Krasnoludzkie tunele

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Krasnoludzkie tunele

05 sie 2013, 20:41

Mało który ludzki mieszkaniec Minaloit miał pewność, że w niemal każdym wykupionym przez członków pochodzącej ze Złotego Wąwozu krasnoludzkiej ekspedycji domu znajdowało się zwykle skrzętnie ukryte wejście. Każde z nich prowadziło w dól, pod miasto, gdzie brodacze już pierwszego dnia po swym przybyciu bezprawnie wbili szpadle i kilofy. Składując zwały odpadów kopalnych w wykupionych specjalnie do tego celu, niezamieszkanych chałupach przedstawiciele rodu Mealena wgryzali się coraz głębiej w skaliste podłoże, tworząc sobie prawdziwy dom.

W obecnej chwili klarujące dopiero swoją strukturę tunele przypominały raczej nieobrobione, wydrążone niedbale korytarze. Wedle krasnoludzkich standardów, oczywiście. Dla ludzi, nawet tych, którzy posiadali wiedzę o górnictwie, każdy z tych surowych tuneli był wręcz idealny. Każda z belek trzymających strop i ściany była umieszczona w dokładnie takiej samej odległości od następnej i poprzedniej. Specjalne umocnienia w miejscach krzyżowania się tuneli były symetryczne, a porządne, długopalące się pochodnie, wygodne zejścia oraz płynne przewężenia potęgowały wrażenie obcowania z czymś niesamowicie stałym i zaprojektowanym przez geniusza.


Chociaż miejscami korytarze były tak wąskie, że tylko jeden krasnolud mógłby się w nich zmieścić, dwa główne korytarze zyskały już zdatny do szybkiej wędrówki kształt. Przecinały się niemal dokładnie pod ratuszem miejskim, krzyżując się nieludzko dokładnie pod kątem prostym. Mimo, że prace nad nimi nadal trwały, już teraz mogło się w nich komfortowo poruszać nawet trzech rosłych, ludzkich mężczyzn. Tunele te były najlepiej oświetlone i podziurawione wlotami mniejszych korytarzy prowadzących w większości bezpośrednio do domostw na górze. Niektóre krasnoludy pokusiły się nawet o wstawienie tutaj prowizorycznych drzwi z wyrytymi nań pospolitymi w ich języku runami imiennymi, chcąc oficjalnie zapraszać swoich znajomych do odwiedzania ich tą drogą. Fakt faktem, że z miesiąca na miesiąc liczba krasnoludów na powierzchni miasteczka zmniejszała się. Komunikowanie się tunelami było dla nich wygodniejsze i bardziej naturalne. Plotki rozchodziły się szybko, ale tajemnica była pilnie strzeżona – nikt niewtajemniczony nie mógł powiedzieć na pewno, co działo się pod Minaloit. Chociaż naiwnością było sądzić, że namiestnik Devonhild z domu Jamiga nic o tym przedsięwzięciu nie wie, jego ludzkim podwładnym pozostały jedynie szepty.


Generalnie jednak rzecz ujmując, kompleks był podzielony wedle kompasu. Na północy prowadzono najbardziej intensywne prace – to tam spodziewano się ujrzeć wreszcie pierwsze oznaki istnienia Dravenghr – mitycznej kopalni, którą pragnęli znaleźć członkowie ekspedycji. Odnaleziono tam pozostałości starodawnej instalacji kanalizacyjnej, którą na początkach Minaloit, tj. około roku 399EF znaleźli tutaj ludzcy osadnicy budujący tu kolonię górniczą, co w jakiś sposób dało przybyłym tutaj dwanaście lat później krasnoludom ze Złotego Wąwozu kolejne wskazówki na temat położenia celu ich ekspedycji. Na południu składowano odpady, wynosząc je na górę pod osłoną nocy. Wschód i zachód miały w przyszłości pełnić rolę tuneli mieszkalnych, jednak kwestia ta nadal pozostawała dyskusyjna. Wielu krasnoludów mieszkało na tej osi i z tych kierunków codziennie udawało się do pracy, jednak póki co zmuszeni byli do nocowania w swych powierzchniowych domach. Niektórych kompletnie to nie odchodzili, inni woleli zaczekać, aż odkryte zostaną starożytne korytarze godne ich rasy. Żaden z krasnali nie ukrywał, że wkrótce pojawi się ich w tym miejscu o wiele więcej, a przechowanie takiej ilości osób mogłoby być dla Minaloit niemożliwe. Mimo wszystkich nadziei wiązanych z tym sporym kompleksem tuneli prace szły na wyraz wolno – brodacze pracowali z pietyzmem i dokładnością, nie licząc dni spędzonych pod ziemią.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Szablogrzbiet
Posty: 32
Rejestracja: 11 paź 2012, 02:48
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2251

04 paź 2013, 01:03

Szablogrzbiet nie spodziewał się aż takiego efektu swojego eksperymentu. Niemniej był całkiem urzeczony. Ciężar energetyczny czaru okazał się nieco większy niż przypuszczał na początku, niemniej nie wątpił w to, że jest to jedynie kwestia ćwiczeń.

Informacje, które teraz uzyskał o swoim jestestwie otworzyły mu kompletnie nowy obszar perspektyw. Natychmiast pojawiło się wiele, wiele nowych pomysłów. Szybko je na kartce spisał…by – gdyby mógł. Jednak zostało mu jedynie ćwiczyć już całkiem niezgorszą pamięć.

Szybko jednak obudził się ze swojej ekscytacji, gdy zorientował się, że jego dzierżyciel jest w biednej kondycji. Ech, oferma. Gdyby nie on, prawdopodobnie człeczyna leżałby martwy z toporkiem w czerepie, tudzież żebrach. Ale nie można też było zapomnieć o obecnej, bardzo nieciekawej, sytuacji.

Czar Szablogrzbieta z pewnością przyciągnie nowych oponentów i chociaż czarne ostrze nie miałoby nic przeciwko im, to jego dzierżyciel mógłby nie zdzierżyć takiej ilości karłów. A – niestety – gdy ostatnim razem Szablogrzbiet trafił w ręce krasnoluda, wylądował na ścianie, jako trofeum. A może to była gablotka? Nie istotne. Trzeba było działać, a on nie miał zamiaru marnować ani sekundy.

Póki był świeżo po iluminacji magicznej, Szablogrzbiet postanowił spróbować nieco innej, ale bezpiecznej już, sztuczki. Tym razem był to jego konik – umysł.
Hejże, wojowniku! – szybko zasygnalizował swoją obecność – Powiem wprost – masz jedną, jedyną szanse na przeżycie w tej chwili. W sumie to my mamy. Dlatego słuchaj uważnie, zaufaj mi. Weź pod uwagę, że właśnie uratowałem ci życie. Drzwi otwierają się poprzez wypowiedzenie hasła –zakomunikował miecz wojownikowi, śpiesząc się przy tym – Problem w tym, że hasło jest w języku krasnoludów, a zakładam, że Ty takiego nie masz. Jedyne i to dosłownie JEDYNE co możemy zrobić to, abyś pozwolił mi przemówić za ciebie… Jakkolwiek to dziwnie brzmi, nie masz się czego obawiać. Gdybym chciał cię zabić, zrobiłbym to przy okazji eksplozji. Prawdopodobnie mi bardziej zależy na Bentrumie niż tobie. Słuchaj planu i stosuj się:

Za chwilę poczujesz ukłucie, albo psychiczne napieranie. Może to być porównywalne ze swoistym otumanieniem, albo zmianą ciśnienia atmosferycznego. Najważniejsze jest to, abyś nie blokował i nie bronił się przed tym. To będę ja, próbując przejąć kontrolę nad narzędziem mowy, bym mógł wypowiedzieć hasło i otworzyć drzwi. To jest całkowicie bezpieczne, nie masz czym się martwić. Dodatkowo zaznaczę – TO JEDYNA NASZA SZANSA! Uwaga, zaczynam…

Tak, jak powiedział, tak zrobił. Mając na uwadze zbliżającą się armię krasnoludów, Szablogrzbiet sprawnie, acz subtelnie nawiązał więź z umysłem Sarla. Znał doskonale podstawy i nie miał najmniejszego problemu z tym, aby dotrzeć do umysłu człowieka. Działo to prawie identycznie, jak w przypadku telepatii. Różnica polega na tym, że telepatia jest "nieinwazyjna".

W momencie, gdy miecz znajdował się "przed umysłem" Sarla, powoli zaczął nań napierać. Próbował przeniknąć do środka i miał nadzieję, że wojownik pójdzie za jego radą i go wpuści. Gdy (o ile mu się w ogóle udało) był już w środku i rozejrzał się, zaczął szukać. Szukał delikatnie – nie wchodził tam, gdzie nie chciał. Dla Szablogrzbieta włóczenie się po cudzych umysłach mogło być niemniej niebezpieczne niż dla właściciela umysłu. Szybko skupił się na znalezieniu interesujących go tropów. Narząd mowy, komunikacja…

Jeśli to znalazł, spróbował wyczuć moc tego, sposób działania – wyczuć rytm pulsu energii. Skupiając się na tym, aby być precyzyjnym, spróbował się w niego wczuć, stać się mu identyczny, a następnie wejść w niego. Krążąc w nim tak, jak normalna energia Sarla by to robiła. Wtedy też ostrożnie przejąłby kontrole, zmieniając rytmikę, by podporządkowała się Szablogrzbietowi. Wtedy też za pośrednictwem Sarla – dokładnie, precyzyjnie, wyraźnie i powoli wypowiedziałby hasło do wrót.

Po wszystkim, Szablogrzbiet opuściłby umysł Sarla i wrócił na swoje miejsce. Jego moc była ograniczona, dlatego teraz skupiłby się na jak najszybszej regeneracji.

Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

05 paź 2013, 12:55

Pośpiesznie wymyślona taktyka nie udała się. Typowe. Zjebał i dostał za to karę – bolała go obita przez stalowy pancerz noga. Bardziej jednak w tym momencie przejął się tym, co przed chwilą zobaczył, coś, co nie było spowodowane przez niego. Krasnolud poleciał na najemnika, nieco go obezwładniając, a on, całkowicie odruchowo uderzył mieczem na odlew z efektem co najmniej niespodziewanym – fala energii, chyba magicznej, została wyzwolona i uderzyła w jego przeciwnika z takim błyskiem, że musiał osłonić oczy wolną ręką.Mieczem tak zadrżało, że ledwo utrzymał go w garści. Gdy zaś spojrzał na to, co pozostało z krasnoluda zdumiał się jeszcze bardziej wiedząc, że nijak nie wyzwalał mocy Szablogrzbietu; choć wiedział, że miecz jest umagiczniony, nie wiedział, jak to uczynić.

Sztuczka, choć efektowna, mogła mieć opłakane skutki. Grzmot był tak głośny, by zaalarmować chyba wszystkie krasnoludy z całego podziemnego miasta, które z pewnością ruszą tutaj, by zobaczyć co się stało. Gdy w jego głosie zabrzmiał głos, nie zdziwił się – słyszał już go wcześniej. Był wkurwiony i – czego nie chciał przed sobą przyznawać – wystraszony, zarówno perspektywą nietypowej komunikacji z istotą, której nie pojmował, jak i nadchodzącym wrogiem.

Miecz – bo to oczywiste, że to on przemawiał, czuł przecież wibrację trzymając jego rękojeść – zakomunikował mu, że jedyną szansą na jakikolwiek sukces jest pozwolić przejąć nad sobą kontrolę. Od razu przypomniał sobie chatkę, to, do czego ta "komunikacja" go doprowadziła i jak długo przyszło mu wracać do stanu używalności. Co jednak mógł zrobić? Z armią krasnoludów na ich własnym terytorium nie miał zbyt wielkich szans, tym bardziej ze świadomym mieczem, który mógł się zirytować odmową.

– Jakbyś nie narobił takiego pierdolonego hałasu, moglibyśmy podejść do tego na spokojnie. To dla mnie trochę… nietypowa sytuacja – ośmielił się zakomunikować mieczowi, wciąż zły.

Poczuł, jak powoli obca jaźń przebija się do jego umysłu. Z tego, co powiedział miecz, to była jedyna szansa i nie stanowiło to zagrożenia. W to ostatnie nie wierzył, co jednak mógł uczynić. Uciec? To po co narobił tyle zamieszania i małą rzeźnię w tych tunelach? Ciężko będzie zacząć od początku.

Pozostało się podporządkować. Oparł się o ścianę dla równowagi i przygotował psychicznie na to, co miało nadejść, starając się otworzyć umysł, ale i nie stracić całkowicie nad nim kontroli.

Zrób to szybko… – dorzucił jeszcze. Dotarło do niego, w ostatniej chwili, że był bezbronny wobec magii, z którą to ostatnio niebezpiecznie często się spotykał.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

23 paź 2013, 02:55

MG

Umysłowa penetracja umysłu Sarla przez obce, niezbyt materialne byty była dla niego zjawiskiem zupełnie obcym. Zresztą, nawet sam Szablogrzbiet z całkowitym przejęciem aparatu mowy swojej ofiary miał niemałe trudności. Zaczęło się całkiem przyjemnie, a nowe odczucia zaatakowały najemnika niezwykle łagodnie. Zaraz po tym poczuł on jednak swoisty, trudny do zdefiniowania niepokój, jakby znajdował się w ciemnej uliczce, pewien, że ktoś wpatruje się w jego plecy. Niestety, mimowolne poszukiwania bezczelnego gapia nie dały żadnych rezultatów. Świadomy miecz nie był wszak zwyczajnym podpatrywaczem, dzięki swojej wiedzy jako jedyny z tego duetu w pełni zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje. Z początku odurzyła go nieco ilość myśli, które przypadkowo zaabsorbował. Odzyskanie równowagi zajęło mu kilka chwil, po których przystąpił do skrupulatnego wypełniania dalszych swoich postanowień.

Sam Sarl próbował jakoś sklasyfikować nowe doznania, jednak intruz w jego umyśle był naraz wszędzie i nigdzie, niemożliwy do wykrycia. Chorąży poczuł się zdezorientowany i otępiały, jakby słuchał starannie wycyzelowanego, ale niezrozumiałego dla niego przez dobór słów przemówienia. Myśląca broń, nieważne czy tego chciała, czy nie, robiła z mózgu mężczyzny papkę, przez co jego reakcje znacząco się spowolniły, a spojrzenie zamgliło. Objawy te pokrywały się częściowo z tym, przed czym ostrzegał Szablogrzbiet, ale mimo wszystko były dla Sarla niezbyt komfortowe. Oparcie się o zimną ścianę tunelu znacząco pomogło w kwestii utrzymania równowagi psychicznej. Kontakt z trwałą, materialną strukturą sprawił, że najemnik nadal orientował się w tym, co się dzieje.

Gdy śmiałek przyzwyczaił się już jako-tako do obecności obcej jaźni w swoim umyśle, pewny dalszych sukcesów miecz poszedł nieco dalej, ukazując, że dotychczasowe odczucia były ledwie namiastką tego, co dopiero miało nadejść. Mimo, że Szablogrzbiet starał się być delikatny, nie miał zbyt wiele czasu na patyczkowanie się, nie wykazując zresztą potrzebnej po temu empatii. Ból łupnął w głowę Sarla tak, że nikt nie zdziwiłby się, gdyby w tamtym momencie dobiegł z niej suchy trzask. Najemnik wygiął plecy w łuk, a z jego nosa ciurkiem pociekła krew. Poczuł się jak po zażyciu nieprzystosowanej do siebie dawki jakiegoś mocnego narkotyku – i to w zdecydowanie zbyt krótkim czasie. Jego wizja rozmyła się, a początkowo niezwykle silne doznania rozmyły, gdy jego umysł starał się przystosować do nowej sytuacji.

Utrzymywanie ciała w pionie okazało się ponad siły chorążego, więc powoli zsunął się on po ścianie tunelu aż do siadu. Zanim jednak sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót, Szablogrzbiet znalazł wreszcie to, czego szukał. Z początku z gardła Sarla mimo jego woli wydobyło się tylko jakieś niezrozumiałe charczenie. Struny głosowe najemnika broniły się jeszcze przez chwilę przed obcą ingerencją, ale kilka kolejnych, okraszonych malowniczymi spazmami jego męskiego ciała prób sformułowania krasnoludzkiego hasła dało wreszcie efekty. Udało się wypowiedzieć słowo na tyle poprawnie, żeby mechanizm utrzymujący wrota celi zamkniętymi zaczął działać. Świadomość ostrza wycofała się z umysłu Sarla niemal natychmiastowo po tym, uciekając niczym wyślizgujący się z rąk wąż, pozostawiając po sobie jedynie promieniujące tępotą miejsce. Sam Szablogrzbiet zniósł wszystko o wiele lepiej, chociaż przyszło mu zużyć o wiele więcej energii, niż się z początku spodziewał. Sarl mimo swoich deklaracji nie do końca pozwolił mu wniknąć w swoją jaźń i sterować swoim ciałem, więc operacja okazała się dalece bardziej inwazyjna, niż w zamierzeniu być miała. Miecz nadal był zdezorientowany natłokiem chaotycznie podanych mu informacji, z którymi, chcąc nie chcąc, musiał się zapoznać. Wszystkie poznane przez broń wspomnienia, odczucia i emocje zbiły się w jedno, nie pozwalając na rozróżnienie poszczególnych elementów składających się na pewien obraz umysłu Sarla. Szabelka musiała wszystko to przemyśleć, potrzebna była jej też regeneracja, więc czym prędzej zapadła w przyspieszającą ją niby-medytację.

Tymczasem, kiedy chorąży odzyskał już panowanie nad sobą, zatamował krwotok i stanął pewnie na nogi, jego oczom ukazała się wcale ładna, czarnowłosa kobieta. Leżała na progu celi, kompletnie nieprzytomna, wychudzona i zszarzała. Ubrana była w jakieś niezidentyfikowane, prawdopodobnie płócienne i wybitnie dla niej za krótkie, workowate i jednoczęściowe łachmany. Postrzępiony, brunatny wór, bo to właśnie przypominał jej strój, kończył się na połowie jej uda. Wyglądało na to, że osłabiony Sarl zmuszony będzie ją nieść, co, zważywszy na okoliczności nie jawiło się jako zbyt dobry pomysł. Najemnikowi wydawało się, że czuje już oddechy nadciągających krasnoludów. Mógł uważać się za szczęśliwca, bowiem brodacze czuli się w swojej domenie zbyt pewnie, aby nadciągać biegiem. Tak czy inaczej czasu już prawie Sarlowi nie zostało.

Awatar użytkownika
Ellia
Posty: 53
Rejestracja: 22 kwie 2012, 17:13
GG: 10771379
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1820

25 paź 2013, 23:36

Już od dłuższego czasu zza bramy dochodziły głośne odgłosy walki. Nie uszło to uwadze smoczycy, niezmącona cisza w końcu została przerwana. Otworzyła zielone ślepia i przeczesała nimi ciemność, którą nie mogła przebić. Może to strażnicy się o coś kłócą? Zamknęła oczy lecz cały czas nasłuchiwała.
W końcu ogromne drzwi się otworzyły ze zgrzytem. Czyżby nastała pora karmienia? Coś tu jednak nie grało, odgłosy były zupełnie inne. Uniosła głowę i otworzyła ślepia i oniemiała z wrażenia. Przed nią stał człowiek…najzwyklejszy człowiek w sercu krasnoludowych cel. Wstrzymała oddech nie wierząc w to co widzi, miała wrażenie że to jest jakiś rzeczywisty sen. To była jednak jawa, jeden ze strażników został pokonany. Lecz co człowiek szuka w tymże miejscu? Nikt zapewne nie wiedział że przetrzymują tu smoka, więc dlaczego on tu przybył? Może przypadek? Lecz czy by narażał życie dla przypadku? Serce Elii zabiło mocniej czując ukucie nadziei. Czy jest szansa na wydostanie się stąd? Musiała się uspokoić i zebrać w garść. Po tak długim czasie bezczynnego siedzenia nie była w stanie racjonalnie myśleć.
Przekręciła się tak aby znaleźć się na kolanach, od jej intensywnie zielonych oczów odbijał się blask pobliskich płomieni. Otworzyła usta lecz słowa ugrzęzły jej w gardle. Nie umiała zebrać odpowiedniego zdania, zapomniała jak to się robiło. Potrząsnęła delikatnie głową by się uspokoić. Całe jej kruche ciało drżało pod wpływem ogromnych emocji, które dawno nie witały w jej myślach. Właściwie co ona miała powiedzieć?
- Co…się tu stało?– Rzekła nieco chrapliwym głosem. Nieużywane gardło dawało o sobie znać. Musiała się wziąć w garść, nie mogła tu tak bezczynnie siedzieć. Uchyliła nieco głowę by ukazać szacunek jak i wdzięczność nieznajomemu. Nie ma co się guzdrać, napięła mięśnie jak tylko mogła by wstać na równe nogi i przypomnieć sobie, jak się chodzi i porusza. Musi się spieszyć.
- Uwolniłeś mnie z więzienia, jestem więc twoją dłużniczką - Rzekła niepewnie. Smoczyca była szlachetnym stworzeniem, chciała okazać swoją wdzięczność. Nie było jednak czasu na rozmówki, trzeba było się zbierać. Ellia ruszyła nieco do przodu chcąc jakoś stąd uciec i wspomóc w tym Sarla w dowód swoich słów.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

26 paź 2013, 23:18

Środowisko, w którym się wychował, pozbawione było magii. Nikt w stepach nie miał czasu, by ślęczeć nad księgami, a nawet jeśli, nie było za bardzo z czego się uczyć. On sam był jednym z niewielu, którzy potrafili pisać. Jednakże wśród jego ludu to ostrze było potężniejsze od pióra. Nietrudno było zatem zgadnąć, że do tej pory najemnik nie miał z magią praktycznie żadnego kontaktu. Ba, nie był świadom nawet jej obecności. A teraz zaś płacił za niewiedzę.

Ciężko było opisać to, co poczuł. Obca jaźń wdzierająca się do umysłu była zagadnieniem skrajnie nietypowym i raczej niewyobrażalnym. Jakby hipotetyczna dusza w postaci smugi czy pary wpłynęła mu do głowy przez uszy i teraz hulała w środku, niekrępowana niczym. Poczuł znużenie dziwnym zjawiskiem, a siły powoli go opuszczały, podobnie jak orientacja. Nie wiedział już gdzie jest, po co tutaj przybył i co robił. Zdołał utrzymać pozycję pionową tylko dzięki ścianie. Czuł jej zimną, chropowatą powierzchnię, a ona pozwalała mu nie paść zemdlonym. Wciąż miał niejaką świadomość, że musi wytrzymać.

Czas mijał – nie był w stanie określić jaki, stracił kompletnie poczucie czasu – a uczucie stawało się znośne. Przyzwyczajał się. Nie zaznał jednak wytchnienia. Z zaskoczenia poczuł straszne uderzenie, jakby coś ciężkiego spadło mu na głowę. Czuł spływającą mu po twarzy krew, ale nic sobie z tego nie robił. Ból był jedyną rzeczą, która istniała w świecie. Pod ciężką kopułą jego czaszki słyszał łomotanie, jakby echo tamtego uderzenia. Zdruzgotana świadomość z ledwością zarejestrowała, że osunął się na ziemię. Dotarło do niego, że mówi – tak, jego usta poruszały się, choć niezgodnie z jego wolą. Mówił słowa, których nigdy przedtem nie słyszał ani nie wyrzekł – słowa tajemniczego, nieznanego krasnoludzkiego języka. Nie zdawał sobie sprawy, że o to właśnie chodziło – że wyrazy te otwierały wrota, co właśnie się stało. Zapomniał kompletnie uprzedniego przekazu miecza; w tej chwili resztki jego świadomości tkwiły zamknięte w klatce, której pręty ukute były z bólu. Bólu psychicznego – takiego, którego nigdy nie odczuł, do którego nie był przyzwyczajony. Słaby jak dziecko siedział na podłodze, półżywy; nie zauważył nawet, że obca jaźń wycofała się.

W końcu objawy zaczęły ustępować. Ból przemijał, choć otępienie pozostało. Powracały również wspomnienia, pamięć i świadomość – te trzy rzeczy uderzyły go jednocześnie. Nagle, w jednej chwili zrozumiał wszystko. Kim jest, co się stało i co musi zrobić. Przed oczami miał czerwień; obraz powoli się wyostrzał. Szkarłat był jego własną krwią, rozszerzającą się kałużą posoki, która wciąż kapała mu z nosa. Odruchowo otarł twarz i spojrzał na dłoń – cała była we krwi. Tkwił tam jeszcze chwilę, z głową uniesioną ku górze, zbierając siły.

Prawdopodobnie tkwiłby tam jeszcze długo, rozkojarzony i przybity, bezbronny wobec śmierci, która nadchodziła. Trzy rzeczy nie pozwoliły mu na to. Determinacja, chęć przeżycia i doświadczenie. Nie zamierzał zdechnąć jak szczur w cuchnących podziemiach – był najemnikiem, dostał zlecenie i zamierzał doprowadzić je do końca. Wiedział, nie wierzył jeno wiedział, że da radę. Tyle razy dostał w kość od życia, że nie mógł poddać się akurat w takim momencie. Miał szansę i zamierzał ją wykorzystać.

Otarł twarz ponownie – krwotok ustał. Zdołał chwiejnie powstać, podpierając się o ścianę, po czym ruszył w stronę drzwi. Jego stan skojarzył mu się nieco z odurzeniem alkoholem. To akurat było dla niego znajome aż za dobrze, więc dlaczego miałby sobie z tym nie poradzić? Przezwyciężył niemoc i dotarłszy pod drzwi zajrzał do środka. To, co tam zobaczył, nie polepszyło jego nastroju.

Zastał tam widocznie poobijaną i wyczerpaną dziwkę. Kurwa mać – przeszło mu przez myśl. Ten stary szmaciarz wysłał mnie, bym uwolnił jakąś kurewkę. Co ona musiała zrobić? – spytał sam siebie, ale nie miało to znaczenia. Swoim wzrokiem napotkał jej spojrzenie. Normalnie speszyłoby go to, ale teraz był zbyt wściekły, by zwrócić na to uwagę.

Stul pysk – powiedział. Nawet pomimo złego stanu zdrowia jego głos nie stracił swojej barwy. Nie zamierzał się cackać. Wiedział, co trzeba zrobić, a by się udało musieli ruszyć natychmiast. – Ruszaj się.

Chwycił ją niezbyt subtelnie za ramiona i pomógł przez to unieść się do pozycji pionowej. Od razu szybkim krokiem obrócił się i wskazawszy kierunek ruszył. Kierował się w miejsce, gdzie spoczywało ciało zabitego wcześniej krasnoluda, przykrytego płaszczem. To tam znajdowała się jego wcześniejsza kryjówka – zapamiętał, że była tam również drabinka, prowadząca do czyjegoś mieszkania. Nie miał pojęcia, czy jego właściciel tam jest, ale nie miało to znaczenia. Nawet jeśli, to bez wahania zarżnie go jak wieprza – pomimo tego, co przeszedł, wciąż był w stanie utrzymać miecz i ukatrupić z pewnością zaskoczonego skurwiela.

– Właź za mną, szybko – rzucił lakonicznie, rzucając się w stronę drabiny i najszybciej, jak tylko mógł wchodząc w górę. Gdy dotrze aż pod właz, zamierzał uchylić go nieco i poświęcić sekundę na rzut oka, potem zaś po cichu podnieść klapę i możliwie bez hałasu zamknąć ją, gdy oboje znajdą się w pomieszczeniu.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52216
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.