Górski szlak

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

Górski szlak

01 maja 2013, 22:50

MG

Wichrowe Szczyty. Docelowe miejsce wyprawy, na jaką porwała się mała drużyna, która postanowiła wyruszyć na poszukiwanie zarobku, nie zważając na ewentualne niebezpieczeństwa oraz konsekwencje. Wybrali stosunkowo nieprzystępne okolice, kryjące w sobie tysiące mrocznych tajemnic, wyjątkowo niebezpieczne miejsce, które przyciąga ludzi jak przysłowiowe gówno muchy, zarówno ze względu na zapierające dech w piersiach walory estetyczne, którymi niejednokrotnie nie sposób nacieszyć oczu, ale i również dlatego że jest to miejsce, w którym można spotkać dziwy i cuda, których nie uświadczy się na bezpiecznym, położonym setki metrów niżej, twardym gruncie.

Niektórzy przychodzili tutaj po to, by pooddychać świeżym, górskim powietrzem, odpocząć od zgiełku i hałasu, jakie panowały w miastach lub nasycić swe oczy wspaniałym pejzażem jaki tworzyły malownicze, tworzące krajobraz skały, wielkie połacie zielonych lasów i terenów zapełnionych najróżniejszą roślinnością, która w jakiś sposób przystosowała się do tych trudnych warunków, oraz górskie, czyste strumyki, służące za wodopój zamieszkującej te tereny zwierzynie, bardzo często równie niespotykanej co flora. Równie wspaniałym widokiem było spoglądanie z większych szczytów na położone niżej tereny, skąd było widać miasta i wioski, które były nie większe od małego orzecha, który z łatwością można było zgnieść w dłoni. Były też jednak takie osoby, które wyruszały w te tereny w celach zupełnie nie związanych z turystyką i podziwianiem cudów, jakie stworzyli wielcy Bogowie. Olbrzymie góry kryły bardzo wiele nieodkrytych tajemnic, setki grot i jaskiń, dolin i przełęczy, różnorakich kryjówek i ukrytych przed wzrokiem niepożądanych osób miejsc, w których kryły się najróżniejsze, unikające kontaktu z humanoidalnymi istotami stworzenia, jakich wręcz nie sposób było spotkać, podróżując po miastach Autonomii. Owe zwierzęta miały to do siebie, że ze względu na niebezpieczeństwo jakie oznaczała sama próba wyruszenia w ten obszar, unikalność gatunkową, a także niejednokrotnie groźne ataki do których były zmuszone w akcie samoobrony, sprawiały że cena za niektóre części ciała tych osobników, lub bardzo często również za żywe okazy, potrafiła osiągać naprawdę wysokie sumy, a jak wiadomo, niektórzy są w stanie dla pieniędzy zrobić niemal wszystko. Jak bardzo zdeterminowana była czwórka podróżników, którzy postanowili zwiedzić Wichrowe Szczyty, z domyślnym zamiarem upolowania czegoś, co da im jakiekolwiek większe źródło zarobku? Odpowiedź na to pytanie, w najbliższym czasie mogła im wszystkim nasunąć się o wiele szybciej, niż mogłoby się wydawać. W końcu nigdy nie wiadomo, co czeka za następnym, wielkim skalnym odłamkiem, jakich pełno było na prowizorycznej ścieżce, prowadzącej ku dziewiczym terenom, w jakie zaczynali się teraz zapuszczać bohaterowie.

Mijali właśnie pojedynczą, dość dużą, pokrytą brudem i błotem skałę, sterczącą pojedynczo przy trasie niczym zagubione dziecko. Znajdowali się na dość stromej, nierównej ścieżce, na jaką dostali się, kierując się z traktu Iquańskiego w kierunku tych olbrzymich wzgórz. Byli już właściwie u podnóża całych gór, a wysokie, nieprzystępne szczyty, malowały się nad ich głowami niczym monumentalne pomniki. Zewsząd otaczało ich bogactwo flory i fauny, mimo że jeszcze nie zapuścili się w dziksze tereny. Bogactwo różnych drzew i krzewów, na których znajdowały się zielone, pachnące igły, z wychylającym się zza koron ciepłym słońcem, wyraźnie oznaczającym, że wiosna zaczęła się już na dobre. Droga którą podróżowali była dobrze wydeptana i widoczna, usiana małymi, twardymi kamieniami, z rosnącymi po obu jej stronach sporymi lasami. Sam szlak wiódł powoli w górę, do coraz bardziej kamienistych i trudniejszych do przebycia terenów. Trochę wyżej, za lasem znajdującym się z ich lewej strony, znajdowała się widoczna spomiędzy roślinności mała polana, przez którą przepływał dobrze słyszalny, mały strumień, a krystalicznie czysta woda płynęła wartko, pośród zielonych terenów usłanych dziką roślinnością, zapewne niezmiennym od tysięcy lat korytem.

Gdzieś w pobliskim gąszczu, leżącym gdzieś w odległości około piętnastu kroków od całej ekipy, coś nagle się poruszyło, wydając donośny, zwracający uwagę szelest liści, oraz dziwny, głuchy dźwięk, przypominający połączenie donośnego pisku z gniewnym warkotem. Nim jednak ktokolwiek z drużyny zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, wyleciał stamtąd sporych rozmiarów, sprawiający wrażenie rozgniewanego, ciemnobrązowy dzik, z wyjątkowo charakterystycznym i rzucającym się w oczy, ułamanym prawym kłem. Nie było jednak powodu do większych obaw, gdyż zaraz po ujrzeniu smoka, kotołaka oraz dwójki dorosłych mężczyzn zatoczył krótkie koło, uważnie ich przy tym obserwując, po czym ruszył szybko gdzieś w głąb lasu, kwicząc jeszcze raz na odchodne, jakby chciał dać im do zrozumienia, że nie są tu zbyt mile widziani. Pomijając jednak niezbyt miłe przywitanie, pogoda, jak i otaczająca ich okolica zdecydowanie zachęcała do wyruszenia w podróż, gdyż wszystko zdawało im się dopisywać. Drzewa kołysały się delikatnie, poruszane delikatnymi podmuchami wiatru, szumiąc przy tym cicho w akompaniamencie ćwierkania siedzących na drzewach ptaków, przyjemnie chłodne, rześkie powietrze zachęcało do oddychania pełną piersią, a wiosenne, południowe słońce przygrzewało ich delikatnie, spomiędzy delikatnych obłoków.

Cała czwórka musiała się teraz jednak naradzić, odpowiednio przygotować i podjąć decyzję, w jakim kierunku należy się udać, w poszukiwaniu celu ich podróży. Mogli udać się w stronę strumienia, gdzie zapewne zbierało się trochę zwierzyny, jednak raczej nie znaleźliby tam gatunków, które dały by im jakiś większy pieniądz. W górskich, olbrzymich lasach mogło żyć kilka osobników, za które handlarze gotowi byli zapłacić niezłą sumkę, jednak potrzeba było na to dość dużo czasu, w dodatku musieliby przemierzać leśne podszycie pod górkę, między wystającymi korzeniami i wieloma innymi, zdradzieckimi pułapkami, przygotowanymi na nierozważnych wędrowców. No i została też najbardziej typowa i prawdopodobnie najbardziej przekonująca opcja, jaką było wyruszenie głównym szlakiem, by dostać się na położone wyżej tereny, z trudnymi do przebycia półkami skalnymi, oraz dużą ilością ciemnych grot, w których mogły gnieździć się naprawdę różne stworzenia. Było to miejsce, gdzie trudniej było o wodę pitną, tak samo jak o rosnące w dużych ilościach rośliny czy przebiegające w pobliżu zwierzęta, jednak to co można było tam znaleźć, niejednokrotnie w pełni to wynagradzało. Uczestnicy wyprawy musieli to wszystko między sobą uzgodnić, a dodatkowym utrudnieniem był fakt, że niemal zupełnie się nie znali, to w dodatku nie postanowili jeszcze, kto i czy w ogóle, będzie pełnił rolę przywódcy.

Jest to post bardzo ogólnikowy i rozeznający w sytuacji, który ma być raczej dalszym ciągiem fabuły, aniżeli faktyczną sesją. Tutaj polecam trochę bardziej wkręcić się w fabułę, w perspektywie utworzenia drużyny. Jestem tutaj bardzo otwarty na jakiekolwiek sugestie dotyczące terenu, wydarzeń czy innych szczegółów, o których nie wspomniałem. Mimo że Drart pisał w sesji o czasie odpisu, to ja uważam że naprawdę nie jest to konieczne, i ściągam jakikolwiek czas odpisu, choć będę Was męczył o odpisy. Wszystko co nie dotyczy posta, pisać czarnym kolorem, tak jak ja. To tyle.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

02 maja 2013, 00:15

A więc o to zbliżali się do celu. Xariel sam nie był pewien co było ich celem. Czy zamierzali piąć się w górę, czy też pozostać pośród gęstych lasów u podnóża gór? To pytanie wymagało odpowiedzi, jednak kotołak zajął się najpierw czym innym. Wiosna wkroczyła na te tereny, uwalniając płodność i radość, która kryła się w naturze. Uważnie rozglądał się za fioletowymi, charakterystycznymi kwiatami. Nie minęło wiele czasu, a dostrzegł je wzdłuż ścieżki. Podszedł szybkim krokiem do upatrzonej rośliny. Była młoda, musiała być. Na wiosnę wszystkie kwiaty są młode. Rozejrzał się wokoło, poszukując dużego liścia, czy czegoś podobnego. I trzeba przyznać, że niezbyt dobrze szło mu to poszukiwanie, wręcz beznadziejnie. Po chwili westchnął z niezadowoleniem. Urwał garść dłuższej trawy i położył ją na ścieżce. Odłożył na chwilę włócznie. Uważnie wybrał kilka roślin, które słabiej trzymały się gruntu, po czym wyrwał je wraz z korzeniami. Położył rośliny na przygotowanej wcześniej trawie. Dwie podniósł i odrzucił w bok, gdyż korzenie pozostały w glebie. Pozostałe pięć owinął trawą i niosąc w ręce ruszył szybkim krokiem, aby dogonić towarzyszy. Nie zapomniał oczywiście o włóczni, którą ściskał pewnie w drugiej ręce. On wszystko robił pewnie, bez drżenia rąk i niepewności, tak już miał. Nie chciał nieść rośliny całą drogę w dłoni, skóra zapewne zareagowałaby alergicznie.
W końcu byli zmuszeni się zatrzymać i wybrać gdzie dalej pójdą. Wokół kipiało życie i teoretycznie mogli właśnie na to życie zapolować. Jednak, kotołak pragnął większych zysków, niż te z upolowania chociażby jelenia. Cóż mu po zaledwie kilku groszach, za które kupić będzie mógł co najwyżej posiłek.. Jak do tej pory, dobrze szło mu przekonywanie innych do zapewnienia mu posiłku. Jego rozmyślania przerwał szelest. Odwrócił się w stronę źródła dźwięku, a po chwili dostrzegł wyskakującego z lasu dzika. Dzika, który wkroczył z słyszanym chwilę wcześniej piskiem. Wejście smoka, chciało się rzec. Dla własnego bezpieczeństwa przygotował się na ewentualną reakcję, jeśli zwierzę zaatakuje. Xariel zdawał sobie jednak sprawę, że dzikie zwierzęta wolą unikać ludzi, a nie wdawać się z nimi w walkę, przynajmniej te zdrowe. Było to z ich strony zresztą bardzo mądrym posunięciem. Tak też zrobił i ten zwierz. Po chwili jedynym, co jeszcze świadczyło o obecności dzika był oddalający się szelest. Xariel odetchnął, po czym rozejrzał się wokoło. Słyszał wyraźnie strumień.
- Proponuję usiąść na chwilę przy strumieniu, uzupełnić wodę, upewnić się że mamy wszystko co potrzebne i ruszyć ścieżką w górę. Myślę, że największe korzyści czają się wśród górskich jaskiń. – poinformował towarzyszy, gestem ręki wskazując polanę, z której dochodził szum wody. Dzierżone w dłoni, powoli więdnące zielsko zatrzęsło się spazmatycznie pod wpływem tego nagłego ruchu. Fioletowe kwiaty chyliły się ku ziemi, coraz wyraźniej odczuwając brak połączenia z podłożem. Xariel zgiął nieco lewe kolano, opierając ciężar ciała na prawej nodze i w tej pozycji pozostał, czekając na odpowiedź swoich towarzyszy. On sam podczas podróży upił kilka sporych łyków z niesionego przy sobie bukłaku, a w naczyniu tym mieściło się ich może trzydzieści. Wypadałoby je uzupełnić. Przy okazji tej myśli zbliżył dłoń do szaty, czując pod materiałem wypchaną sakwę. Coś w jego głowie stwierdziło zdecydowanie, że przydałaby mu się zgrabna, wygodna torba. Sakwa na styk mieściła to, co w niej było. A była nawet średnich, czy może nawet dużych rozmiarów. Z drugiej strony, nie chciał zbyt mocno ograniczać swoich ruchów.
Awatar użytkownika
Posty: 82
Rejestracja: 06 gru 2012, 12:57
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2363

04 maja 2013, 21:05

Ścieżka, którą podróżowali, wkrótce zrobiła się bardziej stroma i trudniejsza. To jednak nie przeszkadzało zbytnio niebieskowłosemu. Rześkie, górskie powietrze dobrze na niego działało, a póki co sama podróż była przyjemna. W dodatku na samym początku mała drużyna spotkała smoka co niebieskooki wziął za dobrą monetę. O dziwo, jaskrawozielona istota postanowiła się do nich przyłączyć, kierowana nie wiadomo jakimi powodami, ale nikomu to nie przeszkadzało. Zbliżając się do celu, młody wojownik stał się bardziej czujny i nie pozwolił już sobie na zamyślenie. Szlak prowadzący w góry został przez poprzednich podróżników dobrze wydeptany, a krajobraz malujący się dookoła był urodziwy, a w każdym razie Drartowi przypadł do gustu.

Nagle z pobliskich zarośli na idącą kompanię wyskoczył dzik i ręka niebieskowłosego mężczyzny podążyła w stronę rękojęści. Zwierzę jednak wyraźnie się przestraszyło i uciekło gdzieś w głąb lasu. Młody wojownik wyraźnie odetchnął i rozluźnił się.
– Na brak zwierzyny nie będziemy chyba narzekać – rzekł do swych towarzyszy. Gdzieś w oddali szumiał strumyk co znaczyło, że będą mogli uzupełnić swe zapasy wody. Musieli się też zastanowić nad tym, w którą stronę się udadzą. Mieli kilka dróg do wyboru, a każda z nich mogła zaofiarować okazję do zarobku. Niebieskooki chciałby udać się wyżej w góry. Tam polowanie mogłoby okazać się… ciekawsze, ale i bardziej niebezpieczne. Z tego co ustalił to zakupione zapasy wystarczą im na jakiś czas, jednak nie będą mogli przebywać tam zbyt długo. Znalezienie wody pitnej mogło stanowić pewien problem.

– Dobry pomysł, trzeba ustalić kilka rzeczy – powiedział do Xariela i ruszył w stronę strumienia by napełnić swe manierki wodą.
– Również byłbym za tym, żeby podążyć szlakiem w góry. Wydaje mi się, że tam będziemy mogli znaleźć zwierzynę, której upolowanie przyniesie nam znaczne zyski. – Rzekł do reszty kompanii i czekał na ich odpowiedź. Drart zastanawiał się też nad tym czy ich "drużyna" powinna mieć przywódcę. Sam się do tej roli niezbyt nadawał, nie potrafił wydawać rozkazów i lubił odpowiadać tylko za siebie. Kluczową jednak rzeczą była współpraca wszystkich. Tylko dzięki wspólnemu działaniu mogli osiągnąć założony cel.
Awatar użytkownika
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

05 maja 2013, 21:01

Roia truchtała pomiędzy trójką podróżników wesoło stawiając kroki. Śmiał ćwierkać i popiskiwać radośnie zadowolona z takiej wycieczki nie bacząc, czy coś wrogiego może zwrócić na nią uwagę. Gdy zwykłe truchtanie ją znudziło usiadła sobie na środku drogi i ziewnęła przeciągle unosząc wysoko pyszczek. Wyglądała, jakby miała wypuścić ze swoich głębi majestatyczny płomień, ale jedyne co się wydostało to pisk towarzyszący wypuszczaniu powietrza przez zwierzaka. Zauważyła, że grupa oddala się od niej prąc na przód, toteż bez pomyślunku, jak zwykle oczywiście zaczęła sprintem biec przed siebie. Wyciągała daleko wszelkie swoje łapy, a ogon mówił o równowadze smoczęcia. Huśtał się na boki, w górę i w dół, biczowaty ogon, długi ogon niewielkiej jaszczurki.
Bystro patrzała przed siebie obserwując w głównej mierze stopy i nogi mężczyzn. Ich regularne kroki. Zdawało się jej, że są tacy ociężali, tak wolno szli, ale ich kroki były długie, co jakoś wyrównywało te szale. Pobiegła szybciej, by ich dogonić. W sprincie zaczęła kluczyć między różnymi nogami, bawiła się, a co. Ćwierkała przy tym cicho zadowolona. Nikt nie wiedział, nawet ona sama, po jakie licho poszła za nimi. Najprawdopodobniej po prostu nudziła się już w tym lesie, w którym się wychowała, a teraz szła przed siebie nie bacząc na to, co się dzieje, podziwiając widoki. Przed sobą widziała góry. Były coraz bliżej i bliżej… Widziała z lasu odległe wierzchołki, ale teraz… Teraz była u samych podnóży, a droga stawała się bardziej stroma, niewielu wie, jak podekscytowana była jaszczura, chociaż nie, trudno się nie domyślić, gdy biegała tak w kółko bez ładu i składu ćwierkając jak… jak zielona smoczyca, którą była!
Jednak nic nie może trwać wiecznie. W końcu i plątanie się między nogami, co było tylko nadwyrężaniem cierpliwości wędrowców, znudziło się młodej. Poza tym te góry… tak ją korciły, po prostu musiała to zrobić. W kilku susach dobiegła do Drarta wskakując mu na ramię, na barku była już po chwili. Nie obyło się bez machnięcia po drodze skrzydłami, jakże by inaczej? Wspomogła się, by w tym jednym tylko susie doskoczyć do tej półeczki. Półki, bowiem gdy tylko wyćwierkała radosną nutę znów wybiła się z ramienia mężczyzny i rozłożyła skrzydła.
Wiadomo przecież, że o wiele łatwiej wzlecieć, jak się najpierw skądś spada. Można zabić skrzydłami… po prostu to wymaga mniej energii. Zapikowała na ziemię, momentalnie rozłożyła skrzydła i wyrównała lot tuż nad gruntem. Uderzyła skrzydłami w powietrze wznosząc się wyżej, znów wyżej. Wywijała zręczne manewry w powietrzu, wywijała się, zakręcała, parła naprzód bijąc powietrze z niespodziewaną siłą tych nienaturalnie wielkich skrzydeł. Niczym koń w galopie wyciągała szyję, pikowała, zawracała się, by przelecieć nagle między podróżnymi.
W końcu jeden z nich, przerośnięty kot, odłączył od reszty. Pofrunęła za nim obniżając lot, trzymając się blisko. Wylądowała biegnąc jeszcze chwilę nim odzyskała całkowitą równowagę i zaczęła przyglądać się, jak tamten zrywa kwiaty. Przekręciła w bok głowę nie rozumiejąc po co to robi, skoro nie składa posłania, no i trawa była do tego lepsza, ale jak zbiera kolorowe kwiaty, to czemu by nie pomóc? Podeszła do pierwszej lepszej roślinki. Jej liście pochodziły z podstawy, były postrzępione, długie, a główka była złocista, puszysta w dotyku. Roia nie mogła tego wiedzieć, ale był to najzwyklejszy w świecie mniszek lekarski. Schwytała w zęby w połowie długości i szarpnęła, by podejść do Xariela, podać roślinę, zanim jednak doszła porzuciła ten plan, zaczęła kaszleć i pluć, a bynajmniej w takim stopniu jak mogą to robić podobne do jaszczurek stworzenia. Smak, który poczuła w paszczy był na tyle nieprzyjemny, że, aby się go pozbyć, zaczęła wywijać pyskiem, odskakiwać w tył, aby zakończyło się wzniesieniem w powietrze i spokojny lot ponad głowami swoich towarzyszy.
Uspokojona przez te jakże niemiłą pomyłkę zaczęła z góry oglądać krajobraz. Wzbiła się wyżej, na dwie, trzy wysokości, jakie miał przeciętny człowiek. Bujne lasy, wysokie góry… Dostrzegła nagle poruszenie wśród krzewów. Obniżyła ciekawa lot o połowę wysokości, aby zauważyć, jak coś z piskiem wyłania się z krzaków. Musiało to komicznie wyglądać, gdy wraz z piskiem dzika przerażona zapiszczała też smoczyca. Wykonała nagły zwrot niemal nie spadając na ziemię, oj potłukłaby się. Rozpędzając się poleciała wprost na Risila, wyhamowała dopiero tuż przed nim zapierając się skrzydłami i ciałem teraz znajdującym się "brzuch w brzuch" do łowcy. Jedno uderzenie, drugie uderzenie, niemal wytraciła prędkość, ale i tak zderzyła się z łucznikiem. Złapała jego ubranie pazurkami i z pomocą skrzydeł wspięła się na jego bark piszcząc przejęta.
Uspokoiła się dopiero po chwili, jak tylko dzik zniknął, a Drart i Xariel powędrowali ku strumieniu. Wtedy też zeskoczyła z brązowowłosego smoczyca i wolnym, szybującym lotem poniosła się do tej dwójki. Niebieskowłosy już czerpał wody ze zbiornika, toteż, jako, że uwielbiała naśladować czasem innych, truchtem dobiegła doń, zaczęła obserwować co robi. Obserwowała go uważnie, bowiem nigdy nie widziała czegoś takiego, miała okazję widzieć ludzi i człekopodobne istoty, ale nie za długo, toteż ciekawa, bez strachu oglądała co robi, by po chwili wsadzić swój nos do strumyka i zacząć chłeptać wodę zabawnie wsadzając pyszczek po chrapy w wodę pociągając rozwidlonym języczkiem życiodajną ciecz. Zaczęła, o dziwo zastanawiać się, czy nie mają nic przeciwko jej obecności, ona przecież bardzo dobrze się bawiła.
Awatar użytkownika
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

06 maja 2013, 19:23

Risil szedł wraz z resztą kompanii, kierując się w stronę gór, które majaczyły coraz bliżej na horyzoncie. W międzyczasie odpowiedział na pytanie jego towarzyszy odnośnie zwierzyny.
– Tak naprawdę nigdy nie byłem w tej okolicy, więc nie wiem, jakiej zwierzyny możemy się tu spodziewać. Ale myślę, że te naprawdę rzadkie i cenne okazy będą chować się wysoko w górach lub w jaskiniach.
Szli dalej. W końcu znaleźli się w lasach u podnóży Wichrowych Szczytów. Risil z zaciekawieniem obserwował nowe otoczenie. Krajobrazy wręcz zapierały dech w piersiach. Mężczyzna oddychał głęboko rześkim, wiosennym powietrzem. Pogoda jednoznacznie dawała do zrozumienia, że w Autonomii zapanowała wiosna i sprzyjała marszowi, co rekompensowało to, że ścieżka stawała się bardziej stroma. Smoczątko zaczęło kluczyć między nogami podróżujących, ale Risilowi zbytnio to nie przeszkadzało. Xariel zerwał parę kwiatów rosnących obok ścieżki. Roia próbowała mu pomóc, ale gdy tylko zerwała jeden z kwiatów błyskawicznie wypuściła go z pyszczka – widocznie jej nie posmakował.

Nagle z krzaków po boku drogi doszedł ich jakiś pisk. Po chwili ukazało im się jego źródło – na szlak wybiegł dzik ze złamanym kłem. Zapiszczał na nich jeszcze raz, po czym uciekł w las po drugiej stronie drogi. Ręka Risila powędrowała w stronę łuku, ale był to raczej odruch. Mężczyzna wiedział z doświadczenia, że zwierzę raczej nie zaatakuje. Jednak Roia widocznie nie była tak opanowana, a może po prostu brakowało jej wieloletniego doświadczenia w lasach? W każdym razie zdezorientowany smok wleciał prosto w brzuch łucznika. Wczepiła się w jego ubrania i wskoczyła na jego bark. Już wtedy Risil zaczął tracić równowagę, ale raczej udało by mu się ustać, gdyby nie to, że po chwili smoczątko odbiło się od jego barku i wzleciało w powietrze. Mężczyzna nie złapał jeszcze do końca równowagi, więc nagłe odbicie się jaszczurki sprawiło, że poleciał do tyłu. Na szczęście w porę wystawił do tyłu ręce, więc wylądował na nich. Podniósł się i otrzepał, oceniając uszkodzenia. Nic mu się nie stało, co najwyżej będzie miał siniaka lub dwa na rękach.
– Roiu – zwrócił się do smoczycy, która już podbiegała do strumienia, by napić się wody. – Czy mogłabyś na przyszłość bardziej uważać?
Risil poszedł w ślady reszty drużyny, podchodząc do strumienia i napełniając swój bukłak wodą. Wtedy też szybko rozważył opcje, jakie mieli. Generalnie były dwie opcje – pójść wysoko w góry lub w lasy u ich podnóża. Póki co reszta drużyny wykazywała chęć skorzystania z tej pierwszej możliwości. Po szybkim rozważeniu wszystkich "za" i "przeciw", Risil również podjął decyzję.
– Również sądzę, że powinniśmy pójść w góry. Spotkamy tam rzadszą, cenniejszą zwierzynę, a ryzyko raczej nie będzie aż tak znowu większe.
Po napełnieniu bukłaka usiadł na trawie i odetchnął głęboko. Nie sądził, żeby ich drużynie potrzebny był przywódca, i zdawało się, że Xariel i Drart podzielają jego zdanie. Jeśli rzeczywiście tak było nie mieli już chyba nic do ustalenia. Łucznik spojrzał w niebo i sprawdził, w którym miejscu znajduje się słońce. Widząc, że jest jeszcze wysoko, powiedział:
– Skoro się zgadzamy co do tego, w którą stronę powinniśmy pójść, sądzę, że powinniśmy trochę odpocząć, może coś zjeść, i wyruszyć. Mamy jeszcze trochę czasu do nocy, nie ma co się spieszyć. – spojrzał po swoich towarzyszach, czekając na ich reakcję, a po chwili przeniósł wzrok na smoczątko, którego widok nadał go fascynował.
Awatar użytkownika
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

08 maja 2013, 13:23

Tak jak i pozostali skierował się nad strumień. Cieszyła go okazana jak na razie jednomyślność w grupie. Rozglądał się co jakiś czas za smokiem, trudno było stwierdzić co myśli o wyczynach zwierzęcia. Gdy dotarli nad szemrającą wodę klęknął i napełnił swój bukłak. Bynajmniej nie miał zamiaru osiąść po tym na laurach. Już po drodze rozglądał się za kilkoma potrzebnymi mu rzeczami. W odległości kilku metrów od strumienia zauważył spory, płaski kamień. Zostawił tam zerwaną wcześniej roślinę, a także swoją włócznię. Oddalił się na kilka chwil, a gdy wrócił trzymał w rękach drugi, mniejszy, także stosunkowo płaski kamień, oraz sporej średniej wielkości kawałek kory zerwany z jakiegoś drzewa.
Kotołak usiadł w uprzednio upatrzonym miejscu i sięgnął pod szatę, wyciągnął zza pasa nóż. W miarę możliwości oczyścił korę, starając się jej wewnętrzną stronę jak najlepiej wyczyścić i wygładzić. Tak przygotowane naczynie postawił na kamieniu. Od zerwanej wcześniej rośliny oderwał kilka liści, a także odkroił korzenie. Ponownie sięgnął pod szatę, tym razem wyciągając z sakwy niewielką książeczkę. Włożył liście pomiędzy jej stronnice. Wyzbierał łodygi, oraz kwiaty. Przez chwilę przyglądał się fioletowym kwiatom, oklapły i straciły nieco na walorach estetycznych. Zapewne sporo osób stwierdziłoby, że mimo to nadal wyglądają ładnie. Dla Xariela wyglądały groźnie. Tojad, niewątpliwie to była właśnie ta roślina. Nie pomyliłby jej z inną. Odrzucił wyzbierane elementy w bok. Nie były mu potrzebne, to co pozostało było wystarczające. Chwycił korzenie rośliny i przy pomocy noża oczyścił z ziemi i brudu. Przemył je wodą, po czym ułożył na drewnie i zaczął dokładnie rozcierać kamieniem. Wylał na korę odrobinę wody, aby łatwiej wydobyć właściwości rośliny, a także nadać jej bardziej papkowatą konsystencję. Gdy na korze znajdowało się już coś, co przypominało maź Xariel nożem wybrał fragmenty rośliny, których nie zdołał rozetrzeć. Sięgnął do pasa i złapał jedną z niewielkich fiolek, który przy nim miał. Nie miał naczynia, które nie zwężało się ku górze, a takie by mu się teraz przydało. Przyjrzał się efektom swojej pracy i dolał jeszcze trochę wody do wcześniej przygotowanej substancji. Przechylił korę, aby woda, której przetworzona roślina nie zdołała pochłonąć spłynęła na trawę, uzyskaną papkę natomiast zlał, czy może zgarnął z pomocą noża do fiolki. Spojrzał na to, co pozostało na korze. Było tego sporo. Musiał rozcieńczyć efekt swojej pracy, w dodatku fiolka była niewielka. Postawił korę na ziemi obok kamienia. Słońce wysuszy miąższ i za jakiś czas już go nie będzie. Zapewne żadne zwierzę tego nie tknie. Pochylił się nad strumykiem. Wyczyścił dokładnie nóż, szyjkę fiolki, a także umył ręce. Ponownie uzupełnił wodę w bukłaku, nalał jej aż po sam korek. Liczył na to, że w górach natrafią na jakieś źródło. Roślinność i zwierzyna była tu bujna, więc zapewne nie brakowało wody. Nie warto jednak ryzykować. W przeciwieństwie do jego towarzyszy zupełnie nie skupił się na kwestii przywództwa. Czy to dlatego, że miał inne zajęcie, czy po prostu zupełnie go ona nie obchodziła. Teoretycznie był gotowy do drogi. Fiolkę schował za pas, podniósł włócznię i wstał, odzywając się do reszty drużyny.
- Myślę, że nie ma sensu siedzieć tu dłużej niż jest to konieczne. Zjedzmy coś i ruszajmy.
Awatar użytkownika
Posty: 82
Rejestracja: 06 gru 2012, 12:57
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2363

08 maja 2013, 21:17

Niebieskowłosy obserwował uważnie smoczycę. Jej beztroskie zachowanie przypominało mężczyźnie jego najlepsze lata życia. Risil również się zgodził na podróż wyżej w góry, a Roia nie zabrała zdania w ich krótkiej dyskusji. Do nocy było jeszcze daleko, a powinni odpocząć skoro chcą zapolować na coś co przyniesie im spory zysk. A stwór, który takoweż zyski przyniesie prawdopodobnie nie będzie potulny jak baranek i nie będzie czekał, aż łowcy podejdą i go zabiją. Pośpiech nie był wskazany co słusznie zauważył myśliwy, ale nie należało także zbyt długo zwlekać, gdyż droga mogła być długa, a spędzenie nocy w górach nie uśmiechało się zbytnio młodemu wojownikowi.
– Odpocznijmy więc, byle nie za długo. Do zachodu słońca może i daleko, ale nim coś znajdziemy może zrobić się późno. Nie chciałbym spędzać nocy wysoko w górach. – Powiedział niebieskooki, napełniając swoje manierki wodą ze strumienia. W tym czasie, kotołak pozrywał jakieś rośliny i próbował przygotować jakąś miksturę. Lub coś. Drart nie miał pojęcia co Xariel wyczynia, ale najwyraźniej zebrane przez niego zielsko przedstawiało jakąś wartość. Kotołak zmielił roślinę na papkę i otrzymaną maź schował do fiolki.
– Szkoda, że nasz łucznik nie zdołał upolować tego zwierza co na nas wyskoczył, mielibyśmy co do zjedzenia – rzekł niebieskooki, wstając i chowając napełnione manierki do swojej torby. Uważnie rozglądał się dookoła, gdyż sytuacja z dzikiem nieco ich zaskoczyła, a młody wojownik nie chciał być zaskakiwany. Grzebiąc ponownie w swojej torbie, wyciągnął pasek suszonego mięsa i odgryzł kawałek. Po krótkim zastanowieniu oderwał kawałek i rzucił smoczycy. Mogła być głodna, zresztą tak samo jak i pozostali toteż sięgnął do swych zapasów i podał towarzyszom. Niebieskowłosy liczył na to, że uda im się upolować w górach coś nie tylko cennego, ale również jadalnego. Dawno nie jadł pożądnej pieczeni, aż obudziły się w nim pewne instynkty i prawię zaczęła cieknąć mu ślinka, ale opanował się i dalej przeczesywał okolicę bystrym wzrokiem, szukając potencjalnego zagrożenia. Drart był gotowy do podróży i czekał na swych kompanów by razem mogli wyruszyć w dalszą podróż, wyżej i głębiej w góry. Jednocześnie zastanawiał się co począć ze smoczycą. Z pewnością potrafiła się sama bronić, ale niebieskooki obawiał się czego innego.
– Jeśli pójdziesz z nami Roiu to czy mogłabyś się trzymać blisko nas i zachowywać się w miarę cicho? To dla nas ważne. – Rzekł niebieskowłosy do jaskrawozielonej istoty, szukając kontaktu wzrokowego. Nie wiedział na jakiej zasadzie działa telepatia toteż liczył, że smoczyca nawiąże z nim umysłowe połączenie i zaakceptuje jego prośbę. Młody wojownik odczuwał sympatię do małej, latającej jaszczurki, chociaż nie znał jej zbyt dobrze. Być może działo się tak dlatego, że sam był półsmokiem i cieszyło go, że te wspaniałe stworzenia, które reprezentowała Roia jeszcze żyją. Mimo że sam nie był czystej krwi smokiem to czuł jakąś więź z pisklęciem. Wszak w jego żyłach płynęła smocza krew. Niebieskowłosy gotowy do drogi spoglądał na szlak. Nie był z pewnością łatwy, ale był zdeterminowany by osiągnąć założony cel.
Awatar użytkownika
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

09 maja 2013, 21:20

Chłeptała niepoważnie wodę ze strumienia nie bacząc na jakiekolwiek zagrożenie, czuła się bardzo swobodnie przy swoich nowych towarzyszach. Przerwała picie i wyjęła ociekający wodą pyszczek gdy usłyszała głos Risila. Spojrzała na niego na krótko, by zatrząść głową, za którą podążyła reszta ciała zupełnie tak, jak mokry pies, gdy cały otrzepuje się z wody, albo inne futerkowe stworzonka w tejże sytuacji.

Już po chwili nie było jej przy strumyku. Ciekawskie pisklę podeszło do Xariela przyglądając się dokładnie co ten wyprawia, gdyby mogła pewnie by się skrzywiła, nie widziała najmniejszego sensu w niszczeniu tych roślin, jeśli się ich nie zjadało, toteż powróciła do Drarta, który mówił o czymś, czego nie rozumiała do końca. Nie interesowała się szczerze jego słowami, wolała się bawić, skoro ma jeszcze okazję. Zabawny smoczak. Zabawowy. Rozejrzała się dokoła, ale nie znalazła nic, czym mogła się na chwilę obecną zająć, nagle złapało ją znużenie, pomyślała, że odpocznie chwilę, zaraz, rozejrzała się, spoglądnęła po towarzyszach, nie stwierdziła żadnego ruchu, jakby oni sami też już odpoczywali. Wtedy niebieskowłosy wyciągnął coś, co nie pachniało zbyt przyjemnie już z daleka, zaciągnęła się nowym powietrzem wyciągając szyję, chociaż wyglądało co najmniej intrygująco. Ugryzł to, więc musiało być jadalne. Wpatrywała się szeroko rozwartymi ślepiami ilustrując jedzącą istotę.

Już po chwili kawałek wylądował przed nią, zlękła się i uskoczyła w tył z krótkim piskiem, ale podeszła dwoma krokami, w truchcie rzecz jasna i dokładnie obwąchała zdobycz. Warknęła krótko, bowiem zapach nie należał do najprzyjemniejszych, do jakich przywykła wcześniej. Jednak musiała… po prostu musiała… Złapała w zęby kraniec strzępka jedzenia i szarpnęła niemal pewna, że się jej uda mniejszy kawałek od reszty oddzielić, nie udało się, a tylko zarzuciła łbem, przypadkiem wypuściła mięso, za którym skoczyła, dorwała po pierwszym susie. Jak polujący kot przednimi łapkami przygwoździła do podłoża mięsko, a zadnie były całkiem wyprężone, uniesiony ogon i lekko rozłożone skrzydła mówiły o jej gotowości bojowej ze skrawkiem mięsa. Kiedy cofnęła łeb i zawarczała gardłowo rozwierając pysk, ale ten jakże perfidny atak został przerwany przez głos jej krewniaka. Odwróciła swój wzrok na czas jego słów i prychnęła nieco zagniewana. Nie gniewała się rzecz jasna na pół smoka, ale na jedzenie, które jej tak umknęło. Kiedy stwierdziła, że dostatecznie zanalizowała słowa, ignorując ich sens teraz szybko chapnęła brzeg suszonego jedzenia. Zaczęła szarpać i rwać próbując kawałek odczepić od reszty. Gdy w końcu się jej udało szyja odgięła się ku tyłu układając podobnie jak u łabędzi. W końcu zaczęła przeżuwać. Cóż… to mięso jej nie smakowało. Prychnęła i zostawiła je zatem.
Naszła ją nagła myśl, że to prezent od jej krewniaka i, że powinna się odwdzięczyć… zwłaszcza, jeżeli to się tak naprawdę zmarnowało. Podniosła mięso i ze skruchą położyła na kolanie Drarta, by po chwili rozwinąć skrzydła, odbić się mocno od ziemi i zniknąć w konarach drzew.

Nikt już nie mógł jej zobaczyć, oddaliła się szybko. Oddaliła się w poszukiwaniu prezentu, a właściwie jedzenia, które powinna zwrócić. Wkrótce dostrzegła to, czego szukała. Drgnienie między liśćmi, jakieś nieostrożne stworzonko dało się zauważyć łowczyni skrytej wśród pąków… Mały ptaszek. Żółtoszary zdobiony w czarne prążki czyżyk siedział na jednej z wielu gałęzi. Smoczyca podeszła do ptaka ostrożnie. Zachodziła go od tyłu skradając się powoli, cichutko, zgrabnie idąc po gałęziach, aż w końcu znalazła się niedaleko, wystarczył jeden skok. Uważała, by nie zwrócić na siebie najmniejszej uwagi ptaka, a jej maskujące zabarwienie bardzo ułatwiało sprawę. Nie obeszło się bez komplikacji, kiedy ten się odwracał, wypatrywał i nasłuchiwał. W końcu skoczyła z rykiem, na jaki stać było jaszczurę. Nim ptak zdołał wystartować już znajdował się w paszczy smoczycy, która pewnym chwytem szarpała ptaka zabijając go, łamiąc kark i niszcząc wewnątrz. Potrząsnęła nim i zleciała na ziemię, tam złapała raz jeszcze poprawiając uchwyt, łapiąc za zmasakrowaną szyję. Znów wybiła się szukając swoich towarzyszy.

Nie trwało to długo, nim wróciła. Szybko odszukała wzrokiem niebieskookiego, podleciała do niego siadając niewiele niżej od jego twarzy na gałęzi. Złożyła skrzydła i zamruczała wyciągając szyję. Skrzydła ptaka wisiały bezwładnie po bokach jej pyszczka, przerażone oczy były szeroko otwarte, a gorąca jeszcze krew broczyła wargi smoczątka próbującego podać prezent swojemu towarzyszowi.

Awatar użytkownika
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

11 maja 2013, 19:11

Risil po napełnieniu bukłaka wziął parę łyków prosto ze strumienia, rozkoszując się świeżą, chłodną wodą. Xariel zajął się robieniem czegoś z zebranymi wcześniej roślinami. Mężczyzna nie wiedział, co robi kotołak, nie znał się na alchemii, zielarstwie ani niczym innym, do czego możnaby te działania zaliczyć, więc nie zwracał na nie większej uwagi. Sam usiadł pod jednym z drzew i obserwował granice polany, mając nadzieję, że nic na nich nie wyskoczy. Gdy Drart wyraził zgodę na krótki postój, Risil pokręcił lekko głową.

– Niestety, sądzę, że i tak czeka nas nocleg w górach. Raczej nie zdążymy tam wejść, wytropić i upolować jakiegoś zwierza, który zapewni nam godziwy zarobek i zejść jeszcze dziś. – po chwili mężczyzna znów otworzył usta. – Nie rozumiem twoich pretensji. Mamy wystarczająco prowiantu, a nie chciałem ryzykować uszkodzenia strzał. Nigdy nie wiadomo, co na nas wyskoczy później. Może nie będzie chciało uciec, a w takiej sytuacji wolałbym, żeby mi nie zabrakło strzał w najmniej odpowiednim momencie.

Drart po chwili wyjął ze swojej torby kawałek suszonego mięsa i rzucił kawałek Roi. Smoczycy jednak kawałek mięsa widocznie nie posmakował, bo po krótkiej pogoni zostawiła je w spokoju. Jednakże za chwilę odłożyła je na kolano niebieskowłosego i odleciała gdzieś do lasu. Myśliwy wziął kawałek mięsa, który podawał mu Drart. Usiadł znów na swoim miejscu i zaczął jeść posiłek, powoli przeżuwając każdy kęs. Risil skończył już jeść, kiedy powróciła jaszczurka, niosąca w pyszczku jakiegoś małego, żółtoszarego ptaszka. Usiadła przy twarzy niebieskowłosego i robiła coś, co wyglądało jakby chciała dać swoją zdobycz wojownikowi. Myśliwy tylko się uśmiechnął.

– Jakby co, mogę przygotować tego ptaka – zaproponował. – Ale nie będzie z niego dużo mięsa.

Risil usadowił się wygodniej, oparł plecy o pień drzewa i zamknął oczy, rozkoszując się wiosennym powietrzem. Tak, to było to, co najbardziej lubił w ciągłych podróżach, to, czego by niezmiernie żałował, jeśli zdecydowałby się zamieszkać w mieście.
Awatar użytkownika
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 maja 2013, 19:37

Wytarł mokre ręce w szatę i wziął podane mu przez Drata mięso. Przysiadł na ziemi, krzyżując nogi i wspierając się łokciami na kolanach. Siedział krótką chwilę w milczeniu, przeżuwając posiłek. W końcu podniósł wzrok na towarzyszy i podniósł się, strzepując ziemię z szaty. Pisklę szalało wokoło, ale było pisklęciem i miało do tego prawo. Mógł jedynie mieć nadzieję, że w górach zachowa się rozsądniej.
Najwyżej będziemy musieli je gdzieś zostawić
Sięgnął po włócznię i podniósł na wysokość swojej twarzy. Przejechał delikatnie palcami po grocie broni, sprawdzając jego ostrość. Szkoda byłoby zginąć na polowaniu, bo coś okazało się źle przygotowane.
- Ruszajmy… – przerwał, spoglądając na smoka, który najwyraźniej uznał Drarta za spiżarnię. Parsknął cicho z rozbawieniem, po czym odchrząknął wracając do wypowiedzi. – Ruszajmy od razu, nie trzeba być bystrym, żeby zauważyć, że będziemy musieli spędzić noc w górach – przytaknął. – Lepiej tę noc spędzić w jakiejś jaskini, niż siedzieć tutaj jeszcze dłuższy czas i posuwać się w górę w ciemności.[/b]
Rozejrzał się, sprawdzając czy nie zostawił niczego, co zostać tutaj nie powinno, po czym skinął na resztę towarzystwa, by zachęcić ich w ten sposób do jakiejkolwiek reakcji. Sam ruszył powolnym krokiem na szlak, czekając aż pozostali do niego dołączą. Przejechał językiem po pysku w wyraźnie kocim odruchu. Jak na razie cała wyprawa była wielką sielanką. Las, wiosna, słońce, świeże powietrze. Żyć nie umierać.

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Lota
Liczba postów: 52214
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Kerra z Derinu
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.