Przełęcz Rim'Galdh (Wird-Ahe)

Osławiony już niejedną legendą pas wzniesień nie jest może bardzo wysoki, lecz na jego szczytach panuje wyjątkowo surowa atmosfera. Nie chodzi tu nawet o dotkliwy mróz, bardziej o nieustające wiatry zdolne porwać człowieka z nóg.
Awatar użytkownika
Posty: 168
Rejestracja: 26 lut 2011, 07:17
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=155

Przełęcz Rim'Galdh (Wird-Ahe)

15 mar 2011, 15:35

Przełęcz Rim'Galdh była równie piękna, co połączony z nią las. Drzewa wraz z odległością od granicy stawały się coraz mniejsze, aż zniknęły całkiem. Dość wysoką trawę przecina tutaj cały czas ta sama, wydeptana ścieżka. Co jakiś czas napotkać można małe krzewy, lub kwiaty w większych skupiskach. Doskonały dostęp słońca i częste mżawki sprzyjają rozwojowi przepięknej roślinności, jak i powstawaniu w tym miejscu ogromnej tęczy. Trochę dalej od ścieżki trawa jest jeszcze wyższa, pojawiają się nawet zwierzęta. Teraz jest to bardzo zachwycające miejsce, jednak nie zawsze takie było. W gronie Minotaurów znane jest jako miejsce Pierwszej Rzezi, w rodowym języku zwane Wird-Ahe. Właśnie tutaj zdołały dotrzeć Minotaury podczas pierwszego powstania. Żadnemu z nich Arcymag nie pozwolił przekroczyć leśnej granicy. Niedobitki po brutalnej rzezi schwytano, a każdy, kto przeżył to nierówne starcie, żałował tego do ostatnich chwil zniewolonego życia. Teraz jednak, nie ma nawet śladu po tamtych przykrych wydarzeniach. Pogoda oraz roślinność sprawiają, że aż chce się tędy chodzić.


Ternadil nie znał dobrze tego miejsca. Przechodził tędy tylko raz, gdy opuścił rodzinne miasto i trafił do Wolenvain. Mimo, iż nie wiedział co się z nim stanie, przynajmniej próbował się zachwycać ogromną tęczą przed nimi. Rozpościerała się od jednej góry, chowając się za drugą, po przeciwnej stronie. Wrogie Minotaury szły nieprzerwanie, nie zwracając uwagi na te cuda Natury. Nawet wyznawcy Żelaznego Rogu potrafili się czasem zachwycić w obliczu takiego piękna. Te szły jak zaklęte. *Kolejny dziwny fakt.* Zamyślił się Ternadil. Nie dyszał już tak głośno, może to przez górskie powietrze, lub właśnie zamyślenie.

***

Szli już dłuższy czas, nic niespodziewanego się nie działo, do czasu. Lider zdaje się, wyczuł coś niepożądanego. Zatrzymał nieliczny konwój i zebrał strażników na naradę. – Ktoś nas śledzi. – Zaczął cicho, jednak więzień zdołał usłyszeć. Nie dało się ukryć, jak uradował się słysząc te słowa. Dziękował w myślach Bogini Lorven, oraz przede wszystkim pomocnej wiewiórce. – Wyczuwam czarną magię, zaczęła się nasilać, więc trzeba to sprawdzić. – Przeszedł zimnym wzrokiem po każdym z osobna. Wskazał trzech żołnierzy, ci mimo nie wydania rozkazu, stawili się gotowi do drogi powrotnej. – Macie sprawdzić czym to jest i zabić. Nie chcemy świadków przyszłych wydarzeń. Jeśli nie znajdziecie nic aż do granicy Rim'Galdh, możecie wracać. – Rozkazał i znów spojrzał na mapę. – Jesteśmy już blisko… – Warknął pod nosem, rysując na twarzy szyderczy uśmieszek. – Idziemy! – Ryknął na koniec, konwój z razu się utworzył i powędrowali dalej.

(Ciemny, możesz ich pozabijać, ale nie tak szybko ^^ Wysil się trochę, zamiast puszczać trzy piaskowe kolce. Mógłbyś też odnieść jakąś nieznaczną ranę, to nie są zwykłe Minotaury.)
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 307
Rejestracja: 01 mar 2011, 10:34

03 kwie 2011, 21:13

Wiedziała, że ryzykuje. Jednak to ryzyko i adrenalina nie były dla niej niczym obcym. Napędzały ją, dodając dodatkowych sił. Wokół plamy krwi nie znalazła nic wartego uwagi, może oprócz niewielkich śladów mięsa.. malutkich kawałeczków skróty. Ludzkich.
Kolor jej włosów nie pomagał jej.. we wszystkie swoje ruchy musiała wkładać dodatkową ilość ostrożności i staranności będąc niepewna każdej kolejnej minuty. Jednak i ona mogła dostrzec wroga z dość dalekiej odległości, zakładając, że osoby, za którymi podążała były świadome jej pościgu i planują zasadzkę.
Ta hipoteza wydawała jej się jednak mało realna.
Na horyzoncie zobaczyła zarys dwóch ludzkich sylwetek. Momentalnie schowała się za drzewo obserwując je przez dłuższą chwilę. Wyglądało na to, że pilnowali czegoś lub kogoś. Stali na warcie.
Ca

03 kwie 2011, 21:40

*Cholerny śnieg* – zaledwie o milimetry wychynęła zza drzewa. Jednym okiem badała sytuację. Było dwóch wartowników…gdzie pozostała trzynastka? Czyżby zorientowali się o jej obecności? że szpieguje?
Przygryzła wargę i schowała się za drzewo. Znowu zaklęła pod nosem. Była zbyt widoczna na śniegu.
Oparła się plecami o pień, nasłuchując odgłosów dochodzących od strony wartowników i bacznie lustrując okolicę.
Miała dziwne wrażenie, że dała jednak schwytać się w sidła.
Była w kropce. Ani nie mogła się ruszyć, bo ciemna plama na jasnym tle zwróciłaby na siebie natychmiastową uwagę.
Nie mogła też stać bezczynnie. Intensywnie główkowała. W końcu była mistrzynią podchodów.
Wreszcie postanowiła. Schyliła się lepiąc kulę ze śniegu. Zamachnęła się i z precyzją trafiła nią w stojące przy wartownikach gałęzie. Masa śniegu z poruszonych gałęzi spadła na straż, a ona mogła w tym czasie bezszelestnie i po kociemu zbliżyć się i schować za kolejne drzewo.
Awatar użytkownika
Posty: 307
Rejestracja: 01 mar 2011, 10:34

03 kwie 2011, 21:56

Akcja powiodła się, jednak wzbudziła tym samym większe zainteresowanie okolicą wśród wartowników. Podchodząc bliżej Carnival wiedziała, że podobna sztuczka nie powiedzie się już w stu procentach. Dodatkowo domyślała się, że starając się za wszelką cenę dogonić w jej mniemaniu porywaczy zatraciła się w poczuciu czasu, a co za tym idzie w przebytym terenie. Dopiero teraz na chłodno stwierdziła, że zbliżała się coraz bardziej do gorących źródeł. Śnieg w miejscu, w którym stała sięgał jej do kostek, natomiast kilkadziesiąt metrów dalej przechodził roztapiającą się breję.
Jeśli chodzi o zasadzkę to porzuciła tę myśl. Jeśli mieliby taki plan zaatakowaliby wcześniej.
Ca

04 kwie 2011, 19:41

Gorące Źródła? Stąd na pewno zdołałaby wrócić do miasta, lecz tutaj działy się ciekawsze rzeczy. Była teraz bliżej straży i z całych sił wytężała wzrok, by dostrzec, czego pilnują. I czy są sami?
Dalej zastanawiała się, gdzie reszta grupy, którą śledziła? A może to byli zupełnie inni wędrowcy. Nie…niemożliwe. Tropy piętnastu wiodły tutaj, więc ci dwaj na pewno należeli do tej bandy…
Te i wiele innych myśli kłębiło się w jej głowie, przez co zmniejszyła się jej czujność, a podejrzenie zasadzki zupełnie zostało porzucone.
Awatar użytkownika
Posty: 307
Rejestracja: 01 mar 2011, 10:34

04 kwie 2011, 20:13

Prawdą było, że ślady prowadziły tutaj. Jednak przyglądając się dwóm strażnikom, jaki ich nazwała w myślach doszła do wniosku, że są to najzwyklejsi wartownicy.. Jakby na potwierdzenie jej domysłów ruszyli przed siebie.
Spojrzała w dal chcąc uchwycić jak najwięcej szczegółów. W oddali wychwyciła zarys kilku sylwetek, jednak aby się tam dostać musiałaby przejść przez "zagradzającą" jej drogę polanę.
Decyzja należała do niej.. mogła zawrócić lub ryzykować dekonspirację, jeśli będzie chciała zobaczyć więcej. Dodatkowo nie znała motywów jakimi kierują się Ci ludzie, a co za tym idzie do końca nie mogła ocenić ich nastawienia.
Ca

04 kwie 2011, 20:22

Tak "rozmawiała" ze sobą w duchu. Iść, nie iść? Potrafiła zachowywać się bezszelestnie jak pantera. Skoro wartownicy ruszyli przed siebie, jeśli przypadnie do ziemi i będzie przesuwać się powoli, z ostrożnością, nie zauważą jej… A przynajmniej nie powinni.
Nieodparta ciekawość ciągnęła ją ku niebezpieczeństwu. To lubiła. Ryzyko.
Postanowiła ruszyć dalej. Za wszelką cenę.
Mogła to przypłacić życiem, lecz wierzyła w swoje szczęście.
Awatar użytkownika
Posty: 54
Rejestracja: 09 paź 2011, 00:08

09 paź 2011, 11:06

Stukot kopyt roznosił się dookoła, był to regularny dźwięk, który utrzymywał się jeszcze dłuższą chwilę. Do przełęczy wjechała, odziana w ciemną zbroję, postać. Rumak rycerza kłusem przemieszczał się naprzód, do momentu, kiedy pociągnięcie lejców dało mu znak by się zatrzymać. Mężczyzna odziany w zbroję zszedł na ziemię i rozejrzał się w okół. Zdjął z konia plecak, w którym trzymał podstawowe rzeczy i usiadł na ziemi, wyciągając z plecaka pajdę chleba, którą począł pałaszować.
Minęło sporo czasu odkąd ostatnio zrobił sobie przerwę, ale był istotą nie potrzebującą snu, jedzącą niewiele, mimo to postój by odpocząć był wymagany. Musiał się również zastanowić co dalej. Nie może wjechać do Wolenvain. Miał nadzieję zahaczyć o to miejsce na dłużej, jednakże widział pochód armii, słyszał plotki, na pewno nie wpuszczał już za mury byle kogo. Mógł jedynie poczekać do momentu aż walka przeniesie się na zewnątrz, bądź bramy stanął otworem, choć wiedział że tylko on sam jeden, nie jest żadną pomocą dla obrońców, którzy w tej defensywie będą musieli długo wytrwać. Liczył jedynie na to, że to będzie miejsce, w którym Zachodnie Imperium zostanie pokonane, sądził, że nie bez powodu coś skierowało go tu już teraz. Postanowił że spróbuje dostać się jakoś do miasta, choć jest wciąż za wcześniej by spróbować, będzie musiał zapewne wykorzystać chaos jaki zapanuje później. A może powinien zaniechać zemsty? Może dlatego przybył zbyt późno?
Przemyślenia Sambiona zostały przerwane w momencie gdy zauważył, iż jego rumak zniknął, tak jak to miał w zwyczaju, po prostu rozpłynął się w powietrzu. Zapewne to dobrze, bo rycerz zamierzał wejść wyżej, liczył na to, że znajdzie miejsce, z którego mógłby obserwować to co dzieje się w okolicach miasta. Podniósł się, założył plecak, po czym ruszył dalej ku szczytom.

[z/t]
Posty: 11
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1220

09 gru 2011, 18:05

Droga na południe była długa. Cholernie długa. Każdy kolejny krok był coraz cięższy. Fraemas był wyczerpany. Mila za milą, jard za jardem. Co mi odbiło…?! Żadna wędrówka Wilka nie była jeszcze tak męcząca. A do tego to czajenie się po kątach w obawie przed strażą. Jednak cel jeden przyświecał i to go podtrzymywało przy życiu.
Mapa Fraemasa nie nazbyt rzetelnie była uczyniona. Jedynie służyła mu ona jako sposobność do utrzymania dobrego kierunku. Jednak nie kartografa winić, żaden roskvar jeszcze najpewniej nogi na tej ziemi nie postawił. Aż do teraz.
Im dalej na południe się posuwał – tym było cieplej. Do czasu kiedy nie dotarł do Wichrowych Szczytów. Ta naturalna granica przypomniała Wilkowi dom. Cóż… Nie ma śniegu, ale lepsze to niż nic.
Tak więc wybrał drogę przez góry. (Najpewniej dlatego, że zna innej i woli nie ryzykować.) Szedł. Gościniec, którym szedł dotychczas, rozwidlił się i nie dalej jak dziesięć jardów dalej – zniknął. Oczywiście. Nic nie może być za łatwe.

Szlaku nie było, Fraemas przedzierał się między skarlałymi iglakami. Im wyżej był – tym było zimniej. Powietrze stawało się rzadsze, a roślinność zdawała się zanikać pasami. Nie dużo drogi trzeba było przebyć, żeby zaobserwować zupełny zanik kosodrzewiny. Przekształciła się ona w niskie wysokie trawy i umiłowane przez Wilka – wrzosy. Powietrze było naprawdę ostre, jednak sam wysłannik północy się tym nie przyjmował.
Mgłą zaczął dyszeć zamiast oddechem – to był czas na odpoczynek. Znalazł się na wysokiej grani. Pułka skalna była doskonałym miejscem na odpoczynek. Usiadł więc odkładając miecz na bok. Spojrzał w niebo, po czym zwrócił się do niego.
– Ześlij zarazę na Imperatora i jego ludzi… – I położył się. Okrył peleryną i zamknął oczy, ówcześnie ściągając hełm.

Obudził się dopiero rano. Zmarznięty i głodny. Mgła wisiała w powietrzu, a Fraemas leniwie przetarł oczy. To było życie jakiego pragnął. Jednak nie teraz – chowając się jak zwierz. Chciał być wolny u siebie w domu, tymczasem na obczyźnie… Musiał iść dalej.
Wstał i przeciągnął się. Nad jego głową zebrało się ptactwo łowne. Jednak tylko krążyło. Miecz przymocował do pasa na plecach i wspiął się wyżej, tam gdzie dnia wczorajszego zaczął wędrówkę, aby móc ją kontynuować.
Opuścił grań, by znów zacząć schodzić na dół… A po chwili do góry. Mapa nic nie pomoże – nie ma tam zaznaczonych tych gór. Zaufał swojemu instynktowi. Coby nie było – szedł godzin kilka… Nie był jednak zniechęcony. Przeszedł już za dużo, coby się cofać.

Ścieżka, widziana tylko w umyśle młodego Wilka zdawała się kończyć. Jego oczom ukazała się przełęcz. A dalej – na horyzoncie – las, iglasty, zwyczajny. To musiała być już Autonomia… – Pomyślał, po czym ochoczo ruszył na przód. Słońce wyszło zza grzbietów gór pokrzepiając tym samym wojownika. Delikatny wiatr smagał zieloną trawę, oraz włosy Fraemasa. Ten uśmiechnął się.
Przy wejściu do lasu zdawała się widnieć nowa droga, jednak to jeszcze mila drogi. Widoczność była przednia. Góral bez namysłu ruszył naprzód podziwiając ustępy skalne w przełęczy, przez którą właśnie przechodził.
Awatar użytkownika
Posty: 18
Rejestracja: 04 gru 2011, 21:22
Karta Postaci: viewtopic.php?p=18370#18370

09 gru 2011, 19:17

Nie wiedziała, jak długo szła, a upojenie alkoholowe pozwoliło jej na dość raźny krok. Co prawda, kilka razy zdarzyło jej się potknąć czy wpaść na coś, ale jak to bywa z pijakami– szczęście jej sprzyjało. Bolał ją tylko nadgarstek lewej ręki, na który lekko pechowo po raz pierwszy upadła.
W dali zobaczyła człowieka, do którego postanowiła podejść. Krzyknęła coś w jego kierunku, po czym przyśpieszyła swój chód
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 21 lis 2011, 22:25
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1122

09 gru 2011, 19:21

Wielki jak drzewo olbrzym wybrał się w góry. Bardzo lubił chodzić po górach mimo swojej natury. Uspokajał się gdy mógł być na świeżym powietrzu, a najbardziej górskim powietrzu. Szedł pewnym krokiem ze swoim wspaniałym mieczem na plecach. Nie szukał przygód chciał po prostu w spokoju przechadzać się po przełęczy, do której nie dawno się udał. Mimo, iż nie chciał żadnej rozrywki miał nadzieję na spotkanie smoka

Wróć do „Wichrowe Szczyty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 20 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.