Dwór Pomiędzy Spektrami

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Dwór Pomiędzy Spektrami

11 sty 2014, 12:17

MG

Sceneria dziwacznego świata, w którym znajdował się Mork, zafalowała. Wszystko zdawało się zacierać, jakby jego duch oddalał się od miejsca, w którym był jeszcze chwilę temu. Czuł, jakby coś za nim podążało – a było to coś wielkiego i wściekłego, chcącego go najwyraźniej rozszarpać. Szalony mag uciekał przez swe wspomnienia, jednak żadne z nich nie dawało mu bezpieczeństwa. Czuł się zagrożony, jego ostatni bastion padał pod naporem nieznanych, niewidocznych wojsk. Chcieli znaleźć go i stłamsić nawet tutaj, w niezdobytej dotąd twierdzy jego własnego umysłu. Przekraczał kolejne, zamknięte dotąd nawet przed nim drzwi, robił to wszystko tylko po to, żeby uniknąć frontalnej konfrontacji. Jego duch dryfował, płynął bez celu przez żyły samego Lewiatana, przez Nicość i Spektra, byle dalej. Nie czuł już niczego, wyzwolony z okowów śmiertelnego ciała. Był czystą esencją samego siebie, niepodlegającą fizycznym prawidłom duszą. Przestał już myśleć, postradał życie, a wraz z nim świadomość. Był całkowicie wolny, naraz wszędzie i nigdzie, przekraczając naraz całą nieskończoność Omsnispektrum… Potem jednak uderzył się mocno w głowę i rozbudził, czując pod sobą twardą, drewnianą podłogę.

Kwadratowe pomieszczenie, w którym się znalazł, było całkowicie puste. Na każdej ze ścian znajdowały się proste, jednoskrzydłowe drzwi. Nie było w nim niczego, co przykuwałoby uwagę. Ciemne drewno na suficie, ścianach i podłodze – porządne deski. Chwilę zajęło Morkowi rozeznanie się w nowej sytuacji. Czuł się niepokojąco dobrze, nic go nie bolało, a jego ciało po bliższych oględzinach okazało się być całkowicie sprawne. Nie był głodny ani spragniony, a jego odzienie było dokładnie takie same, jak za życia… Właśnie – czy w ogóle mógł uznać się za martwego? Oddychał, czuł, żył, mógł chodzić, gadać i skakać. Nie miał żadnych ran, jego myśli były czyste i niczym niezmącone (o ile można tak mówić o myślach szaleńca). Czyżby ktoś go wskrzesił? Ostatnie, co pamiętał, było jedynie głupim snem z lecznicy, ale teraz odróżniał już sen od jawy. Miejsce, w którym się znajdował, było zdecydowanie materialne, nie niepokoiło. Dziwna sprawa, że mimo braku okien pomieszczenie było widoczne dość wyraźnie, a kolory nieprzekłamane. Nie sposób było na to narzekać.

Gdzieś dalej (lub bardzo blisko, nie sposób było ocenić) w dokładnie takim samym pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna osoba. Miała podobne odczucia, z tym jednak wyjątkiem, że czuła się o wiele bardziej zdezorientowana. Kurz, pył, ból, mocne uderzenie w głowę… i nagle to. Zdecydowanie – Aleksis Bentrum miał mocne powody do drapania swej czarnej czupryny w zastanowieniu. Co ciekawe, mógł to robić oburącz. Z pewnością fakt posiadania dwóch sprawnych dłoni zaskoczył go najbardziej. Z tego, co pamiętał, jednej z nich już dłuższy czas przy nim nie było. Teraz jednak w połowie nieistniejąca dotąd kończyna działała perfekcyjnie. Ubranie Czarnego Kamienia było tym, które ofiarował mu swego czasu sam namiestnik. Czyste, schludne – był nawet beret, który spadł z aleksisowej głowy, gdy ten leżał sobie w najlepsze na ciemnych deskach podłogi. Samo to, że burmistrz znalazł się nagle w nowym pomieszczeniu mogło przyprawić go o zawroty głowy, ale, podobnie jak Mork, alchemik w jakiś irracjonalny sposób nie bał się. Jego nowe położenie nie niepokoiło, nie przytłaczało, jawiło się jako kolejna zagadka do rozwiązania. Póki co nie było powodów do paniki. Jeszcze.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 mar 2014, 18:12

//Aleksis – 6! Kolejna „przeklęta” liczba – 4.
MG

Błogosławieństwo Mealena zostało przyjęte przez Aleksisa z należytą pokorą. Alchemik wrócił do naturalnego dla siebie sposobu myślenia, nie popadając w szaleństwo nawet mimo miejsca, w którym się znajdował. Odnalazł światło wśród mroku, w jakim umieścili go bogowie. Czy na długo? Tego nie wiedział nikt.

Ukrywszy cenny dar Kowala Istnień w zawiniątku stworzonym z bogatej szaty, którą jeszcze chwilę temu miał na sobie, Czarny Kamień cofnął się do pokoju, w którym nadal w fotelu siedziało spokojnie truchło wujaszka Festera. Tym razem jednak Bentrum nie zawahał się, idąc prosto przed siebie – do kolejnego, nieznanego pomieszczenia. Nie wiedział, co go czeka, lecz nie zamierzał się zatrzymywać. Szybki plan, jaki ułożył sobie w głowie, wydawał się doskonale logiczny, więc podążył jego tropem. Nieważne, jaki obłęd wykreował to miejsce, myśli Aleksisa pracowały jak dobrze naoliwiona maszyna. W nich znajdowała się cała zawarta w Dworze racjonalność.

Najpierw oślepił go blask wysoko stojącego słońca, później do jego uszu dotarły odgłosy jakichś dużych zwierząt. Drzwi szopy zatrzasnęły się za nim z impetem, a ich zamek szczęknął, zamykając go w nowym miejscu. Gdy oczy Czarnego Kamienia przyzwyczaiły się wreszcie do nowego otoczenia, zrozumiał wreszcie, gdzie się znajduje.

Bezkresna, trawiasta łąka ciągnęła się aż za horyzont. Jej idealnie płaski krajobraz zakłócały trzy równiutkie, kwadratowe szopy z drzwiami łudząco podobnymi do tych, jakie znajdowały się wewnątrz dworku. Ta, z której wyszedł Bentrum, znajdowała się najbardziej na zachód. Kolejna postawiona została na południu, a ostatnia – naprzeciw pierwszej, oddalona od niej o ponad czterysta kroków. Budyneczki wyglądały na nowe. Ciemne drewno, z jakich je zbudowano oraz ich kryte strzechą dachy prawdopodobnie jeszcze nigdy nie widziały deszczu.

Symetrycznie pomiędzy szopami stało ze dwadzieścia rosłych krów. Pasły się spokojnie, nie zwracając uwagi na przybysza. Co jakiś czas wydawały z siebie miarowe sapnięcia, muczały krótko i machały ogonami. Łaciate zdawały się być całkowicie zwyczajnymi łaciatymi, a mimo tego Aleksis poczuł niepokój. Nagle spadły na niego wspomnienia sprzed samej śmierci. Potężny hałas, krzyki ludzi, widok umierających dziewcząt, które zaprosił do swoich komnat… Było w tym jednak coś jeszcze. Ryk bydła.

Słońce w mgnieniu oka schowało się za horyzont, ustępując miejsca nienaturalnie jasnemu księżycowi w pełni. Jego biała tarcza wyglądała na zabrudzoną, jakby ktoś umaczał ją w ogromnym wiadrze z juchą. Z bezchmurnego nieba poczęły rzęsiście padać ciężkie krople, szybko farbując całą okolicę na krwistą czerwień. Krowy na polanie skupiły się w jednym miejscu, wyraźnie zaniepokojone. Przerażone zwierzęta zaczęły się miotać, obijając o siebie i przewracając jedne o drugie. Jedna z krasul pognała prosto na Aleksisa Bentruma, chcąc go wyraźnie staranować. Alchemik miał niewiele czasu na reakcję, a cofnąć się nie mógł – drzwi za nim były zamknięte.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

08 mar 2014, 19:15

Przyzwyczajony do półmroku i czytania niewielkich znaków na stronicach starych ksiąg, alchemiczny wzrok gwałtownie zareagował na światło słoneczne. Powieki natychmiast opadły, a uzdrowiona w cudowny sposób ręka zasłoniła oczodoły przed słonecznymi promieniami. Aleksis powoli otworzył oczy, obserwując pierw okolicę przez palce dłoni. Po chwili kończyna opadła mu bezwładnie, albowiem zdziwienie raz jeszcze w pełni wypełniło uczonego.

Aleksis Bentrum stąpał po ziemi przez zieleń błogosławioną. Spędził wiele lat w lesie, ale mieszkał prawdziwe samodzielnie w cienu gór Ikrem. Niemal zapomniał o wilgotnej trawie, jej zapachu i smaku. Poruszony Aleksis kucnął i dotknął czule ziemię. Niemniej, po kilku sekundach uświadomił sobie, że to jeno fałsz. Wszystko było realne, ale było czystą iluzją. Kilkupokojowe struktury umieszczone w małych szopach? Zabity krasnolud, a pokój obok jego bóg? Jedna wielka farsa.

Stada krów zaniepokoiły uczonego. Ich widok wprawiał Bentruma w dziwny niepokój. Niespodziewanie, ścisły umysł przywołał obrazy przeszłości, zatapiając świadomość w krótkiej wizji. Wizja pozwoliła Czarnemu Kamieniowi doświadczyć minione wydarzenia jego śmierci. Wspomnienia pełne krzyków i przerażających obrazów. Ryk bydła.

Tło*

Powrócił do rzeczywistości, a ona przemieniła się w istną Czeluść. Niebo płakało krwawymi łzami, księżyc przemienił się w czerwone oko rozwścieczonego byka. Ciało i ubranie alchemika poczęła zdobić krew, człowiecze serce zaczęło szybciej pompować swoją. Krowy ogarnął ogromny strach, zmuszając je do nieprzewidywalnych ruchów. Padały swymi cielskami na siebie, tworząc warstwy żywej, niebezpiecznej wołowiny. Jedna postanowiła staranować alchemika.

Bentrum, a trzeba było to przyznać, przeżywał właśnie najgorszy dzień swego życia. Jedno, od pustynnej przygody, zawsze go spotykało: krew. Posoka była dla Bentruma jak kamrat do picia – czasem pojawiała się w wielce niedogodnych momentach, ale należało ją zaakceptować. Krew, krew, krew. Deszcz cholernej krwi. Gdyby Aleksis nie byłby alchemikiem, zapewne właśnie porzygałby się.

Nie miał wiele czasu na reakcję. Mając zamkniętą szopę za swoimi plecami a szarżującą krowę na wprost, postanowił uskoczyć w prawy bok. Przyciskając zawiniątko do piersi, uskoczył. Miał nadzieję, iże krowa uderzy swym łbem o budyneczek. Upadek na ziemię był bolesny, ale nie przeszkadzał on Bentrumowi. Musiał uciekać i to szybko!

Wstał i pobiegł ku wschodniej konstrukcji. Nie biegł prosto, zataczał krąg do szopy, aby znaleźć się w pobliżu jej tylnej ściany. Miał nadzieję, że zachowanie dystansu powoli mu pozostać… poza zasięgiem krów.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 mar 2014, 19:31

MG

Zgodnie z tym, co przewidywał Aleksis, atakująca go krowa uderzyła z impetem o budynek za nim. Uskoczenie przed nią nie byłoby problemem nawet dla kogoś, kto całe życie spędził na czytaniu ksiąg, a Czarny Kamień posiadał zdecydowanie więcej tężyzny, niż byle skryba. Krowa pędziła prosto przed siebie, w swym szaleństwie kompletnie ignorując poczynania Bentruma. Jej cielsko uderzyło z mocą o drewnianą stodołę. Zwierzę przebiło się przez ścianę budyneczku, wpadając do środka. Słomiany dach zapadł się i runął, a gdyby alchemik zechciał spojrzeć do wewnątrz przez powstałą w jego ścianie wyrwę, nie zobaczyłby kompletnie nic. Szopa była pusta w środku, jakby Fester znajdujący się za nią rozpłynął się w powietrzu. Pozostały jeszcze dwie, które póki co stały nienaruszone.

Alchemik pobiegł co tchu w kierunku tej znajdującej się po swojej prawicy. Biegł, jak mu się zdawało, na wschód, chociaż kierunki w tym dziwnym świecie właściwie nie istniały – ustalił je sobie sam. Bydło biegało wokół niego, kilka razy zmuszony został do ominięcia ślepych, krowich szarż. Jedna z łaciatych uderzyła w niego bokiem, posyłając go ślizgiem po mokrej trawie i z impetem wyrzucając powietrze z jego płuc. Ignorując ból w klatce piersiowej i szaleństwo, jakie nasilało się wokół niego, Aleksis dopadł do drzwi budynku. Były zamknięte, a nie mógł ryzykować zniszczenia kolejnej szopy. Musiał się od niej oddalić. Wiedział w jakiś sposób, że tylko otwarcie jednych z drzwi pozwoli mu na wydostanie się z tej obłąkanej łąki. Wtem wśród ryków przerażania, odgłosu krwawego deszczu i odgłosów ciężkich, upadających na mokrą trawę ciał jego uszy posłyszały coś jeszcze – dzwonek.

Jedna z krasul rzeczywiście miała przy swojej szyi sporych rozmiarów, blaszany dzwonek. Biegała bez ładu i składu podobnie, jak jej koleżanki, przez co instrument ten rozszalał się do reszty. Po chwili okazało się, że w obłąkanym stadzie znajdują się jeszcze dwa zwierzęta z dzwonkami. Więcej wyróżniających się krów wzrok alchemika nie był w stanie na tę chwilę dostrzec, ale czuł on, że z tymi szczególnymi trzema musi być coś na rzeczy.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

08 mar 2014, 20:03

Zachodnia szopa została zniszczona, a widok ten wstrząsnął Aleksisem. Miał przeczucie, że szopy mogłyby być obiektami niezniszczalnymi, stałymi i niezmiennymi elementami każdego pokoju. Okazało się, iż przejścia były zniszczalne, przez co istniało ryzyko pozostania w pokoju na zawsze.

Wstał i pognał na wschód. Biegł co tchu, jakby ścigały go demony Czeluści. Krwawy deszcz przemienił osłonecznioną, zieloną dolinę w ziemie przeklęte, jakby sam Eeskar maczał w tym palce. Gonił po życie, próbując powstrzymać rosnący strach w sercu. Nagle uderzyła go tłustym cielskiem krowa, na szczęście bokiem. Wystarczyło to, aby Bentrum wypluwał z siebie ostatki powietrza. Promieniujący ból w klatce piersiowej potęgował nieprzyjemne doznania, niemniej Czarny Kamień biegł dalej.

Dobiegł do szopy, która okazała się zamknięta. Mimo swej kulturalnej natury, Bentrum wystrzelił soczystą kurwą. Jak zwykle, świat postanowił rzucić pod nogi człowieka kolejne kłody. Alchemik odsunął się od konstrukcji, aby inne krowy nie mogły jej zniszczyć. Znajdując się niedaleko od przejścia-skrytki, starał się unikać prawdopodobnych zderzeń z kopytnymi. Niespodziewanie, usłyszał dźwięk dzwonka.

Trzy krówska posiadały zawiązane pod łbami dzwonki. Trzy, jak trzy drogi ucieczki. Jedno przejście odpadło, pozostały dwa. Uczony, mając baczenie na wielką szanse porażki, postanowił wpierw zbadać swym okiem owe krowy, nim ruszyłby do akcji. Mimo szaleństwa, ten obszar przypominał grę z logicznymi zasadami. Być może w konfiguracji łat na cielskach krów, w samych ich stylu bycia, odgłosach i zachowaniach, alchemik byłby wstanie odkryć, która krowa posiada dzwonek odpowiedni do wschodniej szopy? Tylko, jak zdobyć te dzwonki? Później, pierw należało obserwować.

Awatar użytkownika
Mork
Posty: 90
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:57
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2493

11 mar 2014, 15:46

Opowieść o dziewczynce, co nie dała sobie w kaszę dmuchać!
[/oldsize]

Tło.

C

hłodne objęcie Indrumona, kawałek ciepłego futra ocierający się o twarz. To był naprawdę dobry pomysł, by wleźć do tej szafy. Żaden zły potwór już go tu nie znajdzie, a te milutkie skórki tak ładnie pachną. Jednakże, przecież tutaj było zimno. Niezwykle zimno, jak w grobie chciałoby się powiedzieć. Próbował ściągnąć odzienia z haczyków, coby się nimi przykryć, ale się nie dało. Najwyraźniej ktoś przymocował je gwoździami. Ah, biada, biada. I co on miał poczynić, przecież był tylko nastoletnim dziewczęciem. A takie dziewczynki, jak nakazała mu jego matka, noszą jedynie leciutkie sukieneczki. No i na co mu to przyszło? Teraz stał w jakiejś głupiej szafie, w cienkiej szatce i marzł. A futerka były albo za wysoko, albo nie chciały dać się zdjąć z haczyków. Powinien nie słuchać matki i stać się dziewczynką – bandytką. Biegać po lasach i mordować ludzi, by potem karmić się mlekiem wilków. Żyć jak przystało na prawdziwą kobietę buszu, a gdy już nadejdzie odpowiedni czas… pójść do wioski, porwać chłopa i zrobić sobie dziecko. Jego oczywiście zabić, coby się nie wydał. Cóż, przynajmniej miałby przyjemną śmierć.

K

ilka kroków dalej chyba na coś trafił. Było niezbyt przyjemne dla nóg, odzianych w prowizoryczne pantofelki. Wyglądało na śnieg, acz pewności nie było. Równie dobrze mogły być to trufle. Trufle byłyby smaczne, można by je zjeść. Trzeba by je tylko podgrzać, ale na to opcji nie było. Był przecież tylko małą dziewczynką zagubioną w wielkim… lesie. Tak, wokół były drzewa. Chyba świerki, albo dęby. Obojętnie, i tak był śnieg. Małe dziewczynki nie przejmują się takimi pierdołami jak rodzaj drzew. Po prostu idą w paszczę nieznanego niebezpieczeństwa i dają się wykorzystać za koperek. Albo rzepę. Właściwie nie było zasady, mogło być to dowolne warzywo, które aktualnie było potrzebne takowej pannicy.

Z

agłębiała się coraz bardziej w nieznane. Było tutaj jakby jaśniej i cholernie zimno. Cholera, małym dziewczynką nie przystoi kląć. Już zamykał mordę, gdy zauważył pochodnię. Tak by się zdawało, bowiem była ona najjaśniejszym punktem. To pewnie tam miał spotkać swego wybawiciela, który ją wykorzysta! Dokładnie jak w starych bajkach. Będzie grzeczny i miły, zaprosi na herbatkę, a potem hajda! Matka będzie z niej taka dumna. Jednakże, póki co, obserwowały go jakieś stare zgredy. Miały chyba z pięćdziesiąt lat, i pamiętały pewnie czasy smoków. A teraz zdziadziały, skamieniały i dupa z nimi. Taki był koszt obcowania ze zwierzętami, co to porywają chłopów i, miast ich wszamać jak porządna wiwerna, wieszały ich sobie na pazurach jak lalki i podrygiwały nimi do znudzenia. Nazywały to teatrem, czy jakoś tak. Matka mu mówiła za młodu, że były tak perfidne, iż potrafiły wciągać na ludzi różne ubrania, adekwatne do odgrywanej sceny. Wstrząs przeszedł przez małe ciałko, gdy dziewczynka pomyślała o takich potwornościach. Postanowiła nie dotykać zdziadziałych mord, coby się od nich nie zarazić starością.

T

ak, stała tam. Pochodnia, jasna. A pod nią piękny mężczyzna, zdający się emanować światłem. Pokłonił się małej dziewczynce, podał jej dłoń, rozgrzał do czerwoności jej kolana, które automatycznie poczęły się rozkładać. Nie jednak z powodów czysto międzyludzkich… było jej zimno, i jedynie dygotanie chroniło od zamarznięcia. Poczęła więc przytulać się do mężczyzny, próbując własnym ciałem SKRUSZYĆ LÓD jego serca. Biła w niego pięściami, próbowała pochwycić. Musiał być jej, pragnęła go. Jeśli okazałoby się jednak, iż nie ma jej nic do powiedzenia i nie zamierza dać się pochwycić… Będzie zmuszona poradzić sobie sama, bez tego impotenta. Odejdzie naburmuszona do jego chatki, którą już widać na horyzoncie. Otworzy drzwi i przekroczy je raźnym krokiem, sama sobie poradzi, będzie kobietą niezależną. Skoro on nie chce jej wpuścić w dorosłość, to sama się wpuści. Ot co, nawet jej herbatki cham nie zaparzył. Herbatka i ciastka, tak powinno być. A potem by ją uśpił grając na fletni pana! A skoro nie chciał, to nie! Byłaby wściekła, wybiłaby drzwi kopniakiem. O ile by poszły. Potem by je grzecznie otworzyła. Ot, tak, kobieco.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

21 mar 2014, 05:43

//Mork: 11
MG

Oględziny trzech zaopatrzonych w blaszane dzwonki przedstawicielek stada nie dały Bentrumowi wymiernych efektów. Prócz tego, że kilka razy prawie postradał życie, zmuszony do szybkich uników, nic się nie wydarzyło. Sytuacji nie ułatwiało też postępujące pokrycie krasul siąpiącą z niebios krwią, słabe oświetlenie i napięcie, jakie nadal trzymało Czarnego Kamienia w swoich szponach. Kto jednak pozostałby w takiej sytuacji całkowicie spokojny? Nawet boskie błogosławieństwo nie zdusiło całkowicie ludzkich odruchów Aleksisa. Powoli zaczął godzić się z myślą, że miejsce, w którym się znalazł, widzi go jedynie w roli ujeżdżacza bydła. Albo to albo śmierć, jeśli nie pod kopytami, to z głodu.

Inne problemy miał za to Mork, który, jako pełnoprawny szaleniec, przytulił się do wielkiego, lodowego więzienia. Spoglądający nań spod twardej otoczki Szablogrzbiet z pewnością ryknąłby śmiechem, gdyby tylko mógł. Na nic zdały się działania szaleńca, jego pięści nie były w stanie skruszyć lodu, a przywarcie doń całym ciałem jedynie je oziębiło. Dygoczący z zimna obłąkaniec otworzył więc zamknięte dotąd, prowadzące w nieznane drzwi. Wszedł do kwadratowego, znanego mu w swym kształcie (choć nie w wyposażeniu) pokoju. Dalsza droga prowadziła go na wprost lub na lewo, po prawej miał jedynie litą, kamienną ścianę. Całe bowiem pomieszczenie wyglądało jak przystosowana do zamieszkania grota.

Bardziej jednak uwagę zwracał ulepiony z twardej gliny pomnik przysadzistego krasnoluda. Odziany był dość lekko, jak na boga, bo w ćwiekowany, skórzany pancerz, nie mając też przy sobie żadnego oręża. Był za to wysadzany drogimi kamieniami, ubogacony świetlistym złotem i srebrem. Dwa diamenty wprawione w jego oczodoły patrzyły czujnie na Morka wkraczającego do dominium jednego z trójki krasnoludzkich bóstw. Indrumon podparł boki pięściami, z dumą wypinając swą pierś, po której kaskadami spadała mu aż do ziemi gęsta, opalizująca biżuterią, gliniana broda. Znany w Autonomii Wolenvain pod przydomkiem Wiecznego Obserwatora stworzyciel ziemi zmusił do skłonienia nawet kark szalonego Morka. Początkowo mężczyzna ten nie mógł nawet spojrzeć posągowi w twarz, korząc się zupełnie jak nie on. Później dopiero zaczął podziwiać, a jego przepełniona duchowym spełnieniem istota zdawała się płonąć w boskim blasku. Pomnik oceniał go nieprzychylnie, nie był rad z jego towarzystwa i zdecydowanie domagał się opuszczenia przez Morka swych komnat. Niewypowiedziany żal zmógł tego ostatniego, a na jego usta mimo wszelkich logicznych przesłanek wstępowały mimowolne przeprosiny. Czy jednak skrucha obłąkańca mogła jakoś przekonać Indrumona do jego racji?

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

21 mar 2014, 13:35

Działanie podjęte przez alchemika okazało się bezskuteczne. Obserwacja kilkudziesięciu przemieszczających się łat wprawiło Bentruma w ogłupienie. Krwawy płacz nieba, czerwień skąpana w brudnym mroku oraz wizja niepowodzenia wzbudziły w człowieku wątpliwość. Przecież to wszystko było szaleństwem, realnym obrazem Czeluści! Co mógł czynić człowieczek bez żadnej mocy, posiadający zamiast tego masę nieprzydatnych obecnie informacji? Zdecydowanie, lata spędzone na księgach nijak mogły mu pomóc w śmiertelnych kłopotach.

Zafundował swojej twarzy soczyste uderzenie otwartą, odzyskaną dłonią. Chwilowy ból był znacznie potężniejszy od burzy pesymistycznych myśli, fundując umysłowi krótkie otrzeźwienie. Oddychał, czuł spływające kropelki posoki na swym licu, był tutaj. Zacisnął zęby i ruszył, tym razem po prostu nie myśląc w szerszy dla siebie sposób. Jeśli miał przeżyć, musiał porzucić część człowieka na rzecz zwierzęcia – wyzbyć rozumowania ludzkiego, ograniczającego i zmuszającego do poddania się. Przetrwać, przetrwać – tylko to się liczyło!

Znów oburącz trzymał serce golema, przyciskając zawiniątko do swej klatki piersiowej. Biegł szybko, skupiając się na pobliskich krowach. Starałby się unikać kopytnych, nie pozwolić na zderzenie. Próbowałby wrócić migiem do zniszczonej szopy.

Jeśli udałoby się to, stałby przy ruinach budyneczku. Wtedy starałby się, aby każda szarżująca na niego krowa zderzyła się z drewnianymi szczątkami, unikając jej uderzenia. Czyniąc to, alchemik brałby fragment złamanej deski z drewnianego bałaganu i – w miarę możliwości – zbliżałby się do krowy bokiem, coby nie narazić się na ewentualny cios kopytem. Wtedy dźgnąłby głęboko krówsko w jej tylną kończynę, aby wbić obiekt w ciało, zostawiając go tam. Aleksis próbowałby postępować tak z każdą następną. Krowa, unik, dźgnięcie nowym fragmentem drewna, kolejna krowa. Oczywiście, jeśli zgromadziłoby się więcej krów, wtedy Bentrum próbowałby zwabić zdrowe na ranne.

Alchemik wykonywałby swój spontaniczny plan, trzymając pod pachą zawiniątko, aby jego prawa ręka była sprawna do działania.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3797
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

23 mar 2014, 02:11

MG

A więc pobiegł. Ślizgając się na mokrej, niechybnie bogatej w miłe krowom składniki odżywcze trawie bieżał na złamanie karku, koncentrując się na tym, aby nie nadeszło to przedwcześnie. Zniszczenia, jakich dokonałoby bezpośrednie zderzenie z którąkolwiek z krasul w jego organizmie z pewnością okazałyby się zniszczeniami nie do odratowania. Musiał jednak zaryzykować, mrugając intensywnie z powodu padającego na niego, metalicznego w posmaku i zapachu deszczu.

Nie wiedzieć, czy to na skutek błogosławieństwa Mealena, poparcia organizatora całej tej łąkowej degrengolady czy też zwykłego szczęścia, Aleksis dotarł do szczątków budy, z której jeszcze niedawno wyszedł. …Prawie. Jedna z krów dała rade go wreszcie ubodnąć, przez co Bentrum został wprawiony w krótki lot o trajektorii płaskiej, smutnej paraboli. Lądując w zwiędłych liściach buraczanych poczuł zapach zielska, krwi, łaźni Wolenvain i mleczu. Powstał z trudem, machinalnie otrzepując swój upaprany dublet, jakby mogło to w jakikolwiek sposób pomóc. Krowa, która trafiła do tego uroczego miejsca wraz z nim wyglądała na skonfundowaną, jednak nadal chętną do bitki. Próbowała natrzeć na swego dwunożnego przeciwnika, ten jednak wraził jej w kałdun spory odłamek drewna. Ratując swe życie pozbawił go biednego zwierzaka, ale wcale nie było mu przykro. Adrenalina sprawiła, że obserwowanie zgonu jego ciemiężycielki okazało się całkiem przyjemne.

Wtedy też Czarny Kamień rozpoczął wicelanie swojego misternego planu w życie. Począł wabić w stronę potrzaskanej szopy coraz to nowe krasule, chcąc, aby zadały sobie jak najwięcej bólu i przez to spowolniły się. Z kilkoma nawet mu to wyszło, jednak nie ostudziło to ich zapału. Gdy znajdowały się w pobliżu byłego burmistrza, atakowały. Ten zaś zabijał, gdy musiał, mądrze wykorzystując ich pęd oraz osłonę, jaką dawał mu zniszczony budynek. Uzbrojony w dwie żerdzie atakował jak pradawny, plemienny wojownik krasnoludzki, niemal czując powiewającą w okolicy karku, rozochoconą przelewem krwi, długaśną brodę. Potężny Woj Sztachet, Aleksis z rodu Bentruma krowobójcy. Koń by się uśmiał.

Krówskom jednak do śmiechu nie było. Nadal biegały jak oszalałe, ale z tego, co udało się alchemikowi ustalić, nie odchodziły od niego zbyt daleko. Być może to to „pomieszczenie” Dworu miało takie ograniczenia, być może to jego osoba ściągała je blisko niego. Zwierzęcy magnetyzm nie odpuszczał go ani na chwilę, bowiem gdy tylko jedna z muciek go zauważyła, nie omieszkała spróbować gwałtem po nim przebiec. Trzeba było przyznać, że mało który mężczyzna cieszył się aż takim zainteresowaniem płci przeciwnej.

Wtem jednak w pułapkę wpadła rącza łaciata z dzwonkiem. Biegnąc ochoczo na spotkanie swojego mistrza wwaliła się w tylną część ciała swojej oprzytomniałej wskutek zderzenia koleżanki. Gruby kark złamał się z chrzęstem, a jego wystrzał był dla uszu Bentruma niczym najprzedniejsza poezja. Wystarczyło teraz zerwać blaszany instrument z wykrzywionej pod dziwnym kątem szyi zwierzęcia, a następnie dopasować go w jakiś sposób do odpowiednich drzwi. Łatwizna.

Awatar użytkownika
Mork
Posty: 90
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:57
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2493

25 mar 2014, 21:23

Tło

P

ustka. Drzwi, które otwierały się na nicość. Kosmiczna energia wypełniająca przestrzeń, w której nic przecież nie było. Stał tam tylko on. Lśniący pośród gwiazd, będący wyrazem pasji. Stąpający pośród nieskończoności, mglisty w odbiorze, piękny dla umysłu, złudny dla oczu. Zdający się być przeciwieństwem własnego założenia, bo przecież był i nie był. Bóg stał przed nim. Nawet gdyby nie chciał wierzyć – musiał. Wpatrywał się w niego, przemierzał jego duszę na złocistym rydwanie, znał ją nim nawet spojrzał. Złocisty poblask spływał kaskadami niczym czarny ściek, przelewający się przez kanały Wolenvain.

K

ark począł opadać. Czuł się, jak gdyby stracił głowę. Jeszcze nigdy nie musiał klękać przed nikim, był przecież najwyższym i najmężniejszym z wojowników. Jednakże, nawet jego zniszczyło samo patrzenie w bóstwo, w nieskończoność. Dzielny wojownik w złotej zbroi skłonił się. Padł na kolana, nie był nawet w stanie błagać o litość. Płaszczył się, czuł dreszcze, pot spływał kaskadami.

Błagam o przebaczenie. Błagam, błagam, błagam… – ręce biły o ziemię, głowa poruszała się w nieskoordynowanych ruchach, oczy płakały. Grymas bólu, drgawki, nienawiść do samego siebie za to, iż jest tak marną istotą, niezdolną dogodzić wielkiemu.
Wtem…

Albo i nie. – otrzepał się, skinął głową na odchodne i przestąpił obok bóstwa. Poklepał jeszcze po ramieniu, coby nie było późniejszych problemów i nieporozumień. Nie chciał przecież zirytować tego wielkiego czegoś. Zwyczajnie, znudziło mu się. Zamierzał odejść. Ten świat nie pozwalał mu zaznać wielkości, łapał go powolny ból istnienia. Przecież w świecie, gdzie zawsze będzie ktoś wyższy, zwany bogiem, prawdziwa wielkość była nieosiągalna i tylko szaleniec by do niej dążył. Postanowił się pójść dalej, wyjść z tego uniwersum, przemierzając kolejne drzwi, które, jak się zdawało, były tuż za złotookim. Brudnowłosy postąpił słusznie, przynajmniej w swoim mniemaniu. Zawsze postępował słusznie, zaś zgnojenie tego starego pryka było tylko kwestią kolejnej decyzji. Nie mógł tu zostać, ponieważ tutaj nie było dla niego miejsca. Nie mógł zrozumieć, ponieważ nie było czego. Był tylko ból, przeszywający, niszczący od środka i nie dający żadnej nadziei.

Żegnam. – drzwi się otworzyły, powodowane wyraźnym ruchem ręki. Mork przestąpił przez nie, uśmiechnął się smutno, zostawił to dziwaczne uniwersum. A świat płynął dalej i wszystkim było dobrze.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

26 mar 2014, 19:23

Poobijany, zaczerwieniony krwią nieba i krów, drapieżnie uśmiechnięty Aleksis trzymał dwie połamane, zakrwawione żerdzie. Jucha niemal w całości zdobiła oblicze alchemika. Wrócił do korzeni ludzkości – jego rola sprowadzała się do polowania. Praktycznie stosował swój mózg, wyzbywając się na moment nauk istot ustawiających siebie wyżej od zwierząt. Umysł miał w tej chwili czysty, nieskażony moralnością, wiedzą, własną osobowością, bowiem osobowość Aleksisa nie mogła istnieć w takowych warunkach. W tej jedynej, niepowtarzalnej chwili Bentrum był kimś zupełnie innym. Kimś, kto chciał wymordować wszystkie rogate, usunąć ich żywot z tego świata.

Wbił narzędzia mordu w bebechy dzierżącej dzwonek krowy. Oburącz rozszerzał ranę, wykorzystując zanurzone w korpusie kawałki drewna. Mimo, że krowa już nie żyła, Bentrum chciał się upewnić. Poszerzył ranę do takiego stopnia, aby wylały się na zewnątrz cielska bydlęce wnętrzności. Po sekundzie puścił oręż i sięgnął po dzwonek.

Szybkim spojrzeniem zbadał dzwonek. Nim wyruszył, chciał ustalić czy trzymany obiekt przedstawia w jakowyś sposób przynależność do konkretnych drzwi. Wziął również pod pachę zawiniątko skrywające w sobie serce golema. Miał na uwadze inne krówka, toteż wykorzystywałaby już poległe jako tarcze przed ewentualną szarżą.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerreos
Liczba postów: 52218
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.