Ruiny AknoKarg

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Ruiny AknoKarg

05 sty 2013, 03:04

Wysoko pośród Wichrowych Szczytów, gdzie granica między niebem i ziemią zaciera się wśród obłoków i rzadkiego, chłodnego powietrza, znajduje się olbrzymia półka skalna, do której wiedzie kręty szlak. Na tej samej półce widnieją pozostałości po świątyni, której czasów świetności mało kto pamięta, o ile ktokolwiek żyw. Pojedyncze, wolnostojące jeszcze kolumny z czarnego jak noc kamienia obrosły dawno pnączem i bluszczem. Dookoła widać pełno głazów i bloków marmuru zakopanych do połowy w ziemi, gdzieniegdzie popiersie lub pomniejszy posąg tak zniszczony, że nie w sposób ocenić, co przedstawiają. Potężne fragmenty zapewne niegdyś wspaniałej budowli opierają się z trudem o zbocze, w którym widać wykutą, zmurszałą bramę – wejście do wnętrza góry, gdzie znajduje się właściwa, nienaruszona część świątyni Akno’Karg.


Wielkie korytarze wewnątrz góry są wykonane z nienaturalnie gładkiego kamienia lśniącego słabym, białym światłem niemal niknącym w ciemnościach. W zatęchłym powietrzu unosi się pełno kurzu i choć mogłoby się zdawać, że nikt nigdy tu nie był, to na popękanej posadzce można dotrzeć ślady po ogniu, a liczne drzwi wyważone z zawiasów wskazują jednoznacznie na czyjąś interwencję. Mimo to pośród wielkich korytarzy ciągnących się nie wiadomo jak głęboko panuje niezmącona cisza. Całość spowija silna aura magii o ponurym charakterze. Wręcz złowieszczym. Cóż może czaić się w tym spowitym tajemnicą miejscu?


Obrazek
(Korytarze wewnątrz góry)
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

15 maja 2013, 22:48

MG



Mawiają, że nie ma na świecie nic bardziej stałego niż czas. Kłamią.
Czas jest względny. Niekiedy minuty zdają się być godzinami, ciągnąć się w nieskończoność, jakby nie miały się nigdy skończyć. Niekiedy godziny nagle uciekają przez palce. Tak. Na całym tym cholernym świecie nie ma nic równie względnego i kapryśnego co czas.
Który, nawiasem mówiąc, zamarzł. Właśnie teraz.
W "teraz" rozciągniętym do granic absolutu. Kościej podnosił się na przedramionach, zadzierając do góry czaszkę, by spojrzeń na opalizującą chmurkę lekko tęczowej energii. Miał dziwne wrażenie, jakby skurczyła się w sobie, skuliła. Czekała na atak. Zbierała się do obrony. Szykowała się, by wystosować własny.
Błysk.
Szczęki rozchyliły się z cichutkim zgrzytem. Błysk. Coś nagle wystrzeliło z czeluści osy, prując jak bełt z arkabalisty prosto na spotkanie byłego elfa. Tyle że… to wcale nie była magia kreacji. Na dobrą sprawę najbardziej przypominało to zwitek papieru.
Błysk. Zgrzyt.
A potem osa nagle runęła na posadzkę, zgnieciona precyzyjnie miotniętym zaklęciem. Cała metalowo-drewniana konstrukcja zapadła się w sobie, jakby ścisnęła ją mocarna prawica wyjątkowo wściekłego trolla. Ostatnie całe odnóże przez chwilę młóciło niemrawo powietrze i zamarło, stercząc żałośnie do góry, jakby wzywało pomsty nieba.
– Żartowałem! – oświadczył wesoło Kościej tonem niesamowicie zadowolonego z siebie dziecka. Podniósł się do klęczek, a potem wstał chwiejnie, zakładając rękę do tyłu. Próbował sobie naprostować nieco poprzesuwane kręgi, których już nic nie stabilizowało. W końcu kiwnął ukontentowany głową.
– Ten mały odprysk dołu kloacznego ma równie wiele wspólnego z magią Negacji, co klacz z latryną – poinformował lekkim tonem. – Ale to interesujące, że zareagowałeś natychmiast. Bardzo interesujące. Co się zaś umieszczania mej pożałowania godnej, to jest, nieodżałowanej osoby…
Przerwał, zerkając przez ramię na Infię. Przez chwilę stał bezradnie, jakby mając nadzieję, że dziewczyna otworzy oczy i obudzi się. Nic z tego. Zmaltretowane ciało Infii, owinięte girlandą wyprutych wieczności, nie posłuży już nikomu prócz wyjątkowo wytrawnego nekrofila. Kościej smutno pokręcił głową.
– Obawiam się, że muszę odmówić. Propozycja wręcz powala na rzepki kolanowe, ale sam rozumiesz… – Wzruszył ramionami. – Lubię moje ciało. To znaczy, dopóki miałem ciało, to je lubiłem. Teraz zostały mi kości. Czuję do nich, rozumiesz, pewien sentyment. Jestem, rzekłbyś, PRZYWIĄZANY!
Ryknął salwą chichotu i zaklekotał żuchwą. Gdyby tak bliżej się przyjrzeć, można było dostrzec, że uzębienie nie jest kompletne. Brakowało mu jednego zęba w górnej szczęce, z lewej strony. Ukucnął teraz nad Infią, zabawnie zamiatając niebieską materią i zajrzał jej w usta jak wierzchowcowi na targu. Palcem podważył górną wargę i przymierzył się uważnie, oceniając, czy wybiera dokładnie, a potem solidnie szarpnął, wyrywając ząb wraz z korzeniem. Chwycił go w dwa palce jak diament i dmuchnął.
– No, powinien się nadawać… – mruknął, a potem rozdziawił paszczę, próbując wepchnąć sobie w ubytek nowy ząb. – Przyjmijmy, że była mi zaślubiona, a to jej wiano. Rozdziewiczeniem zajęła się już osa. Wracając – twoja oferta jest mi do niczego nieprzydatna. Ja wcale nie chcę żyć. Już umarłem, raz wystarczy, dziękuję. Uwierz, paskudne uczucie. Jestem Kościejem. Czym byłby Kościej, gdyby nie błyskał gołymi gnatami? Jestem tu, by wykonać zadanie. A zadaniem jest dokładnie to.
Schylił się i sięgnął po karteczkę wyplutą przez osę. Rozwinął ją ostrożnie. Pergamin wręcz kruszył się w palcach, ale litery wciąż dało się odcyfrować.
– Kto ramieniem mocny, ten napina łuk. Tyś mocarz w dwójnasób. Koronę masz, koronę włóż…Eee, dalej nieczytelne – bąknął.
Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

15 maja 2013, 23:39

Kiedy osa upadła na zimną posadzkę wszystko stało się jasne. Nie miała w sobie ani krzty magii. Zmysły go zwiodły, lecz jak? Czyżby za sprawką tej przytłaczającej obcej aury magii, która wypełniała ruiny? Czy też może…wszystko za sprawką Kościeja? Musiało istnieć jakieś logiczne wyjaśnienie, a tylko te dwa mogły rozwikłać tę sprawę.

Czy ty bierzesz mnie za głupca, Kościeju? – zwrócił się telepatycznie do przewodnika napełniając swe myśli emocją gniewu – Jesteś tu, by wykonać zadanie? Nie próbuj zaćmić mojego wzroku, ponieważ sięga głębiej niż możesz to sobie wyobrazić. Obserwowałem cię przez ten cały czas i jedno jest pewne. Nie jesteś uległy.

Zbliżył się w stronę swego przewodnika, aż w pewnym momencie blask diamentów osadzonych w gołej czaszce zetknął się ze światłem jego istoty, łącząc się w tańcu barw. Stłumione mrokiem promienie padały na podłoże.

Godzisz się ze śmiercią? Więc czemu mi pomagasz? Ponieważ takie jest twoje zadanie? Takimi słowami mógłbyś zaćmić czyjś umysł, lecz nie mój! Mieliśmy umowę. Wierzę, iż wiesz, co jest dla ciebie dobre i potrafisz więcej niż odczytać byle słowa ze świstku papieru.

Wyrwał gwałtownie szybkim ruchem telekinezy kartkę z uścisku kościstych palców. Następnie zwolnił wolę i świstek spadł.

Zastanawiam się. O wiele łatwiej byłoby ukraść ci całą wiedzę. Wedrzeć się do twojego umysłu i wygarnąć to, co chcę. Wówczas przynajmniej wiedziałbym, że w istocie cokolwiek wiesz o tym miejscu, gdyż jak na razie nie wykazałeś się niczym. Może tylko kłamiesz? Blefujesz? Udajesz komika, ponieważ wewnątrz nie ma już nic? Powiedz. Co mnie powstrzymuje przed zgaśnięciem blasku w twych cennych oczodołach? Twoja moc? Czy jest większa od mojej?

Awatar użytkownika
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

20 maja 2013, 22:30

MG

Czy Kościej bierze go za głupca…?
– Ależ drogi przyjacielu. Ty jesteś głupcem – odparł łagodnie kościotrup, składając przed sobą ręce tak, że paliczki zazębiły się, siekąc koniuszkami na przeciwległe strony. Wyglądał przy tym na zaaferowanego, stropionego nauczyciela, który stara się biednemu, niezbyt bystremu żaczkowi coś uzmysłowić. – Po raz kolejny z rzędu węszysz podstęp, próbując uzmysłowić mi moje niecne zamiary. Gardzisz pomocą, szukając węża skrytego w trawie. Irytujesz mnie, chłopcze, który żyłeś na długo po mnie. Ty potrzebujesz mojej pomocy. A ja potrzebuję, byś okazał się godny tej pomocy. Obaj mamy interes. Nie sądzisz, że powinniśmy żyć w przyjaźni?
Kościej warknął coś głucho i gwałtownie rozdarł karteczkę wyplutą przez osę. Z zaaferowaniem szarpał ją na małe, malutkie kawałeczki, mamrocząc coś gniewnie pod nosem. Wyglądał na oburzonego, jego diamenty rzucały chaotyczne, kolorowe błyski.
– Do Głowy – wywarczał ponuro i odwrócił się na kości piętowej. – Za mną, marsz.
I wystrzelił przed siebie jak pocisk z procy, prując, jakby był dwukołówką zaprzężoną w znakomite konie pociągowe. Nie obejrzał się nawet, czy Anemetius za nim dryfuje. Po prostu niemal biegł, kierując się tylko sobie znanym labiryntem oraz plątaniną korytarzy, korytarzyków, przejść i serpentyn. W stronę Komnaty Głowy.
– Przecież to logiczne! – wywrzaskiwał. – Koronę masz, koronę włóż! Masz koronę, a na co chcesz ją wsadzić, wraży czerepie, jak nie masz głowy?! Myśleć! Myśleć! I tego właśnie w was nie lubiłem, dzieci! Wy nie chcecie myśleć!
Dopiero teraz wyhamował z piskiem kości na podłodze i powrócił do wcześniejszego wywodu Anemetiusa.
– Chcesz mi odebrać wiedzę? – wymamrotał. – I co ci ona da? Daję ci coś cenniejszego, mój drogi, słodki przyjacielu. Daję ci wskazówki i naprowadzenia. Powiedziałem, ostrzegłem, poinformowałem cię już – nie dam ci gotowych odpowiedzi. Nawet nie dlatego, że nie mogę. Nie podam ci ich dlatego, że nie chcę. Ruiny AknoKarg są testem. Są grobowcem i ślubnym kobiercem. Są marzeniem, koszmarem, sercem, mózgiem, płucami, wszystkim tym, czego się pozbyłeś, ale w to wnikać nie będę! Są centrum i istotą wszystkiego, czego szukasz! Nie są tylko odpowiedzią. To by było tak prymitywnie proste, nie sądzisz? O, nie, mój drogi…
Odwrócił się powoli ze skrzypieniem stawów. Ruszał się dziwnie, na przemian lekko prostując i zginając, jakby oddychał. Ba, oddychał. Dyszał z gniewu i furii.
– AknoKarg nie jest odpowiedzią. Jest metodą dojścia do odpowiedzi. Teraz rozumiesz, nędzny kawałku szlag wie czego? Dalej chcesz brnąć utartą ścieżką schematycznej odpowiedzi? Czy może otworzysz swoje marne, metafizyczne ślepia i przejrzysz na prawdę? Zaczniesz szukać odpowiedniej drogi, zamiast tylko celu? Co da ci wiedza, skoro nie potrafisz jej odpowiednio zanalizować? Bezskutecznie staram się ciebie do tego zmusić. Po co ci wiedza, skoro jej nie zinterpretujesz? Co da ci potęga, jeśli na ślepo pchasz się po kryształy energetyczne?! Chcesz?! Chcesz kryształów?! To chodź, zaprowadzę cię! Cała niewyobrażalna potęga tego miejsca runie w gruzach, bo on, idiota, nie ma nawet ochoty wysilić nieposiadanej mózgownicy, tylko od razu pcha się po energię! Bogowie, gromy ześlijcie! To na cholerę mnie budził?!
Kościej w odruchu desperacji runął do przodu na kolana. Rzepki grzmotnęły głucho o posadzkę.
– Wiedza nie jest siłą – powiedział cicho, trochę spokojniej. Jakby… przygaszonym tonem. Zrezygnowanym. – Wiesz, co jest prawdziwą siłą? Moja moc, twoja moc? Która jest potężniejsza? Z pewnością moja. Bo ty miotasz energią na prawo i lewo, pragniesz mocy, a nie rozglądasz się nawet po tym, co masz w zasięgu swoich, nazwijmy to, rąk. Ja myślę. Potęgą jest myślenie. Wiedzę można zdobyć, umiejętności zadawania trafnych pytań już nie. Inteligencji też nie. Dociekliwości, umiejętności ODNALEZIENIA i ZINTERPRETOWANIA danych! Wiesz…
Nagle usiadł, odwrócił się przodem do Anemetiusa i zastygł tak. Z piszczelami założonymi przed sobą w siadzie skrzyżnym, z dłońmi opartymi o nieistniejące już kolana. Jedną z nich nagle podparł swój podbródek, łokieć ułożywszy na kości udowej.
– Wierzę, że kiedyś, może jeszcze nie teraz, nastąpią czasy, gdy wiedza będzie dostępniejsza. Ale nawet teraz każdy, kto chce i potrafi czytać, może wejść do biblioteki. Ja już nie dożyję tych czasów, ale może przyszłe pokolenia będą mogły się swobodnie uczyć. Poznawać świat i jego prawidła. A co najważniejsze, samemu budować teorie i je konfrontować. Tylko przez konfrontację można wybrać tę właściwa. Kiedy ktoś podaje ci coś, w co masz wierzyć, jaką masz gwarancję, że jest to prawda? Jak to sprawdzisz? Mając zestawione ze sobą dziesięć poglądów, możesz wybrać właściwy, analizując ich zalety i wady. A co najlepsze, możesz odrzucić wady i spróbować ulepić z zalet coś naprawdę dobrego. Brać spuściznę ojców i urabiać niby garniec z gliny. Rozumiesz mnie, idioto, którego nazywam teraz głupcem? Rozumiesz, Anemetiusie? AknoKarg jest twoim testem. Obudziłeś mnie, więc bardzo chcę, byś przeszedł ten test pozytywnie. A teraz chodź. Do Sali Głowy – mruknął, zakończywszy swoją orację i wstał, smętnie drepcząc we wskazanym uprzednio kierunku.
Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

21 maja 2013, 13:31

Dzisiejszy przyjaciel może okazać się jutrzejszym wrogiem. Nie wierzył w przyjaźń, zaufanie ani dobre intencje. Jedynie mając czynnik kontroli można mówić o zaufaniu. Dopiero wówczas obie strony wypełniają swoje zobowiązania, gdyż wiedzą o swych słabościach. Zawierzenie na słowo jest oznaką głupoty, naiwności i brakiem logicznego myślenia. Kościej go potrzebował, aby okazał się godnym pomocy? Cóż to za powód? To prawda – obaj mieli interesy, lecz jakie były interesy Kościeja? Niesienie mu pomocy? To nie powód. Brak pewności prowadzi do luki w obronie, a na to nie może sobie pozwolić. Własne istnienie cenił ponad wszystko inne. Logika prowadzi do jednego – chronienia własnego istnienia. Nie ma znaczenia, co będzie po naszej śmierci. Życie to najwyższa wartość. Wieczne życie. Co jemu – Ascendentowi – bytowi dążącemu do perfekcji po przyjaźni, ufności i innych, śmiertelnych przywarach? W każdej z tych form istnieje widmo zagrożenia. Jego jedynym celem jest moc i wiedza. Potęga. Gromadzenie i poznawanie. Cała reszta? Nie ma znaczenia.

Podążał za Kościejem lewitując w powietrzu jako mglista kula jarząca się stłumionym blaskiem. Zapewne gdyby był żywy gwałtowna reakcja przewodnika sprawiałby mu niemałą satysfakcję. Teraz jednak? Była mu obojętna. Nie odczuwał ani zawodu, ani szczęścia, ni przyjemności.

Istniej wiele dróg dojścia do odpowiedzi. Ty wierzysz w te ruiny jako jedną z nich. Ja widzę swój cel jako drogę. Moc jest drogą. Magia, jej potęga, celem. Gromadząc ją wzmacniam siebie i swe możliwości. Poznają nowe możliwości. Mój byt, świadomość zamknięta w magii, nie potrzebuje innych dróg poznania. Obcując z magią kreuję ją myślą. Jestem wówczas twórcą. Badaczem i kontemplatorem tego, czego śmiertelne oczy ujrzeć nie potrafią. To połączenie, którego nigdy nie doświadczyłeś i nie doświadczysz.

Przerwał na moment.

Dlatego wiedza jest potęgą – zaczął kontynuować – Ponieważ ja wiem jak myślą tobie podobni. Jednak czy wiesz, co kieruje istotami mego pokroju? Czy posiadasz tę wiedzę? Własne doświadczenie? Nie, nie posiadasz. Posiadasz założenie. Bliższe lub dalsze prawdy. To tylko twoje przemyślenia. Dlatego także i ty musisz myśleć, aby zdobyć tę wiedzę…prowadź.

Po tym zamilkł urywając kontakt i podążył za swoim przewodnikiem. Nie odniósł się do ostatnich zdań specjalnie. Taki sam – przemknęło mu. Kościej też wierzył w to samo. Świat wiedzy, nauki, myśli. Wierzył w to, podobnie jak Isemalin. Wspomnienia dawnego mistrza elfa, jakim niegdyś był, powróciły. Na krótki moment, lecz wystarczająco wyraźnie. On też w to wierzył. Wyznaczył sobie misję. Stworzenie Utopi. Koniec końców wszystko upadło, utopia zniknęła pod wodzą, wiedzę i mądrość zastąpiła krew i żądza. Niepoprawny idealista, który za swą ślepą ufność zapłacił najwyższą cenę.

Martwi zawsze są przegranymi.

Awatar użytkownika
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

26 maja 2013, 18:44

MG

– Czyli twierdzisz, że wiesz, o czym myślę? – zadrwił Kościej, odwracając czaszkę pod nienaturalnym kątem. Coś trzasnęło pomiędzy jego dźwigaczem i obrotnikiem, czerep zawisł nagle bezwładnie. Kościotrup jakby westchnął z irytacją, chwycił głowę oburącz i zaczął ją metodycznie nastawiać.
– Interesujące. Ale gdyby tak było, nie musiałbyś mnie indagować i stroszyć piórek, mój kochany, słodki przyjacielu – zaburczał, skończywszy ustawianie głowy w odpowiedniej pozycji. Wzruszył obojczykami. – Nie wiesz, co myślę. Nie wiesz też, co myślą tacy jak ja. Nie znasz moich priorytetów, choć część z nich ci już wytłuściłem. Wiedza, moc, potęga, magia, droga, blabla, powiadasz. A ja powiadam, że za życia musiałeś być wybitnie smutną istotą.
Drzwi do Komnaty Głowy rozsunęły się tym razem bezszelestnie. Była mała, wręcz ascetycznie urządzona, surowa, pozbawiona jakichkolwiek ozdób. Sprawiała wrażenie zimnej, biorąc pod uwagę zwłaszcza fakt, że dopiero co wyszli z komnaty strzał, która wręcz przelewała się myśliwskimi ozdobami oraz trofeami. Tutaj było pusto. Pusto, zimno i dziwnie obco. Kościej jednak czuł się pewnie.
– Ani chybi nie ciupciałeś, przyjacielu – zawyrokował pewnym tonem. – To właśnie ten fakt nieciupciania musiał rzucić cień na twoje życiowe priorytety. Nie mając w ramionach rozkosznie ciepłego, kobiecego ciałka, musiałeś sobie wmówić, że wolisz magię, drogi i inne takie potęgi. A tak naprawdę zawsze chciałeś ciupciać. Strasznie mi ciebie żal, Anemetiusie. Gdybym żył wtedy, gdy ty dojrzewałeś i gdybym wiedział, jak to się zakończy, sam bym z tobą zapewne współżył. Zawsze to jakiś substytut, nieprawdaż?
Strzepnął dłonią nieistniejący pyłek ze swojej kobaltowej szmaty.
– Do rzeczy. Znajdujesz się w komnacie Głowy. Głowa to głowa, logiczne. Zasadniczą funkcją głowy, prócz ochrony wnętrza szyi przed deszczem, jest myślenie. Wniosek? Ta komnata sprawdzi, czy masz w ogóle coś takiego jak myślenie – burczał dalej w najlepsze. Gdyby Kościej był kobietą, w dodatku żywą, należałoby przypuszczać, że przeżywa właśnie swoje krwawe dni. Ale nie. Kościej był mężczyzną.
Martwy, niezwykle zirytowanym i obrażonym na Anemetiusa mężczyzną.
– Do dzieła, zuchu! – fuknął. – Szukaj! Czegokolwiek, co może być ważne. No, dobra chmurka. Szukaj, szukaj!
Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

26 maja 2013, 19:36

Ciupcianie – cóż za interesujące określenie. Dość prymitywne jakby nie patrzeć, ale gdzie zostało powiedziane, iż każdy musi się wypowiadać w sposób zrozumiały? Najwyraźniej celem jego przewodnika – za życia naturalnie – było oddawanie się swym cielesnym żądzą. Co za słabość. Cóż za żałość, by odczuwać nawet po śmierci niezaspokojenie tak niskich chuć. Prawdą jest, że każdy ma swoje priorytety, ale on ośmielał się osądzać jego? Cele, marzenia, misję, których nikt nie był w stanie zrozumieć?! Poświecił się czemuś znacznie większemu. Jego plany sięgają dalej niż kogokolwiek. Nigdy go nie rozumieli. Rodzina, bliscy, przyjaciele, nawet sam mistrz., ale…to i tak bez znaczenia. Wkrótce. Jeszcze trochę… i odzyska to, co utracił. Dawną potęgę. Ogromną moc, a kiedy to się stanie, zacznie reazliwoać swoje plany i świat ujrzy w nim prawdziwego zbawcę. Może nie jutro, nie za miesiąc i nie za rok, lecz czas był po jego stronie, gdyż był wieczny. Prędzej czy później stanie się dla nich jedyną drogą – nową drogą – Bogiem.

Kolejne pomieszczenie z ukrytym przełącznikiem? Wajchą? Urządzeniem? – zwrócił się nie określając adresata, acz jako że tylko oni dwaj przebywali w pomieszczeniu, nie trudno było określić, do kogo były skierowane myśli – Cokolwiek mówisz Kościeju, to miejsce niczego nie sprawdza. Jest zaprojektowane. Wymusza wykonanie odpowiednich czynności. Jest pustą skorupą, w której ukryto coś cennego. Cennego dla mnie. Cóż jest wyjątkowego w przesunięciu ukrytego przełącznika? Wbiciu paru strzałek w wyznaczone miejsca? Spodziewałem się czegoś więcej.

Zatrzymał się pośrodku komnaty rozpoczynając dokładną analizę każdego skrawka powierzchni. Podłogę, ściany, sufit – wszystko to przeczesywał swoim umysłem, tworząc w nim dokładną, wymiarową mapę. Nanosił na nią wszelkie nierówności, pęknięcia i ubytki w tynku. Szukał czegokolwiek, co mogłoby wzbudzić zainteresowanie. Czegoś, co odstawało od reszty. Odnajdzie to. Pustka jest tylko pozorem.

Awatar użytkownika
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

28 maja 2013, 20:15

MG

Podczas gdy Anemetius pogrążył się w rozmyślaniach o własnej samotności, poczuciu misji, odrębności i wyobcowaniu, Kościej zaczął niefrasobliwie dreptać wśród ścian. Tym razem wyglądały inaczej. Były znacznie gładsze, zupełnie jakby zostały wykonane z jakiegoś ciemnego metalu. Były też zimniejsze, ale akurat tego kośćmi sprawdzić nie mógł. Mógł za to wyłuskać wzrokiem szczelinę i podążyć za nią, sunąc palcem po gładkiej powierzchni.
– Wiesz co… – mruczał, podczas gdy Anemetius gadał wprost do jego głowy. To było fascynujące, ale nawet w ten sposób (de facto wymuszający słuchanie), Kościej zupełnie go ignorował. Był niezaprzeczalnym wariatem. Tylko tacy potrafią przeskakiwać z jednego stanu w drugi, zgoła odmienny, nie tracąc przy tym rezonu, ale skutecznie pozbawiając go wszystkich innych. – Tu są chyba jakieś kafle. Nie wiem, nie byłem nigdy w tej Sali, szczerze mówiąc. Ale no popatrz.
Demonstracyjnie odszedł kilka kroków do przodu i wsparł się o boki niczym malarz podziwiający z daleka swój fresk. Zadarł wysoko głowę. Faktycznie, na z pozoru gładkiej powierzchni ściany dało się zauważyć regularne wzory kwadratowych obrysów, a w nich jakieś… rysunki? Ryciny? Płaskorzeźby? Cholera wie.
– A czego się spodziewałeś, kotuś? – powrócił nagle do wcześniejszego tematu. – Ogni strzelających z podłogi, trębaczy, oddziałów wojska, magicznego światła, wielkiej mistycznej tajemnicy, bractwa w kapturach? Przykro mi, kochanie, masz w takim razie logiczne zagadki. Może przybliży cię to do prawdziwej istoty mistrzów AknoKarg.
Gdy to mówił, w brylantowych oczach Kościeja coś nagle zabłysło. Brylanty nagle zaczęły wyglądać dokładnie tak, jak powinny. Na zimne, ostro oszlifowane kawałki niezwykle twardej materii. Gdyby jeszcze miał wargi, to by je pewnie pogardliwie wydął. Oparł się biodrem o ścianę, całą uwagę poświęcając nieistniejącym paznokciom lewej dłoni. Wpatrywał się w swoje paliczki ze skupieniem godnym lepszej sprawy. Anemetius mógł zauważyć, że kość małego palca jest lekko nadkruszona.
– Może chociaż wrażenie zrobi na tobie gole… – wymamrotał i nagle szybko umilkł, jakby krztusząc się własnymi słowami. Kłapnął wściekle żuchwą. – Nieważne! Do roboty, nie ma czasu! Przyjrzyj się tej ścianie. Ja stąd nie widzę, spróbuj podlecieć do góry albo przyjrzeć się temu, co jest na szczycie. Wydaje mi się, że to coś oznacza.
Zadarł czaszkę do góry, aż znowu niemal przekrzywiła się na atlasie. Eksponował w tym momencie Anemetiusowi swoją kość gnykową, zupełnie jak wilk unoszący posłusznie łeb przed basiorem alfa watahy. Brylantowe oczy szyły ciężkim spojrzeniem pustkę i ciemność powyżej. Zupełnie tam, gdzie w lewym górnym rogu ściany ziała głęboka na kilka palców wyrwa o kształcie kwadratu idealnie pasującego powierzchnią do innych kafli.
Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

28 maja 2013, 21:15

Najwidoczniej sztuczne życie powoli opuszczało Kościeja – wyciągnął wniosek dostrzegając błysk w diamentowych oczach i reakcję swego przewodnika. Urwany, zirytowany wybuch gniewu mający na celu odciągnięcie uwagi od swej słabości. Jakież to typowe. Zbyt dumny, aby przyznać się do słabości – swojego strachu. Nie ma czasu? A cóż go goni? Czyżby…śmierć? Zapewne będąc takim, jakim był przed przemianą Anemetius pozwoliłby sobie na złośliwą uwagę, ale w obecnym stanie był to tylko wniosek wyciągnięty z obserwacji. Prawidłowy? Fałszywy? Nie mógł tego określić, lecz analizowanie poczynań innych istot zdolnych do odczuwania emocji było niezwykle…interesujące.

Usłuchał słów Kościeja kierując swoją świadomość ku wyznaczonemu miejscu. Zbadał powierzchnię odtwarzając jej odbicie we własnym umyśle. W rogu ściany widniał pewien ubytek o regularnych kształtach przypominających kwadrat. Zbyt regularnych, aby wyrwa stanowiła dzieło przypadku. Musiała czemuś służyć.

W istocie, coś tu jest – potwierdził – Puste miejsce o kształcie identycznym do pozostałych kafelków. Prawdopodobnie należy je wypełnić pasującym elementem. Czy dostrzegasz takowy?

Czekając na odpowiedź Kościeja sięgnął wolą w głąb otworu chcąc sprawdzić czy nie ma tam jakiegoś ukrytego przełącznika. Może ścianka na końcu miała w sobie ukryty mechanizm? Wywarł na nią delikatny nacisk mocą telekinezy.

Awatar użytkownika
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

31 maja 2013, 16:17

MG


Anemetius naparł telekinezą na zimną powierzchnię ścianki. Ani drgnęła. Kościej zaś wetknął koniuszek palca do szczeliny i spróbował ją poszerzyć, mamrocząc coś gniewnie pod nosem. Ciężko było powiedzieć, czy to zaklęcia, ustęp z księgi o ziołach na rozstrój żołądka, czy zwyczajne przekleństwa.
– Ni cholery! – burknął. – Ale… czekaj!
Kilkoma lekkimi krokami odskoczył nieco do tyłu, by mieć szersze pole widzenia. Z odległości objął większość ściany wzrokiem, zauważając coś, czego nie dostrzegł wcześniej. W celu upewnienia znów przyskoczył do ściany i wręcz do niej przypadł z czaszką opartą o lodowatą powierzchnię.
– Masz swoją kolejną, nudną, nic niewartą, niczego nie odkrywającą układankę – wyszeptał. – To wzór. Wydaje mi się, że te kafle należy poprzesuwać i poustawiać. To jak mozaika. Nic innego w tej Sali nie może być przełącznikiem. To komnata Mędrców, a zagadki logiczne są domeną każdego Mędrca. Sprawdza mózg. Na dobrą sprawę można siedzieć tu do usranej śmierci i nie móc tego ułożyć, ale…
Zawahał się. Obrzucił Anemetiusa drwiącym spojrzeniem, błyskając diamentami z oczodołów. Pożółkła czaszka wyszczerzyła swój niezbyt kompletny zestaw uzębienia. Kościej przekrzywił ją lekko, jakby się czemuś wnikliwie przyglądał.
– Ale my nie żyjemy. Jeden zero dla nas. Mamy cały czas świata – prychnął, jakby nawiązując do niewypowiedzianych myśli Anemetiusa o jego kończącym się czasie. Nie to było istotą. Kościej był teoretycznie wieczny. Magia, która go wiąże, samoistnie puści, gdy tylko skończy się jego zadanie. Jeszcze się nie skończyło.
Anemetius był jego zadaniem.
Albo i nie.
– Pchaj – mruknął. – Ja stoję z tyłu i patrzę, czy robi się z tego coś konkretnego. A ty przesuwaj te kafelki. Powinno iść gładko. Spróbuj najpierw ruszyć pierwszą leżącą obok tej szczerby. Po prostu wsuń ją w lukę.
Zaczekał, aż Anemetius spełni jego polecenie. W międzyczasie okazało się, że jako żywy człowiek Kościej musiał obgryzać paznokcie. Teraz bowiem uniósł dłoń do nieistniejących ust i wcisnął koniuszek paliczki kciuka między zęby, leciutko je na nim zagryzając. Nawyk, którego wcale nie jest tak łatwo się pozbyć. Dopiero gdy zauważył, co robi, z irytacją opuścił kości ręki.
– Tak jak myślałem. Brzegi tej ściany to coś w rodzaju ramy. Tam są pewnie takie rowki, w których spokojnie może przesuwać się płyta. Po prostu trzeba je ułożyć. Zawsze zostanie ta luka, bo brakuje jednego kafla, ale całość ma ułożyć spójny wzór. I….czekaj… to chyba jakiś obraz. Obrazek. Albo płaskorzeźba. Nie wiem, cholera, nie byłem artystą.
Niemniej jednak miał rację. Na pierwszy rzut oka cienki, jakby wyryty dłutem wzór nie przypominał niczego specjalnego. Na drugi jednak sprawiał wrażenie zamalowanego płótna, które pocięto na równe części, a potem zszyto je byle jak, zamieniając kolejność. Oni musieli rozpruć szew. Złożyć znów obraz.
Do dzieła.
– To… – zaczął powoli Kościej. – Z tego co pamiętam, to jest ostatnia komnata, którą należało odwiedzić. Rusz się, mój pochmurny przyjacielu.


Ane, możesz opisać, jak kafle układają się w całość. Mają utworzyć obraz będący ilustracją zagadki o Lkutracie.
Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

31 maja 2013, 19:17

Wykonał polecenie Kościeja pchnąwszy telekinetycznie pobliski kafelek w stronę pustego miejsca. Kwadratowa płytka zareagowała zadrżawszy nieznacznie. Uniósł ją delikatnie odsłaniając ramę, do której przymocowane były pozostałe płytki. Następnie płynnie przesunął obiekt w żądane miejsce. Kafelek wpasował się idealnie wydając stłumiony dźwięk przynoszący na myśl ocieranie o siebie dwóch kamieni.

Kościej odezwał się mówiąc o jakimś obrazie. Ostatnia komnata? Zwiedził ją na samym początku. Pomieszczenie było oznaczone symbolem gwiazdy, lecz nie znajdował się tam żaden obraz. Jedynie kamienna tablica opisująca historię Lkutrata. Przywołał sobie jej treść. Czy miał ją tutaj zobrazować? Przez moment zastanawiał się, gdy doszedł do zaskakującej konkluzji. Prawdziwej? Fałszywej? Nie wiedział, ale…

Kościej. Lkutrat. Ocalona zostanie jego dusza, gdy miejscach ran trzech cześć mu i modlitwa zostanie złożona. Tak mówiło Słowo z tablicy. Ruiny mają być podróżą w czas. Lkutrat stał się straconym, ponieważ nieumyślnie w czasie polowań zabił króla, nie zwierzę. W komnacie strzały odwrócił czas tak jak mówiło Słowo – strzały trafiły łanię, nie zaś króla. Złożył jeden hołd. Pozostały dwa. Teraz był w komnacie głowy – według Kościeja – komnacie Mędrców. Słowo mówiło, iż oni zdradzili Lkutrata. Nasuwało się pytanie. Czy miał zilustrować całą powieść, czy zaledwie jej fragment? Niestety, gdy wydawało się, że wszystko pasuje, elementy zaczynały się od siebie odpychać. W komnacie korony nic nie zyskał. Tylko zagadkę. Korona ma spocząć na tronie według Słowa, ale nie miał żadnej korony! Nic nie pasowało! Wydawało się być całością, lecz w istocie nic miało żadnego powiązania. Twórcy tego miejsca zaprzeczali sobie na każdym miejscu. Tylko fragment z łanią pasował do teorii jakoby Kościej był Lkutratem. Może tutaj znajdzie koronę? Wówczas umieści ją na tronie – spełni założenie. To byłyby dwa elementy. Co z trzecim?

Domysły i snucia mógłby drążyć bez końca. Nic mu po nich na chwilę obecną. Miał dylemat. Układać cały obraz czy zaledwie jego część? Lepiej złożyć całość. Jeżeli coś nie będzie pasowało usunie zbędny element.

Rozpoczął układanie rozproszonych puzzli. Na początek pierwsza część.

Lkutrat stracony, łowca królów dziś zwany. I dnia wyruszył z władcą hołd oddać, tam białego świętorogacza znaleźli i uznawszy to za symbol wyznaczyli go.

Przesuwał kafelki pionowo oraz poziomo torując sobie drogę. Wiedział, że jeden fragment zawsze będzie pusty. Musiał coś oznaczać. Postać Lkutrata – nie mógł wiedzieć jak wygląda, dlatego dopasowywał fragmenty z podobiznami ludzi losowo, zważając jedynie na elementy ubioru. Król wszakże nie będzie przedstawiany jak łowca. Po ukończeniu fragmentu zabrał się do następnego.

Łowca spiął łuk swój wypuszczając śmierć, jednakże nie tego ona dosięgła kogo powinna, albowiem korona upadła.

To akurat było proste. Postać z łukiem wypuszczająca strzałę, jednak grot wbija się w króla, a korona upada.


Gdy zabrawszy ją nieszczęśnik do cechu swego, przyboczni już czekali nań i zadali mu pierwsze pchnięcie.

Ponownie postać łowcy tym razem trzymającego koronę. Wraca do cechu. Połączył kwadraciki tworząc postacie atakujące łowcę.

I uciekł do mędrców miasta radząc się co zrobić, jednakże i ci go zdradzili zsyłając wiernych koronie do siebie. Ranili go raz drugi zniewalając.

Zastanowił się, czy aby na tym nie poprzestać, ale zadecydował, iż będzie kontynuował. Mędrcy musieli wyróżniać się długimi szatami, dlatego też wybrał odpowiednie kafelki ustawiając je w żądanej kolejności. Łowca do nich przybywa, ale i oni go zdradzają. Zniewolili go.

Odebrano godność wraz z wolnością łowczemu czekając aż pusty zostanie i dusze zabiorą bogowie.

Fragment musiał przedstawiać jakieś więzienie. Postać łowcy na jego tle. Tak też uczynił.

Jednakże zemsta górę wzięła, albowiem wybranka władcy weszła do pomieszczenia odbierając mu życie. A wiedząc, że korony nikt nie godny schowawszy ją w magazynach kuchni uciekła z miasta.

Ostatnia część ukazywała kobietę, która zabija łowcę i zabiera ze sobą koronę, kryjąc ją w magazynach kuchni. Następnie ucieka. Przesuwał kafelki. Dźwięk szurającego kamienia o ramę wypełniał komnatę. Gdy ostatni kwadracik znalazł się na miejscu spojrzał na swe dzieło. Czy chodziło właśnie o to?

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.