Opuszczony Dworek

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

Opuszczony Dworek

18 mar 2012, 21:23

MG Post

Na wzgórzu piętrzyła się tajemnicza posiadłość, dwór murowany, o godnej podziwu konstrukcji. Można by go chwalić za konstrukcję, za umiejscowienie jak najbardziej pewne i bezpieczne, z dala od cywilizacji, gdzie jedynie wiatr dawał się we znaki. Można by, lecz dworek był opuszczony. Tajemnicza była to sprawa, bowiem nie wyglądał na mocno zaniedbany, raczej tak, jakby ktoś zostawił go dopiero rok może dwa lata temu, a ludzkość o nim zapomniała, bo znajdował się tak daleko. Schody, zdobione, prowadziły kawałek ku górze, u wejściu, które to było większych rozmiarów, takich by informowało o przepychu. Firanki w oknach były dostrzegalne na pierwszy rzut oka, ich stan był może lekko niepokojący, bo czystość się ich nie imała, ale nie wskazywały na to, by ktoś porzucił to miejsce w pośpiechu. Kiedy wkroczyło się do środka jasnym stawało się, że wszystko było przygotowane na to, że właściciel opuści to miejsce. Pułki były puste. Niektórych obrazów brakowało, a wszystko co zostało było uporządkowane i równo odłożone na swych miejscach.

Ostatnie co ujrzał Erranein nim wszyscy wkroczyli do portalu to mina Mistrza. Coś do nich wykrzyczał, a jego brwi ułożyły się w grymasie, jakby zapomniał wspomnieć o czymś ważnym, lecz światło pochłonęło ich i poczuli wokół ogromny upał, jakby dookoła nich coś płonęło. Nagle to uczucie ustało i zastąpił je szok spowodowany powiewem lodowatego wiatru. Oto znaleźli się w górach, które były słynne w Wolenvain, a leżało tuż na północ od autonomii. Wiatr tylko uświadamiał o tym, że nie bez przyczyny określano je mianem wichrowych. O tej porze nie było już tu śniegu, nie było także tak zimno, ale przy każdym powiewie można było odczuć bolesny dla skóry chłód. Inaczej zapewne sprawa miała się w przypadku dwójki osobników, których chroniły łuski, nie odczuwali tej temperatury tak dosadnie, choć młoda Alma nie należała najwyraźniej to tych odpowiednio uodpornionych, bo pochwyciła się, tak samo jak strażnicy, za ramiona okazując, że zimno dało się we znaki.

Wkroczyli mimo wszystko do środka dworku. Drzwi otwarły się skrzypiąc niemiłosiernie i znaleźli się w pomieszczeniu pełnym drzwi. Każde prowadziły zapewne do rożnych pomieszczeń dworu, lecz uwagę na pewno najbardziej przykuwała otwarta centralnie na środku klapa o sporych rozmiarach i widocznych pod kątem schodach prowadzących w dół ku ciemności. Irracjonalność sytuacji wzmagały klucze przy każdych drzwiach, idealnie ułożone przed nimi, każdy innego kształtu, każdy inaczej zdobiony. Drzwi zatrzasnęły się za nimi i tak o to pozostali w pomieszczeniu, gdzie nie licząc kilku mebli, zablokowanych okien oraz drzwi i klapy nie było nic innego godnego uwagi.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 135
Rejestracja: 15 lut 2012, 00:13
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1613

18 mar 2012, 22:38

Stał w bezruchu z uniesioną głową i zamkniętymi oczyma, smakującc nowego uczucia. Magia spektralna to jest to, czego pragnął zgłębić w najbliższym czasie. Jego medytację przerwał powiew i zapach znajomego wiatru Wichrowych Wzgórz….
Burknął zdziwiony i otworzył powoli oczy, uścisk na rękojeści zwolnił się i ręka powędrowała pod płachtę, jego oczom ukazał się murowany dwór na wzgórzu, rozejrzał się. Czy to idealna iluzja czarnoksiężnika, który dokładnie wie, z kim ma doczynienia? Co moze kryć się pod tymi znajomymi widokami? Spojrzał po towarzyszach, czy oni widzą to samo i najwyraźniej się nie myli.
Jesli to ich spektrum, to jak możliwe, że ich cel może znajdować się tutaj, a nie w spektrum amuletu? Ruszył przed siebie, gotowy na każdy niespodziewany atak, ale podróż do budynku przebiegła brz większych problemów. Będąc w środku rozejrzał się za pochodniami, zbadał swym spojrzeniem całe wnętrze w poszukiwaniu tego, co niewidzialne dla zwykłego obserwatora i skupił się na wykrywaniu energii magicznej. Jak skupił się najpierw na całej reszcie, tak teraz zwrócił większą uwagę na tajemniczą klapę i schody, potrzebne będą im pochodnie, nie wiadomo jaki nieprzebyty mrok rzycha na nich na samym dole. Rozejrzał się po pozostałych, jakie są wyniki ich obserwacji i odezwał się wreszcie:
-Macie coś ciekawego? Jeśli nie– skinął na strażników– brać klucze i otwierać nimi drzwi, jeśli są zamknięte, nasza dama i krasnolud będą was ubezpieczali, a ja popilnuję wejścia do piwnicy. Ruchy!– wydał rozkazy, po czym jak są jakieś pochodnie, złożył je w jednym miejscu.
Stanął przed schodami do mrocznej odchłani i skupił na niej swe spojrzenie, oczekując jakiego kolwiek ataku psychicznego, przerażającej wizji, ognistej kuli, armii nieumarłych i wszelkiego plugastwa mającego czychać tu na nich, bestii i pułapek, które tak nagle miały by wysypać się z jednego korytarza, by zostać zgładzone.
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

19 mar 2012, 20:28

Lądowanie nie było przyjemne, ba, było bolesne jak diabli. Nie dosc, że Erranein przez całą droge czuł, jakby jego zmysły toczyły ze sobą nieustanną walkę o dominację i odczucia, to po dotarciu do celu z całym impetem uderzył twarzą o ubitą ziemię.
W czasie krótkiego letargu na podłodze starał się pozbierać ostatnie wydarzenia w jakąś całość. Przypomniał sobie, że staruszek chciał im coś przekazać, tylko nie był w stanie go usłyszeć a nigdy nie był dobry w czytaniu z ruchu ust. Postanowił jednak nie powiadamiać o tym Senka, biorąc pod uwagę zapał z jakim rozglądał się po domostwie. Strażników wolał nie martwic, poza tym mieli już zajęcie. Pozostawała Alma, jednak czuł, ze dziewczyna nie będzie skłonna do pomocy..
Podnosząc się, krasnolud wzmocnił swoje zdolności synaptyczne, starając się wyczuc jakiekolwiek skupiska magiczne. Niestety, albo może i na szczęście, niczego nie udało mu się wykryć.
Wichrowe Wzgórza zawsze go pociągały, najpewniej przez krasnoludowatosc Erraneina. Jednak nie było czasu na podziwianie krajobrazu, a zimne powietrze tylko zachęcało, by dostać się do wnętrza.
Wnętrze domu było nieprzytulne. Wyglądało, jakby nikt tu nie mieszkał. Możliwe, że nawet tak było. Jednak w niektórych drzwiach czuł silne… "wyładowania", jakby obecności jakiś istot.
Erranein podszedł do drugich drzwi z lewej strony. Dlaczego? Być może dlatego, ze moc była tam najsłabsza. Spodziewał się ujrzeć za nimi służących prawie tak samo jak hordę martwych stworzeń.
-Senk, wyczuwam tu delikatne drżenie magii. Sądzę, że powinniśmy je sprawdzić najpierw.
Jakieś sprzeciwy?–
Rzucił do strażników i dziewczyny.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

21 mar 2012, 22:46

MG Post

Tak o to znaleźli się w sytuacji wyboru brzmiącego: "co zrobić dalej?". Pomimo, iż krasnolud rzucił propozycją na temat tego, co takiego powinni uczynić najpierw, zrobił to zbyt późno, zdecydowanie zbyt późno, choć nie było to wina jego, raczej naiwności strażników, którzy posłuchali drahelfa i bez sprzeciwu poczęli brać się za drzwi. Problem polegał na tym, że po tym jak otwarli zamki za pomocą kluczy, w całej Sali rozbrzmiał donośny dźwięk spiżowego dzwonu, a następnie wszystkie drzwi otwarły się, a klapa ukazała swą rzeczywistą postać – sporych rozmiarów otwór, który pomału zaczynał obejmować całe podłoże. Jeszcze chwile przed tym młodszy strażnik został wciągnięty przez tajemnicze szpony wynurzające się z wrót przed nim, na co patrzyła z przerażeniem Alma, nim zorientowała się, że ze wszystkich stron wynurzać zaczynają się dziwne istoty. Wszyscy szybko pojęli, że sytuacja jest nie tyle beznadziejna co fatalna, a przeciwników jest od groma, dodatkowo przez okna mogli ujrzeć zmrok jaki nagle zapadł na zewnątrz, a jednocześnie był odczuwalny w środku i utrudniał orientację w terenie. Walka była by samobójstwem i choć nie mógł rozkazywać, starszy strażnik zebrał w sobie siły i krzyknął do wszystkich:
W dół! To jedyna szansa! – a nikt nie musiał się sprzeciwiać, bowiem prędzej czy później musieliby skoczyć, chyba, że woleliby dzielić ciasną półkę podłogową wraz z bestiami. Runęli zatem w dół.
Znaleźli się w kolejnym pomieszczeniu. Dziwnym było na pewno, że nie poczuli jakby upadli, raczej nagle stali już na nogach. Zewsząd otaczało ich istne podziemie, loch pełen cel i trupów, które je zapełniały. Był to nieprzyjemny widok, aczkolwiek pasował do scenerii, monstrów kroczących w ich kierunku. Było ich osiem, wszystkie o metalicznym połysku materiału, z którego były zszyte i zbudowane, wszystkie o szalonych, zadrwionych spojrzeniach, wszystkie gotowe do mordu. Decyzję należało teraz podjąć szybko. Nie mieli wiele miejsca, korytarz ciągnął się jedynie w kierunku bestii, zatem musieli walczyć, bowiem byli przyparci do muru. Co gorsza szerokość korytarza wynosiła tyle, iż zmieścić się w nim mogło ledwo pięć osób stojących obok siebie, zatem gdyby stanęli ramię w ramię to mieściliby się we czwórkę idealnie, choć nie mogliby oczywiście w takiej sytuacji walczyć. Potwory szarżowały w ich kierunku – trójka ruszyła posadzką, druga część natomiast rozdzieliła się na trzy grupy, po dwóch sunących jeszcze szybciej po kratach i jednego starającego się zaatakować od strony sufitu, po którym się przemieszczał i to równie żwawo co reszta. Nadchodził moment nieuniknionego starcia, a wszystkich ogarniało ogromne zdezorientowanie.
Awatar użytkownika
Posty: 135
Rejestracja: 15 lut 2012, 00:13
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1613

22 mar 2012, 13:05

Wpatrywał się w schody i co chwila jego spojrzenie wędrowało na strażników, którzy zabrali się otwieranie drzwi kluczami, które od samego poczatku były podejrzane, a dwaj ludzcy kompani byli dobra przynętą na wroga, na jego pułapki. Gdy krasnolud złożył propozycję otwarcia w pierwszej kolejności drzwi, przy których stał, wszystko się zaczęło. Teraz nie było czuć drgań magii tylko przy jednych drzwiach, wyraźnie były w całym pomieszczeniu. Dźwięk dzwonu wywołał usmiech na twarzy draha, rzucił wzrokiem na wszystkie drzwi, które otworzyły się jak na rozkaz. Odskoczył o parę kroków od klapy, która stała się otworem wypełnionym niewyobrazalnym mrokiem.
Młody człowiek pożegnał się ze swoim życiem, wciągnięty przez szpony w drzwiach przy których stał, budynek zaczął zapełniać się dziwnymi stworami. Dłoń olbrzyma powędrowała powoli do rękojeści wielkiego miecza i stanął w pozycji bojowej.
Żywy człowiek wykrzyknął, by wskoczyli do otchłani. Na początek wojownik warknął na mężczyznę, by nie wtrącał się, lecz w miarę pojawiania się nowych monstrów, pokręcił głową i warknął na nie. Nie wie, do czego są zdolne, więc lepiej uspokoić się i poczekać na walkę z mniejszą liczbą pokrak. Zrobił parę kroków w tył, do otchłani i przechylił się w tył tak jakby chciał paść na plecy, przed zniknięciem z tego miejsca przyglądał się jeszcze potworom, by zapamiętać ich wygląd.
Jeszcze padniesz mi u stóp magu, a truchła twych sług rozścielę po tych włościach…
Poczuł twarde podłoże pod swoimi stopami, spojrzał w dół, by się upewnić czy zmysły go nie zawodzą i nie mylił się.
Rozejrzał się. Są w lochu pełnym trupów w celach, a przed nimi osiem metalicznie lśniących eksperymentów czarnoksiężnika.
Szybko ocenił sytuację swoją i kompanów i zaczął układać plan oczyszczenia korytarza. Swą główną bronią nie może walczyć, więc pozostaje zrobić to ręcznie.
Dało się przez chwilę poczuć drgania magiina odzieniu drahelfa, płaszcz jakby pod wpływem mocnego powiewu wiatru rozchylił się z przodu, ukazując tunikę długą jak suknia i pas na niej. Rozchylił ręce i ułozył je tak, jakby chciał złapać dwie główki kapusty w obie dłonie.
-Biorę na siebie te trzy na ziemi i czwartego na suficie!– Wykrzyknął do towarzyszy i skupił sie na walce.
Wziął parę głębszych oddechów, każdy kolejny coraz spokojniejszy, wyciszył się. Tylko on i cele do eksterminacji. Zmniejszył szybko kont rozchylenia ramion i wychylił je trochę do tyłu. Obserwował dokładnie każdy ruch wroga, każdą część jego ciała. Miał w planie pochwycić za łby szarżujące po ziemi dwa stwory, przy okazji przebijając im szyje pazurami, a trzeciego znokautować kopniakiem w szczękę i uderzyć go ścierwem trzymanym w lewej dłoni. Uchyli się od ciosu przeciwnika szarżującego po suficie, a następnie powali zwierzakiem trzymanym w prawej dłoni, robiąc szybki zamach. Jeśli jednak unik i zamach się nie udadzą, osłoni się tą swoją prowizoryczną bronią. Skupienie w walce zastąpiła rządza mordu, rozerwania, wypatroszenia, zmiecenia z tego spektrum tych plugawców i zniszczenia maga.
-Ghaaa!– wykrzyknął rozkręcony. Przez ostatnie dwa lata rwalczył może parę razy, a teraz przyszła taka okazja mu się przytrafiła, przyjemność wyładowania się na takich magicznych tworach.
Kiedy ostatni raz potłukł buźki paru oprychom, kiedy to zabił ostatniego człowieka i miał z tego prawdziwą przyjemność? Tłuczenie szklanki może przed paroma tygodniami, a czystki przed paroma miesiącami, to o wiele za długo dla dojrzałego draha.
Trzymając w dłoniach nabite zapewnie już całkowicie łby na pazury i zwisające martwe ciała, jeśli nie oddzieliły się od przebitych w połowie długości szyj, rzuca je na żyjące jeszcze i atakujące towarzyszy stwory, na wszelki wypadek mocnymi kopniakami gruchota szaszki tych poległych. Jesli komuś jest potrzebna pomoc, bierze się za napastnika grążacego życiu towarzysza. Rzuca martwe łby w napastnika, by zainteresował się drahem, a jeśli to nie zadziała, szybko chwyta za łeb jedną ręką, odciąga go do siebie i przebija prawą tułów. W ostateczności rozkłada ręce jakby chciał rzucić jakieś zaklęcie…

[mod]Podczas rozchylania płaszcza uzyłem telekinezy, a koncentrując się na twoich stworach użyłem zabójczej precyzji. Jeśli mi się nie uda użycie mocy precyzji, mam nadzieję że i tak będzie mi lepiej skupić się na tych czterech przeciwnikach. Ostatnie zdanie jest wprowadzeniem do użycia mocy telekinetycznej, dzięki której postara się odciągnąć wroga od zagrożonego towarzysza i cisnąć nim w innego, który jeszcze przetrwał, albo chociaż spowolnić mobilność stworka tą telekinezą. Mam nadzieję że nie napisałem niczego zbyt chaotycznie, ciężko jest opisać swoją pierwszą walkę.[/mod]
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

25 mar 2012, 18:40

Natychmiastowo odskoczył od drzwi, kiedy te niespodziewanie się otworzyły. Teraz wszystkie stały przed nimi otworem, a moc, która z nich emitowała była kilkukrotnie silniejsza niż przed chwilą.
Przeklęci strażnicy, przeklęte drzwi, przeklęte tajemnice i magia!– zaklął pod nosem Erranein lądując obok Senka. W międzyczasie młodszy ze strażników, spoglądając niezrozumiale to na przerażoną Almę, to na swojego zaskoczonego przełożonego, nie rozumiejęc o co chodzi, runął na ziemię, po czym z impetem wjechał w jedne z otwartych wrót.
Nie było czasu aby za nim biec, nie było nawet czasu aby racjonalnie rozważyć kolejne posunięcie! Zewsząd napływali coraz to kolejni przeciwnicy, a wszechobecny mrok nie pozwalał ujrzeć ostatnich szeregów potworów, nawet krasnoludowi, przyzwyczajonemu
do ciemnoty jaskiń. Bał się, że skoro on niewiele widzi, to reszta mogła być praktycznie ślepa. Na szczęście moment dramatycznej ciszy przerwał ocalały strażnik, wykazując się sporą dawką opanowania, rozkazując, aby wszyscy skoczyli do wielkiej dziury w podłodze.
Tak też uczynili.
Radość nie trwała krótko, bo zaraz po bynajmniej długim spadaniu znaleźli się naprzeciw
ósemce "eksperymentów" tutejszego czarnoksiężnika, a sceneria pełna cel i kości rozpraszała
nie pozwalając sie na niczym skupic. Monstra rzuciły się na czwórkę ocalałych. Trójka pełniła rolę dywersji, dwójki pełznące po ścianach najpewniej miały przekraść się za żywych, a ten z sufitu możliwe że miał wpaść w sam środek grupki. Wydawało się to całkiem logiczne, biorąc pod uwagę metaliczny wygląd zszytych tworów oraz ich oszalałe z furii oczy. Tylko jak bezmyślne stworzenia mogły zapamiętać taką strategię? Czyżby ktoś nimi sterował?
Krasnolud nie miał więcej czasu na rozmyślenia. Senk rzucił się przed siebie, zajmując
Sobie jednostki dywersyjne i wspinacza.
Strażniku!– Ostrzegł go Erranein.– Proszę zdjąć te wynaturzenia z prawej ściany, a ja zajmę się lewą. Kiedy już pan już się z nimi upora, proszę chronić Almę. Ty – wskazał palcem dziewczynę– Trzymaj się z tyłu i uważaj, bo inaczej podzielisz los tamtego chłopaka.
Po wydaniu rozkazów krasnolud podniósł dwa piszczele jakiegoś nieszczęśnika leżącego obok. Rzucił nimi w potwory, celując w czaszkę. Rzut był na tyle szybki, że trafiając w głowę, byłby w stanie ogłuszyć nawet byka. Jeśli potwory tego unikną, pozostanie walka wręcz. Liczył że potwory rzucą się na niego, kiedy się do nich zbliży. Kiedy na niego skoczą, ten, przygotowany, złapie pierwszego za ręce i uderzy nim drugiego oponenta. Nie dając im czasu na powstanie, doskoczy do nich i wrzuci ich do pierwszej celi, za pomocą mocy spajając ze sobą drzwi do komórki z resztą krat. Nie wymagało to dużo energii, ponieważ nie musiał wytwarzać nowych materii, a tylko przekształcić dotychczasową, a żelazo, miedź i brąz były wyjątkowo podatne na magię. Właśnie dlatego magowie bojowi są tak bardzo cenieni przez dowódców– nie dlatego, że potrafią cisnąc kulami ognia w przeciwny batalion, ale dlatego, że w jednej chwili mogą pozbawić całą przeciwną armię oręża.
Kiedy już upora się z tą dwójką, doskoczy do któregoś z towarzyszy, w zależności od tego, który z nich najbardziej będzie potrzebować pomocy i wesprze go.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

27 mar 2012, 00:23

MG Post

Senk nie był dobrym dowódcą, jeśli chodziło o starcia, emanował charyzmą, ale zapomniał o tym, że reszta drużyny może nie mieć tyle pewności siebie co on. Na szczęście Erranein zachował trzeźwość umysłu i zabrał się do wydawania poleceń reszcie, tak, aby każdy coś robił.
Drahelf użył swych wrodzonych instynktów i wyczulonych zmysłów, by stać się szybszym niż przeciwnicy, a przynajmniej reagować sprawniej niż oni i tak o to w pewnej chwili poczuł, jakby czas zwolnił. Widział idealnie zmierzających ku niemu wrogów i sprawnie pochwycił dwóch z nich, jednocześnie zabezpieczając się przed ich atakiem. Jednocześnie uderzył biegnącego wraz z nimi, trzeciego stwora, przy pomocy dwóch, które nabił na swe, niczym ostrzejsze od stali, szpony, choć na pewno nie zasługiwały, by zwać je tak prymitywnie. Niestety biegnące po suficie monstrum było szybsze. Nic zresztą dziwnego, trójka wystarczająco dobrze powstrzymała Senk Khela przed na tyle szybką reakcją, by pokonać czterech przeciwników jednocześnie. Podczas, gdy jedyny z trójki, ledwo podnosił się z ziemi, Drahelf wykończył go i już zmierzał na pomoc reszcie, lecz było lekko zbyt późno otóż…
Erranein sprawnie poradził sobie według swego planu, jego obawy jednak się nie sprawdziły, najwyraźniej ktoś jedynie przesłał stworom krótki plan rozpoczęcia batalii, by następnie puścić je samopas, zatem działały tak jak większość pułapek uruchamianych spełnieniem odpowiedniego warunku. Gdy krasnolud skończył swoją robotę, obejrzał się na swych kompanów. Strażnik miejski ledwie radził sobie z dwoma bestiami. Jego miecz głównie parował ataki, lecz jego właściciel był nieugięty i nie posuwał się w tył, starał się z całych sił, aby wróg nie zyskiwał przewagi, jednocześnie unikał niebezpiecznych cięć szponiastych, stalowych łap. Niestety dla niego, za jego plecami pojawił się trzeci przeciwnik, ten sam, który umknął przed osądem drahelfa. Potwór wyprostował się okazując swe spore rozmiary i zamachnął na żołnierza. Wydawać się by mogło, że to koniec. Khel był zbyt daleko, Erranein dopiero co zdążył się odwrócić. Jednakże najbardziej niepozorna persona znalazła się we właściwym miejscu o właściwej porze. Coś przemknęło niczym wichura ciągnąc ze sobą mężczyznę, dało to szanse drahelfowi, by użyć telekinezy i narzucić jednego stwora na dwa pozostałe, tym samym ogłuszając je na moment, by tuż po chwili przeprowadzić dobijający atak wraz z Erraneinem, tym samym wygrywając tę nagłą walkę. Wszyscy dyszeli z powodu szybkości całej akcji, natomiast wzrok ich powędrował w kierunku leżącego teraz na ziemi strażnika i stojącej przy nim Almy. Jej osobę otaczał niknące wyładowania elektryczne, zdecydowanie wywołane jakąś magią. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i odetchnęła z ulgą, by zacząć zaraz dyszeć równie bardzo, co pozostali.
Strażnik nie pojął całej sytuacji, zatem po prostu podziękował, wciąż jeszcze przerażony, dziewczynie i podniósł się powoli, starając zapanować nad swą osobą.

------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że nie obrazicie się, że popędziłem nieco akcję i pokierowałem waszymi postaciami, kończąc jednocześnie szybciej tą walkę? Nie martwcie się jednak, bo będziecie się jeszcze mieli okazję zmierzyć w dłuższej potyczce.
Awatar użytkownika
Posty: 135
Rejestracja: 15 lut 2012, 00:13
GG: 17524824
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1613

27 mar 2012, 12:42

Lekko zadyszany sapnął głośno i pokręcił głową, by uspokoić swój oddech po dobiciu ostatniego przeciwnika. Popatrzył na martwe stwory, a następnie na strażnika, który będąc człowiekiem nawet dobrze się bronił. Zwrócił się do posłańca:
-Dobrze się sprawiłaś, droga Almo. Odpocznijcie chwilę, jeśli to konieczne i ruszamy dalej, ja posprzątam– powiedział w zapewne nieudolnej próbie podniesienia morali swojej drużyny, zapewne komplement wypowiedziany kobiecie nie zmotywuje obu mężczyzn, tylko ją samą, lecz uważaż że krasnolud tego nie potrzebuje, a strażnik… musi jeszcze zasłużyć.
Podszedł do jednego z martwych stworów i kopniakiem posłał go pierwszej lepszej otwartej celi, do tej samej wrzucił resztę trupów. Poczekał jeszcze chwilę i powiedział:
-Wystarczy, ruszamy dalej, człowiek idzie pierwszy i bez żadnych sprzeciwów– Podszedł powoli do strażnika i skinął głową, by ten ruszył wgłąb korytarza.Jeśli się będzie sprzeciwiać, drahelf złapie go za kark i lekko szturchnie nim żeby zachęcić do dalszej drogi. Jeśli spanikuje i będzie próbował zaatakować, wtedy Senk zamachnie się mocno, a jego rękawica pójdzie na spotkanie z ostrzem miesza, by wytrącić go z rąk człowieka i kolejny raz zachęci tą marną istotę do "przejęcia" dowodzenia tą wyprawą. Nie pozostawi go jednak na pewną śmierć, człek ma tylko uruchamiać pułapki, a drah będzie chronił mężczyznę jak najdłużej, czy to telekinetycznie podtrzymując wabik w powietrzu, gdy ten nastąpi przykładowo na jakąś zapadnię. Pragnął jak najdłużej utrzymać strażnika przy życiu, a takie zabiegi mają jedynie pokazać, kto tu rządzi. Każda zapadnia, każde ostrze czekające w ścianie, każde złowrogie łapsko czekające na słabego człowieka tak naprawdę nie jest zagrożeniem przy Senk Khelu i jego możliwościach. Po drugiej uruchomionej pułapce, czy wygranej walce, po której strażnik bedzie jeszcze żył, olbrzym rzuci człowiekowi tajemniczy zwój. Jeśli nie zostanie wykorzystany, Senk zabiera strażnikowi ten podarek.

[mod]Tajemniczy zwój, to nic innego jak zwój z zaklęciem magicznej tarczy. Telepatycznie Senk przekaże strażnikowi informację:
-Będac w niebezpieczeństwie rozwiń zwój, skup sie na nim i przeczytaj to co tam jest napisane, udowodnij mi że nie na marne dałem to Tobie![/mod]
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

27 mar 2012, 21:11

Krasnolud spojrzał na truchła zdobiące posadzkę. Obrócił jednego butem, tak, by leżał na plecach. Uśmiechnął się, kiedy przyszła mu do głowy pewna myśl.
*Chciwość, powiedz mi, kiedy ostatni raz mogłeś naprawdę rozprostować kości?
*Masz na myśli tą chwilę, Kiedy zupełnie straciłeś przytomność i musiałem zaprowadzić nas do domu?
*A nie masz ochoty na powtórkę jako istota dominująca?
*Nie.
*No dalej, tylko jedno ciało. Na chwilę.

Demon westchnął tylko, a krasnolud poczuł, jak jego umysł opuszcza sterta kłębiących się, nieprzyjemnych myśli. Ciało wyrwało się spod stóp Senka, który prychnął i już przyszykował broń, ale Erranein go powstrzymał.
Spokojnie, jest z nami. To Chciwość, mój osobisty demon. –Wzruszył ramionami, kiedy wszyscy spojrzeli na niego groźnie.– No co? Myślę, ze żaden z was nie chce isc pierwszy przez nieznane korytarze pełne pułapek. A on nie może umrzeć.
Demon niezdarnie dygnął i przewrócił się.
W czasie, kiedy Alma wyjaśniła im swoje umiejętności, Chciwość obchodził cały korytarz, przyzwyczajając się do nowej powłoki.
-Myślę, że jestem w stanie porozumieć się z naszym czarnoksiężnikiem– Jego głos był zimny. Słychac było w nim także kilka, jeśli nie kilkanaście innych, o wiele cichszych głosów.– Zostawił on w umysłach swoich sług pewien ślad, dzięki któremu mogę się z nim skomunikować.– Chciwość podniósł ręce.– Nie wiem, czy wiecie, ale nawet w umysłach truposzy można nadal odnaleźć ważne informacje i wspomnienia danej osoby, kiedy jeszcze żyła. Almo, twoje imię się tu cały czas przewija. Czyżbyś straciła kogoś ważne przez tego maga?– Zapytał twardo, bez jakichkolwiek aktów współczucia. Według niego było zbędne, bo tylko nadawało atmosferę sztuczności.
Krasnolud spojrzał z ukosa na Chciwość, jednak nie przerwał mu ani nie zakończył rozmowy, tylko odwrócił głową w kierunku dziewczyny i zagadkowo podniósł brew.
Po wytłumaczeniu się przez Almę(tudzież przez jego brak) demon opowie pozostałym o tym, że zna jako tako mapę całego kompleksu i jest on naprawdę sporych rozmiarów, więc łatwo się zgubić. A potem pójdą za Senkiem w ciemność.
Awatar użytkownika
Posty: 754
Rejestracja: 16 kwie 2011, 21:48
GG: 6850576
Karta Postaci: viewtopic.php?p=7484#7484

29 mar 2012, 22:41

MG Post

Nastąpił krótki postój podczas, którego to strażnik zaczął oglądać to osobliwe miejsce. Właściwie nie trwało to długo, była to na prawdę krótka chwila, bo wszyscy zaraz byli gotowi do drogi. Senk po raz kolejny bezwzględnie i twardą ręką nakazał człowiekowi robić za ich tarczę. Ten w pierwszej chwili zląkł się, lecz następnie głos w jego głowie wyjaśnił mu na czym polega zabezpieczenie w obecnej sytuacji. Całe działania drahelfa zanegował Erranein, który tym razem postanowił zadziałać na rzecz bezpieczeństwa innych i tak o to jego towarzysz opętał jedno z ciał, by stało się ich przewodnikiem i jednocześnie wabikiem na wszelkie nieszczęścia.
Krasnolud wprowadził lekko zagęszczoną atmosferę, zapytał twardo i bez ogródek o rzecz na pewno istotną dla dziewczyny, która zarzuciła kaptur na głowę, tym samym pogrążając swą twarz w mroku.
– Niezupełnie, wydaje mi się, że to jakaś pomyłka, odnajdźmy go – stwierdziła nieco beznamiętnie, jednocześnie okazując swoją niechęć do tego pytania gestem. Coś było w tej sprawie z nią nie tak. Erranein ufał na pewno Chciwości w takich sprawach, więc komu miał wierzyć – towarzyszącemu mu demonowi czy dopiero co poznanej kobiecie? Czas na ponowne nagłośnienie sprawy miną w momencie, gdy poznali dokładniejsze informacje na temat obszaru na jakim się znajdowali. Demon wyjaśnił, którędy powinni się udać, by uniknąć niebezpieczniejszych pułapek, dodał też, że wiele z nich nie jest na niej oznaczonych, o dziwo ta informacja też znalazła się w ciałach stworów. Czyżby była to podpowiedź?
Ruszyli jednak wszyscy w ciemność. Najpierw strażnik, a tuż za nim Senk Khel, następnie wyprzedził ich demon, tyły zaś przed jakimikolwiek niebezpieczeństwami chronili krasnoluda i dziewczyna o łuskach. Długo szli w milczeniu, rozglądając się na lewo i prawo, a tunel rozszerzył się dając im większą swobodę ruchów. Przekraczając pomieszczenie usłyszeli dźwięk uruchamianego mechanizmu. Wszyscy zwrócili uwagę na demona, który nie miał niestety pojęcia, że uruchomił jeden z najstarszych typów pułapek przez zwykłą nieostrożność. Sklepienie otwarło się i ujrzeli wystające z niego, ciasno ustawione obok siebie rzędy kolców, które od ostrości aż połyskiwały odbijając światło pochodni. Wrota zamknęły się z obydwóch stron, a kolce zaczęły dudnić jak szalone. Znaleźli się w pułapce bez wyjścia, małe otwory, w które ledwo można było się zmieścić, znajdowały się za wysoko, by nawet Senk mógł ich sięgnąć. Kwestią czasu zaś zdawało się runięcie ostrzy na nich, przed czym ucieczka była niemożliwa, zważając na brak przestrzeni, w której mogliby się skryć. Na ścianie naprzeciwko nich, przy wyjściu prowadzącym dalej w głąb labiryntu, znajdowała się układanka, a przynajmniej tak można było nazwać te symbole, były ich cztery, każdy zaś odpowiadał innej fazie słońca w obliczu zaćmienia. Obok nich natomiast znajdowała się wypolerowana tarcza, zdolna odbijać promienie. Te padały na nią z nikłej wielkości otworu. Można było ją obracać, co sprawdził strażnik, pomimo, że zaraz po tym został skarcony przez Senk Khela, by nie być bezmyślnym i niczego od tak nie dotykać. Czas naglił, ostrza zaczynały się telepać, mogły runąć w każdej chwili, musieli podjąć decyzję. Od nich zależało jaką i czy będzie słuszna.

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.