Kanały

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Kanały

04 maja 2014, 22:37

Od czasu zwanej Plagą Minaloicką wielkiej zarazy, która miała miejsce w latach 403-405EF, kanały pod Minaloit stały się miejscem wręcz mitycznym. Odkryte na początku zakładania tego górskiego osiedla, a więc w roku 398 Ery Feniksa, korytarze zdawały się być idealne do wykorzystania w formie ścieku. Spora ilość przeróbek, jakich dokonali osadnicy, pozwoliła im na odprowadzanie nieczystości wprost do leżącej na południu miasteczka rzeki Napogi. Istnienie kanałów okazało się niezbędne dla istnienia Minaloit jako takiego – spływający wiosną z gór, roztopiony śnieg znajdował tutaj ujście, nie zalewając miasteczka. Niepotrzebne ścieżki odnalezionych komnat zamurowano, resztę uprzątnięto i tak właśnie całość funkcjonowała nieprzerwanie od kilkunastu lat. Nie przeprowadzano tutaj właściwie żadnych badań, traktując istnienie tych starożytnych tuneli jako dopust Piętnastki.

Plotki pojawiły się nieco później. Mówiono, że choroba, jaka przetrzebiła osiedle, wyszła właśnie stąd, rażąc mieszkańców rozkwitającego Minaloit niczym młot samego Mealena. To tutaj palono zwłoki, stąd wyszli pierwsi zarażeni – chodzące trupy o wielkiej sile i nieposkromionej żądzy mordu. Dopiero powrót niejakiego Bakero, ówczesnego burmistrza miasta, położył kres tym cierpieniom. Dla wielu spraw było już jednak za późno. Bractwo, które trzymało pieczę nad rozwojem osiedla, rozpadło się, większość mieszkańców zmarła bądź wyjechała, a namiestnik prowincji utworzonej wokół niego do teraz jest obiektem drwin możnych, zwących go czasem „Psem Derinu”. Z oazy światłych umysłów Minaloit stało się zabitą dechami dziurą, do której nikt nie chciał się przeprowadzić. Główną populację stanowili górnicy oraz ich rodziny, niestrudzenie pracując nad wydobyciem bogactwa Ikrem – srebra.


Kanały nadal były używane, ale na zdecydowanie mniejszą skalę. Ludzie bali się tam zapuszczać, pozostawiając porzucone tam za czasów zarazy przedmioty samym sobie. Mówiono, że można tam znaleźć oręż, artefakty, wynalazki – wszystko, czego dusza zapragnie. Mimo tego mało która grupa śmiałków decydowała się ostatecznie na zejście wgłąb – a były po temu dwie, powszechnie znane drogi.


Pierwsza, najbardziej oczywista, prowadziła z miasta. Wystarczyło uderzyć na południe osiedla, aby dojść do dużego, okrągłego, niezabezpieczonego otworu. Po Pladze Minaloickiej zamierzano go nawet zamurować, ale zaprawa okazała się niezbyt trwała, przez co konstrukcja rozpadła się, a jej gruzów nie uprzątnięto. Zresztą, jako wytwór ludzkich rąk cały ten od siedmiu boleści „portal” z definicji nie był szczególnie mocnym konstruktem. Wybito go tak, aby można było we względnie łatwy i bezpieczny sposób zejść niżej, do właściwych kanałów. Po przybyciu do Minaloit krasnoludzkiej ekspedycji ze Złotego Wąwozu przejście to prowadziło prosto w objęcia stacjonujących nieco dalej w podziemiach brodatych wartowników, którym nie przeszkadzał najwyraźniej smród spływających do otworu nieczystości. Większość bowiem mieszkańców Minaloit wzorem obywateli znamienitszych metropolii wyrzucało nieczystości wprost na błotniste ulice, licząc na to, że zmyją je deszcze bądź same spłyną do otworu na końcu miasta, czemu sprzyjało obniżenie terenu w kierunku południowym.


Drugim ogólnie znanym wejściem było to od strony samej rzeki. Aby do niego trafić, należało iść traktem z miasta aż do miejsca, w którym przecinał on Napogę. Następnie, idąc w górę jej nurtu, nie sposób było nie trafić do jedynego ujścia kanałów. Choć kiedyś tego okrągłego przejścia (o średnicy około dwóch metrów) chroniły ustawione raz przy razie, grube, stalowe pręty, teraz kilka z nich było uszkodzonych. Powstała na skutek działania jakiejś żrącej substancji dziura prawdopodobnie również była chroniona przez krasnoludy. Pozwalała bowiem nawet wyrośniętemu mężczyźnie na przeciśnięcie się dalej – z trudem, na kuckach, ale pozwalała – co mogło prowadzić do przykrych dla Minaloit konsekwencji.


Idąc korytarzem otwierającym się za uszkodzonymi kratami można było po lekkim łuku dojść do samego miasta, wychodząc na jego południu – opisanym wyżej portalem. Po drodze kilkadziesiąt metrów od tego wylotu, mijało się tylko jedną odnogę, prowadzącą do krasnoludzkich tuneli. Do odnogi tej wpadały – tak z lewej jak i z prawej – kolejne tunele, w większości zamurowane. Te odpieczętowane były natomiast chronione przez kolejnych brodaczy, które generalnie cały kompleks uważały za swój.


Część użytkowa kanałów była więc względnie mało rozbudowana – ot, jeden tunel prowadzący właściwie prostą drogą od Minaloit do Napogi i jedna, nachylona odpowiednio odnoga prowadząca do podziemnej siedziby krasnoludów. Przez środek obu tych kwadratowych tuneli szły kamienne rynny, którymi nieczystości płynęły do rzeki. Z racji małej populacji miasta było ich niewiele, przez co większość z nich po prostu tutaj zalegała, czekając na deszcz. Ziemia była tutaj twarda i nieskora do poddania się pracy ludzkich rąk, więc tylko niektórzy z bogatszych obywateli żyjących w mieście mogli sobie w przeszłości pozwolić na posiadanie własnych, domowych odpływów. Teraz jednak, po przybyciu do Minaloit krasnoludzkiej ekspedycji, ostatni z nich – ten idący od zrujnowanego ratusza miejskiego – został zlikwidowany, dzięki czemu nieczystości trafiały do kanałów jedynie leżącym na południu miasta, południowym portalem oraz od strony krasnoludzkich tuneli. Po lewej i prawej stronie rynien pozostawiono wąskie chodniki pozwalające na przejście jednej, niezbyt szerokiej w barach osoby.


Pozostałe odnogi, ciągnące się zapewne wiele sążni pod górami Ikrem pozostawały niezbadane, mówiono jednak, że prowadzą one bezpośrednio do przedsionka Dravenghr – mitycznej kopalni, jaką mają na celu odzyskać brodaci obywatele miasta (w sile około dwóch tysięcy chłopa), zajmujący się obecnie zabezpieczaniem terenu.


MG

Rześka po noclegu nad rzeką grupa wysłana przez wujaszka Festera do kanałów pod Minaloit kierując się prawie wyłącznie nosem doszła koło południa do ich wylotu. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco. Duże wejście zostało zakratowane parę ładnych lat temu, choć wstawione w nie, grube jak przedramiona dorosłego mężczyzny pręty wydawały się kompletnie nie na miejscu. Mocna, biaława skała została w prymitywny sposób naruszona, przebita na wylot i podmurowana, pozwalając płynącym prosto z Minaloit brudom na wylewanie się prosto do rzeki. Fakt faktem, że nieczystości tych nie było ostatnimi czasy zbyt wiele z powodu małej populacji osiedla, ale i tak śmierdziało stamtąd nieziemsko. Bystre oczy Ailei dostrzegły znajdujące się nad portalem fragmenty dziwacznego, nieznanego jej pisma. Krótkie doświadczenie długouchej z krasnoludami ze Złotego Wąwozu kazało jej sądzić, że tylko one byłyby w stanie odczytać te niekompletne ciągi sypiących się znaków. Jakikolwiek nie byłby ich przekaz, ludzcy osadnicy Minaloit kompletnie się nim nie przejęli, doszczętnie niszcząc wejście do starożytnych komnat, które, o ironio!, obrali za idealne miejsce do (dosłownego) obsmarowania fekaliami.

Czwórka śmiałków nie miała jednak na co narzekać. Lepiej było dla niej usunąć kilka z metalowych prętów niż przebijać się przez pradawne, kamienne wrota. Kilof dźwigany bez konkretnego powodu przez Dahharda miał wreszcie znaleźć swoje zastosowanie. Wedle wszelkich przesłanek to tutaj znajdowało się ongiś wejście do najwyższych komnat przedwiecznej kopalni Dravenghr, którą chcieli odzyskać brodacze z Wąwozu. Nawet jednak oni nie ośmielili się zejść głębiej, poprzestając póki co na zabezpieczeniu dwóch z trzech wejść do kompleksu. Aż dziw brał, że przy trzecim nie stało ze czterech krasnoludzkich gwardzistów. Być może uznali oni, że kraty powstrzymają ewentualnych eksploratorów albo stali nieco dalej. Możliwe też, że zwyczajnie się czegoś obawiali.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 98
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

29 gru 2016, 16:52

Korzystał z każdej chwili gdy jego głowa wynurzała się ponad toń wody, aby złapać haust powietrza. Każda taka okazja przedłużała jego życie o cenny czas, a ten był mu teraz bardzo potrzebny. Szczególnie gdy latający wokół Sokół uświadomił mu, że w pobliżu znajduje się tarcza, która potencjalnie może uratować mu życie. Gdyby nie to, że Sokolnik miał dużo lepsze rzeczy do roboty, jak na przykład paniczne machanie rękami, to zapewne właśnie tłumaczyłby Sokołowi co o nim myśli.

Zginiemy oboje przez ciebie, ptasia spierdolino. Podaj. Podaj to gówno

Dresz zaczął mozolnie, acz uparcie próbować się przesunąć w stronę tarczy. Liczył, że do Sokoła dotrze fakt, że pchnięcie jej jeszcze kilka razy i przesunięcie w jego stronę jest całkiem sensownym pomysłem. Bardzo-kurwa-sensownym, chciałoby się rzec. Sokolnik miotał się cały czas, starając utrzymać na powierzchni. Zdobywał kolejne kciuki panicznymi wymachami rąk, licząc na to że jeszcze trochę i dosięgnie upragnione kawałka drewna, który utrzyma go na powierzchni. Mając tarczę będzie w stanie już bez problemu dopłynąć do brzegu, tego był pewien. Wiedział, że wystarczy płaską częścią ustawić ją w stronę wody i wesprzeć się na niej. I machać nogami, oczywiście.

Starał się mimo ogólnej paniki dać Sokołowi jasny obraz, żeby wziął lekki rozpęd i pchnął tarczę w jego stronę, tak jak zrobił to wcześniej, tylko po prostu mocniej. Ptaszysko nie było głupie i na pewno było w stanie ostatecznie załapać, że ktoś się w pobliżu topi. I na pewno wiedziało, że śmierć Sokolnika nie jest mu na rękę. W końcu byli dwiema połówkami całości. Nauczyli się tego przez te wszystkie lata.

Jeśli tylko uda mu się chwycić tarczę, to oprze się na niej i popłynie w stronę najbliższego brzegu, dosadnie przy okazji tłumacząc Sokołowi co myśli o takich zachowaniach, oraz dlaczego jest wrednym skurwielem, który powinien mu pomagać, a nie odpierdalać takie rzeczy. Z brzegu będzie mógł już w spokoju ocenić całą sytuację. Usiądzie na chwilę, spróbuje się uspokoić i dostosować jakoś swoje zmysły do chorej aury tego miejsca. Liczył, że uda mu się to choć na tyle, aby jedynie go ograniczać, a nie niemal całkowicie oślepiać. Po tym będzie mógł się rozejrzeć i zorientować gdzie jest, czy są stąd jakieś wyjścia, oraz czy jakieś rzeczy, które zrzucił z góry wylądowały na brzegu i może je odzyskać. W kwestii potwora nie miał póki co o czym myśleć. Zranił go niewątpliwie poważnie. Nawet jeśli bestia była ogromna, to jego noga zanurzyła się w niej niemal po kolano. Podwodna maszkara prawdopodobnie właśnie zdychała... A martwa wypłynie na powierzchnię.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Into the Spell

29 gru 2016, 17:25

MG

Sokół definitywnie poddawał w wątpliwość zdolności umysłowe Dresza, oburzając się przy tym coraz bardziej i zamykając w swej wrednej naturze. Negatywne emocje płynące od ptaszyska były dla jego pana niczym policzek w twarz. Nie takich uczuć się spodziewał, ale gdy zagościły one w jego głowie, podirytowały go. Walczył o swoje życie, owszem, ale postawa jego pupila była godna pożałowania. Nie omieszkał mu tego przekazać. Jeśli w tych tunelach sokół miałby przydać się tylko jeden raz, to właśnie była ta chwila.

Wyglądało na to, że ptak zaczyna wreszcie pojmować powagę sytuacji. Trochę się ponaigrawał, trochę spanikował, trochę podenerwował, ale ostatecznie przystąpił do realizacji planu Dresza. Starając się jak najlepiej wypełnić polecenie Sokolnika, lotem koszącym popychał lekko tarczę ku niemu. On sam włożył całe swoje siły w próbę dotarcia do niej. Ostatecznie mu się to udało. Mógł odsapnąć. Płuca paliły go od wysiłku i wybuchowo nabieranych oddechów, obolała noga właściwie zdrętwiała, a mięśnie klatki piersiowej i ramion wołały o tlen. Machając lekko nogami, zanurzając czasem przypadkiem dolną część twarzy i parskając przy tym wszystkim, Dresz niezgrabnie płynął w kierunku brzegu. Dopiero wtedy z całą mocą uświadomił sobie, że woda, której się tyle opił, była bardzo słona.

Oczywiście raniony stwór jeziorny nie mógł mu swojej niedoszłej ofierze na wywinięcie się. Był wściekły, poraniony i pragnął zemsty. Prędko wynurzył się spod wody, sygnalizując to mocnym wzburzeniem jej tafli, po czym chapnął Dresza za nogi. Ten nie poczuł jednak ogromnego bólu, którego mógł się spodziewać. Coś wprawdzie wbiło mu się w łydki, ale nie sprawiło otępiającego cierpienia. Nie, żeby zębiska stwora o wielkich oczach nie były ostre. Wręcz przeciwnie – niewątpliwie zdolne były do rozkawałkowania ciała ludzkiego z łatwością.

Tym razem nie domknęły się jednak, powstrzymywane przez ukosem wbitą włócznię Sokolnika. Łakomy stwór chciał ją połknąć już dawno, ale niestety mu się to nie udało. Do całkowitego zgryzienia Dresza brakowało kilku kciuków odległości. W paszczy stwora zacięły się porządne buty śmiałka, przez co niemożliwym stało się wyszarpnięcie nóg (co zresztą Sokolnik w pierwszym odruchu usiłował zrobić).

Nagle całą jaskinię zalało blade, chybotliwe światło. Okazało się, że sponad oczu stwora wyrastała długa, oślizgła wypustka zakończona swoistym, jajowatym, dającym światło organem. Wabik na końcu tej dziwacznej wędki rozświetlił się chyba w ekscytacji, gdy ryba rozwarła paszczę, chcąc tym razem połknąć Dresza w całości.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 98
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

29 gru 2016, 22:33

Sokolnik miał w swoich rękach wreszcie ratunek. Drewnianą tarczę, która miała mu pozwolić dotrzeć do brzegu. To nie był moment, w którym miał zamiar się poddawać.

Musiał przyznać, że był zaskoczony faktem, że żyjący w jaskini stwór pomimo tak dotkliwych obrażeń nadal jeszcze był w stanie uganiać się za nim. Wyglądało na to, że obrażenia które mu zadał nie były tak dotkliwe jak można by się spodziewać. Przynajmniej nie dla tej bestii. Dresz nie miał zamiaru jednak tanio sprzedać swojego życia.

Obrócił się nieco, nadal ściskając w dłoniach tarczę. Fakt, że bestia rzuciła się za nim w pościg miał też swoje plusy. Woda uspokoiła się chociaż odrobinę, gdy ranne stworzenie przestało chaotycznie rzucać się na wszystkie strony. Gorzej, że próbowało go teraz zeżreć.

Sokolnik dokładał wszelkich starań, aby zaprzeć się chociaż jedną nogą o tkwiącą w pysku stwora włócznię. Póki w miarę stabilnie pozostawała na swoim miejscu miał sporą szansę przetrwać. Nie było to łatwe. Kaszlał, co chwila wypluwając z ust wodę i krztusząc się, w piersi paliło go niemiłosiernie, a wysiłek zaczynał coraz bardziej dawać się we znaki. Mimo wszystko jednak uczucia te pozostawały niejako zagłuszone. Dresz czuł się jakby oglądał je przez szybę, teraz ogarnięty jedynie instynktem przetrwania, który nakazywał jego ciału działać tak długo, aż fizycznie nie będzie w stanie już zrobić czegokolwiek. Sam fakt już, że właśnie dzięki niej nie został pozbawiony nogi, a jedynie dorobił się niegroźnych nacięć był niemalże cudem. A skoro już działy się cuda, to mógł jedynie mieć nadzieję że będą trwały na tyle długo, aby dotarł do brzegu. Widząc, że potworzyszcze szykuje się do kolejnego ataku uchwycił tarczę mocniej jedną ręką, drugą natomiast wyciągnął w kierunku rozwartego pyska bestii. Przed jego dłonią poczęła formować się ciemna substancja. Wirowała chaotycznie, w dość niekontrolowany sposób. Warunki nie były sprzyjające skupieniu się, Sokolnik działał więc szybko i nieco panicznie. Dobrze jednak wiedział co chce zrobić, robił to już wiele razy. Wezwany fizyczny mrok pomknął w otwartą paszczę stwora pod postacią chmary niewielkich sztyletów do rzucania. Jeśli to stado zimnych niczym sama śmierć pocisków nie mogło zrobić wrażenia na jego prześladowcy, to chyba nie dysponował niczym, co było w stanie go powstrzymać.

Nie czekając na efekt rzuconego zaklęcia Sokolnik tą samą dłonią sięgnął do pasa i wyciągnął długi nóż, który - jak miał nadzieję - nadal był tam na swoim miejscu. Jeśli tylko go odnajdzie, to będzie gotów siec i pchać w każdą część ciała stwora, która znajdzie się w zasięgu jego ręki. Jeśli nadarzy się okazja, to mógł też wbić nóż i wykorzystać jako dodatkową podporę, która umożliwi mu ucieczkę od szczęk bestii.

Również i Sokół mógł pomóc w tym wszystkim, Dresz dał mu znać aby zaatakował miękkie, czułe punkty na ciele stwora, jeśli tylko takie wypatrzy. Zaszedł już za daleko, aby teraz nagle się poddawać.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Cheap Wine

30 gru 2016, 13:17

MG

Niezdolny do dogłębnego analizowania sytuacji Sokolnik poczuł zdziwienie. Jego przeciwnik mocno oberwał, a mimo tego wynurzył się i atakował. Jego wygląd i budowa nie przypominały niczego, co wcześniej Dresz widział. Widać było, że ryba nie radzi sobie w takim scenariuszu, zmuszona do częściowego wypłynięcia na powierzchnię i prób upolowania ofiary, która stwarzała tyle problemów. Coś było nie w porządku. I gdyby tylko Sokolnik miał moment na zastanowienie, mógłby wpaść na pomysł, że potwór może już od jakiegoś czasu nie żyć. W przedsionku Dravenghr nie było to żadne pocieszenie. Wręcz przeciwnie.

Prosto w rozwartą szeroko paszczę uderzył deszcz cienistych sztyletów. A przynajmniej czegoś na ich wzór. Nie wszystkie miały poprawny kształt, większość w ogóle nie przypominała żadnej broni białej. Sokolnik nie miał czasu na koncentrację, jego zaklęcie było nieprecyzyjne i niosło za sobą stanowczo zbyt duży ładunek energetyczny. Mimo tego przebrzmiewało chęcią ubicia bestii, zadania jej ran i powstrzymania od dalszych prób posilenia się. Instynkt Dresza robił wszystko, by utrzymać go przy życiu. Skupiał się na tym całkowicie, świadomie i podświadomie. Z pewnością to właśnie dlatego zaklęcie – mimo chaotycznego wywołania – spełniło pokładane w nim nadzieje. W gardło bestii wbiły się sople, igły, stożki i inne ostre kształty, wszystkie zbudowane z esencji najczystszego, doskonale zimnego mroku.

Co jakiś czas na okolice oczu wodnego monstrum spadał pierzasty pocisk. Sokół nurkował, wbijając się dziobem, po czym lądował na krótko, rozrywając ciało szponami przy starcie. W pewnym momencie udało mu się właściwie odrąbać wędkę stwora, która to zwisła niemrawo. Wabik tracił stopniowo swój upiorny blask.

Zadane obrażenia były znaczne, jednak Sokolnik byłby głupcem, gdyby sądził, że zatrzymają one zamykającą się nad nim paszczę. Nawet, jeśli pociski i działania sokoła unieszkodliwiłyby potwora, nie przestałby się on natychmiastowo ruszać. Śmiałek zdążył jeszcze wyciągnąć swój sztylet, gdy szczęki zawarły się pod nim i nad nim. Zrobiły to jednakże dość niemrawo, jakby potężne, poruszające je mięśnie utraciły swą siłę. Nie było czemu się dziwić – zostały w zasadzie poszatkowane przez magię wyczerpanego tym czynem Sokolnika, zsuwającego się powoli po jęzorze stwora prosto do jego przełyku. Wbity w mięso sztylet pozwalał mu utrzymać swoją pozycję, ale ryba powoli osuwała się w toń, a wraz z nią zamknięty w jej paszczy, poraniony zębiskami Dresz. Wbiły się one gęsto przy jego lewym ramieniu oraz w biodro, zahaczyły także o kark. Ranki były liczne, choć niezbyt głębokie. W swym obecnym stanie Sokolnik nie mógł zastanowić się, na ile poważnie został uszkodzony. Kończyny poruszały się, oddychał, jego ciało reagowało. Tylko to miało znaczenie.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 98
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

30 gru 2016, 22:55

Miotał się we wnętrzu ryby próbując znaleźć jakieś oparcie dla swoich nóg, czy rąk i powstrzymać jego powolny ruch w głąb żołądka ryby. Wbity w cielsko ryby nóż wyślizgnął się znów, a Dresz wypuścił go z dłoni, czując że nie stanowi już dla niego pomocy, zamiast tego szukał ręką czegokolwiek, czego mógłby się chwycić, choćby i zębów ryby, jeśli tylko były na tyle tępe aby zapewnić mu chwyt. Wiele nadziei nadal pokładał we włóczni tkwiącej w paszczy potwora. Ciągłe próby zamknięcia ust musiały siłą rzeczy umiejscowić ją na tyle mocno w ciele, że raczej powinna utrzymać ciężar Dresza.

Sokolnik widział przez uchylony pysk, że powoli osuwają się w morską toń. Musiał wymyślić coś, co pozwoliłoby mu wydostać się z pyska ryby zanim woda odbierze mu życie. Kurczowo ściskał w ręce tarczę, która była jego jedyną obroną przed kaprysami żywiołu. Gdyby tylko zlokalizował i złapał włócznię. Był pewien, że mógłby się wtedy na niej podciągnąć i spróbować rozchylić paszczę stwora. W razie potrzeby miał tarczę, którą mógł otłuc pysk potwora na tyle, aby ten się poddał. Zresztą, jego poprzednie zaklęcie mogło już poczynić dostatecznie duże obrażenia mięśniom, aby Dresz mógł wygrać tę nierówną walkę.

Kombinował jak mógł, panicznie starając się uniknąć zsunięcia się do żołądka przerośniętej karykatury. Gdyby tylko miał na to czas, zapewne kląłby w myślach co też przyszło mu do głowy żeby zeskakiwać w odmęty tej przeklętej dziury. Czas był jednak czymś, czego zdecydowanie mu brakowało.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Eulogy for a Dream

04 sty 2017, 16:33

MG

Krytycznie ranny potwór wodny nie powinien wykazywać takiej krwiożerczości. Wprawdzie aura tego miejsca niejednego przyprawiała o nerwy, a tym samym prowokowała nieracjonalne zachowanie, każde zwierzę odpuściłoby, doznając takich uszkodzeń ciała. Chyba że byłoby mu wszystko jedno, bo i tak byłoby już martwe, animowane wyłącznie pragnieniem mordu. Pragnieniem, warto wspomnieć, niezwykle dla Sokolnika niefortunnym.

Chwycił się ostatniej szansy na przeżycie – dosłownie. Złapał włócznię, starając się z jej pomocą rozchylić paszczę stwora. Początkowo szala przechyliła się na jego niekorzyść – poruszona włócznia pozwoliła rybie niemal całkiem zamknąć pysk, a jeden z licznych jej zębów ugodził śmiałka w prawy policzek, przebijając się do samej jamy ustnej. Znajdując w sobie nieludzką siłę, powodowany bólem, paniką i okrutnie organicznym pragnieniem przeżycia Sokolnik natychmiast wyprostował drzewce, rozchylając gębę stwora szerzej niż kiedykolwiek.

Wspierając się na dobrze osadzonej włóczni i chwytanych zębach powoli przeciskał się przez uchyloną paszczę. Jego zmysł szalał, działał niemal na ślepo i, zanim znalazł odpowiednie oparcie, dotkliwie poranił sobie dłonie oraz przedramiona. Pozwolił tarczy wypłynąć pierwszej, zamierzając zaraz po tym ją złapać. Wiedział, że bez niej niechybnie utonie. Gdy jego serce wypełniła drobna nadzieja, osuwająca się bezwładnie w głębiny ryba drgnęła jeszcze. Niestety, Sokolnikowi nie udało się do tego momentu całkiem opuścić jej wnętrza. Jego lewa noga została ugodzona tak z góry jak i z dołu, zmiażdżona i skłuta niczym dziesiątkami oszczepów.

Całe ciało śmiałka spięło się z bólu, gdy on wierzgnął silnie, starając się oddalić od zagrożenia. Na szczęście jego poprzedni atak sprawił, że potwór nie był szczególnie zdolny do dalszych ataków. Magiczne zmysły Sokolnika wirowały, dając mu fałszywy obraz rzeczywistości. Wiedział, że jego sokół znajduje się już na brzegu, odczuwając niemal takie same katusze. Na szczęście nie wpadł do wody, bo byłby to koniec dla ich obu. Kierując się w stronę swojego pierzastego pupila Dresz wreszcie osiadł na mieliźnie, odczołgując się z dala od topieli i znacząc swoją ścieżkę śladem krwi. Usilnie zachowywał przytomność, czując, że jeśli straci ją w tym miejscu, zginie niechybnie. Nie było to łatwe, choć ból nie był Dreszowi obcy. Inna sprawa, że chyba nigdy jeszcze nie odczuł go tak dotkliwie.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 98
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

09 sty 2017, 23:11

Łapał haustami powietrze, jednak wciąż zdawało mu się go za mało. Jakby cały jego organizm nagle potrzebował go o wiele więcej niż zazwyczaj, a mroczna atmosfera jaskini zwyczajnie nie mogła go dostarczyć. Siłował się z paszczą ryby, z utkwioną w niej włócznią, przepełnionym magią otoczeniem, a przede wszystkim ze sobą samym. Ta wyczerpująca walka angażowała go całkowicie, stuprocentowo. Sprawiała że zapominał o wszystkim innym. Ratować swoje życie. Tylko to miało sens, tylko to się liczyło.

Paradoksalnie nie czuł strachu. Nie było w jego głowie już miejsca na strach, na jakiekolwiek uczucie inne niż potężna potrzeba poszukiwania kolejnego ze sposobów na przedłużenie swojego życia o kolejne choćby i sekundy. Zaciskał dłonie na włóczni, aż jego knykcie pobielały doszczętnie. Nie czuł nawet jak rybi ząb wbija się w jego policzek. W gruncie rzeczy nie był nawet tego świadom. Pędząca w jego żyłach krew niosła ze sobą wszelkie środki łagodzenia bólu, jakie tylko jego ciało miało w swoim arsenale - choć on sam nie był przecież tego nawet świadom.

Nagle wszystko zdało się niesamowicie przejrzyste, zmęczenie gdzieś odpłynęło. Wydobywając z siebie siły, o które zapewne nikt go nie podejrzewał rozwarł paszczę bestii i wyrwał się na zewnątrz. Widział już czekającą na niego wolność, gdy coś szarpnęło gwałtownie jego nogę. Fala bólu, która rozeszła się po jego ciele nie była nawet w połowie tak silna, jak mógł tego oczekiwać. Odczuł ją jednak wyraźnie, choć nie docierało do niego jeszcze całkowicie co zwiastowała. Nie będąc nawet pewien czy chwycił tarczę, czy też jego starania sprawiły, iż nabył jakiś nowych, tytanicznych zdolności znalazł się na brzegu. Kaszląc i plując wodą wyczołgał się nań odsuwając od wody. Nie wiedział co jeszcze się w niej czai. Przewrócił się na plecy zanosząc się kaszlem. Usilnie próbował złapać powietrze, jednak kolejne jego ataki uniemożliwiały mu to kompletnie. Nie rozumiał co dzieję się wokół, ogarnęła go przemożna chęć aby zamknąć oczy i po prostu odpłynąć. Coś jednak podpowiadało mu, że to zły pomysł. Znów musiał się kurczowo chwycić, tym razem świadomości.

Obrócił się gwałtownie i zwymiotował. Resztki posiłku, który spożył w czasie, który zdawał się być wieki temu znalazły się na ziemi. Wstrząsany dreszczami Sokolnik otarł usta. Ten nagły szok organizmu przywrócił mu choć odrobinę zdolności trzeźwego myślenia. Nie na długo jednak, poczęły docierać do niego bodźce do tej pory stłumione stresem i walką. Padł znowu na plecy łapiąc powietrze i... roześmiał się.

Jego histeryczny śmiech poniósł się po jaskini niczym wycie hieny. Echo powtórzyło go wielokrotnie, zmieniając w chory, wynaturzony śpiew. Trzęsąc się nadal spróbował usiąść, jednak opadł bezsilnie znów na plecy. Jego umysł - zapewne nigdy w pełni zdrowy według zwyczajnych standardów - nawet w tym momencie odnajdował radość. Przeżywał to, czego całe życie poszukiwał. Oderwanie od rzeczywistości, zatopienie w walce o własne życie, które pozwalało nie myśleć o niczym innym. Nic nie dawało mu tego radości, co walka o życie. Gdybyż tylko mogła się ona nigdy nie skończyć. Obawiał się śmierci, nie chciał jej, uciekał. A sama ucieczka jednak była dla niego najdoskonalszym dopełnieniem smętnego życia, jakie toczył. Trudno mu było wyrazić jak bardzo cieszył się tą walką. I jak bardzo bał jej końca.

Opanował się wreszcie. Nie miał czasu, musiał działać. Obezwładniający ból rozchodził się po jego ciele. Serce nadal waliło niczym kościelny dzwon, jednak konieczność ucieczki już minęła. Wiedział że za chwilę w pełni doświadczy wszystkiego, co zafundowało mu rybopodobne monstrum. Zwinął się w kłębek, zaciskając ręce na rannej nodze. Czuł jak do jego ust napływa krew. Oderwał jedną z dłoni i sięgnął do swojej twarzy, odnajdując w niej dziurę, której nie powinno tam być. Nawet nie czuł, że jej dotyka. Coś było nie tak. W swojej mętnej, zaćmionej świadomości wiedział, że nie tak to powinno wyglądać. Że powinno być zupełnie inaczej.

Zacisnął zęby, próbując odciąć się od tego wszystkiego co go otaczało i odzyskać przejrzystość umysłu. Nie potrafił jednak, nie szło mu to. Sięgał coraz głębiej w swoje jestestwo, doszukując się jakiejś oazy spokoju, miejsca w którym mógłby zebrać się w sobie i działać. Nie odnalazł go. Zacisnął więc tylko rękę mocniej na swojej kończynie i wykorzystał to, do czego udało mu się dogrzebać. Uchwycił ślad swej duszy i niczym przez formę przelał przezeń wszystko co tylko mógł przelać, całą energię jaką udało mu się zebrać. Pragnął poskładać się do kupy, wyglądać tak jak powinien, tak jak było to zaprojektowane w głębi jego jestestwa. Nie mógł umrzeć. To nie był jego czas. Nie był pierwszym lepszym człowiekiem, który mógł zdechnąć w takim miejscu. Był kimś więcej. O wiele więcej.

Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 218
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

02 lut 2017, 13:50

Po raz kolejny zastanawiala się, co tutaj robi. Jak mogła wpakować sięw kolejne tarapaty? Przecież mogła zwyczajnie opuścić Minaloit i udać się dokądkolwiek. Żyłaby z kuglarskich sztuczek albo przyuczyła fechtunku i została najemniczką. Mogło być tak wspaniale...nudno. Bez sensu, bo sensem i celem jej życia było odnalezienie nekromantów. Kogoś, kto pomógłby uwolnić się od zjaw w jej głowie lub przynajmniej je okiełznać. Tymczasem Rowena walczyła z potworem, w którego martwych oczach znać było tylko głód i chęć mordu. Broniła się, jak umiała, lecz ani ona, ani krasnoludy nie znały przeciwnika. Nie wiedzieli,że w zanadrzu macoś...lub kogoś, kto najwyraźniej zmęczony walką oraz zagrożony porażką wydał przenikliwy pisk. Krew trysnęła z uczu krasnali. Byli oszołomieni, bezbronni wobec wgryzającego się w mózg krzyku. Jedna białowłosa pozostała bez szwanku, nie rozumiejąc jedynie, co się dzieje. Przytkneła wolną od broni dłoń do głowy, potrząsając nią lekko. Oto wszystkie zjawy i demony zgodnym chórem odpowiedziałyna wrzask,zagłuszając go i...chroniąc Rowenę. Dziewczyna to śmiała się, to płakała. Zachowywała się zupełnie jakchora psychicznie, niezrównoważona istota. Nie była w stanie powtrzymać...kontrolować tego, co się z nią działo. Mork mógł być wielce zaskoczony taką reakcją. On również nie wiedział,z kim ma do czynienia.
Niewiele myśląc, Rowena przeszła przez wrota.Właściwie przeskoczyła, biegnąc ile sił w nogach. Biegła i potykała się o własne nogi, o podłoże, lecz biegła dalej. To nie była już ona. To były upiory jej umysłu i duszy. To one popychałyją dalej i dalej. Stanowiła nośnik, który posłusznie słuchałich rozkazów. Demony wskazywały właściwą drogę, kierune. Białowłosa mijała kolejne przejścia, rozwidlenia i tunele, wiedząc,w który skręić. Schodziła niżej, coraz niżej, w mroczniejsze zakamarki podziemia Minaloit, a strachy w jej głowie pełne były napięcia i podniecenia, oczekując na to, co miało je czekać na końcu tej wyprawy.
Rowena zaś...biegła, dzierżąc miecz w dłoni. Był lekki, nie przeszkadzał w ruchu, a zawsze mógł się przydać na takiego Morka. Skupiała się tylkona oddechu, by go nie stracić. Wzrok przyzwyczaiła do ciemności, słuch miała wyczulony. Biegła. Nie myślała o niczym. Nie potrafiła. Popadła w obłęd.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3761
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Still Fucked Up

15 mar 2017, 13:49

//Przepraszam, że tak długo musieliście czekać. Dzięki temu odpisała jednak Rowena i mamy możliwość rozegrania pięknego pojedynku między graczami. Krwawa Róża zmierza wielkimi krokami ku końcowi. Nadciągnie on szybko, bo zgodnie z nowymi regułami dot. sesji zbiorowych wszyscy mamy limit 72 godzin na odpisanie.
MG

Był czymś więcej. Bardziej świadomy, ruchliwszy i skupiony od każdego z reliktów minaloickiej plagi. Miał dobrego, pałającego żądzą zemsty sternika. Plany przywrócenia Aleksisa Bentruma z martwych nie mogły się powieść. Wszyscy żywi, którzy do tego dążyli, musieli zginąć.

Kolejne nieumarłe ciało padło pod jego ciosami, gdy opętany wściekłością Mork przemierzał tunele pod Minaloit. Nie szukał podobnych mu, animowanych złowrogą siłą bytów. Wchodziły mu w drogę, gdy szedł tropem Roweny. Wiele z nich nosiło na sobie jej ślady, coraz częściej także krew. Biała Brew cięła głęboko, powalając nieumarłych. Zawsze jednak wstawali, idąc jej śladem. Niektórzy nawet pełzli. Wraz z tym, co działo się w głębszych rejonach kompleksu, jego mieszkańcy stawali się coraz bardziej niespokojni. O tym jednak ani Mork, ani śledzona przezeń Rowena nie mogli wiedzieć.

Wiedziona przez własne demony białowłosa brnęła przed siebie. Jej ścieżka była jasna tylko dla niej. Szła zupełnie tak, jakby nie przemierzała całkowicie ciemnych tuneli, a jasno oświetlone korytarze. Ominięcie agresywnych żywych trupów nastręczało w takich warunkach pewnych kłopotów. Na szczęście większość nie była zbyt ruchliwa. Im jednak dalej szła Rowena, tym większe trudności napotykała. Ranna w kilku miejscach i zziajana dotarła w końcu do sporej, okrągłej komnaty. Dopadła do ciężkich, zamkniętych niestety drzwi. W masywnym suficie wybito otwory, przez które wpadało trochę światła. Pozwoliło ono ocenić, że jest to jedyne wyjście. Prócz tego, przez które wojowniczka wpadła.

Wyławiane przez promienie słoneczne słabe zarysy płaskorzeźb uwalniały dawne bogactwo tego miejsca. Ogołocone z wprawionych w nie kamieni szlachetnych i metalowych płytek figury pyszniły się już tylko jakością wykonania. Przedstawiały różne sceny, wszystkie z wyraźnie mitycznym kontekstem. Krasnoludzcy bohaterowie walczyli z potworami, prowadzili wyprawy i dokonywali egzekucji. Szczegóły zatarły się, ulegając dłutom szabrowników sprzed lat, ale i tak każda z płaskorzeźb stanowiła istne dzieło sztuki.

Nie było jednak czasu, by się przyglądać. Zanim Rowena powzięła decyzję o wycofaniu się i poszukaniu innej drogi do celu (o ile jakiś był), do pomieszczenia wpadł Mork. Wszelkie odczucia białowłosej zostały zastąpione wrogością, sączoną wprost do jej umysłu przez dobrze znane jej głosy. Wiedziała, że nie może dłużej uciekać. Sprawę trzeba było załatwić tu i teraz. Okrutnie pokiereszowane, podgniłe ciało Morka było nad wyraz żwawe i pragnęło świeżej krwi. Prowadzący je niedorosły demon całkowicie już oszalał. Niezdolny do powzięcia zemsty na Aleksisie Bentrumie i tych, którzy próbowali ratować jego żywot, skupił się na powiązanej z nim Rowenie. Jej śmierć musiała wystarczyć.

W innej części kompleksu sytuacja wydawała się jeszcze bardziej dramatyczna. Umierający Sokolnik chwycił się ostatniej deski ratunku. Korzystając ze swoich niemałych zasobów energii magicznej począł sięgać do swego wnętrza, chcąc tam znaleźć ukojenie. Jego myśli były chaotyczne, prowadząc moc w nieprzewidywalnych kierunkach. Wokół niego zrodziła się wypaczająca rzeczywistość aura magiczna, w którą on sam popadł. Niczym zamknięty w kokonie iluzji widział zmieniający się świat, niepodobny zupełnie do tego, co go otaczało. Umysł podpowiadał, że nic tutaj nie jest prawdziwe, jednak i on wkrótce ulegał niesamowitym, perfekcyjnie geometrycznym wizjom. Aura wydawała się żyć własnym życiem, jednak pochodziła z Dresza, podporządkowując się jego podświadomości. Dziwaczna sieć pulsujących świateł roztaczała się wokół śmiałka, paląc jego niewidzące oczy i z łatwością przebijając przez mrok tunelu. Fizyczny ból osiągnął swe apogeum, spływające na Sokolnika razem ze świadomością nieuniknionej śmierci. Jego zwierzęcy przyjaciel przysiadł na jego ramieniu, ocierając się piórami o kark. Chciał być przy swoim towarzyszu do samego końca.

Dziwna, łącząca ich więź wzmocniła się, zapewniając pełne współodczuwanie. Sokół począł po chwili latać po ciasnej spirali, nadal znajdując się wewnątrz pełnej widziadeł bańki. Aura zmieniała się pod wpływem jego ruchów, zsyłając na okolicę tętniące, świetliste smugi. Wkrótce Dresz poczuł, że nie cierpi już wyłącznie fizycznie, a także duchowo, narażony na działanie antagonistycznego zaklęcia. Zaklęcia, które sam wytworzył, sięgając w głąb siebie.

Doprowadziło go to na skraj szaleństwa. Miał ochotę rozebrać się do naga. Czuł, jakby po całym jego ciele przebiegały mrówki. Wbijały swe żuwaczki w miejsca na skórze Sokolnika, przez które przebiegały jego wymyślne tatuaże. Zdawały się wyżerać ciało kciuk po kciuku, konsekwentnie odrywając po malutkim kawałeczku. Dobierały się do farby zaszytej głęboko pod skórą, chcąc się jej pozbyć.

Nieodróżniający już prawdy od ułudy Dresz mógł brnąć w to dalej, potęgując spalające go działanie aury. Mógł też spróbować ją powstrzymać. W każdym jednak przypadku jego rany nadal mogły okazać się śmiertelne. Mózg miał jak z pajęczyny, a myśli lepkie i powolne, co nie ułatwiało decyzji. Instynktownie wzdrygał się, czując działanie mistycznego światła na swe ciało i wiedział, że nie przynosi ono niczego dobrego. Wywołał niespodziewaną reakcję, która rozpędzała się bez jego aktywnego udziału. Aby ją zatrzymać, musiałby zacząć walczyć. Nie miał jednak wiele sił.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 98
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

18 mar 2017, 09:54

Zagubił się w rzeczywitości. Zwijając się z bólu, powoli tracąc zmysły i nie potrafiąc odnaleźć nici, która umożliwiłaby mu jakiś kontakt z zewnątrznym światem zapadał się coraz głębiej. Jego świadomość przepełniły chaotyczne wizje. Dziesiątki wydarzeń, wspomnienia, wypaczone wizje, odległe echa dawnych zdarzeń. Nie potrafił odróżnić jednych od drugich. Krzywy, nierealny świat, który widział przyniesiony przez majaki zdawał się równie realny jak ten, który widział jeszcze chwilę temu. Jedynie ciche szepty podświadomości próbowały uświadomić mu to jak nielogiczne jest wszystko co widzi.

Jego plecy zdawały się przypalane żywym ogniem. Chciał krzyczeć, ale nie był w stanie. Wił się jedynie w kokonie magii, który powstał z jego wykręconej wpływem tego miejsca aury.

Nie był to jednak koniec. Jeszcze nie. Zaklęcie ewoluowało, jakby stało się żywe i próbowało posilić pełnym magii otoczeniem. Przybierało coraz dziwniejszą formę, nad którą Sokolnik nie potrafił zapanować w logiczny, opanowany sposób. Rzucił się na ziemi w którym spazmie i wrzasnął. Ból, który jeszcze przed chwilą zdawał się już być nie do zniesienia jeszcze bardziej się nasilił. Wydawało się to niemożliwe, a jednak świat po raz kolejny zaskakiwał serwując mu kolejne fale cierpienia.

Zginając palce niczym szpony drapał wilgotne podłoże jaskini. Cokolwiek uwolnił, nie działało na jego korzyść. Musiał to zatrzymać. Myśli te jednak docierały do niego mozolnie i ospale. Nie potrafił szybko poskładać ich w logiczną całość. Cierpiał, jednak głos logiki, który nakazywał mu to cierpienie przerwać nie przedzierał się do jego głowy. Był niczym osaczone zwierzę, które kuli się w bezruchu i przerażone nie podejmuje już nawet próby ucieczki.

W końcu jednak do jego głowy przebiła się jakaś myśl. Prosta i banalna, a w swej prostocie pozbawiona logiki. Jednak jego wycieńczony umysł uchwycił się jej i przelał w nią całą wolę. W tej krótkiej chwili wydała mu się ona całkowicie jasna i genialna. Tak, dokładnie to musiał przecież zrobić. Doprowadzone na skraj szaleństwa myśli zebrały się w jedno wspierając to dziwactwo. Uznał że... musi iść dalej.

Tak, właśnie taki wniosek jego zniszczone jestestwo odnalazło w tym wszystkim. Obudziły się w nim nagle pokłady determinacji, o które przed sekundą jeszcze trudno było go w ogóle posądzić. Wsparł się na dłoniach, podniósł na nogi, stanął na nich pewnie i począł iść przez jaskinię w stronę, która zdawała mu się słuszna.

Nie potrafił powiedzieć, czy faktycznie to robi, czy też jest to kolejny majak uwolniony przez jego podświadomość, czy może rzeczywistość. Sam nie wiedział, czy Sokolnik nadal leży na ziemi zwijając się z bólu, czy faktycznie podniósł na nogi i gotów do dalszej drogi idzie przed siebie. Może krążący wokół Sokół był w stanie to stwierdzić, jeśli nie zagubił się tym morzu doznań w równym stopniu co jego pan. Wiedział tylko tyle, że musi iść dalej. Musiał być sprawny i gotowy do drogi. Jeszcze przecież nie ukończył powierzonego mu zadania.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52122
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1038
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.