Kanały

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Kanały

04 maja 2014, 22:37

Niewiele miast Autonomii Wolenvain mogło poszczycić się tak znamienitymi kanałami jak Minaloit. Nie chodziło tutaj bynajmniej o rozmach, z jakim je zbudowano – ich część użytkowa była wszak niezbyt rozległa – ale o sławę, jakiej się doczekały. Za mityczną aurę cenili je zwłaszcza bardowie lubujący się w opowiadaniu znanej na cały kraj historii o Pladze Minaloickiej. Sprawa była dość świeża – upłynęło ledwie dziesięć lat od momentu, w którym epidemię można było uznać za zakończoną. Kanały pełniły w niej centralną rolę, bowiem to je uważano za źródło Plagi.

Co istotne, kanałów nie zbudowano na potrzeby osiedla ludzkiego – je znaleziono. Umożliwiło to zresztą fundację miasta w dolinie górskiej, które bez sprawnie działających kanałów nie miałoby racji bytu, narażone na coroczne powodzie.

O wiele ciekawsza była jednak część tuneli nieużywana w formie kanałów. Pozostałość dawnej cywilizacji rozbudziła wyobraźnię i napędziła wiele inwestycji prowadzących do rozwoju miasta. To ona przyciągnęła do Minaloit wielu uczonych, badaczy i awanturników, którzy podjęli się próby jej zbadania. Zrzeszało ich Bractwo Minaloit – organizacja z burmistrzem na czele, której członkowie stanowili swoistą radę miejską.

Niestety, żadnych szerszych badań nie zdążono przeprowadzić. W pięć lat po założeniu miasta, w 403EF, wybuchła Plaga Minaloicka, której natura do teraz potrafi budzić grozę. Nie była to bowiem zwykła choroba – Plaga dotykała wyłącznie istot martwych, zmuszając je do powstania, obdarzając nieposkromioną żądzą mordu oraz wielką sprawnością fizyczną. Kryzys trwał dwa lata, do czasu powrotu do miasta Bakero, ówczesnego burmistrza miasta, który sobie tylko znaną sztuką położył kres Pladze.

Niestety, dla Minaloit było za późno – nieużytkowe odnogi kanałów zamurowano, ofiary Plagi spalono na stosach, a w mieście pozostali wyłącznie górnicy wydobywający srebro w pobliskiej kopalni. Z miasta o szerokich perspektywach rozwoju Minaloit stało się dziurą zabitą dechami.


Część użytkowa kanałów składała się z jednego głównego tunelu oraz jego odnogi – obu kamiennych, kwadratowych i wysklepionych na wysokości ponad sążnia. Przez ich środek przebiegały rynny z nieczystościami spłukiwanymi przez deszcze. Najczęściej jednak ścieki zastygały w formie błotnistej brei. Po obu stronach rynny znajdowały się niezbyt szerokie chodniki, po których swobodnie mogły poruszać się wyłącznie wychudzone osoby. Część nieużytkowa kanałów pozostawała niezbadana, stanowiąc skomplikowaną sieć pokrasnoludzkich korytarzy oraz sal.

Główny tunel części użytkowej prowadził lekkim łukiem od południowego krańca miasta aż w pobliże rzeki Napogi. Obu jego końców chronili uzbrojeni po zęby krasnoludzcy wartownicy. Wchodzili oni w skład ekspedycji ze Złotego Wąwozu mającej na celu odzyskanie dziedzictwa brodatej rasy – mitycznej kopalni Dravenghr. Według jej przewodników tunele pod Minaloit miały prowadzić do przedsionka kopalni. Plotkowano, że można w niej znaleźć oręż, magiczne przedmioty i starożytne artefakty – czego dusza zapragnie.

Gdyby nie wartownicy, do kanałów można byłoby wejść względnie łatwo. Wybita na południowym skraju miasta okrągła dziura była kiedyś zamurowana, ale ktoś zrobił to na tyle nieudolnie, że zapora poddała się czynnikom atmosferycznym, umożliwiając swobodne wejście w głąb. Przez dziurę tę spływały do kanałów wszelkie nieczystości wylewane przez mieszkańców Minaloit prosto na ulice miasteczka.

Drugi koniec – ten przy rzece – został zakratowany grubymi jak przedramię dorosłego mężczyzny prętami. Ta solidna bariera została jednak zniszczona jakąś żrącą substancją. Powstała w ten sposób dziura pozwalała na przeciśnięcie się do kanałów. Nie było to jednak zbyt wygodne – trzeba było skulić się na kuckach. Sam okrągły portal, w który wprawiono kraty, sprawiał wrażenie niezwykle wiekowego. Wykuto go w białawej skale, którą prymitywnie naruszono wprawionymi prętami i podmurówką. Bystre oko mogło zaobserwować nad nim pozostałości jakiegoś trudnego do rozczytania pisma. Portal miał średnicę około sążnia. Stanowił jedyne ujście części użytkowej kanałów.

Aby do niego dojść, należało wyjść z miasta i niejako je okrążyć, podążając traktem do miejsca, w którym przecinał on rzekę Napogę. Następnie wystarczyło skierować się w górę rzeki – wejścia do kanałów nie sposób było pominąć. Prowadziły doń widoczne gdzieniegdzie, topornie wyciosane stopnie. Droga z Minaloit do zakratowanego portalu mogła jednak zająć niemal cały dzień.

Odnoga głównego tunelu znajdowała się kilkaset stóp od wejścia nad rzeką, po prawej stronie patrząc w kierunku miasta. Prowadziła nieco pod górę, prosto pod Minaloit, płynnie przechodząc w korytarz prowadzący do podziemnych siedzib krasnoludów. Sama odnoga otwierała się na nowe tunele wpadające z jej lewej i prawej strony. Wiele było szczelnie zaplombowanych. Inne prowadziły w głąb starożytnego kompleksu, do części nieużytkowej kanałów. Niezamurowane portale, podobnie jak oba wejścia do kanałów, były chronione przez krasnoludzkich wartowników.

Wszystkie wpadające do odnogi rury ściekowe prowadzące od starych chat bogatych mieszczan zostały zlikwidowane – ostatnim była ta prowadząca z ratusza miejskiego, który zawalił się parę dni temu. Gdzieniegdzie w odnodze ziały jednak ich pozostałości. Pozostałych mieszkańców Minaloit nie było natomiast stać na to, by drążyć w nieprzyjaznej, górskiej glebie – szczególnie, że członkowie licznej ekspedycji krasnoludzkiej z pewnością by na to nie pozwolili. Chociaż nie pozbawili kanałów ich podstawowej funkcji, większość z nich uważała takie wykorzystanie dziedzictwa ich przodków za przynajmniej oburzające. Z drugiej strony, gdyby nie powstanie Minaloit, nigdy nie dowiedzieliby się o jego dokładnej lokalizacji.



MG

Rześka po noclegu nad rzeką grupa wysłana przez wujaszka Festera do kanałów pod Minaloit kierując się prawie wyłącznie nosem doszła koło południa do ich wylotu. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco. Duże wejście zostało zakratowane parę ładnych lat temu, choć wstawione w nie, grube jak przedramiona dorosłego mężczyzny pręty wydawały się kompletnie nie na miejscu. Mocna, biaława skała została w prymitywny sposób naruszona, przebita na wylot i podmurowana, pozwalając płynącym prosto z Minaloit brudom na wylewanie się prosto do rzeki. Fakt faktem, że nieczystości tych nie było ostatnimi czasy zbyt wiele z powodu małej populacji osiedla, ale i tak śmierdziało stamtąd nieziemsko. Bystre oczy Ailei dostrzegły znajdujące się nad portalem fragmenty dziwacznego, nieznanego jej pisma. Krótkie doświadczenie długouchej z krasnoludami ze Złotego Wąwozu kazało jej sądzić, że tylko one byłyby w stanie odczytać te niekompletne ciągi sypiących się znaków. Jakikolwiek nie byłby ich przekaz, ludzcy osadnicy Minaloit kompletnie się nim nie przejęli, doszczętnie niszcząc wejście do starożytnych komnat, które, o ironio!, obrali za idealne miejsce do (dosłownego) obsmarowania fekaliami.

Czwórka śmiałków nie miała jednak na co narzekać. Lepiej było dla niej usunąć kilka z metalowych prętów niż przebijać się przez pradawne, kamienne wrota. Kilof dźwigany bez konkretnego powodu przez Dahharda miał wreszcie znaleźć swoje zastosowanie. Wedle wszelkich przesłanek to tutaj znajdowało się ongiś wejście do najwyższych komnat przedwiecznej kopalni Dravenghr, którą chcieli odzyskać brodacze z Wąwozu. Nawet jednak oni nie ośmielili się zejść głębiej, poprzestając póki co na zabezpieczeniu dwóch z trzech wejść do kompleksu. Aż dziw brał, że przy trzecim nie stało ze czterech krasnoludzkich gwardzistów. Być może uznali oni, że kraty powstrzymają ewentualnych eksploratorów albo stali nieco dalej. Możliwe też, że zwyczajnie się czegoś obawiali.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Ostatnio zmieniony 01 wrz 2018, 00:03 przez Infi, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3821
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG‐post: Sanctuary

14 sty 2019, 04:46

MG

Broczący krwią Chorąży na poły stracił zainteresowanie grą prowadzoną z Sokolnikiem. Przestał przekazywać mu jakiekolwiek czytelne informacje, żadne słowa nie pojawiły się w jego umyśle. Przyjmował emocje Dresza z pewnym spokojem, nie szydząc z nich ani nie reagując na nie w łatwy do zdefiniowania sposób. Mimo to czuć było płynącą od Chorążego pogardę i chęć mordu. Być może wynikało to z zadanej mu rany, być może z czegoś innego – trudno było orzec.

Łącząca ich więź, mimo że przestała być tak intensywnie używana, nie została przerwana – wręcz przeciwnie, badający ją Sokolnik poczuł, że przychodzi mu to z większą łatwością. Po krótkim czasie był już pewien, którym korytarzem mógłby posłać energię magiczną, która z pewnością trafiłaby do celu. Okazało się, że z czasem wiele symboli tworzących Krwawą Różę uległo wypaczeniu – wypaczeniu, które pozwoliło Chorążemu nie tylko na przesyłanie swoich myśli Sokolnikowi, lecz także kontynuowanie dzieła zapoczątkowanego przez Plagę. Wyjaśniało to obecność nieumarłych w kanałach pod Minaloit i przedsionku Dravenghr.

Prócz większej łatwości w badaniu dróg łączących go z Chorążym, Sokolnik zyskał także znacznie większą swobodę w przekazywaniu swoich emocji, co można było wykorzystać na wiele sposobów. Nietrudno było powiązać ten fakt z ciągle leżącą w obrębie Krwawej Róży tarczą Nessira. Trawiące ją płomienie i płynąca z niej posoka sprawiały, że misterny wzór runiczny uległ w tym miejscu zanikowi. Wyraźnie antymagiczne działanie Róży uległo zmniejszeniu. Nie wyglądało na to, że Chorąży wykorzystuje ten fakt. Być może jego brakowało mu na to siły.

Nessirowi nie brakowało natomiast siły na podniesienie kamienia wielkości głowy dorosłego mężczyzny. Mury w komnacie, w której się znalazł, wyraźnie wymagały remontu i znalezienie odpowiedniego pocisku nie było trudne. Odłupany fragment krasnoludzkiego dziedzictwa został wymierzony i rzucony prosto w demona, który nie uczynił żadnego ruchu, by się przed nim osłonić. Postać oberwała prosto w klatkę piersiową, waląc się na ziemię ze swoistym warknięciem, być może z bólu. Nic poza tym się nie wydarzyło, mimo że stwór leżał teraz bezpośrednio na symbolach budujących Krwawą Różę.

Sokolnik odczuł jednak efekt działań Nessira, a przynajmniej to je mógł obarczać winą za to, co go spotkało. W momencie, gdy demon padł na ziemię, Dresza zalał chaotyczny i niezwykle mocny przekaz telepatyczny. Najwyraźniej Chorąży spożytkował zadany mu ból po to, by pogrążyć Sokolnika. Mimo że ten próbował się przed tym chronić, jego umysł otrzymał potężną dawkę cudzych myśli, które kompletnie zaburzyły koncentrację Dresza.

Jego doznania zmysłowe rozpłynęły się, a na krawędzi pola widzenia zatańczyły geometryczne halucynacje. Zniknęło przeświadczenie o swojej potędze, a Sokolnik poznał prawdę o swoim aktualnym położeniu. Nie był świetlistym awatarem mocy, a jedynie śmiertelnie poranionym, ślepym mężczyzną z sokołem na ramieniu.

Zrobiło mu się słabo, miał ochotę zwymiotować. Czuł, jakby jego ciało trawiła potężna gorączka, a serce z trudem pompuje krew. Już samo oddychanie nastręczało problemów – każdy wdech kończył się bólem w klatce piersiowej. Objawy te nie ustały nawet po tym, gdy zakończył się atak Chorążego – to nie on był ich powodem.

Mimo tak niepokojących sygnałów płynących od jego ciała, Sokolnik nadal czuł swoją potęgę magiczną, która niemal go rozrywała. Być może właśnie to było powodem jego złego stanu – magia dała mu możliwość kontynuacji misji, ale równocześnie wyniszczała go, przepływając przez jego ciało. Wiedział, że kolejny atak Chorążego zniesie jeszcze gorzej. Być może należało odwieźć Nessira od zamiaru dalszego masakrowania wysuszonego stwora, o ile taki zamiar pojawił się w jego głowie.

Brak komunikacji pomiędzy śmiałkami w tak krytycznym momencie nie wyszedł Sokolnikowi na dobre. Nessir też oberwał, niejako rykoszetem, jednak u niego prócz krańcowego zdezorientowania i zawrotów głowy nie wystąpiły żadne inne problemy. Czuł, że jego atak odniósł jakiś skutek i dość szybko wrócił do pełni władz umysłowych, zdolny do dalszego działania.


Porywcza Rowena czuła, że w miejscu, w którym się znalazła, czyhają na nią wyłącznie wrogowie. Trudno było się jej dziwić – znalezienie tutaj przyjaznej duszy graniczyło z cudem. Nawet, jeśli dałoby się jakoś dogadać z krasnoludami, zamordowanie kilku z nich zdecydowanie nie mogło doprowadzić do niczego dobrego. Chociaż nie zostawiła żadnych świadków, brodacze z pewnością z czasem doszliby do prawdy. Byli wszak dość skrupulatni.

Nie mogąc liczyć na nic dobrego, Rowena robiła tak, jak robiła przez całe życie – walczyła, z użyciem całego dostępnego arsenału. Póki co jej zdolności jej nie zawiodły, nawet w chwili największej próby. Nie mogła jednak długo cieszyć się swoimi sukcesami. Korzystając z nowonabytej jasności umysłu mogła naprawdę wiele zdziałać, ale musiała ją najpierw oswoić, nauczyć się jej i tym samym zacząć uwzględniać w swoim życiu. Nie było na to czasu, więc działała jak dotychczas – szybko, impulsywnie, z determinacją, czasem także nutką rozpaczliwości. Była gotowa na wszystko, by kontynuować swoją podróż, cokolwiek czekało ją na jej końcu.

Obmyślony na szybko plan skierował ją w stronę sali zajmowanej przez Dahharda, który po zapaleniu kaganka popadł w swoiste zamyślenie nad swoim losem. Nie czuł się najlepiej, nie wiedział dokąd iść, miał ograniczone zapasy, a wszystko to w imię mglistej misji mającej jakoby na celu ratowanie jego mistrza. Musiał zważyć, czy to wszystko jest warte jego życia, które niechybnie postrada, jeśli zechce kontynuować wędrówkę w głąb kompleksu. Dochodzące z korytarza metaliczne odgłosy mogły go przerazić, nie ułatwiając kreatywnego myślenia.

Siedzącego na ziemi, z kagankiem w dłoni, zastała go białowłosa, nie pierwszej świeżości, chyża kobieta z niosącym ślady niedawnego użytku ekwipunkiem bojowym.

Rowenie udało się bez przeszkód wejść do sali zakończonej na przeciwległej ścianie kolejnymi drzwiami. Na szczęście otwartymi. W pomieszczeniu walały się fragmenty misternie wykonanych posągów – tu broda, tam korona, tam kamienny topór czy tarcza. Długie cienie rzucane przez płomień kaganka wyciągały z dzieł wiele szczegółów. Trudno było dociec, w jakim celu wywołano tę rzeźbiarską rzeź – najważniejsze było, że tutaj Rowenie nic nie zagrażało.

Obleczony w stal wojownik jeszcze się gramolił, a Dahhard nie wyglądał na szczególnie niebezpiecznego. Była pewna, że uda się jej szybko czmychnąć dalej, jeśli zaistnieje taka potrzeba. Warto było skorzystać z tej szansy, szczególnie, że uznany za wrogiego krasnolud przy bramie nie mógł w nieskończoność poprawiać swojej zbroi.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 101
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

Re: Kanały

20 sty 2019, 12:43

Sokolnik nie mógł opędzić się od uczucia dezorientacji i beznadziei. Z początku wszystko wydawało się układać. Może i jego kontakt z Nessirem nie był szczególnie intensywny, ale głupotą wydawało się wobec stojącego tuż przed nimi zagrożenia zaszywać się w kącie i dyskutować o taktyce działania. Zrozumieli się zresztą bez słów. Kiedy Dresz próbował rozeznać się w sytuacji i znaleźć jakieś możliwości działania Nessir zabrał się do roboty. Roboty, która w opinii Sokolnika była jak najbardziej słuszna.

Jednak kolejne ciosy wymierzane przez jego towarzysza obeschłej istocie zdawały się nieść skutek zupełnie inny od oczekiwanego. Miało uciekać z niej życie, miała zostać zniszczona, tymczasem Chorąży zdawał bawić się świetnie i co najwyżej frustrować. Jedynym skutecznym działaniem Nessira dotychczas wydawało się osłabienie działania Krwawej Róży. Czy było im to na rękę? Prawdopodobnie ani trochę.

Sokolnik nie mógł zrozumieć co poszło nie tak. Dlaczego ta, zdawałoby się podobna człowiekowi, istota nic nie robi sobie z zadanych jej ciosów. Zaczęła dopadać go rezygnacja. Jeśli jego towarzysz nie potrafi uczynić stworowi żadnej krzywdy, to co teraz? Co należało zrobić?

Dresz złapał głęboki oddech, krztusząc się i kaszląc, kuląc jeszcze bardziej pod wpływem gwałtownego bólu w klatce piersiowej. Czy on... umierał? Dotarło do niech, że upadł na kolana, wspierając się o ziemię dłońmi i starając utrzymać swoje ciało choć trochę nad ziemią. Nie mogący znaleźć w nim stabilnego oparcia Sokół oddalił się kawałek, przysiadując na podłodze. Powietrze było tak gęste od magii, że Sokolnikowi trudno było złapać z nim kontakt. Ptaszyszko pewnie nie było zbyt zadowolone z całej sytuacji.

Najemnik podniósł głowę kierując ją w stronę nieco niewyraźnego obrazu Nessira.

- To nic nie daje - wychrypiał w jego stronę, mając niemałą trudność z wydobyciem z siebie głosu. Nie był nawet pewien, czy tamten go usłyszał. Odchrząknął, splunął i wychrypiał swój komunikat znowu, tym razem głośniej.

Sokolnik czuł, że ucieka z niego życie. Nagłe uświadomienie jego sytuacji, które go dopadło przybiło go jedynie jeszcze bardziej. Czuł potężną ilość magii, która była obecna w jego ciele, daleko jednak było mu do stanu, w którym widział siebie jeszcze przed chwilą. Musieli działać... Ale jak? Olśnienie nie nadeszło, nadchodziła jedynie śmierć. Nie mając lepszego pomysłu, nie odnajdując lepszego wyboru postanowił, że muszą po prostu uderzać. Wspólnie, wszystkim co mają.

- Róża neguje magię... Wyżyj się, włóż w to wszystko co masz. Zniszcz go - charczał dalej w stronę Nessira, licząc, że ten zrozumie jego intencje. Miał nadzieję, że jego towarzysz od ostrożnych ataków przejdzie do pełnej ofensywy. Zmiażdży zasuszone zwłoki, uderzy w nie każdym znanym mu sposobem. Czy to zrobi Chorążemu jakąkolwiek krzywdę? Nie miał pojęcia, ale chwytał się ostatniej deski ratunku. Zaczęło do niego docierać, że w tym mentalnym starciu nie wygra z demonem. Że jeśli będzie się ono przeciągać, to zostanie zmiażdżony.

Sam tymczasem postanowił zaatakować razem z Nessirem. Gdy tylko jego towarzysz podejmie swoje natarcie Sokolnik postanowił zrobić jedyną sensowną rzecz, która przyszła mu na myśl - wykorzystać to, że udało mu się uzyskać lepszą kontrolę nad przepływającymi przez Różę nićmi magii.

Czuł jak buzuje w nim ogromna moc. Czuł, jak moc ta wyniszcza go od środka. Nie chciał już przekazywać myśli, obrazów, czy emocji. Chciał przekazać to wyniszczenie. Chciał posłać każdą możliwą drogą buzującą w nim antagonistyczną energię, zalać Chorążego każdym możliwym otworem. Chciał by go paliła, niszczyła, rozsadzała - sam nie wiedział dokładnie co miała zrobić. Miał po prostu w sobie potężne pragnienie, aby posłana przez niego magia uczyniła jak największe szkody. Po prostu magia, bez konkretnych wyobrażeń, obrazów, pomysłów. Nie będzie szczędził wysiłku. Będzie sięgał po buzującą w nim energię i czerpał z niej garściami, miotając je bez opamiętania w Chorążego. Wykorzystując osłabienie Róży, wykorzystując oddalenie demona od jej centrum. Chciał wypalić swojego przeciwnika magią, tak jak ona paliła teraz jego. Oddalić od siebie zagrożenie. Miał nadzieję, że ten nagły zalew energii magicznej nie pozwoli Chorążemu znów w niego uderzyć. Że na swój sposób wylewająca się z Sokolnika energia "zapcha" ich połączenie, uniemożliwiając jej przepływ w drugą stronę.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 635
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

Re: Kanały

25 sty 2019, 18:49

>>Przepraszam za jakość posta(chyba miewałem lepsze), ale nie chciałem bardziej opóźniać gry.

Myśl o tym, że może pozostać na zawsze w tych przeklętych kanałach strasznie go mierziła. Po jaką cholerę w ogóle tam schodził? By ratować trupa? W świetle wydarzeń, których był świadkiem nie było to, aż tak nierealne, jakby mogło wydawać się na pierwszy rzut oka. Niemniej z każdą chwilą żałował zejścia pod ziemię. Nie miał zapasów, drogi powrotnej nie pamiętał. Wiedział, że jeśli zacznie wracać może bardzo szybko się zgubić. Dodatkowo niezachęcające były dźwięki dochodzące z tunelu, który mógłby być jego drogą powrotną. Idąc na przód niechybnie zginie.

Bał się, najzwyczajniej w świecie. Był przerażony, nogi miał jak z waty. Każdy krok wymagał wysiłku. Jego magii nie starczyło na tyle, aby kompletnie wyleczyć wszystkie rany. Te cały czas dawały o sobie znać i dokuczały przy każdej możliwej okazji.

Ubolewałby nad sobą dalej siedząc na ziemi, gdyby do pomieszczenia nie wdarła się białowłosa kobieta.
- Hej ty! – krzyknął, a zaraz potem skarcił się w myślach za swoją głupotę. Zaklął cicho. Nie mógł uwierzyć jak bardzo głupim jest człowiekiem. Mag powinien reprezentować sobą coś więcej. Niemniej kobieta i tak pewnie go zauważyła. Oświetlał go kaganek. Jego jedyna nadzieja na wydostanie się z kanałów.

Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 222
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

Re: Kanały

06 lut 2019, 14:40

>> Również krótko, bo i o czym tu pisać.

Udało się. Dopadła do Sali, w której paliło się światło. Ostrożnie, nie spuszczając oczu ze stalowego wojownika, minęła go niemal niepostrzeżenie. Przynajmniej tak się wydawało. Uczucie ulgi nawiedziło Rowenę na krótką chwilę. Widziała wszak, że płomyk się ruszał. Wiedziała więc, że nie mógł być sam i że jego właściciel jest właśnie za jej plecami.
Naraz odwróciła się wyciągając miecz na całą długość swego ramienia tak, że broń wydawała się być jego przedłużeniem. Trzymała ostrze prosto, pewnie i niebezpiecznie dla przeciwnika. Tym bardziej, że blask jaki kaganek rzucał na klingę, odsłaniał rdzawe ślady na jasnej stali. Celowała prosto we wroga.
Oczy Roweny świdrowały postać z groźnym błyskiem . Wodziły po nim – jak się okazało, był to mężczyzna - w poszukiwaniu broni lub czegoś, co mogłoby zagrażać życiu. Oceniała jego postawę, siłę, nastawienie. Miała na to mało czasu. Wszak żelazny woj był niemalże gotowy do walki.
Mężczyzna zauważył ją, jak tylko wpadła do środka. Uniósł kaganek i zakrzyknął, nie wiedząc po co. Przynajmniej mówił i nie wydawał się niebezpieczny. Nie rzucił się na nią, nie wyglądał na szaleńca niczym Mork. Nie był też krasnoludem. Był…człowiekiem z krwi i kości. Co prawda nic więcej nie mogła o nim powiedzieć, gdyż światło kaganka oświetlało niewiele. Siedział jak taka sierotka Marysia. Nie stwarzał zagrożenia, lecz mimo to nie opuściła miecza.
- A Ty to kto? – powiedziała z lekka ochrypłym głosem. Gardło miała suche jak wiór. – Wróg czy przyjaciel? – pytanie to miało charakter raczej retoryczny.
Patrząc młodzieńcowi prosto w oczy, zaczęła przemieszczać się w stronę kolejnego przejścia. Nie postradała zmysłów na tyle, by nie próbować ucieczki przed metalowym krasnalem. Na ułamek sekundy zerknęła na kaganek – mógłby się przydać. Przez myśl przeszło jej, aby zabić człowieka i odebrać mu wszystko, co mogłoby się okazać się pożyteczbe w dalszej wędrówce – w tym i lampkę. Znów uniosła na niego spojrzenie zielonych oczu osadzonych w brudnej, umazanej krwią i kurzem twarzy, na której malowały się oznaki napięcia, niepewności i zmęczenia. Ale nie strachu. Nie mogła się bać, bo nie mogła się zawahać.
Po dłuższej chwili – kiedy już zdołała okrążyć mężczyznę, a wyjście z sali ku kolejnym korytarzom miała tuż za plecami – w głowie wolnej od demonów, zaświtała jej myśl…a raczej wspomnienie. Miała wrażenie, że już kiedyś widziała tego młodziana. Tylko gdzie? I kiedy? Tego przypomnieć sobie nie potrafiła...
Wnet dało się słyszeć ponowne szczękanie żelaza. To stalowy krasnal zbliżał się do końca swej "porannej toalety". Skierowała wzrok ku bramie i była gotowa biec. Z jej ust wydobyło się jedno słowo rzucone w stronę mężczyzny:
- Uciekaj – zwróciła się ku wyjściu i wbiegła w ciemność.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52308
Liczba tematów: 2980
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.