Górski szlak

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

Górski szlak

01 maja 2013, 22:50

MG

Wichrowe Szczyty. Docelowe miejsce wyprawy, na jaką porwała się mała drużyna, która postanowiła wyruszyć na poszukiwanie zarobku, nie zważając na ewentualne niebezpieczeństwa oraz konsekwencje. Wybrali stosunkowo nieprzystępne okolice, kryjące w sobie tysiące mrocznych tajemnic, wyjątkowo niebezpieczne miejsce, które przyciąga ludzi jak przysłowiowe gówno muchy, zarówno ze względu na zapierające dech w piersiach walory estetyczne, którymi niejednokrotnie nie sposób nacieszyć oczu, ale i również dlatego że jest to miejsce, w którym można spotkać dziwy i cuda, których nie uświadczy się na bezpiecznym, położonym setki metrów niżej, twardym gruncie.

Niektórzy przychodzili tutaj po to, by pooddychać świeżym, górskim powietrzem, odpocząć od zgiełku i hałasu, jakie panowały w miastach lub nasycić swe oczy wspaniałym pejzażem jaki tworzyły malownicze, tworzące krajobraz skały, wielkie połacie zielonych lasów i terenów zapełnionych najróżniejszą roślinnością, która w jakiś sposób przystosowała się do tych trudnych warunków, oraz górskie, czyste strumyki, służące za wodopój zamieszkującej te tereny zwierzynie, bardzo często równie niespotykanej co flora. Równie wspaniałym widokiem było spoglądanie z większych szczytów na położone niżej tereny, skąd było widać miasta i wioski, które były nie większe od małego orzecha, który z łatwością można było zgnieść w dłoni. Były też jednak takie osoby, które wyruszały w te tereny w celach zupełnie nie związanych z turystyką i podziwianiem cudów, jakie stworzyli wielcy Bogowie. Olbrzymie góry kryły bardzo wiele nieodkrytych tajemnic, setki grot i jaskiń, dolin i przełęczy, różnorakich kryjówek i ukrytych przed wzrokiem niepożądanych osób miejsc, w których kryły się najróżniejsze, unikające kontaktu z humanoidalnymi istotami stworzenia, jakich wręcz nie sposób było spotkać, podróżując po miastach Autonomii. Owe zwierzęta miały to do siebie, że ze względu na niebezpieczeństwo jakie oznaczała sama próba wyruszenia w ten obszar, unikalność gatunkową, a także niejednokrotnie groźne ataki do których były zmuszone w akcie samoobrony, sprawiały że cena za niektóre części ciała tych osobników, lub bardzo często również za żywe okazy, potrafiła osiągać naprawdę wysokie sumy, a jak wiadomo, niektórzy są w stanie dla pieniędzy zrobić niemal wszystko. Jak bardzo zdeterminowana była czwórka podróżników, którzy postanowili zwiedzić Wichrowe Szczyty, z domyślnym zamiarem upolowania czegoś, co da im jakiekolwiek większe źródło zarobku? Odpowiedź na to pytanie, w najbliższym czasie mogła im wszystkim nasunąć się o wiele szybciej, niż mogłoby się wydawać. W końcu nigdy nie wiadomo, co czeka za następnym, wielkim skalnym odłamkiem, jakich pełno było na prowizorycznej ścieżce, prowadzącej ku dziewiczym terenom, w jakie zaczynali się teraz zapuszczać bohaterowie.

Mijali właśnie pojedynczą, dość dużą, pokrytą brudem i błotem skałę, sterczącą pojedynczo przy trasie niczym zagubione dziecko. Znajdowali się na dość stromej, nierównej ścieżce, na jaką dostali się, kierując się z traktu Iquańskiego w kierunku tych olbrzymich wzgórz. Byli już właściwie u podnóża całych gór, a wysokie, nieprzystępne szczyty, malowały się nad ich głowami niczym monumentalne pomniki. Zewsząd otaczało ich bogactwo flory i fauny, mimo że jeszcze nie zapuścili się w dziksze tereny. Bogactwo różnych drzew i krzewów, na których znajdowały się zielone, pachnące igły, z wychylającym się zza koron ciepłym słońcem, wyraźnie oznaczającym, że wiosna zaczęła się już na dobre. Droga którą podróżowali była dobrze wydeptana i widoczna, usiana małymi, twardymi kamieniami, z rosnącymi po obu jej stronach sporymi lasami. Sam szlak wiódł powoli w górę, do coraz bardziej kamienistych i trudniejszych do przebycia terenów. Trochę wyżej, za lasem znajdującym się z ich lewej strony, znajdowała się widoczna spomiędzy roślinności mała polana, przez którą przepływał dobrze słyszalny, mały strumień, a krystalicznie czysta woda płynęła wartko, pośród zielonych terenów usłanych dziką roślinnością, zapewne niezmiennym od tysięcy lat korytem.

Gdzieś w pobliskim gąszczu, leżącym gdzieś w odległości około piętnastu kroków od całej ekipy, coś nagle się poruszyło, wydając donośny, zwracający uwagę szelest liści, oraz dziwny, głuchy dźwięk, przypominający połączenie donośnego pisku z gniewnym warkotem. Nim jednak ktokolwiek z drużyny zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, wyleciał stamtąd sporych rozmiarów, sprawiający wrażenie rozgniewanego, ciemnobrązowy dzik, z wyjątkowo charakterystycznym i rzucającym się w oczy, ułamanym prawym kłem. Nie było jednak powodu do większych obaw, gdyż zaraz po ujrzeniu smoka, kotołaka oraz dwójki dorosłych mężczyzn zatoczył krótkie koło, uważnie ich przy tym obserwując, po czym ruszył szybko gdzieś w głąb lasu, kwicząc jeszcze raz na odchodne, jakby chciał dać im do zrozumienia, że nie są tu zbyt mile widziani. Pomijając jednak niezbyt miłe przywitanie, pogoda, jak i otaczająca ich okolica zdecydowanie zachęcała do wyruszenia w podróż, gdyż wszystko zdawało im się dopisywać. Drzewa kołysały się delikatnie, poruszane delikatnymi podmuchami wiatru, szumiąc przy tym cicho w akompaniamencie ćwierkania siedzących na drzewach ptaków, przyjemnie chłodne, rześkie powietrze zachęcało do oddychania pełną piersią, a wiosenne, południowe słońce przygrzewało ich delikatnie, spomiędzy delikatnych obłoków.

Cała czwórka musiała się teraz jednak naradzić, odpowiednio przygotować i podjąć decyzję, w jakim kierunku należy się udać, w poszukiwaniu celu ich podróży. Mogli udać się w stronę strumienia, gdzie zapewne zbierało się trochę zwierzyny, jednak raczej nie znaleźliby tam gatunków, które dały by im jakiś większy pieniądz. W górskich, olbrzymich lasach mogło żyć kilka osobników, za które handlarze gotowi byli zapłacić niezłą sumkę, jednak potrzeba było na to dość dużo czasu, w dodatku musieliby przemierzać leśne podszycie pod górkę, między wystającymi korzeniami i wieloma innymi, zdradzieckimi pułapkami, przygotowanymi na nierozważnych wędrowców. No i została też najbardziej typowa i prawdopodobnie najbardziej przekonująca opcja, jaką było wyruszenie głównym szlakiem, by dostać się na położone wyżej tereny, z trudnymi do przebycia półkami skalnymi, oraz dużą ilością ciemnych grot, w których mogły gnieździć się naprawdę różne stworzenia. Było to miejsce, gdzie trudniej było o wodę pitną, tak samo jak o rosnące w dużych ilościach rośliny czy przebiegające w pobliżu zwierzęta, jednak to co można było tam znaleźć, niejednokrotnie w pełni to wynagradzało. Uczestnicy wyprawy musieli to wszystko między sobą uzgodnić, a dodatkowym utrudnieniem był fakt, że niemal zupełnie się nie znali, to w dodatku nie postanowili jeszcze, kto i czy w ogóle, będzie pełnił rolę przywódcy.

Jest to post bardzo ogólnikowy i rozeznający w sytuacji, który ma być raczej dalszym ciągiem fabuły, aniżeli faktyczną sesją. Tutaj polecam trochę bardziej wkręcić się w fabułę, w perspektywie utworzenia drużyny. Jestem tutaj bardzo otwarty na jakiekolwiek sugestie dotyczące terenu, wydarzeń czy innych szczegółów, o których nie wspomniałem. Mimo że Drart pisał w sesji o czasie odpisu, to ja uważam że naprawdę nie jest to konieczne, i ściągam jakikolwiek czas odpisu, choć będę Was męczył o odpisy. Wszystko co nie dotyczy posta, pisać czarnym kolorem, tak jak ja. To tyle.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

06 mar 2014, 21:29

Akarion wstał ociężale. Odzyskał trochę sił. Zjadł coś, napił się. Teraz potrzebował pomocy kogoś, kto zna się na leczeniu. Bał się, że już mu się wdało zakażenie. To by było naprawdę żałosne. Wygrać walkę, zginąć od takiej małej, nic nieznaczącej rany.

Wcześniej brązowowłosy prowizorycznie opatrzył jego ranę. Teraz to ubranie wyglądało jeszcze gorzej. Przemiana z zachowaniem ubrań, to by było coś! Smok w postaci człowieka ruszył w kierunku koni długimi, powłóczystymi krokami. Zobaczył, że nieznajomy się odzywa. Otworzył szerzej oczy, które wcześniej zostały przymknięte tak, że Akarion widział tylko przez małą szparkę. Po chwili dostrzegł coś, czego się nie spodziewał.

W krzakach stał wysoki – można by nawet powiedzieć, że olbrzymi – mężczyzna z łukiem w ręku, który zasłaniał oczy gałęzią. Na twarzy smoka pojawił się bliżej nieokreślony wyraz twarzy. Chciał coś powiedzieć, ale po prostu nie wiedział, jak ma to skomentować. A więc bez słowa odwrócił się ku koniom i ruszył przed siebie. Przywołał nieznajomego. Skoro go uratował, to może będzie mu towarzyszył przynajmniej przez jakiś czas?

Sprawę rosłego mężczyzny wolał zostawić tamtemu. Akarion nawet nie chciał wiedzieć, o co chodziło w tej scenie. Miał zamiar dosiąść konia i ruszyć do najbliższej większej osady. Był jednak jeden problem – nie potrafił jeździć na koniu. No cóż, może walić w jego boki, aż tamten się ruszy. Widział, że niektórzy ludzie tak robią – a przynajmniej na to to wyglądało. Nadal ściskał swój łuk. Ten kawałek drewna w jakiś sposób zaczął się dla niego liczyć. Niedorzeczne, bo nie miał przy sobie nawet strzał, a kołczan spłonął razem z pamiętnym przeciwnikiem.

Awatar użytkownika
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

10 mar 2014, 17:55

Myśląc, że jest niewidzialny dla obcych przyglądał się im. Dostrzegł też drugiego mężczyznę o czarnych włosach, którego wcześniej nie widział, gdyż znajdował się na ziemi. Wyglądali oni dziwnie. Ich skóra nie była gładka jak u Somiriona, tylko nierówna i rozwarstwiona, oraz różnego koloru. Czerwonooki nie wiedział, że to są ubrania, a to on jest tutaj dziwny.
W pewnej chwili mężczyzna, którego dostrzegł jako pierwszego, spojrzał na wskrzeszeńca. Somirion przeraził się W jaki sposób on go dostrzegł? Usłyszał coś, czego nie zrozumiał, jednak zauważył spojrzenie tego człowieka i gest jaki wykonał głową. Wyglądało to tak, jakby nakazywał mu podejście. Somirion wydał z siebie niezrozumiały nikomu zlepek głosek i powoli podszedł do tych dziwnych istot.
Awatar użytkownika
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

12 mar 2014, 18:15

Czarnowłosy musiał się już lepiej poczuć, bo wstał i poszedł w kierunku koni. Widocznie zależało mu na jak najszybszym dotarciu do jakiejś osady, gdzie znalazłby medyka, znachora, zielarza, kogokolwiek, kto mógłby mu pomóc w opatrzeniu rany mniej prowizorycznie, niż zrobił to Risil. Myśliwy całkowicie to rozumiał. Czarnowłosy przywołał go gestem do siebie. Chyba chciał mieć towarzysza w podróży, przynajmniej tej najbliższej. Risil pomyślał, że skoro i tak póki co nie ma nic lepszego do roboty, to równie dobrze może pójść z nim.

Jednak najpierw musiał załatwić sprawę z olbrzymem, który w międzyczasie wyszedł zza krzaka, wybełkotał coś i powoli podszedł. Z ust Risila wydobyło się westchnięcie. Coś mu podpowiadało, że z tym człowiekiem coś jest nie tak. Może jest opętany? A może po prostu chory psychicznie? Nie można go przecież tak po prostu zostawić przy drodze. Myśliwy chyba mógłby go zabrać do miejsca, gdzie się nim zaopiekują. Tylko gdzie? Z tego co pamiętał, w Przytułku w Wolenvain przyjmowali takie osoby. Cóż, nie zaszkodzi chyba spróbować. Zawsze można też podpytać po drodze, czy gdzieś bliżej nie możnaby zostawić giganta. Odwrócił się w jego stronę.
– Umiesz jeździć konno? – spytał go. Poszedł w stronę koni. W końcu nie ma co marnować czasu.

Gdy znalazł się już koło zwierząt, musiał szybko podjąć decyzję – próbować nauczyć się samemu jazdy, czy też może pójść dalej na piechotę? Jednak kiedy zobaczył, że jego ranny towarzysz wspina się na konia, zdecydował, że będzie musiał podróżować na zwierzęciu.
– Nie szarżuj zbytnio na tym koniu, dobrze? – powiedział do czarnowłosego, przy okazji zdając sobie sprawę, że nie znają jeszcze swoich imion. – Pierwszy raz będę próbował jeździć. Przy okazji, jestem Risil.

Najpierw podszedł do konia i delikatnie pogłaskał go po pysku. Następnie spokojnie wdrapał się na siodło. Zamierzał powoli badać reakcje konia na różne jego ruchy – delikatne dźganie go nogami w boki, ściąganie wodzy. Domyślał się podstaw – popędzanie konia uderzając go stopami w boki, skręcanie za pomocą odpowiednich ruchów wodzami, ale i tak wolał na początku zachowywać się spokojnie, cały czas gotowy na potencjalny upadek, dopiero po dłuższej chwili zmuszając konia do szybszego chodu. Kiedy poczuje się wystarczająco pewnie, przystosuje się do tempa, które narzuci jego towarzysz. Oczywiście będzie też próbował kontrolować to, co robi nagi olbrzym.
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

12 mar 2014, 18:34

Akarion przez chwilę patrzył, kiedy nieznajomy podchodził w jego stronę. Miał zamiar wdrapać się na zwierzę jak najszybciej i stosując rozwiązanie siłowe, ale kiedy był blisko to uznał, że to jest zły pomysł. Bardzo zły pomysł. Obserwował postępowania brązowowłosego i próbował tak samo postępować ze swoim koniem. Wiedział, że nie ma tyle siły, aby walczyć jeszcze z koniem.
-Też nigdy nie jeździłem. Tak przy okazji – jestem Akarion.

Kompletnie już stracił zainteresowanie olbrzymem. Sytuacja była tak absurdalna, że gdyby nie ciągły ból, to uznałby, że śni. Z koniem zaczął obchodzić się raczej delikatnie. Widział przypadki, kiedy ludzie kończyli przez to, że taki zwierz ich kopnął prosto w czaszkę.

Rozejrzał się dookoła. Nieznajomy chyba chciał zabrać olbrzyma ze sobą. Akarion nawet nie próbował oponować, chociaż nie widział żadnego sensu. Nagi człowiek wyglądał, jakby był kompletnie ogłupiały. Wodził nic niewiedzącym wzrokiem dookoła, wypowiadając słowa, których nikt nie rozumiał. Pewnie był szalony. Akarion wolał się trzymać od niego z daleka. Wyglądał na kogoś, kto zwiastuje problemy.

Awatar użytkownika
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

13 mar 2014, 14:55

Czarnowłosy podszedł jako pierwszy do zwierząt, które stały niedaleko. Wtedy też usłyszał głos. Zbiór głosek, których nie rozumiał. Wszystko było obce dla nagiego mężczyzny. Słowa te jednak nie wydawały się wrogie, więc podszedł powoli do nich. Kiedy zbliżyli się do koni, zauważył, że obaj mężczyźni wkładają stopę w strzemię i wskakują na siodło. Powiedzieli coś jeszcze, czego nie zrozumiał, gdyż znał znaczenie tylko jednego słowa.
-Somirion – powiedział niskim, zmęczonym głosem i postanowił robić to co te dziwne osobniki. Podszedł powoli do rumaka i wsadził stopę w strzemię, po czym wybił się i ciężko opadł na siodło. Łuk założył na siebie w taki sposób, że może i cięciwa lekko go ocierała, ale się trzymał i miał wolną rękę. Nadal jednak miał kołczan, który mu przeszkadzał, więc wyartykułował kolejną niezrozumiałą mieszaninę głosek i wystawił rękę z kołczanem w stronę Risila.
Przyglądał się im co robią. Tu pociągnęli za skórzany pasek, tu uderzyli nogą w bok konia. Po chwili zauważył pewną prawidłowość w ruchach zwierząt po tym, więc sam spróbował. Siedział pochylony do przodu, gdyż nie czuł się pewnie. Właściwie czuł się dziwnie. To było dla niego nowe. Właściwie cały świat był dla niego nowy. Istoty o dziwnej skórze były od niego znacznie niższe, ale wzbudzały w nim pewien respekt. Dlaczego? Nie wiedział.
Awatar użytkownika
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

13 mar 2014, 19:38

MG

Cały ciąg dziwnych zdarzeń i zbiegów okoliczności, zaczynał mieszać wszystkim zgromadzonym w głowach. Niedorzeczność była ścigana przez niedorzeczność, a komizm sytuacji mógłby posłużyć za dobry scenariusz do najróżniejszych błazenad na szlacheckim dworze. Niemniej jednak, trzeba było w końcu podjąć jakieś konkretne działania, gdyż dłuższe pozostanie w tym miejscu, nie było zbyt kuszącą perspektywą. Tym bardziej, w tak ciekawym i zróżnicowanym towarzystwie.

Oczywiście, każdemu marzyła się konna przejażdżka, tym bardziej, że ilość wierzchowców w pełni to umożliwiała. Konie wyglądały na zdrowe i zadbane, a każdy z uczestników wyprawy był już po przejściach. Jednak, jak się szybko okazało, żaden z trójki podróżników, nie był zaprawiony w jeździe konnej. Co ciekawe, nie przeszkadzało to żadnemu z nich, i zgodnie postanowili skorzystać z pozostawionych dobrodziejstw, próbując odnaleźć się w tym sposobie poruszania się.

Pierwsza próba należała do Risila. Podszedł do upatrzonej klaczy, obchodząc się z nią ostrożnie i uważnie. Zwierzę nie miało nic przeciwko, a wieloletnie obycie w podobnych sprawach procentowało. W miarę sprawnie dosiadł konia, próbując się w tym połapać. Już po kilku minutach, zaczął chwytać pierwsze schematy. Mimo, że prawdopodobnie nie zachowywał się jak zawodowy jeździec, zwierzak jakoś się w tym łapał, i po paru minutach wolnym krokiem ruszył przed siebie.

Somirion, poruszając się jak dziecko błądzące we mgle, również zdołał jakoś dosiąść konia. Jego wzrost pozwolił mu to zrobić w miarę spokojnie, a nastawienie wobec otoczenia wymusiło na nim akceptowalną przez zwierzę delikatność. Wzorując się na bardziej rozgarniętym koledze, udało mu się jakoś zmusić wierzchowca do startu. Pochylił się więc w siodle, a kuc po prostu ruszył za poprzednim, powoli uderzając kopytami o kamienie.

Ostatnia opcja podróży okazała się znacznie trudniejsza, bowiem gdy tylko wyczuła zapach i aurę Akariona, zaczęła się płoszyć. Mimo tego, mężczyzna nie zamierzał odpuszczać, podejmując próbę dostania się na górę, która nie była dlań łatwa w tym stanie. W końcu, gdy nieomylnie uderzył w konia kolanem przy jednym z wielu podejść, zwierz stracił cierpliwość, zarżał i ruszył do przodu bez niego, szybkim kłusem ruszając w dół. On sam, trzymał wtedy nogę w jednym ze strzemion, co zaowocowało utratą równowagi i bolesnym upadkiem. Całe szczęście, uniknął obrażeń poza małym obdarciem na dłoni oraz stłuczonym zadku.

Zostały więc tylko dwa konie, oba powoli prowadzone przez niedoszłych jeźdźców. Akarion musiał więc zostać przez kogoś podwieziony, bądź pokonać resztę drogi samemu, co niekoniecznie musiało zakończyć się powodzeniem. Jego stan uniemożliwiał mu samotne wspięcie się, a co dopiero pokonanie takiej odległości. Wierzchowiec Somiriona wyglądał na takiego, coby poradził sobie z dwójką jeźdźców, ale z takimi nigdy nic nie wiadomo. Poza tym, wielkolud mógłby mieć problemy z odczytaniem ich intencji oraz planów.

Tak czy siak, trzeba było podjąć jakąś decyzję i ruszyć do przodu. Utrzymanie się w siodle było dla każdego z nich bardzo trudne, a każdy nierówny krok był niekomfortowy dla pewnych części ciała. Przejażdżka robiła się coraz mniej przyjemna z każdym przebytym odcinkiem, była jednak jak najbardziej wykonalna. Dodatkowo, konno byli w stanie przebyć trasę całkiem szybko, co jeszcze bardziej zwiększało ich szansę na powodzenie całej wyprawy. Oczywiście, pod ryzykownym warunkiem, że po drodze nie trafią na jakieś atrakcje…

>>>Risil, przez ładne opisanie działań i zgodność takich rzeczy z kartą, pomału ogarnia. Jeżeli nie staną się cuda niewidy, pomyślimy nad wpisaniem podstaw jeździectwa do KP. Akarionowi trzeba trochę pomóc, a Somirion praktycznie nie ma władzy nad koniem, który po prostu idzie w ślady Risilowego.
Awatar użytkownika
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

14 mar 2014, 20:32

Póki co było lepiej, niż Risil się spodziewał – już po paru minutach załapał podstawowe schematy kierowania klaczą. Póki co sprawił, by stanęła w miejscu, dopóki nie będzie pewien, że jego towarzysze również sobie poradzą. Podobnie wyglądała sytuacja giganta, który najwidoczniej miał na imię Somirion – było to jedyne słowo, które do tej pory wypowiedział, i to w momencie, w którym swoimi mianami dzielili się też myśliwy i ranny Akarion. Ten ostatni jednak nie miał chyba szczęścia do zwierząt. Mimo że koń, którego sobie upatrzył, od początku się płoszył, ten postanowił i tak spróbować na niego wsiąść. Skończyło się to tak, jak można się było spodziewać – zwierzę postanowiło uciec. Niestety czarnowłosy miał już nogę w strzemieniu, więc oczywiście przewrócił się na tyłek. Na szczęście udało mu się uniknąć przeciągnięcia za koniem.

Coś chyba zwierzęta cię nie lubią. – zawołał do niego. – I co teraz?
Sam nie był pewien, co teraz zrobić. Nie wydawało mu się, żeby Akarionowi udało się wleźć na jednego konia z myśliwym lub Somirionem. Sądząc po reakcji pierwszego zwierzęcia, które w tej chwili oddalało się szybkim kłusem, nie przyniesie to zbyt dobrych skutków. Jedyną opcją wydawało się to, żeby ranny szedł piechotą, co tak naprawdę niwelowało przewagę wynikającą z posiadania koni. Czekając na reakcję rannego, Risil postanowił zrobić coś, o czymś wcześniej z jakiegoś powodu zapomniał. Wyciągnął łuk z sajdaku i zdjął cięciwę z górnej części łuku, pozostawiając ją zaczepioną na dolnej. W ten sposób ominie negatywne skutki ciągłego trzymania cięciwy na łuku w tym samym czasie zachowując jak najmniejszy czas zakładania jej. Schowana z łukiem w sajdaku powinna być też chroniona przed pogodą.
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

15 mar 2014, 16:19

Kiedy koń wierzgnął, Akarion nie miał czasu na reakcję. Upadek był bolesny, ale nie dorównywał temu, co przeżywał cały czas. Brak palca i całe ciało w ranach coraz bardziej osłabiało smoka. Teraz zaczęło do niego dochodzić, że to może być dla niego koniec. Jego umysł zasłoniła mgła, ledwo co widział. Nie mógł myśleć trzeźwo.

Kiedy usłyszał krzyk tamtego, splunął na ziemię przed siebie. Nie podnosił się, ciągle leżał na ziemii. Czy ten ktoś oszalał? Nie widział, w jakim Akarion jest stanie? Nie wiedząc czemu, Akarion się zdenerwował. Miał dość tego wszystkiego.
-Kpisz sobie?! Nie przejdę dwudziestu kroków. Tak, zwierzęta mnie nie lubią, cuchnę krwią i magią! Równie dobrze możecie mnie tu zostawić na pastwę losu.
Wcześniej podpierał się na ramionach, teraz padł na ziemię, leżąc i czekąc na rozwój wydarzeń. Dziwne było to, że zobojętniał na wszystko. Ziemia wydawała się ciepła. Pomyślał sobie, że mógłby tu trochę poleżeć.

Chwilę później się otrząsnął. Nie! Był smokiem. Przedstawicielem potężnej rasy! Nie mógł tak po prostu umrzeć na pustkowiu. Chciał żyć. Jeszcze raz unieść się w przestworza, chwytając wiatr. Nawet powalczyć z jakimiś rycerzami – byle nie tracić palców. Spróbował się dźwignąć na nogi. Musiał iść dalej. Nawet, jeżeli tamci go zostawią.

Awatar użytkownika
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

17 mar 2014, 18:47

Bujał się na koniu, nad którym nie panował. Na szczęście rumak szedł spokojnie za klaczą Risila, więc wystarczyło, że Somirion utrzyma się na grzbiecie. Nie musiało minąć dużo czasu, aby mógł stwierdzić, że będzie go bolał od tego tyłek. Nie męczyło to jednak aż tak, jak chodzenie na własnych nogach.
Zauważył, że drugi mężczyzna, ten z czarnymi włosami, spadł z konia, który pobiegł naprzód. Czarnowłosy leżał na ziemi i zamienił głośno kilka słów z Risilem. Somirion niestety nie rozumiał ani krzty z tego, co powiedzieli.
Siedział na koniu i lekko rozluźniał mięśnie, starając się z jak najmniejszym wysiłkiem dosiadać rumaka. Nie wiedział o czym mówili Ci dwaj, więc czekał na jakieś ich reakcje.
Awatar użytkownika
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

24 mar 2014, 17:44

Wybuch Akariona tylko trochę zdziwił Risila. Myśliwy mógł się spodziewać nerwowej reakcji, biorąc pod uwagę stan czarnowłosego. Nie wyprowadziła go ona z równowagi. Spokojnie odpowiedział.
Nie będę cię zostawiał umierającego na drodze, ale też nie mamy jak cię przenieść lub przewieźć. Chyba najlepiej będę, jeśli pojadę przodem i sprowadzę pomoc. – odwrócił się do Somiriona. – A ty najlepiej tu zostań i go przypilnuj. – powiedział, pomagając dryblasowi zrozumieć za pomocą odpowiednich gestów. Miał nadzieję, że mu się udało. Jeśli tak było, odwróci konia i odjedzie w stronę podnóży gór, mając nadzieję jak najszybciej dotrzeć do osiedli ludzkich. Jeśli nie, spróbuje jeszcze raz wyjaśnić Somirionowi, co ma zrobić.

Jechał, poganiając konia do szybkiego kłusu. Jednak szybko zauważył, że dłuższa podróż tym środkiem transportu skończy się bólem tyłka. Zaczął więc kombinować, jakby temu przynajmniej częściowo zapobiec. W końcu wymyślił, że będzie delikatnie podnosił pośladki w odpowiednim momencie. Po paru próbach mu się udało. Może i podróż była trochę bardziej męcząca, ale za to na pewno wygodniejsza. Po chwili, gdy poczuł się pewniej na dość szybko poruszającym się koniu, stwierdził, że to może nie starczyć. Pospieszył zwierzę jeszcze bardziej, uderzając jego boki stopami. Zaczął wchodzić w galop. Jednak teraz trochę trudniej było mu nadążyć z unoszeniem się na siodle w celu uniknięcia bólu po podróży. Dość szybko wymyślił jednak coś innego. Przystanął w strzemionach, nie za wysoko, ale wystarczająco, by choć częściowo uniknąć uderzeń o siodło. Usiłował trzymać się siodła kolanami, jednak nie robić tego zbyt kurczowo. Pochylił się delikatnie do przodu i skrócił trochę wodze, jednak nie na tyle, by zwolnić bieg konia. W takiej, musiał przyznać w miarę wygodnej, pozycji jeszcze trochę pospieszył konia. Chciał jak najszybciej kogokolwiek znaleźć, zatrzymać, opowiedzieć mu o tym, co się stało i poprosić o pomoc.

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 21 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 20 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Grynfa
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.