Samotna Wieża

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Volumir
Posty: 36
Rejestracja: 25 lut 2011, 21:07

Samotna Wieża

04 mar 2011, 23:20

Samotna, stojąca na piaskach pustyni wieża. Opuszczona i niezamieszkana przez nikogo. W jej ścianach brakuje gdzieniegdzie cegieł, a wejście do niej to jedna wielka szczelina. Przestrzeń w wierzy jest bardzo duża, a pomieszczenia wyjątkowo wysokie. Na kolejne kondygnacje wieży można się dostać dość lichymi schodami i zobaczyć, jak mieszkali tu dawniejsi bywalcy ów przybytku.
Nieraz znajdują tu schronienie karawany przed piaskowymi burzami, chłodem nocy, czy skwarem dnia.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Volumir zwiedził całą okolicę w poszukiwaniu lokum. Nie czułby się miłym sąsiadem w dzielnicy mieszkalnej, dlatego zawędrował aż na Pustynie Śmierci. Na jej skraju oczom demona ukazała się wieża stojąca nad kanionem. Wojownik podążając w jej kierunku nie wyczuwał żadnej aury żywego stworzenia. *Opuszczona wieża, na skraju pustkowia? Świetnie!*. Volumir wolał nie ryzykować i zanim wszedł do środka sięgną po zawieszoną na plecach tarczę i miecz. Ostrożnie zajrzał do środka. *Pusto.* Sprawdzanie budynku rozpoczął od piwnicy. Pomieszczenie było ciemne i brudne. Dookoła ciągnął się rząd ogromnych skrzyń. Demon otworzył wszystkie za jednym zamachem prostym zaklęciem. *Pusto*. Zaciekawiony tym, co lub kto zamieszkiwał ten obiekt wcześniej, wojownik ruszył na wyższe kondygnacje. *Stojak na zbroje, pusta szafa, biurko, kilka zniszczonych ksiąg– ktokolwiek tu mieszkał, nie wygląda na to, żeby miał do czego wracać.* Po kilkuminutowej krzątaninie dotarł na otwarty dach. Jego rubinowe oczy ujrzały widok zapierający dech nawet w jego demonicznej piersi. Zachód słońca tuż nad pustynią. *Coś wspaniałego*. Zszedł na dół i otoczył obiekt kilkoma prostymi ochronnymi zaklęciami. Zmęczony ,ale i zadowolony, udał się na kolację do karczmy.

z/t

Dodane po 1 minutach:

Volumir ociężałym krokiem dotoczył się do budynku, który sobie przywłaszczył. Wycieńczony rzucił się na przegryziony przez szczury materac, który zostawił poprzedni lokator. *Od jutra rozpocznę poszukiwania. Muszę Go znaleźć.*
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

20 kwie 2012, 19:33

MG:
Jakieś dwie kobiety i jakiś mężczyzna, spotkali się w jakiejś wieży na jakiejś pustyni. Jednak, czy aby na pewno wszystko było takie zwyczajne? Każda z trzech person miała ze sobą bagaż wspomnień i nikt nie był taki sam. Aljin była alchemiczką, "wiedźmą". Xera podążyła do donżonu z miejsca masakry. Zaś Keith… On był zagadką; pewne było jeno to – że nie był człowiekiem. Miejscem ich odpoczynku baszta zniszczona. Po dokładniejszych oględzinach można by stwierdzić, że ma już nie mniej, niż dziesięć dekad. Cała zrujnowana i na pewno wiele przeszła. Zaś sama pustynia – o nazwie dość trafnej, i to aż nazbyt. Bez jej znajomości bowiem trudno przeżyć tu więcej niż dwa dni. Po spotkaniu z małą grupą nomadów, czy pustelnika można spytać o oazy, z pewnością oni znają ich położenie. Ale oprócz braku wody istnieją to również inne niebezpieczeństwa, o czym właśnie trójka wędrowców miała się przekonać.
Czas nie wlekł się szczególnie, każdy z początku znalazł sobie zajęcia, a ostatecznie tak spowolnił pracę organizmu, że nie zwrócił nawet uwagi, kiej dzień zaczął mieć się ku zachodowi. Zbrojna zasnęła zupełnie, Siwa Wiedźma zaś przymknęła jeno ślepia, będąc w półśnie. Demonowaty widać wyspał się wcześniej, teraz rozsiadł się i po uśpieniu kobiet swoją opowiastką – doczekał rozpoczęcia, którego na pewno wyczekiwał, ale i pewno też się obawiał. Cóż za opaczność ściągnęła go takiego miejsca…
Chcąc nie chcąc, czas było w końcu wyruszyć. Zwłoka na pewno nie była niezbędna, a wręcz przeciwnie. Chociaż, tak, czy owak – noc musieli przeżyć. Do kompletnego zaciemnienia bowiem jeszcze kilka dobrych godzin, był właśnie wieczór, więc mieli chwilę na odnalezienie kolejnego miejsca odpoczynku.
Xera pytała pierwsza, kiedy ruszają. Ajlin szybko wyjaśniła, że nadszedł czas, mając ambiwalentne odczucia co do tajemniczej nieznajomej. Samemu rogatemu zaufała bardziej, ale to może przez jego podejście…? Tak, czy owak – podróż się zaczęła.
Wiedźma zaoferowała pomoc swojego wielbłąda. Nikt jednak nie skorzystał. Kobieta wzruszyła ramionami, po czym jęła kierować się do wyjścia-wyłomu. Za nim ruszyła wojowniczka, no i w końcu sam demon. Czarodziejka miała magiczny kostur z tajemniczym kamieniem, którym na pewno zainteresowałby się niejeden złodziej. Dawał on, stłamszone jeszcze zachodzącym słońcem, łunę zielonkawego światła.
Pustynna dziewczyna miała już nakazywać kierunek marszu, kiedy zbrojna zatrzymała się i stanęła sztywno jak pal przed murem. Dwójka pozostałych zawiesiła na niej pytający wzrok.
– Wybaczcie mi – rzekła, po czym odwróciła głowę, od domyślnego kierunku marszu. – Nie mogę z wami iść – poinformowała ciszej kobieta, jakby coś do niej dotarło. Zacisnęła pięści, po czym spuściła wzrok. – Muszę coś zrobić… – burknęła praktycznie niesłyszalnie, jakby do siebie i szybko ruszyła tam, skąd przybyła.
Podczas snu musiała coś sobie uświadomić i pewnie nie mogłaby spokojnie podróżować, wiedząc, że coś może być na rzeczy. Na odchodne, skierowała mimochodem lico raz jeszcze za siebie i pustym wzrokiem spojrzała na dwójkę. Ci zaś skinęli jej, po czym spojrzeli na siebie marszcząc brwi. Tak, była ona zdecydowanie dziwną osobą. A może rzeczywiście coś ją uderzyło…? Nie było teraz czasu na namysły. Trzeba było iść, chociażby we dwoje.
Ich szanse przeżycia zdecydowanie by stopniały, gdyby nie fakt, że dziewczyna, która robiła teraz za przewodniczkę znała te regiony jak własną kieszeń. Nie minęła chwila, kiedy opuszczająca ich towarzyszka zwyczajnie zniknęła za jedną z wydm. Niech Trill ma nad nią pieczę.
Zdani na swoje umiejętności podróżnicy dość mieli już zwłoki. Czas trzeba była zacząć działać. Dróg nie było, jednak srebrnowłosa kobieta nie miała wątpliwości co do swych kroków. Obserwując raz po raz położenie słońca, pewnie prowadziła dosyć nieporadnego jak na te warunku druga na czas wędrówki.
Twardy marsz po lekkim podłożu rozpoczął się na dobre. Temperatura malała z chwili na chwilę, nie gwałtownie, acz jednostajnie. Ajlin zapatulona w swoje łaszki, Keith w nieco mniej ochronnym stroju. Powoli mógł odczuwać srogi wiatr, który zrywał się i szeptał coś do uszu idących, niczym kochanka mężowi w łożu.
Gdyby mówić o warunkach atmosferycznych, warto by także nadmienić, iż powietrze było niebywale gęste i ciężko się nim oddychało. Nie było zimne, jednak dążyło do tej temperatury. Podobnie jak wychładzający się piasek, który oddawał właśnie ostatnie pokłady energii nagromadzonej za dnia.

Xera za olanie sprawy, zostaje wyrzucona z sesji, dziękuję.
Wy piszecie jeszcze tutaj ostatnie posty, a później przenosimy się na kolejny temat.
Awatar użytkownika
Siwa Wiedźma
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

23 kwie 2012, 11:59

Siwa wiedźma pożegnała młodą wojowniczkę. Niechaj Trill jej sprzyja i pomoże znaleźć drogę…
Nikt nie skorzystał z wielbłądziego grzbietu, prócz kota, ktremu nie widziało się maszerowanie po piaszczystym gruncie i dlatego też wskoczył zwierzęciu na garba i jakimś cudem się tak usadowił po większych i mniejszych trudnościach, że nawet zacnie się utrzymywał. Leń.
Sama Ajlin mogła podróżować na grzbiecie, nie chodząc. Mogła również utkwić laskę w ekwipunku, a nie wymachiwać nią przy każdym kroku. Mogła, lecz wieczorami, chłód i wiatr nękały wyjątkowo, zwłaszcza w bezruchu. Dlatego też Wiedźma wolała iść, rozgrzewać mięśnie, nie zasiedzieć się, choć jej magiczna aura naturalnie chroniła ją przed wychłodzeniem. Jednak dziewczyna nie była tego świadoma.
Roześmiała się, ukazując białe zęby w uśmiechu, kiedy posłyszała rogatego. Tak, miał racje. Samotne, pustynne noce były uciążliwe. Może dlatego Siwo włosa nie dociekała zamiarów Keitha i postrzegała go jedynie po dobrej stronie medalionu? Ach…zresztą co tu jakoś podejrzewać. Jest to istota miła, podróżująca…wiary, wiary trochę w drugie dobro. Zganiła sama siebie kobieta, jednocześnie będąc rozbawiona swoimi paranoicznymi myślami. Tak, zdecydowanie za dużo czasu spędziła na tym odludziu.
-Fakt, nie najgorsza, acz trzymałam w dłoniach lepsze – Zmierzyła wzrokiem to swój ekwipunek podręczny to podręcznego towarzysza i wyszczerzyła kły. Ach, miło.
-I kierunek…Należy podążyć w tą stronę. – Wskazała gestem dłoni horyzont, zgodnie z tym, co wyczytała z map. Mrużąc oczy, by uchronić je przed ostatnimi promieniami słońca – Nie ma co zwlekać. Nocą jest tu równie niebezpiecznie co za dnia, a trzeba znaleźć jeszcze jakieś miejsce na nocleg. Może dojdziemy w korzystne miejsce, bo otwarta przestrzeń, cóż…można dzielić z różnymi atrakcjami – Zmarszczyła zatroskana brwi, by po chwili znów posiąść twarz rozpromienioną, o bystrym nie imającym się wyzwań wzroku. Ruszyli.
Wiatr z każą chwilą stawał się chłodniejszy. Zawiewał poły kaptur, naciągając go na oczy i przysłaniając wzrok. Ciepłe ziarnka piasku, przesypujące się przez jej sandały i muskające jej skórę były coraz chłodniejsze. Wiedźma zmierzyła wzrokiem Keitha. Podeszła, chwyciła go delikatnie za ramię i przeciągnęła na drugą stronę wielbłąda, który swym wielkim ciałkiem robił w tym momencie za pustynny parawan. Spojrzała na niego, przyciskając szal do szyi, jedną dłonią, a drugą wsuwając mu pod ramię…
-Konieczność. – Rzuciła uśmiechając się niczym psotna dziewczynka, a jednocześnie wypowiedziała te słowa na tyle poważnie, by nie jasno przedstawić sytuację. Cóż, pustynia, nasilający się chłód…Kiedy Wiedźma zbliżyła się do Jednoroga, ten mógł poczuć znaczne ciepło, którym kobieta emanowała. Była to jej magiczna aura, która roznosiła się wokół jej osoby. Magia. A podróż trwała…Może w końcu gdzieś dojdą?
Awatar użytkownika
Keith
Posty: 75
Rejestracja: 04 kwie 2012, 13:37
GG: 22266238
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26471#26471

23 kwie 2012, 14:50

Keith pożegnał wojowniczkę z mieszanymi uczuciami. Była trochę dziwna, prawda. Może spędziła nieco za dużo czasu na upale. Ale mimo wszystko lepiej było by podróżować w większej grupie, a sprawny miecz zawsze może się przydać w takich miejscach. Nie byłe jednak sensu zatrzymywać jej siłą i półdemon mógł tylko życzyć jej powodzenia i odprowadzić ja wzrokiem aż nie zniknęła pomiędzy piaskami.
Tymczasem skupić się należy na drodze przed sobą. A raczej na jej braku. Dobrze wiedział, jak marne jest jego wyczucie kierunku w takich miejscach i jakie miał szczęście trafiając na niszczejącą strażnicę. Bez żadnego punktu orientacyjnego, bez wiedzy o nawigacji z gwiazd ani przetrwaniu na pustyni nie przetrwałby tu. Nawet to że przeżył wypędzenie z karawany sugerowało, że złego diabli nie biorą tak łatwo.
Dlatego tym bardziej budująca była obecność kogoś dla kogo te tereny były chociażby ogólnie znane.
Gdy Ajlin odpowiedziała mu z uśmiechem, przywołał na twarz swój łobuzerski, rozbawiony uśmieszek. Może nie wyglądał na świętego, a raczej na drobnego łobuza. Ale to tylko dodawało mu wiarygodności i uroku. Na pewno można było trafić gorzej z towarzystwem w podróży.
To miło. Mam nadzieję że rychło dostaniesz do ręki kolejną lepszą. Może w nagrodę za wyprowadzenie z tej pustyni będę mógł ci w tej sprawie pomóc. – uśmiechał się lekko, spoglądając na nią z delikatnym błyskiem w oku.
Na wspomnienie o niebezpieczeństwach nocnej pustyni mina mu lekko zrzedła. Pamiętał poprzednią noc, gdy skulony za skałą i drżący z zimna słyszał podejrzane odgłosy na piasku. Na szczęście cokolwiek krążyło w pobliżu albo go nie wykryło, albo uznało go za kiepską zdobycz, bo dotrwał do poranka w spokoju.
Nie wiem, czy chcę wiedzieć… ale czego powinniśmy się obawiać? – wolał wiedzieć czego się wystrzegać. Chociaż pożytek z niego był taki, że wyczuje jeżeli coś głodnego się do nich zbliży. To dla niego jak zapach wody w tej suchej krainie. Nie mówiąc na przykład o pustynnych bandytach.

Tymczasem słońce zaszło i chłód zaczął opadać na nagrzane piaski, bezlitośnie wysysając z nich resztki ciepła. Szybko zaczął się rozlegać charakterystyczny dźwięk. Gdy temperatura spadła do dolnych granic "chłodnej", Keith zaczął ni mniej ni więcej, jak szczękać zębami z zimna. Oczywiście, był ciepły w dotyku, ale to znaczyło dla niego tyle, że najlepiej czuł się w temperaturze powyżej pokojowej. Oczywiście, starał się powstrzymywać swoje zęby od stukotu i po chwili mu się to udało. Usiłował też przypomnieć sobie ciepło pełnej dymu karczmy, żar kominka albo przyjemne gorąco leżącego obok kobiecego ciała… O, to była dobra myśl do odwrócenia uwagi…
I wtedy właśnie czarownica podeszła do niego i przeciągnęła tak by wielbłąd chronił go przed przenikliwym chłodem nocy. Było to podwójnie przyjemne zaskoczenie. Po pierwsze, bo atrakcyjna kobieta nie miała nic przeciwko żeby go dotknąć, a po drugie, bo było wokół niej zaskakująco ciepło.
O rany, ale ty ciepła jesteś… – powiedział z niemal dziecięcym zachwytem. – To czary?
Spojrzał na nią w zaskoczeniu. Ale darowanemu koniowi….
Gdy usłyszał o konieczności bycia blisko – w końcu pustynia, chłód i te sprawy – odpowiedział tym samym tonem.
No tak. Konieczność. Czasami po prostu trzeba.
W kokonie ciepła otaczającym towarzyszkę szybko odzyskał humor i uśmiech powrócił na jego twarz. Bez oporów, a wręcz z zadowoleniem wziął ją pod rękę i z dużo lepszym już nastawieniem kontynuował podróż przez wielkie połacie niczego z Siwą Wiedźmą u boku.
Fraen
Posty: 372
Rejestracja: 06 gru 2011, 15:58
GG: 15995773
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1256

24 kwie 2012, 19:53

MG:
A więc ruszyli. Z początku w trójkę, tak jak się umówili w wieży przed małym odpoczynkiem. Po kilku jednak przebytych krokach zbrojna, Xera – postanowiła zmienić plan. Bez zbędnych słów, jak na wojowniczkę przystało – zwyczajnie zmieniła kierunek. Pozostali we dwoje, a właściwie to czworo – Keith i Ajlin oraz jej pupile, wielbłąd i Kot.
W zrujnowanej baszcie odpoczęli i zregenerowali siły. Słońce leniwie zaczęło zachodzić za horyzont i mogli wędrować bez większych problemów. Co cięższe bagaże niosła Tutsi, jak przedstawiła Wiedźma swojego zwierza jucznego. Droga, której notabene nie było, wyglądała bajecznie. Zupełnie czego innego zapewne spodziewali się idący.
Srogie opowieści krążyły o piaskach tej Pustyni. Tymczasem – zachodzące słońce, przyjemny chłodek – czy coś złego mogło im się teraz stać? Otóż… Zaiste. Jednak na razie się na to nie zanosiło.
Szli i szli, a końca widać nie było. Ba. Nie było nawet żadnych punktów orientacyjnych. Siwa musiała naprawdę bardzo dobrze znać to miejsce. W końcu… Kilka chłodniejszych powiewów wiatru. Ajlin była niewątpliwie bardzo opiekuńczą i przyjazną osobą. Widząc, że powili zaczyna szczękać zębami, chwyciła go i pociągnęła do wielbłąda. Mile zaskoczony miał zdecydowanie inne wyobrażenie intencji kobiety.
O naturze mężczyzn można by zapewne mówić długo. Naturalnie, są wyjątki, których paradoksalnie jest niemało. Keith jednak… Na rycerza nie wyglądał i dumą oraz honorem się nie unosił nieustannie. A w zasadzie to… Wcale. Na każdą kobietę patrzył jak na obiekt pożądania, mając nadzieję na bliższe, w dosłownym tego słowa znaczeniu, zbliżenie. To typowe dla demonów, że patrzą na świat kroczem. Może nie mają tam oczu (chociaż kto ich wie), jednak ich aktywność seksualna jest zdecydowanie powyżej przeciętnej. Ajlin nie zaliczała się do grona kobiet szpetnych, a wręcz przeciwnie. Kilka miłych słów, no i ten gest – o czym innym mógł myśleć teraz półdemon?
Znów mała pogawędka, widać zapomniał o chłodzie, będąc odurzonym urokiem kobiety. Jego szarmanckość połączona z naturą donżuana po prostu nie pozwalały mu nie zaufać.
Iść mogliby zapewne tak długo. I w rzeczy samej długo szli. Słońce schowała się kompletnie. Piasek stał się nieprzyjemnie chłodny w dotyku, a do tego z chwili na chwilę zrywał się coraz to większy wiatr. Poziome ruchy mas powietrze stawały się tak intensywne, że ciężko było kontynuować rozmowę. Ciężko było w zasadzie otwierać nawet usta. Szum w uszach zwiększał się i musieli na chwilę przystanąć.
Wielbłąd stawał co chwila, odwracając wzrok od kierunku marszu. Postój był konieczny. Cóż tu jednak czynić teraz innego, niż tylko zasłaniać twarz.
Momentalne pogorszenie się aury było typowe dla tych rejonów. Ludzie jednak nawet Ci nauczeni, zawsze są zaskakiwani. No bo w końcu jak przewidzieć coś takiego?
Kostur kobiety świecił jasnym światłem, stało się ciemno. Prawdziwie ciemno. Wszystko to wyglądało jak urok złego czarnoksiężnika. Jednak gdyby wcześniej zwracali na to uwagę i zajęliby się organizacją noclegu, a nie pieprzeniem o niczym, może by się spostrzegli, że coś się zaczyna dziać. Temperatura spadała, wiatr zrywał się coraz mocniejszy.
Znajdowali się oni w swoistej kotlinie, dosyć dużej, którą się kierowali. Była to na pewno dobra droga, aczkolwiek to właśnie tu istniało największe prawdopodobieństwo napotkania burzy piaskowej, która własnie… Nastała.
Spłoszony tym wszystkim Kot rzucił się na swoją panią odciągając ją trochę od Keitha i trzymając się kurczowo łapami, wtulał jej się w pierś.
Wszystko działo się szybko.
W tym zamieszaniu, demon, próbując się łapać wielbłąda, chwycił go za uzdę i pociągnął. Wiatr dmuchnął, a oni obydwaj legli na piach. Zwierz padł na żylastego mężczyznę, na ten stracił przytomność.
Ziarna tegoż niemalże cięły skórę. Kobieta stała sama. W zasadzie niewiele mogła teraz zrobić. Zrywy srogiego wietrzyska uderzały ją od wszystkich stron, raz to nadmuchując jej suknię, raz to pochylając ją.
Kiej obejrzała się, aby zobaczyć, czy wielbłąd i jej zwierz żyją, sama została targnięta z potężnym impetem, jednak w drugą stronę. Niczym szmaciana lalka poleciała na twarz. Unosząc się jednak na rękach, starała się wznieść. Oddech jednak złego boga nie pozwalał na to. Była przyciskana do piasku, aż w końcu lgnąc ze zmęczenia – zamknęła oczy.

Błędy błędami – celowe – jednak nie zwracajcie uwagi. Akcja się rozkręca. Tu naturalnie możecie jeszcze odpisać, aczkolwiek… Dalej bawić będziemy się w temacie obok.

~~ Ech, widzę niejasności. Tak. Macie tu odpisać.
Awatar użytkownika
Siwa Wiedźma
Posty: 56
Rejestracja: 29 mar 2012, 10:59
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26186#26186

26 kwie 2012, 20:16

Wiedźma prasnęła słysząc wzmiankę o magii. Ona i magia…Była uczoną! Alcheikiem! A jej ciepło…cóż, tłumaczyła to na dziwny sposób. Przykładowo:
To nie magia…Kiedyś zachorowałam bardzo poważnie. Myślę, że cudem przeżyłam, a te ciepło, to chyba jakiś rodzaj zmiany w ciele po działaniu tego wirusa. Czasem się zdarza, że choroba pozostawia pewne zmiany na ciele. Jednak, ta mi nie przeszkadza. – hłeh…cała Siwa.
Ajlin szła mając pod rękę jednoroga. Wiatr się wzmagał, tak samo, jak nieprzyjemny szum. To coś znaczyło. Tylko co? Coś było nie tak, coś niebezpiecznego się czaiło pod osłoną pustynnej nocy, lecz wiedźma nie mogła określić co tak właściwie. Podążała wiec z tą dziwną nie określoną myślą podążała w ciszy dalej. Pogoda utrudniała komunikowanie się.
Znikąd nagle nadeszła burza piaskowa. Silny podmuch wiatru niosący ze sobą masę piasku uderzył w kobietę. Spłoszony kot uwiesił się jej osoby, wpijając pazurki w zieloną szatę i nieznacznie w ciało chcąc się utrzymać. Kobieta automatycznie puściła Keitha, i obiema rękami ujęła kota, tak, by nie robił jej krzywdy, jak i tak, by czuł się pewniej. Przytuliła go do piersi. Posłyszała jęk wielbłąda. Chciała się odwrócić, sprawdzić co się stało. Czy z Keithem i wielbłądem wszystko w porządku, jednak…jej ciałem szarpną wiatr. Poleciała na piach, zapierając się łokciami by przypadkiem nie przydusić kota. Syknęła pod nosem. Próbowała wstać, jednak było to bezsensowne. Przycisnęła kota do siebie, wtulając twarz w jego futro, naciągając jednocześnie poły peleryny, tak, by piach nie sypał jej na twarz. Trzeba było przeczekać. Tylko ile? W pewnym momencie po prostu zamknęła oczy i odleciała…

/zt za zgodą MG
Awatar użytkownika
Keith
Posty: 75
Rejestracja: 04 kwie 2012, 13:37
GG: 22266238
Karta Postaci: viewtopic.php?p=26471#26471

26 kwie 2012, 23:20

Keith nie znał się na chorobach. Sam rzadko chorował i to pole ludzkich przypadłości nie fascynowało go w najmniejszym stopniu. Mimo to raczej nie słyszał o podobnych efektach chorób i całe wyjaśnienie wydawało mu się dość niezwykłe. Ale przecież jak wspomniano – nie znał się na tym i nie miał najmniejszego zamiaru się kłócić z osobą która wydawała się więcej na ten temat wiedzieć.
– Dziwne – powiedział tylko. Dostrzegł też niepokój towarzyszki, który tym samym od razu udzielił się jemu. Pustynia zdecydowanie nie była jego żywiołem. Miasto – to co innego. Potrafił wyczuć miasto. Płynące w nim prądy, zmieniające się fronty… Nadchodzące zagrożenia, miejsca bezpieczne, ciekawe i nudne… W mieście był niczym najlepszy traper w puszczy. To miejsce jednak mogło być dla niego równie dobrze na innej planecie. Dlatego polegał na Siwej.
Gdy więc uderzył wiatr, zaskoczyło go to. Nie tylko zresztą jego. Wszak takich ataków przewidzieć nie sposób, nawet jeżeli jest się zaprawionym beduinem. A żadne z nich takowym raczej nie było.
Oczywiście, można było wymyślać na niego z powodu tego kim jest. To w sumie proste. To jak żartować z krasnoludów że są niskie. Ale trzeba mu przyznać, że posiadał gen zdrowego tchórzostwa. To niezwykła cecha, która pozwala ludziom dokonywać heroicznych czynów z czystego strachu i instynktu samozachowawczego. Dlatego gdy wielbłąd zaczął panikować, półdemon rzucił się by go złapać i chociaż starać się go utrzymać w miejscu. Niestety, w tym momencie złośliwy bóg pustynnych wiatrów uznał za stosowne dmuchnąć wielbłąda prosto na Keitha. Biedak stęknął boleśnie, gdy masywne zwierzę upadło na niego, cudem chyba tylko nie łamiąc żadnej kości. Wierzgające zwierzę groziło mu zmiażdżeniem, więc desperacko starał się wypełznąć spod zwierzęcia. Niestety wciąż dolna połowa mężczyzny tkwiła pod wielbłądem.
– Ajl… – zdołał zawołać gdy pustynny pył odebrał mu oddech. Miał dość przytomności umysłu by zakryć usta i nos, chociaż pustynne podmuchy potrafiły wtłoczyć piach z niemal cudowną przenikliwością nawet przez najgrubsze z osłon. Zrobiło mu się ciemno przed oczami i krótko potem pogrążył się w ciemnej nieświadomości.

[z/t, jak wyżej]

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi, Kerreos, Sonneillon
Liczba postów: 52162
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.