Piaski pustyni

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Piaski pustyni

03 gru 2011, 22:08

Krajobraz nie był zachęcający dla podróżników. Piekielnie parzący piasek i dokuczające słońce dawały się we znaki. Przed oczyma nie było nic poza piaskiem i paroma skałami. Czasami jak się poszczęści, można znaleźć kaktus lub inną pustynną roślinę. Sama temperatura jest zabójcza. Rankiem słońce smaży niemiłosiernie, a nocą robi się bardzo mroźno. Środowisko może także uraczyć podróż swymi milusińskimi mieszkańcami. Różne bestie grasują na drodze i czekają na nieostrożnych aby złapać ich w śmiertelną pułapkę. Inne po prostu się rzucają, gdy ujrzą potencjalny obiad na horyzoncie.
Brzmi zabawnie…
………

Aleksis i jego uczeń Dahhard oraz golem przemierzają przez pustynie, kierując się na południowy zachód w stronę najbliższej oazy. W czasie swej podróży, spotkali wędrownego kupca, który mniej więcej opisał pustynie. Golem niósł bagaż ludzi, przynajmniej on nie odczuwał słońca.
-Bardzo przyjemnie, ale mogło, by być trochę cieplej, bo mrozi– obudził się sarkazm alchemika. Optymistycznie zaczynał podróż. Zaczynał.
Aleksis zrobił ze swojej białej koszuli, coś podobnego do turbanu. Udar słoneczny, był gwoździem do trumny, więc należało czymś ochronić głowę, przed promieniami słonecznymi.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

24 mar 2014, 09:14

MG


Okłamywanie kogoś niebędącego w stanie śledzić twojej mowy ciała jest zadaniem nadzwyczaj mało skomplikowanym, czy Batsza jednak kłamała? Prawda w tym momencie przestała mieć znaczenie przez kombinację doboru słów porywaczki zmieszaną z błędną tychże słów interpretacją przez porwaną. Nieufność, agresja czy nadmierna ostrożność ze strony Sonn były przewidziane i spotkałby się z odpowiednią reakcją, nie dane było kobiecie jednak przewidzieć sytuacji, w której jedno nieostrożnie użyte słowo doprowadzi do takiej pomyłki.
- Nie, nie to miałam na myśli! – Natychmiast się odezwała, z zaskoczeniem, które całkowicie zepchnęło poprzedni smutek na drugi plan. - Oni żyją! Nawet gdybym kompletnie wyzbyła się skrupułów nie ryzykowałabym przybycia do studni z krwią na rękach! - Tłumaczyła się jak umiała, równie dobrze wywołując dodatkowe wątpliwości, teraz jednak zaskoczenie przejęło nad nią panowanie, co także swoje mówiło. - Vahzah dostał tylko pałką przez głowę a Luvien odciągnęliśmy pod mury miasta! Proszę, musisz nam pomóc, jesteś moją, jego, ostatnią szansą. – Zakończyła swoje tłumaczenia, a jej głos znów się załamał, czy jednak towarzyszyły temu szczere ekspresje twarzy? Twarz rozmówczyni elfka mogła sobie wyłącznie wyobrażać i mieć nadzieję, że jej wyobrażenia są poprawne.


Jak na złość, zanim porwanej było dane się zastanowić, męski głos gdzieś z przodu karawany krzyknął "Przed nami nieduża grupka skał, powinniśmy rozbić wśród nich obóz na noc!"
- Dobra, skierujcie się tam. – Odkrzyknęła Batsza, starając się ukryć emocje w swoim głosie. Zebranie chętnych na wyprawę niewiadomo gdzie i po co przez pustynie nie było proste, przez co jedyną rzeczą, jaka trzymała ich małą grupkę do kupy była jej sakiewka, jeśli dałaby po sobie poznać słabość, karawaniarze mogliby zdecydować, że bardziej opłaca im się po prostu wziąć zapłatę a swoim powiedzieć, że ich napadnięto i baba, którą zabrali zginęła wraz z tymi nieprzytomnymi, których wiozła.
- Może, kiedy się zatrzymamy, użyjesz swoich zdolności na moim synu, chyba nie mogę zaoferować lepszego dowodu moich słów. – Wróciła głosem do Sonneillon, mówiąc oczywiście ciszej by ukrywać swoje emocje przed karawaną.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 923
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

16 kwie 2014, 19:59

MG

Arga pędził niczym oszalały. W jego żyłach nadal jeszcze buzowała adrenalina, a umysł był przepełniony chęcią mordu. Pędził pośród piasku, pozostawiając za sobą odłamki magicznego kamienia, który niedawno jeszcze otaczał jego ciało. Chciał dogonić i zabić uciekającą ofiarę. Niczym drapieżnik, który ściga upatrzony obiad.

Ork w biegu próbował uformować zaklęcie, jednak jego efekt nie okazał się na tyle zadowalający, na ile oczekiwał. Stworzona przez niego piaskowa kula, którą następnie posłał w stronę przeciwnika w biegu nie nabrała zwyczajnej w tym zaklęciu prędkości, a dość żwawy ruch utrudnił tylko celowanie. Ostatecznie udało mu się trafić swój cel dwoma z trzech kul, te jednak rozbiły się na jego plecach nie mając dość pędu, aby go przewrócić. Sam Arga'nazul czuł, że kolejne już zaklęcie nadwątliło nieco jego siły.

Biegli dalej, jednak dość szybko zaczęło się okazywać, że ogromna siła i kondycja charakteryzująca członków jego rasy daje mu pewną przewagę. Mimo zmęczenia wywołanego wcześniejszym użytkiem magii począł powoli zbliżać się do uciekiniera, by w końcu z rozmachem ciąć w jego plecy. Raniony upadł ciężko na ziemię, a piasek pod nim powoli zaczął zabarwiać się na krwisty kolor.

Pościg skończył się dobre kilkaset metrów od oazy, jednak trudno mu było odmówić skuteczności. Zraniony elf leżał w piasku jęcząc cicho, równie nieskory do walki co wcześniej. Wątpliwe było, aby przeżył, nawet jeśli ork go teraz nie dobije. Pustynny gorąc tylko wspomoże ranę dopełniając dzieła, oraz skazując nieszczęśnika na śmierć w mękach.

Arga musiał teraz zdecydować co ma zamiar czynić dalej. W oazie nadal leżało ciało pustelnika, którego to tak bestialsko potraktowały elfy. Jeśli widział w tym cel, mógł tam wrócić. W gruncie rzeczy, po szaleńczym pościgu zapewne przydałaby mu się chwila odpoczynku, a usłyszane tuż przed śmiercią pustelnika słowa zapewne wymagały z jego strony pewnych rozważań. Co miał zamiar czynić dalej?

Awatar użytkownika
Arga'Nazul
Posty: 42
Rejestracja: 19 wrz 2012, 20:49
Lokalizacja postaci: Varti
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2207

19 kwie 2014, 20:45

Dłonie zacisnęły się mocniej na rękojeści bułatu, który raz za razem uderzał w ciało elfa. Z furią maltretował już praktycznie martwego przeciwnika chcąc w ten sposób wyładować cały swój gniew. Tyle czasu poświęcił, by znaleźć wskazówkę, trop i przez trzech parszywych elfów miał tylko jej skrawek.

Gdy emocje opadły, a z elfa zostały już tylko poszatkowane kawałki wbił ostrze w piasek i upadł na ziemię. Ork miał oddychał ciężko. Czuł, że gniew powoli zastępuje zmęczenie. Był wycieńczony i zarówno obecnymi wydarzeniami jak i wszystkim. Wciąż w pamięci były żywe wspomnienia końca wielkiej cywilizacji pustynnych orków, katusze więzionej duszy w krysztale oraz nagły powrót i obraz obecnego stanu jego rasy. Jeszcze przez chwilę leżał na piasku patrząc się beznamiętnie w niebo. Wiedział, że lepiej wstać, bo słońce będzie tylko bardziej odbierać siły.

Powolnym krokiem wrócił do oazy. Podszedł do ciała pustelnika i mimo zmęczenia, jakie czuł w mięśniach delikatnie wziął je w ramiona i zaniósł do chaty, a zaraz potem jego głowę. Podszedł do swojego wielbłąda i wyciągnął jakieś suche placki oraz bukłak z wodą. Usiadł przy wygasłym już ognisku i zaczął jeść.

Podczas posiłku zastanawiał się nad słowami pustelnika. "Tam, gdzie koroną rządzili nieludzie. Tam, gdzie woda z ogniem się dogaduje. Szukajże szlachetnie urodzonej krwi, znaku czarnej owcy…"
Fragment o nieludziach nie był dla niego do końca zrozumiały. To mogły być zarówno krainy elfów… na samą myśl Arga splunął na ziemię. Krasnoludów czy może nawet kogoś innego. Natomiast bardziej zrozumiały było dla niego drugie zdanie. Woda dogadująca się z ogniem to gejzery. Nigdy nie widział je na oczy, ale słyszał, że istnieją takie zarówno na północy jak i na wschodzie. Skrzywił się nieco na tą myśl. Po za pustynią był o wiele bardziej osłabiony. Wiedział, że będzie musiał nauczyć się magii, która posłuży mu w zielonych i lodowych krainach. Choć najbardziej zastanawiające było ostatnie zdanie. Szlachetnie urodzona krew, znaku czarnej owcy. Kto to może być?

Arga jeszcze długo zastanawiał się nad tym wszystkim. Gdy poczuł, że siły do niego wróciły wstał i zabrał się do roboty. Zebrał tyle chrustu ile się tylko dało. Część odłożył na bok by zrobić z niego ognisko. Resztę ułożył wokół chaty pustelnika. Gdy noc zapadła rozpalił dla siebie małe ognisko i zasnął przy nim.

Kiedy pierwsze promienie słońca zaczęły wychylać się znad wydm, nad oazą unosił się gęsty dym. Chata pustelnika płonęła, zaś Arga stał przy niej w ciszy spoglądając tańczącym językom ognia. Kiedy tylko słońce wstało nieco wyżej zdjął ze swojego ciała wszelkie błyskotki i schował do sakw. Musiał myśleć praktycznie by przeżyć. Nie miał już swojej szaty, a nie zamierzał zakładać szmat elfów. Nagrzany metal tylko by go ranił. Wsiadł na swojego wielbłąda i ruszył na wschód, do zielonych krain.

Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

26 kwie 2014, 16:56

S

łowa Batszy wywołały w niej fizyczną ulgę. Nie okazywała jednak tej ulgi na zewnątrz. Miała w głowie już ułożony plan, który wymagał nieco umiejętności aktorskich. Na razie wewnętrznie cieszyła się, że jej towarzysze żyją. W duszy zaświtała jej iskierka nadziei, która odpowiednio podsycana może być nawet przyczyną kroków podjętych ku uzyskaniu wolności. Należało teraz tylko odnaleźć Luvien i Vahzaha i ewakuować się z pustyni… Tylko gdyby to było takie łatwe, zrobiłaby to od razu. Na razie musiała czekać na sposobną okazję, udając, że wszystko jest w porządku. Musiała zgadzać się ze wszystkim co wymyśli Batsza, by ta nie nabrała podejrzeń. Nie od razu oczywiście, w ten sposób mogła zepsuć cały swój misterny plan. Zaufanie osób takich jak jej porywaczka należało zdobywać stopniowo. Z tym jednak nie przewidywała problemów, ponieważ kłamstwo i dwulicowość niestety należały do jej mocnych stron.

Nie uwierzę ci, dopóki ich nie zobaczę. Wybacz, ale żyję na tym świecie nieco dłużej od ciebie i wiem czego mogę się spodziewać po ludziach takich jak ty. Porwałaś mnie i moich towarzyszy, a teraz chcesz bym ci zaufała. To chore.– Mimo ostrych słów elfki, w jej głosie nie dało się wyczuć ni grama gniewu. Była po prostu smutna i zrezygnowana, że znowu wpakowała się w sytuację pozornie bez wyjścia. Musiała na razie podróżować razem ze swoimi porywaczami, bo nie zorientowała się jeszcze gdzie są i jak daleko stąd do jakichkolwiek ludzkich osad. Z każdą chwilą rozmowy z Batszą zauważała w sobie co raz więcej cech swojego starego "ja", które tak bardzo chciała wyprzeć ze swojej osobowości. Może jednak ta kłamliwa i krwiożercza elfka, którą kiedyś była, teraz się jej przyda?

Może i twojego syna dotknęła niesłuszna kara, ale popatrz na mnie. Myślisz że sama dopuściłam się tak niegodziwych czynów, żeby spotkał mnie taki los? Przyznaję, nie zawsze byłam wzorem do naśladowania, jednak kara nie była proporcjonalna do przewinienia…– Pokręciła głową w zamyśleniu, milcząc przez chwilę. Głęboko zastanawiała się nad myślą, która przypadkowo przyszła jej do głowy.

Kiedy się zatrzymamy chcę zobaczyć tego chłopca. Może dam radę mu pomóc, bez ciągnięcia go do Studni, której położenia nawet nie znamy.– w ten sposób mogła i uratować biednego chłopaka i własną szansę na uzdrowienie. Czy Batsza jednak zamierza ją dalej ze sobą ciągnąć po tym, kiedy uzdrowi jej syna? Czy po prostu zostawi gdzieś na środku pustyni, by upiekła się niczym skwarka?
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 923
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 maja 2014, 00:42

MG

// Post dla Argi i Sonn.

Arga'Nazul powolnym krokiem wracał w stronę chaty pustelnika. Ze jego plecami pozostawały tylko morza piasków i elfie, zmasakrowane zwłoki pośród nich. Poszatkowane wściekłymi uderzeniami zielonoskórego barwiło złote niegdyś ziarna na ciemnoczerwony, żałobny kolor. Groteskowo powyginane, rozczłonkowane ciało miało niedługo paść ofiarą pustynnych padlinożerców, a tych nie brakowało w okolicy.

Noc ork spędził przy niewielkim ognisku, które nie dotrwało poranka. Arga obudził się nieco zmarznięty, jednak zdecydowanie wypoczęty, jeśli porównać jego stan poprzedniego dnia wieczorem. Zielonoskóry oddał ostatnie honory pustelnikowi, po czym postanowił ruszyć w dalszą drogę. Drogę, która napawała go pewnymi obawami, jednak nie pozwolił aby go powstrzymały. Schowawszy niepotrzebne rzeczy, co było wyborem mądrym nie tylko ze względu na zalewające swoimi promieniami okolicę słońce, ale również wszelakiej maści bandytów, których mógł spotkać po drodze Arga'Nazul udał się w dalszą drogę. Do zielonych krain, jak określił leżące na wschodzie tereny Autonomii. Unoszący się z płonącej chaty dym długo pozostawał jeszcze widoczny za jego plecami, choć sam budynek zniknął za jedną wydm niedługo po tym, jak ork wyruszył w swoją żmudną podróż.

Tymczasem inne towarzystwo udawało się w zgoła inną stronę. Podróż ta również nie przebiegała w szczególnie komfortowych warunkach, zwłaszcza biorąc pod uwagę Sonneilon, która nadal nie była pewna co tak właściwie się dzieje i dlaczego jest gdzie jest. Batsza starała się jak może udowodnić elfce, że nie miała złych zamiarów, a po prostu był to z jej strony akt desperacji, próba ratowania syna. Jeśli faktycznie chłopiec skończył w takim stanie, to mąż Batszy musiał być za życie zadziwiającym człowiekiem, nie było jednak sensu już tego rozważać.

Nie minęło wiele czasu, a całe towarzystwo zatrzymało się we wspomnianym wcześniej miejscu, pomiędzy kilkoma skałami, które w gruncie rzeczy dawały znikomą osłonę przed słońcem. Wóz, na którym to leżała Sonneilon dotarł tam ostatni, by zatrzymać się w końcu w cieniu jednej z większych skał.

Batsza oddaliła się na chwilę by porozmawiać z jakimś mężczyzną, który ją zwołał, a sama elfka miała w końcu okazję, by podnieść się i rozejrzeć, może z kimś porozmawiać. W gruncie rzeczy nie miała najmniejszego pojęcia o składzie całej tej wyprawy. Był to też zresztą dobry moment, aby rozejrzeć się za wspominanym wcześniej chłopcem. Uczestnicy wyprawy nie wydawali się poświęcać Sonneilon jakiejś szczególnej uwagi, przynajmniej w porównaniu do tej, której mogła oczekiwać biorąc pod uwagę jej nietypowy wygląd, więc też raczej nikt nie będzie powstrzymywał ją przed rozejrzeniem się po powoli powstającym obozie.

//Arga, dostajesz z/t z lokacji, nie musisz pisać tutaj kolejnego posta, jednak jeśli tylko chcesz, to w żadnym wypadku nie zabraniam.
Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

28 maja 2014, 13:59

P

odróż dla Sonne nie była najprzyjemniejsza. Słońce mocno przygrzewało w rudą głowę, paliło koniuszki długich, elfich uszu. Narzuciła na głowę płaszcz, by chociaż odrobinę ochronić się przed słońcem. Jej grube, skórzane ubrania nie nadawały się na pustynię, gdzie temperatury osiągały pułapy niezbyt odpowiednie dla poszkodowanej przez życie elfki. Westchnęła głośno, użalając się w duszy na swoją egzystencję. Dlaczego znowu dała się wmanewrować w sytuację praktycznie bez wyjścia? W jej ryżej głowie, co prawda powstawał już ogólny plan ucieczki, ewentualnie jakiegokolwiek postępowania w razie wypadku, ale był to plan bardzo wstępny i niekompletny. W dodatku nie zakładał, co zrobi po ucieczce od jej porywaczy. Czekała ją przecież podróż przez całą pustynię, która była niebezpieczna. Śmiertelnie niebezpieczna. Ogromne skorpiony, palące słońce, wciągające piaski… Czego chcieć więcej? W dodatku zapewne zostanie sama, bez większych zapasów pożywienia i wody.

K

iedy wreszcie dotarli na miejsce, a poznała to po zatrzymaniu się wszystkich wozów, siedziała chwilę bez ruchu czekając na to, co zrobią. Nie zrobili nic, więc sama zwlekła się z wozu. Cała banda dalej nie zwracała na nią uwagi. Niezbyt chodziło jej się bez kostura, który zazwyczaj miała przy sobie. Stopy, odziane w skórzane trzewiki grzęzły w piasku, uszkodzone biodro i kolano mocno dawały znać o sobie. Okręciła się na pięcie dookoła siebie. Szukała kogoś lub czegoś, co dałoby jej jakiś punkt odniesienia gdzie się znajduje, jednak nie znalazła niczego takiego.

N

a myśl przyszedł jej chłopiec, o którym wspominała wcześniej Batsza. Zastanowiła się jak go znaleźć pośród mnóstwa ludzi, którzy znajdowali się między skałami, nie potknąć się o nikogo, a i samej nie przewrócić się przed czyimiś nogami. Zadanie skomplikowane, jak na ślepą i kulawą elfkę, która była zmuszona poruszać się bez kostura, który był dla niej podporą i ułatwiał przemieszczanie się między ludźmi.

M

usiała to być dusza niepodobna do żadnej innej, którą widziała wcześniej. Skrępowana, zapewne wściekła, być może chora z powodu braku kontaktu z innymi. Przemieszczała się ostrożnie, wypatrując duszy, która zgadałaby się z jej wcześniejszymi założeniami. Raz wpadła na kogoś, kto chyba nie wiedział, że nie jest w stanie ustąpić mu z drogi, kolejnym razem potknęła się o wystający kamień. Przysiadłszy na wystającej skale, jeszcze raz rozejrzała się po powstającym obozie. Znalazła w nim Batszę, która już była dla niej znajoma. Chyba bez jej pomocy nie da rady odnaleźć chorego chłopaka. Wstała więc i ruszyła w jej stronę.

Batszo, oddasz mi mój kostur i sakwę, zanim cokolwiek się z nimi stanie w tym skwarze, pośród tych ludzi.– Wyszeptała jej na ucho, gdy tylko udało się jej dobrnąć do wojowniczki.– I wskaż mi swojego syna. Chcę zobaczyć, czy coś da się z nim zrobić.– nie wiedziała, co prawda jak mogą poskutkować jej śmiałe żądania, ale miała nadzieję, że z pozytywnym skutkiem.
Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

13 lip 2014, 23:52

Krok za krokiem, metr za metrem, mila za milą, Misser połykał kolejne etapy podróży ku zapomnieniu. Piaski pustyni boleśnie obmywały mu stopy mimo wyposażonych w wysokie cholewy butów. Początkowo, był to drażniący szczegół, pozwalający skupić się na nim a nie na wspomnieniach, jednak z czasem Empata przywyknął do regularnego szelestu wydobywającego się z własnych i zadbanych butów. Od śmierci Cari minął już rok, ale ból ciągle prześladował myśli mężczyzny. Z każdym krokiem, przed zakrytymi czarną opaską oczyma Missera rozbłyskiwały ponownie sceny ich spotkania, życia aż do jej śmierci… Chwilami zdawał się iż w oddali widzi jej sylwetkę okalaną jej bujnymi, czarnymi włosami, jednak pozostałe resztki zdrowego rozsądku oraz trzeźwego podejścia w mig rozprawiały się z złudzeniami. Dni mijały, a skromne zapasy jakie zgromadził na oczyszczają ze smutków podróż, powoli zaczynały się wyczerpywać. Czwartego dnia podróży, pozbywszy się trefnej mapy zakupionej w Vartii empata postanowił w końcu zadecydować co dalej. Porwał się na tę podróż powodowany niesamowitym smutkiem, ale czas spędzony w samotności oraz nieustannej, morderczej wędrówce zrobił swoje, przywracając Misserowi jego spokój. Spocząwszy na jednej z wielu skał, rozluźnił się i delikatnie, jak za czasów nauki, rozszerzył swój zmysł na coraz większy teren. Początkowo niemal już nie odczuwał wysiłku, jednak z czasem zaczął odczuwać napinające się granice talentu. Gdy dotarł do kresu swoich sił, skończył rozszerzać percepcję i zaczął analizować wyniki. Zaczynając od terenów najbliższych przeszukiwał pustynię w poszukiwaniu emocji. W kilka godzin marszu od swojej aktualnej pozycji poczuł zgęstkę uczuć. Przybliżywszy ją, poznał po rozczytaniu emocji jednego z nich iż należą do karawany. Wróciwszy do rzeczywistości, wstał i podjął marsz w kierunku napotkanej empatią karawany


Jak mogę napisać że już przy karawanie jestem to dopiszę dalszą część
edit = poprawa znacznika
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Supernothing

14 lip 2015, 17:33

//Post dla Sonn i Missera.
MG

Rację miała Sonneillon, której od początku całej tej farsy towarzyszyło sceptyczne nastawienie. Hipnotyczne sztuczki karczemnego barda zbliżyły ku sobie trójkę kompletnie nieznających się osób – ją, Luvien oraz Vahzaha – namawiając ich do podróży w kierunku Lasu Cieni. Niewidoma zareagowała najmniej entuzjastycznie, ale ostatecznie podjęła decyzję o wyruszaniu na przygodę wraz ze swoimi nowymi towarzyszami. Cały czas dręczyły ją wątpliwości. Jak się okazało później, były to wątpliwości całkowicie uzasadnione.

Na miejsce zbiórki nie dotarł Vahzah. Zamiast niego pojawiła się harda kobieta, Batsza, zastępując woja, ponieważ rzekomo był on niedysponowany. Cała sprawa mocno śmierdziała, a później bylo już tylko gorzej. Kiedy trzy kobiety ruszyły w obranym przez siebie kierunku, sformowały niezbyt zgraną grupę. Nie chodziło nawet o niepewność, jaką należało (przynajmniej początkowo) okazywać prostolinijnej Batszy, ale o różnice charakterów. Drużynniczki musiały się po prostu dotrzeć. Może i by się im powiodło – podróż miała w końcu trwać kilkanaście dni – gdyby nie to, że jedna z nich postanowiła nie dzielić się znalezionymi cudami z pozostałymi. Uknuła plan, nie działając samotnie i doprowadzając do rozbicia drużyny. Uśpiła tak Luvien jak i Sonneillon, pozbywając się tej pierwszej i porywając drugą. Niewidoma padła, nieprzytomna, na kilka ładnych dni, budząc się dopiero poza granicą kraju, gdzieś na Pustyni Śmierci.

Była głodna, spragniona i wyczerpana, nic się jej nie zgadzało. Batsza usprawiedliwiała się chorym synem, ale jej słowa były nieskładne. Wyrażała się zupełnie inaczej niż podczas krótkiej podróży w kierunku Lasu Cieni, co jasno dowodziło, że planowała to wszystko od samego początku wyprawy. Nawet akcent jej się lekko zmienił. To od niej pochodziła cała ta historyjka; kobieta utrzymywała, że tak Vahzah jak i Luvien żyją, a pozbyła się ich, aby – wedle wskazówek barda – stanąć przed Studnią Życzeń w trzyosobowej grupie. Sama miała już towarzysza, który chciał do niej trafić i najwyraźniej nie mogła się go pozbyć z taką łatwością, z jaką wykorzystała grupkę Sonneillon do swoich celów.

Umyśliła sobie, że ruda, pokaleczona i całkiem ślepa dziewoja musi skrywać pewne tajemnice, które jej pomogą, nie zdradziła jednak żadnych szczegółów. Możliwe, że zauważyła, iż długoucha Sonn nie zachowuje się, jakby była całkowicie niewidoma; być może wyczuła jej aurę. Obecność zimnej wody w bukłaku, który przez dłuższy czas musiał przecież leżeć na nagrzanym wozie, była wystarczającym dowodem na to, że Batsza miała jakąś znajomość sztuki magicznej. Przemawiał za tym także fakt, że jej mąż zdolny był do rzucania klątw (wszak jedną z nich obdarzył ich syna przed śmiercią), a związek maga ze zwykłą kobietą nie wydawał się prawdopodobny.

Tragizm sytuacji był dostrzegalny, jednak trudno było Batszy współczuć – nawet, jeśli (jak utrzymywała) zły urok miał być skierowany na nią, nie zaś na jej syna. Okazała się zdolną oszustką, a ufanie w jej słowa mogło przysporzyć dodatkowych problemów. Niestety, Sonneillon nie miała innego wyjścia.

Z tego, co zdołała ustalić, karawana musiała posuwać się blisko traktu. Wozy zaprzężone były w konie, które nie były zdolne do poruszania się po piaskach pustyni. Teraz jednak zboczyli z gościńca, udając się do dogodnego miejsca na rozbicie obozu. Zbliżała się zimna noc, a nagrzane ciepłem słońca kamienie tworzące dziwaczną formację pośrodku niczego miały pomóc w jej przetrwaniu. Do początkowej piątki karawaniarzy dołączyła kolejna piątka, z których każdy jechał konno. Zwiadowcy byli dobrze uzbrojeni, chroniąc wypełnione ładunkiem wozy kupieckie. Ze strzępków rozmów, jakie dotarły do uszu Sonn, zrozumiała ona, że kierują się do Khan’Sal. Nie dażyli zbyt wielkim szacunkiem tak długouchej jak i Batszy, którą tolerowali tylko dlatego, że sowicie zapłaciła im za możliwość podróżowania na jednym z ich pojazdów… Oraz za milczenie. Nikt bowiem jej nie wypytywał, nie zaczepiał i nie dochodził, dlaczego wiezie ze sobą nieprzytomną, pokaleczoną i ślepą dziewczynę.

– Dam ci tylko kostur – rzekła Batsza w odpowiedzi na propozycję Sonneillon. Nie zdradziła, dlaczego taka była jej decyzja, bez dalszych słów udając się wgłąb formowanego przez obytych w takich warunkach kupców i ich eskortę. Przyniosła dobrze znany długouchej kij, dzięki któremu mogła odzyskać przynajmniej odrobinę samodzielności. Przyprowadziła też dziecko. Chłopiec miał może sześć lat, a mimo tego kobieta niosła go na rękach, przez które i tak leciał. Światło jego duszy było bardzo słabe, Sonn początkowo zdawało się wręcz, że w ogóle nie istnieje. Było tam jednak, tląc się jakby ostatkiem sił, gotowe przygasnąć niczym słaby płomyk przy lekkim podmuchu wiatru. Żal Batszy był wręcz namacalny – to musiał być jej syn.

– Musisz mi pomóc… – powiedziała proszącym tonem, lekko układąc chłoczyka u stóp rudej. Gdzieś za nią wychynął bacznie przyglądający się calemu wydarzeniu mężczyzna, którego jednak rozpaczająca matka nie przepłoszyła. Wyglądało na to, że jest to jej towarzysz, o którym już wspominała.

Tymczasem do obozu zbliżył się Misser. Jego zapasy były na wykończeniu, był mocno zmęczony i okropnie chciało mu się pić. Spierzchnięty język i brudna od pyłu twarz nie dawały mu spokoju. Wiedział, że jeżeli nie znajdzie pomocy, ta noc na Pustyni Śmierci może być pierwszą, od której rozpocznie się jego powolny upadek. Nie miał dość trunków, aby dotrzeć do Varti czy Khan’Sal, jednak gdyby mu się to udało, prawdopodobnie padłby ofiarą ciężkiego odwodnienia. Nieprzemyślana podróż z dala od cywilizacji odbiła się także na stanie jego odzienia, które – brudne i poszarpane na brzegach – wisiało na nim jak na zwykłym łachmaniarzu. Od jego lewego buta zaczęła odłazić podeszwa, a drugi pełen był piasku, uwierając silnie. Misser wiedział, że dalej już dzisiaj nie pójdzie, choćby nawet świat miał się skończyć. Karawaniarze zwrócili na niego swą uwagę, ale zajmowali się dalej swoimi sprawami, bacząc tylko na mężczyznę od czasu do czasu.

//Misserze – wyrandomowałeś się na tych piaskach pustyni kompletnie od czapy, po dłuższej przerwie od gry, urywając wątek, w którym uczestniczyłeś. Postanowiłem, że uznam Ci tego posta, a w międzyczasie wydarzył się tzw. skip fabularny, który omówimy prywatnie. Na razie możesz sobie tutaj grać.
Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

Big pile of nothing.

22 lip 2015, 22:10

U

brania, na które tak narzekała wcześniej teraz stawały się przydatne. Zachodzące słońce paliło co raz mniej, aż w końcu, kiedy schowało się za horyzontem na pustyni zapanował chłód, kiedy lekki piasek przestał się nagrzewać. Schronienie zbudowane z ogromnych kamieni chroniło trochę przed zimnem, ale nie na tyle, by od czasu do czasu nie szczęknąć zębami. Otuliła się szczelniej płaszczem, by nie przewiało jej przepoconej za dnia koszuli. Jakoś nie wyobrażała sobie podróżowania przez pustynię z gorączką i kaszlem, chociaż jeżeli temperatury by się wyrównały to za dnia nie byłoby jej tak bardzo gorąco…

C

ierpliwie czekała przy kamieniu, aż Batsza wróci z jej dobytkiem. Nie wysilała się zbytnio ze swoim Wzrokiem, nie chcąc marnować mocy na wyglądanie za nią i sprawdzanie gdzie idzie i co robi. I tak była przemęczona upałami. Była lekko zaskoczona, dowiadując się, że kobieta oddaje jej tylko kostur, ale cóż – jej decyzja. Mogła pomóc odegnać zmęczenie i jej i innym ludziom w karawanie, ale jak nie to nie. Nie będzie wyrywać się przed szereg. Ujęła kawał solidnego dębu w dłoń i od razu poczuła się nieco lepiej. W razie czego nie była już całkowicie bezbronna, chociaż strażnicy karawany wydawali się groźni i podobne było ich nastawienie do jej i Batszy. Coś grało w ich duszach, kiedy przechodzili obok dwóch kobiet i nie było to nic przyjemnego. Sonn już dawno nauczyła się obywać bez odczytywania emocji z twarzy czy gestów. Ton głosu i wyraz duszy wystarczał aż nadto… Do tej pory. Batsza musiała być całkiem dobra w ukrywaniu uczuć, tak dobra, że elfka nie domyśliła się jakie zamiary ma kobieta. Teraz ruda musiała za to przypłacić własną szansą na odzyskanie wzroku i pełnej sprawności.
Nareszcie mogła przyjrzeć się chłopcu, dzięki któremu znalazła się na tej przeklętej pustyni. Szczerze mówiąc nie spodziewała się, że jego dusza będzie w tak okropnym stanie. Spodziewała się, że będzie przytłumiona, stłamszona i wściekła, gotowa wydostać się z oków. Wtedy byłoby łatwiej niż tutaj. Przygaszona… Prawie wygasająca. Usiadła obok niego, a przynajmniej przez dłuższą chwilę starała się to zrobić, wykonując skomplikowane akrobacje, mocno opierając się na kosturze. Kiedy wreszcie znalazła się na ziemi położyła swoją dłoń na dłoni chłopca. Mimo ciepła, które panowało przez cały dzień, skóra była chłodna jakby wyszedł z piwnicy. Posłała nieco swojej mocy w stronę jego ciała, chcąc dowiedzieć się więcej o jego stanie. Współczuła Batszy, to oczywiste, ale jakoś nie mogła do końca uwierzyć w jej historię. Nie po tym jak porwała ją tutaj.

-

Wiesz, że Studnia Życzeń to może być tylko mit, który jakiś szaleniec rozpowiada po karczmach, a kiedy tam dotrzemy spotkamy tylko wielką górę… niczego. – nie wiedziała nawet jak ma się wyrazić – poza tym starożytne magiczne artefakty nie zawsze działają tak jakbyś chciała. Chcesz zakończyć cierpienia tego chłopca? Studnia może go zabić. To na pewno zakończy cierpienie. – skończyła niezbyt optymistycznie. Nie to, że chciała zatrzymać wszystko dla siebie. Ona sama nie wiedziała czego pragnie. Kalectwo przeszkadzało jej w pewnym stopniu, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Może chciała mieć wreszcie spokój? Śmierć jest z pewnością spokojna, a magia bywa zdradziecka. Nie kieruje się ona uczuciami, ludzkim czy elfim rozumem, ale czystą, bezduszną logiką i sprawiedliwością. Nic miłego.
Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

23 lip 2015, 08:06

Krok po kroku. Lewa noga za prawą, prawa zaś - za lewą, Misser przemierzał coraz to większą odległość na pustyni. Mimo że wyruszył w celu jakże szczytnym i poważnym, miał już serdecznie dość tej przeklętej pustyni, która to miast oczyścić jego duszę i umysł, zwyczajnie przyćmiła ważkie problemy kwestiami dnia codziennego. Wszechobecny piasek, gryzący w twarz, wchodzący za ubrania, szeleszczący przy każdym kroku niczym złowieszczy chichot jakiegoś przeklętego ducha... A to dopiero początek niedogodności, na które mężczyzna skazany został prawomocnym wyrokiem trybunału natury, za swoją dziecinną głupotę i pasje. Co rusz, nachodziły go nieprzyjemnie realne myśli iż jego aktualny stan jest prostą karą dyscyplinującą, za uleganie uczuciom i pasji. Za każdym razem jednak, gdy Misser odbiegał myślami od paskudnej rzeczywistości, obcierający mu prawą kostkę piasek czy opadająca podeszwa w lewym bucie, przywracały mężczyźnie świadomość jego obecnego stanu i prawdziwych problemów. Bądź co bądź, odkąd wyruszył, minął już pewnie z miesiąc czy dwa, choć sądząc po wydłużającej się w nieskończoność ilości czasu spędzonego na tym pustkowiu, mógł on opuścić cywilizacje już lata temu. Jedyną miarą czasu, okazało się jego własne ciało, które za pomocą rozczochranych i o wiele dłuższych niż zazwyczaj włosów czy zmierzwionej i nieprzystrzyżonej od zbyt długiego czasu brody - wskazywało przedział, w którym można by doszukiwać się czasu spędzonego z dala od balwierza czy poręcznej brzytwy przy lustrze i świecy.

Wbrew jednak wszystkiemu, otoczony fizyczną niewygodą i prostym bólem, Misser zdołał zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Jak widać, niedogodności proste, pozwalają złagodzić nerwy skołatane problemami ważkimi. Niestety jednak, opamiętanie przyszło dla Missera zbyt późno, by stan jego nieprzemyślane zrobionych w Varti zapasów, pozwalał na łatwy powrót w przyjazne dla życia strony. Nim jednak podjął się trudu drogi powrotnej, Misser poczuł coś jakby zanikający strzęp emocji, nikły ślad, który jednak wsparty - okupioną silnym bólem głowy - analizą wzrokową otoczenia, pozwolił mu dojść do prostej nawet dla laika w kwestiach tropienia konstatacji.
Piaski, w miejscu w którym stał, ewidentnie różniły się od tych znajdujących się ledwie kilkadziesiąt metrów dalej! Ponownie korzystając więc ze swego wzroku, Misser zorientował się, iż w oddali podłoże powoli wygładza się, za sprawą niosącego gryzący pył wiatru. Nie mając więc lepszej alternatywy, Misser skierował swe bolesne kroki w stronę, w którą prowadził go udeptany szlak, w nadziei iż dane mu będzie spotkać inną żywą duszę, skłonną do podzielenia się swoimi zapasami. Nim jednak wiele powodowanych niewygodą i prostym bólem jęków Missera rozniesionych zostało przez powietrze, usłyszał on lekki hałas, jaki stworzyć potrafi tylko kupa ludzi. W miarę zbliżania się do źródła dźwięku. Misser powoli zaczynał dostrzegać cały obóz. Jakaż ulga po bezkresnej pustce pustyni! Dar mężczyzny, niemal z radością ponownie napełnił umysł Missera, zasklepiając lukę powodowaną opaską założoną na oczy.
Gdy Empata kierował swe kroki ku karawanie, Misser zdał sobie sprawę iż przysłonięte oczy podróżnika, mogą zwrócić niepotrzebnie dodatkową uwage. Mając to na względzie, z bólem serca - a niebawem i głowy - lekkim ruchem ręki symulującym podrapanie swędzącego miejsca na głowie, poluźnił węzeł za uchem - pozwalając niemal połowie materiału opaść z oczu na dolną część twarzy. Taka zasłona zaś - mimo iż nie do końca spełniała swoją pierwotną rolę, doprowadzając mężczyznę tym faktem do szewskiej pasji - nie powinna już przynajmniej nikogo zdziwić.
Wraz z kolejnymi krokami jednak, Misser doświadczał narastającej uwagi, jaką obozowicze raczyli niecodzienną postać samotnego podróżnika na pustyni obdarzyć. Nie zmieniając kroku, Misser zaczął wyszukiwać w karawanie osobowości aż emanującej swymiemocjami, gdyż w kimś takim spodziewał się odnaleźć przywódcę karawany, u którego mógłby wyprosić lub kupić nieco zapasów, lub nawet zorganizować możliwość przyłączenia się do grupy na czas podróży. Przygotowany na silny bodziec, zmylił krok i niemal wywrócił się jak długi, gdy jego umysł na chwilę ogarnęła ciemność. Przez ułamek sekundy, jego głowę przeszywały paniczne myśli, jednak pustka błyskawicznie zamieniła się w standardową gamę kolorów i barw, pozwalając mężczyźnie odzyskać równowagę fizyczną i duchową. Udając iż nie widzi lekkich, kpiących uśmiechów obozowiczów, przeanalizował na szybko to czego doświadczył. Niewiele czasu zajęło mu zorientowanie się iż nie stracił daru, a jedynie otrzymał mniejszą informację, z racji ograniczenia percepcji. Szybko również zorientował się, iż brak doświadczenia wzrokowego, nie oznaczał wyciszenia całej gamy -nieco subtelniejszych odczuć nie związanych z wzrokiem. Mimo iż fakt takiego lenistwa jakim było przyzwyczajenie się mężczyzny do bodźców wzrokowych był haniebny, to fakt ten pozwolił mu także szybciej zrozumieć pewną oczywistość, jaką był fakt iż w obozie tym, realnie blisko Missera znajduje się ślepiec! Kto zaś na wyprawę bierze niepełnosprawnego!? Czyżby trafił zatem na właściciela karawany? Nie widząc sensu w dalszym marszu przez obóz w nieokreślonym w dalszej perspektywie kierunku, Misser zatrzymał się na chwilę, pozornie by odetchnąć, w rzeczywistości jednak - by zorientować się gdzie znajduje się ów ślepiec. Sczytawszy okolicznych, mężczyzna skierował się w stronę dwóch kobiet, by zbliżywszy się doń spokojnym i powolnym krokiem, unieść ręce i wesoło zapytać:

Nie znalazło by się trochę wody i jadła dla strudzonego wędrowca?. Za sprawą jednak zaschniętego gardła, miast pięknie wyartykułowanych słów, dały się słyszeć jedynie burknięcia i pomruki. Przełknąwszy więc ślinę, Misser ponownie zdobył się na wysiłek godny arystokracji - jakim dlań było otwarcie tak długo już zamkniętych ust i ponowne wymówienie tych słów w nieco już wyraźniejszy i dający się zrozumieć sposób.

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.