Górska posiadłość Czerwonych Strzał

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 90
Rejestracja: 19 lip 2012, 18:49
GG: 1740292
Karta Postaci: viewtopic.php?p=34780#34780

Górska posiadłość Czerwonych Strzał

17 paź 2012, 16:59

Wiatr rozbija się o kamienne połacie jednego z najwyższych wichrowych szczytów. Nadkruszone głazy zagrażają każdemu wędrowcowi planującemu dostać się do dużego budynku, widocznego już z podnóża. Prowadzi tam stroma ściana, nosząca znamiona po wielu śmiałkach. Co bystrzejszy umysł zauważy ubytki, przez które, przed laty wchodzili pradawni łowcy. Reszta drogi to, skrzypiące pod stopami, deski wbite głęboko w kamień. Posiadłość również wygląda, jakby boska siła wepchała ją w to miejsce, utrzymując się tylko na wielkich, cisowych belkach. Brama jest duża, zdobiona szklanymi strzałami o czerwonych grotach i lotkach. Ściany porasta bluszcz, aż dziw, że wszystko trzyma się w kupie. Co noc słychać w tych okolicach potworne jęki. Cóż też za dziwy kryje w sobie to nadnaturalne miejsce?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 912
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 mar 2014, 15:00

MG

Dalsza droga po piętrze nie była zbyt imponująca. Mężczyzna ruszył wzdłuż ściany, powoli parł do przodu licząc na to, że znajdzie coś jeszcze. Po chwili zdał sobie jednak sprawę, że zatacza koło. Nie, na tym piętrze nie było nic więcej. Nie znajdzie żadnej pomocy innej niż to, co napotkał do tej pory. Był stosunkowo czysty, w miarę syty, ugasił pragnienie. Jednocześnie jednak pozbawił się ostatniego źródła wody jakie tutaj znalazł, zakładając, że czystość wody robiła mu jakąkolwiek różnicę. Aktualnie przybrała ona różowawy, ewidentnie świadczący o obecności sporej dozy krwi kolor, w dodatku pływały w niej kawałki strupów, brud i nieco siana.

Cóż miał zrobić? Musiał przeżyć, świat za drzwiami domu zdawał się być wrogi, obcy. A Somirion jak każda żywa istota chciał trwać, nie chciał znikać z tego świata, zwłaszcza, że wiązałoby się to z nieprzyjemnymi doświadczeniami głodu, bólu i powolnej agonii. Nie czuł sie na siłach wyjść na zewnątrz. Progi posiadłości zdołał chociaż poznać w jakimś drobnym stopniu. Mimo, iż nie znalazł tutaj zbyt wiele, mimo iż sam nie wiedział czego szukał, posiadłość ta była jak na razie najbliższym mu miejscem na całym świecie. Jedynym, które odwiedził. To wszystko, choć tak niewiele tego było, musiało mu wystarczyć. Konieczne było, aby jak najlepiej to wykorzystał. Jak jednak miał to zrobić będąc niczym niemowlak? Nie zdawał sobie sprawy czy postępuje słusznie, czy też nie, zdawał sobie jedynie sprawę, że jest mokry, a w związku z tym jest mu zimno. Z czasem wyschnie, z czasem wszystko się może zmienić.

Nikt nie pomagał, musiał pracować przy użyciu własnych rąk, bez narzędzi, bez czegokolwiek. Narzędzia zresztą nie były mu potrzebne, i tak zapewne nie znalazłby dla nich żadnego wykorzystania. Miał jeszcze pożałować tego, że zabrudził wodę. Robił później co mógł, aby z pomocą kubka nabrać jak najczystszy płyn, jednak zdecydowanie nie był to idealny sposób, a obecna w naczyniu ciecz raczej już nie nosiła miana "wody". Żyjące sobie do niedawna w spokoju larwy stały się jego codziennym pożywieniem. Bezwzględnie mordował je, rozgniatał i miażdżył zębami by w końcu połknąć. Nie protestowały, nie walczyły, nie umiały. Wałęsał się po posiadłości, jednak nie mógł znaleźć nic ponad to co udało mu się zdobyć do tej pory. Łuk zdawał się bezużyteczny w jej wnętrzu, prawie. Z braku innego zajęcia bawił się nim coraz więcej, coraz częściej trafiając w zamierzone miejsce. Za każdym razem gdy puszczał cięciwę zdawało mu się, że coś w jego podświadomości drga, jakby próbowało się obudzić. Jedna ze strzał wbita głęboko w ścianę złamała się przy próbie wyciągnięcia, co zostawiło go z nieco mniejszym ich zasobem. Trudno jednak powiedzieć, by robiło to jakąkolwiek różnicę, nawet nie potrafił policzyć, że zostało ich trzynaście. Stare deski codziennie musiały znosić na sobie kroki bosych stóp poskrzypując opornie. Nie czuł się w tym miejscu dobrze, od jedzenia i wody chwytały go mdłości, kilkukrotnie ledwo powstrzymał wymioty, twarda podłoga nie była zbyt przyjazna dla jego obolałego ciała, sen na niej tylko pogarszał sprawę, skaleczenie na palcu goiło się powoli, było zaczerwienione i piekło przy mocniejszym nacisku. Kaleczenie się o zardzewiałą strzałę nie było dobrym pomysłem. Czasami w nocy marzł, nie mając niczego czym byłby w stanie się okryć. Jakoś jednak przetrzymał jeszcze trzy dni. Znów brudny, obolały, wychudzony, kichający, z bólem gardła, wyglądał jak ucieleśnienie niedoli. Ale żył, żył i, z punktu widzenia zwyczajnego mieszkańca Autonomii, był w opłakanym wstanie. Ze swojego punktu widzenia zaś czuł się lepiej niż jeszcze cztery dni temu, nadal źle, ale lepiej. Był w stanie w miarę normalnie chodzić, może nawet biegać. Musiał liczyć się z bólem, jednak był on znośny. Mógł wyjść do ludzi, z trudem ruszyć przed siebie i podjąć ryzykowną podróż w dół górskiego zbocza. Wciąż potrzebował pomocy, teraz jednak mógł już jej poszukać. Ba, musiał jej poszukać.

// Somirionie, jak zapewne przeczytałeś, jesteś przeziębiony, obolały, twój żołądek ma dość wszystkiego, zdarzają ci się gwałtowne bóle brzucha, przegrałbyś z elfem na rękę i, swoją drogą, nie masz nawet marnych gaci, jedynie mający 1,7 m łuk z cisowego drewna o kolorze krwi, który zdaje się być w nienaruszonym stanie i kołczan wraz z 13 strzałami, szczegóły pozostawiam tobie. Twoja postać wydobrzała na tyle, by opuścić posiadłość, a także nauczyła się strzelać z owego łuku na tyle, by przy odrobinie szczęścia pocisk poleciał w stronę celu, zwracam jednak twoją uwagę, że operowanie takim łukiem to trudna sztuka, więc bez porządnego szkolenia cudów nie będzie. Radzę ci jak najszybciej znaleźć gdzieś pomoc, w innym wypadku nadal jeszcze możesz źle skończyć. Możesz dać z/t do dowolnej lokacji w pobliżu, wrócę gdy będę potrzebny.
Awatar użytkownika
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

03 mar 2014, 21:17

Minęło kilka dni, w czasie których dalej robił to, co ostatnio. Nabrał trochę sił i nauczył odrobinę strzelania z łuku. W końcu odnalazł wyjście z posiadłości. Był przed nim cały świat. Widział góry, czuł świeże powietrze. Otwarta przestrzeń… Od początku swojego życia był w ciasnych pokojach. Bał się wyjść, jednak czuł że musi. Postawił pierwszy krok za próg, a po nim kolejny. Wciągnął powietrze. Było chłodno, jednak był środek lata, więc tak źle nie było. Rozpoczął powolną wędrówkę w dół zbocza

z/t

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52121
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.