Dom Lorven

Przybytki różnych bóstw rozsiane po Jaśminowym Parku. Niektóre z nich podupadłe, inne nadal doglądane przez wyznawców. Najbardziej prominentne zbudowane zostały ku czci Lorven Protektorki Dusz.
Posty: 338
Rejestracja: 06 lut 2011, 12:13

Dom Lorven

15 lut 2011, 07:26

//Opis tematu nieaktualny, zostanie przebudowany tak szybko, jak będzie to możliwe. Proszę się nim na tę chwilę nie sugerować – Infi.

Jedna ze świątyń Bogini Dobra, zwanych ciepło – domami.
Był to biały budynek o strzelistym dachu, wsparty kolumnami. W środku, na marmurowej podłodze stały liczne jasne ławki z drewna. Na białych ścianach poukładano barwne kwiaty. Między kolorowymi witrażami przedstawiającymi malarzy, poetów, pisarzy, muzyków, rzeźbiarzy o przyjaznych minach, trzymających w rękach swe atrybuty, były utwierdzone świece na złotych świecznikach. Z góry patrzyły na wiernych okrągłe, kryształowe żyrandole. Z przodu stała ambona kapłana – mniejsza dla jednego, a większa (cały stół) w razie, jakby było ich więcej. Za ambonami wykonano freski, przedstawiające uśmiechniętą Boginię w różnokolorowych szatach. Tam też stał złoty, pionowy pojemnik na kielich, w którym było wino. Pili je wszyscy wierni.


Witaj Przepiękna – Kilian powitał w myślach Lorven siadając w ławce na samym przedzie.
Wyrecytował wiele modlitw klęcząc na klęczniku ławki. Gdy skończył wstał i ukłoniwszy się bogini wyszedł.

z/t
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Posty: 18
Rejestracja: 27 lis 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2343

14 lip 2013, 15:53

Młodzieniec przyjrzał się jeszcze raz uważnie staruszkowi. Wyglądał na poczciwca, który z sercem podchodził do każdego. Zapewne, jeśli ma wnuki to są najszczęśliwsze na świecie. Nie tak jak z dziadkiem Istana. Uch zakała rodziny, pomiot ze sraczki demonów, którego kijem lepiej nie trącać by nie przypomnieć sobie smaku ostatniego posiłku.
Ah mości panie ja nie tyle, co z Derin, co z pod Derin. Ja prosty syn chłopa ze wsi, co szans na własny kawałek ziemi pod uprawę nie mam. Przyznać muszę, że nic mnie tam nie trzymało. A i pewna dziewka nawet przegoniła. – Nagle lekko się zarumienił i zaczął nerwowo kręcić głową. – Ale nie myślcie panie, że z brzuchem jest. Nic z tych rzeczy. Dziewka uparła się, że się ze mną ożeni a ja do tego nie skory. A zwłaszcza nie z nią. Charakter ma potworny, nie mówiąc już, że ropucha ze stawu piękniejsza od niej.
W tym momencie chłopak wziął oddech i się uspokoił.
- A do miasta przybyłem niedawno. Szczęścia szukam i własnej drogi przez to życie. A i prawda, że żadnej pracy się nie boję. Mogę pomóc w sprzątaniu, jeśli szanowny pan tego sobie życzy. A i kunia oporządzę jak należy czy innym stworzeniem się zaopiekuję. A jak zlecicie mi coś innego to szybko się nauczę. – Chłopak uśmiechnął się szczerze od ucha do ucha.
Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

23 gru 2014, 23:26

Pamiętał swoją ostatnią wizytę w stolicy Autonomii. Nie wyszła ona najlepiej. Nieco przesadził, musiał temu przyznać rację, jednak to wszystko jest dla niego nowe. Skala tego wszystkiego potrafiłaby załamać nawet największych, a on przecież nie był idealny. Chciał się za takiego uważać i dawał tego wyraz na zewnątrz, ale w środku wciąż miał świadomość swych błędów. Niemniej, teraz odegra swoją rolę lepiej.

Po pierwsze ważne było wytłumienie aury. Po wchłonięciu energii z kamienia znacząco wzrosła jego potęga i już teraz gdyby ktoś chciał można byłoby go wyczuć. Oczywiście nie było to porównywalne do stanu tego, gdy opuszczał ruiny. Odpowiednio maskując swoją aurę chciał ją na tyle osłabić, żeby nie była przytłaczając dla zwykłych ludzi. Musiał się z nimi bowiem porozumieć. Nie chciał zaś by wyszło z tego tyle, że przy pierwszym kontaktu śmiertelnik nieobeznany z takimi mocami padnie na podłogę zalany krwią z otworów ciała.

Dlatego też osłabił własną aurę, maskując ją pod emanacją ciepłych, pozytywnych uczuć. Wplótł i zamieszał szczęście, spokój, ale także odrobinkę majestatu, nie zatrważającego odejmującego mowę i władzę nad kończynami, ale takiego, który podświadomie mówił, że należy zwracać się z szacunkiem i go okazywać. To był pierwszy krok. Drugim zaś przedostanie się w żądane miejsce bez przykuwania znacznej uwagi. Spłaszczył swoją formę przeistaczając się w coś na podobieństwo ciężkiej mgły sunącej po glebie. Kiedy był w pobliżu murów miasta uważnie, z należytą ostrożnością wybadał czy nie ma w konkretnym miejscu strażników i dopiero wtedy bardzo szybko wznosił się na mury. Jeżeli jacyś byli to czekał aż się oddalili. Dzięki swoim zmysłom i sondą potrafiłby przewidzieć gdzie strażnik patrzy i jaki ma zasięg widzenia, więc nie powinien przykuć zbytniej uwagi.

Celem był Park Jaśminowy i znajdujące się w nim świątynie. Zamierzał podszyć się pod wysłannika Lorven. Kwestię wyglądu zewnętrznego zamierzał zająć się na miejscu. Wybrał za cel tę śmieszną "Patronkę Dusz", ponieważ cieszyła się największym szacunkiem spośród całej piętnastki. Głupi ludzie. Nie pojmowali, że bogowie mają ten świat i jego mieszkańców za nic. Gdyby tylko przejrzeli na oczy, wielka szkoda. Jakże piękniejsza mogłaby stać się ta rzeczywistość.

Ostrożnie przemykałby między drzewami pierw badając czy nie ma nikogo w pobliżu. Jeżeli ktoś był czekałby, aż się oddali, jeśli ktoś by go dostrzegł, natychmiast oddalałby się w taką prędkością, że zwykły człowiek niemalże z całkowitą pewnością wziąłby go za jakiś zabłąkany promień światła czy inne złudzenie. Niczym bowiem nie przypominał tej porażającej, potężnej kuli światła, która nawiedziła bibliotekę.
Będąc w pobliżu świątyni, pierw jak zwykle upewniwszy się, że nikt go nie dostrzegł, przekształciłby swą powłokę. Mgła złocistego blasku uniosłaby się do góry scalając i przyjmując humanoidalny kształt.

Delikatnie uniósłby się nad ziemię, na jakieś dziesięć centymetrów, tak by świetliste nogi ledwo co zahaczały o glebę. Był to wyraźny symbol. Ludzie operowali na nich, zwłaszcza ci religijny, a możliwość lewitowania była znakiem boskości, czegoś wykraczającego poza zwykłe życie, coś wyższego, doskonalszego.

Sondy, które wysłałby powróciłby z informacją, że wewnątrz świątyni znajduje się jeden kapłan zwrócony plecami do wejścia i pogrążony w modlitwie.

Delikatnie uchyliłby wejście przy pomocy telekinezy i wszedł do środka. W tym momencie z pewnością kapłan by się zorientował, że coś jest nie tak i się odwrócił. Mimo wszelki prób nie można całkowicie zamaskować swej aury, a i on tego wszakże nie robił, gdyż ją zmodyfikował. Gdy kapłan spojrzałby na niego, zwróciłby się do niego tymi oto myślami, unosząc energetyczną rękę w znaku pokoju, nie do podania.

Niech chwalona będzie Lorven i jej świetliste imię – przekaz łagodnie, z wyważaniem, ostrożnością i pełnią pozytywnych emocji, więc nawet ktoś kompletnie nieobeznany z magią, a kapłani z natury takimi osobami nie byli, nie miał prawa zacząć pluć krwią i wić się z bólu. Występować mógłby lekki ból głowy, ale to nic wielkiego. W końcu obcowanie z wysłannikami bogów to wielka próba dla umysłu i ciała

.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

24 gru 2014, 08:38

//Bogowie, ale odkop. Opis lokacji zostanie przebudowany tak szybko, jak będzie to możliwe. Na razie proszę się nim nie sugerować.
MG

Planując każde swoje posunięcie niemal bezproblemowo przeniknął w miejsce docelowe. Nie wziął jednak pod uwagę, że czysta energia magiczna, z której został zbudowany, świeciła, a na płaskim terenie otaczającym mury miejskie widoczny będzie jak na dłoni. Nie miał gdzie się ukryć, a strażnicy na wysokich murach widzieli go już z daleka, reagując w odpowiedni sposób – krzykami i ucieczką. Nie było możliwości, aby zbliżyć się do miasta w sposób niezauważony, szczególnie, gdy było się Anemetiusem. Teren wokół miasta był płaski nie bez powodów. Wczesne dostrzeżenie zagrożenia było jedną z ważniejszych funkcji baszt, a gdyby okolice Wolenvain (lub jakiegokolwiek innego miasta) porastały gęste lasy, ich istnienie byłoby całkowicie bez sensu.

Sam Jaśminowy Park graniczył z północno-wschodnią częścią murów, co pozwoliło dostać się do niego zaraz po ich przekroczeniu. Wśród terenów zielonych ascendent spotkał wprawdzie parę osób, ale zdołał przemknąć tak, aby nikt go nie zauważył. Oczywiście strażnicy zapewne biegli teraz co tchu przekazać dalej swe wieści o kolejnych dziwacznych anomaliach nawiedzających Wolenvain. Anemetius nie spodziewał się jednak, że w mieście znajduje się ktokolwiek, kto mógłby mu zagrozić.

Przy ostatniej wizycie w stolicy, gdy ascendent dewastował Wieczną Bibliotekę stojącą w bliskim sąsiedztwie wszelkich ważnych budynków miejskich oraz samej Twierdzy udało mu się wyjść z tego bez szwanku. Żaden ze śmiertelników nie śmiał mu się przeciwstawić; nawet Protektor ograniczył się do wysłania swojej projekcji. Jakimś sposobem bardzo szybko dowiedział się o całym zamieszaniu. Z pewnością miał w Wolenvain swoich ludzi, zdolnych na dodatek do przesłania odpowiednich informacji w niewątpliwie magiczny sposób. To nie zwiastowało niczego dobrego, ale energetyczny byt kompletnie się tym nie przejmował. Pewien był, że śmiertelnicy nie są mu w stanie zagrozić.

Do kościółka również dostał się dość łatwo. Choć w Wolenvain było kilka prowadzonych przez przedstawicieli Świątyni Światła przybytków, ten nie był zbyt okazały. W samym mieście znajdował się jeden z ważniejszych dla wiernych budynków, ale Anemetius postanowił objawić się w skromnej kapliczce, co było posunięciem ostrożniejszym i bardziej racjonalnym. Kto wie, jakie mechanizmy mogły chronić siedzibę arcykapłana – tutaj zaś nie można było spodziewać się niczego szczególnego.

Budująca Anemetiusa czysta moc magiczna została silnie skompresowana, tak, aby upodobnić go kształtem do istoty humanoidalnej. Było jej dość dużo, a skupione cząstki energii obijały się o siebie, trzeszcząc i krzesząc magiczne iskry. Cała postać świeciła niesamowicie mocno, usuwając mrok z całej głównej sali kościółka. Ubrany w białą, przewiązaną żółtą szarfą togę kapłan zauważył to od razu. Jego brodate lico wyrażało bezbrzeżne zdumienie oraz strach. Był na tyle stary, że nieliczne, porastające czubek jego głowy włosy były już całkiem białe; podobnie jak zarost. Zapewne za młodu był blondynem.

Zanim nawiedził go Anemetius, modlił się, klęcząc przed ołtarzem, na którym umieszczono jakiś zakryty białą płachtą, stojący pionowo płaski przedmiot, zapewne jakąś figurę. Rozpalany podczas rytuałów, obecnie wygaszony, pełen węgli kosz znajdował się po jego lewicy. Teraz jednak mężczyzna odwrócił się nagle, upadając na plecy i wypuszczając z rąk dotąd trzymaną w nich, grubą i wytartą księgę. Szybko złapał ją i słysząc słowa ascendenta ukląkł ponownie, z twarzą przy posadzce. Księgę umieścił na wyciągniętych przed siebie dłoniach. Nie powiedział nic, zgięty strachem, szacunkiem i bogobojnością.

Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

24 gru 2014, 09:21

Reakcja mężczyzny okazałą się być pozytywną, doskonale, o jedno zmartwienie mniej. Ukazanie księgi w taki sposób świadczyło o tym, że starzec rozumiał kto jest kim i jaka jest między nimi hierarchia.

Ostań z kolan wierny sługo. Twoje modły zostały wysłuchane – oświadczył poprzez leciutkie dotkniecie myśli starego kapłana. Czynił to z największą delikatnością. Obchodził się z kruchą świadomością człowieka jak z płatkiem róży, czule i opiekuńczo. Przesyłał przez siebie uczucie bezpieczeństwa i niebywałego spokoju, dodając otuchy i podnosząc na duchu swego rozmówcę. Widział bowiem jego strach i rozumiał to.

Wystawił przed siebie półprzezroczysty, lśniący palec wskazując na człowieka.

Ty! – zagrzmiał wprawiając przy pomocy telekinezy wnętrze budynku o słaby wstrząs mający być niby echem Protektorki Dusz. – Staniesz się Jej świętym heroldem! Ogłosisz jej wolę, która zostanie przelana poprzez mnie w ciebie. Ty odnowisz oblicze tego skorumpowanego świata na nadejście Pani!

Opuścił palec. Oczywiście do czasu. Jeżeli pojawi się ktoś bardziej odpowiedni zajmie twe miejsce. Tu nie chodziło o przejęcie tej organizacji. Nawet jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to kapłana i jego ewentualnych zwolenników uzna się za heretyków, ale o to także w tym chodziło. Pojawia się demon, zaraz po nim stary, szary kapłan doznaje objawienia w jakieś podrzędnej świątyni. Nie w wielkiej katedrze skąpanej w złocie i luksusie. To przemówi do prostych ludzi i wzbudzi wątpliwości w szlachcie co do słuszności obecnego stanu rzeczy. Winą za przywołanie demona obarczy się Akademię, inne religie może to wykorzystają, wybuchnie chaos i będzie się powiększać. Drobna szlachta przegoni pieski Protektora ze swych dworów pod naporem protestów hołoty. Będą się nawzajem oskarżać. Jeżeli powiążą go z wydarzeniami z biblioteki oświadczy ustami nowego herolda Lorven, że to był znak od bogini i kapłani go nie dostrzegli, a więc utracili swój autorytet i błogosławieństwo bóstwa oraz wynika potrzeba głębokiej reformacji. Reszta sama potoczy się swoim torem znanym z historii. On tylko chciał zamieszać w tym kotle i później obserwować.

Wyjaw swe imię i przyjmij mnie jako przewodnika.

Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

03 sty 2015, 07:00

MG

Bardzo powolnym, niezbyt płynnym i roztrzęsionym ruchem kapłan powstał na nogi, nadal nie podnosząc wzroku i starając się utrzymać swoją księgę na widoku. Plecy staruszka wygięły się w łuk, tak, aby jego głowa pozostała jak najniżej. Jego postawa pełna była podszytego strachem, bezgranicznego szacunku wobec istoty, z której majestatem nie równało się nic, co kiedykolwiek napotkał na swojej drodze. Nie odzywał się niepytany, pokornie przyjmując słowa Anemetiusa i drżąc przy każdym z nich. Z pewnością nie było to wywołane tym, co odczuwał podczas przelewania myśli ascendenta do jego umysłu, bowiem przekaz był wyjątkowo delikatny i pełen subtelności. Sam fakt, że przemawiała do niego istota zesłana najwyraźniej przez jego boginię powodował jego wahania, zupełnie tak, jakby za każdym razem bał się, że zamiast słów spadnie na niego cielesna kara. Wiedział, że znajduje się całkowicie w mocy jaśniejącego przed nim bytu, poddając się mu bez fałszywej nadziei na ucieczkę czy sprzeniewierzenie się.

Jego reakcja była wręcz organiczna. Swoisty paraliż ciała i niezdolność umysłu do objęcia roztaczającej się przed nim rzeczywistości wymusiły na nim posłuszeństwo. Powoli jednak naturalny w takim przypadku strach zastępowała wiara, która kiełkowała pośród niego niczym posiane w odpowiednim miejscu i dobrze doglądane ziarno. Zaczął w pełni ufać w to, że Anemetius jest mu przychylny, a jego przeszłe czyny wyniosły go ponad innych śmiertelników. Pojął, że to, czego doświadczał, jest dla niego zaszczytem, a wola Lorven Protektorki Dusz niniejszym objawiła się przed nim w pełnej krasie. Być może był głupcem, ale w jego sytuacji inne podejście nie miało racji bytu. Wszystko to, w co wierzył przez całe życie, urzeczywistniło się na jego oczach. Był gotowy się temu poddać.

- To… Tonuryn - wyjąkał z zamkniętymi oczami, bojąc się teraz nawet patrzeć na posadzkę kościółka. Nie wyrzekł niczego więcej, choć ascendent świadom był pytań przebiegających przez jego umysł.

Awatar użytkownika
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

04 sty 2015, 23:20

Tonurynie, przed tobą wielkie zadanie. Nie będzie ono proste. Napotkasz wielu, którzy będą próbować osłabić twoją wiarę, wielu którzy będą fałszywie powoływać się na Panią. Twoja wiara zostanie poddana próbie. To wielki test i ty musisz go przejść. Od ciebie zależeć będzie czy wybierzesz spokojne życie, czy też ścieżkę wyklętego, ściganego, ale wiernego. Pamiętaj, że nagrodą za trudy na tym świecie będą zaszczyty w następnym. Większe niż cokolwiek ofiaruje ten świat i jego fałszywi władcy. Świątynia Światła musi zostać oczyszczona z ciemnego nasienia. Rozmawiaj tylko z tymi, którym ufasz. Stroń od władzy świątyni. Od magów i fałszywych proroków, wieszczów oraz wiedźm. A zwłaszcza unikaj sług Akademii Magicznej Morinhtaru. W niej czai się źródło zła. Demon jest efektem bezbożnych czynów akademii.

Musiał utrwalić w tym człowieku poczucie misji, siłę wiary. Nie znał jego pozycji w świątyni. Był dość wiekowy, więc siłą rzeczy musiał mieć jakąś wartość, ale raczej nie należał do wyżej hierarchii. Może opiekował się tym przybytkiem? Nie miał też dużo czasu na rozmowę z nim. Prędzej czy później zjawią się tu nieproszeni goście. Konfrontacja na tak wczesnym etapie była niepożądana. Należało wpierw pobudować pozycję od dołu.

Głoś nowe słowo pośród biednych, wątpiących, niepocieszonych. Szukaj tam, gdzie dotychczas nikt nie spoglądał. Za pięć dni, o świecie, przybędę w to miejsce ponownie. Bądź tutaj razem z tymi, którzy ci zaufali.

Z tymi słowami uniósł się w powietrze i rozproszył w świetlisty blask, który wymknął się przez drzwi świątyni. Na tym etapie to wszystko co mógł uczynić. Za pięć dni okaże się czy ten człowiek był wart pokładanych w nim nadziei.

z/t

Wróć do „Świątynie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.