Prawie opuszczone szopy

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Onessa
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

Prawie opuszczone szopy

24 maja 2013, 10:08

Kompleks kilku szop i magazynów, które niegdyś były używane jako składy górnicze, a nawet i małe pracownie bimbrowników i piwowarów. Co często kończyło się pożarami w tej części miasteczka. Stoją na uboczu miasta, opuszczone. Da się jednak tutaj spokojnie zasnąć, kilka szop zostało zakupionych przez tutejszego kupca Frygia i stoją wypełnione różnymi rzeczami potrzebnymi do jego kramu. Czasem odnajmuje kilka dla wojowników, czy wędrowców pragnących ciszy i spokoju innego niż ten panujący w gospodach i tawernach. Są chronione przez niewidocznych żołdaków, ale większość chętnych na takie szopy, już posmakowało gniewu wielkiego Frygia i nie ważą się już ich atakować.
***
Wiatr ciął zaciekle jej twarz, zapierając dech i wyciskając łzy z chmurnych oczu. Kobieta czuła się jakby sami bogowie przyprawili jej skrzydła. Wolna i nieskrępowana żadną przyziemną myślą. Po prostu leciała, wśród zieleniącego się morza łąk i łagodnych pagórków. Pachniało ziołami, rozdeptanymi przez ciężkie kopyta. To było tak odmiennie i dziwne, tak nienaturalne dla jej oczu. Gdzie śnieg? Lód i zimny wiatr, który niemal ciął skórę, małymi płatkami śniegu. Tanno, szła niczym wezbrany po zimie górski potok, opadający z wysokiego piętra skał, jako wodospad. Dźwięk kopyt uderzających o ziemię i od czasu do czasu ciche rżenie zwierzęcia, było jak rytm serca Onessy. Dom był daleko, ukryty za ciemną mgłą. Palony ogniem, niszczony żelazem. A ona była tu, zachodzące słońce świeciło jej prosto w twarz. Czerwień ozdabiająca horyzont, jakby oznajmiała, że tam daleko na zachodzie czeka posoka imperialnych psów gotowa by ją przelać. Honor Szalonej Essy, nie mógł pozwolić by jej kompania została bez pomszczenia hańby, którą odnieśli. Powieszeni przy brudnym trakcie, stali się pożywką dla kruków i robactwa. Te obrazy wywoływały w niej nagły skurcz mięśni i niemal mimowolną chęć chwycenia za broń i rozorania kogoś od trzewi po gardło.

Jednak teraz świat kończył się na rozdętych nozdrzach karej klaczki. Na twarzy Essy wykwitł dziki grymas, długie warkocze, świstały w powietrzu. Przez głowę przelatywały setki różnorakich myśli. Walka z siodła…Muszę opanować tą sztukę… Szybkość i moc z jaką można by było uderzyć była niesłychana. Wojowniczka widziała dla siebie nową ścieżkę, która mogła przysłużyć się w jej osobistej wendecie. Ostry cwał spowodował, że pochyliła się w siodle, Tanno wyciągała szyję w szaleńczym biegu. Onessa jednak umiała zachować umiar. Zwolniła konia, kładąc nogi tak by nie miał zbytniej możliwości dalszego biegu, lekko pociągnęła wodze. Królicze nory czy wystające kamienie, na które natrafiały końskie kopyta, mogły spowodować poważne kontuzje, a tego nie chciała dla swojej towarzyszki, która w jakiś pokrętny sposób podzielała jej szaleńczy temperament. Zwierze lśniło od potu, niczym posmarowane oliwą. Czarna klaczka zwolniła do stępa.

Essa, musiała w końcu jednak się zatrzymać, słońce które ją prowadziło zaszło za znacznie większą przeszkodę niż się spodziewała. Ośnieżone szczyty roziskrzyły się gdy zostały liźnięte przez gasnące słońce. Ogromne, masywne góry przysłoniły ognistą kulę rzucając długi cień na miasto pogrążone u podnóża. Nie było majestatyczne, nie wyglądało na groźne, raczej pogrążone w zadumie i spokoju. Nie była to warownia, która wykorzystałaby towarzystwo gór i dobudowało ogromny mur dla zwiększenia obrony. To świadczyło o tym, że ziemie były spokojne i sielankowe. Niemal cała jej podróż, wydawała się jednym wielkim snem. Sądziła nawet, że te piękne obrazy chcą ją ogłupić, ostudzić chęć mordu i szaleństwo, w które wpadała gdy tylko pomyślała o swych towarzyszach. Ona nigdy nie zapomni, nieważne jak piękny stanie się świat. Jej zawsze będzie pełny śniegu, mrozu i krwi, która rozlewa się szkarłatnym dywanem, po tej niepokalanej powierzchni. Onessa poklepała Tanno po szyi, muskając drobne warkoczyki, które zaplatała przy każdym popasie.

Co dziecinko, czas odpocząć w ciepłej stajni? – cmoknęła na konia i popędziła w stronę miasteczka. Drewniane zabudowania i to górskie powietrze, było jak powiew wspomnień. Jak dotyk delikatnej dłoni matki na policzku. Essa wciągnęła głęboko powietrze. Słońce zaszło chyba za horyzont bo wokół zaległy cienie i zawisła ciężka ołowiana aura.

Minaloit, tyle zdążyła wyczytać z tabliczek na jakimś rozdrożu. Wiedziała co to za miasto, wiedziała, że jej rodacy już tutaj byli… Ardal Waleczny Niedźwiedź, chciał je trochę ograbić. Miasto obfitowało w bogactwa i luksusy. Onessa znając tą opowieść, była trochę niepewna reakcji ludzi na jej typowo roskvarskie rysy i akcent, ale mimo tego wjechała do miasta. Po ulicach migało wiele ogników. Ludzie z posępnymi minami snuli się uliczkami i zakamarkami. Ciżba tłoczyła się w małe grupki, łkając i wydając z siebie przytłumione głosy. Wszędzie wokół ludzkie postury mieszały się z małymi postaciami krasnoludów, długobrodych i włochatych. Kobieta energicznie zeskoczyła z konia i powiodła go za wodze, kopyta wystukiwały powolny rytm uderzając o bruk.

Co tu się stało, człowieku? – zapytała mężczyznę, który wpatrywał się w jeden punkt zlokalizowany gdzieś nad dachami domów, gdzieś wśród gasnącego słońca. Zmierzył ją nieobecnym spojrzeniem.

Nie żyje, kobieto. – lakoniczne i proste. Śmierć wszędzie zbierała swoje żniwo. Nie oszczędzała nikogo, nawet mieszkańców tych utopijnych krain. Onessa kręciła się trochę po miasteczku, zakupiła trochę żywności i napitku, od załzawionych sprzedawców i dostała strzępki informacji o tym gdzie może przenocować, nie zostawiając konia na pastwę losu. Wysępiła także osełkę, bo jej była już mocno zużyta.

Takie noce jak ta, pełne żałobnego roztargnienia przynoszą ból i gryzący żal, ale i też zyski, dla tutejszego cechu złodziei. Brak ostrożności i roztargnienie kończyło się zawsze tak samo. Pustym mieszkiem, brakiem żony w łożu czy konia w stajni, dlatego Onessa postanowiła spędzić tą noc z dala od tego zgiełku.

Drewniane liche szopy, stały na uboczu. Przy niektórych paliły się malutkie ogniska otoczone przez dziwacznie odzianych ludzi. Niektóre stały całkowicie puste i pogrążone w ciemnościach. Onessa powoli szła ciągnąc za sobą Tanno. Koń trochę się boczył, klaczka była bardzo zmęczona po tej szalonej gonitwie. Gdy zobaczyła strażników owego kupca, którzy mieli wokół ramienia owiniętą czerwoną szmatę, podeszła i bez słowa podała im kilka monet. Pokiwali głowami i zaprowadzili ją do jej szopy. Była to raczej mała stajenka. W środku był prosty siennik i poidło dla konia, o dziwo pełne świeżej wody, a obok leżało nawet trochę siana. Tanno łapczywie zaczęła pić. Kobieta zwaliła się na posłanie i odetchnęła. Po chwili jednak zerwała się. Najpierw zwierzaki, później ludzie. Tanno tupała w miejscu z radości, że w końcu jej grzbiet mógł odpocząć. Essa delikatnie i dokładnie oczyściła karą klaczkę. Założyła jej obrok i usiadła na sienniku. Wypoczynek godny swojej ceny. Essa odpięła pas z mieczem i pochwy ze sztyletami, układając je obok siebie. Wzięła do ust trochę mięsiwa, które było już zimne, ale jednak smakowało wybornie. Dopiero teraz poczuła jak bardzo jest głodna. Popiła lichym piwem.
Lepsze to niż nic, dziecinko. – rzuciła w roskvarskim i wpatrzyła się w ognisty poblask wpadający przez szpary w ścianach.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ukaliusz
Posty: 42
Rejestracja: 19 lip 2012, 11:07
GG: 47462086
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2033

15 cze 2013, 16:04

Klecha szedł przed siebie, obserwując spod byka miasteczko pogrążone w dość ponurej atmosferze. Może, gdyby choć trochę był podobny do wzorowego kapłana mateczki Lorven, zapytałby, albo chociaż przejął złym samopoczuciem mieszkańców. Stawiał krótkie kroki, cały czas mając się na baczności.

Wybrał boczne dróżki od strony zbocza górskiego, by oglądać jak najmniej tych "gównanych wypierdków", których w Minaloit było całkiem sporo. Nerwowo spoglądał na każdego nieznajomego, czyli na wszystkich. Ukaliusz był samotnikiem, kimś kogo w rodzinnych stronach zwykło się nazywać "Kroczącym w samotności", samotności, która była dla niego kotarą za którą mógł odpocząć od świata, który delikatnie powiedziawszy działał mu na nerwy. Wzrok wlepiał zawsze w środek klatki piersiowej, uważnie stawiając każdy krok. Szedł rozważnie, kierując się ku środkowi drogi, by uniknąć ewentualnego przygwożdżenia do ściany. Twarz jego przypominała twarz kogoś, kto morduje gdy tylko ma na to czas i sprawia mu to perwersyjną przyjemność.

W drodze widział sporą ilość krasnali, którzy zwykle chodzili w grupach, na ich szczęście widział ich tylko z oddali. Ukaliusz uważał bowiem, że "wszyscy zarażeni odczłowieczeniem powinni zostać ścięci, a ich truchła powinny znaleźć się w środku wulkanu, by nie oszpecić ziemii".

Wkrótce jego oczom ukazał się szereg budynków, na pierwszy rzut oka gospodarczych. Każdy z nich wyglądałby na opuszczony, gdyby nie obecność lokalnego cechu moczymord pilnującego swoich melin. Splunął, jakby z odrazy do każdej żyjącej istoty. Był strasznie poirytowany i zmęczony psychicznie. Zacisnął pięści i nerwowo odchrząknął. Jednak umysł jego szeptał mu, by sobie odpuścił mordobicie z lokalnymi patafianami.

Ukaliusz odetchnął głęboko, mówiąc samemu do siebie:

- Wygrałeś… – głos jego potwierdzał wypowiedziane słowo. Kapłan miał dość. Postanowił zakraść się od tyłu i przeniknąć się do któregoś z budynków niezauważony. Może i nie był mistrzem w skradaniu się, ale wykiwanie kilku podpitych chłopów nie należało do specjalnie trudnych zadań.

Już miał zacząć obchodzić pierwszy z budynków, gdy w jego głowie pojawiła się myśl, której od razu przyznał rangę genialnej i najwyższy priorytet.

Wyraz jego twarzy zmienił się na zaniepokojonego kapłana, głoszącego dobrą nowinę. Ruszył w kierunku dwóch mężczyzn, którzy rozmawiali, a raczej bełkotali z uwagi na ilość spożytego alkoholu.
- Drodzy panowie! Jejku, jej! Od samej Lorven żeście mi spadli! Koń, mój piękny koń został… skradziony! Obozowałem tuż obok traktu, a gdy się obudziłem, to mojego Liliputka już nie było! Straszne wieść, panowie! - starał się jak tylko mógł, by jego słowa wydały się podpitym jegomościom jak najbardziej prawdziwe. – Czy mógłbym sprawdzić te oto szopy? Każdemu z was dam po trzy srebrniaki, gdy tylko mój wierzchowiec się znajdzie.

Ukaliusz wiedział, że plan się powiódł, gdy tylko w ich głowach pojawił się obraz trzech srebrnych krążków. Słysząc tylko jakiś radosny bełkot odszedł w kierunku pierwszej, lepszej szopy. Z oddali docierały do niego jakieś pomruki nadziei.


Stanął przed drewnianymi drzwiami, które po chwili pchnął, od razu przekraczając próg. Ku swojemu zdziwieniu ujrzał kobietę siedzącą na sienniku, jakieś osiem metrów wgłąb szopy. Była to kobieta, o długich, spiętych włosach, które wydawały mu się być znajome. Zdziwiony klecha rzucił od razu:
- Eeee… Ej ty. Znam cię? – zdziwienie w głosie narastało z każdym wypowiadanym słowem, jakby Ukaliusz sam nie wierzył w to, co mówi. Nie wiedział, czego ma się spodziewać, więc stał dalej przy drzwiach, czekając.
Awatar użytkownika
Onessa
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

16 cze 2013, 09:32

Nocne powietrze niosło ze sobą różnorakie zapachy. Dopiero co rozgrzana wiosennym słońcem ziemia została gwałtownie oziębiona przez powiew nocy, wytwarzając swoisty zapach płodności, świeżości i gotowości do tego by dać plon. Nieważne czy była to surowa i skąpa, górska roślinność czy dojrzewające w słońcu łany. Onessa, która wcześniej wyciągnęła z pochew swoje sztylety, przyjrzała się im krytycznie. Ostatnio jej dłonie pieściły tylko trzon czarnej klingi, następnie sycąc ją krwią zabitych plugawców. Jej walka bronią krótką ograniczyła się do czyszczenia paznokci. Westchnęła głośno gdy jej żołądek zakomunikował sytość i wyciągnęła nogi, opierając się o drewnianą ścianę. Przymknęła oczy i wsłuchała się w otoczenie. A jej myśli płynęły swobodnie. Czuła się w miarę bezpiecznie wśród ciemności schroniona pod drewnianym dachem z palcami delikatnie dotykającymi wilczej główki nerkowca. Życie pośród ciemności w wiecznej wilgoci pośród niezmierzonej grozy, miało swoje zalety. Kobieta zyskała wyjątkowo dobry słuch, na którym nigdy się nie zawiodła. Jej sen czy drzemka zawsze kończyła się szybciej w obliczu zagrożenia niż drzemka wartowników, przez nią wystawionych. Może dlatego nazywali ja szaloną? Może dlatego że według większości tylko jakieś demoniczne siły mogły obdarzyć ją takim słuchem, a zarazem żądza krwi i zemsty. Wytrwałość kobiety też należała do wyjątkowości, nie zboczyła nigdy ze ścieżki, którą sobie obrała. Chyba, że ktoś jej w tym przeszkodził, ale wtedy kończyło się to tragedią.
Essa nie bała się kary za swe postępki, głęboko wierzyła w to ze Akil przyjmował jej ofiary i pozwalał nieść swój miecz ku zagładzie Zachodu. Kobieta nie spocznie dopóki nie zobaczy agonii ludzi, potworów, magów czy innego zła odpowiedzialnego za śmierć jej kompani, jej narodu, jej pobratymców, jej rodziny. Przytłumione glosy wytrąciły ja z zadumy i czujnej drzemki. Kobieta chwyciła mocniej nerkowiec i wpatrywała się w drzwi szopy. Męskie głosy pełne były nut niepewności i chytrości. Człowiek, czy jakakolwiek rozumna istota nieważne gdzie i jakiej nacji, gdy zwietrzy interes i pewny zysk zawsze, skłonna jest zostawić swe obowiązki. Wydawało się jej, że jeden głos ma w sobie coś znajomego. Ze względu na swój słuch nie mogła się pomylić, otworzyła oczy i pozwoliła by przyzwyczaiły się do gęstniejącego mroku. Pewny chód, skrzypnięcie zawiasów, wysoki mężczyzna wsunął się do środka i wpatrywał się w jej postać. Przechyliła głowę i uśmiechnęła się drwiąco. Mokry trakt, błocko chlupoczące pod stopami, demoniczny gołowąs i jej paraliżujący gniew na rozbitą śliwkowa wódkę. Wściekłość na to, że nic nie mogło ugasić tego rozjątrzonego uczucia bezradności. Czarny obszerny płaszcz był jej znajomy, tak samo jak kosmyki długich włosów, pozlepiane w liczne strąki. Lekka nuta zdziwienia w glosie nie mogła ukryć znużenia długą podróżą.

Znamy się darmozjadzie i nie jąkaj się jakbyś właśnie gołą dziewkę obaczył. Niewinna minkę zostaw dla swoich przyszłych kochanek. Nigdy nie wybaczę ci tej flachy. – skierowała w jego stronę ostrze, w pozornej groźbie. Nie widziała go, tylko ciemną plamę przypominająca człowieka. Stawiała srebrnika na to, że plama stoi z otwarta gębą.
Czego tam szukasz? No właź, chłopie na moje zaproszenie.- w jej stronach ta formułka oznaczała, że staje się jej gościem, a gości się nie zabija. Chyba, że oni chcą zabić ciebie i bardzo się upraszają o zbrojną odpowiedź. Onessa schowała obydwa sztylety. Nie chciała być sama, w tym momencie. Chciała zażyć choć trochę snu przed dalszą podróżą, zastanowić się nad tym jak zdobyć pieniądze, które w zastraszającym tempie kurczyły się i znikały z sakiewki. Kobieta była wilkiem pozbawionym stada, samotnikiem, który skazany jest na śmierć jeśli nie znajdzie, kogoś z kim może dzielić warty.

Siądź południowcu i wyciągnij swoje nogi, bo widzę że los przychylniej spoglądał na mnie niż na ciebie. Głodnyś? – wskazała siennik, a sama wstała i oparła się o ścianę. W pytaniu, które mu zadała ukryte było przyzwolenie na korzystanie z jej skromnych zapasów. Essa wiedziała, że musi zachować czujność, ale ten człowiek w jakiś niepojęty sposób był jej przychylny. Pierwszy od tak długiego czasu, od czasu, kiedy jej stopy dotknęły tej ziemi.
Awatar użytkownika
Ukaliusz
Posty: 42
Rejestracja: 19 lip 2012, 11:07
GG: 47462086
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2033

16 cze 2013, 15:34

Kroczący pytająco wpatrywał się w postać, która wydawała mu się znajoma. Z każdym wypowiadanym przez nią słowem wracał on sam do siebie. Ten idący twardym krokiem i nie patrzący za siebie, a tym bardziej na innych. Nieumarli przychodzą i odchodzą, a wypadek przy polowaniu zdarzał się z najlepszym, czego on sam był przykładem. Na jego licu pojawił się delikatny, szyderczy uśmiech, jednocześnie mający w sobie radość ze spotkania z ową nieznajomą, lecz ona z pewnością nie była w stanie tego dostrzec.

Z pewnością nie babrała się w te cały etykiety i mówiła wprost to, co myśli. Ukaliuszowi może nie tyle, co imponowało to, ile czyniło z dziewki kogoś, kogo oceniał inną miarą, niż cała ludzką hołotę, a ta z pewnością człowiekiem była. Gdy wyciągnęła ostrze wojownik roześmiał się na duchu sam do siebie, a w umyśle jego pojawiła się celna w jego mniemaniu riposta. Widać owa dama pewna była swoich umiejętności, budząc w Kroczącym niemałą ciekawość.

W żadnym razie nie wziął ani jednego z jej słów poważnie. Z doświadczenia lokalnej legendy, której kobiety same ładowały się do łóżka, wiedział iż ta tutaj skora była się z nim podroczyć. Nie szukając uzasadnienia, Ukaliusz podciągnął swój gruby, podwójny pas, podtrzymujący spodnie, po czym oparł dłonie pewnie o biodra.

- Daj se spokój kobieto z wypominaniem mi utraty trunku, skoroś pewnie w życiu nie miała podobnego w gębie – wypowiedział niskim tonem, z nutą lekceważenia. Spojrzał na ostrze, które wyciągnęła, jakby mu grożąc. Podrapał się po głowie prawą ręką i odchrząknął, odpowiadając:
- Jak kobieta z bronią, to tylko mieczem, pewnie wszystko inne byłoby zbyt ciężkie do udźwignięcia, co? - rzekł z powagą, ledwie kryjąc śmiech z powodu własnego dowcipu. Nie było w jego głosie krzty wrogości, a jedynie chęć do zmierzenia się w walce na przechwałki.
- Muszę przyznać, żeś pewnie nie tutejsza. Tam w waszych stronach to pewnie obcy chłop do gwałtu nie skory, hę? Znam cię z… Traktu, ta? - spytał.

Ruszył się przed siebie, stając na granicy mroku. Rozluźnił ręce i opuścił wzdłuż ciała. Mimo ciepłego przyjęcia patrzył podejrzliwie. Samotna kobieta zaprasza go w gościnę, a obok nie ma kogokolwiek, kto mógłby jej pomóc? Coś tu mogło być nie tak. Stał dokładnie na środku, z dala od ścian, na kolanach lekko zgięty tak, by napiąć mięśnie ud, lecz przy jego luźnych spodniach z pewnością pozostało to niezauważone.

Awatar użytkownika
Onessa
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

17 cze 2013, 15:46

Był pewny siebie, to dało się zauważyć, wyraźnie chciał zaznaczyć, że to on jest panem i władcą sytuacji, w której się znaleźli. Typowy mężczyzna z południa, bez szacunku dla człowieka i wojownika który był kobietą, szowinizm w czystej postaci. Onessa miała na dodatek nieprzyjemne wrażenie, że przygląda się jej jakby była ogromnym wilkiem złapanym we wnyki, warczącym i skomlącym naprzemian. No albo wilkiem z ogromną kuśką, czy przynajmniej ludzką głową zamiast wilczej. Bydlęca skóra zaskrzypiała, gdy mężczyzna podciągał pas. Na wspomnienie o rozbitym trunku, skrzywiła się mocno. Ten szemrany typ zaczynał działać jej na nerwy. Boskich praw nie można jednak łamać. Ten kto zabijał swych gości, na zawsze był przeklęty, a na jego dom spadała hańba. Przez wiele pokoleń pamięć o takich wydarzeniach, zachowywała się w rodzinach czy wioskach, powstawały mroczne i krwawe legendy, a imion sprawców nie sposób było wymazać. Odwrócenie się od niej rodzimych bóstw, było by największym ciosem. To jedyne co jej zostało. Wiara, że gdzieś pośród tych gór, kryją się cudowne oczy Akila i innych bóstw.
Był jeszcze jeden czynnik powstrzymujący ją od wyciągnięcia oręża i zadania śmiertelnych ciosów. To zadziwiająco miły ton jegomościa i to, że nie wiedziała co można by było zrobić z trupem, w tak wielkim mieście. Poza tym była znużona ciągłym rozlewem krwi. Gdziekolwiek się zatrzymała, gdziekolwiek chciała odpocząć pod jej sztych jakby ciągnięci sznurami losu, przybiegali południowcy, prosząc się o śmierć.Och, Akilu…
Nie twój interes południowcu, co miałam w gębie. Może dla mnie najsmaczniejsza jest ludzka krew, którą chłepcę nocami, jak pijany kolejnego sikacza, który podsuwa mu karczmarz. – burknęła, a jej serce przyspieszyło. Ręce zaczęły błądzić przy rękojeści miecza, który stał oparty o ścianę. Jeśli mężczyzna będzie miał wrogie zamiary Onessa, rozwiąże tą sprawę jasno i prosto, dekorując drewniane, przeżarte przez robactwo deski, krwią. Gdy usłyszała kolejną kąśliwą uwagę, kąciki jej ust powędrowały do góry w szyderczym uśmiechu. Na trakcie, gdy pierwszy raz skrzyżowała z nim spojrzenia, sam posługiwał się mieczem. Ktoś tu miał przerośnięte ego. Onessa bardzo lubiła takich chłoptasiów, zwłaszcza kiedy była młodsza. Zawsze czuła ogromną satysfakcję gdy taki młokos, leżał ze sztychem na gardle otwierając szeroko oczy ze zdziwienia. Na północy, wojownik to wojownik, nie ważne jakiej płci i kobieta uwielbiała to udowadniać.
Sam masz miecz południowcu, czyżbyś zatem był kobietą? Czy inny oręż jest dla ciebie zbyt ciężki do udźwignięcia? – rzuciła kąśliwie. Nie rozumiała czemu był tak nieufny. Będąc w jego położeniu, dawno skorzystałaby z przywilejów jakie oferuje mu prawo gościnności. Dziwni byli ci południowcy, widocznie pewne wartości w tych stronach już dawno przestały istnieć. Zmierzyła go wzrokiem i splotła ręce na piersi.
Za masywna kuśka? To trzeba odciąć, mendo! – rzuciła w roskvarskim i uśmiechnęła się pogardliwie. Cały czas wpatrywała się w przybysza. Nie rozumiała jak można być tak złośliwym, gdy ktoś chcę okazać serce. Wiązanka pogardliwych słów, cisnęła się jej na usta. Onessa coraz gorzej czuła się na obczyźnie, jej myśli w takich chwilach wracały tylko do jednego miejsca, do ponurego traktu, wokół którego unosił się zapach śmierci i rozkładających się ciał. Do miejsca gdzie umarło miłosierdzie i litość, do obcych. Zacięła usta i zmarszczyła czoło. Igrał z ogniem, który rozgorzał w kobiecie jak iskra w prostej, wiejskiej chacie pokrytej strzechą. Onessie wiele nie trzeba wiele powodów by chwycić za miecz i rozpłatać, każdego kto odważył się szydzić z jej płci, profesji czy pochodzenia.
W moich stronach, mężczyźni nie są na tyle głupi, by się na to siłować. – Kobieta choć była wściekła, zapanowała nad swoimi instynktami, jeszcze… Nie mogła uwierzyć w to, że dała azyl jakiemuś gwałcicielowi, po czym wnioskowała z jego wypowiedzi. Onessie jednak było to obojętne, wiedziała, że żaden mężczyzna nie pokosztował wdzięków roskvarskiej dziewczyny, dopóki ona na to nie pozwoliła, albo on jej nie zabił.
Jeśli mnie tkniesz, albo chociaż spróbujesz to licz, że rozpłatam cię na dwie połowy. Nie obchodzi mnie w kogo wsadzałeś swojego kutasa i za jego przyzwoleniem czy bez. Masz swoje prawa, gościu i ja to uszanuję. – łypnęła na niego groźnie, a jej twarz przyozdobił niemiły grymas, oparła dłonie na sztyletach.
Tak znamy się z tego przeklętego traktu. Nie zauważyłeś, że za tobą tupie koń tego skrzydlatego wypierdka?
Awatar użytkownika
Ukaliusz
Posty: 42
Rejestracja: 19 lip 2012, 11:07
GG: 47462086
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2033

19 cze 2013, 18:30

Ukaliusz przysłuchiwał się słowom kobiety, a raczej próbował, bowiem zmęczenie powodowało, że co drugie słowo było dla niego zrozumiałe, choć nie był do końca pewny, czy przyczyną niezrozumienia jej słów był fakt, iż była po prostu kobietą. Od dziecka jego mentor wpajał mu do łba prawdę, która głosiła, że miejscem dziewki jest dom, a nie pole bitwy. Płeć piękna miała rodzić synów i dbać o dom w czasie, gdy jej chłop ginął na wojnie.

Teatralnie obniżył głowę, wypuszczając z siebie powietrze tak, jakby miał zaraz zacząć tłumaczyć coś komuś, kto nie rozumiał ani jednego jego słowa. Nazwanie go gwałcicielem niemal wyprowadziło go z równowagi, opanował się jednak w ostatniej chwili. Podrapał się po czuprynie, wciągając w nozdrza powietrze. Wewnątrz było nieco duszno, co świadczyło o tym, iż żaden z nawalonych jegomościów zwykle tu przesiadujących, nie zwracał na to jakiejkolwiek uwagi. Dziwnym jednak było, że ta oto dziewka nie zadbała o to. Widać nie czuła się bezpiecznie, lub podobnie jak on, nie darzyła ludzi zbytnim entuzjazmem.

Stał przez chwilę milcząc, a w głowie jego płynęły obłoki najróżniejszych myśli, które jednak dotyczyły walecznej białogłowy, którą miał teraz przed sobą.

Po chwili znów popatrzył na nią. Spojrzenie jego wydawało się być na stałe przymocowane do jej niebieskich, jak fale oceanu – oczu. Chciał, by słowa które miał zaraz wypowiedzieć dotarły do jej umysłu, który wydawał się pracować znacznie wolniej od jego. Może po prostu jest zmęczona? – pomyślał, lecz sprostował własną myśl: – Albo po prostu głupia jak mysz, która myśli że zaraz się naje zbożem z pułapki nań przygotowaną…
- Skoroś taka skora do picia krwi, to pewnie chciałabyś posmakować mojej, hę? - zaczął. – Albo po prostu dałabyś sobie spokój, białogłowo, bo nie mam siły na takie dziecinne sprzeczki… – dokończył. Ton jego był nad wyraz spokojny i stopniowo ulegający zmęczeniu, jakie owładnęło ciałem Kroczącego.

Widział z oddali, że panicznie niemal sięgała po rękojeść miecza. To potwierdziło jego tezę: – Boi się mnie… Ludzie, ona się mnie boi… – pomyślał, po czym westchnął jest głębiej, niż ostatnio. Tym razem był to swoisty dowód na to, iż po prostu brakowało mu sił, po dość długiej przeprawie po górach.

- Słuchaj no. Najpierw mnie zapraszasz, a potem tykasz się swojego ostrza, jakbym zaraz miał się rzucić na Ciebie z wyciągniętą pałą. Jakby mi na tym zależało, to spuściłbym spodnie, a nie podciągnął – powiedział. Brzmiało to zupełnie tak, jakby dialog wymyślał na bieżąco. Tak też pewnie było, ponieważ po wypowiedzeniu ostatniego wyrazu uśmiechnął się delikatnie, będąc zadowolonym ze swojej riposty.
- Samaś menda, kobieto. Męczysz i męczysz, spokoju nie dasz… A właśnie, coś żeś prawiła ap ropo mojego ostrza, co? Moją główną bronią nie jest klinga, tylko logiczne myślenie… i pięści – po czym uśmiechnął się łobuzersko, kręcąc lewym nadgarstkiem, jakby rozgrzewając go.
W głowie jego znów pojawiło się zmęczenie, którego owocem było długie ziewnięcie. Ukaliusz począł iść w jej kierunku powoli, acz stanowczo. Stawiał kroki pewnie. Był zmęczony, ale zachował czujność. Wzrok swój wlepił w ubitą, twardą ziemię.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet… - westchnął jakby do siebie, jednak tak, by mogła go usłyszeć. Gdy był jakieś cztery metry od niej rzekł:
- Tylko mnie nie pogryź, dobra? – w głosie jego dało się wyczuć droczenie się, jakby z własną siostrą, której nigdy nie miał. Minął ją w odległości jakichś dwóch metrów, po czym zaczął kierować się w stronę siennika.
Awatar użytkownika
Onessa
Posty: 30
Rejestracja: 26 lip 2012, 17:31
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31694#31694

21 lip 2013, 17:32

Zachowanie mężczyzny przywodziło jej na myśl, objedzonego halucynogennymi grzybami woja. Od swej słabości otrzymał nawet przezwisko – Grzybolub. Zataczał się, kwękał, śmiał z różnorakich kształtów i rzeczy, a co najważniejsze był bezbronny jak kocie i jawnie lżył pobratymców, wyzywając ich na pojedynki. Większość ludzi z wioski Onessy, śmiała się z jego wyczynów i niektórych występków, takich jak bieganina nago pośród siarczystego mrozu. Najśmieszniejsze było wtedy jego przyrodzenie, niemiłosiernie skurczone i malutkie. Chyba miał jakieś niedostatki i koniecznie chciał, sobie je zrekompensować. Przez głowę kobiety przemknęła myśl czy wędrowiec, też ma takie niedostatki, w sumie jego mowa i uszczypliwe uwagi wyraźnie na to wskazywały.

Onessa jako mała dziewczynka, nikomu nie przyzwała się, że czasem patrzyła na te wyczyny zafascynowana męskim ciałem, Grzybolub uwielbiał biegać jak stworzyła go natura. No cóż ciekawość świata powoduje, że nawet takie młode i nieskalane dziewczynki, czasem popatrzą na jakieś bezeceństwa. Niektórzy mężowie jednak czuli się głęboko urażeni takim zachowaniem i przyjmowali jego propozycje "boju godnego najwspanialszej pieśni". Wtedy zdarzało się, że cała wioska, mogła oglądać pokraczny pojedynek, który nie kończył się śmiercią, ale lekkim otrzeźwieniem, Grzyboluba. Na jakiś czas wtedy przestawał zżerać te grzyby, ale to było dawno, bardzo dawno temu. Gdy Onessa nie wiedziała czym jest krew parująca na roziskrzonym śniegu, nie wiedziała czym jest ciemność i wilgoć głębokich podziemnych korytarzy, czym jest światło dające nadzieje, pośród nieustającej ciemności. Grzybolub może był odurzony większość życia, ale bronił Karstoru do ostatniego uderzenia toporem.
Odór strachu nie odstępował Essy na krok od momentu gdy Galmovir, napadł na jej wioskę. Gdy po raz pierwszy zadała śmierć, pożywiła się świeżym mięsem, gdy jej drobne wtedy dłonie ujęły rękojeść miecza, wtedy odór strachu zniknął, a za nią zaczął ciągnąć się odór śmierci i zniszczenia. Matka Kości… Wzgórze Tysiąca Krzyków, to było jej dzieło, jej mały krok ku nasyceniu ogromnego głodu zemsty. Żalu za utracone dzieciństwo i gorzkie życie uciekiniera, którego dom spłonął. Za to, że jej lud skończył jako nic nie znacząca niewolnicza rasa, stłamszony i pozbawiony szansy na pomoc i odbudowę. Wieczna walka to był sens jej życia.

Grzybolub i ten obdartus byli podobni. Niezbyt uważali na to co mówią, niezbyt zważali na to, że nieważne czy to kobieta czy nie, w każdej chwili może go zaatakować. Jawne lekceważenie Szalonej Essy, doprowadzało ją niemal do furii, która pchała do niezbyt ludzkich odruchów. Ten człowiek miał tyle zgrabnych ripost, był jak podły górski lis, który podkradał ryby i kurczaki. A tak zgrabnie nie poruszała się niejedna ladacznica. Gardziła nim, a wściekłość rozlała się po jej ciele zimną falą. Może dlatego, że bawił się nią i jej emocjami podłóg własnego widzimisia. To chyba właśnie ten argument przeważył na szali i demon mieszkający w jej głowie przestał się hamować, a myśli i silna wola nie snuły przez jej głowę, cichego i nieustępliwego Nie zabijaj.., ale Zabij tu i teraz, z zimną krwią, to tylko kolejny na twej drodze, Szalona.Kolejny nic nie znaczący człowieczek. Mimo wszystko na jej twarzy nie drgnął ani jeden mięsień. Kiedy napomknął o krwi, uśmiechnęła się ironicznie.

Bestie, które żyją pod ziemią, już lepiej pachną niż ty. – faktycznie, śmierdział zestarzałym potem, brudem, łojem ze zlepionych włosów. Ale cóż, ona nie pachniała lepiej, długa jazda w siodle, też robi swoje. Popatrzyła na niego z dziwnym, chytrym błyskiem w ponurych oczach. Twoją krew przeleję na chwałę mojego boga…Chciała dać mu szansę chciała… Naprawdę nie pragnęła zostawiać po sobie kolejnego trupa, ale los chciał inaczej.

Żeby pałą straszyć, trzeba ją mieć kmiotku. – warknęła w roskvarskim, nadal z tym zimnym, dziwnym uśmieszkiem. Jedna strona jej ducha wołała do niego, nie pogrążaj się, ale druga tylko zaśmiewała się do rozpuku, kto by pomyślał, że kobieta ceni życie, kogoś kto ją jawnie obraża?
Czuła się tak, jakby uważał ją za jakieś zwierzę, za coś gorszego od rasy ludzkiej. W dodatku, całkowicie bezpieczne i miłe. Gryzący i miotający się w sidłach, młody wilczek, na którego można popatrzeć i pośmiać się z tego jak walczy o życie. Niemal się roześmiała, kiedy wspomniał o logicznym myśleniu, pokazując jej równocześnie, którą ręką zadaje ciosy. Dziecinne igraszki? O nie… Essa nie należała do tych ludzi, którzy chociażby je pamiętali.

Logiczne myślenie… Dokładnie obserwowała jak się porusza, oszczędne i ostrożne ruchy. Niemal jak jakiś żołnierz. Gdy zaczął ją mijać, spuszczając wzrok i obserwując ciemne klepisko, popełnił jednak śmiertelny błąd. Wiedziała, że jego szyja jest naprężona, wiedziała, że to ten moment.
Chwyciła rękojeść, która przywarła do dłoni i równocześnie z impetem przeniosła ciężar na prawą nogę, która wystrzeliła do przodu. Pociągnęło to za sobą czarną klingę. Skręcając biodra i lewy nadgarstek, miecz poszybował w górę z lekkim świstem, wykorzystując cały impet, który nabrało ciało Onessy. Czarna klinga poszybowała w stronę naprężonej szyi wędrowca. Essa wiedziała gdzie uderzyć, torturowani przez nią ludzie, czasem doznawali łaski ścięcia…

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Grynfa, Vereomil
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.