Samotna Wieża

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Volumir
Posty: 36
Rejestracja: 25 lut 2011, 21:07

Samotna Wieża

04 mar 2011, 23:20

Samotna, stojąca na piaskach pustyni wieża. Opuszczona i niezamieszkana przez nikogo. W jej ścianach brakuje gdzieniegdzie cegieł, a wejście do niej to jedna wielka szczelina. Przestrzeń w wierzy jest bardzo duża, a pomieszczenia wyjątkowo wysokie. Na kolejne kondygnacje wieży można się dostać dość lichymi schodami i zobaczyć, jak mieszkali tu dawniejsi bywalcy ów przybytku.
Nieraz znajdują tu schronienie karawany przed piaskowymi burzami, chłodem nocy, czy skwarem dnia.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Volumir zwiedził całą okolicę w poszukiwaniu lokum. Nie czułby się miłym sąsiadem w dzielnicy mieszkalnej, dlatego zawędrował aż na Pustynie Śmierci. Na jej skraju oczom demona ukazała się wieża stojąca nad kanionem. Wojownik podążając w jej kierunku nie wyczuwał żadnej aury żywego stworzenia. *Opuszczona wieża, na skraju pustkowia? Świetnie!*. Volumir wolał nie ryzykować i zanim wszedł do środka sięgną po zawieszoną na plecach tarczę i miecz. Ostrożnie zajrzał do środka. *Pusto.* Sprawdzanie budynku rozpoczął od piwnicy. Pomieszczenie było ciemne i brudne. Dookoła ciągnął się rząd ogromnych skrzyń. Demon otworzył wszystkie za jednym zamachem prostym zaklęciem. *Pusto*. Zaciekawiony tym, co lub kto zamieszkiwał ten obiekt wcześniej, wojownik ruszył na wyższe kondygnacje. *Stojak na zbroje, pusta szafa, biurko, kilka zniszczonych ksiąg– ktokolwiek tu mieszkał, nie wygląda na to, żeby miał do czego wracać.* Po kilkuminutowej krzątaninie dotarł na otwarty dach. Jego rubinowe oczy ujrzały widok zapierający dech nawet w jego demonicznej piersi. Zachód słońca tuż nad pustynią. *Coś wspaniałego*. Zszedł na dół i otoczył obiekt kilkoma prostymi ochronnymi zaklęciami. Zmęczony ,ale i zadowolony, udał się na kolację do karczmy.

z/t

Dodane po 1 minutach:

Volumir ociężałym krokiem dotoczył się do budynku, który sobie przywłaszczył. Wycieńczony rzucił się na przegryziony przez szczury materac, który zostawił poprzedni lokator. *Od jutra rozpocznę poszukiwania. Muszę Go znaleźć.*
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Siwa Wiedźma
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

08 kwie 2012, 03:57

Siwa Wiedźma uśmiechnęła się kokieteryjnie słysząc trajkotanie rogatego. Cóż, takiego towarzystwa potrzebowała. Otwartego, rozmownego, odpowiednio niepoprawnego…Czegóż chcieć więcej?
Siwa wiedźma podniosła brwi ku górze, słysząc, że dziewczyna również ma zamiar podążyć w kierunku tego samego miasta i w tym samym celu. Zirytował Wiedźmę fakt, że dziewka jest zapewne
Wojowniczką i kwestie zarobku widziała zapewne w wolce z owym golemem. Ajlin spochmurniała, traktując przybyłą osobę spojrzeniem pełnym dezaprobaty.
-Moja droga, golem ten jest czymś niecodziennym. Jego zjawisko bytowania bada ponoć alchemik Aleksis Bentrum znany w tamtejszych okolicach, o ile to, co zasłyszałam od karawaniarzy było prawdą. Lecz mniejsza…Te pustynne mendy…-Zaszczebiotała pod nosem, podchodząc pod ścianę i zsuwając się po niej na piasek, w którym sobie już wgniotła wygodne zagłębienie. Siadła więc, w owym zagłębieniu, opierając się plecami o ruiny wieży.
-Hm…łóżko? Może na górze coś jest..-zadumała się wiedźma rozbawiona czymś, kiedy to spojrzała na zniszczone schody, po których wcześniej cudem zszedł Keith nie zabijając się. – Jednak nie wiem czy jest sens ryzykowania by tam wejść. Radzę spocząć na piasku. Jest równie wygodny. Jak również proponuje wyruszyć trochę przed zachodem, kiedy tylko skwar dnia zelżeje. Jednocześnie się cieszę, że znajdujesz się z nami, moja droga. Oręże to pomocna bron na piaszczystych wydmach…– Zakończyła trochę zaniepokojona. Wszak pustynia to była jedna wielka ruletka, która decydowała o życiu lub śmierci. Czy Ajlin dotrze do wyznaczonego celu? Czy nie? To się okaże.
Kot towarzyszący Siwej wiedźmie, podszedł do niej kładąc się jej na kolanach. Ciężki był. Naturalnie patrzył niepewnie to na Keitha, to na Xerę. Wielbłąd stał załadowany gradobiciem pod ścianą. Spał z zamkniętymi oczami. Flegmatyczny, obojętny na rozgrywającą się akcję.
Awatar użytkownika
Keith
Posty: 75
Rejestracja: 04 kwie 2012, 13:37
GG: 22266238
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26471#26471

08 kwie 2012, 08:46

No proszę. Wystarczy jeden kokieteryjny uśmiech od atrakcyjnej kobiety i już Keith zapomniał o nie najlepszym humorze sprzed kwadransa. Usłyszał wypowiedzi kobiet na temat golema. Sam był zupełnym ignorantem w sprawach magicznych. Z resztą ciężko było by znaleźć mu mniej pasujące towarzystwo niż ci magiczni pracownicy więc znajdowali się poza jego zainteresowaniem.
Ale o co chodzi z tym golemem? To tylko tacy magiczni słudzy, nie? Bardziej skomplikowana wersja magicznego młotka. – poszukał wzrokiem jakiegoś siedziska. Podszedł do nadwątlonego krzesła. Sprawdził je krytycznie i zdecydował się nie powierzać swojego siedzenia temu zbitkowi spróchniałych patyków. Zamiast tego usiadł na blacie stołu. Mebel skrzypnął boleśnie, ale utrzymał ciężar Keitha. – To naprawdę takie niezwykłe wieści że znaleziono gdzieś jakiegoś starego golema?
Spojrzal na Xerę i pokręcił głową na pytanie o łóżko.
Na górze jest tylko coś, co kiedyś było łóżkiem. Teraz może służyć tylko za narzędzie tortur i źródło drzazg w tyłku. Ewentualnei opał. Lepiej sobie umościć coś tutaj. – gestem wskazał salę w jakiej się znajdowali.
Przeciągnął się, wypędzając z mięśni resztki własnego snu sprzed chwili. Przyszłość zaczęła się malować w dużo jaśniejszych barwach niż miało to miejsce rankiem.
Towarzystwo zawsze mile widziane. Zwłaszcza w tej nieprzyjaznej krainie. Ze mnie co prawda wojownik nie najlepszy, więc tym chętniej widzę wojowniczkę u mojego boku – uśmiechnął się lekko do Xery. – Rozumiem że wyruszamy jak tylko zacznie się ściemniać? W nocy pustynia jest paskudnie chłodna.
Wzdrygnął się lekko. Upały znosił pogwizdując pod nosem. Ziąb za to strasznie mu dokuczał. Ale wiedział że normalni ludzie podróżując w pełnym słońcu szybko się wykończą. Wędrując z karawaną miał przynajmniej kogoś do podtrzymania ciepła w te zimne chwile… Otrząsnął się z tych myśli i skupił spojrzenie na Ajlin.
– Daleko w ogóle jest to Minolith? Ile czasu może zająć droga?
Obawiał się o to czy nie opadnie z sił zanim nie dotrą na miejsce. Nie mógł liczyć na to że jedna z towarzyszek stanie się dla niego źródłem energii… A nie chciał znów zostać sam na wydmach. Ile czasu mu zostało zanim zacznie się potykać na piasku? Dwa dni? Może trzy…
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

08 kwie 2012, 14:26

Witam pod moim dowodzeniem! Zanim zaczniemy, trochę informacji. Na razie nie przejmujcie się za bardzo moją osobą, rozłożę tylko swoje rzeczy, przygotuję się, et cetera, cetera… Nie chcę od razu robić zmierzchu, warto, żebyście się rozmówili trochę, no i oczywiście, jeżeli chcecie szybko tam dojść, nie radzę zaczynać Bóg wie jak długich tematów. Sesja długa nie będzie, trup gęsto słać też się nie będzie, aczkolwiek trochę Wam tę podróż umilę. Iść będziemy najsampierw tutaj, następnie przez okolicę Dershum, dalej południowy trakt no i w końcu samo miasto docelowe. Żadnych szczególnych, restrykcyjnych zasad nie ustalam. Kiedy będziecie gotowi, poproszę o informację na GG.
Awatar użytkownika
Xera
Posty: 15
Rejestracja: 16 mar 2012, 10:39

09 kwie 2012, 14:53

Patrząc na demona powiedziała –Co prawda nigdy tam nie byłam i nie mam mapy więc nie będę mogła powiedzieć kiedy dotrzemy do celu – pociągnęła łyk wody z bułaka i mówiła dalej – wiedzmo umiesz może sporządzać mikstury lub jakieś amulety? Podczas takiej podróży lepiej być przygotowanym, mogą być tu rozbojónicy albo jakie stwory. – wpatrywała się ślepo w ścianę przez chwilę, a potem zapytała demona – skoro nie jesteś wojownikiem ani alchemikiem to co sprowadza cię w tamte strony? – Gdy to powiedziała zdjęła swą ciężka zbroję i 3 sztylety oraz miecz. Miała jeszcze dwa sztylety schowane na wszelki wypadek. Miała teraz na sobie tylko spodnie i koszulę. Ułożyła z chusty i paru innych szmat poduszkę i położyła na nią swoją głowę. Słuchając odpowiedzi swej nowej kompanii pomyślała – mam nadzieję, że będziemy mieli więcej szczęścia niż karawana w której podróżowałam.
Awatar użytkownika
Siwa Wiedźma
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

09 kwie 2012, 20:38

-No właśnie. Golemy to magiczni słudzy. A ten nie ma pana, a przynajmniej nigdzie takowego w pobliżu nie ma.– Wytłumaczyła tak prosto jak to było możliwe, jednocześnie ekscytując się samą możliwością ujrzenia owego fenomenu, który może nie jest takim fenomenem? I ten alchemik, który tym się zajmuje Aleksis. Cóż, była to niewątpliwe nijaka belka rzucona pod nogi Wiedźmie, która różnie dogadywała się z ludźmi sobie po fachu no ale…Nawet jeśli nie uda jej się zdążyć, nim ta sprawa się zakończy i tak zmierzała w kierunku stolicy alchemii. Uzupełni zapasy minerałów, może uda jej się przyjąć jakieś zamówienie i trochę grosza wpadnie do sakwy? Może….
Czy daleko? Trudno mi powiedzieć. Wszystko zależeć będzie od pogody, tępa…Ale myślę, że dwa, może trzy dni. Zakładając, że Trill będzie sprzyjał naszej podróży. Jeśli chodzi o mapy, mam wszystko przy sobie, a i nie raz szlak, czy raczej piaski do cywilizacji przedzierałam. Więc nie powinniśmy się zgubić. Chyba…–Mówiła, gładząc cętkowate kocie futro. Kot pomrukiwał, a jego futro poddawało się zabiegom pani, delikatnie uginając się pod jej dłonią…przyjemnie…Ajlin zaśmiała się cicho pod nosem sama do siebie. Kiedy nagle usłyszała, jak dziewczyna się do niej zwraca. Siwa podniosła wzrok, próbując utkwić go w młodej dziewczynie.
-Naturalnie, że potrafię. Alchemia to królowa nauk, jakby nie było ale wytwarzanie amuletów, to nie ta brożka, moja droga. Tym zajmują się magowie, ludzie znający magię runiczną. Do tego już trzeba mieć predyspozycje. Magia i te sprawy…– Mówiąc ostatnie słowa wywróciła oczami teatralnie i machnęła ręka z dezaprobatą, sugerując, że tacy magowie to taki zamknięty, zadufany w sobie krąg ludzi…Może im trochę zazdrościła, no ale…Szkoda, ze sama nie dopuszczała do myśli i nie dostrzegała aury którą wręcz "ocieka".
Ajlin odchyliła głowę do tyłu, zamykając oczy. Wzdychneła, opierając ją o szczątki ściany. Nie spała, czuwała, słuchając dwójki i leniwie głaszcząc kocie futro, które rozłożyło jej się na nogach.
Awatar użytkownika
Keith
Posty: 75
Rejestracja: 04 kwie 2012, 13:37
GG: 22266238
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26471#26471

09 kwie 2012, 23:05

Cóż, wojowniczko… Najważniejszą cechą "tamtych stron" jest to że nie są pustkowiem i pustynią. Jestem raczej mieszczuchem. Nie potrafię za długo żyć poza miastem. Cywilizacja dla mnie jest lepsza niż dzicz.
Mówiąc to spoglądał całkiem swobodnie na zdejmującą z siebie kolejne elementy ochronne kobietę. Raczej rzadko widywał osoby w ciężkiej zbroi na pustyni. Pewnie można by się w niej zagotować.Za to pod spodem wilgotne od potu ciałko…
Westchnął lekko i żeby odwrócić swoją własną uwagę zerknął na siedzącą z kotem wiedźmę.
To co? Chcesz zostać jego panią? – zastanowił się nad tą kwestią. W sumie pewnie wiedźmie przydała by się taka magiczna zabawka. Kto wie jak taki służący może być przydatny. Z pewnością nie wiedział tego Keith. Golemy i podobne konstrukty były dla niego strasznie mało ciekawe.
Słysząc szacunek wiedźmy względem długości podróży nieco się strapił. Tak na styk, o ile nie wpadną na jakieś problemy. Miał gorącą nadzieję że nie trafią na żadne trudności. Mimo wszystko ta kraina jest niegościnna i niebezpieczna. Ale wierzył że wszystko będzie w porządku. Wszak stworzyli tymczasową, ale zrównoważoną drużynę. Wojowniczka, wiedźma i… ten przystojny o czarującym uśmiechu. Wszystko co trzeba było na miejscu. Zerknął na leżącą w kącie Xerę i siedzącą z kotem Siwą. Tak jakoś umiejscowili się w trójkącie… Nie, to nie był najlepszy pomysł żeby tak pomyśleć. Westchnął lekko, tęskniąc za cywilizacją. Zszedł ze stołu i ostrożnie wdrapał się na górę, by znieść swój skromny, ale dzięki temu lekki i poręczny dobytek. Usiadł znów na swoim miejscu i zaczął dla zabicia czasu opowiadać wesołą i nieco nieprzyzwoitą historyjkę usłyszaną niegdyś w karczmie daleko stąd.
Awatar użytkownika
Xera
Posty: 15
Rejestracja: 16 mar 2012, 10:39

11 kwie 2012, 22:53

Zapewne chce. Dla niej to będzie pewnie zysk w pieniądzach i doświadczeniu z tymi stworzeniami– powiedziała zanim Siwa zdążyła coś powiedzieć. Jak skończyła mówić niezręczną ciszę przerwała nieco nieprzyzwoita opowieść Keitha. Zasnęła w połowie jego opowieści. Była była aż nad to zmęczona by wysłuchać do końca opowieści. Śnił się jej mag, za którym podążało kilkudziesięciu ożywienców. Było to wszystko jakby na tej pustynii. Patrzyła na to z góry. A niżej widzała swoją dawną karawane. Widziała siebie oddalającą się by znaleść jakieś źródło wody. Wtem zauważyła wszystko co mogło tam się wydarzyć. Mag sam wyszedł do nich jakby się zagubił odwracając uwagę, a ożywiency zmieszali się z ludźmi karawany. Widziała jak rozpoczęła się rzeź. Każdy kto podszedł do maga ginął. Mag nie musiał nic już robić. Ożywiency zabrali prawie wszystko co miało jakąś wartość. Kilka rzeczy zostawili i trochę wody a potem odszeli stamtąd skąd przyszli. Xera obudziła się spokojną myśląc czy jej sen ukazuje prawdę czy to zmysły jej wyobraźni. Zauważyła, że reszta jej kompanii już była na nogach więc sama zaczęła się przygotowywać do podróży. Kiedy już wszyscy byli gotowi a już zmierzch się rozpoczął spytała ruszamy?
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

13 kwie 2012, 17:18

MG:
Cóż za niespotykany zbieg okoliczności. Różne sytuacje chodzą po ludziach, jednak ta była wręcz nie do pomyślenia. Łaskawy Bóg Podróży widać nie spał.
Siwa Wiedźma znudzona samotnością srogiej pustyni postanowiła udać się do cywilizacji, jednaj nie byle jakiej – chciała odwiedzić miejscową stolicę alchemii, którą się pałała. Szła do Minaloit. Jednak celem tej małej podróży nie była sama rekreacja, czy tylko uzupełnienie składników magicznych. Słyszała pogłoski o golemie, który rzekomo ujawnił się w jednej z kopalni. Poza tym – niejaki Aleksis Bentrum, spotkanie z nim mogłoby zaowocować rozwojem swoich umiejętności, ale i doświadczenia.
Kobieta szła sama, co jej nie przeszkadzało. Zapewne przywykła do tego stanu. Miała ze sobą jeno swojego Kota i wielbłąda, który był objuczony małym taborkiem ręcznym.
Doszła do zrujnowanego donżonu, gdzie postanowiła chwilę odpocząć. Było bowiem południe, a ta pora dnia jest jedną z najgorszych na pustyni. W planach miała wznowić podróż późnym popołudniem.
Nie sprawdziła całej wieży, będąc święcie przekonaną, że jest tu sama. Myliła się.
Z góry, po zrujnowanych schodach zszedł… Ktoś. Zanim nie ściągnął kaptura i się nie powitał, ciężko było stwierdzić kim jest. Ajlin zapewne wciąż tego nie wiedziała i później. Istota miała na czole róg i najpewniej była jakąś odmianą demona. Nie był jednak ani żądny krwi, ani nawet złowrogi, wręcz przeciwnie. A może tylko takiego udawał?
Tymczasem, podczas krótkiej wymiany zdań, do baszty poczęła kierować się inna kobieta, w zbroi. Weszła pewnie, bez oporów i zaczęła mówić. Okazało się, że wszystkich łączy jeden cel. Wszyscy chcieli dostać się do tego samego miasta.
Na razie jednak musieli czekać. Żar lał się z nieba i na pewno daleko by nie zaszli. Musieli czekać. Każdy zajął najwygodniejszą dla siebie pozycję i każdy zajął się sobą. Nikt nie porywał się na samotną podróż, nikomu się ona nie uśmiechała.
Wiedźma usiadła pod ścianą i jęła głaskać swojego zwierzaczka. Przyjazny półdemon był wielce elokwentny i nie lubił głuchego milczenia, toteż zabrał się za opowiadanie nieprzyzwoitej historyjki… Xera, jak się przedstawiła, po zdjęciu zbroi rozsiadła się wygodniej i zasnęła; widać była bardzo zmęczona po minionych wydarzeniach.
Czas leciał szybko. Cykl dnia i nocy był jakby przyśpieszony. Doba szybko zaczęła mieć się ku zachodowi. Słońce traciło na mocy i czas podróży powinien się zacząć. Nie była to jeszcze noc. Wielka gwiazda dopiera się słaniała, ale każdy mądry wie, że na pustyni podczas nocy może być równie niebezpiecznie co w południe.
Pustynia Śmierci nie miała litości dla przybyszów z odległych krain, ale też nie znała litości dla miejscowych, nieuważnych wędrowców. Wielu próbowało się przez nią przedostać. Udało się tego dokonać mniej niż połowie. Lepiej nie zbaczać ze szlaku, albowiem za każdą wydmą piaskową czekać może rozszalała burza piaskowa, niczym Kostucha, między pojedynczymi harcami na polach bitew.
Wyprawa mogła się zacząć.
Awatar użytkownika
Siwa Wiedźma
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

14 kwie 2012, 12:37

Słuchała ich rozmowy, jednocześnie samej przymykając powieki momentami, by dać ulgę wysuszonym od wiatru pustyni spojówkom. Miękkie i ciepłe ciało kota, który się jej rozleniwił na jej kolanach był na pewno również relaksujący. Odpoczywała. Czekała ją jeszcze długa, nie lekka podróż.
Kiedy doszło do jej uszu pytanie, uśmiechnęła się tajemniczo, spoglądając na rogatego swoimi brązowymi ślepiami w których błysnęła złota iskra magii, po czym rzuciła krótkie…
-Może.
Zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu opierając ją o szczątki wieży. Czy leniwie, czy szybko, trudno stwierdzić, lecz w pewnym momencie, wielbłądzie zwierze zamruczawszy leniwie, wierzgnęło swoją włochatą głową. Wiedźma się wówczas wybudziła z krótkiej drzemki, czując jednocześnie jak ściana o która się opierała nie była już tak nagrzana. Żar słońca który na nią padał musiał zelżeć, a to oznaczało jedno. Początek podróży.
Kobieta zsunęła ze swoich nóg Kota, który wyraźnie się rozleniwił.
-Myślę, że już czas. Musimy przemierzyć tyle ile się da. Dopóki mróz nas nie złapie…znadty. – mówiła wstając i zaczynając opatulać soją twarz zielonym materiałem chusty. Przysłaniając usta, szyję. Następnie poprawiając brunatny materiał peleryny, zasunęła jej głęboki kaptur na swoją głowę. Jednocześnie zbliżała się do wielbłądziego zwierzęcia, wkładając do torby książkę i bukłak z wodą, jednocześnie wyciągając swoją laskę, która cieniu wieży zaczynała już lekko świecić mdłym, zielonym światłem.
-Jeśli macie jakieś rzeczy, które krępowały, utrudniały podróż załadujcie je na Tutsi, jej obciążenie nie przeszkadza. A nawet lubi…mieć coś na sobie, że tak powiem.– Uśmiechnęła się, ukazując niewinnie swoje ząbki, jak i czochrają zwierzę po pysku, trzymając je za uzdę. Trzymając ją aż jej towarzysze podróży skorzystają z oferty, bądź ją odrzucą. Następnie chwyci za lejce i nakieruje zwierzę ku wyjściu z wieży. Kot ciągle będzie pałętał się przy jej nodze, niczym wierny pies.
-No to czas iść..– powiedziała bardziej do siebie, niż do innych po czym zaczęła stawiać kroki na piasku. W jednej ręce trzymając laskę, która wraz z zapadnięciem coraz to większej ciemności będzie dawała jaśniejsze światło, oświetlające drogę. W drugiej zaś dłoni trzymała lejce, jednakże wyłącznie dla zasady. Gdyż Wielbłąd kroczył po dobroci za swoją panią. Tyle lat już razem w końcu spędzili, więc jakaś ufność narodzić się z tego musiała. Nie?
Awatar użytkownika
Keith
Posty: 75
Rejestracja: 04 kwie 2012, 13:37
GG: 22266238
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26471#26471

16 kwie 2012, 12:22

Keith pozwalał swojemu wrodzonemu gadulstwu i urokowi osobistemu budować zaufanie u dwóch kobiet. Fakt że żadna nie zapytała "czym ty w ogóle jesteś?" sugerował że albo są na tyle światłe że rozpoznają półdemona, albo nie przejmują się wyglądem ich nowego towarzysza. Dla niego to było szczęśliwe zrządzenie losu.
Więc zabawiał je lekką rozmową do momentu gdy cienie na piaskach nie wydłużyły się a słońce nie złagodziło lanego na piaski pustyni żaru. Chociaż powietrze nadal było nagrzane, Keith opatulił się szczelniej i wciągnął kaptur na głowę. Samo wspomnienie o zimnie jakie może tu panować wywołało w nim nieprzyjemny dreszcz.
– Brrrr… Mroźne, samotne noce na środku pustkowia… Jak wrócę do domu, to nawet na piaskownicę nie będę mógł patrzeć… – mruknął niechętnie. – No, ale teraz przynajmniej jeden z tych problemów został rozwiązany.
Podniósł się i przerzucił niewielką, podróżną torbę przez ramię. Nie było tego wiele, więc grzecznie odmówił ładowania bagażu na wielbłąda. A w razie nagłego wypadku lepiej nie znaleźć się na środku pustyni z dala od swoich zapasów, nieważne jak skromnych.
– Racja. Zbierajmy się. – zgodził się. Miał powoli dość tej ruiny.
Obejrzał się na drugą z kobiet upewniając się czy także się zbiera do podróży, po czym wyszedł z wieży na nagrzane piaski. Zerknął na lekko pobłyskujący kostur Siwej oraz na samą wiedźmę. Przy magii zawsze był nieco niespokojny, ale to akurat był efekt raczej niegroźny, a nawet pożyteczny. Ku jego żalowi co prawda czarownica była okryta od stóp do głów szatą chroniącą przed warunkami atmosferycznymi, ale od czegoś ma się bogatą wyobraźnię, prawda? No i jakoś trzeba będzie sobie zająć te długie, żmudne godziny jednostajnego marszu.
– Niezła laska – Stwierdził z lekkim uśmiechem, spoglądając na horyzont. W każdym kierunku piaski zdawały się ciągnąć bez końca. – To w którą stronę dokładnie?

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.