Świątynia Damahka. Cmentarz.

Przybytki różnych bóstw rozsiane po Jaśminowym Parku. Niektóre z nich podupadłe, inne nadal doglądane przez wyznawców. Najbardziej prominentne zbudowane zostały ku czci Lorven Protektorki Dusz.
Awatar użytkownika
Posty: 25
Rejestracja: 24 maja 2012, 23:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29602#29602

Świątynia Damahka. Cmentarz.

07 lip 2012, 11:55

Cmentarz gdzie umiejscowiono świątynię Damahka był raczej średniej wielkości. Co na tak tłoczne miasto i tak oznaczał dość spory teren. Ale pomimo swoich rozmiarów był bardzo zadbanym miejscem. Widać było że rodzina i krewni mogą zapomnieć o grobach, ale zajmujący się tym miejscem nawet sobie tego nie wyobrażają. Solidny, żelazny płot będący w trakcie malowania okalał cały teren zawierający – prócz mnóstwa grobów – kilka krypt osób lub rodzin mogących sobie na to pozwolić, świątynię Damahka oraz szopę na narzędzia.
Sama świątynia nie przypominała za bardzo innych świątyń. Była… mało ozdobna. Na pierwszy rzut oka nawet trudno by rozpoznać w niej miejsce kultu. Spory budynek zbudowany na planie prostokąta nie miał żadnych posągów, żadnych zdobień ani akcentów artystycznych. Był – ogólnie rzecz biorąc – minimalistyczny i użytkowy. Jedynie znak kręgu nad wielkimi wrotami którymi mogła przejść procesja pogrzebowa sugerował że tutaj patronuje bóstwo cyklu życia i śmierci. Okna w budynku były wysokie i wąskie, a większe ilości światła dostarczały tylko dwie rozety – z przodu nad wejściem i po przeciwnej stronie budynku.

Wnętrze było równie proste i skromne co część zewnętrzna. Była to w sumie jedna wielka sala z ławkami, gdzie mogli spocząć żałobnicy, katafalk stojący w miejscu które w innej świątyni zajmowałby ołtarz. Oprócz tego prosta mównica. W środku panował przyjemny chłód, a przy ścianach i wokół katafalku często stały spore świece, zapalane na czas uroczystości.
Z boku znajdowały się drzwi, które prowadziły do niewielkiej, wydzielonej części mieszkalnej. Była to mała sypialnia, składzik na przedmioty niezbędne do uroczystości i prosta kuchnia. Oprócz tego, specjalne, grube i żelazne drzwi ukryte za parawanem prowadziły do podziemi.

Podziemia są niemal tak duże jak nadziemna część. Zawierają pomieszczenia do przygotowywania i przechowywania zwłok do momentu pogrzebu. Panuje tu solidny chłód utrzymywany dzięki sprytnemu systemowi wietrzników i grubym, kamiennym murom. Niewiele osób tu zagląda, bo prawdę mówiąc mało kto ma ochotę. To tutaj Sable zajmuje się zwłokami zanim spoczną one w uświęconej ziemi.

poza tym przy świątyni stoi spora, solidna szopa z drewna, gdzie trzyma się niezbędne narzędzia grabarzy. Taczki, łopaty, kilofy, nożyce do cięcia gałęzi albo przycinania trawy. Motyki do plenienia chwastów i wiele, wiele innych.

Cały cmentarz jest objęty błogosławieństwem Damahka. Podtrzymywanym częstymi rytuałami mieszkającego tu kapłana. Żaden nieumarły nie postawi stopy na jego terenie i żaden nekromanta nie znajdzie tu zwłok które mogły by mu się przydać do czegokolwiek poza balastem albo podparciem drzwi w razie przeciągu.

Pracują tu – poza Sablem – cztery osoby. Dwójka to zwyczajni grabarze, zajmujący się głównie kopaniem grobów i utrzymywaniem cmentarza w czystości. Duncan i jego syn – Frynn. Oprócz tego młody i nieco nerwowy pseudowampir Rik zajmujący się drobnymi sprawami i służący za gońca. I na koniec Howard – młody chłopak uczący się u Sable'a przed pełnym wstąpieniem w szeregi kapłanów Damahka.

***

Ściemniało się gdy dota
Brama na cmentarz była otwarta. Szeroka ścieżka była ledwo oświetlona płonącymi na słupach latarniami. Sama świątynia jarzyła się od środka delikatnie, co wskazywało na to że wewnątrz zapalono świece. Stojący przy szopie grabarz Dunan z synem dostrzegli zbliżającego się kapłana i pomachali mu dłonią. Byli ubrani w proste, robocze kombinezony paprane staranie od niepamiętnych czasów ziemią przy robocie. Byli zajęci składaniem narzędzi, ale zaraz jednak zauważyli też niewielką żeńską osóbkę która mu towarzyszy i starszy mężczyzna zdjął noszony na głowie kapelusz z szerokim rondem.
Panie Sable. Panienko. – skłonił się lekko, jako że był człowiekiem życzliwym i uprzejmym. Szturchnął syna, by i ten się skłonił, a nie drapał się po głowie z głupią miną. Frynn miał tendencję do błądzenia myślami w oddali.
Panowie. – kapłan również się im skłonił. – Proszę, przyślijcie do mnie Rika, gdy się pojawi.
Mężczyźni przytaknęli, a młodszy szybko został posłany po poszukiwanego. Tymczasem kapłan poprowadził Lunę w stronę świątyni.
Wielkie wrota wejściowe zawierały w sobie także niewielką furtę, którą mogli wchodzić pojedynczy ludzie. Otworzył ją i wszedł do środka, zapraszając Lunę by weszła za nim. W środku panował lekki chłód. Płonące świece rzucały migotliwy, ciepły blask na to miejsce ostatniego pożegnania. Teraz puste, pachnące dymem i niedawno sprzątniętymi kwiatami. Poprowadził ją do bocznej, mieszkalnej części tego przybytku.
Wprowadził ją do kuchni – duże słowo, biorąc pod uwagę że był tu piec, stół i dwa krzesła. No i mała spiżarka, niemal pusta. Nie wyglądało na to by często używano tego pomieszczenia do czegoś poza parzeniem herbaty.
Proszę tu poczekać. Przebiorę się i wrócę. – kapłan ukłonił się lekko i wyszedł na korytarz a stamtąd do swojej komnaty by się przebrać.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kontakt:
Posty: 3780
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 paź 2012, 12:57

MG

Wydawać by się mogło, że każdy od czasu do czasu otrzymuje szansę od losu. Szczęście zdawało się sprzyjać każdemu, bez względu na płeć, rasę czy wyznawaną religię. Inna sprawa, że jednym sprzyjało częściej, a drugim – rzadziej. Dziwnym trafem w tej pierwszej grupie znajdowały się zwykle osoby, które temu szczęściu niejako pomagały. Nie wiadomo, jak potoczyłaby się sytuacja w świątyni Damahka, gdyby nie zaborczość Luny i jej skłonność do wyciskania z życia wszystkiego, co wycisnąć się dało. Niezadowolona z jednego darmowego suwerena rezolutna kobietka zdecydowała się na dość ryzykowny ruch. Prosząc o więcej otrzymała szansę, której nie dane było jej otrzymać nigdy wcześniej. Od niej zależało, jak ją wykorzysta i co stanie się dalej – wszak, nadal nie wiedziała zbyt wiele o stojącym przed nią, cokolwiek hojnym człowieku. Fangus natomiast nie udawał, że chodzi mu wyłącznie o usługi krawieckie. O co jednak – tego Luna wiedzieć nie mogła.

Łysy mężczyzna nie zmienił pozycji, gdy skrzatka chapnęła sygnet rodowy Idekardów. Wyglądało na to, że nie spodziewał się po niej innej reakcji. Cóż, teraz przynajmniej przyjęła jego propozycję bez szemrania, co zdecydowanie dało mu powód do radości. Wewnętrznej. [/p]
- Chodziło mi o twierdzę pałacową w Wolenvain - rzekł, wyraźnie zdziwiony pytaniem blondynki. Głos nieco mu się zmienił, a mistyczna aura tajemniczości zelżała. Jak widać, nie każdy potrafił trzymać fason w niespodziewanych sytuacjach. - Za jej murami, jako, że nie spełnia ona dawnej funkcji obronnej, zadomowiły się najznamienitsze rody szlacheckie miasta - dodał nieco przemądrzałym głosem, po czym podrapał się po brodzie. - Strażnicy przy wejściu zwykle nie wpuszczają, proszę o wybaczenie, byle kogo. - Tu nastąpiła krótka pauza przeznaczona, oczywiście, na kontemplację przeprosin siwca przez Lunę. - Z tym sygnetem na pewno panienkę wpuszczą. Za bramą proszę pytać o dwór Idekardów.[/p]

Mężczyzna zakończył swój wywód, uśmiechając się lekko i odprowadzając krawcową wzrokiem.

- Oczywiście - mruknął, a świątynne echo poniosło jego słowa zarówno do ciągle milczącego jak grób Sabryna jak i wychodzącej właśnie Luny. – Do zobaczenia - dodał niefrasobliwie, przestępując kilka kroków w kierunku kapłana Damahka. Korzystając z tego, że w świątyni nie znajdował się już nikt poza nimi i dwójką szlachciców, którym jakoby zmarł ojciec, łysy rozluźnił się.

- Nie ma czasu na gierki, kapłanie - rzekł dobitnie, wyraźnie przechodząc do sedna. - Postawię sprawę jasno. Albo zaczniesz współpracować, albo wyniosą cię nogami do przodzu. To jak będzie?

//Luna z/t, no chyba, że chciałabyś coś dodać. Sabrynie – masz dwa tygodnie na odpisanie, w przeciwnym razie Twojej postaci może stać się coś bardzo złego.
Luna – 5PCh.

Wróć do „Świątynie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.