Płaskowyż

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 760
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

Płaskowyż

22 lut 2011, 17:37

Na pustyni był pewien płaskowyż, ot, taki zwykły kawał ziemi, równy jak stół, wokół którego często zbierały się różne paskudztwa( Wielkie pająki, węże wielkie jak konary drzewa, cyklopy itd…)
I tu zwykł trenować swoje umiejętności Linandar, Piaskowy demon z Coldgate, który przybył do Wolenvain tropem niejakiego Brago Acceptaina, który jest odpowiedzialny między innymi za zabójstwo 23 osób w nieistniejącej już karczmie "pod pijaną kurtyzaną"
Linandar postanowił tu trenować swoje obecne, jak i nowe umiejętności, a jedną z nich, będzie nauka kontroli nad piaskiem, którą obecnie opanował w stopniu pozwalającym na przyzwanie jedynie magicznego oka szpiegującego

najprawdopodobniej w swojej karcie postaci będę zamieszczał zmiany dotyczące tej umiejętności, lecz nie będzie tak hop-siup, że w 1 dzień nauczy się tej umiejętności, czy innych na maksa, tylko stopniowo
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Hadaret
Posty: 201
Rejestracja: 18 lut 2012, 13:33
GG: 10350797
Karta Postaci: viewtopic.php?p=24149#24149

17 kwie 2011, 23:05

Had klęczał wśród gigantycznej kałuży, czy może nawet jeziora, czarnej mazi.
Tak zdecydowanie było ilościowo bliżej do rozmiarów jeziora. Przynajmniej na początku, bo owe coś zaczęło się kurczyć.
Tak jak już napisałem, Had klęczał wśród tej materialnej ciemności, ale jako że z klęczenia nic dobrego zazwyczaj nie ma, wstał i postarał się zrobić kilka kroków naprzód. Brnął spokojnie przez czarną papę, wśród piasków pustyni pokrytych śniegiem, oraz pod na wpół zachmurzonym, przejaśniającym się niebem.
Gdyby był tu jakiś malarz i uwiecznił owy krajobraz, niechybnie uznano by go za wariata.
Had przeszedł by pewnie jeszcze dość spory kawałek drogi, lecz niespodziewanie jego nogi zaczęły robić się ciężkie, lub ziemia zwiększyła swoje przyciągnie. W każdym razie skutek był jeden-bliskie spotkanie z podłożem.
Mimo że takie upadki nie bywają najszczęśliwsze, Hadareth poczuł ulgę, gdy jego rozpalone, poranione gdzie się tylko dało ciało, spotkało się z zimnym śniegiem. Zdobył się tylko na to, by odwrócić się plecami do podłoża. Ściągnął kurtkę i podłożył sobie ją pod głowę. I tak już do niczego się nie nadawała.
Usłyszał z oddali podziękowanie Loki, bez słowa zasalutował do niej na leżącą.
*Cholera, ale mam ciężkie ręce*
Szkoda że nie wziął ze sobą żadnych bandaży, lub czegokolwiek co powstrzymało by krwawienie. Ale teraz mu było właściwie wszystko jedno, leżał sobie wygodnie wśród otoczenia jak ze snu wariata, mimo to odczuwał wielki spokój i ulgę. Powiedział tylko sam do siebie, czy może do kogoś w nim.
*Mam to, czego chciałeś*
Mentalne kontakty były, dokładnie tak jak mówił Asao, bardzo energochłonne. Tak więc Had odpłynął świadomością gdzieś daleko, o wiele dalej niż sięgał wzrok.
Awatar użytkownika
Loki
Posty: 659
Rejestracja: 02 mar 2011, 17:05
GG: 9442894
Karta Postaci: viewtopic.php?t=209

19 kwie 2011, 17:51

– Och, miło cię w końcu zobaczyć, Loki. – wyszeptał chłopczyk, odsuwając się od chwilowo bezwładnego ciała kotołaczki.
Mnie również. – powiedziała czarna masa, kłapiąc zdeformowaną szczęką. Powoli przybierała należyte kształty, wstając z ziemi i materializując się na oczach zebranych. Nordycki bóg śmierci, przejechał po swoich ogniście rudych włosach, zaczesując je do tyłu. Nieokiełznany wzrok błądził bezwiednie po okolicy, nie przyzwyczajony do promieni słonecznych. Nie z tego miejsca.
Chłopak wyglądał na dziewiętnastolatka. Ubrany w kolorowy strój i jeszcze dziwniejsze buty, mrugające na dodatek złowrogo własną parą oczu.
Podszedł on do kotołaczki, uśmiechając się szeroko. Niemal w identyczny sposób co dziewczyna.
No koteczku, twoja rola na razie skończona. – rzekł beztrosko, przykrywając ją swoim czerwonym, zdobionym płaszczem.
Chociaż to… – mruknął pod nosem, ciągnąc ją w górę za ramię – Jest o tyle dobry, że zmienia kształt razem z tobą. O patrz, ma nawet schowany kaptur, jakbyś potrzebowała. – tłumaczył półżywej dziewczynie, widocznie nie przejęty jej stanem.
W każdym razie jemu to nie przeszkadzało.
Zostaw ją już. Mamy wiele do zrobienia. – zniecierpliwił się chłopiec, przykładając palec do ust – A właśnie, coś mi przypomniałeś… Moc Cienia zawdzięczała tobie?
No tak. – wzruszył ramionami, a przynajmniej tym, na którym nie wisiała mu nieprzytomna kobieta.
Czyli jest bezsilna… – powiedział do siebie, grzebiąc w kieszeni czarnego ubranka – To niedobrze, więc jakoś temu zaradzimy.
Gwałtownym ruchem, wepchnął rękę w jej bebechy, ale… Nie wyczynił jej najmniejszej krzywdy. Nawet kropla krwi nie została uroniona, gdy z powrotem wyciągał dłoń.
Trzymałem jej cień, na właśnie taki wypadek. – wyjaśnił Lokiemu, którego samo spojrzenie mogło w tej chwili zabić. W końcu przebywając z jedną istotą na okrągło przez ponad dwadzieścia lat… Nie mógł być obojętny na to co się z nią działo.
W końcu wrócił do siebie, kładąc kotołaczkę delikatnie na boku.
Okej… – westchnął, już tęskniąc za swoim jakże mu bliskim wcieleniem – Może jeszcze się spotkamy…
To mogę ci nawet obiecać. – uciął chłopiec, pstrykając palcami.
Minęła jedna sekunda i już ich nie było. Ani dziecka, ani rudego młodzieńca.

C.D.N [to było jedynie preludium, które być może rozwinę w przyszłości]

Loki otworzyła oczy, budząc się nagle i z trudem utrzymując kołaczące się serce w klatce piersiowej. Pamiętała wszystko, lecz jak przez mgłę.
*– Może jeszcze się spotkamy…*. Te słowa napełniły ją błogim spokojem, mającym pokrycie w delikatnym uśmiechu.
No tak, muszę oddać ci płaszcz. – stwierdziła, podciągając się na rękach. Klęczała wśród odłamków lodu, krwi, drobin piasku oraz zmasakrowanego cielska cienia. A na dodatek była brudna. Na samą myśl wyciągnęła pazury, by choćby nimi ściągnąć zaschniętą breję.
Ale nie.
Spojrzała w prawo, a później w lewo.
Dwójka nieprzytomnych w dość kiepskim stanie. Reszta powinna się sama wygrzebać, lecz Had i Shin potrzebowali natychmiastowej pomocy. Tylko tyle zdążyła pomyśleć, już przystępując do działania. Gdzie się podziała jej wrodzona chciwość i złośliwość? Zapewne odpłynęła wraz z bożkiem szaleństwa, czego nie żałowała. Oniemiała na chwilę, zaskoczona własnymi myślami. Coś się zmieniło. Diametralnie.
I jeszcze to… Uczucie, które wprost z niej wypływało, a którego jeszcze nie poznała. Co to było?
Dzięki Eteryczny za pomoc. – rzuciła z pośpiechem, w międzyczasie zataczając rękami jakieś dziwne znaki.
Pierwszy raz używała tego triku. Miała nadzieję, że odwlecze to jeszcze kilka lat, lecz w tym przypadku nie mogła.
No to już…
Czarny dym owinął dziewczynę, sprowadzając równocześnie lekkie zmiany energii w pobliżu. Skupiła się bardziej, aby zaklęcie przebiegło perfekcyjnie.
Dla widzów z zewnątrz; kula ciemności nabierała rozmiarów, tym samym wirując coraz szybciej. Zmieniała swój kształt na bardziej nieregularny, wydając przy tym osobliwe piski i zgrzyty. Następnie w mgnieniu oka rozpadła się, ukazując… Stworzenie.
Sporych rozmiarów maszkara owinięta czterema skrzydłami. Te, pobłyskiwały delikatnie bielą, niekiedy przeciętą czarną wstęgą innego rodzaju piór. Poza nimi, nic na razie nie zdradzało wyglądu nowej istoty. Zasyczała delikatnie, drżąc pod wpływem silniejszego podmuchu wiatru.
Ni z tego, ni z owego, zerwała się do lotu, wzbijając ogromne tumany kurzu potężną siłą nowych skrzydeł.
Była szybka.
Poza kawałkiem czarno-łuskiego boku, niewiele mogli zobaczyć.
Gdy drobiny pyłu opadły, na miejscu Hada i Shina widniały głębokie piaskowe bruzdy, zadane niezwykle ostrym narzędziem.

[zt x 3]
Awatar użytkownika
Viridar
Posty: 886
Rejestracja: 05 lut 2011, 21:54
Lokalizacja postaci: Loszek
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?t=216&highlight=viridar

19 kwie 2011, 19:37

*No proszę, spotkałem Bogów, kiedy wrócę do naszej Świadomości nieźle nią to zachwieje.* – Myślał Viridar. Najciekawsze w tej myśli była ta pewność powrotu, na tym świecie nic nie było pewne.

Cóż, miał co chciał, zrobił co chciał a dziura w szatach się zasklepiła, po co tu zostawać?

*Dawno nie byłem w karczmie.*
– Z tą myślą Eteryczny uniósł się w powietrze i poleciał w stronę miasta, jakby nic się nie stało. Czyli standard.

z/t
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

19 kwie 2011, 20:04

Było po walce, Gałgar wylądował na ziemi przemieniając się w człowieka pozostawiając tylko na sobie smoczy żółty ogon który nerwowo zamiatał piasek na ziemi. Zwrócił w stronę Erra, podszedł do niego.
– Dla twojego własnego dobra, nie ścigaj bo możesz tego gorzko pożałować.
Ogon już był z Erraneinem i zamachnął się trafiając Erra w kostki przez co upadł na ziemię. Gałgar się do niego uśmiechnął i odszedł.

z/t
Erranein
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

20 kwie 2011, 18:59

z/t
gałgar lepiej śpij z jednym okiem otwartym.
Awatar użytkownika
Bezimienny Atari
Posty: 8
Rejestracja: 22 paź 2011, 09:08

22 paź 2011, 23:32

Bezimienny szedł po pustyni już od paru dni. Może tygodni. Sam dobrze nie wiedział. Takiego gorąca już dawno nie czuł, więc musiał się ponownie do niego przyzwyczaić. Na szczęście w nocy idzie się o wiele łatwiej, choć temperatura też nie zachwyca. No ale co z tym poradzić. Takie są uroki pustyń i nikt tego nie zmieni. Atari czuł jednak, że jest coraz bliżej celu. Jednak coś mu nie pasowało. Coś z tym miejscem było nie tak… Coraz bardziej powątpiewał w słowa ojca. Może to miejsce nie będzie takie bezpieczne jak mu się wydawało? Może miejsce, do którego idzie jest pełne niebezpieczeństw? Te właśnie pytania zaprzątały głowę Bezimiennego.

Nastał dzień. Zrobiło się strasznie gorąco. Bezimienny coraz bardziej był zmęczony. Była to kolejna nieprzespana noc. Na szczęście w oddali było widać jakieś miasto. To dodało Zagadce sił i energii. Ostatnimi siłami zaczął biec w stronę miasta.

z/t
Awatar użytkownika
Hadaret
Posty: 201
Rejestracja: 18 lut 2012, 13:33
GG: 10350797
Karta Postaci: viewtopic.php?p=24149#24149

19 lut 2012, 18:56

Gładka powierzchnia pisakowej wydmy, została naruszona przez dziwną anomalię, która wytworzyła na niej mały wir. Z pod najbliższego kamienia wypełzła mała jaszczurka, która czym prędzej czmychnęła jak najdalej, zostawiając za sobą zygzakowaty ślad ogona na piasku.
Zaledwie kilka sekund później, dwa metry nad ziemią rozległ się potężny wybuch, zalewając całą okolicę jasnobłękitnym światłem, i tworząc dziurę na powierzchni wydmy. Wprost w wyrobiony, jakby specjalnie dla niego, krater, spadł brązowowłosy mężczyzna. Po chwili wstał na kolana i rozejrzał się po okolicy.
Dni, lata, miesiące. Dla kogoś, kogo materialna forma rozpłynęła się i rozproszyła po świecie, dla człowieka, którego każda najmniejsza cząsteczka przebyła odległość jaką ciężko sobie wyobrazić,
znaczenie tych słów rozpływało się. Pamiętam moment w którym zniknąłem, to nieopisywalne uczucie, a chwilę potem moje ciało znów się pojawiło. Pamięć… pamięć powróciła dopiero po chwili,
mówiąc mi kim jestem, a raczej kim się stałem. Wszystkie zdarzenia tej sekundy, tak wiele światów i wymiarów, tyle istot, wszystko mieszało się w mojej głowie. Mimo to mogłem policzyć każdy
dzień mojej nieobecności. Tutaj ledwie kilka lat, tam-dziesiątki. Zabawne, jak to względnie płynął czas. Piasek na który spadłem mógłby wydawać się taki sam, ja jednak rozpoznawałem różnicę.
Wcześniej był tu wielki zamek, monumentalny wręcz, dziś to tylko kolejna wydma, fala w żółtozłotym morzu. Aura jednak pozostała ta sama, przesiąknięta czymś mistycznym, niezrozumiałym, czymś
od czego skóra stawała się szorstka.
Spojrzałem na swoje ręce, i zrozumiałem jak niewiele pamiętam. Kiedyś widziałem w ich odbiciu siebie… innego siebie. Być może siebie z przeszłości, z dalekiej przeszłości
którą zabrał mi czas. Nie pamiętam swojego dzieciństwa, rodziców, przyjaciół, wrogów, tego czego mnie nauczono, i tego czego mi zakazano. Wiem że oddałem to w imię czegoś innego, ważniejszego.
Lecz i to mi uleciało. W oddali maluje się skała, wyżłobiona przez maleńkie drobinki piasku, widzę w niej podobieństwo do mojej pamięci.
Nachodzą mnie wątpliwości, czy ja żyję? dłońmi sprawdzam swoje ciało. Pod palcami czuję skórę, twardość mięśni oraz kości, włosy. Czegoś brakuje…
kilku blizn? Nawet to zostało mi odebrane. Czy może nigdy nie miałem tych blizn? Pamięć znów traci ostrość, od nawału faktów każdy pojedynczy ma mniejsze znaczenie, znaczenie,
boję się że uleci i już nie wróci, a za nim inne. Ale po co pamięć? Tym, co zrobiłem "tam" nie należy się chwalić. Tyle śmierci, bólu, trupów. Co jeżeli ktoś się dowie?
Co jeżeli to wszystko powtórzy się tutaj? Co jeżeli tym razem mi się nie uda?
A co jeżeli to już się stało?
Nie, to nie możliwe. Czuję że ten świat nadal jest czysty, bije w nim życie. Nawet ta pustynia pulsuje ciepłem, ciepłem istot codziennie walczących o swój byt. Może moja misja po prostu dobiegła końca?
Zostałem ukarany za swój czyn, odkupiłem swoje winy i teraz troszczę się tylko o siebie? Tyle pytań na które nie znam odpowiedzi.
Tyle lat, a tylko jedna sekunda. Początek mojej wyprawy to śmierć, a koniec– życie. Mimo że nie ruszyłem się nawet o krok. Nie znam swojego ciała, a myśli są mi obce. Dar siły, który był mi potrzebny żeby przeżyć, chciałbym, żeby teraz odszedł. Nie, to tak nie funkcjonuje. Dostałem to co chciałem, zwrot nie wchodzi w grę. Moja energia, Ona nie jest już taka jak dawniej. Słabsza, żałosna wręcz w porównaniu, do tego czym władałem jeszcze niedawno. Moje kości… teraz są żywe. Ich poprzednia forma została przelana w łańcuch. Cholera, dla czego nie zażyczyłem sobie miecza?


Zadrżał, gdy zimne ciało zaczęło nagrzewać się od pustynnego słońca oraz gorącego powietrza. Piasek pod nim był troszkę chłodniejszy, z racji tego że siedział w miejscu, gdzie wybuch odsłonił niższe partie pyłu. Odruchowo sięgnął do torby, szukając czegoś do picia. Był już kiedyś na takiej pustyni, ale wtedy był tu zamek. Cóż, piaskowy zamek mógł się po prostu rozsypać.
Rozprostował zdrętwiałe nogi, wykonał kilka machnięć rękoma. Rozejrzawszy się po okolicy stwierdził, że za cholerę nie wie gdzie jest. Podświadomość wskazywała mu jeden z kierunków, z braku innych wyjść, postanowił zaufać wewnętrznemu głosowi, i już chwilę potem przemierzał pustynie, w nieznanym kierunku.

Z/t

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.