Piaskowy Pałac Dahnika

Nazwa Pustyni Śmierci jest aż nazbyt trafna - bez znajomości tego terenu trudniej przeżyć tutaj dłużej niż dwa dni. Jeżeli przemierzającym ją śmiałkom dane będzie spotkać grupę nomadów lub pustelnika, z pewnością uzyskają informacje na temat najbliższej oazy, zwykle jednak oddalone są one od siebie o kilka dni forsownego marszu.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Piaskowy Pałac Dahnika

16 wrz 2013, 00:42

Pełna niebezpiecznych wydm zachodnia część Pustyni Śmierci potrafiła zmieniać się z dnia na dzień. Potężne wichury wywoływane przez zderzające się z nienaturalnym klimatem Pustyni Śmierci wiatry powodowały przesuwanie się ogromnych zwałów piasku z miejsca na miejsce, zasypując dawne struktury i odsłaniając nowe. W tym miejscu nic nie było stałe, wędrowcy praktycznie się nie zdarzali, a wśród rdzennych mieszkańców pustyni uchodziło ono za przeklęte. Nic zresztą dziwnego, skoro w jego centrum znajdował się zapomniane, złowrogie ruiny Piaskowego Pałacu Dahnika.

Niezależnie od tego, jak potężne burze piaskowe przetaczały się przez tej rejon, pozostałości zbudowanej z twardego, szklanopodobnego, przypominającego obsydian materiału struktury były widoczne zawsze, choćby z wydm miały wystawać tylko iglice potrzaskanych wież. Nie znalazł się jeszcze śmiałek, który próbowałby dostać się wgłąb zakopanego pod tonami piasku pałacu, ale opiewającego go legendy nie pozostawiały żadnych złudzeń – gra była niewarta świeczki.


Przekazywane ustne podania mówiły o budowli jako o wyższej niż wszystkie góry świata rezydencji samego Dahnika uznawanego powszechnie za jednego z pięciu demonicznych władców Czeluści. Będący ongiś śmiertelnym czarnoksiężnikiem mag obrał sobie ponoć to miejsce za główną siedzibę, z której dowodzić miał armią złożoną z setek tysięcy przywoływanych przez siebie demonów. Jedni mówili, że jego plany zostały pokrzyżowane przez innych demonicznych władców, inni, że dokonała tego grupka niezłomnych śmiałków. Pewnym było, że niezależnie od tego, jaka była prawda i czy szklana budowla faktycznie należała niegdyś do samego Dahnika, nie płynęło z nich już żadne zagrożenie. Mimo wszystko nomadzi starali się nie zerkać w to miejsce, a mówiąc o nim ściszali głos. Wierzyli oni bowiem, że Dahnik jest jednym z trzech Bóstw Nieładu, bogiem magii, którą uznawali za sprzeczną z naturą, a jego pałac mimo, że zniszczony, stanowił od zawsze siedlisko największego plugastwa, jakie kroczyło po Spektrum Lewiatana.


MG

Duch elfa Linandara bezgłośnie zbliżył się do ruin znanej mu struktury. Już lecąc w tym kierunku prosto z położonej na Nizinach Szmaragdu wieży wyczuwał targające jego eterycznym ciałem ogromne zawirowania magiczne, jakby właśnie w tym miejscu gromadziła się ogromna moc. Cienisty kształt, jakim teraz był, nie zwracał dużej uwagi, więc Linandarowi udało się przedostać bardzo blisko centrum ruin, pod prawie dwumetrowy, piramidalny kolec wieńczący dawno temu obsydianową wieżę. Mnogość potrzaskanych ścian i innych szklanych elementów zabudowy, przez jakie przyszło mu się przedzierać zaskoczyła nawet jego.

Okazało się, że widmo Dahnika nie bez kozery nakazało mu udać się właśnie tutaj. Wokół czubka iglicy stało symetrycznie sześciu łysych magów o kamiennych obliczach i brudnych, szarych szatach. Ich skupione twarze były zwrócone ku sobie, gdy w równym tempie recytowali sobie tylko znaną mantrę. Czarodziej znajdujący się najdalej na północ trzymał w dłoniach zszarzałą maskę bez wyrazu, wnętrzem w swoim kierunku, jakby przygotowywał się do jej założenia. Jego ręce trzęsły się niesamowicie, nie wiedzieć, czy ze strachu, czy z powodu pulsującej w powietrzu energii magicznej.

Duch Linandara rozmazywał się na wietrze, podobny do szarpanej przez mocny wiatr stróżki dymu. Jego wizja była zatarta, dostrzegał tylko ciemne, stojące przed nim kształty. Im bliżej iglicy się znajdował, tym bardziej niszczała jego struktura. Wiedział, że ma jeszcze szansę stąd uciec, ale kolejny krok naprzód może mu tę szansę odebrać.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

07 gru 2013, 14:44

Był blisko, bardzo blisko. Zbliżał się do miejsca, gdzie zginął śmiercią nad wyraz brutalną, zadaną mu przez pewien eteryczny byt. Lecz jego już nie ma, nie istnieje. Nigdy nie istniał. A On zaraz powstanie ze swego grobu, z martwych się odrodzi na nowo, oswobodzi z okowów niebytu, jakim był teraz przez cały okres.
Ciemny dotarł tutaj, gotowy na to, co się miło za chwilę wydarzyć. W miarę jak się zbliżał do pałacu, czuł mrowienie w swej duchowej formie. A może tylko jego wyobraźnia puściła wodze fantazji, kto wie. W końcu miał wrócić do żywota, jako jakiś piaskowy byt, czy inne cholerstwo. Zaraz zaś opęta tego akolitę, który założy na twarz Maskę, a pozostała piątka będzie świadkiem jego Odrodzenia.
Szóstka ich była, zebrała się niedaleko miejsca jego porażki, jakby ich tam zwiodło przeznaczenie. Sami chcieli się oddać Dahnikowi, którego wola zagościła w ich sercach. Duch osobiście pojawi się w kręgu, a potem przez Maskę zjednoczy się z Czeluścią. Tu kończyła się jego misja jako Linandar. Razem będą kłamać przez swoje istnienie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

31 gru 2013, 03:31

MG

Delikatna struktura rytuału jakimś sposobem nie została naruszona. Cień Linandara miał zbyt mało mocy sprawczej, aby na nią wpłynąć; był na to zbyt słaby, co można było tym razem uważać za okoliczność sprzyjającą. Zresztą, duszek sam miał problemy z utrzymaniem spójności swej struktury. Wahania magiczne, jakie napotkał, nie wróżyły nic dobrego, szczególnie w takim miejscu. Piaskowy Pałac Dahnika był ongiś świadkiem niepojętych wydarzeń, a pojawienie się tutaj kultystów (bo nimi właśnie zdawali się być łysi mężczyźni z Wieży Iluzji) z pewnością nie było przypadkowe. Ciemny wiedział, że sposobią się do przywołania jego dawnego pana, jednego z władców Czeluści, piaskowego czarodzieja, jednego z nomadzkich bogów Nieładu, którego maskę zamierzał założyć jeden z magów – najwyraźniej ich przywódca.

Wkrótce okazało się, w jakim celu sześciu kultystów wznosiło ku niebu swą mantrę. Tajemnicze słowa w nieznanym Linandarowi języku dosłownie rozdzierały duszę tego, który dzierżył relikt Dahnika. Cień widział to wyraźnie, coraz lepiej w miarę własnego osłabienia postrzegając świat w sposób wyłącznie duchowy. Sama esencja przywódcy przygotowywała się do przyjęcia czegoś obcego, gotowa do oddania się w ręce przywoływanego z wolna bytu. Macki prosto ze Spektrum demonów już zaczynały oplatać łysego maga, a ten trząsł się jeszcze bardziej, nie kryjąc już tego, jak bardzo się boi. Padł na kolana, zniewolony potężną mocą, przeciwnie do swych kompanów przerywając recytację. Wtedy właśnie zareagował Ciemny.

Obrazek

Korzystając z tego, jak bardzo główny mag się otworzył, duch wniknął w ciało kultysty dokładnie w momencie, w którym zakładał on maskę. Fragmenty energii Dahnika, z którymi Linandar nadal był mocno związany, przyciągnęły go w odpowiednie miejsce. Proces zaszedł dla niego niemal automatycznie, wspomagany przez sześciu wcale potężnych magów, którzy w całej swej bucie i przy obecności mocy demona nawet nie dostrzegli osłabionej duszy Ciemnego. Jestestwo opętanego przez nią człowieka rozpadło się i zasiliło zanikającą esencję Linandara, podczas gdy niewielka część mocy Władcy Czeluści umocniła to wiązanie. Gdzieś w trzewiach Omnispektrum odezwał się ryk gniewu, który przebił się aż tutaj, trzęsąc okolicą. Jedna z iglic piaskowego pałacu runęła na rytualistów, zabijając dwóch na miejscu. Pozostali trzej wyglądali na zszokowanych i oburzonych, sposobiąc się do stawienia czoła nowemu zagrożeniu. Niestety, nie dane im było doznać słodyczy zemsty. Wystające z piasku obsydianowe elementy trzaskały z hukiem jeden po drugim, ogłuszając i raniąc śmiertelnych. W środku całego zamieszania stał Ciemny, w nowym ciele i z nową mocą.

Jego szaty pozostawiały wiele do życzenia, ale emanująca z niego aura magiczna zdawała się spowalniać upływ czasu. Powietrze zgęstniało wyraźnie, kultyści poruszali się jak muchy w smole, a odbijające promienie słońca kawałki szkła mimo tego latały w powietrzu jak oszalałe. Ta niewielka część mocy Dahnika, która zdążyła przeniknąć do Spektrum Lewiatana, szukała ujścia i musiała je znaleźć natychmiastowo, uwalniając się chaotycznie w otoczeniu Linandara. Skumulowała się w masce, która przywarła do twarzy łysego maga i połączyła się z nią na stałe. Odcięta od swego źródła moc niszczyła, ale też kreowała. Piasek zawirował wokół Ciemnego, unosząc go wysoko ponad ziemię. Ciemny słyszał głosy tworzących się i umierających natychmiastowo bytów, obserwując każdą możliwą do wykreowania z piasku, obsydianu i tkanek kultystów formę życia. Nowe dusze pojawiały się na jego oczach i rozpraszały się, nim znalazły swe ciała, niezdolne do egzystencji bez nich. Magowie stopnieli w oczach, wykrzywiając swe oblicza w wyrazie najczystszego cierpienia. Podobnie jak wszystko w promieniu trzydziestu stóp od Linandara stali się ledwie pożywką dla dzikiej mocy magicznej.

W jakiś sposób energia ta omijała samego Linandara. Nie mógł nad nią zapanować, ale był jej nośnikiem, punktem centralnym, lewitującym nad Pałacem Dahnika bogiem. Dla postronnego obserwatora całe zajście trwało niecałą minutę, jednak Ciemny odczuł, jakby minęło co najmniej kilka godzin. W końcu padł na piasek, wyczerpany, samotny, nie widząc ani jednej pozostałości szklanej budowli. Wydmy zakryły ją całkowicie, przykrywając łagodną pierzyną miejsce, w którym przed chwilą stało się coś iście niesamowitego.

Głowa Zielonej Strzały pulsowała. Po długim czasie, w którym krążył po świecie jako duch, poczuł się odrażająco wręcz organiczny. Spocił się, był głodny, mięśnie go bolały, a czaszka zdawała się rozdzierać. Czuł jednak własny potencjał – wiedział, że mimo swego słabego, ludzkiego ciała, jest czymś więcej, niż plebs Wolenvain: potężnym magiem. Mógł zrobić ze swą mocą cokolwiek, co uważał za słuszne, odnalazł w swym umyśle podstawową wiedzę na ten temat. Posiadał też większość wspomnień z poprzedniego życia, ale w jakiś sposób nie stanowiły już dla niego żadnej wartości. Zobojętniał. W jego umyśle krążyły słowa z Wolnej Mowy, wiedział, gdzie się znajduje i gdzie szukać pomocy. Parciane jakby łachy, w jakie był odziany, nie zapewniały dobrej ochrony przed palącym słońcem Pustyni Śmierci, a dojmujące pragnienie już brało go w swe szpony.

//Ciemny – szczegóły nt. Twojego wskrzeszenia wysłałem Ci już prywatnie. Od tego miejsca Twoją postać przejmie Złotooka. Mam nadzieję, że uda Ci się przetrwać. Znajdź najlepiej jakąś oazę i nie bój się korzystać z mocy postaci do rzucania zaklęć, które fabularnie sobie wymyślisz. Jesteś teraz jak tabula rasa, możesz eksperymentować na wszelkie sposoby.
Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

03 mar 2014, 18:53

Podniósł się z piasku,wypluwając go z ust. Głowa mu boleśnie pulsowała, był cały mokry od potu, który po chwili wyparował, a jego organizm natychmiastowo domagał się pożywienia i wody. Zakaszlał ra pierwszy, drugi, pozbywając się resztek zółtawych drobinek. był odziany w jakieś łachmany, które go chroniły przed słońcem. Dotknął dłonią maski na twarzy, upewniając się, że nie będzie w stanie jej zdjąć. W głowie miał tysiąc myśli, tysiąc wspomneiń, które jakby nie należały do niego tylko do poprzedniego właściciela. Słyszał strzępki rozmów w Wolnej Mowie, jakby jego umysł uczył się tego języka. Rozejrzał się dookoła, wszędzie tylko piasek, gdzie on sam miał wrażenie, że czegoś w tym miejscu brakuje, jakby ktoś wymazał coś istotnego z krajobrazu. Czuł w sobie jeszcze jedną rzecz – potęgę. Moc, której nie potrafił w tej chwili nazwać, ale która kusiła go do skupienia się, lecz nie wiedział dokładnie na czym.
- Ciemny.
Słowo, które wypowiedział sam do siebie. Tak jak najczęściej pierwszym słowem dziecka jest "mama" lub "papa", tak jego było "Ciemny". Był to ktoś, kto prawdopodobnie dał mu życie. Według jego osądu oczywiście, ponieważ jeszcze nie potrafił powiązać faktów, że to on jest reinkarnacją tego osobnika. Elf, który zginął, błąkał się po świecie jako cień, ożył. I był nieziemsko spragniony.
- Woda.
Skupił się na potrzebach, a jego pierwszą i najważniejszą wolą było właśnie coś do picia. On sam poczuł mrowienie w koniuszkach palców, jakby te chciały mu wskazać drogę do najbliższej oazy. Podniósł dłonie, które poza tym, że były nieco brudne od piasku to nie wykazywały żadnych niepokojących objawów. Nie był w stanie myśleć, lecz jedynie odczuwać. Zaczął wychylać dłonie w różnych kierunkach, jakby liczył, że mrowienie w palcach mu wykaże kierunek, w którym powinien się udać. Po chwili jego prowizoryczny "kompas" wskazał mu kierunek na wschód, lecz dla Ciemnego była to tylko poszlaka, z której zamierzał korzystać. Zaczął iść na wschód, gdy po kilku krokach poczuł gorąco.
- Cień.
Założył kaptur na głowę, lecz to mu nie pomogło specjalnie. Moc, którą w sobie czuł nieświadomie skierował na piasek za nim, a ten teoretycznie powinien się unieść i stworzyć coś na podobieństwo parasola, osłaniającego go przed spiekotą. Lecz to były tylko jego pragnienia, które nie wiadomo było czy się spełnią. Będzie się musiał nauczyć, jak kontrolować moc, którą posiadł. Lecz na to przyjdzie jeszcze czas. Nie zginie na pustyni. Już raz to zrobił, ale wrócił.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

05 mar 2014, 19:28

MG

Słońce wisiało sobie wysoko na niebie i śmiało się z każdego, kto postanowił wyprawić się o tej porze dnia na spacery po suchutkich i rozgrzanych piaskach pustyni. Suche piaski, suche powietrze, sucha przyszłość. Tak, śmiałek, który wybierał się na spacerki w te strony, mógł być pewien, że sobie umrze z pragnienia.

Inaczej jednakże sprawa się miała oto tego "nowonarodzonego". Może i nie pamiętał nic z poprzedniego życia, by w jakikolwiek sposób wspomóc się wieloletnim doświadczeniem i przeżyć, ale miał coś, czego nie miało tysiące śmiałków, którzy stracili na Pustyni Śmierci siebie. Posiadał magię.

Oaza. Marzenie każdego pustynnego podróżnika. On wiedział, czuł, w którą stronę ma ruszyć, by dotrzeć do celu i właśnie w tamtą stronę ruszył bez chwili namysłu. Chciał wody, woda była w oazie, więc chciał się znaleźć w oazie. Proste. I tam właśnie szedł, osłaniając się wzniesionym piaskiem, który najwidoczniej postanowił robić sobie za chmurkę na usługach Ciemnego. Najwidoczniej nie zamierzał tracić szybko zyskanego życia. Jednakże do oazy była jeszcze daleka droga…

Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

06 mar 2014, 13:46

Zaufał instynktowi i postanowił ruszyć przed siebie, w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak życia. Moc jak na razie postanowiła być mu posłuszna, ponieważ poczuł nad sobą przyjemny cień. Nie odwracał się jednak tylko parł naprzód, żeby jak najszybciej dotrzeć do celu. W głowie zaczęło mu się roić setki drobnych myśli, lecz były przytłumione przez gorąco, jakie panowało na pustyni. Niebo było bezchmurne, co zwiastowało, że pogoda nieprędko się zmieni, a słońce było wysoko na niebie, jakby panowało południe, chociaż to były tylko jego domysły. Parł przed siebie i zaczął wspominać.
Kim był Ciemny? Kim jestem i jak się znalazłem. W pamięci przewijają mi się różne wydarzenia, różne miejsca, różne osoby, żadnej jednak nie widziałem. Pustynia, Śmierci. Tak się to miejsce nazywa. Mam tylko nadzieję, że nazwa nie jest prorocza. Jak przeżyję to dla mnie będzie się to miejsce nazywać "pustynią narodzin". W sumie. Ciekaw jestem, czy żyją tutaj w okolicy jacyś nomadzi, osadnicy czy inni obywatele tego miejsca. Zwierząt nie widać. Gorąc. W sumie gorąc nie zachęca do życia, ile bym dał za deszcz. Chociaż może… nie. Nie teraz. Muszę znaleźć wodę, zaufać intuicji i mrowieniu w palcach. Tam musi być woda. Jeżeli naprawdę będzie to będę składał ofiary całopalne. Nie wiem jeszcze komu, ale będę. Tylko… jak tutaj załatwię ogień i woły. I odpowiednie miejsce. Woda, woda, głupcze! Znajdź najpierw wodę! Cholera!
Wydawało mu się że coś się poruszyło w oddali, lecz prawdopodobnie to tylko fatamorgany, które omamiają zagubionych obietnicami i ich porzucają. Zresztą wiedział, że żywej duszy nie ma w zasięgu wzroku.
Jak nie znajdę, to choćbym miał się wykrwawić, to wynajdę chociażby wodę!
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

09 mar 2014, 21:58

MG

Ciemny dzielnie szedł na przód i na przód. Z każdym kolejnym krokiem zbliżał się coraz bardziej do oazy i wody, przez co mrowienie w palcach stawało się coraz wyraźniejsze. Wkrótce mógł nawet dostrzec w oddali miejsce, którego szukał.

Oaza należała do tych nieco większych, przez co nie zawierała jedynie kilku drzewek i drobnego zbiorniczka wodnego. Ciemny nie od razu mógł dostrzec ludzi, którzy również przybyli po wodę oraz by napoić zwierzęta. Oni zaś zauważyli go pierwszego i zaniepokojeni spojrzeli po sobie, nie mówiąc nic. Najwyraźniej świetnie się znali i znali te same historie, które piasek niósł od wieków.

Było ich pięciu, z czego jeden poszedł szukać czegoś między drzewami i nie był Ciemnemu widoczny. Wyglądali jak przeciętni podróżnicy, choć mieli przy sobie broń, którą trzymali w pogotowiu. Najwyraźniej uważali, że nie powinni się czuć na pustyni, gdzie Ciemny dotąd nie spotkał ani jednej żywej duszy, bezpiecznie.

Dwóch mężczyzn poiło wielbłądy, jeden napełniał manierki, jeden sprawdzał swoje tobołki. Widać było wyraźnie, że widząc samotnego wędrowca, spięli się. Pięć wielbłądów spokojnie piło wodę, mimo że obok nich, równie niespokojny co podróżnicy, stał wielki skorpion. Przerastał nawet wielbłądy i widać było, że nie atakuje wędrowców.

Andruelo! – Zawołał mężczyzna, zajęty wcześniej swymi rzeczami, w kierunku drzew, nawołując kompankę. – Dziki Piasek jest niespokojny. Mogą być kłopoty z nim i zbliżającym się wędrowcem. – Mógł dosłyszeć Ciemny, który był coraz bliżej.

Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

11 mar 2014, 13:45

Słyszał ludzi, lecz nie zwracał na to uwagi, ponieważ ujrzał cel. Wędrówka od miejsca, gdzie kiedyś stał pałac trwała kilka godzin, lecz jak widać opłacało się zaryzykować. Jak tylko Ciemny ujrzał ten widok, to przyśpieszył kroku, a jednocześnie fala piasku za nim zawaliła się, jakby nie była już podtrzymywana przez magię. Ruszył do wody i wręcz rzucił się do niej, ujmując nieco wody w dłonie i pijąc ją, co mogłoby się wydawać dziwne, bierzmy pod uwagę fakt, że miał zamiast twarzy sztywną maskę. Miał jednak otwór w miejscu ust, więc picie nie było problemem, najwyżej mogło wyglądać trochę dziwnie. Nie zwracał nawet uwagi na ludzi obok, chociaż może powinien, biorąc pod uwagę fakt, że prawdopodobnie to jakaś karawana, która przystanęła, żeby uzupełnić zapasy wody, oraz aby napoić wielbłądy.
Skończył pić, a gdy podniósł głowę to wtedy dotarło do niego, że nie jest tu sam. Wstał więc z kolan i jego wzrok utkwił na mężczyznę, który krzyczał do Andrueli.
- Kim… jesteście?
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

19 mar 2014, 23:10

MG

Powiadają, że nie istnieje coś takiego jak, rzekomo najzwyklejszy w świecie, przypadek. Wielu dodaje też, że we wszystkim istnieje głębszy sens, który tylko czeka na to, by go odkryć. Nic nie dzieje się bez przyczyny i nie znika nie pozostawiając po sobie żadnego skutku, ni śladu. Nie jest ważnym to, czy działania te odgrywają jakąś większą rolę, są elementami szerszej układanki, czy też pojawiają się tylko na chwilę, by po niej zniknąć. Wydawałoby się nawet, że mogą zrobić to całkowicie, lecz przecież znane jest stwierdzenie, że w naturze nic nie ginie. Nic też nie zostaje zapomniane, a przynajmniej nic, co swą wagą dorównywać by mogło najistotniejszym nawet zadaniom. Zadaniom, które zawsze wykonywano wyjątkowo starannie…

W czym jednak to wszystko wiązać się miało z kimkolwiek, kto wchodził w skład zbiorowiska przy wodopoju? Z pozoru mogłoby się zdawać, że z niczym. Ot, grupka dosyć zwyczajnie wyglądających osobników pragnących napoić swoje zwierzęta i jeden, najwyraźniej niezbyt dobrze przez nich przyjmowany, tajemniczy włóczęga o wyglądzie wzbudzającym jeszcze większą niechęć praworządnych kupców. Może nie można było nazwać tego czymś niespecjalnym, jednak to wciąż nie była rzecz zwracająca dużą uwagę.

Uwagę, którą jednak w stronę Ciemnego chyłkiem zwracał najbardziej od niego oddalony mężczyzna. Nie był on zbyt dobrze znany reszcie towarzyszy, gdyż w grupie znalazł się stosunkowo niedawno. Od razu rzucało się w oczy coś w rodzaju dziwnego zdystansowania, oddalenia od kompanów, a nawet swoistego życia własnym życiem. Mimo to grupa wyjątkowo szybko uznała go za swojego i przestała zwracać uwagę na jego dziwaczne zachowania, których on też otwarcie nie demonstrował. Z pewnością miał swoje ciemne sprawki, lecz kto obecnie ich nie miewał?

Lecz nie to liczyło się w tej chwili. Ukradkowe spojrzenia jednego z podróżników nie były bowiem warte zainteresowania, przynajmniej dopóty, dopóki nie robił on niczego poza tym. Tymczasem przywódca całej grupy, bo nim właśnie musiał być mężczyzna wołający wcześniej Andruelę, wyraźnie czekał na jej odezwę… jednak ona nie nadchodziła. Mijały kolejne sekundy, a przewodnik wciąż stał w miejscu, całkowicie ignorując pytanie zadane mu przez Ciemnego. Zaczynał się niepokoić, gdyż takie zachowanie nie było w charakterze kobiety, która już dawno powinna zjawić się przy reszcie towarzyszy. Zwłaszcza po wspomnieniu o zbliżających się kłopotach…

Tymczasem kłopoty nadciągnęły, lecz nie ze strony, z której się ich spodziewano. Niezmąconą wręcz niczym ciszę, podczas której niespokojne spojrzenia wędrowców spoczywały na zakapturzonym, przerwał nagle przeraźliwy okrzyk dobiegający od strony drzew, za którymi tak dawno zniknęła Andruela. Dźwięk jednak urwał się równie szybko i niespodziewanie, co rozbrzmiał.

Podróżnicy jeszcze przez dłuższy moment stali w miejscu niczym posągi. Nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać, lecz mieli niezmąconą niczym pewność, że nie było to nic dobrego. Ich kompanka nie należała bowiem do osób mających skłonności do głupich zagrywek i nie była również lękającą się wszystkiego panienką…

Awatar użytkownika
Ciemny
Posty: 758
Rejestracja: 14 lut 2011, 15:07
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
GG: 3113402
Karta Postaci: viewtopic.php?p=1099#1099

29 mar 2014, 20:25

Ciemny został zignorwany przez osobę, której zadał pytanie. Najpierw nie wiedział, co z tym zrobić, aż w końcu po kilku sekundach ciszy zaczął czuć uczucie, które dla jego organicznego ciała było czymś nowym, chociaż dziwnie znajomym. Czuł gniew, że nikt mu nie raczył odpowiedzieć na pytanie, lecz nagle to uczucie usunęło się w cień na rzecz zdziwienia, które nastąpiło po krzyku, który nagle rozległ się z okolicy palm. I zniknął, jak ręką odjął, co oznaczało, że tam czaiło się jakieś zagrożenie, które za cel wybrało sobie nieszczęsną kobiecinę. Albo mężczyznę o imieniu Andruela. Jednocześnie piasek wokół Ciemnego zaczął niespokojnie wibrować, jakby wyczuwał to samo, co jedyny ludzki władca magii w okolicy. Uważny obserwator zauważyłby, że piasek w okręgu o promieniu kilku metrów, w którym centrum stał zamaskowany wędrowiec zaczął falować, jakby był gotów do działania. Co zresztą było prawdą, gdyż Ciemny swego czasu był Piaskowym Demonem, władcą tego żywiołu, który był prawdopodobnie dzieckiem spłodzonym przez matkę ziemię i ojca powietrze.
Mag stał, a jego palce mrowiły, pełne mrowienia. Zaczynał czuć coś w rodzaju ekscytacji, strachu i podniecenia jednocześnie, jakby właśnie miało stać się coś wielkiego w jego życiorysie. Cóż, to za chwilę się okaże, chociaż dla biednym wędrowców może być już za późno. Lecz kto wie, czy czarownik nie rzuci się im na ratunek. W końcu ten jest teraz kimś innym, przeszedł przez bramy śmierci i wrócił cały i zdrowy. Lecz prawdopodobnie jako ktoś inny.

Wróć do „Pustynia Śmierci”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.