Piaski pustyni

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Piaski pustyni

03 gru 2011, 22:08

Krajobraz nie był zachęcający dla podróżników. Piekielnie parzący piasek i dokuczające słońce dawały się we znaki. Przed oczyma nie było nic poza piaskiem i paroma skałami. Czasami jak się poszczęści, można znaleźć kaktus lub inną pustynną roślinę. Sama temperatura jest zabójcza. Rankiem słońce smaży niemiłosiernie, a nocą robi się bardzo mroźno. Środowisko może także uraczyć podróż swymi milusińskimi mieszkańcami. Różne bestie grasują na drodze i czekają na nieostrożnych aby złapać ich w śmiertelną pułapkę. Inne po prostu się rzucają, gdy ujrzą potencjalny obiad na horyzoncie.
Brzmi zabawnie…
………

Aleksis i jego uczeń Dahhard oraz golem przemierzają przez pustynie, kierując się na południowy zachód w stronę najbliższej oazy. W czasie swej podróży, spotkali wędrownego kupca, który mniej więcej opisał pustynie. Golem niósł bagaż ludzi, przynajmniej on nie odczuwał słońca.
-Bardzo przyjemnie, ale mogło, by być trochę cieplej, bo mrozi– obudził się sarkazm alchemika. Optymistycznie zaczynał podróż. Zaczynał.
Aleksis zrobił ze swojej białej koszuli, coś podobnego do turbanu. Udar słoneczny, był gwoździem do trumny, więc należało czymś ochronić głowę, przed promieniami słonecznymi.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

D n' B

24 lip 2015, 14:44

//Misserze – proszę o używanie w postach znacznika P, w którym zamknąć należy pełną treść akapitu. Dodaje on wcięcia, ułatwiając przyswojenie tekstu, szczególnie, gdy jest to dłuższa publikacja. Dodatkowo proszę o wyróżnianie wypowiedzi postaci zgodnie z zasadami języka polskiego, tj. za pomocą myślników. Przykłady możesz znaleźć niżej w tym poście.
MG

Wrażliwe oczy Missera dały mu się we znaki mimo zapadającego zmroku. Swoją delikatną (teraz już mocno przybrudzoną i zniszczoną) opaskę przesunął na dół twarzy. Uznał, że dzięki temu wzbudzi mniej podejrzeń i miał w tym względzie rację. Jego krok był zbyt pewny i zbyt szybki aby uznać go za właściwy dla osoby, która nie posługuje się wzrokiem. Oczywiście zmysł ten nadal odgrywał dla Missera marginalną rolę, ale teraz przynajmniej nie sprawiał wrażenia odmieńca, za którego mogli uznać go karawaniarze. Mocno zmrużone patrzałki nadal przepuszczały zbyt wiele światła, żeby nie narazić głowy mężczyzny na dotkliwy ból. Poza tym Misser nie zetknął się z tak dużą grupą myślących istot od momentu swego wkroczenia na Pustynię Śmierci, co dodatkowo spotęgowało jego dyskomfort. Nadal pozostawał w pełni świadomy swoich zdolności, ale zetknięcie z jaźnią Sonneillon zachwiało nie tylko jego ciałem (wędrowiec niemal się bowiem wywrócił), ale też umysłem. Prócz czerni, jaka go zalała, jasno sugerując, że ma do czynienia z niewidomą, Misser doświadczył także wrażenia, że w owej ciemności czai się coś więcej. Dotarły do niego mgliste obrazy świetlistych obłoków, jakie występowały w głowie Sonn niemal na tej samej pozycji, na jakiej znajdowały się wrażenia wzrokowe u zdrowych osób.

Wszystko to było na tyle dziwne, że wyksztuszenie jakichkolwiek słów stało się dla wędrowca niemal niemożliwe. Stanął jak wryty, czując na sobie nerwowe spojrzenia strażników karawany, do których zdążył już dość blisko podejść. Jaźń niewidomej była bardzo skomplikowana, ale też bardzo podobna do misserowej. Nie wiedział, czy znalazł kogoś sobie podobnego, czy też jest to zupełny przypadek, ale sprawa ta musiała go zaciekawić. Wreszcie odezwał się, odrobinę uspokajając spiętych wojów.

– Jak wędrowiec broń złoży, to może i się znajdzie – odkrzyknął mu ktoś z głębi formującego się obozu. Na przód wyszedł zażywny, ale wyglądający na zdrowego i silnego mężczyzna. Jego mocno opalona twarz, przewiązana chustą głowa i wytrawione pustynnym słońcem wzory na jego szacie sugerowały, że taka podróż nie jest dla niego pierwszyzną. Ciemne oczy uważnie lustrowały przybysza. Wyglądało na to, że jest to przywódca karawany, o którego znalezienie tak wystarał się Misser. Kupiec położył rękę na swej szabli o złoconej rękojeści, a towarzyszący mu khansalski albo nomadzki młodzieniec mocniej zacisnął swe długie palce na drzewcu dzierżonej przezeń włóczni. Jego skóra była ciemna – lecz nie tak ciemna, jak u mieszkańców dalkiego Południa – z natury, a mięśnie rysujące się delikatnie na jego odsłoniętym, nagim torsie robiły wrażenie. Wydawało się, ze swej ojczyzny młodzieniec ów wyruszył całkiem łysy i gładko ogolony, teraz jednak porastał powoli czarnymi, kręcącymi się lekko włosami. Powiedział coś cicho w swym pustynnym języku, na co niektórzy mężczyźni świadkujący całej sytuacji roześmiali się krótko. Emanowali niechęcią, niepewnością i lekkim strachem, który maskowali adrenaliną.

– Wiem o tym więcej, niż myślisz – ucięła chłodno Batsza, nie chcąc najwyraźniej przyjmować żadnych tego rodzaju uwag od strony Sonneillon. Ta nie dostrzegła żadnych zmian w jej duszy, ale nie było to nic dziwnego, zważywsz na to, jak dobrze kobieta się maskowała. Zbadanie jej esencji kosztowałoby dużo czasu i energii; bez tego Sonn widziała tylko jej zarys.

Sprawdzanie syna Batszy nie dało spektakularnych efektów. Jego ciało było bardzo słabe, ale zdrowe. Działało zgodnie ze swoją powinnością, odpowiednio pompując krew do działających, choć słabo rozwiniętych organów. Chłopiec zdawał się być pogrążony w głębokim śnie, który, sądząc z jego stanu, trwał już od bardzo dawna.

– To wszystko? – zapytała Batsza, kierując swój wzrok w kierunku zamieszania, jakie spowodowało pojawienie się Missera. Wyraźnie nie chciała zostawiać swojej pociechy z Sonneillon, ale wyrywała się ku miejscu spotkania z wędrowcem, jakby była to dla niej szansa, aby się wykazać. Jej towarzysz zniknął chwilę wcześniej, podążając do miejsca zdarzenia.

Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

02 sie 2015, 22:21

W

zruszyła ramionami. Niech sobie Batsza robi, co chce. Ona nie będzie się wtrącać, będzie szła, a raczej jechała na wozie gdzie jej każą. Sama by sobie w środku pustyni nie poradziła. Zdechłaby pod jakimś kamieniem, a jej zmumifikowane zwłoki straszyłyby niepozornych wędrowców przez długie lata. To, że nie da się jej niczego wynieść z tej wyprawy wiedziała już dawno. Teraz zastanawiała się czy da radę wyjść z tego wszystkiego żywa.

P

obieżne oględziny ciała chłopca nie dały jej wielkich nadziei na wyleczenie go konwencjonalnymi sposobami. Batsza najwidoczniej nie chciała zostawiać go pod opieką Sonneillon (jakby ta miała interes w krzywdzeniu sparaliżowanego chłopca), by ta mogła spokojnie nad nim popracować. Nie zrobiłaby mu nic złego, spróbowałaby tylko dodać trochę energii jego duszy. Nie wiedziała jakby się to mogło skończyć, ale warto spróbować.

-

To wszystko, Batszo. Na tę chwilę nie mogę niczego wymyślić. – i oddała go w ręce matki. Kiedy ta zabrała chłopca, Sonn znowu dokonywała cudów akrobacji na swoim kosturze usiłując wstać. Nie było to łatwe na sypkim piasku, ale w końcu udało się to i stanęła jako tako na nogi. Pierwsze, co rzuciło jej się „w oczy” to obecność kogoś nowego w obozie. Kogoś o zupełnie innej duszy… Nie wyrwała się jednak jak głupia w tamtą stronę. Czekała, aż przybysz raczy przyjść do nich, bo chyba kierował się w tę stronę.
Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

07 sie 2015, 11:27

Misser nie spodziewał się takiego przyjęcia jakie go spotkało. Oto wchodzi sobie pojedyncza i widocznie zdrożona źle przemyślaną wyprawą osoba, a otoczenie reaguje aż tak agresywnie? Ciekawa sprawa, jednak Missera bezpośrednio nie dotycząca. Mało bowiem prawdopodobnym wydawało mu się, by cała dobrze zorganizowana karawana była jedynie pospolitą acz nieco sprytniej zawaolowaną pułapką na podróżnych - tych bowiem spodziewać się w tej okolicy wedle empaty było dość ciężko. Jednak życie - jakie by nie było - już dawno nauczyło go reagować odpowiednio do sytuacji i oczekiwań otoczenia, nie zaś swoich przewidywań i dalekich kalkulacji.

- Skoro pojedynczy wędrowiec z skromną, podręczną bronią jawi się wam zagrożeniem, tedy - Tutaj Misser powolnym ruchem jednej ręki, wyciągnął z pochwy miecz i w postawie - ręce daleko od ciała - upuścił go niedbale na piasek w odległości może metra od siebie, po czym odszedł od upuszczonego oręża na kilka kroków, by sama jego bliskość nie irytowała strażników - nie śmiem się sprzeciwiać. Czy teraz mogę zapytać o możliwość rozwiązania mojego wcześniej wspomnianego problemu z równie wodą co żywnością? Jeśli moja sakiewka okaże się wystarczająco ciężka, chętnie zdobyłbym również jakieś odpowiednie do obecnych warunków ubranie - dodał wskazując na swoje, znajdujące się w opłakanym stanie szaty.

Mężczyzna miał szczerą nadzieję iż otwarte i bezkonfliktowe podejście, uspokoi nieco strażników, gdyż wysoce zainteresował się tą dziwną osobą, która tak namieszała mu w głowie - a co za tym idzie - liczył po cichu na możliwość udania się wraz z karawaną. By jednak jego życzeniom mogło stać się zadość, musiał aktualnie skoncentrować się na obecnej rozmowie, która mogła okazać się nieco trudniejsza niż zazwyczaj, a to za sprawą wrodzonej ostrożności Missera, niechętnego do korzystania z wpływającej na innych części swego daru w nierozpoznanych okolicznościach i otoczeniu.

///Bardzo przepraszam za opóźnienie względem deklarowanego terminu posta, jednak z przyczyn odemnie niezależnych, od poniedziałku do dnia dzisiejszego byłem całkowicie odcięty od świata i internetu.
///edit: drobna poprawka gramatyczna
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Space Loop 430

09 sie 2015, 13:42

MG

Kiedy Misser rzucił miecz, lekkie napięcie stojących przed nim mężczyzn nie zmieniło się ani na jotę. Wydawało się, że nadal na coś oczekują, nie odpowiadając zrazu na słowa wędrowca. Chwila ciszy, jaka zapanowala, zwróciła uwagęzebranych na zbliżającą się z głębi obozu Batszę. Wraz ze swym towarzyszem stanęła nieco z boku. Bez słowa podała mu swego syna i podeszła bliżej, uważnie przypatrując się przybyszowi. On również ją zauważył, dostrzegając, że jest znacznie spokojniejsza od otaczających ją mężczyzn. Nie emanowało z niej zaniepokojenie czy napięcie, była tylko stanowcza i twarda, dążąc do celu, którego empata nie znał. Misser znał za to sposób ochrony, jaki uskuteczniała i zrozumiał, że ma oto do czynienia z kimś, dla kogo ukrywanie własnego, wewnętrznego potencjału nie jest niczym niezwykłym. Tłumaczyło to, dlaczego nie udało mu się wykryć Batszy wcześniej. Choć wzbudziło to jego ciekawość, po chwili musiał poświęcić całą uwagę przywódcy karawany. Mężczyzna uniósł brwi w wyrazie gniewnego zdumienia. Coś go wyraźnie oburzyło.

– Masz mnie za głupca? – odkrzyknął, a jego osobisty strażnik jakby na ten znak wykrzywił twarz, ujmując włócznię jak do rzutu i markując uderzenie. Pozostali mężczyźni również wykonywali gesty świadczące o ich poddenerwowaniu – machali rękami, wskazując Missera z niesmakiem i głośno rozmawiali między sobą. Ktoś nawet posunął się do wymierzenia w jego kierunku skrzętnie wcześniej ukrytej kuszy. Nie ulegało wątpliwości, że karawaniarze zaczynają postrzegać Missera jak szaleńca, któremu odbiło od słońca. Jasnym było też, o co im wszystkim chodzi: Misser rzucił miecz, ale na jego torsie nadal pyszniły się dwa długaśne, gotowe do szybkiego dobycia noże. Jeżeli złożenie broni miałoby polegać wyłącznie na symbolicznym odłożeniu samego miecza, które deklarowałoby nieodwołalnie brak złych zamiarów, Lewiatan byłby lepszym miejscem. Teraz jednak oczekiwano od Missera czegoś więcej.

Tymczasem do Sonneillon przystąpił jakiś nieznany jej wcześniej młody mężczyzna. Dostrzegła go już z daleka, a jego dusza emanowała niemal wyłącznie pozytywnymi zamiarami.

– Imię Selsil – rzekł chłopak łamaną Wolną Mową. Jego silny akcent zdradzał, że musiał być tutejszy, a pustynia była dla niego naturalnym domem. Podał kobiecie bukłak z cienkim winem. – Może? – zapytał i czekając chwilę na odpowiedź – docelowo pozytywną – ujął niewidomą pod ramię, prowadząc ją w kierunku jednego z wozów. Choć Sonn nie mogła tego wiedzieć, nad pojazdem rozwieszono sporą płachtę, która mogła ochronić siedzącą na koźle osobę przed słońcem. Idąca ze swym kosturem Sonn wyczuła, że znajdują się pod nim jakieś skrzynki i beczki. Selsil delikatnie usadowił ją na jednej z nich.

– Tu jedzenie, tu śpi, tu jedzie – mówił, delikatnie kierując jej kostur kolejno na małe zawiniątko leżące przy pobliskim kufrze, na górę wozu oraz na kozioł. Wyglądało na to, że będzie miała całkiem wygodnie, bo wymoszczono jej pośledniej wprawdzie jakości, ale za to miękkim materiałem krawieckim. Ze swej obecnej pozycji Sonneillon słyszała wszystko, co działo się na krańcu obozu, wiedząc, że sytuacja nie jest zbyt szczęśliwa dla podróżnego, który pojawił się przy odpoczywającej karawanie.

Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

16 sie 2015, 20:51

Czując jak napięcie otaczających go ludzi nie osłabia się wraz z jego akcją odrzucenia miecza, zrozumiał że popełnił podstawowy błąd. Obecni tutaj ludzie nie byli wymuskanymi elegancikami, za zagrożenie uważającymi jedynie miecz, ale twardymi i pragmatycznymi wojownikami, doskonale zdającymi sobie sprawę z możliwości jakie dają noże. Nie chcąc prowokować żadnego aktu agresji, powolnym i płynnym ruchem wyciągnął najpierw jeden majcher, po nim zaś drugi - oba odrzuciwszy na ziemię koło miecza. Fakt pozbawienia go najgroźniej wyglądających noży jednak nie pozbawiał go jego najsilniejszej broni - ułudy.

- Czy teraz możemy spokojnie porozmawiać? Czy najpierw wypatroszycie mogącego się bronić jedynie kozikiem wędrowca? - Rzucił w kierunku przywódcy zdegustowane i pełne rezygnacji spojrzenie, powoli i bardzo delikatnie zagłębiając się w myśli kusznika, celem uzyskania jakiegoś atutu na wypadek ataku ze strony karawaniarzy.

Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

17 sie 2015, 19:36

G

dy Batsza odeszła by zająć się zamieszaniem w innej części karawany, Sonneillon została sama. Jak palec. Nie wiedziała, co ma ze sobą począć: może wrócić do wozu, na którym jechała? Gdzie on wcześniej stał? Nie miała pojęcia. Stała tam jak słup soli, majtając ręką. Wreszcie na horyzoncie pojawił się jej rycerz w lśniącej zbroi na białym rumaku… Tfu, wielbłądzie. Przynajmniej nie będzie stać i przebierać nogami z nudów.

-

Nazywam się Sonneillon. - przedstawiła się mu, kiedy on zdradził jej swoje imię. Chyba nie miał wielkiego doświadczenia z niewidomymi, ale czego się spodziewać po człowieku spędzającego całe życie na pustyni? Elfka złapała za coś skórzanego dopiero wtedy, kiedy on prawie wcisnął go w jej dłoń, bo skąd miała wiedzieć, że chciał jej coś podać? Po fakturze materiału, kształcie i chlupoczącym we wnętrzu płynie uznała, że to bukłak. Nieco nieszczelny, ewentualnie ktoś się spieszył z nalewaniem i skóra nasiąknęła z wierzchu winem, co dawało o sobie znać w jej nosie. Cienkie, z pewnością kwaśne jak cholera wino. Nawet się dzisiaj nie upije. Jaka szkoda.
Przytaknęła głową, że się zgadza, chociaż nie wiedziała za bardzo na co. Chłopak ujął ją pod ramię i ruszył w sobie dobrze znaną stronę. Elfka starała się dotrzymać mu kroku podpierając się kosturem. Nie należało to do najłatwiejszych zadań. Buty grzęzły jej w piasku, jakimś cudem suchy pył znalazł się w środku obuwia i teraz doprowadzał ją do szału, obcierając zgrzane stopy.

P

rowadzący ją chłopak zatrzymał się. Rudowłosa odgadła, że chyba dotarli na miejsce. Pomachała kosturem przed sobą, by sprawdzić teren. Rozległ się drewniany odgłos czegoś, z czymś w środku. Pewnie beczki, czy jakieś skrzynie – pomyślała w momencie, kiedy chłopak chyba próbował skłonić ją, by zasiadła na jednej z nich. Zlitowała się nad nim i wdrapała się na jedną, bo chyba tylko w ten sposób mogła wytłumaczyć jego dłonie na jej ciele.

-

Co: jedzenie? Gdzie śpi? Na czym jedzie? - ofuknęła go z lekka. Była już zmęczona tym całym zamieszaniem, a gorący dzień jeszcze dołożył do tego swoje pięć gorszy. Jeżeli chłopak myśli, że machając jej kosturem we wszystkie strony odpowie na jej wszystkie pytania to chyba mógł być lekko upośledzony na umyśle. Zeskoczyła z beczki, na której siedziała i sama zbadała to, o czym mówił chłopak. Na początku wymacała na ziemi zawiniątko z jedzeniem. Od czegoś trzeba zacząć. Później zbadała to, co znajdowało się za jej plecami. Okazało się, że to, o dziwo, wóz. Wóz z rozpiętą nad nim plandeką, z pewnością dla ochrony przed słońcem. Zgadywała, że spać ma na wozie, a jechać na koźle. No, przyszłość stała się dla niej trochę jaśniejsza.

-

Gdzie jedziemy? - zagadnęła do Selsila miło, trochę w ramach przeprosin za to, że tak mu odwarknęła. Może dowie się czegoś istotnego? Udało jej się odkorkować bukłak i wypiła łyk, czegoś, co w najlepszych snach można było nazwać kocimi szczynami. Cóż, luksusy zostały w cywilizowanym świecie. Pociągnęła drugi łyk, krzywiąc się już mniej. Wykręciła się w stronę niezłego zamieszania, które spowodował przybysz. Widać było, że nie radzi sobie z karawaniarzami, chociaż źle mu z duszy nie patrzyło. Postanowiła zostać na swoim miejscu, a nie wzorem dawnej Sonneillon ruszyć na pomoc. Ranny nie był, umierający też nie. To czy poradzi sobie z ochroniarzami to wyłącznie jego sprawa. Uśmiechnęła się do Selsila i wypiła trzeci łyk wina. Dłonią wskazała kierunek, skąd wydawało się jej, że dobiegają dźwięki sporu.

-

Zawsze jesteście tacy w stosunku do obcych? Przecież on nie dałby rady nawet ranić któregokolwiek z was. - z ochroniarzy bowiem, aż śmierdziało pewnością siebie i dla większości mogli wydawać się niepokonani. Dla większości, ale nie dla Sonn gdy była w pełni swoich umiejętności. Smutno, że te czasy minęły bezpowrotnie.
Awatar użytkownika
Darlos
Posty: 34
Rejestracja: 10 mar 2015, 17:44
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 4940370

16 paź 2015, 20:48

To wszystko było takie nierealne...

Czytanie książek o pustyni to był chyba jakiś żart. Człowiek rozumiał o co tutaj chodzi dopiero, kiedy sam czuł lodowaty wiatr na własnej skórze, kiedy zgrzytał mu piach w zębach, a za dnia piekielny upał zmuszał do szukania za wszelką cenę cienia.
Darlos nie dziwił się już, że ludzie tutaj są tacy nieprzyjaźni. Kiedy wszystko z każdej strony chce uprzykrzyć ci życie, nic dziwnego, że ostrożność i nieufność stają się twoim podstawowym sposobem kontaktu z rzeczywistością.

Milczący towarzysz Batszy zostawił jej syna samego, ułożonego wśród ciepłych kamieni w centrum obozowiska i podszedł do wszystkich. Los chciał, że stanął nieopodal elfki. Jej rude, falujące na wietrze włosy od razu zwróciły jego uwagę. Przyglądał się jej przez chwilę, obserwując jej niezdarne poczynania na wozie. Zawahał się na sekundę, po czym odchrząknął nieznacznie, aby zwrócić na siebie uwagę. Od dawna miał ochotę z nią porozmawiać. Szkoda tylko, że cały czas była niedyspozycyjna.

- Miło cię widzieć w pionie, płomiennowłosa - odezwał się, a w jego słowach wyczuła lekki uśmiech. Od razu zauważyła, że w przeciwieństwie do charkliwych nomadów, miał głęboki, przyjemny dla ucha ton głosu.

Darlos patrzył przez chwilę na nią, opierając się łokciem o kant wozu z beczkami, po czym przeniósł wzrok na rozgrywającą się przed nimi scenę. Nieznajomy wędrowiec, pozbywszy się broni, stał właśnie przed karawaniarzami.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Just Don't Know

24 lis 2015, 21:14

MG

Młody człek pustyni zmieszał się wielce, gdy Sonneillon nań naskoczyła. Wyraźnie był zbyt mało doświadczony, aby radzić sobie z kobietami, które wyrażają w ten sposób swoje zdanie. Nie dość, że dostał pod opiekę kobietę o mocnym charakterze, to jeszcze kompletnie niewidomą. I nietykalną. Wstawiennictwo Batszy i jej pieniądze gwarantowały elfce bezpieczeństwo, przynajmniej dopóki szlachetne kruszce wypełniały luki w honorze karawaniarzy. Ten nie był bazowo jakiś tragiczny, ale między Lorven a prawdą – nikt za darmo nie podjąłby się takiego zadania. Transport wiedźmy, jej towarzysza i nieprzytomnej, ślepej elfki przez Pustynię Śmierci, bez zadawania pytań i do niewiadomego celu? Zaiste, kiesa Batszy musiała być głęboka jak dziury po oczach Sonneillon.

Ta zaś wzięła się do swego rodzaju przeprosin, zmieniając ton głosu i starając się podjąć rozmowę.

– Khan’Sal – odpowiedział Selsil z wyraźną ulgą. Wyglądało na to, że niezależnie od tego, z którego miejsca Lewiatana się pochodziło, pewnego rodzaju emocje były wspólne dla wszystkich myślących ras. Jeżeli elfka liczyła na jakąś szerszą wypowiedź, to się przeliczyła. Płyny uzupełniła w całkowitej niemal ciszy, przeplataną jedynie dochodzącym z obrzeży obozu szumem wytwarzanym przez spiętych wojowników baczących na Missera.

Nomad wzruszył ramionami, czego oczywiście jego towarzyszka nie mogła wiedzieć. Zreflektował się dopiero po chwili. – Dahnik jest wszędzie – odparł enigmatycznie na jej pytanie. Z tego, co wiedziała Sonn o ludziach jego pokroju, niezbyt lubili magię i osoby, które się nią posługują. Podczas swojego długiego żywota poznała się na tym doskonale, czerpiąc wiedzę nie tylko z opowiadań. Cóż, nie można było odmówić takiemu rozumowaniu logiki. Przybysz pojawił się znikąd, szedł przez pustynię sam i nagle zwrócił się do karawaniarzy o pomoc. Całość jawiła się nieciekawie, ale nie tłumaczyła do końca zachowania ochroniarzy kupca. Być może obawiali się, że ktoś przyszedł tutaj za Batszą i był równie niebezpieczny, co ona?

Jeden z uzbrojonych po zęby strażników podszedł do Missera zaraz po tym, jak ich przywódca kazał się mu cofnąć, nie odpowiadając na żadne pytania. Woj zabrał broń przybysza i wycofał się tyłem. Z grupki wyszła też Batsza, mimo protestów pozostałych zbliżając się do empaty na niebezpieczną odległość. Musiała wyczuwać jego aurę i wiedzieć, że nie jest do końca kimś, na kogo wygląda. Ostatecznie karawaniarze zrozumieli jej zamiar. Ta przyjrzała się przybyszowi dokładnie.

– Nie zrobi nam krzywdy – dała znać za siebie. Dopiero teraz uszło z mężczyzn prawie całe napięcie. Nie sposób było ocenić, z czym spotkali się wcześniej, zakładając natychmiastowo, że Misser jest użytkownikiem plugawej w ich oczach magii, ale najwyraźniej wychodzący z bezkresnych piasków, odziani w długie szaty mężczyźni nie budzili ich zaufania. Swoim działaniem Batsza zdjęła z ich barków ciężar odpowiedzialności za czyny Missera, zyskując tym samym w oczach członków karawany.

– Chodź za mną i nie zadawaj już głupich pytań – poleciła empacie Batsza, prowadząc go za sobą. Wprowadziła go do obozu, gdzie zlustrowali go pozostali. Dopiero po chwili kupiec zagadał, ciągle utrzymując bezpieczny dystans:

– Chłopie, co ty tutaj robisz? – Nie było potrzeby dodawania czegokolwiek więcej. Wszystkich ciekawiła historia przybysza, który podróżował przez pustynię samotnie. Ktoś zakrzątnął się w poszukiwaniu odrobiny prowiantu dla przybysza. Dobra historia była warta więcej niż odrobinkę słabego wina i trochę polewki.

W międzyczasie do Batszy i Selsila zbliżył się towarzysz Batszy. Młody nomad raczej nie sposobił się do pociągnięcia rozmowy, a nawet, jeśli chciałby to zrobić, zmilczał na jego widok. Darlos odezwał się niefrasobliwie.

Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

26 lis 2015, 18:22

Czując jak powoli uchodzi z niego napięcie, Misser potarł lekko swoje ramie ostrą od piasku szatą, wykorzystując lekki dyskomfort tym spowodowany by odegnać najpopularniejszy zwiastun klęski i śmierci - rozluźnienie Bądź co bądź, znajdował się w sercu potencjalnie wrogiej drużyny, w walce z którą nie miałby nawet cienia szansy - pomijając już fakt iż nawet lekka rana na pustyni mogłaby oznaczać dlań śmierć. Trzymając więc na wodzy napięte zmysły i emocje, powoli "wypuścił" kusznika z objęć swego umysłu, korzystając z zwiększającej się powoli odległości pomiędzy nimi by jeszcze bardziej złagodzić i rozłożyć w czasie fakt przerwania kontaktu. Podążając za dziwnie władczą w otoczeniu uzbrojonych i twardych ludzi pustyni kobietą, dotarli do nieco lepiej zagospodarowanej części obozu, gdzie dane mu było spocząć na czymś innym niż skrawku poszarpanego płaszcza. Z jednej strony, sytuacja nieco się uspokoiła - nikt już bowiem otwarcie nie kierował broni w stronę empaty - z drugiej jednak, wedle aktualnych doznań wizualnych, znajdował się niebezpiecznie blisko osoby, która wcześniej była źródłem tego dziwnego zjawiska jakie go napotkało. Szczęśliwie, nim cisza zaczęła się dłużyć, przez powietrze popłynęło pytanie - Co Ty tutaj robisz? - pozwalając empacie na lekkie zwieszenie głowy w udawanym smutku i rozpoczęcie opowieści.
- Jak zapewne słusznie wnioskujecie z mojej postawy, ubrania oraz stan u - nic nie jest takie jak powinno. Pytacie mnie co tutaj robię? Cóż... - tutaj mężczyzna stłumił nieco swoje słowo, dając sobie czas na pozbieranie myśli oraz budując napięcie w słuchaczach. Mimo iż aktualna sytuacja nieco otrzeźwiła umysł Empaty, to ból straty ciągle doskwierał duszy Missera. - O ile jestem w stanie poprawnie oddzielić majaki od rzeczywistości, znalazłem się w swoim aktualnym i godnym nie tyle pożałowania co pogardy położeniu, za sprawą największej klątwy tego świata... - Tutaj mężczyzna spojrzał po słuchaczach, czując jak jego słowa powoli docierają do otaczających go ludzi. O ile starał się zagłuszyć swój dar, zagłębiając się całym sobą w opowieść - to w jego rozumowaniu słowo "klątwa" powinno dość mocno wpłynąć nawet na twardych mężczyzn. Niewiadomą pozostawała jednak ta dziwna kobieta, która zdawała się władać tym obozem - oraz źródło jego największego niepokoju, ruda elfka z białą przepaską na oczach. Z jednej strony mogła być zwykłym ślepcem, jednak szansa iż natrafił na nieznajomego i potencjalnie wrogiego empatę, budziła w Misserze spory niepokój. Powstrzymując jednak myśli, empata ponownie skupił się na opowieści: - Odkąd znalazłem się na tej pustyni, uciekałem przed tym co mnie ścigało, mając nadzieję iż udręka podróży po tak niebezpiecznym terenie pozwoli mi na zatracenie samego siebie... Klątwa ta, atakuje mnie gdy pozwalam wspomnieniom powrócić, gdy pozwalam emocjom które powinny umrzeć - odrodzić się w ogniu cierpienia... A źródłem tej klątwy, jest... - Mimo że Misser oratorem pierwszej klasy nie był, czuł jak całe towarzystwo pochyla się ku niemu, w oczekiwaniu na rozwiązanie opowieści. Ostrożnie sięgając więc do umysłów ludzi pustyni namierzył pozycję władczej kobiety, po czym podniósł głowę tak, by sprawiać wrażenie iż spogląda właśnie na nią - Kobieta. - Jedno proste słowo. Jedna, tak znana niemal każdemu mężczyźnie myśl. Mimo barier jakie przed sobą stawiał, mimo bólu jaki przetrwał, to słowo ponownie wyzwoliło w empacie potężną falę samotności, smutku i porzucenia. Nie mogąc jednak jej się poddać, stłumił ją i kontynuował opowieść, zmieniając ton z tajemniczego na poważny i smutny. - Po jej śmierci, nie byłem w stanie o niczym myśleć. Siedziałem w tawernie dzień i noc, czas mierząc w bluzgach karczmarza. Gdy pewnego dnia usłyszałem opowieść o ludziach, uciekających na pustynię przed kłopotami, pomyślałem w chwili pijackiej trzeźwości iż jest to dla mnie ratunek. Nie myśląc za wiele, zabrałem co miałem i z marszu udałem się na pustynię, zaopatrzywszy się jedynie w trochę wody i jedzenia, rozumując że gdy zaczną się kłopoty z przeżyciem, przyjdzie na mnie opamiętanie. Niestety - tutaj Misser pokręcił lekko głową - wróciłem do zmysłów nieco zbyt późno. Gdy się opamiętałem, znajdowałem się wśród bezkresnych piasków i kamieni, nie wiedząc gdzie iść dalej - podążać zaś za własnymi śladami nie mogłem, gdyż brakło by mi zapasów by powrócić w nieco bardziej przyjazne życiu strony. Szczęśliwie, po kilku godzinach wałęsania się w poszukiwaniu czegoś co pozwoli mi choćby zorientować się w terenie, zobaczyłem ślady karawany, które były moją jedyną nadzieją na ratunek przed dość nieprzyjemną śmiercią. Dalszą część historii już znacie. - Dokończył empata, lekko schylając się do ziemi, niczym podsądny w oczekiwaniu na wyrok. Była to dlań najrozsądniejsza opcja, gdyż od reakcji karawaniarzy zależało to co będzie musiał dalej uczynić.
Awatar użytkownika
Sonneillon
Posty: 71
Rejestracja: 13 lis 2011, 21:38
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16225&highlight=#16225

28 lis 2015, 00:34

N

azwa „Khan’Sal” mówiła jej niewiele. Jeszcze mniej mówił jej kierunek i sens obecnej podróży – z tego, co się orientowała Las Cieni był zupełnie w innym kierunku. Nie miała pojęcia o planach Batszy, a tym samym o jej najbliższej egzystencji. Wino piła w ciszy, od czasu do czasu przerywanej ciężkim odgłosem przełykania.

-

Hmmm? – niezbyt wiedziała o co mu chodziło, ale nie rozwinął swojej wypowiedzi. Pozostało jej dalej spoczywać na beczce w milczeniu, ciesząc się ogarniającym pustynię chłodem. Sytuacja z nowoprzybyłym wędrowcem zdawała się uspokajać. Chyba nie chcieli już go zadźgać, a szczątków porzucić na pustyni. Wreszcie, swoim wewnętrznym zmysłem dostrzegła, że razem z Batszą zbliżają się w jej stronę. Dodatkowo dołączył do nich jakiś nieznany wcześniej Sonneillon człowiek. Miała dosyć poznawania nowych ludzi.

-

Pion jest mi o wiele bardziej przyjemny niż poziom –odpowiedziała na zaczepliwą uwagę. Nie wiedziała, kim jest człowiek, który do niej mówił. Jakoś niezbyt się jej spodobał. Chyba nikt jej się tutaj nie podobał. Chciała, żeby to wszystko się skończyło. W dodatku jeszcze ten nieznajomy, który szedł tropem ich karawany. Sonn przezornie dezaktywowała swoje umiejętności, a jej świat pogrążył się w czerni. Wydawała się być zwykłą niewidomą. Poprawiła się na beczce i upiła kolejny łyk wina.
Opowieść okazała się chaotyczna, ale znajoma aż do bólu. No, może oprócz szukania rozsądku na pustyni (po co go tutaj szukać, przecież niczego tu nie ma). Prędzej można zgubić resztki rozumu na tej rozgrzanej patelni, niż go znaleźć.

-

Pięknie – mruknęła do siebie po zakończeniu. To, że przeżył na pustyni tak długi czas wydawało się być niesamowite. Bez przygotowania, bez zapasów. Marzenie. Nie odzywała się dalej, nie czuła obowiązku decydowania o losie przybysza. Ona sama była tutaj wbrew swojej woli i jak najszybciej chciała dać nogę, ale dopóki nie trafią na jakiejś przyjemniejsze do życia tereny ucieczka pozostanie tylko w sferze marzeń. Pewnie przez bardzo długi czas.

P

oprawiła się kolejny raz na swoim zaimprowizowanym siedzisku. Było jej niewygodnie. Zirytowanie zaczęło osiągać poziom nieprzyjemny dla innych istot w jej otoczeniu. Skrzywiła się. Dokuczały jej bolące stawy.

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.