Kanały

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Kanały

04 maja 2014, 22:37

Niewiele miast Autonomii Wolenvain mogło poszczycić się tak znamienitymi kanałami jak Minaloit. Nie chodziło tutaj bynajmniej o rozmach, z jakim je zbudowano – ich część użytkowa była wszak niezbyt rozległa – ale o sławę, jakiej się doczekały. Za mityczną aurę cenili je zwłaszcza bardowie lubujący się w opowiadaniu znanej na cały kraj historii o Pladze Minaloickiej. Sprawa była dość świeża – upłynęło ledwie dziesięć lat od momentu, w którym epidemię można było uznać za zakończoną. Kanały pełniły w niej centralną rolę, bowiem to je uważano za źródło Plagi.

Co istotne, kanałów nie zbudowano na potrzeby osiedla ludzkiego – je znaleziono. Umożliwiło to zresztą fundację miasta w dolinie górskiej, które bez sprawnie działających kanałów nie miałoby racji bytu, narażone na coroczne powodzie.

O wiele ciekawsza była jednak część tuneli nieużywana w formie kanałów. Pozostałość dawnej cywilizacji rozbudziła wyobraźnię i napędziła wiele inwestycji prowadzących do rozwoju miasta. To ona przyciągnęła do Minaloit wielu uczonych, badaczy i awanturników, którzy podjęli się próby jej zbadania. Zrzeszało ich Bractwo Minaloit – organizacja z burmistrzem na czele, której członkowie stanowili swoistą radę miejską.

Niestety, żadnych szerszych badań nie zdążono przeprowadzić. W pięć lat po założeniu miasta, w 403EF, wybuchła Plaga Minaloicka, której natura do teraz potrafi budzić grozę. Nie była to bowiem zwykła choroba – Plaga dotykała wyłącznie istot martwych, zmuszając je do powstania, obdarzając nieposkromioną żądzą mordu oraz wielką sprawnością fizyczną. Kryzys trwał dwa lata, do czasu powrotu do miasta Bakero, ówczesnego burmistrza miasta, który sobie tylko znaną sztuką położył kres Pladze.

Niestety, dla Minaloit było za późno – nieużytkowe odnogi kanałów zamurowano, ofiary Plagi spalono na stosach, a w mieście pozostali wyłącznie górnicy wydobywający srebro w pobliskiej kopalni. Z miasta o szerokich perspektywach rozwoju Minaloit stało się dziurą zabitą dechami. Sprawa ta nierozerwalnie wiąże się z obecnością kanałów – wieść gminna każe bowiem sądzić, że to właśnie w nich znajdowało się źródło Plagi.


Część użytkowa kanałów składała się z jednego głównego tunelu oraz jego odnogi – obu kamiennych, kwadratowych i wysklepionych na wysokości ponad sążnia. Przez ich środek przebiegały rynny z nieczystościami spłukiwanymi przez deszcze. Najczęściej jednak ścieki zastygały w formie błotnistej brei. Po obu stronach rynny znajdowały się niezbyt szerokie chodniki, po których swobodnie mogły poruszać się wyłącznie wychudzone osoby. Część nieużytkowa kanałów pozostawała niezbadana, stanowiąc skomplikowaną sieć pokrasnoludzkich korytarzy oraz sal.

Główny tunel części użytkowej prowadził lekkim łukiem od południowego krańca miasta aż w pobliże rzeki Napogi. Obu jego końców chronili uzbrojeni po zęby krasnoludzcy wartownicy. Wchodzili oni w skład ekspedycji ze Złotego Wąwozu mającej na celu odzyskanie dziedzictwa brodatej rasy – mitycznej kopalni Dravenghr. Według jej przewodników tunele pod Minaloit miały prowadzić do przedsionka kopalni. Plotkowano, że można w niej znaleźć oręż, magiczne przedmioty i starożytne artefakty – czego dusza zapragnie.

Gdyby nie wartownicy, do kanałów można byłoby wejść względnie łatwo. Wybita na południowym skraju miasta okrągła dziura była kiedyś zamurowana, ale ktoś zrobił to na tyle nieudolnie, że zapora poddała się czynnikom atmosferycznym, umożliwiając swobodne wejście w głąb. Przez dziurę tę spływały do kanałów wszelkie nieczystości wylewane przez mieszkańców Minaloit prosto na ulice miasteczka.

Drugi koniec – ten przy rzece – został zakratowany grubymi jak przedramię dorosłego mężczyzny prętami. Ta solidna bariera została jednak zniszczona jakąś żrącą substancją. Powstała w ten sposób dziura pozwalała na przeciśnięcie się do kanałów. Nie było to jednak zbyt wygodne – trzeba było skulić się na kuckach. Sam okrągły portal, w który wprawiono kraty, sprawiał wrażenie niezwykle wiekowego. Wykuto go w białawej skale, którą prymitywnie naruszono wprawionymi prętami i podmurówką. Bystre oko mogło zaobserwować nad nim pozostałości jakiegoś trudnego do rozczytania pisma. Portal miał średnicę około sążnia. Stanowił jedyne ujście części użytkowej kanałów.

Aby dojść do drugiego końca należało wyjść z miasta i niejako je okrążyć, podążając traktem do miejsca, w którym przecinał on rzekę Napogę. Następnie wystarczyło skierować się w górę rzeki – wejścia do kanałów nie sposób było pominąć. Prowadziły doń widoczne gdzieniegdzie, topornie wyciosane stopnie. Droga z Minaloit do zakratowanego portalu mogła jednak zająć niemal cały dzień.

Odnoga głównego tunelu znajdowała się kilkaset stóp od wejścia nad rzeką, po prawej stronie patrząc w kierunku miasta. Prowadziła prosto pod Minaloit, płynnie przechodząc w przejście do podziemnych siedzib krasnoludów. Sama odnoga otwierała się na nowe tunele wpadające z jej lewej i prawej strony. Wiele było szczelnie zaplombowanych. Inne prowadziły w głąb starożytnego kompleksu, do części nieużytkowej kanałów. Otwarte przejścia także chronione przez wartowników.

Wszystkie wpadające do odnogi rury ściekowe prowadzące od starych chat bogatych mieszczan zostały zlikwidowane – ostatnim była ta prowadząca z ratusza miejskiego, który zawalił się parę dni temu. Gdzieniegdzie w odnodze ziały jednak ich pozostałości. Pozostałych mieszkańców Minaloit nie było natomiast stać na to, by drążyć w nieprzyjaznej, górskiej glebie – szczególnie, że członkowie licznej ekspedycji krasnoludzkiej z pewnością by na to nie pozwolili. Chociaż nie pozbawili kanałów ich podstawowej funkcji, większość z nich uważała takie wykorzystanie dziedzictwa ich przodków za przynajmniej oburzające. Z drugiej strony, gdyby nie powstanie Minaloit, nigdy nie dowiedzieliby się o jego dokładnej lokalizacji.



MG

Rześka po noclegu nad rzeką grupa wysłana przez wujaszka Festera do kanałów pod Minaloit kierując się prawie wyłącznie nosem doszła koło południa do ich wylotu. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco. Duże wejście zostało zakratowane parę ładnych lat temu, choć wstawione w nie, grube jak przedramiona dorosłego mężczyzny pręty wydawały się kompletnie nie na miejscu. Mocna, biaława skała została w prymitywny sposób naruszona, przebita na wylot i podmurowana, pozwalając płynącym prosto z Minaloit brudom na wylewanie się prosto do rzeki. Fakt faktem, że nieczystości tych nie było ostatnimi czasy zbyt wiele z powodu małej populacji osiedla, ale i tak śmierdziało stamtąd nieziemsko. Bystre oczy Ailei dostrzegły znajdujące się nad portalem fragmenty dziwacznego, nieznanego jej pisma. Krótkie doświadczenie długouchej z krasnoludami ze Złotego Wąwozu kazało jej sądzić, że tylko one byłyby w stanie odczytać te niekompletne ciągi sypiących się znaków. Jakikolwiek nie byłby ich przekaz, ludzcy osadnicy Minaloit kompletnie się nim nie przejęli, doszczętnie niszcząc wejście do starożytnych komnat, które, o ironio!, obrali za idealne miejsce do (dosłownego) obsmarowania fekaliami.

Czwórka śmiałków nie miała jednak na co narzekać. Lepiej było dla niej usunąć kilka z metalowych prętów niż przebijać się przez pradawne, kamienne wrota. Kilof dźwigany bez konkretnego powodu przez Dahharda miał wreszcie znaleźć swoje zastosowanie. Wedle wszelkich przesłanek to tutaj znajdowało się ongiś wejście do najwyższych komnat przedwiecznej kopalni Dravenghr, którą chcieli odzyskać brodacze z Wąwozu. Nawet jednak oni nie ośmielili się zejść głębiej, poprzestając póki co na zabezpieczeniu dwóch z trzech wejść do kompleksu. Aż dziw brał, że przy trzecim nie stało ze czterech krasnoludzkich gwardzistów. Być może uznali oni, że kraty powstrzymają ewentualnych eksploratorów albo stali nieco dalej. Możliwe też, że zwyczajnie się czegoś obawiali.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Ostatnio zmieniony 01 wrz 2018, 00:03 przez Infi, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 100
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

05 maja 2014, 00:44

Słoneczne południe, można rzec, że dotarli na miejsce o idealnej porze. Przebycie całej drogi w czasie gdy złoty kolos mozolnie sunął po niebie zmierzając w stronę jego szczytu sprawiało, że dysponowali jeszcze choć odrobiną komfortu jakim był rześki, przyjemnie ciepły, acz nie gorący poranek. Przy odrobinie szczęścia gdy temperatury przestaną być przyjemne oni znikną już w odmętach kanałów. Albo wcale nie takiej odrobienie, biorąc pod uwagę co zastali.

Gdy cała grupa wreszcie osiągnęła swój cel, który swoją drogą nieprzyjemnie śmierdział i sprawił, że na twarzy Sokolnika odbił się wyraźny niesmak, który zresztą nie zniknął w czasie oględzin tego miejsca, jakby miał zamiar zagościć już na stałe, niewątpliwie będąc w przyszłości powodem do różnej maści konfliktów. Stężenie nieprzyjemnych zapachów obecnych u wyjścia kanałów, czy też raczej, według krasnoludów, ruin Dravenghr nie zachęcało do czegokolwiek. Biorąc pod uwagę, że byli dopiero u wejścia, wewnątrz zapewne mogło być tylko gorzej. Bogowie. Zdaje się, iż gdy stamtąd wyjdą żaden zapach już nie będzie dla niego taki sam.

Dresz podszedł do prętów zamykających przejścia i złapał jeden z nich. Szarpnął lekko, chcąc się upewnić czy też cała konstrukcja mocno siedzi w skale, czy może została zwyczajnie spartaczona i dość łatwo przyjdzie im dostać się do środka. Przy okazji chciał rozeznać się jak wysoki jest strop wewnątrz. Do tej pory w gruncie rzeczy nie zdecydował jeszcze co ma zamiar zrobić z ptakiem, który teoretycznie mógł udać się do wewnątrz wraz z nimi, jeśli tylko miało to jakikolwiek sens. Ograniczone światło raczej nie byłoby dla zwierzęcia aż tak kłopotliwe, jak będzie dla reszty, w końcu zarówno on, jak i jego drapieżni pobratymcy często polowali wieczorami, czy nawet po zmierzchu. Za to brak miejsca mógł je wręcz dosłownie zabić.

Historie jakie pośród prostych ludzi krążyły o kanałach i zdarzeniach, które miały miejsce w Minaloit jeszcze kilka lat temu nie zachęcały, aby spodziewać się, że wszystko przejdzie gładko i bezproblemowo. Jeśli wierzyć tym dziwnym bajaniom, to może nawet w środku czekało ich powitanie w postaci groteskowych, powykręcanych istot. Dresz drgnął, dokładnie takich, jak przyniesione przez ptaka chodzące truchło. Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak realne były jego obawy, wcześniej zwyczajnie nie poświęcał zbyt wiele myśli samym kanałom. Teraz, gdy skojarzył opowieści, jakie można było zasłyszeć, oraz ich znalezisko ze sobą… Przestawało się robić ciekawie. A może właśnie dopiero zaczynało.

Sokolnik odwrócił się, ten chłystek miał przecież kilof. Może jednak nadto go zlekceważyli, a Dahhard faktycznie znał choć nieco miasto i okolicę, wiedział o prętach. Bez tego narzędzia otwarcie wejścia byłoby naprawdę żmudne i nieprzyjemne. Teraz, jeśliby przyrównywać konieczność dostania się tam gołymi rękoma była to błahostka. Ba, sam Dahhard w końcu zdoła się na coś przydać. Doskonale. Niby targał całą drogę jeszcze kociołek ze strawą, co niekoniecznie było szczególnie wygodne, ale to nie powód, by narzekać. Nie tylko on taszczył pod górę sporo rzeczy.
Klepnął lekko w jeden z prętów, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości o czym też będzie mowa za moment, gdy zwróci się do ucznia Bentruma.
- Czyń honory. – rzucił, opanowując chęć, by powiedzieć "przydaj się na coś".

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

05 maja 2014, 20:40

Słoneczne południe. Oba te słowa budziły w elfce uzasadnioną niechęć. Mogła jednak z czystym sumieniem uznać się za szczęściarę. Zanim tu dotarła nie połamała zębów na krasnoludzkich wypiekach, ani nie udławiła się takowym; nie skręciła karku, wspinając się pod górę; nie połamała rąk, nóg ani palców; nie upiekła się w słońcu na skwarek, ani też nie umęczyła drogą do nieprzytomności. Zmęczyła się, owszem, ale do nieprzytomności jeszcze troszkę brakowało. Owo słoneczne południe, a przez to – zdecydowany niedobór cienia w okolicy, sprawiło, że smród kanałów dał się jej we znaki później niż towarzyszom. Mimo, że głowę osłaniały pasma jasnego materiału, odzywał się w niej rozpraszający uwagę wewnętrzny wstręt do przebywania w pełnym słońcu. Kiedy jednak ta mieszanina piorunująca w całej swej mocy dosięgła jej nosa, w ruch poszły wszystkie rezerwy jej siły woli, by zapobiec odruchowi wymiotnemu.

Choć może się to wydawać niecodzienne, elfka aż do teraz w myślach definiowała kanały pod Minaloit jako szczególny rodzaj podziemnych przejść, piwnic, lochów, chodników, bogowie wiedzą co jeszcze. Zupełnie nie zwróciła uwagi na wydźwięk słowa "kanał" i teraz za to płaciła. Myśl, że musieli tam wchodzić, budziła nawet w przywykłej do drastycznych scen medyczce trudne do opanowania uczucie odrazy. Widok obsmarowanego gównem zabytkowego napisu przepełnił czarę goryczy.

- Ludzie. - wypluła z siebie z całą niechęcią, na jaką stać elfy. Trochę za późno zorientowała się, że nie jest sama, więc odsunęła się na wszelki wypadek, niby to pod pretekstem obserwacji Dahharda. Magik z kilofem wyglądał mniej więcej tak, jak Ailea z szabelką. Sokolnik musiał świetnie się bawić.


Westchnęła cicho. Pojęcia nie miała, w jaki sposób powinno się torować sobie drogę kilofem. Skała wyglądała solidnie, dużo solidniej niż takie metalowe narzędzie. Jako, że elfka zdecydowanie nie należała do tych samodzielnie podejmujących działania, najchętniej stawała sobie z boku i nie odzywała się, póki niczego od niej nie chciano. Teraz, na nieszczęście, raczej się spieszyli, a Dahhard w mniemaniu elfki nie nadawał się do tego typu zadań. Gorzej poradziła by sobie tylko ona.


- Uda się… kilofem? – zapytała z cicha Nessira. W jej głosie brzmiała wyraźna wątpliwość.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

06 maja 2014, 14:06

Dahhard szedł za resztą grupki starając sie dotrzymać im kroku. Jeszcze trochę i powinniśmy dotrzeć na miejsce – pomyślał.

Maszerował, więc z podniesioną głową, mimo niewygody spowodowanej koniecznością taszczenia ze sobą sporej liczby tobołów. Zerknął w niebo. Było ładne i przejrzyste, słońce świeciło, idealna pogoda, aby zejść do ciemnych, zimnych i wilgotnych tuneli…

Kanały! Tak, nareszcie. Chyba dotarli do celu, alchemik zerwał się i popędził przodem próbując ostrożnie ominąć resztę grupy.

Gdy podszedł już nieco bliżej, jego mina zrzedła. Ujrzał przejście, które zostało zabezpieczone bardzo grubymi prętami, których ominięcie już na pierwszy rzut oka było niemożliwe.

Trzeba będzie się przebić. Pech chciał, że akurat na górnictwie to Dahhard znał się tak jak górnik na magii.

Miał kilof i wszystko wskazywało na to, że sam będzie musiał się zmierzyć z twardą skałą. W zasadzie wykonanie kilku silnych uderzeń, które zdolne byłyby skruszyć kamień nie wydawało się trudne. Wystarczyło jedynie dobrze przymierzyć i powinno pójść kładko.

Nie było na co czekać, alchemik postawił kociołek z jedzeniem na ziemi, aby następnie w obie ręce chwycić kilof.

Podszedł najbliżej jak się dało. Przez chwilę przyglądał się całej konstrukcji. Zastanawiał się jak głęboko w skale mogą tkwić takie pręty.

- Przygotujcie się, niedługo wchodzimy – oznajmił z uśmiechem na ustach.

Po wstępnych oględzinach wiedział już jak chce uderzyć. Zacisnął obie dłonie mocno na trzonku, przymierzył kilof do miejsca, w które miał zamiar uderzyć, wziął zamach i walnął z całych sił. Chciał skruszyć skałę znajdującą się bezpośrednio przy prętach, tak aby można je było bez trudu wyciągnąć.

- Ciężko idzie. – Podparł się chwilę na narzędziu, przetarł krople potu, które coraz liczniej zaczynały pojawiać się na jego czole.

Złapał oddech i ponownie zaczął z całych sił walić kilofem w skałę. Zdawał sobie sprawę, że czas nagli.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

06 maja 2014, 19:19

Droga niespecjalnie dłużyła się młodemu najemnikowi. Można powiedzieć, że podziwiając okoliczną florę, Nessir nawet nie spostrzegł gdy dotarli do celu. Wcześniej posilając się krasnoludzkim specjałem, miał siłę i ochotę na dalszą wędrówkę. Oczywiście co jakiś czas również sięgał po swój nowy bukłak aby odpowiednio nawodnić organizm. Jako że wody miał mało musiał zadowalać się niewielkimi łykami, którymi później dokładnie płukał usta. Nie wiedział na ile taka metoda się sprawdzi, ale był dobre myśli.

Uważał, że odpowiednie nastawienie i pogoda ducha będzie kluczowa podczas tej wędrówki. Nie dopuszczał do siebie myśli o jakimkolwiek niepowodzeniu dzisiejszego dnia. Nie wiedział czemu, ale taki sposób myślenia naprawdę dawał mu więcej energii. Ten stan trwał aż do momentu w którym poczuł obecność kanałów. Smród który zdradliwie zaatakował jego nozdrza stawał się coraz gorszy z każdym przebytym metrem. Wiedział do czego są zdolni ludzie, ale nie sądził, że kiedyś przyjdzie mu to sprawdzić na własnej skórze.

Z niedowierzaniem pokręcił głową gdy dotarli na miejsce. Liczył, że przyjdzie im przedzierać się przez zapomniane tunele i korytarze, a nie morze czyjegoś gówna. Definitywnie trzeba będzie rozstać się z ciuchami po tej eskapadzie. Zdecydowanie nie wierzył, że jakaś siła będzie w stanie wywabić smród z którym przyjdzie się im zmierzyć.

– Może być naprawdę zabawnie. – powiedział w stronę elfki z uśmiechem na twarzy. – A Ty nie przeszkadzaj sobie. Świetnie Ci idzie. – starając się znowu wczuć w dobry nastrój, pokazał Dahhardowi dwa kciuki wyciągnięte ku górze.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 maja 2014, 20:45

MG

Kształt zdewastowanego przez ludzkich osadników Minaloit, prowadzącego rzekomo do starożytnej kopalni krasnoludów portalu pozwalał na łatwe wyobrażenie go sobie w czasach świetności. Wielkie, stworzone z jasnego kamienia, okrągłe, inkrustowane runami wrota dobrze zabezpieczały leżące za nimi komnaty, strzegąc ich przed nieproszonymi gośćmi. Traf chciał jednak, że prócz nich spuścizny Dravenghr nie chroniło nic więcej. Siłowe otwarcie wrót z pewnością zajęło mnóstwo czasu, ale opłaciło się. Teraz w ich miejscu ziała zakratowana, wionąca smrodem miasta dziura. W pozostałości okrągłej, przypominającej swoistą framugę konstrukcji wprawiono metalowe pręty, z którymi teraz próbował sobie radzić Dahhard. Szło mu niemrawo.

Jakkolwiek robota ta z pewnością nie była krasnoludzka, odwalono ją zaiste porządnie. Młody uczeń alchemika walił w miejsce, z którego wyrastał jeden z blokujących przejście elementów. Usunięcie go pozwoliłoby całej drużynie przecisnąć się na drugą stronę, jednak po kilkunastu minutach pracy Dahowi udało się jedynie odsłonić jedynie część jego dolnego fragmentu. Pręty umieszczono głęboko, otaczając je w miarę możliwości zmieszaną z odłamkami krasnoludzkiej skały zaprawą. Chłopak męczył się, ale wiedział, że za kilka kwadransów uda mu się wyswobodzić dół upatrzonego przezeń kawałka ogrodzenia. Pozostawała jeszcze kwestia górnego, który wisiał jakieś dwa metry nad poziomem gruntu – jak się tam dostać, alchemik musiał wykombinować sam.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 100
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

06 maja 2014, 21:30

Dresz widząc, iż Dahhard zabiera się do pracy odsunął się od prętów, tak na wszelki wypadek. Jeszcze mogło się okazać, że kilof wyleci z nieporęcznych rąk alchemika. Lepiej wtedy być dalej niż bliżej. Przystanął obok Ailei i skrzyżował ręce na piersiach przyglądając się pracy ucznia Bentruma. Szła mu miernie, wręcz można powiedzieć, że nie było żadnych widocznych efektów jego wysiłku. Jeśli tak miało to wyglądać, to zapewne pisane im było spędzić przy wejściu kolejny dzień. Podobnież ostatni, jeśli wierzyć słowom Festera. Chyba nie mieli na to czasu. W dodatku ich alchemik mógł opaść sił. Nie, żeby wyglądał na osobę szczególnie przydatną w walce, jednak zawsze mógł coś jeszcze ponieść, przytrzymać, przypilnować.

Sokolnik, chcąc nie chcąc, zdusił w sobie satysfakcję, jaka wynikała z przyglądania się machającemu kilofem Dahhardowi.
- Ludzie. – wyszeptał niczym echo słowa elfki, jakby chciał zapewnić ją we wcześniejszym stwierdzeniu, iż owszem, przedstawiciele właśnie tej rasy mieli tutaj duży udział we wszystkim co się działo. Co prawda od tych niefortunnych słów minęła już chwila, ale nie zaszkodzi o nich przypomnieć. Zwłaszcza biorąc pod uwagę tempo w jakim Dahhardowi szło przedzieranie się do środka kanału. Przez chwilę jeszcze patrzył na jego starania, by w końcu stwierdzić, iż nie ma to sensu. W takim tempie może nawet dojść do tego, że będą musieli tym kilofem na zmianę bezsensownie tłuc w skałę, tracić czas i przesiąkać smrodem wyziewającym ze środka kanału.

- Żaden z tych waszych eliksirów nie może pomóc? To chyba okazja, żeby je przetestować.
Co prawda ryzykowali zmarnowanie owych dziwnych specyfików, ale skoro nie wiedzieli do czego służą, to chyba było to bez znaczenia. A jeśliby kosztem tego mieliby przyśpieszyć dostanie się do ruin więcej zyskiwali niż tracili.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

07 maja 2014, 00:23

Sytuacja w jakiej się znaleźli nie była najlepsza. Z pozoru proste rozwiązanie jakim było użycie kilofa nie przynosiło zamierzonych skutków. Z rozbawieniem na twarzy oglądał starania młodego alchemika. To zabawne jak komicznie wyglądały osoby które nie miały predyspozycji do fizycznej pracy. Niby proste zajęcie, nie wymagające niczego specjalnego, a jednak nie każdy potrafił temu sprostać. Każde kolejne uderzenie kilofa o skałę poszerzało uśmiech na twarzy Nessira.

– W takim tempie to nasz kwiatek zdąży uschnąć. – mruknął bardziej do siebie niż do stojących obok niego towarzyszy.

Miał ogromną ochotę wyrwać chłopakowi kilof z rąk i pokazać jak należało się do tego zabrać prawidłowo. Jednak kiedy jak nie teraz ten żółtodziób będzie miał okazję nabrać trochę doświadczenia jeśli chodzi o ciężką pracę. Mimo że jego starania raczej nie przynosiły żadnych efektów to wolał aby pomachał narzędziem przez kilka kolejnych minut. Oby nie zrobił sobie krzywdy.

Jego przemyślenia przerwał Sokolnik, który wpadł na ciekawy pomysł. W końcu mieli całkiem pokaźną ilość tych śmiesznych słoiczków z płynami. Niegłupim posunięciem było przetestowanie któregoś z nich. Było pewne ryzyko, że nawet eliksiry znalezione u Festera nie będą na tyle silne aby naruszyć twardą skałę czy chociażby zaprawę. Jako że w tym temacie był kompletnie zielony, ograniczył się do spojrzenia na elfkę. Ciekaw był jej reakcji.

Dłuższe spoglądanie w kierunku kobiety podsunęło mu pewien pomysł. Jego wzrok znów napotkał złotą szablę od której promienie słońca odbijały się trochę mocniej niż powinny. Jeśli poprzednim razem przy byle okazji prawie spalił krasnoluda to może i teraz czymś ich zaskoczy. Wyszło na to, że to drobna elfka ma największe pole manewru jeśli chodzi o uszkodzenie masywnej kraty.

– Może spróbuj użyć twojej szabelki? Ostatnim razem poradziłaś sobie całkiem zgrabnie z tym krasnoludem.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

07 maja 2014, 10:01

Jego ciało ogarnęło zmęczenie. Ręce stały się miękkie, ledwo miały siłę walić kilofem. Miał dość.

Na dodatek nie zrobił nim zbyt wiele. Ukruszył jedynie kawałek skały, który w tym momencie nic im nie dawał. Mogli, więc dalej łupać w innym miejscu, co w mniemaniu Dahharda było głupim pomysłem, tym bardziej, że to on trzymał w rękach owe górnicze narzędzie. Mogli też spróbować czegoś innego co trafnie zauważyli jego towarzysze.

Dahhard przetarł pot z czoła i rzucił kilof na ziemię.

- Tak to dobry pomysł. Zostawmy łupanie skały tym co dobrze się na tym znają – powiedział zdyszany. Dawno nie pracował fizycznie toteż dosyć szybko się zmęczył.
Alchemikowi bardziej spodobał się mimo wszystko pomysł sokolnika. Większość z eliksirów i tak była bezużyteczna, więc nie było sensu ich targać do tunelu. Tam mogliby sobie nimi zrobić tylko krzywdę.
Szabelka mogła tutaj nie wystarczyć, nawet magiczna.

- Z tymi miksturami to może się udać. W każdym razie warto spróbować. Może akurat jedna z nich będzie niczym taran dla bram miasta.

– Na jego zmordowanej twarzy pojawił się uśmiech. Dopiero po chwili doszedł do wniosku, że wybuch, jeśli oczywiście jakikolwiek uda im się wywołać, będzie bardzo głośny, a echo rozniesie się po całych kanałach. Było to całkiem problematyczne. Ze swoimi obawami chłopak miał zamiar czym prędzej podzielić się z resztą ekipy.

- A co jeśli wybuch, o ile uda nam się cokolwiek zdziałać, będzie na tyle głośny, że po wejściu do środka zapłacimy za niego wysoką cenę?

– Miał tutaj na myśli ewentualne stwory, które przez lata mogłyby tutaj sobie spokojnie żyć. Oni byli intruzami, a przed niechcianymi gośćmi należy się bronić. Mimo to podszedł do Ailei, spojrzał na nią, po czym rzekł.

- Którą rzuciłabyś najpierw? – Odkąd Sokolnik zaproponował użycie mikstur, Dahhard zastanawiał się jakiej użyć.

- Rzućmy wszystkie na raz i tak są niepotrzebne. – Machnął ręką.
- Zacznijmy od tej z podwójną zawartością, tą, gdzie ciecze oddzielone są od siebie powietrzem. – Wzruszył ramionami. To była loteria, a gry losowe mają to do siebie, że nie zawsze się wygrywa. Toteż i mag na zbyt wielki efekt nie liczył.
Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

07 maja 2014, 21:58

Wątpliwości Ailei okazały się w pewnym sensie prorocze. Oczywiście, wcale jej to nie zdziwiło. Mimo wszystko Dahhard wykazał się szczególną determinacją i rąbał litą skałę, dopóki starczyło mu sił, nie przejmując się zbytnio uwagami reszty. Pozostali jednak nie ograniczyli się do niemych przemyśleń. Elfka uśmiechnęła się blado, słysząc komentarz Sokolnika. Wtrącenie teraz swoich trzech orów mogło zaowocować niepotrzebnym wybuchem agresji.

- Szabelką? Litą skałę? – roześmiała się, kręcąc głową. Po sekundzie doszła do wniosku, że czegoś nie zrozumiała. Po następnej zrozumiała, że nie zrozumiał Nessir.

- To nie była szabla, tylko ja. – burknęła, lekko urażona. Nawet, jeśli chodziło tu o poważne uszkodzenie innej osoby, elfce nie spodobała się perspektywa przypisywania jej "zasług" kawałkowi metalu. Dalsze rozmyślania przerwała jednak bardziej nagląca sprawa przebicia się przez pręty i litą skałę.

Mikstury! Wybuchy! Rzucanie miksturami? Ailea spojrzała na Dahharda tak, jakby oglądała go po raz pierwszy w życiu. Rzucanie czymkolwiek budziło w niej mieszane uczucia… Ale… Wszyscy patrzyli się na nią wyczekująco.

Wybuchy. Oddzielenie tych dwóch cieczy w butelce musiało czemuś służyć. A jeśli ich zetknięcie wywoływało eksplozję? To było dość logiczne, musiała przyznać. Plus dla Dahharda-alchemika. Chyba jednak trzeba było rzucić…

- Nic nie będę rzucać. – powiedziała, grzebiąc w torbie. Wywlokła podwójną fiolkę i włożyła Dahhardowi do ręki.

Wyglądało to, że wszyscy złożyli niemą przysięgę uczynienia młodego maga elementem wykonawczym.

- Czyń honory - powiedziała, bezwiednie powtarzając słowa Sokolnika.


Znów nawiedziła ją fala wątpliwości. A co, jeśli intuicja jej nie zawiodła i rzucanie czymkolwiek było nierozsądne? Na pewno nie pozwoli mu rzucić pozostałymi, jeśli ten nie wypali. Przez chwilę rozważała powstrzymanie Dahharda przed roztrzaskaniem i tej fiolki, ale zabrakło jej charyzmy. Odsunęła się jeden krok… drugi… W najlepszym przypadku mag nie trafi i fiolka zapadnie się miękko w pryzmie gówna. W najgorszym wybuch powali ich na ziemie, ogłuszy, uszkodzi słuch, rozerwie bębenki, stracą przytomność… Albo stracą potężny eliksir.


- Rozumiem, że nie przypomniałeś sobie do czego to służy? – jęknęła elfka, unosząc ręce, przygotowana do zakrycia sobie uszu.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.