Piaski pustyni

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Piaski pustyni

03 gru 2011, 22:08

Krajobraz nie był zachęcający dla podróżników. Piekielnie parzący piasek i dokuczające słońce dawały się we znaki. Przed oczyma nie było nic poza piaskiem i paroma skałami. Czasami jak się poszczęści, można znaleźć kaktus lub inną pustynną roślinę. Sama temperatura jest zabójcza. Rankiem słońce smaży niemiłosiernie, a nocą robi się bardzo mroźno. Środowisko może także uraczyć podróż swymi milusińskimi mieszkańcami. Różne bestie grasują na drodze i czekają na nieostrożnych aby złapać ich w śmiertelną pułapkę. Inne po prostu się rzucają, gdy ujrzą potencjalny obiad na horyzoncie.
Brzmi zabawnie…
………

Aleksis i jego uczeń Dahhard oraz golem przemierzają przez pustynie, kierując się na południowy zachód w stronę najbliższej oazy. W czasie swej podróży, spotkali wędrownego kupca, który mniej więcej opisał pustynie. Golem niósł bagaż ludzi, przynajmniej on nie odczuwał słońca.
-Bardzo przyjemnie, ale mogło, by być trochę cieplej, bo mrozi– obudził się sarkazm alchemika. Optymistycznie zaczynał podróż. Zaczynał.
Aleksis zrobił ze swojej białej koszuli, coś podobnego do turbanu. Udar słoneczny, był gwoździem do trumny, więc należało czymś ochronić głowę, przed promieniami słonecznymi.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

04 gru 2011, 14:48

Chłopak ochoczo szedł za swoim mistrzem w kierunku Pustyni Śmierci. Był bardzo podekscytowany, ponieważ było to jego pierwsze zadanie jako młody alchemik. Chciał się dobrze sprawić. Wiedział, że na pustyni może nie być całkiem bezpiecznie, aczkolwiek nie bał się miał przecież swoją moc, do tego był z nim jego mistrz i golem. Chłopak nie musiał nosić ciężkiego ekwipunku, ponieważ golem robił to za niego. Był niewrażliwy na gorąco, więc nie przeszkadzało mu słońce. Dahhard z pewnością w przyszłości chciałby nauczyć się tworzyć takie stwory za pomocą alchemii. Chłopak naśladując swojego mistrza, również utworzył ze swojego ubrania coś na wzór turbanu. Zrobiło się nieco chłodniej w głowę, a przynajmniej słońce nie grzało już jak przedtem. Podróż zapowiadała się dobrze, a więc i słońce nie przeszkadzało aż zanadto. – Mistrzu, w których dokładnie miejscach na pustyni rośnie agawa? Przy oazach czy może na piaszczystych terenach? Spytał. Chciał się dowiedzieć gdzie dokładnie przyjdzie im szukać owej rośliny.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

04 gru 2011, 16:55

Alchemik szedł powoli, nie miał ochoty przyśpieszyć tempa. Żar skutecznie wysysał motywacje z Aleksisa. Przeszli zaledwie dwa kilometry, a już miał dosyć podróży. Najchętniej zatrzymał, by się w jakimkolwiek cieniu i odsapną . Problem w tym, że w pobliżu nie było żadnego obiektu, który skutecznie ochraniał, by przed promieniami piekielnie parzącego słońca. Piasek ciągnął się w każdym kierunku. Wydawało się, iż jest nieskończony i nie ważne, gdzie podróżnik pójdzie to i tak nie spotka, chociaż małego skrawku zieleni. Alchemik nie mógł tracić orientacji w terenie, musiał być bardzo ostrożny. Pod piaskiem mogą grasować nieprzyjemne stworzonka, które oczekują aż ktoś wpadnie w ich sidła. Małe wybrzuszenia w piasku należy omijać. Problem w tym, że uwaga Bentruma nie była skupiona na obserwacji terenu, tylko rozmyślaniu nad szybkim dotarciem do celu.
Dahhard w porównaniu do mistrza, optymistycznie podchodził do wyprawy. Zupełnie nie narzekał i był bardzo podekscytowany. Aleksis zdziwiony był kondycją maga, jakby ignorował piekło przez, które muszą przejść. W małym orszaku był jeszcze golem, on zupełnie ignorował słońce. Golem mógłby iść cały czas do przodu, gdyby umiał szybko biegać, zapewne, by już dotarł na miejsce. Alchemik zdał sobie sprawę, że mógłby poszukać odpowiednich skał na nowego golema. Stary był dobry, ale wzrostem nie grzeszył.
-Szkarłatna agawa występuje w oazach. Potrzebuje wody aby się rozwijać– bez entuzjazmu odpowiedział Dahhardowi. Nawet konwersacja sprawiała trudności alchemikowi. Nie miał sił na nic, ale rozmowa może być dobrym pomysłem na nudę– Tak się zastanawiam, co może być gorsze. Podróż po piaskach pustyni, czy wspinaczka na Wichrowe Szczyty? Przynajmniej tutaj nie spotkamy smoka, chyba.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

04 gru 2011, 17:23

Chłopak spoglądając na swego mistrza widział, że nie odpowiada mu chodzenie po gorących piaskach pustyni, ale cóż mieli zadanie musieli iść dalej. Chłopak mógł sam poszukać owej rośliny, ale nie wiedziałby gdzie ma jej szukać. Był zadowolony, że mistrz mu towarzyszy. Teraz już wiedział, gdzie muszą się udać. Do oazy. Niestety w najbliższej odległości, którą ogarniał wzrokiem chłopak nie było widać nawet najmniejszego znaku, że gdzieś w pobliżu znajduje się oaza. Cóż musieli iść na przód. Chłopak mimo iż entuzjastycznie podszedł do wykonywania owego zadania to podczas wędrówki po gorących piaskach pustyni ten dobry humor zaczynał go powoli opuszczać. Szedł już nieco zmęczony za swoim mistrzem. Tylko golem pozostawał niewzruszony tym całym słońcem i skwarem panującym na pustyni. – Ja to bym chciał spotkać takiego prawdziwego smoka. wiem, że mogłoby się to dla mnie źle skończyć, ale jednak chciałbym zobaczyć smoka Wtrącił po tym jak alchemik zaczął mówić o wichrowych szczytach. – Wolę gdy jest, jednak nieco chłodniej. Klimat doskwierał coraz bardziej, a w okolic żadnej nawet najmniejszej skały. – Mistrzu jak się robi golemy? Spytał. Był bardzo ciekawy w końcu mogła to być dodatkowa magiczna broń w walce z przeciwnikiem. Ciekawio go w jaki sposób alchemik stworzył coś takiego. Mimo, iż golem nie był wysoki chłopakowi wydawało się, że ma jakieś umiejętności bojowe, które mogą się przydać.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 gru 2011, 17:49

Spałem dwie godziny. To wiele wyjaśnia, prawda?
MG
Pustynne powietrze buchało gorącem prosto w twarze podróżników, którzy nijak nie potrafili znaleźć schronienia wśród wpychającego się w wszelkie zakamarki ich przezornie ułożonych na ciele ubrań. Słońce na pustyni było wrogiem – wrogiem życia, wszelkich istot, które swoim organizmem wykazywały brak zmiennocieplnych cech, a i te tego dnia pochowały się w swoich norach, drążąc tunele głęboko, byle dalej od powierzchni i zabójczego ciepła.
Nazwa „Pustynia Śmierci” nie wzięła się znikąd, a tysiące istnień, które zostały zatracone wśród wydm odeszły w zapomnienie, gdyż nie było nikogo, kto udałby się na poszukiwania zmarłych. Ktokolwiek wybierał się w to miejsce, musiał mieć ogromną motywację do tego czynu, albo być po prostu szalonym osobnikiem, w swym chorym umyśle rojącym sobie marzenia o podboju ziemi niczyjej i uwielbieniu dla palącego żywym ogniem żaru.
Mieszkańcy pustyni, w tym przebywający na jej obrzeżach nomadowie czy nienazwane dotąd stwory, lubujące się w iście ognistej, wręcz piekielnej atmosferze nie uchodzili za nastawionych przyjaźnie do wszelkich innych istot, wręcz przeciwnie – cokolwiek zakłócało nieprzenikniony horyzont, wymagało dogłębnego zbadania, nierzadko kończącego się śmiercią jednej ze stron.
Nic więc dziwnego w tym, że karawana, która pojawiła się na horyzoncie przed dwoma alchemikami posiadała na podorędziu kilku dobrze wyposażonych żołnierzy. Ostatnie wydarzenia związane z najazdem wojsk Zachodu i przemarsz tychże właściwie bez strat przez tereny nieznane w Autonomii, a słynące ze swej zaborczości i bitności skłoniły wszystkich do podwojenia wart, przez co każdy, nawet dość mizernie wyglądający wóz miał ze sobą sporą eskortę.
Zadaszony wóz zbliżał się w dość szybkim tempie, stworzenia, które go ciągnęły były z pewnością niewyobrażalnie silne i odporne na trudne warunki, co skutkowało brakiem przestojów i odpoczynków bez potrzeby. Karawany od dawna miały ustalone szlaki – od oazy do oazy, byle dalej, do bezpiecznego punktu, unikając niebezpieczeństwa.
W miejscu, gdzie alchemicy wybrali się na poszukiwanie agawy, nie znajdował się jednak żaden szlak handlowy, ani tym bardziej droga dla migrujących z jednego państwa-miasta do drugiego uciekinierów, toteż pojawienie się tutaj tak dobrze wyposażonej w ludzi karawany było cokolwiek dziwne. Najwidoczniej załoga postanowiła skrócić sobie przemarsz przez pustynię, korzystając z niekonwencjonalnych metod i porywając się na długą przejażdżkę przez opustoszałe wydmy. Całkiem możliwe było, że się zgubili, i nie mieli pojęcia dokąd iść, a dostrzegłszy na horyzoncie dwie postacie czym prędzej postanowili się z nimi skontaktować w celu uzyskania informacji.
Karawana znalazła się na tyle blisko, że z łatwością można było dostrzec szczegóły w pyskach dwóch bykopodobnych stworzeń ciągnących ciężki, chyboczący po piasku wóz. Kolejna rzecz, która rzuciła się w oczy to to, że koła wozu nijak nie zapadały się w grząski piasek nawet pomimo tego, że podłoże, po którym się toczyły nie w żadnym aspekcie nie przypominały ubitego gościńca. W grę mogła wchodzić jakaś nowa magia, rozwiązania konstrukcyjne, czy po prostu lekkość ładunku.
Alchemicy mieli chwilę czasu zanim karawana zbliży się na tyle, że możliwe będzie nawiązanie kontaktu.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

04 gru 2011, 18:43

Alchemik wycierał pot ze swojej spoconej twarzy. Pierwsze oznaki odwodnienia alarmowały Aleksisa. Woda uciekała z jego ciała w ilościach niebezpiecznie dużych. Po godzinie wędrówki, litr był już nasączony w ubraniu mężczyzny. W tej pustyni istniała żelazna zasada. Była banalna i nawet największy głupiec ją znał. Przetrwają najsilniejsi. Słabe jednostki po prostu umierały, a piasek okrywał ich ciała, które zostawały zapomniane przez wszystko. Tylko czas nie zapominał. Rozkładające się zwłoki i wysuszone kości były pogrzebane pod warstwą piasku. Bentrum na chwilę się zatrzymał, chciał się napić. Niepokoiło go, iż nie oddawał moczu przez długi czas. Złapał dłońmi swój turban i wyciskał z niego pot, który następnie pił. Woda w tym miejscu jest na wagę złota. Tylko miejscowe plemiona znały technikę pozyskiwania wody. Alchemik niestety jej nie znał i był zdany na zapasy, które niósł golem. Podróżnik ponownie uformował turban z białej– a raczej już szarej koszuli i złożył go na głowę. Podszedł do golema i wyciągną bukłak z wodą.
-Nie chciałbyś spotkać smoka. Szczególnie samicy, która pilnuje swojego niewyklutego potomstwa– po słowach wypił trochę wody. Zrobił całe dwa łyki i zakręcił pojemnik, nie wolno sobie pozwolić na marnowanie życiodajnego płynu– Ah, od razu lepiej. Jak się robi golemy powiadasz? To długi proces, wymagający wielu dokładnych obliczeń. W nocy chętnie ci opowiem przy ognisku. O, ile znajdziemy coś na rozpalenie ognia. Noce są cholernie nieprzyjemne, ale lubisz chłodek, ja też.
I szli dalej. Podróż zapowiadała się na monotonną, alchemik porzucił wszelką nadzieje na spotkanie istot inteligentnych. Nie podróżowali szlakiem, Aleksis chciał skrócić sobie drogę, szedł za wskazówkami wędrownego kupca, którego spotkali dobre parę godzin temu. Możliwe, iż popełnił błąd, jeżeli kupiec ich oszukał, to już nie żyją. Nie mieli nawet przewodnika, nikogo, kto znał teren.
Nagle, znikąd, pojawiła się na horyzoncie karawana. Dziwne to było, spotkać wóz w tej okolicy. Czyżby oni też planowali skrócić sobie "chytrze" drogę? Przynajmniej mieli więcej ludzi, a zapewne wehikuł także nie był pusty. Bentrum zauważył karawanę i lekko się zmieszał. Nie poruszała się szlakiem, to był pierwszy powód do niepokoju. Jeżeli to bandyci, którzy polują na nieostrożnych podróżnych, to właśnie alchemik jak i jego uczeń zostali potencjalnymi ofiarami. Możliwe jest, iż się zgubili, tego też wykluczać nie można.
-Wóz? Dahhardzie ludzie na horyzoncie! Tylko dziwne, że kierują się taką drogą, to dobrze nie wróży. Może się zgubili?– powiadomił towarzysza o swoim spostrzeżeniu– To jest cholernie podejrzane, muszę to przyznać. Dlaczego mam złe przeczucia? Zaraz…miałem złe przeczucia już na początku podróży. No cóż. Moglibyśmy do nich podejść i porozmawiać, co o tym sądzisz drogi uczniu?
Gromadka zbliżała się w stronę alchemików, czym bliżej byli, tym można było ich łatwiej ocenić. Dziwne krowo– podobne coś, ciągnęło wehikuł. Był bardzo dobrze wyposażony, a pilnujące go osoby hardo wyglądali. Coś nieprzyjemnego zawitało w powietrzu. Golem pod wpływem sugestii twórcy, wysunął się na prowadzenie, tak na szelki wypadek.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

04 gru 2011, 20:05

Chłopak był zadowolony słysząc, że mistrz opowie mu jak tworzy się golemy. Sam chciałby sobie takowego stworzyć. byłby to bardzo przydatny wojownik. Na pewno pomagałby Dahhardowi w walce, gdyby do takowej doszło. W pewnym momencie gdzieś an horyzoncie pojawiła się karawana. Dziwne przecież nie było tutaj żadnej drogi. No cóż może chcieli sobie skrócić drogę lub po prostu się zgubili. Uwagę chłopaka przykuły zwierzęta czy cokolwiek to było, które ciągnęły wóz. – Mistrzu co to za zwierzęta? Widok ludzi na pustyni był bardzo przyjemny. Może mogliby się schronić choć na chwilę w cieniu ich powozu, który mknął przez pustynię jak strzała, co było o tyle dziwne, że w tej okolicy było dużo piasku. Wóz musiał być lekki, a zwierzęta bardzo silne by z taką prędkością ciągnąć karetę przez gorące piaski pustyni. Chłopak chciał ustosunkować się do słów mistrza. – Moglibyśmy do nich podejść, choć nie wiem kim lub czym są osoby jadące tym powozem. Do tego te dziwne stworzenia. Powinniśmy zachować ostrożność. Jeśli, jednak okażą się to zwykli ludzie może pozwolą nam odpocząć w cieniu ich karawany. Dahhard chciał spotkać dobrych ludzi, ale czy kogoś takiego można było szukać na Pustyni Śmierci? – Bądźmy przygotowani na każdą okoliczność. Będę miał zaklęcia w pogotowiu. Chłopak uważał, że powinni zachować szczególną ostrożność w stosunku do nadjeżdżającego powozu.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

05 gru 2011, 15:45

MG
Gdy alchemicy tak między sobą rozmawiali, karawana zbliżyła się na tyle, że dokładnie słyszalne było posapywanie bykopodobnych stworzeń, które niestrudzenie ciągnęły wóz przez piaski pustyni. Co ciekawe, nie było widać po nich ani śladu zmęczenia czy potu, mimo tego, że miały krótką sierść, typową dla innych, bardziej zwyczajnych zwierząt.
Słońce przyglądało się tej scenie, niewzruszone i stoickie, wykonujące swoją niewdzięczną pracę i naprzykrzające się tym, którzy akurat znaleźli się tego dnia na pustyni. Daleko na wschodzie zapanowała już zima, w okolicy Autonomii jesień na dobre zadomowiła się na ulicach i w parkach, jednak na Pustyni Śmierci jak zawsze było tak samo.
Wojownicy otaczający karawanę zebrali się, rozmawiając przez chwilę przyciszonym głosem. Wóz stanął na rozkaz woźnicy, a z grupy osób wyszedł ku alchemikom wysoki, długouchy elf, mający w swoim obliczu coś z dawnych legend, często opowiadanych ludzkim dzieciom. Równocześnie w jego aparycji było coś niepokojącego, co sprawiało, że wyglądał niesamowicie dziko, ze swoją ciemnobrązową skórą i zmierzwionymi, jasnymi, niemal wybielonymi od słońca włosami. Co ciekawe, jego twarz wyglądała bardzo niezdrowo, choć, jakby nie patrzeć, zapewne od paru godzin przebywał w palącym słońcu pustyni. Przy jego pasie kołysały się miarowo dwie wąskie pochwy, a wychodzące z nich rękojeści broni wykonane były kunsztownie i z polotem. Aura bijąca od nieznajomego była elektryzująca, niczym u potężnych użytkowników magii, ale w przeciwieństwie do nich nie powodowała u pobliskich istot podobnych odczuć – wzbudzała raczej odruch wymiotny, jakby w powietrzu pojawił się smród godny największego wysypiska.
– Wybaczcie, że zakłócam wasz spokój - odezwał się elf gładko, z silnym akcentem. – Przewozimy bardzo ważną osobistość, która niestety nie czuje się zbyt dobrze w tych warunkach. Czy któryś z panów zna się może na lecznictwie, albo mógłby chociaż pomóc nam w diagnozie? Nikt z nas nie ma pojęcia, co czynić, a owa osoba nie dotrwa do końca podróży, jeśli nie znajdziemy pomocy. W zamian oferujemy schronienie w cieniu naszego wozu oraz tyle wody, ile zapragniecie - w dobie magii zapewnienia długoucha nie były bezpodstawne. – Jestem Lorinel - powiedział, robiąc pauzę po swej krótkiej, rzeczowej przemowie. Nie wyciągnął dłoni.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

05 gru 2011, 16:53

Gdy tak sobie rozmawiał ze swoim mistrzem powóz podjechał już bardzo blisko. Chłopak widział teraz dokładnie zwierzęta, które wyglądały jak byki, ale nie do końca nimi były. Może był to jakiś inny gatunek tych stworzeń, o których chłopak nic nie wiedział, ani nie słyszał? Zwierzęta te miały krótką sierść. Nie były spocone, ani nie było widać po nich najmniejszych oznak zmęczenia. Słońce cały czas grzało niemiłosiernie. Przeszkadzało już coraz bardziej. Pustynia mimo, iż była tak bardzo gorąca ostudziła zapał chłopaka co do wykonywania zadania. Był już zmęczony i znużony całą tą wyprawą. Do tego jeszcze ta karawana. Nie wiedział co może się wydarzyć, więc wolał zachować ostrożność. Wojownicy, którzy otaczali powóz zebrali się w kółko i zaczęli rozmawiać ze sobą, po cichu tak, że Dahhard nie był w stanie usłyszeć o czym mówią. Woźnica kazał zatrzymać wóz, a ze środka wyszedł wysoki, długouchy elf, którego postać miała coś z dawnych legend. Ciemnobrązowa skóra dodawała mu dzikiego wyglądu. Pewnie tak jak młody chłopak i jego nauczyciel długo przebywał na słońcu, ale to nie było akurat zmartwienie chłopaka. Widać było, że jest chory. Jego aura była silna, wzbudzała u Dahharda odruch wymiotny. Wielki smród zawisnął, jakby w powietrzu. Widział, że jego mistrz też coś czuje. Chłopak postanowił nic nie mówić. W pewnym momencie to elf odezwał się jako pierwszy. Przeprosił… kulturalny Opowiedział nam o jakiejś ważnej osobistości, pewnie był to jego pan albo inne licho. Chłopak był bardzo zmęczony i nie miał zbytnio chęci by pomagać TEJ ważnej osobistości. Gdy, jednak usłyszał o nagrodzie jaka ich czeka chęci, jakby powróciły. Mieli co prawda wodę, ale w tym słońcu była bardzo gorąca i nie bardzo gasiła pragnienie, a oni, oni mogli mieć zimną wodę. I ten piękny cień, ah jak bardzo chłopak chciałby teraz się w nim rozłożyć. Zwrócił się do swojego mistrza. – Nie wiem czy moje zdolności magiczne na coś się zdadzą, ale może mógłbym spróbować? Chyba, że ty mistrzu masz coś co mu pomoże? Spytał i postanowił czekać na odpowiedź.
Awatar użytkownika
Eon
Posty: 31
Rejestracja: 16 lis 2011, 10:36
GG: 36828548
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1125

05 gru 2011, 17:24

W pewnym momencie, wszelakie istoty zgromadzone przy karawanie mogły usłyszeć ogromny huk, a te które były w stanie wyczuwać fluktuacje magii, również i je odczuli. Huk zdawał się dobiegać ze strony jednej z większych wydm po prawej stronie karawany. Po paru sekundach, zza tej że wydmy wyłoniła się postać, która to opierała się o laskę. Na sobie nosiła szaty nadające jej wygląd mag. A szpiczasty kapelusz, również potwierdzał ta obserwacje. Owa istota rozpoczęła dość szybki marsz w ich stronę. Z każdym krokiem można było zobaczyć coraz więcej szczegółów. Był to brodacz, z twarzy wyglądał na jakieś trzydzieści parę lat. Jak na maga, którym najprawdopodobniej był, nie prezentował się tak dostojnie, jak to inni jego rodzaju. Obcy zatrzymał się jakieś dziesięć metrów od karawany i dość głośnio przemówił. Wprawny obserwator mógł zobaczyć, iż oczy tego czarodzieja były jakieś dziwne, jakby mieniące się różnymi barwami.
-Witajcie podróżnicy i przepraszam jeśli w jakiś sposób zaniepokoiłem lub przestraszyłem was. Lecz w czasie mego eksperymentu wydarzyła się dość nieoczekiwana komplikacja i zbiegiem okoliczności przeniosło mnie w to nieprzyjemne miejsce. Jeśli bylibyście tak łaskawi i powiedzieli mi gdzie się znajduje i czy była by takowa możliwość, iż mógł bym się z wami zabrać?
Po zakończeniu wypowiedzi, począł się ten dziwny typek rozglądać lustrując wszystkich znajdujących się obecnie na widoku osobników.

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.