Piaski pustyni

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Piaski pustyni

03 gru 2011, 22:08

Krajobraz nie był zachęcający dla podróżników. Piekielnie parzący piasek i dokuczające słońce dawały się we znaki. Przed oczyma nie było nic poza piaskiem i paroma skałami. Czasami jak się poszczęści, można znaleźć kaktus lub inną pustynną roślinę. Sama temperatura jest zabójcza. Rankiem słońce smaży niemiłosiernie, a nocą robi się bardzo mroźno. Środowisko może także uraczyć podróż swymi milusińskimi mieszkańcami. Różne bestie grasują na drodze i czekają na nieostrożnych aby złapać ich w śmiertelną pułapkę. Inne po prostu się rzucają, gdy ujrzą potencjalny obiad na horyzoncie.
Brzmi zabawnie…
………

Aleksis i jego uczeń Dahhard oraz golem przemierzają przez pustynie, kierując się na południowy zachód w stronę najbliższej oazy. W czasie swej podróży, spotkali wędrownego kupca, który mniej więcej opisał pustynie. Golem niósł bagaż ludzi, przynajmniej on nie odczuwał słońca.
-Bardzo przyjemnie, ale mogło, by być trochę cieplej, bo mrozi– obudził się sarkazm alchemika. Optymistycznie zaczynał podróż. Zaczynał.
Aleksis zrobił ze swojej białej koszuli, coś podobnego do turbanu. Udar słoneczny, był gwoździem do trumny, więc należało czymś ochronić głowę, przed promieniami słonecznymi.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Darlos
Posty: 34
Rejestracja: 10 mar 2015, 17:44
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 4940370

28 gru 2015, 23:37

Kiedy rzuciła tekst o nożach, usłyszała w odpowiedzi specyficzny odgłos wydychanego nosem powietrza. Czy był to stłumiony chichot, parsknięcie, a może kaszlnięcie - trudno było ocenić. Kiedy jednak Darlos odezwał się znowu, w jego głosie pobrzmiewało rozbawienie.

- Jasne, moja hrabino, już wracamy. Byłoby słabo, gdybym zamęczył cię pierwszego dnia po obudzeniu, czyż nie?

Dziewczyna poczuła, że ręka, za którą trzymała, skręca nieco w stronę obozu i delikatnie pociąga ją za sobą. Za moment była już przy wozie, a Darlos uprzejmie zdjął jej dłoń ze swojego ramienia i położył ją na krawędzi wozu, aby półelfka mogła się sama odnaleźć w otaczającej ją przestrzeni.
- Pomóc ci wejść? - zapytał, po czym nie czekając na odpowiedź chwycił ją za udo z jednej i za ramię z drugiej strony. Dzięki jego sile w moment siedziała wygodnie na górze.

Wóz zadrżał lekko. Sonn domyśliła się, że mężczyzna oparł się o niego.
- I jak po spacerze? - zapytał, ale nie brzmiało to, jakby oczekiwał odpowiedzi. - W twoim stanie rozruszanie gnatów to podstawa. Staruszko - dodał z przekąsem. - Nie martw się, jutro będzie lepiej. Potrzebujesz jeszcze czegoś?
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Old Saltillo Road

29 gru 2015, 11:21

MG

Wodzący wzrokiem za Sonn i Darlosem Selsil bacznie obserwował ruchy tego ostatniego. Wyraźnie mu nie ufał. Kiedy mężczyzna zdecydował się podsadzić niewidomą – prawdopodobnie wbrew jej woli – nomada poruszył się niespokojnie. Zmarszczył brwi pod swym niskim turbanem, a jego twarz przybrała zacięty wyraz. Podszedł do Darlosa szybkim krokiem, przerywając mu w pół słowa.

– Dosyć, dosyć. Spać! – powiedział z tym swoim śmiesznym akcentem. Nawet tak proste słowa sprawiały mu trudność. Siedząca nieopodal Batsza zoczyła zamieszanie i gestem przywołała Darlosa do siebie. Czekała na niego wychłodzona już strawa i cieńkusz do picia.

– I co, dowiedziałeś się już, czego chciałeś? – zapytała z przekąsem zaraz po tym, jak do niej dołączył. O ile w ogóle to zrobił. Wyglądało na to, że nie podoba jej się fakt ucinania sobie uroczej pogawędki z Sonn. Nie było to jednak podszyte zazdrością, a raczej niezrozumieniem tego rodzaju zachowania. Trudno było określić stosunki panujące między tą parą, a rudą półelfką, ale na pewno nie mogły być one uznane za przyjacielskie. W końcu tak Batsza jak i Darlos mieli udział w porwaniu Sonneillon, a ona z pewnością o tym wiedziała. Nie trzeba było być szczególnie bystrym, aby dojść do takich wniosków. Sama czarodziejka chyba w ogóle odpuściła sobie próby interakcji z niewidomą, chcąc dać jej jakiś czas spokoju po tym, co przeżyła. Wybudziła ją, gdy tylko grupa znalazła się w miejscu, z którego nie dało się uciec, co świadczyło o tym, że czuła przynajmniej namiastkę wyrzutów sumienia. W końcu mogłaby trzymać ją w narkotycznym śpiku do końca podróży.

Karawana szła wprawdzie do Khan’Sal, ale cel Batszy pozostawał dla Sonneillon nieznajomy. Długoucha rozmyślała o Lesie Cieni, oddalonym obecnie o całe tygodnie drogi. Niemożliwym było, żeby to on interesował matkę chorego syna i jej towarzysza. Chociaż tam kazał drużynie udać się dziwaczny poeta z wolenvaińskiego „Linoskoczka”, knieja nie stanowiła obecnie destynacji poszukiwaczy Studni Życzeń. Może Batsza już w niej była, zdobywając co trzeba? Trudno było orzec. Jej determinacja była jednak ogromna, parła z kupcami na południe, nie było mowy o powrocie do Autonomii. Utrzymywała też, że potrzebuje zdolności Sonneillon do znalezienia Studni. Być może miała już wszystkie fragmenty kielicha, który wedle legendy potrzebny był do napicia się z tego mitycznego zbiornika? Może zignorowała tę część podania lub chciała najpierw znaleźć same źródło? Cóż, Sonn nie pytała.

Tymczasem Niranid, kupiecki przywódca karawany, rozgadał się z Misserem. Po bliższym poznaniu okazywał się całkiem przyjemnym osobnikiem. Widać było, że cieszy się z rozmowy. Otaczający go nomadowie z pewnością nie mówili biegle w Wolnej Mowie, a nawet jeśli, to nie byli skorzy do wymieniania tak rozbudowanych wypowiedzi. Dobrze było spotkać krajana w takim miejscu, a Batszy czy Darlosowi trudno było ufać. Jeszcze większe zaniepokojenie budziła ślepa półelfka, która na dodatek była ruda. Misser, choć dziwnie się zachowywał, był miłą odskocznią od tej rzeczywistości. Z uwagą wysłuchał tego, co miał do powiedzenia jego rozmówca. Na jego obawy tylko pokręcił głową.

– Nie martw się. To pustynia. Płasko. Widać bandytów z daleka, a my wystawiamy warty nawet nocą. Zresztą, opłaciłem kogo trzeba. – Łypnął komicznie i uniósł brwi w porozumiewawczym geście, z pewnością niezwykle zadowolony z siebie i swoich układów z okolicznymi siłami. – Zdążysz dobyć broni. A teraz znajdź sobie jakieś posłanie. Ja muszę przejrzeć towar. – Oddalił się.

Zapadał zimny zmierzch, chłód powoli oblepiał karawaniarzy. Spali pod grubymi futrami, układając się na wozach czy, wzorem Batszy i jej syna, w pobliżu ogniska i dobrze rozgrzanych ciepłem pustyni kamieni. Światło płonących szczap miało wkrótce przygasnąć, bowiem zbyt niebezpieczne byłoby utrzymywanie go całą noc. Jeden nomada zgodnie ze słowami Niranida zawsze stał na warcie, zmieniając się z innymi wedle czasu odmierzanego ruchem dobrze widocznego księżyca.

Awatar użytkownika
Darlos
Posty: 34
Rejestracja: 10 mar 2015, 17:44
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 4940370

29 gru 2015, 18:55

- Spokojny turban, przecież jej nie podrywam - odparował Darlos bez pardonu, po czym wycofał się, wodząc za Selsilem wzrokiem. "Zakochał się w niej, czy co, że taki nadgorliwy..?"

- Dobranoc.
Na pożegnanie posłał jeszcze młodemu nomadzie krótki, ugodowy uśmieszek, po czym dołączył do siedzącej nieopodal Batszy. Usiadł obok niej i chwycił miskę z jedzeniem.
- Zabawne - stwierdził tylko, w przerwach między kęsami. - Oczywiście, że nic się nie dowiedziałem - odpowiedział w końcu, spoglądając na Batszę i zastanawiając się, jakiej odpowiedzi mogła oczekiwać. - Ale nie martw się, jakoś przeżyję bez tej wiedzy - dodał z ironicznym uśmiechem.

- Ona jest dokładnie taka, jak opowiadałaś. Nie, żebym ci nie ufał, po prostu chce się zamienić przynajmniej dwa słowa z kimś, z kim podróżuje się od tygodni... No nie?

Darlos skończył posiłek i odsunął od siebie pustą miskę. Położył się na plecach i podłożył ramię pod głowę. Drugą ręką poszukał swojego wina. Fajrant na dziś. Wieczór to była jego ulubiona część doby, kiedy nie było ani za zimno, ani za gorąco. Było po prostu idealnie.

Z westchnięciem ulgi odprężył się po długim dniu pustynnych trudów. Coraz wyraźniejsze gwiazdy przyciągnęły jego wzrok. Na pustyni zawsze świeciły tak mocno... Nic dziwnego, że od wieków rozpalały wyobraźnię tutejszych ludów.
Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

04 sty 2016, 12:35

K

iedy dotarli do wozu, myślała, że wreszcie dostanie chwilę spokoju w samotności. O tym jak bardzo się myliła, to wiedziała tylko ona sama. Nie zdążyła nawet zaprotestować, że poradzi sobie sama z siadaniem na wozie. Zmarszczyła nos w wyjątkowo brzydkiej minie. Jak on śmie tak bez pozwolenia dotykać damy?

-

Nie, dziękuję. Z resztą poradzę sobie sama. – opowiedziała, wyraźnie niezadowolona.
Niespodziewanie, od już coraz bardziej natrętnego towarzysza, wybawił ją Selsil. Zdziwiły ją relacje panujące między Darlosem, Batszą, a strażnikami karawany. Coś tu było widocznie nie tak. Ludzie pustyni chyba tylko ze strachu przed Batszą i jej magią jeszcze nie zostawili ich na środku tego piaskowego piekła.

-

Dobranoc. – machnęła ręką gdzieś w kierunku, skąd dobiegał głos Darlosa. Wreszcie znowu została sama. Na tej okropnej pustyni towarzystwo ludzi stawało się jeszcze bardziej męczące niż zwykle. W dodatku zaczął jej doskwierać brak jej rzeczy – grzebienia do włosów czy wody różanej. Rozwiązała białą wstęgę przesłaniającą jej oczodoły i wzdychając ciężko, przeczesywała włosy palcami, na koniec splatając je w warkocz. Co prawda, Batsza i tak pewnie nie ulituje się nad nią i nie odda jej rzeczy, ale dramatycznie powzdychać sobie może. Bo czemuż by nie?

J

ednak na pustyni brak wody i mydła był chyba najgorszy. Pył właził pod ubranie i drażnił skórę, nie dając ani na chwilę odpocząć. Wreszcie jako tako udało jej się ułożyć na wozie, by nic nie przeszkadzało jej zasnąć. Ale sen nie chciał przyjść. W dodatku w brzuchu coś nieprzyjemnie bulgotało. To pewnie od strawy, którą dzisiaj dostała. Napiłaby się ziół, ale mogła liczyć tylko na to okropne, rozcieńczone wino. Jak pech to pech.

O

tuliła się szczelniej płaszczem i czekała z wytęsknieniem na przybycie snu. Słyszała każdy szept, szmer czy chrapanie. Zdecydowanie nie było to pomocne.

J

ak na złość w nocy zbyt długo przewracała się z boku na bok, wściekła, że nie może zasnąć. Rano przebudziła się chyba jako ostatnia. Krzątanina w obozie świadczyła o niedalekim wymarszu. Budzenie się zawsze było nieco straszne. Nie zawsze była pewna czy się obudziła, czy może jeszcze śni. Tym razem charkliwe pomrukiwania nomadów utwierdziły ją w fakcie, że to już jawa. Jak zwykle nie miała pojęcia, co ma ze sobą zrobić. W całej tej krzątaninie tylko by przeszkadzała. Usiadła więc i majtając nogami na brzegu wozu, zawiązała wstęgę na twarzy. Przeciągnęła się, aż trzasnęły jej wszystkie stawy i ziewnęła imponująco.
Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

04 sty 2016, 23:24

///Z góry przepraszam za prędkość wrzucenia i jakość posta

Uzyskawszy w końcu jakiś realny rezultat z rozmowy z kupcem, Misser skłonił się w odpowiedni na rzucone na odchodnym polecenie mężczyzny i rozglądnął się za jakimś posłaniem. Wygrzebawszy z jakiegoś kłębowiska parę szmat, ułożył je na skraju strefy ocieplonej przez jedno z wielu ognisk i ułożył na zaimprowizowanym z zdobytych materiałów legowisku swój skromy i pomniejszony o broń dobytek. Najedzony i relatywnie bezpieczny, postanowił że nie będzie jednak natychmiastowo szykować się do snu. Miast tego, przysiadł się do jednego z grzejących się przy ognisku mężczyzn i przedstawiwszy się imieniem, zagaił:

- Witaj. Zwą mnie Misser. Pozwól że nieco grubiańsko i z chama zapytam, ale co sądzisz o waszym mocodawcy? Wiesz... - dodał empata - Czy krzywo patrzy jak się czasem nieco wody ognistej łyknie, czy drylu jak w wojsku przestrzega i takie tam, coby przed szereg nie wychodzić... - Zapytawszy, Misser oparł się rękami o ziemie nieco za plecami i wpatrując się w niebo nad ogniskiem, co chwila zerkał nieznacznie na towarzysza rozmowy, delikatnie sondując jego emocje.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

I

31 lip 2016, 22:32

MG

– Jeśli tak mówisz – rzekła Batsza, nie mając ochoty na przekomarzanie się z Darlosem, szczególnie w tak błahym dla niej temacie. Im bliżej Khan’Sal się znajdowali, tym markotniejsza się stawała. Jej ruchy były mniej wyuczone, tu i tam pozwalała sobie na niezgrabność, jakby nie do końca dobrze czuła się we własnym ciele. Być może sprawiły to niewygodne szaty, w które musiała się wbić, by podróżować po Pustyni Śmierci, jednak Darlos zbyt wielu ludzi już w życiu poznał, żeby zaakceptować tak oczywiste wyjaśnienie. Batsza mogła sobie być intrygantką zdolną do różnych świństw popełnianych wyłącznie dla własnej korzyści, ale sprawa z Sonn wyraźnie jej ciążyła.

Nie bez znaczenia była też bliskość tak dawno obranego celu. O ile jego osąd nie był zbyt prędki, Darlos mógł uznać, że Batsza po prostu boi się tego, co może spotkać w pustynnym, majaczącym już w oddali mieście. Determinacja i upór tej kobiety godne były najwyższego podziwu; można by rzec, że właściwe istotkom znacznie młodszym i o nimb naiwniejszym. Mimo tego szukanie sposobu na wyleczenie syna w legendach, które prawdopodobnie nie miały najmniejszego poparcia w rzeczywistości, nie mogło zostać uznane za nic mądrego. Tym bardziej wyruszanie w tym celu jak najdalej się dało. Jakkolwiek okrutnym by się to wydawało, Batsza dawno musiała zauważyć, że pustynia odbierała jej dziecku resztki sił. Choć nigdy nie przyznałaby tego przed samą sobą, łatwiej byłoby jej, gdyby ten niesiony przez nią ciężar wreszcie ją opuścił, najlepiej z naturalnych – mniej lub bardziej – przyczyn. Mogłaby obwinić za to wszystkich bogów, w których wierzyła, samą siebie, tego, z którym owo dziecko zrobiła czy kogokolwiek innego. Byłoby to lepsze niż los, który miała przed sobą teraz.

…I nawet jeśli wszystkie te myśli pojawiły się w takiej czy innej formie w poukładanej głowie Darlosa, nie okazał tego, spoglądając w niebo i sącząc swoje wino. Położył się obok Batszy, nie dając jej ani odrobiny ciepła. Gdy nadeszła ciężka noc, a oczy mężczyzny zaszły mgłą, poczuł na swej piersi delikatny dotyk. Jego obecna kobieta odwróciła się od swego pogrążonego w śnie syna. Przywarła do boku Darlosa, chwytając się go jak roskvar tonący na Morzu Smoczym chwytał się resztek swego statku. Dopiero to pozwoliło jej zasnąć.

Niestety, Misser nie miał takiego szczęścia. Po tym, jak zagaił do człeka, który prawie nie mówił w Wolnej Mowie, zdecydował, że lepiej przeprowadzić obserwacje grupy karawaniarzy na własną rękę. Doszedł do wniosku, że było ich, przede wszystkim, zbyt mało. Nie licząc Batszy z synem i Sonneillon, które nie mogły zostać uznane za część grupy ochraniającej wozy, razem z Misserem było tutaj siedmiu chłopa. Na trzy załadowane luksusowym towarem wozy. Gdyby było ich więcej, pewnie nie przejmowaliby się włóczęgą i odprawili go, a tymczasem stał się częścią ich zespołu. Być może interes nie szedł tak dobrze, jak zdawał się swą postawą imputować Niranid. Mógł też mieć układy z tutejszymi rzezimieszkami albo po prostu ciąć koszty. To ostatnie było jednak mało prawdopodobne, bo ktoś, kogo stać było na przewóz takiej ilości towarów nie mógł być w ciemię bity, wiedząc tym samym, jak ważna jest ochrona karawany.

Kupiec zadawał się głównie z mężczyzną, który okazał się przywódcą pozostałych nomadów. Nie interesował się pozostałymi, z którymi prawdopodobnie i tak by się nie dogadał – podobnie jak i Misser. Widzący jego marne próby szef ochroniarzy błysnął pokazanemu światu tylko na moment zębami. Podszedł żwawo – widać było, że po piaskach pustyni chodzi jak po stabilnej posadzce. Poklepał silnie Missera po policzku, a jego dłoń była twarda i sucha. Chociaż empata widział niewiele, w panującym półmroku dojrzał przed sobą opatuloną w chusty, włochatą twarz ponownie wyszczerzoną w uśmiechu, którym tylko życzliwy, prosty w obejściu obcokrajowiec mógł go obdarzyć. Nie wydawał się tradycjonalistą. W dłoni nadal miał kuszę, a jego pustynny strój obwieszony był rozlicznymi świecidełkami. Szabla kołysała się u jego boku. Jej wyrobiona pochwa sugerowała, że jest ze swym posiadaczem od bardzo dawna, być może od momentu, w którym pierwszy raz nabrał sił do jej uniesienia.

– Rób co mówię, Kłykieć – rzekł, z niewiadomego powodu nie nazywając Missera jego imieniem. – Siedź i gap się, twoja pierwsza warta. – Dodał po chwili, nawet się nie przedstawiając. Odszedł do swoich.

Zatem Misser siedział i się gapił. Minęło wiele czasu. Oczy kleiły mu się niemiłosiernie i choć próbował wytrwać, przysnął parę razy, licząc na to, że nikt nie zauważył. Trudno było mu przepatrywać pusty horyzont bez myślenia o tym, co zaszło ostatnio w jego życiu. A zaszło niemało. Lekkomyślnie podjęta podróż przez Pustynię Śmierci ustawiła go ostatecznie do pionu. Musiał martwić się swoim przetrwaniem, a nie rozterkami natury moralnej, sercowej czy duchowej. Uproszczenie życia, które zagwarantowała mu ta piesza wędrówka, zadziałało nań zbawiennie. Czuł się bardziej zwartym, konkretniejszym człowiekiem, a wszyscy bogowie, w których wierzył, dali mu najwyraźniej nową szansę. Spotkanie karawany Niranida w takim miejscu mogło zostać odebrane za łut szczęścia, ale trudno było w to uwierzyć. Drugie szanse nie zdarzały się rzadko, ale Misser ją dostał. Wiedział, że musi to rozegrać dobrze, bo kolejnych szans nie będzie. W końcu ktoś go zmienił, mrucząc coś jękliwie w pełnym dziwacznych zgłosek języku nomadów. Dostał do ręki butlę z winem. Popił trochę, po czym zasnął jak kamień.

Sonn otworzyła oczy. Nie, żeby robiło jej to jakąkolwiek różnicę. Właściwie – mało co robiło. Miała po prostu pewne nawyki, których trudno było się jej wyzbyć. Przyjęła całą sytuację ze stoickim spokojem. Jako ktoś, w kogo żyłach płynęła przynajmniej jakaś część elfickiej krwi, odznaczała się właściwą tej rasie równowagą ducha. Nadludzka cierpliwość, którą okazywała, z łatwością można było pomylić z apatią. Czas, w którym wariacko biegła przez życie, patrząc, jak świat ludzi usuwa się jej spod nóg, minął bezpowrotnie. Nawet, gdyby była w pełni sprawna, prawdopodobnie nigdy nie wróciłaby do tego, czym się wówczas zajmowała.

Wiedziała, że wszyscy traktują ją tutaj z ogromną dozą niepewności i trudno było jej stwierdzić, jak zareagowaliby nomadzi, gdyby rozpętała otwarty konflikt z Batszą. Tymczasem, mimo niewątpliwie ogromnych zasobów umysłowych, którymi dysponowała, nie zaczęła nawet obmyślać planu ucieczki. Być może cała ta farsa ją bawiła. Albo ciekawiła. Najbezpieczniej było jednak uznać, że kompletnie ją nie obchodziła. Życie przebiegało swoim tokiem, z jej udziałem lub bez niego. Nie podejmowała żadnej inicjatywy z własnej woli, czekając na to, co się wydarzy. Ostatnio nie miała zbyt wiele do gadania. Jej decyzje nie doprowadziły jej do miejsca, w którym się znajdowała i nie miała powodu, by czuć się z nimi źle. Mogła mieć coś za złe Batszy, ale najwyraźniej nie miała. Wręcz przeciwnie – badając jej syna zgodziła się niejako pomóc w wypełnieniu tej szalonej misji.

Gdybyż tylko tamta zapytała, zamiast podtruwać Sonn i ciągać ją przez niezmierzone morze piasków do antycznego miasta ludzi pustyni! Jasne, proponowałaby kompletną głupotę, ale nic nie zaszkodziłoby po prostu otworzyć gęby. „Hej, nie chcesz przypadkiem kompletnie zmienić kierunku podróży i udać się ze mną do Khan’Sal? Twój magiczny wzrok może się przydać!”

Miała wiele czasu na rozmyślanie nad kretynizmem rasy ludzkiej, której obserwatorem – mimo braku zmysłu wzroku – była już od paru ładnych lat. Mężczyźni krzątali się, zbierając obozowisko. Powietrze było czyste, w tle majaczyło majestatyczne Khan’Sal, mieniąc się złotem piaskowca nawet z tej odległości, gotowe do zwabienia i połknięcia podróżnych niczym morski zwierz.

Nawet, gdyby Sonn nie posiadała żadnych zdolności ułatwiających jej pozbawione wielu przydatnych cech życie, wyczułaby Selsila w pobliżu. Był gotowy, żeby pomagać. Oczywiście niewidoma nie chciała jego pomocy. Radziła sobie świetnie sama. Jego zaangażowanie było jednak zastanawiające. Dostał taki rozkaz, czy jak? Przecież elfy powinny kojarzyć mu się źle, jego religia gardziła magią, a długouchy właśnie z nią się kojarzyły. No chyba, że miał tradycję w głębokim poważaniu, co było chyba najbardziej prawdopodobne.

Obóz zwinął się szybko, jeszcze przed świtem, a karawana ruszyła żwawo w kierunku stolicy pustynnego ludu. Te kilka nieśmiałych promyków słońca, tuż przed nadejściem fali spiekoty, wyłowiło ze zmęczonych oblicz karawaniarzy kilka lekkich uśmiechów. Byli blisko. Jeszcze dzień lub dwa.

Awatar użytkownika
Darlos
Posty: 34
Rejestracja: 10 mar 2015, 17:44
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 4940370

02 wrz 2016, 16:14

Bliskość zakradała się do nich powoli, w absolutnej ciszy, niczym nieoswojone zwierzę gotowe pierzchnąć na najdrobniejszy sygnał niebezpieczeństwa.
Choć w ich specyficznej relacji niewiele na to wskazywało, Darlos wiedział, że jest jej potrzebny. Zwłaszcza wtedy, kiedy zapadała noc i choć na chwilę można było opuścić maski, przestać udawać silniejszych, dumniejszych i bardziej niezależnych, niż się było w rzeczywistości.
Pozwolił jej się objąć, a nawet, gdzieś na skraju świadomości, dotknął jej głowy i zaczął machinalnie głaskać ją po włosach.

Lubił te momenty, choć starał się nie przywiązywać do Batszy. Rozumiał, że ta relacja najprawdopodobniej skończy się z chwilą, kiedy ich drogi się rozbiegną. Oboje akceptowali ten stan rzeczy - byli zbyt wielkimi indywidualistami, aby godzić się na kompromisy. A przynajmniej tak mu się wtedy wydawało.

Starał się nie angażować w jej sprawy, tak samo, jak i ona nie pytała o jego. Mimo to, coraz częściej łapał się na trosce o tą kobietę. Zrozumiał, że bardzo chce, aby jej się powiodło. Nie dla dziecka, jego życie lub śmierć były mu obojętne - ale dla niej, włożyła w to zbyt wiele sił i determinacji, aby teraz, na samym końcu, odnieść porażkę. Czy wytrwa? Jak zareaguje, jeśli okaże się, że źródło nie istnieje, albo nie ma żadnej mocy?

Darlos od początku zakładał właśnie taką wersję, jednak widząc jej wiarę i determinację, sam przestał być czegokolwiek pewien. Są już tak blisko, kto wie, może już jutro dotrą do celu, albo chociaż natrafią na coś, co rzuci więcej światła na całą sytuację...

***

Obudził się wcześnie. Patrzył przez chwilę w twarz Batszy, śpiącej, a jednak jakby zatroskanej. Hardość wiedźmy gdzieś zniknęła, zostawiając przy nim delikatną, niewinną dziewczynę. Gdy się obudzi, znowu będzie twarda i nieposkromiona. Czy była taka od zawsze, czy to trudne przeżycia z przeszłości zmieniły jej charakter? Niespiesznie zsunął z siebie jej rękę, po czym wsparł się na łokciu i delikatnie dotknął jej warg swoimi.
- Hej. Chyba coś ciekawego ci się dzisiaj śniło, e? - zamruczał ciężkim po nocy głosem.
Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

06 wrz 2016, 18:09

J

ak zwykle rankiem, pracy dla Sonn nie brakowało. Miała do wyboru wyrobienie dziennej normy majtania nogami, wyglądania na biedną i opuszczoną, mamrotania pod nosem lub siedzenia z głową wycelowaną w przestrzeń jakby próbowała coś tam wypatrzeć. Niestety, niczego wypatrzeć nie mogła. Oczywiście gdyby te zajęcia były zbyt mało absorbujące mogła się też zwyczajnie ponudzić. Miała dużo czasu na nudzenie się, kiedy karawana toczyła się w żałosnym tempie przez pustynię. Podejrzewała, że nudzenia się wystarczy jej już na długie lata. No, chyba że Batsza uzna, że w pewnym momencie półelfka przestanie być jej potrzebna, a zostawienie jej żywej pociąga za sobą ryzyko zemsty. No cóż. Mimo swojej długowieczności, już na początku pogodziła się z tym, że może umrzeć przedwcześnie. Nie żeby nie zamierzała walczyć o to życie – po prostu mierzyła siły na zamiary. Próba walki lub ucieczki była w tym momencie jak porywanie się z motyką na słońce. W dodatku przebywała w miejscu gdzie magię traktowano, delikatnie mówiąc, z ogromną ostrożnością, z zerową znajomością języka. Na pomoc ze strony tubylców nie mogła więc liczyć.

W

estchnęła sobie żałośnie. Czarne chmury bardzo dokładnie zasłoniły jej świetlaną przyszłość. Nie żeby zdarzyło się to pierwszy raz, ale beznadziejność tej sytuacji dobijała ją jeszcze bardziej.

-

Daleko jeszcze? – rzuciła w przestrzeń pytanie, mając nadzieje, że trafi ono do Selsila. Może potraktowała go wczoraj nieco za ostro, ale wędrówka po pustyni nie wywoływała u niej ochoty do nagłych wybuchów sympatii. Oprócz sporadycznych zdań, którymi raczyła współtowarzyszy najczęściej siedziała cicho.
Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

13 wrz 2016, 15:19

Sen na twardym i gryzącym piasku nie jest czymś co empata mógłby sobie wymarzyć. Małe, diabelskie drobinki zalegały wchodziły pod nieprzystosowane do warunków pustynnych ubranie, wsypywały się do obuwia by radośnie igrać na obolałych stopach mężczyzny. Atmosfera w obozie również nie była lepsza. Mała grupa była widocznie ze sobą związana i zaznajomiona, Misser zaś był nikim innym jak obcym przybłędą, który z bliżej niewiadomego powodu został przyjęty do małej grupki. Czysto teoretycznie tę kwestię rozpatrując, mógł zagłębiać się po kolei w umysły poszczególnych członków karawany, działanie to jednak wiązałoby się z dużym ryzykiem. Mało kto spodziewa się iż przypadkowo napotkany nieznajomy będzie towarzyszem do rozmowy lepszym niż najlepszy przyjaciel, dlatego ta możliwość została przez empatę dość szybko odrzucona. Te myśli jak i inne plany na przyszłość stłumiło dopiero parę łyków kwaśnawego wina, które niczym najdroższa sercu kochanka, utuliło mężczyznę do snu.

Sen nie był żadnym odprężeniem po trudach podróży i warty. Błyskawicznie biegnące myśli, szare twarze ludzi niegdyś spotkanych, zamazana już postać dawnej kochanki... Przed oczyma wyobraźni Missera toczyła się bitwa pomiędzy jego świadomością a potworami przeszłości, strachem, niepewnością. Mimo niezwykłej gwałtowności snu, postać empaty pozostała jednak w względnym bezruchu. Tylko wyczulone oko obytego z ludźmi człowieka mogłoby wskazać na symptomy depresyjnych stanów jakie przeżywał mężczyzna podczas spoczynku. Szczęśliwie jednak dla umęczonego umysłu Missera, nocne mary zostały brutalnie przerwane przez jednego z nowych towarzyszy podróży, który siarczystym poklepywaniem w policzek wyrwał chłopaka z pułapki jego własnego umysłu, przywracając go światu rzeczywistemu.

Nowy dzień na pustyni nie różnił się niczym innym od dnia wczorajszego, tak samo jak dnia ten dzień poprzedzającego jak i wszystkich następnych jakie empata spędzi wśród piasków. Mimo stosunkowo wczesnej pory, niemal wszyscy podróżnicy żywo krzątali się przy wozach i namiotach, zwiastując tym samym początek nowych wyzwań i trudów. Misser wybudziwszy się z sennych koszmarów, oględnie otrzepał się z piasku, poskładał szybko szmaty które służyły mu za legowisko i podszedł do spotkanego wcześniej Niranida i z głupią nadzieją iż jego wczorajsze nieplanowane drzemki umknęły czujnemu oku mężczyzny, zapytał - Czym mam się zająć panie?

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.