Podnóża gór

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 34
Rejestracja: 04 sie 2013, 11:30
GG: 24426650
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2726

Podnóża gór

23 sie 2013, 12:30

Obrazek
Lokację miejsca można wyznaczyć, wytyczając linie wiodące dokładnie na północ od Ainuri oraz na zachód od Lasves i szukając na ich przecięciu. Południowowschodnią część terenu stanowi niezbyt zróżnicowana, zielona łąka, niemal pozbawiona kwiatów. Naprzeciw niej znajduje się podnóżek góry, na którym flora zdaje się już przegrywać walkę z trudnymi warunkami klimatycznymi – ziemię znaczą spore plamy zbrązowiałej, uschniętej roślinności, pojedyncze, powyginane od wiatru drzewa stoją niemal nagie; nawet iglaki mają przerzedzoną koronę. Wzdłuż jednego z podejść, z zachowaniem równych odstępów, znajduje się pas powbijanych w ziemię niewysokich palików, zaś w pewnej odległości stoi równolegle ułożony kamienny murek, sięgający mniej więcej do pasa dorosłemu człowiekowi. Biorąc pod uwagę fakt, iż znajduje się (dosłownie) w rozsypce, jak i brak innych elementów architektonicznych, można z czystym sumieniem założyć, iż jakikolwiek był zamysł twórcy, został dawno już porzucony. Pomiędzy świeżą a usychającą częścią podnóża przepływa niezbyt szeroki, skalisty potok, w najgłębszym miejscu nie sięgający nawet do kolan.

Spokój dnia przerywał jedynie niejednostajny, cichy szum i gwizd wiatru ślizgającego się o skały i szarpiącego i tak już mizernymi koronami drzew. Krótka trawa falowała łagodnie, kołysana przez wiatr tak delikatnie, jak mamka buja kolebkę dziecka. Pojedyncza koza przeżuwała to co aktualnie miała w gębie, a idealna jednostajność tej czynności zawstydziłaby najbardziej precyzyjne czasomierze. Znudzonym wzrokiem wpatrywała się przed siebie, od czasu do czasu obracając głowę i trzęsąc swoją śmieszną, czarną bródką.
Około półtora metra nad potokiem pojawiła się niemal niedostrzegalna plamka fioletowego czegoś. W ułamku sekundy rozciągnęła się w postaci pionowego pierścienia, którego dolna część muskała już płynącą pod nim wodę. Z pierścienia wydobyły się wrzaski, a w mniej niż sekundę potem wyleciał przezeń, niczym wystrzelony z procy, ogromny kotołak. Wyraźnie zdezorientowany, mimo wszystko nadal zachował refleks i wylądował na wszystkich czterech kończynach, nie tłukąc się prawie wcale. Lewitujący nad nim pierścień wypluł z siebie jeszcze silny podmuch gorącego powietrza, któremu towarzyszył głośny huk, i tak nagle jak się pojawił, zniknął, nie pozostawiając po sobie nic.
Singi wstał szybko i rozejrzał się wokół siebie. Naprężył mięśnie, obnażył pazury i zacisnął szczęki, gotów do desperackiej walki. Miotał się wokół, jak gdyby chmary niewidzianych dla innych ludzi napastników właśnie próbowały na niego zaszarżować. Ale wokół nie było nikogo… za wyjątkiem tylko jednej, leżącej na ziemi, kompletnie zesztywniałej kozy.
Singi oddychał szybko, mimowolnie powoli rozluźniając mięśnie. Z trudem pozbywał się resztek ostrożności, ale to był fakt – wokół nie było nikogo. Od zamknięcia portalu minęło już przynajmniej kilkadziesiąt sekund, a jedynym co słyszał był odgłos wiatru i jego własne sapanie. Nadal nie do końca mogąc w to uwierzyć, wyszedł ze strumienia i stanął na łączce. Czując jej dotyk na stopach, poczuł przyjemny dreszcz – tak miło było zaznać wreszcie czegoś odmiennego od skał…
– Wolny… – szepnął, jakby z zaskoczeniem.
Jeszcze raz rozejrzał się wokół. Dzień powoli miał się ku końcowi, choć trudno było to określić z powodu gęstej mgły, spływającej po zboczu górskim i prawdopodobnie zachmurzonego nieba (nie mógł nigdzie dojrzeć tarczy słonecznej). Mimo tej szarości, wszystko wokół wydawało się tak kolorowe, jasne i przyjazne.
– Wolny! – krzyknął, niemal trzęsąc się z szoku, po czym ryknął przeciągle, odrzucając głowę w tył i rozkładając szeroko ramiona – WOLNYYYY!
Padł na kolana i zanurzył dłonie w trawie. Była zimna i wilgotna od osiadającej mgły, ale świeża i pachnąca. ŻYWA. Obrócił się i położył plecami na ziemi, wdychając jej woń i patrząc w niebo. Na jego twarzy wciąż gościł szeroki, szczęśliwy uśmiech. Leżąca nieopodal koza odzyskała władze w kończynach i potykając się, czmychnęła czym prędzej z dala od dziwnego zjawiska i olbrzyma, który z pewnością był mięsożercą. Singi odwrócił głowę i spojrzał w jej kierunku, sam nie bardzo wiedząc, co go w niej bawi. Przez moment przemknęło mu przez myśl, że rozsądniej było szybko dobić zwierzę, póki było sparaliżowane, ale doszedł do wniosku, że i tak nie byłby w stanie wzniecić ognia. Czuł chłodne powietrze, muskające jego ciało, ale nawet to teraz mu się podobało – powietrze miało w sobie konkretny, świeży zapach, zupełnie odmienny od tego, z którym miał do czynienia dotychczas. Przeleżał jeszcze parę minut, pozwalając, by ogarnęło go błogie poczucie wolności i niezależności, rozkoszując się otwartą przestrzenią.
Kiedy dreszcze zaczęły już powoli mu dokuczać, wstał i otrząsnął się mocno, rozgrzewając nieco. Dopiero teraz uświadomił sobie, że nie ma na plecach swojej torby. Dostrzegł ją na krawędzi strumienia. Idąc w jej kierunku, przyklęknął na moment nad taflą wody i napił się jej nieco. Miała delikatny, orzeźwiający smak. Wyciągnął ze swojej torby manierkę, opróżnił ją i dokładnie wypłukał, po czym napełnił tą wodą. Po chwili namysłu wysypał na ziemię całą zawartość torby – związane sznurkiem suchary i kilka pasów mięsa owiniętego w białą (kiedyś…) szmatkę oraz złożoną w kostkę płachtę jasnobrązowego materiału przewiązanego sznurem. Po chwili namysłu zdecydował, iż w obecnej sytuacji przyda mu się naprawdę porządny posiłek. Błyskawicznie wchłonął sześć sucharów i dwa pasy mięsa, jednocześnie coraz bardziej tracąc dobry humor na myśl o tym, skąd ów pokarm ma. To co mu zostało wrzucił z powrotem do torby, uprzednio opróżniając ją z okruszków. Przy rozsądnym racjonowaniu zapasów – tak, aby nie głodować – miał trzy dni na znalezienie jakiegoś miasta i zdobycie kolejnego prowiantu.
Wstał i rozłożył płachtę materiału, która okazała się całkiem zgrabnie skrojonym habitem. Założył go wraz z kapturem i przewiązawszy się sznurem w pasie, narzucił na plecy torbę. Rozejrzał się jeszcze za jakimś w miarę grubym patykiem, którego mógłby użyć do podpórki przy chodzeniu. Metrowej długości, nieco powykrzywiany kijek wydał mu się odpowiedni.
Teraz pozostawała kwestia zdecydowania. Przyjrzał się uważnie znajdującym się przed sobą górom. Księgi, które miał okazję przeczytać, niezbyt wiele traktowały o geografii Autonomii. Niejednokrotnie jednak słyszał nazwę miasta "Lasves", mógł zatem sądzić, iż znajduje się gdzieś w jego bliższej lub dalszej okolicy. To zaś sugerowało, iż patrzy na Wichrowe Szczyty, zakładając, że portal zawsze wyrzucał użytkowników w tym samym miejscu. Nie do końca przekonany, czy właściwie ocenia kierunek, odwrócił się plecami do gór i ruszył przed siebie, starając się skierować na południe. Przy odrobinie szczęścia, powinien wkrótce trafić na jakiś trakt lub miasto.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

04 paź 2015, 13:05

MG

Podczas pierwszego postoju na drodze ku chwale i bogactwu, drużyna Zelera mogła ze sobą porozmawiać i zintegrować się. Początkowo szło to bardzo opornie, ale wkrótce wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zapoznali się ze sobą. Niektórzy członkowie nawet zaliczyli udane polowanie, udowadniając tym samym swoją przydatność. Niestety, autorytet Zelera był niemal na każdym kroku podkopywany i nie wiadomo było jak ta zbieranina przypadkowych ludzi poradzi sobie w krytycznych sytuacjach bez doświadczonego dowódcy.

Grupa nie szczędziła sił by szybko dotrzeć do celu i rozpocząć właściwą część wyprawy. Po drodze niewielkim kosztem udało im się nawet nabyć trochę zapasów. Oszczędne ich gospodarowanie powinno im wystarczyć jeszcze na kilka dni wędrówki wgłąb gór. Mimo to, nie byli zbyt dobrze przygotowani, ale każdy był pewien swoich umiejętnośc

i.

Ostatecznie dotarli bez większych przygód do wejścia jaskini niemal o zmroku. W dodatku zaczął padać deszcz, który niejako ponaglał ich do podjęcia decyzji. Czy będą wchodzić w nocy w nieznaną pieczarę? Z mapy Zelera można było się domyślić, że tunele ciągną się milami i wędrówka nimi zajmie im z pewnością sporo czasu. Jednego czego był pewien organizator tej wyprawy to to, że stoi przed właściwą jaskinią.

Awatar użytkownika
Posty: 64
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

09 paź 2015, 23:53

Po wielu dniach podróży w końcu dotarli tam, gdzie prowadziła ich cudowna mapa Zelera.

Wierzba podniosła spuszczony od rana wzrok i pociągnęła nosem, zagrzebując brodę w fałdach mokrej od deszczu chustki. Jeżeli którykolwiek z członków tej przypadkowej zgrai spodziewał się czegoś niezwykłego u kresu ich podróży, to właśnie się rozczarował. Zupełnie jak Wierzba, wbijająca spojrzenie jasnych oczu w plecy Zelera. Być może chciała wypalić w nich dziurę i ogrzać się w środku. Musiała przyznać, że mężczyzna w tym momencie balansował na cienkiej linii, stojąc tak w ciszy przed wejściem do jaskini i dumając nad dalszym postępowaniem, podczas gdy noc już praktycznie nastała, a członkowie jego drużyny powoli zamieniali się w wielkie, obficie zamoczone gąbki.

- Jak długie są te tunele?- Chrypnęła na tyle głośno, na ile zdołała, aby przekrzyczeć krople spadające z nieba- Może powinniśmy przenocować tę noc na obrzeżu jaskini, po czym rano zdobyć trochę więcej prowiantu. Nie mam zamiaru głodować wśród kamiennych ścian. – Mówiąc to splunęła na ziemię zirytowana deszczem i przenikającym kości zimnem. – Po tym wszystkim nie chciałabym was zjeść, albo skończyć w czyimś brzuchu, kiedy przypadkiem tam utkniemy. – Wychrypiała pod nosem, krzywiąc się brzydko i zastanawiając, czy przez deszcz ktokolwiek usłyszał owo zdanie.

Zresztą, nawet jeśli ktokolwiek je usłyszał, nie interesowała jej jego reakcja Przez większą część podróży to Wierzba była istnym płomieniem entuzjazmu, wiecznie uśmiechnięta i żartująca sobie z kompanami, zapoznając się powoli z ich charakterami, bądź też maskami które ci przywdziewali. Był to proces długi i żmudny, jednak nikt przecież nie pragnął całodziennego marszu w ciszy, prawda? Wierzbowy humor zaczął się jednak psuć gdzieś przed dwoma dniami, a apogeum tego stanu właśnie zaczynało być osiągane. Z jednej strony przyczyniło się do tego zmęczenie i fakt, że tęskniła za smakiem ciepłej strawy i dotykiem suchego kąta do spania. Z drugiej strony uczynili to poniektórzy członkowie drużyny, których powoli zaczynała już mieć powyżej uszu.

Odganiając własne myśli, które również zaczęły już ją irytować, ominęła wciąż dumającego Zelera i weszła do jaskini, w celu schronienia się przed deszczem. Jej cel został osiągnięty i odwróciła się teraz twarzą do towarzyszy, opatulając się szczelniej płaszczem i szczękając zębami. Ani jej spojrzenie, którym ich wszystkich właśnie darzyła, ani mina, nie zachęcały do podążenia jej drżącymi śladami.

Awatar użytkownika
Posty: 134
Rejestracja: 20 wrz 2014, 21:38
Discord: Brutal
GG: 53864657
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3057

10 paź 2015, 00:36

- I co? To ma być to starożytne krasnoludzie dziedzictwo? I nikt przez te pięćset lat po prostu sobie nie wszedł do tej jaskini i nie wyniósł tego, co było w środku? To chyba jakiś żart. Ale dobrze, dobrze, przekonajmy się najpierw, co tam w środku jest - spojrzał na Wierzbę. - Nie ma sensu teraz robić dodatkowych przygotowań, skoro nie wiemy, na co się przygotować, jeśli zastaniemy na dole jakieś gruzowisko, albo wszystko będzie zalane wodą, to i tak będziemy musieli się wrócić. No albo jeśli ta cała historia okaże się bujdą, a to jest zwykła jaskinia, to tym bardziej nie ma co wydawać pieniędzy - powiedziawszy, zbliżył się do wejścia do jaskini, długie tygodnie nudny i marszu sprawiły, że stał się niecierpliwy, chciał, żeby coś zaczęło się dziać, szczególnie, że obietnica skarbów, zarówno tych materialnych jak i nie, była tuż pod ich nosem. - Nie stójmy tak w deszczu jak bezdomne psy, im szybciej tam wejdziemy, tym szybciej stamtąd wyjdziemy, zapalcie jakieś pochodnie i w drogę - i wkroczył do pieczary.

Awatar użytkownika
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

10 paź 2015, 17:50

No i dotarli. Sam nie wiedział czego się spodziewać, ale teraz nie było nad czym gdybać. Padało i zapadał zmrok, a w jaskini mogło, chociaż nie musiało, być przynajmniej w miarę sucho. Miał nadzieję, że drużyna jest w miarę przygotowana i zaraz nie zabranie im jedzenia, wody czy siły woli aby iść dalej.

Korytarze ciągną się przez wiele kilometrów. Mniej więcej w samym jej środku jest jakaś duża pieczara czy komnata. — rzucił informacyjnie podczas odpalania pochodni, po czym zaczął iść w głąb jaskini. Nigdy by nie pomyślał, że z własnej woli uda się w takie miejsce.

Awatar użytkownika
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

10 paź 2015, 18:25

W końcu dotarli na miejsce. Grota nie wyglądała zachęcająco, nie sprawiała też wrażenia ukrywania krasnoludzkich skarbów. Słowa współtowarzyszy potwierdzały odczucia chłopki dotyczące miejsca, do którego przywiądł ich Zeler. Prędzej znajdą tu śmierć pod walącym się stropem niż złoto i klejnoty. Wypowiedź Drytraka była głosem rozsądku, tak więc Grynfa wyciągnęła pochodnię z torby, rozpaliła ją krzemieniem i wraz z resztą grupy weszła do jaskini. W końcu - jeśli już tu przyszli, należało zrobić drugi krok i zabrać to, co było celem ich podróży.

Awatar użytkownika
Posty: 57
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

13 paź 2015, 13:27

Skrzypiąc od czasu do czasu wóz Yla toczył się za całą resztą. Stromo? Ha! Nie takie rzeczy ta drewniana, zasilana zwierzęciem maszyna pokonała. Przedarła się przez całą drogę ze Złotego Wąwozu, jakieś Autonomiczne górki nie stanowiły dla niej żadnego wyzwania.

Yl zatrzymał się zwierzę przed pieczarą. Z nieba siąpiła woda, co było faktem upierdliwym i zdecydowanie zachęcającym, aby jak najszybciej znaleźć się w jaskini. Z drugiej strony, on miał dach nad głową, więc czym się miał martwić. A musiał teraz podjąć bardzo ważną decyzję - co dalej? Jeśli w tej jaskini faktycznie czekały krasnoludzkie ruiny, to właściwie mógł po prostu jechać dalej. Ale brodacz raczej w te krasnoludzkie ruiny niezbyt wierzył. Nie widział żadnej mapy, nie wyglądało to na bramę, nic. Było to raczej zwyczajna, obszczana grota, poniżej godności jakiegokolwiek krasnoluda. Niby ten młodziak coś tam gadał.

- Pieczara, jaskinia w środku niczego, hę? To miały być krasnoludzkie ruiny, czy żerowisko goblinów? - skwitował. Pojedyncza komnata pośród tuneli? Czym miałoby to być, zakładając że faktycznie wykonały to miejsce krasnoludy? Grobowcem? To jedyna logiczna myśl jaka przychodziła Ylowi na myśl. A jeśli to grobowiec był, to - niech kurwa strzeli - prędzej ich wszystkich wyrżnie, niż da splugawić swoimi łapskami krasnoludzkich przodków. Przeszłość jest święta i nie należy jej ruszać bez powodu i przyzwolenia, pod żadnym pozorem.

W każdym razie, nic nie stało na przeszkodzie aby zajrzeć do środka... a noc? Co z tego. Pod ziemią przecież też ciemno było, a Ylzziril doskonale się tam odnajdował pomimo braku słońca. Krasnolud wzruszył ramionami i trzasnął lejcami z prostym zamiarem wjechania do środka wraz z całym wozem. Bo czemu nie? Na jego oko powinien się zmieścić. Jeśli trafi na ślepą uliczkę, to go wypchnie. Jeśli trafi na tunele wykute przez jego pobratymców, to wątpliwe aby miał jakikolwiek problem z tym, aby pojechać dalej.

Awatar użytkownika
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

13 paź 2015, 15:37

Varame podążyła za grupą, chuchając sobie na zziębnięte ręce. Było zimno i mokro. Z chłodem nie miała większych problemów, ale wilgoci nienawidziła. To okropne uczucie rozmemłania i wewnętrznej zgnilizny, jakie przynosił ze sobą deszcz, sprawiało, że czuła się jak przeżuta. Nie poprawiało jej to humoru w najmniejszym stopniu, a ten i tak nie był w idealnym stanie, po długich, zabójczo nudnych dniach wędrówki wśród ponuraków. Spojrzała w oczy Wierzby i zmęczenie, które w nich zobaczyła, wcale jej nie zaskoczyło.

Ogółem, daleko było tej chwili choćby do znośności. Może właśnie zaczynała się kolejna część ich podróży, a może niedługo będą zmuszeni zawracać. Nie było żadnych konkretów na ten temat, a przynajmniej nie w jej oczach. Jak dawno temu Zeler otrzymał tę mapę? Od kogo? Może przez ten czas jakieś tajemnicze zjawiska wewnątrz gór zawaliły drogę, albo, jak sugerował Drytrak, wypełniły jaskinie wodą?
Mogła Zelera o takie rzeczy zapytać, ale, szczerze mówiąc, miała to w tej chwili gdzieś.

Przynajmniej nie musiała nosić ciężkiego prowiantu na plecach, jak wiele innych osób. Jeszcze raz przejechała dłonią po szyi swojej wiernej klaczy, jak zwykła to ostatnio robić. Zwierzę mrugnęło, zaskoczone nagłym zimnem, ale, widząc swoją panią, natychmiast się uspokoiło. Wiele mu zawdzięczała. Na szczęście jaskinia była póki co obszerna, wystarczająco, by Yl ze swoim wozem mógł do niej wjechać. Nie kwestionowała jego decyzji i zdała się na przeczucia mikrusa. W końcu były to ponoć krasnoludzkie tunele.
Modliła się tylko o to, by były wystarczająco szerokie dla jej zwierzaka. Mimo obaw, nie żałowała tego, że je tu zaciągnęła. Wizja wspinania się po górach z ciężką, wypełnioną prowiantem torbą nie była przyjemna.

- Tylko żeby te gobliny miały coś wartościowego ze sobą - odpowiedziała Ylowi.
Awatar użytkownika
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

13 paź 2015, 21:48

Trefniś wziął głęboki wdech po czym powoli, ze świstem wypuścił powietrze. Sam nie wiedział, czemu to zrobił. Ba! Nie wiedział, czemu robi większość rzeczy. To go jednak nie powstrzymało przed uśmiechaniem się i patrzeniem w stronę jaskini, przed którą stanęli. Jaskinia! Pierwszy cel podróży osiągnięty? Hmhm, co dalej? Był liderem. Przecież musiał podjąć decyzję.

Nie ociągając więc się, raźnym krokiem wszedł do jaskini, dając całej grupie znak, że owszem, są godni podążania za nim. Trefniś nie myślał za wiele. Po chwili jednak doszedł do wniosku, że przydałoby się jakieś światło. Postanowił, że poczeka na resztę.

Tym samym zaczął zastanawiać się także, co znajdą w środku. Może skarby?! Och tak, Trefniś chciałby być bogaty. Może wreszcie nikt by go nie wyrzucał z karczm! Ha! Okazywaliby mu zasłużony szacunek! Kupiłby sobie taką lutnię. O tak! Całą ze złota! Nie miałaby grać. Miałaby... wyglądać!

- Najbardziej wartościowa jest przyjaźń, a ją już ze sobą mamy, droga Varame! - krzyknął Trefniś do kobiety, słysząc, co właśnie mówi, jakoś nie widząc związku między swoimi poprzednimi myślami a tą wypowiedzią.

Awatar użytkownika
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

15 paź 2015, 11:26

MG

Drużyna Zelera bez strachu zagłębiła się w mroczną jaskinię. Grynfa szła dzielnie na przedzie oświetlając drogę pozostałym. Na początku wydawało się, że Yl będzie miał małe problemy z wjechaniem swoim wozem, ale po jakimś czasie tunele zrobiły się na tyle szerokie i wysokie, że koło niego bez większych problemów mogło iść jeszcze dwóch ludzi obok siebie w sporym odstępie. W miarę posuwania się naprzód jaskinia dalej robiła się większa. Chociaż krasnolud wraz ze swoim całym dobytkiem poruszał się dosyć powoli z powodu podłoża to jednak jego wół ciągle parł naprzód niestrudzenie. Nieco większe kłopoty miała Varame, gdyż jej zwierzę zrobiło się niespokojne i początkowo nie bardzo chciało iść za resztą, ale później trochę się uspokoiło i kobieta zdołała nakłonić je do współpracy.

Światło dawane przez jedną pochodnię póki co wystarczało reszcie drużyny, zwłaszcza, że mogli oni wszyscy iść w miarę blisko siebie. Droga była żmudna, ciężko było określić czas. Przynajmniej prowadziła ciągle w dół, więc nie męczyli się zbytnio. Zeler wkrótce jednak zorientował się, że ktoś kto narysował mapę nie miał pojęcia o ich tworzeniu. Charakterystyczne punkty i zakręty się zgadzały, tyle tylko, że występowały w dużo większych odstępach niż sugerowałaby to mapa. Ktoś rysujący drogę zupełnie nie miał poczucia odległości. Do pierwszego rozwidlenia dotarli dopiero po paru godzinach. Grynfa musiała zapalić kolejną pochodnię.

Musieli podjąć teraz kolejną decyzję. Zeler doskonale pamiętał co wskazywała mapa, ale inni jej nie widzieli i nie mieli pojęcia, którą drogę wybrać. Dowódca tej wyprawy miał wrażenie jakby wszyscy na niego patrzyli. Nie miał pojęcia czy wystarczy im wody i prowiantu na dotarcie do celu, zwłaszcza jeśli droga będzie się tak ciągnąć. No i jeszcze brak światła, chłopka nie miała przecież nieskończonych zapasów pochodni. W dodatku wszyscy byli zmęczeni, nie spali przecież od dłuższego czasu i ich ogólne morale zaczęły spadać. Gdzieś w oddali kapała woda, z małych otworów w ścianach jaskini wypełzały jakieś stworzonka, które szybko chowały się, gdy tylko skierowało się na nie światło.

Był dopiero początek ich podróży, a już nie było najlepiej. Jakby tego wszystkiego było mało, Varame miała coraz większe problemy ze swoim wierzchowcem. Koń zrobił się niespokojny i wydawało się, że lada chwila będzie próbował wyrwać się swojemu właścicielowi. Dodatkowo podczas ich wędrówki parę razy mało brakowało, a zwierzę potknęłoby się i złamało nogę. Zabieranie konia do ciemnych tuneli było bardzo ryzykowną rzeczą, a Varame w dalszym ciągu nie miała pojęcia jak długo ich podróż po jaskini jeszcze potrwa.

*Wybaczcie za "krótką" zwłokę, kolejny post się ukazał. Jeszcze raz proszę Drytraka o uaktualnienie swojej KP.

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.