Płaskowyż

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

Płaskowyż

22 lut 2011, 17:37

Na pustyni był pewien płaskowyż, ot, taki zwykły kawał ziemi, równy jak stół, wokół którego często zbierały się różne paskudztwa( Wielkie pająki, węże wielkie jak konary drzewa, cyklopy itd…)
I tu zwykł trenować swoje umiejętności Linandar, Piaskowy demon z Coldgate, który przybył do Wolenvain tropem niejakiego Brago Acceptaina, który jest odpowiedzialny między innymi za zabójstwo 23 osób w nieistniejącej już karczmie "pod pijaną kurtyzaną"
Linandar postanowił tu trenować swoje obecne, jak i nowe umiejętności, a jedną z nich, będzie nauka kontroli nad piaskiem, którą obecnie opanował w stopniu pozwalającym na przyzwanie jedynie magicznego oka szpiegującego

najprawdopodobniej w swojej karcie postaci będę zamieszczał zmiany dotyczące tej umiejętności, lecz nie będzie tak hop-siup, że w 1 dzień nauczy się tej umiejętności, czy innych na maksa, tylko stopniowo
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Erranein
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

14 kwie 2011, 13:55

WRÓCIŁEM!

Krasnolud dopiero teraz wstał. zemdlał, ale nie wielu to zauważyło. Byli zajęci walką przeciwko… no, czemuś dużemu. Bliżej niezidentyfikowanemu.
Rozejrzał się do okoła. zauważył postać w masce, jakąś dziewczynę, chłopca, gałgara z gitarą. Zwykłą nie-magiczną gitarą. Jednak teraz to, co z nią wyprawiał przekraczało wszelkie pojęcie.
Czy zwykła muzyka może nadawać się do walki? Jeśli chce rozbawić tą "kupę" mięcha, to może mu się udać. Ale nawet kiedy ktoś fałszuje, nie powinno się aż tak krzywić.
Gałgar mnie oszukał, stwierdził Krasnolud.
Awatar użytkownika
Hadaret
Posty: 201
Rejestracja: 18 lut 2012, 13:33
GG: 10350797
Karta Postaci: viewtopic.php?p=24149#24149

14 kwie 2011, 18:14

Niezwykle ciekawy kwas, dał radę jego ręce, metalowi i piaskowi. Had nie spodziewał się poczuć bólu, w końcu to nie on miał władzę nad swoim ciałem. Lecz jednak poczuł, i do bardzo dotkliwie.
*Włóż łapy w śnieg, musisz osłabić stężenie tego kwasu żeby nie wyrządził nam poważniejszych szkód!*
Wilk posłusznie zanurzył łapy w śniegu który zasyczał w zetknięciu z jego ręką, niestety na kurację nie było dużo czasu. Demon zawył jak dziki i zaatakował go głową. Wilk odskoczył na bok w celu uniknięcia kontaktu z oblaną kwasem, uzębioną mordą, a następnie skoczył na tył głowy bestii, która przed chwilą przywaliła w ziemie.
Po raz kolejny aktywował niematerialną rękę, tym razem całą energie skierował przed siebie, tak by energia uszkodziła twarz potwora, a nie tył głowy gdzie siedział Wilk-Had. Powtórzył sztuczkę z eterycznymi kolcami, miał nadzieję że to podziała. Na nic innego nie było z resztą czasu. W każdym razie jego przeciwnik był oślepiony co dało mu chwilę do działania.
Zaczął pędzić w stronę głównej bestii, rozwijając jak największą prędkość, starając się również ominąć smokopodobne potwory które pojawiły się przed chwilą. O ataku na nich nie było mowy, Had dalej czuł wypaloną ranę na ręce. Musiał jakoś sprytnie lawirować między ich nogami, tak aby nie dosięgnęły go swoim ogniem, oraz żeby podszedł do pozycji skoku w stronę paszczy potwora.
W razie skoku Had otoczyłby się barierą ze swojej mocy, oraz z metalu który posiadał w sobie. Był też przygotowany na atak z powietrza, w tym celu trzymał energię gotową do aktywacji w ręce.
Żeby tylko demon okazał się na tyle głupi żeby go połknąć…
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

16 kwie 2011, 12:11

*Dobra, dobra, tylko spokojnie. Jedenaście…*
Napięcie było nieznośne. Oczekiwanie zmieniało sekundy w minuty, a minuty w godziny. Spod zaklejonych powiek, widziała urywki walki prowadzonej przez Hada i nieznanych jej ludzi. Z pewnością wyczuli złowrogą energię maszkary, więc by zapobiec nieszczęściu postanowili zwalczyć zagrożenie. Potwory padały jeden za drugim, nie robiąc tak wielkich szkód… To dziwiło Loki jeszcze przez długi czas, dopóki nie zdała sobie sprawy z tego, ile tak naprawdę doświadczenia może mieć Cień. I to w takiej sytuacji.
W chwili, gdy ostrze przedziurawiło maszkarę w okolicy czaszki, dziewczyna poczuła to. Przepływ magii gwałtowny i krótki, jakby istota zadrgała w konwulsjach.
*Ymm, Loki…?*
*Teraz, teraz! Na co czekasz?! Szybko! Już, już!*
Nie zwlekała dłużej.

Had zakończył żywot stwora dokładnie tak, jak planował. Ryzyko jakie podjął opłaciło się, niosąc jedynie niewielkie otarcie o szorstką skórę stwora na łydce. Cień zrobił dokładnie to co jego poprzednicy; opuścił materialne ciało, zostawiając jedynie zwłok niegdyś pięknego wierzchowca.
Wilk zaczął biec. Na zatracenie, czy też miał jakiś plan?
Smoki stanęły w gotowości, szczerząc ostre jak brzytwy kły. Dwa wzleciały w powietrze, by stamtąd pluć ognistą mazią, niezwykle niebezpieczną dla istot nieodpornych na ogień. Mężczyzna jednak nic obie z tego nie robił, mając za cel jedno; zniszczyć jednostkę główną. Akcja potoczyłaby się nie wiadomo w jakim kierunku, gdyby stwory nie poczęły wyć. Padły na ziemię, drapiąc pazurami bezsilnie lód i piasek, bijąc na wszystkie strony ogonami raniąc tym samym siebie i towarzyszy. Kilka splunęło gęstym jadem na Cień, który skulił się mimo wszystko, czując nową falę bólu.

Wojownicy światła, dzieci mroku
Zasilcie siebie w tym bitewnym amoku.
Roznieście, zbezcześćcie drożyny
Wojowników, magów, światła lawiny.
Waszym wrogiem, kłamcą zostaje ten, przez którego dusze się tracą.
Niech ciemności sama będzie, niech żadnego z reszty światów nie zdobędzie.
Niech każda stracona dusza, powędruje do swego Winicjusza.


Smok odepchnięty przez Gałgara przetoczył się na ziemi z dzikim sykiem, po czym stanął na nogach, łypiąc groźnym spojrzeniem na przeciwnika. Nagle odchylił łeb, by opryskać go stężonym ogniem, gdy wrzasnął potwornie i zwalił się na ziemię. Złączone z serenadą Gałgara, poskutkowało to rozdęciem jego ciała oraz nieprzyjemnym widokiem który przedstawiał rozerwane na wierzchu bebechy.

Anima Victis! Anima Salvare! Anima Arquenti!
Przepadnij Cieniu, z łaski Pana,
Która sama została mi przez niego dana
Światło odstąpiło ciemności, winnej przepaść w jasności.
Dusze czyste, dusze znieważone,
Wyzwólcie się same, przez wieki zniewolone.

Z czarnego wiru, wyłoniła się uzębiona paszcza parskająca czerwonym płynem, jakby z poranionej gardzieli. Wyglądała na taką, która z trudem utrzymywała się na giętkiej szyi, gotowa tylko na jednorazowy atak. Had przedzierał się przez kłębowisko zajętych sobą gadów, ale gorzej było z szarżującym rycerzem.
On również odczuł dziwną energię, która niemal zwaliła go z rzeżącego krwią wierzchowca, ale zachował jeszcze jasność umysłu. Z potwornym wysiłkiem pchnął lancą, raniąc mężczyznę poważnie w plecy. Głęboka rana ciągnąca się od prawej łopatki do lewego boku z pewnością zostawi dużą bliznę.
Jednak po krótkiej chwili jeździec spadł ciężko w piach, tracąc przytomność, o ile nie życie.
Nowo stworzona przez Cienia czarna głowa, wykorzystała moment i spadła na mężczyznę połykając do w całości. Had widział jedynie ciemność, z której poczęły wyłaniać się… Kolce. Jeżeli czegoś nie zrobi, to z pewnością zostanie krwawą sieczką.

Słowami mymi, Słowami Cienia
Słowami istot, Słowami nieistnienia
Zwracam wam wolność, od złego całą. By śmierć was nigdy, nie zagarnęła drogą… Tą samą.
– skończyła, podnosząc głowę do góry.
Wierzyła, że sojusznicy wykorzystają nadarzającą się szansę, gdyż inna mogła się nie nadarzyć.
Kotołaczka podniosła drżącą dłoń do twarzy, odklejając z siebie gęstą maź, teraz niezwykle ciężką i nieprzyjemnie ziemną w dotyku. Musiała przybrać natychmiast formę niematerialną. Odetchnęła ciężko, by skupić się nieczuła na lód pokruszony wokół, ani na nic innego.
Stanowiła teraz łatwy cel, dla (miała nadzieję) zdychającego mroku.
Awatar użytkownika
Viridar
Posty: 886
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

16 kwie 2011, 13:06

*Dokładnie tak jak oczekiwałem.
Słabnie.
Osłabł już dość.
Teraz moja kolej.*

Viridar spokojnie czekał na rozwój sytuacji. Mógł być teraz wszędzie lub nigdzie. Czekał na jakiś słaby punkt w który mógłby uderzyć. Ten w końcu się pojawił.

Oto jak jego plan wyglądał:
Głowa która wyłoniła sie z Cienia i pożarła Hada była świetnym celem do ataku.
Eteryczny bez trudu przesunął się nad szyję ten istoty, w końcu był niewidoczny dla niej. Kiedy zajął pozycję zaczął się ponownie materializować, jednak nie było dość czasu na cały proces. Nie czekając na pełną materializację swojej eterycznej postaci, Podróżnik nicości miał zamiar wymierzyć cios ostrzem z energii magicznej prosto w punkt gdzie szyja łączyła się z resztą cienia.
– Czy naprawdę tak łatwo było o mnie zapomnieć, uznać że uciekłem? – Te słowa miały towarzyszyć momentowi kiedy Viridar będzie zatapiać swoje ostrze w istocie.

Jednak jeśli coś się nie powiedzie, coś mu przeszkodzi w uderzeniu mieczem zawsze jest plan B.
Planem B był szybki lot w tył po użyciu Fali psionicznej w ten sam punkt co miał trafić miecz. Fala ta miała wa zadania – Rozerwanie swojego celu a energia kinetyczna jej odrzutu miała pomóc Viridarowi osiągnąć większą prędkość przy wycofywaniu się.

Oba plany kończyły się jednak tak samo: Po ataku/ucieczce planem było uzyskanie "bezpiecznej" wysokości i ostrzał Pocisków Psionicznych w Cienia, jednocześnie oczywiście będąc gotowym na manewry unikowe w przypadku ataku któregoś ze smoków lub czego tam jeszcze miał Cień w zanadrzu.
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

16 kwie 2011, 18:52

Kiedy było już po smoku Gałgar zajął się resztą, z gitary i pyska smoka poleciały kolejne fale energii która trafiły czarne smoki jednocześnie, a na dokładkę Gałgar przemienił się w wiązkę energii i przeleciał wszystkie smoki (jak to brzmi xd) przeszywając je (coś jak chain lightning, łańcuch błyskawic). Zdeformowane smoki powinny paść po tym ataku. Gałgar zwrócił się do wielkiego potwora od którego to wszystko się zaczęło, grając na gitarze i śpiewając celował prosto w głowę potwora, miało go to ogłuszyć i zadać obrażenia.

(Przepraszam że tak krótko ale weny dzisiaj coś nie mam :/ )
Awatar użytkownika
Alan
Posty: 16
Rejestracja: 02 kwie 2011, 22:24

16 kwie 2011, 19:02

Tak, to już była końcówka. Jego nieznajomy tymczasowy towarzysz widocznie nie miał jak wykonać jakiejkolwiek techniki, rzucić jakiegokolwiek zaklęcia, więc to jemu jemu przypadło zadanie wykończenia jakichś dwóch stworów. No nic, zrobi to tak jak z innymi… zaraz. W tym momencie dwa stwory zostały zdezorientowane przez magię Gałgara. To jest ten moment. Machnął energicznie poziomo rękoma, że wytworzyły się dwa potężne świetlne pociski, które w locie wygięły się w łuki. Oba uderzyły we dwa stwory, które powinny po tym paść na miejscu. Został tylko Cień, a nieznana mu dziewczyna prawdopodobnie odciągała jego uwagę. Jeżeli szybko niczego nie zrobią, to pewnie zginie. Skoro zebrało się tu tyle osób, więc dla nikogo zapewne nie była to sprawa błaha. Ustawił się tak, by na linii Alan – Cień nie było nikogo ani niczego innego. Zaklęcie ma trafić z pełną siłą, nic nie może go osłabić. Kiedy już się ustawił przed Alanem zaczęła się kumulować energia świetlna w postaci kuli. Po kilku sekundach z kuli wystrzelił jasny promień, który uderzył wprost w łeb Cienia. Promień ten utrzymywał się na tyle długo, aż Cieć nie zniknie bądź nie zginie.
Awatar użytkownika
Hadaret
Posty: 201
Rejestracja: 18 lut 2012, 13:33
GG: 10350797
Karta Postaci: viewtopic.php?p=24149#24149

16 kwie 2011, 21:30

Był zbyt zajęty atakiem żeby przejąć się czymś co rozcięło mu plecy, z resztą, poczuł to tylko jako nic nieznaczące drapnięcie-adrenalina którą wytwarzał jego organizm skutecznie tłumiła ból.
Będąc już przed twarzą bestii, wyciągnął z kieszeni ostatnią kostkę pionowego ładunku wybuchowego zaopatrzonego w zdalnie sterowany zapalnik, oraz pilot do owej bomby.
W środku musiał znaleźć się jak w demonie, żeby zadać mu spore obrażenia. Pionowe ładunki miały to do siebie, że działały… pionowo. A dokładnie w stronę przeciwległą do kierunku przyciągania planety. Dlatego przy wybuchy najbezpieczniej było znaleźć się przepisowy metr pod ładunkiem-a i nie zawszę to wystarczało.
Had odczekał do ostatniej chwili w której spodziewał się ataku, potem rzucił ładunek w górę i zainicjował wybuch. Miał zrobić coś jeszcze, o czym niemalże zapomniał.
Eteryczną dłonią dotknął czarnej powierzchni, pozwalając żeby jego dusza na moment zetknęła się z milionem dusz demona. Nie mógł zbyt długo utrzymywać tego połączenia, nie wiedział jakie będą tego skutki, a wolał dmuchać na zimne.
Wysłał tylko jeden sygnał, który brzmiał "Ethen",
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

17 kwie 2011, 13:07

Już miał kontratakować, zgniatając zwierze, ale zauważył, że jego towarzysz starał się zając nimi sam. Nie wiedział juz co mógł zrobić, więc użył swojego amuletu i teleportował się do zamku.

z/t

(uciekam tylko dlatego, żeby nie blokować, ponieważ na forum na razie nie będę nic pisać, musze trochę odpocząć od klimatu fantasy ;))
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

17 kwie 2011, 14:14

Happy End..? Music, please!

Ryk był tak przeraźliwy, że zebranym niemal nie pękły błony bębenkowe. Zmasowany atak, był niezwykle gwałtowny i skuteczny. Chwilowa dezorientacja demona spowodowana zaklęciem Loki, dała im zaledwie kilka minut na działanie, z czego wywiązali się perfekcyjnie.
Potężne smoki wiły się teraz niczym piszczące szczeniaki, rozrywane przez magię Gałgara.
Pysk maszkary odpadł po idealnym cięciu Viridara, spadając z głuchym plaskiem na ziemię.
Alan dołożył do tego energię światła, bodąc czarne cielsko bardzo dotkliwie.
A Had finiszując, wypuścił główną atrakcję tego dnia z ręki, tym samym przesądzając los kiedyś niezniszczalnej istoty.
Zrodzony z bólu i nienawiści. Stworzony przez ogień i strach… Pierwszy jeździec ciemności.
Czarny dym zawirował, po czym znieruchomiał. Niespodziewanie wypuścił z siebie ostatnie tchnienie, w postaci czarnych igieł. Te wzleciały na wszystkie strony, przebijając martwe cienie, lód i swoich wrogów. Na szczęście tylko w części, gdyż nie był to dokładnie wymierzony strzał. Tylko ostatni akt woli.
Viridar oberwał gdzieś w okolicy barku. Przelatujący kolec zrobił w jego szatach dziurę o średnicy dwóch centymetrów, przez co jego energia zaczęła intensywnie wyciekać. Za to smok uniknął poszatkowania dzięki grubym łuskom, po których czarne ostrza ześliznęły się ładnie, robiąc jedynie widoczną rysę. Również stojący dalej Alan został oszczędzony, gdyż był po prostu w bezpiecznej odległości. Erraneina spotkał identyczny los; w prawdzie tylko on nie ucierpiał z grupy.
W najgorszej sytuacji był Wilk; poświęcenie, oczywiście chwalebne, przyniosło własne żniwo. Trafiły go małe, nie do końca uformowane igiełki, dzióbiąc go dotkliwie w tors i kawałek lewej ręki. Był pokiereszowany dość konkretnie, ale żył.
Wszystko zaczynało się kruszyć i łamać.
Cień teraz nabrał na gęstości, przypominając z dawana zastygłą lawę.
Materialne ciało skryte w twierdzy, gdzieś na skraju mroku. Uwięziona dusza wojownika… – wyszeptała, nie odrywając oczu od zdychającej potęgi.
Nagle, od wysokiego słupa ciemności poczęły odrywać się wielkie kawałki osmolonej skorupy. Spadały na ziemię wsiąkając natychmiastowo w piach. Trwało to długo, zanim ostatni fragment Cienia nie skończył rozbity o miękką powierzchnię pustyni.
Cisza…
Cisza przerwana na początku delikatnym, a później wyjątkowo ostrym, niemal psychodelicznym śmiechem.
Loki wyła na całe gardło, nie mogąc się już dłużej opanować.
Nareszcie… To czego tak wypatrywała, nad czym tak pracowała…
Triumfowała.
Asao, nawet nie wiesz, ile ci zawdzięczam. – krzyknęła, z trudem łapiąc oddech. Zachichotała jeszcze, wstając z klęczek dość chwiejnie, nie odrywając jednocześnie oczu od oddalonych ludzi – Tobie Had też… – skłoniła się z nierozłącznym uśmiechem.
Wyglądała na bardzo szczęśliwą.
Oddaliście mi wielką przysługę. Wszyscy. – stwierdziła, skupiając wzrok na kupie dymiącego popiołu, będącym pozostałościami po ich przeciwniku.
Wszystko zamarło, wracając do normalnego porządku. Walka wydawała się definitywnie zakończona.
Słońce w końcu wyjrzało zza ciemnych chmur, odsłaniając krwawe pobojowisko po walce z Antykreatorem. Ciała ludzi i wielu koni porozwlekane na wszystkie strony, zaczęły wydzielać niemiły zapach zepsutego mięsa. Teraz mogli ocenić, że były martwe już od kilku dni, ale dopiero teraz nieruchome.
Loki…
Ostatnie tchnienie cienia było ledwo słyszalne.
Powinieneś był przepaść w nicości…
Och, dramatyzujesz… – stwierdziła, przewracając oczami. Ona, albo… On. Trudno było wyczuć różnicę, kiedy mówiła jedna cząstka duszy, a druga. Ale nie było wątpliwości, że słyszała każde słowo. Westchnęła teatralnie, po czym zaczęła iść w ich kierunku. Zmęczenie całkowicie minęło, gdy cienista magia opuściła ich świat definitywnie pozwalając jej wreszcie na oddech.
Jednakże mi miło, że Heimdallem zechciał przeczekać swoją kolejkę w zejściu do Świata Żywych.
Twoje szczęście, Loki.
Zaśmiał się obłąkańczo, na co Cień poczuł mimowolne zniesmaczenie.
Zapłacisz za swoje zuchwalstwa.
Płacić? O nie, nie, nie. Za długo czekałem, za długo… Teraz wy jesteście martwi.
Powinieneś był wiedzieć, jakie są twoje obowiązki, Loki
Nie dbam o to, już nie. Dawno wybrałem. Zresztą ona też. Ja dla zemsty, a ona z wierności. Więc chcąc nie chcąc… Jestem po Jego stronie.
Nawet nie wiesz, co sprowadzasz…
Czyżby..? – zachichotała, kładąc ręce na biodra. Stała tuż przed wijącą się masą, z ukojeniem patrząc na każdą konwulsję.
Wszystko się skończyło. Jej misja została spełniona.
Prawie.
Kucnęła i szybkim ruchem wbiła rękę w gęstą smołę, wyraźnie czegoś szukając. Rozrywała ostrymi pazurami kolejne warstwy, rzucając ciemnymi strzępkami naokoło. Mijały kolejne minuty, ale grzebała dalej. Determinacja godna podziwu, zwłaszcza, że wkładanie rąk w bebechy martwego wroga nie było niczym przyjemnym.
Oczy jej zabłysły, gdy wyczuła pod palcami coś twardego. I lodowatego. Chwyciła mocno i z całych sił pociągnęła do góry. Z mazi wyszło coś, co przypominało humanoidalną sylwetkę, jeszcze ukrytą pod zwałami czarnych plam.
Loki delikatnie wzięła TO na ręce z nabożnym uśmiechem i powoli wstała.
Wyjrzyj na światło dzienne, Panie… – szepnęła, ostrożnie wycierając z małej twarzyczki czarny klajster. Chyba ją usłyszało, gdyż poruszyło się, z wolna podnosząc ciężkie powieki.
Loki. – powiedziało, z ciekawością utkwiwszy niebieskie oczy w żółtych kotołaczki. Ta wyszczerzyła zęby, stawiając chłopczyka na ziemi.
Dusza Asao już kiedyś słyszała ten sam głosik… Pochodzący od sześcioletniego dziecka, ten głuchy, nieczuły ton.
Klękła na ziemi, oddając pokłon tej niepozornej istotce.
Dziecko wykonało nieznaczny gest dłonią, co spowodowało cichy jęk oblepiającej go struktury. Ostatnia bariera została z niego zdjęta już samodzielnie. Oczom zebranym ukazała się niewielka osóbka owinięta czarnym, eleganckim płaszczem z wyprofilowanym kołnierzem. Łańcuszek i biała koszula dopełniały reszty, czyniąc go podobnym do tych z potomstwa arystokracji. Z jakiego kraju? No cóż, styl wskazywał, że nie z tego.
Panie… – zaczęła z szacunkiem, nie śniąc nawet podnieść głowy – Wybacz, że przyjmuję cię w takich warunkach, ale…
Zrobiliście to, co do was należało. Nic więcej nie oczekuję. – uciął, kładąc swoją dłoń na jej czerwonych włosach – A teraz, zgodnie z umową…
Loki tylko mocniej zacisnęła szczęki. Przez palce dziecka przebiegła dziwna energia w postaci ogniście szkarłatnych wstążeczek, które wniknęły w dziewczynę. Zadrżała nagle, po czym wydała stłumiony jęk. Z ust poczęła wypływać czarna, już dobrze znana maź, która jednak nie zniknęła w drobinkach piasku. Zaczęła się formować.

[Had, zgodnie z tym co mówiłam wcześniej; masz tą duszę]
Awatar użytkownika
Viridar
Posty: 886
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

17 kwie 2011, 16:12

Wszystko zgodnie z planem a nawet lepiej. W pierwszym momencie Viridar nawet nie zauważył ubytku w szatach, poza tym był on tak mały że nie mógł być specjalnie groźny.

Eteryczny po chwili jednak zablokował ubytek tworząc drobną barierę psioniczną w tym miejscu pod którą szata jakby odrastała.
W tym czasie Podróżnik nicości zbliżył się do jednego z mniejszych fragmentów Cienia, zamknął go w Stazie Psionicznej, dość małej żeby zmieścić ją w ręku i ukrył gdzieś w swoich szatach.
*To będzie bezcenny materiał do badań.* – Myślał.

Coś jednak zaczęło się dziać. Pojawił się ktoś nowy, ktoś kogo Loki nazwała swoim panem, przed kim czuła wyraźny respekt, lub strach. Lub jedno i drugie.
Postać ta mimo stroju nie wyglądała imponująco, mała, niepozorna, dla przypadkowego obserwatora nic ciekawego.
Viridar wiedział jednak że to nie jest byle kto, a wręcz przeciwnie. Nie było jednak czasu tego roztrząsać gdyż istota ta zaczęła coś robić z kotołaczką, było to ciekawe, a Eteryczny jak zwykle stał kawałek dalej i się przyglądał, nie reagując w żaden sposób.

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.