednej strony wydawało się, że cieszyło go takie ułożenie się sytuacji, a z drugiej był wściekły ze do walki nie doszło.– Powiedz mi tylko, co
mam znaleźć w książce.
Wyciągając książkę zza materiału, patrzył cały czas na dziewczynę. Obserwowała go z takim spokojem, jakby nie żyła. Chcąc przerwać nieznośną ciszę wypełniającą pomieszczenie, przerywane z rzadka przez głuche bicie zgniłego, przeklętego serca, zadał jej pytanie:
-Almo, co właściwie stało się z tym chłopakiem? Strażniku, jak on właściwie miał na imię?
NIie czekając zbytnio na odpowiedź, otwarł księgę na wskazanym przez dziewczynę temacie. Przeczytał go pokrótce i rzucił:
-Możemy już zacząć?
Awatar użytkownika
Posty: 135
Rejestracja: 15 lut. 2012, 00:13
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1613

07 kwie. 2012, 22:56

Na klęczkach i z wyciągniętą dłonią, patrząc swej pani w oczy czekał na odpowiedź, którą dostał prędko. Uradowany kiwnął jej głową i wstał robiąc parę kroków w tył. Stanął bokiem do wszystkich, by mieć na nich oko, sięgnął oburącz do miecza. Chwilę postał w takiej pozycji, następnie rozstawił odruchowo skrzydła, by nie uszkodzić ich przypadkiem ostrzem miecza i znad głowy przełożył swą wielką broń przed swą pierś, stawiając go ostrzem na ziemi i podpierając się rękoma o tarczę mieczową z piękną smoczą podobizną.
Skierował swe spojrzenie na mężczyzn i ich działania lub też bierność. Człowiek stał się już zupełnie nieobecny przez zbyt wielkie napięcie i strach, a krasnolud wciąż bił się ze swoimi myślami, by podjąć ostateczną decyzję. W końcu wziął stronę drahów i wyciągnął księgę, dzięki której mógł rozszyfrować słowa klątwy i przesądzić o losie czarnoksiężników. Wszystko było gotowe, oprócz porad Almy o które poprosił Err.
Przez cały czas jak strażnik prawdziwego artefaktu, pilnował by nikt nie wpadł na głupi pomysł zniszczenia serca. Jeśli któryś spróbuje, olbrzym odpiera jego ataki telekinezą i spróbuje delikwenta unieruchomić używając na nim tej mocy. Zawieszenie ciała przeciwnika w powietrzu, a następnie uderzenie nim o ziemię z impetem powinno wbić mu do głowy, że popełnia błąd. Potężna aura smoczego magicznego wojownika została odrobinę wzmocniona lekkimi wirami magii wkoło niego. Gdy wszystko pójdzie po jego myśli, wykrzyknie:
-Strachliwy człowieczku! Nie wyzioń chociaż nam tu ducha ze strachu, możesz być jeszcze przydatny!– wykrzyknął do strażnika.
-Erreinie, życzę powodzenia!
-Moja królowo, co mam jeszcze uczynić, oprócz pilnowania spokoju w Twej sali tronowej do czasu złamania klątwy przez krasnoluda? Co mogę zrobić, by pomóc krasnoludowi?
Zatrzepotał skrzydłami, zamiótł ogonem na ziemi, nie zmieniał swej pozycji czujny, tylko czasami popatrzył to na jednego, to na drugiego i na Almę. Widząc znudzenie na jej twarzy, zwalnia z broni jedną dłoń i ustawia ją, jakby trzymał niewidzialny posążek. Płaszcz lekko się odchylił ukazując tunikę. Ze środka zaczęły wylatywać i tańcować w powietrzu wszelkie flakoniki z pachnidłami, kryształy, naszyjniki i sygnety, wirować wkoło tronu i tej, która na nim siedziała. Robiły fantazyjne piruety i kręgi wkoło Almy.
-Oto pierwsze dary dla mej królowej!– szarmancko wywinął dłonią i kiwnął powoli głową.
Te całe przedstawienie było dosyć męczące psychicznie z racji pilnowania krasnoluda i człowieka, lecz starał się jak najlepiej łączyć przyjemne z pożytecznym, należała się odrobina rozrywki szlachetnej smoczej córze, należało obdarować ją świecidełkami na pierwszym spotkaniu, kiedy powinno wywrzeć się dobre pierwsze wrażenie. Możni od tysiącleci tak postępują i nie należy rezygnować z tak kosztownej tradycji.

(Wybaczcie za tak krótkiego i beznadziejnego posta, ale i mnie wena opuściła.)
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie. 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

09 kwie. 2012, 23:35

MG

Uśmiechnęła się do nich równie przyjaźnie co na początku i skierowała swe spojrzenie na Senk Khela, pokazując mu gestem dłoni oraz wzrokiem, by powstał.
– Proszę was o jedno – przemówiła z prośbą w głosie odpowiednią dla zwykłej, bezbronnej kobiety niźli wiedźmy obdarzonej potężną mocą. – Nie dzielcie mnie i Mistrza pomiędzy frontami dobra oraz zła, prawda jest taka, że obojgu nam bliżej do tego drugiego, jeśli ktoś uparłby się przy podziale, ale uczono mnie od zawsze, że świat nie jest czarno-biały. W naszym starciu kierujemy się zwykłą pobudką, kto jest lepszy. Kto tak na prawdę jest mistrzem. Dlatego – tu zwróciła się do Senka – proszę cię, najdroższy, w momencie gdy przełamiemy klątwę, nie znęcaj się nad nim, zakończ jego żywot szybko. – Oczy jej błyszczały jak żarzące się płomyki, kiedy spoglądała na niego pełna nadziei.
– Vius – rzucił w kierunku krasnoluda strażnik. – Młody zwał się Vius. Był kiepskim wojem, tak na prawdę to ojciec załatwił mu tą posadę i sporo się przy tym napracował, ale i tak mam go na sumieniu. – Najwyraźniej śmierć chłopaka odbiła piętna na mężczyźnie, bo pobladł, gdy musiał o ty wspomnieć.
Dziewczyna nie odpowiedziała na pytanie odnośnie losu młodego zbrojnego. Najwyraźniej temat ten był albo dla niej jasny, więc powinien być równie jasny dla Erraneina, bądź też był niewygodny ze względu na los jaki spotkał chłopaka. W obydwu przypadkach finisz był taki sam – tragiczna śmierć. Z drugiej strony może chodziło o to, że Almę zabawiały właśnie unoszące się w okół świecidełka, tak iż zachichotała kilkukrotnie i stwierdziła:
– Jesteś na prawdę zabawny. Nawet w chwili o atmosferze, którą należałoby kroić nożem dogadzasz kobiecie.
Według wcześniejszych wskazówek krasnolud rozszyfrował tekst klątwy, który na razie ukazał się tylko jego osobie.
Tron naszych przodków, serce skalane czernią i śmiercią, Czarne Serce, które bić będzie póty póki żyjem, niczem starożytni – ze skazą, lecz jej świadom, ty i ja, lecz jeno chwila spoczynku, jeno brak jednego uderzenia, wstrzymanie szkarłatyny płynącej w naszych żyłach, a zgoda zagości, bez zwycięscy, bez sporna. Wypowiedz jednak imię, a serce przypomni sobie właściciela, zwolni kajdan karę i przywróci niepokój, i zapomni, że kiedyś byliśmy bogom równi, bo śmiertelność wróci, czar nasz odbierze i śmierci wspomni, że czas nasz nadejdzie.
Requiem.

Erranein przeczytał ten tekst parokrotnie i szybko pojął o czym mówiła Alma. Klątwa wcale nie zostanie zdjęta, ona się wreszcie wypełni, oboje utracą swoją moc, zatem nie będą mogli dokończyć pojedynku, ktoś będzie musiał to uczynić za nich. Pytanie było jak brzmiało owe imię, lecz chyba już znał odpowiedź, była dość jasna, najwyraźniej musiała taka być.
– Wypowiedz hasło! – zawołała do krasnoluda, już teraz poważna. – Jestem gotowa. Znam konsekwencje. – Uśmiechnęła się unosząc przy tym brwi ku górze i ku sobie, tak iż był to uśmiech z nutą smutku. – Chcę ich, bo kiedy zwyciężę, mój cel będzie musiał ulec zmianie i już go chyba znalazłam. – Spojrzała na drahelfa z dumą.
Teraz wszystko leżało w rękach krasnoluda. Jedno słowo mogło zakończyć całą sprawę, choć tak na prawdę sam pewnie nie wiedział co może się stać, jednakże spojrzenia znów skupiły się na nim i usłyszał nawet pewny głos zbrojnego:
– Zrób to. Nie mamy nic do stracenia. Jeśli mielibyśmy umrzeć, to przynajmniej miejmy jakiś wybór i spróbujmy zaryzykować i przetrwać. Zaufajmy jej.
Chyba wszyscy podzielili sposób myślenia Erra, iż żadne inne działanie niema sensu i choć mają wybór, to właśnie ten narzucony z góry wydaje się być najlogiczniejszym. Choć mogli poczuć się jak marionetki w rękach kobiety o czarnoksięskich mocach, to wcale nie musieli jej słuchać, mogli zaryzykować, zaatakować, ale czy rzeczywiście byłoby to w obecnej sytuacji sensowne? Możliwe, choć nie teraz było im o tym zadecydować, zrobią to, kiedy ujrzą wynik swych działań.

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 10 użytkowników online: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Grynfa
Liczba postów: 52081
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.