Kanały

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Kanały

04 maja 2014, 22:37

Od czasu zwanej Plagą Minaloicką wielkiej zarazy, która miała miejsce w latach 403-405EF, kanały pod Minaloit stały się miejscem wręcz mitycznym. Odkryte na początku zakładania tego górskiego osiedla, a więc w roku 398 Ery Feniksa, korytarze zdawały się być idealne do wykorzystania w formie ścieku. Spora ilość przeróbek, jakich dokonali osadnicy, pozwoliła im na odprowadzanie nieczystości wprost do leżącej na południu miasteczka rzeki Napogi. Istnienie kanałów okazało się niezbędne dla istnienia Minaloit jako takiego – spływający wiosną z gór, roztopiony śnieg znajdował tutaj ujście, nie zalewając miasteczka. Niepotrzebne ścieżki odnalezionych komnat zamurowano, resztę uprzątnięto i tak właśnie całość funkcjonowała nieprzerwanie od kilkunastu lat. Nie przeprowadzano tutaj właściwie żadnych badań, traktując istnienie tych starożytnych tuneli jako dopust Piętnastki.

Plotki pojawiły się nieco później. Mówiono, że choroba, jaka przetrzebiła osiedle, wyszła właśnie stąd, rażąc mieszkańców rozkwitającego Minaloit niczym młot samego Mealena. To tutaj palono zwłoki, stąd wyszli pierwsi zarażeni – chodzące trupy o wielkiej sile i nieposkromionej żądzy mordu. Dopiero powrót niejakiego Bakero, ówczesnego burmistrza miasta, położył kres tym cierpieniom. Dla wielu spraw było już jednak za późno. Bractwo, które trzymało pieczę nad rozwojem osiedla, rozpadło się, większość mieszkańców zmarła bądź wyjechała, a namiestnik prowincji utworzonej wokół niego do teraz jest obiektem drwin możnych, zwących go czasem „Psem Derinu”. Z oazy światłych umysłów Minaloit stało się zabitą dechami dziurą, do której nikt nie chciał się przeprowadzić. Główną populację stanowili górnicy oraz ich rodziny, niestrudzenie pracując nad wydobyciem bogactwa Ikrem – srebra.


Kanały nadal były używane, ale na zdecydowanie mniejszą skalę. Ludzie bali się tam zapuszczać, pozostawiając porzucone tam za czasów zarazy przedmioty samym sobie. Mówiono, że można tam znaleźć oręż, artefakty, wynalazki – wszystko, czego dusza zapragnie. Mimo tego mało która grupa śmiałków decydowała się ostatecznie na zejście wgłąb – a były po temu dwie, powszechnie znane drogi.


Pierwsza, najbardziej oczywista, prowadziła z miasta. Wystarczyło uderzyć na południe osiedla, aby dojść do dużego, okrągłego, niezabezpieczonego otworu. Po Pladze Minaloickiej zamierzano go nawet zamurować, ale zaprawa okazała się niezbyt trwała, przez co konstrukcja rozpadła się, a jej gruzów nie uprzątnięto. Zresztą, jako wytwór ludzkich rąk cały ten od siedmiu boleści „portal” z definicji nie był szczególnie mocnym konstruktem. Wybito go tak, aby można było we względnie łatwy i bezpieczny sposób zejść niżej, do właściwych kanałów. Po przybyciu do Minaloit krasnoludzkiej ekspedycji ze Złotego Wąwozu przejście to prowadziło prosto w objęcia stacjonujących nieco dalej w podziemiach brodatych wartowników, którym nie przeszkadzał najwyraźniej smród spływających do otworu nieczystości. Większość bowiem mieszkańców Minaloit wzorem obywateli znamienitszych metropolii wyrzucało nieczystości wprost na błotniste ulice, licząc na to, że zmyją je deszcze bądź same spłyną do otworu na końcu miasta, czemu sprzyjało obniżenie terenu w kierunku południowym.


Drugim ogólnie znanym wejściem było to od strony samej rzeki. Aby do niego trafić, należało iść traktem z miasta aż do miejsca, w którym przecinał on Napogę. Następnie, idąc w górę jej nurtu, nie sposób było nie trafić do jedynego ujścia kanałów. Choć kiedyś tego okrągłego przejścia (o średnicy około dwóch metrów) chroniły ustawione raz przy razie, grube, stalowe pręty, teraz kilka z nich było uszkodzonych. Powstała na skutek działania jakiejś żrącej substancji dziura prawdopodobnie również była chroniona przez krasnoludy. Pozwalała bowiem nawet wyrośniętemu mężczyźnie na przeciśnięcie się dalej – z trudem, na kuckach, ale pozwalała – co mogło prowadzić do przykrych dla Minaloit konsekwencji.


Idąc korytarzem otwierającym się za uszkodzonymi kratami można było po lekkim łuku dojść do samego miasta, wychodząc na jego południu – opisanym wyżej portalem. Po drodze kilkadziesiąt metrów od tego wylotu, mijało się tylko jedną odnogę, prowadzącą do krasnoludzkich tuneli. Do odnogi tej wpadały – tak z lewej jak i z prawej – kolejne tunele, w większości zamurowane. Te odpieczętowane były natomiast chronione przez kolejnych brodaczy, które generalnie cały kompleks uważały za swój.


Część użytkowa kanałów była więc względnie mało rozbudowana – ot, jeden tunel prowadzący właściwie prostą drogą od Minaloit do Napogi i jedna, nachylona odpowiednio odnoga prowadząca do podziemnej siedziby krasnoludów. Przez środek obu tych kwadratowych tuneli szły kamienne rynny, którymi nieczystości płynęły do rzeki. Z racji małej populacji miasta było ich niewiele, przez co większość z nich po prostu tutaj zalegała, czekając na deszcz. Ziemia była tutaj twarda i nieskora do poddania się pracy ludzkich rąk, więc tylko niektórzy z bogatszych obywateli żyjących w mieście mogli sobie w przeszłości pozwolić na posiadanie własnych, domowych odpływów. Teraz jednak, po przybyciu do Minaloit krasnoludzkiej ekspedycji, ostatni z nich – ten idący od zrujnowanego ratusza miejskiego – został zlikwidowany, dzięki czemu nieczystości trafiały do kanałów jedynie leżącym na południu miasta, południowym portalem oraz od strony krasnoludzkich tuneli. Po lewej i prawej stronie rynien pozostawiono wąskie chodniki pozwalające na przejście jednej, niezbyt szerokiej w barach osoby.


Pozostałe odnogi, ciągnące się zapewne wiele sążni pod górami Ikrem pozostawały niezbadane, mówiono jednak, że prowadzą one bezpośrednio do przedsionka Dravenghr – mitycznej kopalni, jaką mają na celu odzyskać brodaci obywatele miasta (w sile około dwóch tysięcy chłopa), zajmujący się obecnie zabezpieczaniem terenu.


MG

Rześka po noclegu nad rzeką grupa wysłana przez wujaszka Festera do kanałów pod Minaloit kierując się prawie wyłącznie nosem doszła koło południa do ich wylotu. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco. Duże wejście zostało zakratowane parę ładnych lat temu, choć wstawione w nie, grube jak przedramiona dorosłego mężczyzny pręty wydawały się kompletnie nie na miejscu. Mocna, biaława skała została w prymitywny sposób naruszona, przebita na wylot i podmurowana, pozwalając płynącym prosto z Minaloit brudom na wylewanie się prosto do rzeki. Fakt faktem, że nieczystości tych nie było ostatnimi czasy zbyt wiele z powodu małej populacji osiedla, ale i tak śmierdziało stamtąd nieziemsko. Bystre oczy Ailei dostrzegły znajdujące się nad portalem fragmenty dziwacznego, nieznanego jej pisma. Krótkie doświadczenie długouchej z krasnoludami ze Złotego Wąwozu kazało jej sądzić, że tylko one byłyby w stanie odczytać te niekompletne ciągi sypiących się znaków. Jakikolwiek nie byłby ich przekaz, ludzcy osadnicy Minaloit kompletnie się nim nie przejęli, doszczętnie niszcząc wejście do starożytnych komnat, które, o ironio!, obrali za idealne miejsce do (dosłownego) obsmarowania fekaliami.

Czwórka śmiałków nie miała jednak na co narzekać. Lepiej było dla niej usunąć kilka z metalowych prętów niż przebijać się przez pradawne, kamienne wrota. Kilof dźwigany bez konkretnego powodu przez Dahharda miał wreszcie znaleźć swoje zastosowanie. Wedle wszelkich przesłanek to tutaj znajdowało się ongiś wejście do najwyższych komnat przedwiecznej kopalni Dravenghr, którą chcieli odzyskać brodacze z Wąwozu. Nawet jednak oni nie ośmielili się zejść głębiej, poprzestając póki co na zabezpieczeniu dwóch z trzech wejść do kompleksu. Aż dziw brał, że przy trzecim nie stało ze czterech krasnoludzkich gwardzistów. Być może uznali oni, że kraty powstrzymają ewentualnych eksploratorów albo stali nieco dalej. Możliwe też, że zwyczajnie się czegoś obawiali.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

31 maja 2014, 16:28

MG

Mimo doradzających ostrożność słów Sokolnika, Ailea postanowiła postawić na swoim i empirycznie zbadać niemal niewidoczny w burej brei, jeszcze niedawno poruszający się kształt. Stworzenie, o ile było to stworzenie, maskowało się niemal idealnie, przystosowane do warunków, w których przyszło mu żyć. Nie poruszało się prawie w ogóle – dopiero bliższa obserwacja wykazała dość nieznaczne, nerwowe jakby ruchy. Elfka zaryzykowała dotknięcie, co poskutkowało kolejnym, nieco bardziej gwałtownym zatrzepotaniem się niewidocznej jak dotąd istoty.

Czułe palce długouchej napotkały twardy twór, który, jak się po chwili okazało, stanowił pancerzyk jakiegoś skorupiaka. Jego wydłużone, segmentowane ciało skrywało pod spodem wiele par niemal niewidocznych spod niego odnóży. Przerażony stawonóg uciekł spod ubrudzonej łajnem dłoni Ailei, biegnąc prosto przed siebie i z chlupotem rozgarniając szlam. Wyglądało na to, że ta przerośnięta stonoga bała się większych od siebie istot, poprzednio uciekając spod nóg drużynników, a teraz szybko znikając poza zasięgiem wzroku. Wyglądała na niegroźną, choć żaden z wybrańców Festera nie mógł tego potwierdzić. Jedno było pewne – jeżeli w kanale żył tak dziwaczny stwór, z pewnością było ich więcej. Pewnym było, że nie wszystkie będą tak dobrze nastawione.

Tymczasem jednak czwórka śmiałków miała inne problemy. Kroki nadchodzących osobników stały się słyszalne dla wszystkich obecnych. Odgłosy ucichły na chwilę, gdy wydające je krasnoludy zatrzymały się. Wymieniły kilka cichych słów w swym twardym języku i wznowiły marsz. Wreszcie weszły w blask pochodni trzymanej przez Dahharda. Wyraz ich brodatych twarzy trudny był do odgadnięcia. Utrudniały to noszone przez nich, okularowe hełmy z misiurkami i gęsty, spływający im niemal do pasów zarost. Obaj nieśli ciężkie, okrągłe tarcze, które niemal dorównywały im wysokością, obaj też trzymali dłonie na rękojeściach swych krótkich, przypiętych do pasów toporków. Noszone przez nich, ciężkie, wzmacniane płytowymi elementami kolczugi wyglądały na bardzo porządnie wykonane. Żaden ze stojących przed nimi drużynników nie mógł wiedzieć, że to na skutek wcześniejszych akcji Sarla strażnicy tunelowi otrzymali dodatkowe wyposażenie. Blacha na ich barkach, kolanach i łydkach lśniła w półmroku, wyraźnie świeżo wypolerowana.

Zapadła niewygodna, pełna napięcia cisza. Członkowie obu grup przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Krasnoludy były rozdzielone prawie suchą rynną, jeden szedł po jednej stronie tunelu, a drugi po drugiej – inaczej mogliby się nie zmieścić. Na wąskim chodniku było dość miejsca, aby z trudem przecisnąć się obok kucającej Ailei. Gdyby bardzo się postarać, można byłoby suchą stopą stanąć ramię w ramię ze swoim kompanem, jednak poszukujący Krwawej Róży śmiałkowie nie zdecydowali się na taki ruch. Byli ustawieni jedno za drugim. Najbliżej krasnoludów był Sokolnik, za nim Ailea, która przepchnęła się nieco bliżej czoła pochodu, aby zbadać nieznane stworzenie. Dalej stał Dahhard, który zdecydował się odłożyć kilof, tuż za nim czaił się Nessir, który wedle własnych słów w każdym momencie mógł użyć swojej kuszy. Niestety, nie wyglądało na to, aby w razie jakiejkolwiek walki bełt mógłby cokolwiek pomóc. Krasnoludy były po prostu zbyt dobrze opancerzone. Nadal jednak nie wykonywały żadnych gwałtownych ruchów.

- Co wy tu - wycharczał jeden z nich, najwyraźniej niezbyt dobrze radząc sobie z Wolną Mową. - Którendy? - zapytał, wyraźnie pytając o drogę, którą czwórka nieproszonych gości dostała się do kanałów. Strażnicy byli ostrożni, wyraźnie starając się nie umniejszać wartości swoich przeciwników. W końcu jeszcze niedawno zwykły człowiek zabił dwóch nich, tutaj, w tunelach pod miastem.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 98
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

31 maja 2014, 20:25

Odetchnął, kiedy dotknięte przez Aileę stworzonko postanowiło najzwyczajniej w świecie uciec. Bynajmniej nie byłby zadowolony z możliwości wypominania jej później tego, że ostrzegałem przed obmacywaniem niezidentyfikowanych istot. Nie znał tego zwierzęcia, co nie byłoby niepokojące w innym miejscu, w końcu nie dysponował szeroką wiedzą o faunie i florze Autonomii. Tutaj jednak, biorąc pod uwagę wcześniej napotkanego mutanta, kazało to sądzić, iż skorupiak był kolejnym już i nie ostatnim wynaturzeniem. Sama elfka w dodatku upieprzyła sobie rękę odchodami.

Zapewne nawet by go ten ostatni fakt rozbawił, gdyby nie rozlegające się z korytarza kroki, które na krótką chwilę zatrzymały się w miejscu. Sokolnik miał wrażenie, że jego serce stanęło razem z nimi. Wstrzymał oddech w nadziei, że dwójka gdzieś skręciła, jednak nadzieja ta była płonna i nie trwała długo. Brodacze szybko wznowili marsz po wymianie kilku słów, zapewne dostrzegli pochodnie. A to znaczyło, że nie ma już odwrotu i nie uciekną. Zmuszony był nadal czekać. Słysząc za sobą wspominającego o kuszy Nessira, Dresz przesunął się tak, aby ten miał możliwie czyste pole do strzału. Skończyć z bełtem w plecach, w dodatku bełtem kogoś, kto teoretycznie był jego sojusznikiem… Nie, to nie było najciekawsza możliwość śmierci. Ba, biorąc pod uwagę ile innych opcji czaiło się wokoło to była wręcz żałosna.

W napięciu czekał, aż nadchodząca dwójka wreszcie dotrze do grupy i dojdzie do jakiejś konfrontacji. Rzucą się na nich od razu? Zaczną pytać? Uciekną? To ostatnie było wielce wątpliwe, ale nie chciał wykluczać żadnej możliwości. A jeśli to nie krasnoludy? Może to kolejne mutanty? W końcu drużyna doczekała się wizyty. O kurwa.

Dwa krasnoludzkie kloce, wystawiając okute w stal ryje zza niemałych tarcz. Sokolnik pożałował teraz, że zgodnie z radą Ailei chociaż nie spróbowali się schować, jakkolwiek wątpliwa była skuteczność takich czynów. Uniósł powoli obie dłonie na wysokość ramion pokazując brodaczom, że nie ma w nich żadnej broni, a także nie ma zamiaru po nią sięgnąć.

- Spokojnie – starał się mówić powoli i wyraźnie - Przychodzimy z polecenia Festera, przydzielono nam zadanie w kanałach. To ważne dla nas wszystkich. Znacie Aleksisa Bentruma?
Nie miał pojęcia, czy wzmianka o Festerze wywoła wrogość, czy przyjaźń ze strony krasnoludów, jednak to była ich jedyna szansa na załatwienie tego pokojowo. Nie chciał walczyć, krasnoludy miały zbyt dużą przewagę w takim uzbrojeniu i z wielkimi tarczami. Miał nadzieję, że pozostała trójka nie wpadnie na żaden głupi pomysł. Już słyszał to "A nie mówiłam?" w wydaniu Ailei, jeśli wyjdą z tego cało.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

02 cze 2014, 15:15

Dahhard westchnął ciężko, gdyby stał gdzieś tam za nim jakiś mięciutki fotel albo chociaż głupie, drewniane krzesło, pewnie by na nie bezwładnie opadł.

Wiedział, że przyjdzie im się zmierzyć w tych ponurych kanałach z niejednymi trudnościami, jednak nie przypuszczał, że stanie się to tak szybko. Może narobili nieco hałasu, ale i tak zdaniem maga wszystko to, co się teraz działo było strasznie niesprawiedliwe. Nie dość, że musieli przemierzać cuchnące kanały to na dodatek, gdzieś w oddali znajdowała się minimum dwójka, zapewne nieprzyjaźnie nastawionych do nich osobników, którzy z każdą chwilą byli coraz bliżej i tylko czekać, aż światło, które daje im pochodnia odkryje twarze przeciwników. Napięcie rosło z każdą chwilą, stres, który dopadł zapewne nie tylko Dahharda, coraz bardziej dawał mu się we znaki. Czuł jak po jego skroniach spływają krople zimnego potu, który jak na razie nie zdążył oblać jeszcze jego pleców.

P I Ę K N I E – przeliterował sobie w myślach. Tak jak przypuszczał, nie musieli zbyt długo czekać, aby twarze zbliżających się do nich nieludzi ukazały się w blasku pochodni.

Dwóch solidnie uzbrojonych krasnoludów mogło wzbudzić strach u wszystkich członków grupy. Jednak mimo całej tej nieprzyjemnej sytuacji, nogi pod chłopakiem się nie ugięły. Mimo iż był przestraszony, stał twardo i czekał na rozwój wypadków. Przetarł wolną ręką czoło, odciążając je tym samym od zbędnych kropli potu, które pojawiające się coraz liczniej, spływały już nie tylko po skroniach, ale zaczynały zahaczać o oczy, powodując nieprzyjemne szczypanie, które psuło widoczność.

Krasnoludy ostrożnie zaczęły zadawać pytania. Na radzie obaj byli spokojni, aczkolwiek stanowczy.

Z Wolną Mową mieli wyraźne problemy, co nie umknęło Dahhardowi, jednak to tylko dodawało im nieprzyjaznego wyrazu. Alchemik niechętnie i powoli, ale chciał się zabrać za wytłumaczenie całej sytuacji. Chciał opowiedzieć w jaki sposób się tutaj znaleźli, dlaczego przyszli, aż w końcu, dlaczego krasnoludy nie mogą ich tutaj zatrzymać. Zrobienie tego ostatniego na pewno było bardzo trudne, ponieważ mag sam nie wierzył, że nieludzie go posłuchają i przepuszczą nie robiąc przy tym żadnych problemów. Na szczęście nie musiał się odezwać. Zrobił to za niego Sokolnik, który w całkiem nienajgorszy sposób wyłożył wszystko zakutym, krasnludzkim łbom. Dahhard uznał, że nie ma sensu, aby i on udzielał się w tej dyskusji. Im mniej słów, tym łatwiej się dogadają. Odsunął się jeszcze nieznacznie do tyłu, tak, aby nie wpaść, jednak na Nessira.

Może będziemy mieli szczęście i nie spłyniemy razem z całym tym gównem w dół kanałów ledwo po wejściu do nich… – skomentował. Sam… dla siebie.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

02 cze 2014, 16:49

I cały misterny plan poszedł się pierdolić. Tak mniej więcej Nessir mógł określić ich sytuację gdy ujrzał w końcu dwójkę krasnoludów. Jegomoście stojący przed nimi nie wyglądali na miłych ludzi. Wyglądali na takich którzy nie lubią zbyt długo gadać zanim przejdą do rzeczy. Wolał nie widzieć jak przechodzą do rzeczy. Mimowolnie zacisnął zęby gdy wyobraził sobie walkę w tych kanałach. Swojej drużynie dawał może cztery minuty, zanim z walki krasnoludy przeszłyby do skalpowania swojej zdobyczy. Mimo że Nessir nie był człowiekiem bojącym się przeciwnków czy starcia, wolał uniknąć konfrontacji za wszelką cenę. Kurduple miały przewagę we wszystkim. Byli lepiej wyposażeni, ich warunki sprzyjały do pojedynkowania się w takim terenie, a przede wszystkim wiedzieli czego się spodziewać w kanałach.

Miał ochotę się palnąć w czoło gdy przypomniał sobie pomysł o kuszy. Jak wielkim błędem okazałoby się wystrzelenie bełtu w stronę tej dwójki. Od stóp do szyi ubrani w metalowe blachy, a w dodatku te tarcze niemalże ich wzrostu. W najlepszym razie, gdyby udało się trafić, bełt odbił by się od któregoś z nich i tylko dodatkowo wkurwił, zdradzając zamiary. Wyglądało na to, że tylko magią będą mogli coś ugrać. Żałował, że w tej kwestii miał niewiele do powiedzenia. Nie chciał gadać z krasnoludami w ogóle, dlatego odetchnął z wyraźną ulgą gdy Sokolnik przejął sprawy w swoje ręce. Któryś raz z kolei potwierdził swoją przydatność. Jednak mieli dużo szczęścia, że spotkali się rankiem przy chacie Festera.

Nie wiedział co ze sobą zrobić, dlatego nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów. Stanął tylko bliżej Sokolnika. Może jakimś cudem to krasnoludy poczują trochę strachu widząc taką zgraję. Bardzo w to wątpił, ale zawsze trzeba mieć jakąś nadzieję.

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

02 cze 2014, 23:25

Dziwaczny kształt w brei okazał się być stworzonkiem. Stworzonkiem na szczęście zupełnie niegroźnym, choć widok kilkunastu par członowanych odnóży nie kojarzy się z niczym przyjemnym. Elfka jednak nie mogła się powstrzymać, żeby nie obejrzeć każdego dziwnego zwierzątka czy roślinki i w końcu pewnie któreś odgryzie jej rękę, jak przewidywał Sokolnik. Tym razem jednak do elfki dotarło, że powinna pohamować swoje krajoznawcze zapędy i więcej do niczego się nie dotykać.
Upapraną rękę z bólem musiała wytrzeć o brzeg swojej szaty. Nie wyobrażała sobie, jak uda jej się pozbyć później tego zapachu.

Zaraz po spektakularnej ucieczce podejrzanego skorupiaka, kanały dostarczyły im nowych wrażeń. Widok dwóch zakutych w metal pokurczów przywołał w głowie elfki obraz dwóch pękatych, wypolerowanych blaszanych kociołków z metalową pokrywą. Problem w tym, że krasnoludy przedstawiały sobą o wiele większe zagrożenie, niż kociołki – każdy dzierżył tarczę niewiele mniejszą od nich samych oraz jednoręczne toporki. Ailea była pewna, że jednym ruchem byliby w stanie rozłupać jej czaszkę. Jeszcze bardziej pewna była tego, iż wcale nie musieli rozłupywać jej czaszki, by ją zabić. Poczuła się bardzo krucha i wrażliwa.

Błogosławiła Sokolnika i jego rozsądek, który kazał mu jednak próbować paktów z tymi dwoma pancernymi tłukami. Jego wyjaśnienie niewiele mijało się z prawdą, ale elfkę nawiedziły wątpliwości. Wizyta kapłana w domku Festera wydawała jej się bardzo podejrzana, ale ona sama, jako elfka, miała znikome pojęcie na temat życia społecznego krasnoludów. Modliła się w duchu, by Trill popatrzył na nich łaskawym okiem i nie pozwolił na rozlew krwi.

Nie wiadomo, czy na samo wspomnienie chaosu, czy po prostu na widok krasnali, przypomniała sobie o magicznej szabli u jej boku. Poczuła, jakby coś zassało jej wnętrzności i zawiązało w supełek. Jeżeli sytuacja się powtórzy, a ta przeklęta szabla…

Stanęła lekko bokiem do krasnoludów, starając się dyskretnie zasłonić sobą egzotyczną broń. Odepchnęła dłonią lśniącą rękojeść, by schowała się za jej biodrem. Jednocześnie starała się, by jej mina wyrażała wszelkie przekonanie o tym, że wolno im tu być.

Po pierwszym szoku na widok uzbrojonych i zakutych w zbroje krasnali, w jej głowie zaczęły kłębić się potencjalne kwestie mogące odwrócić uwagę patrolu od celu ich podróży. Wolała się jednak nie odzywać – słowo elfa obecnie mogło tylko pogorszyć sprawę.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

28 cze 2014, 15:28

MG

Krasnoludy spojrzały po sobie spod zasłon hełmów. Gęsty zarost okalający ich usta sprawiał, że twarze wojów wydawały się jeszcze bardziej płaskie, niż były w rzeczywistości. Wydatne nosy niknęły gdzieś w burzy poskręcanych, ciemnych włosów oraz w zasłonach hełmów, dając obraz lic jakby wyciosanych – w twardym, niepoddającym się dłutu kamieniu. Proste, geometryczne kształty były iście nieludzkie i tylko błyskające w półmroku, czujne oczy dawały znać, że w nieruchomych, zakrytych niemal całkowicie okrągłymi tarczami sylwetkach tli się życie.

Pierwszy (i, jak się po chwili okazało, ostatni) odezwał się Sokolnik. Na jego (niezbyt szerokie w porównaniu z krasnoludzkimi) barki spadła cała odpowiedzialność. Cóż, przynajmniej reszta drużyny będzie miała na kim wieszać koty, gdyby coś poszło nie tak. Nie oznaczało to bynajmniej, że Dresz zostanie od teraz niepisanym członkiem drużyny. Sądząc po tym, jak zachowywali się jego kompani, mógł liczyć jedynie na ciepłą posadkę pierwszego do odstrzału frajera. Wybaczyć można było jedynie niewieście, która zgodnie z wszelkimi oczekiwaniami trzymała się z tyłu, robiąc dobrą minę do złej gry.

Chociaż opowieści o rasie krasnoludzkiej nie plasowały ich u szczytu drabiny istot bystrych, z pewnością nie uszła ich uwadze nerwowość wybrańców wujaszka Festera. Na dźwięk jego imienia także wśród nich zapanowało poruszenie, wyraźnie rozpoznali też miano Aleksisa Bentruma. Przez kilka nerwowych sekund nie było wiadomo, czy to dobrze, czy też źle. Wojownicy zamienili ze sobą kilka mocnych słów. Ten po lewej wyraźnie się zeźlił, trzepnął drugiego płazem topora w ramię i wydał z siebie kilka gniewnych pomruków brzmiących tak, jakby właśnie rozgryzał i mełł w gębie własne zęby. Tamten, wyraźnie, jak na krasnoluda, bezkonfliktowy, popchnął kumpla tarczą i zakończył dyskusję.

Spróbował powiedzieć coś w Wolnej Mowie, ale co i rusz zastępował nieznane sobie słowa odpowiednikami z własnego języka. Dało się wychwycić takie zlepki, jak „kapłanprawo”, „dużolochy” oraz „bity”. Więcej powiedział drużynnikom ruch brodaczy, którzy zaraz po tym ustawili się tyłem do ścian tunelu. Zrobili między sobą miejsce, przytulając plecy do zimnego kamienia, nadal trzymając przed sobą te swoje ogromne tarcze. Wyraźnie zachęcali, aby członkowie drużyny przeszli pomiędzy nimi, w miarę czystą w tej części kanałów rynną. Nie było pewnym, czy oczekują również, żeby na ten czas odrzucono wszelki oręż, ale było to całkiem prawdopodobne. Ze słów krasnoludów wynikało, że cała czwórka poszukiwaczy Krwawej Róży zostanie zaprowadzona przed oblicze prawa (lub do więzienia), gdzie nie podobna było stanąć z mieczem przy boku.

Awatar użytkownika
Sokolnik
Posty: 98
Rejestracja: 07 lip 2013, 21:37
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=44142#44142

28 cze 2014, 23:04

Ileż by teraz dał, by znać twardą, krasnoludzką mowę. Obiecał sobie w duchu, że jeśli będzie miał okazję kiedyś nauczyć się obcego dlań dialektu to wykorzysta ją do cna. Niemniej jednak, plany na przyszłość musiał odstawić i zająć się teraźniejszością, w innym wypadku konsekwencją był topór w plecach.

Sokolnik nie był pewien jak zrozumieć słowa krasnoludów. Kapłanprawo? Kapłan jest prawem, czy kapłana znajdą idąc korytarzem i skręcając w prawo? Ta druga myśl zdawała się absurdalna, jednak… słowa o Festerze wywołały wśród tej dwójki sporo konsternacji, kapłan wyprowadził przecież Festera z jego domu. Fester był w lochach, gdzie znalazł się za sprawą kapłana i był bity, tak miał to interpretować? Zdawało się to najbardziej prawdopodobne, przynajmniej jak dla niego. Dresz powoli zaczynał budować obraz sytuacji w swojej głowie. Co prawda wiedział, że to jedynie domysły, które mogą z łatwością lec w gruzach, ale nie miał nic innego.

Nie do końca rozumiał zamiar brodaczy. Z jednej strony nie okazali wrogości, wręcz przeciwnie, próbowali się raczej porozumieć. Chcieli ich przepuścić, ale przepuścić-przepuścić, czy przepuścić przed siebie? Jeśli mieli zamiar ich rozbroić i gdzieś zaprowadzić, to postępowali bez sensu, bo nikt nie będzie szedł przed "więźniami", miano Festera podziałało zgodnie z oczekiwania. Bez wątpliwości. Tylko z odrobiną wątpliwości… W porządku, wątpliwości w tej chwili Sokolnik miał tak kurewsko dużo, że trudno to wyrazić.

Nie otrzymali żadnego wyraźnego polecenia co do odłożenia broni, więc Dresz nie miał zamiaru tego robić. Nie chciał też trafić do lochów, to nie był dobry pomysł. Opuścił nieco ręce, trzymając je nieco powyżej bioder, dłonie nadal trzymał wyraźnie otwarte, co miało świadczyć o braku złych zamiarów. Ruszył powoli, wyraźnie spięty przed siebie by minąć dwójkę krasnoludów. W głowie już układał plan na najbliższą chwilę. Skupił się całkowicie na swojej osobie i stojącej przy ścianach dwójce, ignorując na ile tylko był w stanie wszystko inne. Musiał teraz być gotów zareagować jak najszybciej i najskuteczniej.

Jeśli przepuszczą go bez problemów, po prostu przejdzie, odwróci się i poczeka na resztę, czy też jakąś reakcję z ich strony. Tego właśnie w duchu oczekiwał i starał się całkowicie i brawurowo uwierzyć, że tak się właśnie stanie. Nie potrafił. Problemy rodziły się, jeśli którykolwiek z krasnoludów zaatakuje Dresza, lub też spróbuje zabrać mu broń. Nie da sobie zabrać broni, o nie. Wtedy liczyły się już sekundy, które Sokolnik miał zamiar spożytkować do granic możliwości, wykorzystując zaskoczenie i powolność krasnoludów. Bo byli powolni, prawda? Bogowie, niech będą powolni. Jeśli krasnolud będzie coś chciał zrobić, zmuszony będzie również odsłonić się, nie da rady przecież przeniknąć przez tarczę. Dresz uchwyci rękę napastnika i szarpnie nią gwałtownie, by wytrącić go z równowagi, sam przy okazji stawiając porządny, długi krok w przód. W tym samym czasie drugą ręką sięgnie po nóż, wyciągnie go i wbije w szparę pod hełmem. Jeśli trafi, jeden krasnolud będzie z głowy. Nie będzie wyszarpywał ostrza, aby nie tracić cennych ułamków sekundy, po prostu przeniesie ciężar na wysunięta do przodu nogę i odsunie się jak najdalej od drugiego brodacza, przy okazji obracając się przez ramię, ustawiając do niego przodem i ciągnąc zranionego kumpla, aby ten upadł na sprawnego jeszcze kamrata.

Plan nie był szczególnie skomplikowany, jednak Sokolnik z całego serca nie chciał wcielać go w życie. Czuł wywołaną stresem suchość w ustach. Nie pierwszy raz mógł być zmuszony do walki, ale nie codziennie walczy się z dwójką ciężkozbrojnych skurwieli. Nawet w tak prostym planie coś mogło się spieprzyć po drodze, z czego zdawał sobie sprawę. Mógł jedynie mieć nadzieję, że w razie czego zdąży zareagować i zapobiec obrażeniom. Nie liczył zbytnio na pozostałych, przed chwilą wszystko spadło na niego, więc i teraz może tak być.

Awatar użytkownika
Ailea
Posty: 102
Rejestracja: 03 maja 2013, 16:08
Lokalizacja postaci:
GG: 4469192
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2639

29 cze 2014, 11:20

Ailea generalnie uważała siebie za odważną. To prawda, zawsze unikała walk i schodziła kłopotom z drogi, ale tłumaczyła to dbałością o własne życie. Była odwaga i była głupota i dla niej niemal zawsze wyraźnie było widać, co jest czym.

Tym razem nie była pewna, czy zejście do tych kanałów było przejawem odwagi, czy głupoty. Tak samo jak nie była pewna, czy łomoczące w piersiach serce i nagły chłód, jaki ją ogarnął był z jej strony przejawem tchórzostwa, czy zwykłym przeczuciem, że zaraz stanie się coś strasznego.

Bełkot krasnoludów był dla niej prawie całkiem niezrozumiały, ale miała absolutną, że jej złe przeczucia okazały się być prawdą. Kapłan pojawiający się w jakimkolwiek miejscu w Minaloit najwyraźniej zawsze gwarantował kłopoty, niezależnie od przynależności rasowej. Dopadły nawet tego jedynego krasnoluda, który nie budził w niej natychmiastowej awersji… Może właśnie dlatego go dopadły.

Musieli to jakoś odkręcić, inaczej zdechną marnie w krasnoludzkich lochach. I z pewnością nie zdążą, choć teraz cały plan z Krwawą Różą zszedł u elfki na dalszy plan. Trzeba było znaleźć wyjście z tej sytuacji… a umysł elfki był pusty. Wyglądało na to, że Trill wysłuchał jej próśb i… zostawił im decyzję, czy poleje się krew. Elfka z trudem powstrzymała się od posłania patronowi kilku ciepłych słów.

Pustka w głowie była uczuciem tak nieznośnym, że chciała wręcz krzyczeć z bezsilności. Dalej nie dopuszczała możliwości walki, pewna, iż nie mają szans z opancerzonymi karłami. Nie olśniła jej żadna myśl, która pozwoliłaby im bez szwanku wyjść z sytuacji. Krasnoludy z trudem posługiwały się Wolną Mową, mogły też w równie ograniczonym stopniu ją rozumieć. Mogły, ale nie musiały i Ailea była pewna, że się myli. Ale tylko to im pozostało, po tym jak Sokolnik najwyraźniej palnął coś niemądrego.

Wyciągnęła rękę, by zwrócić na siebie jego uwagę, gdy nagle… jej palce natrafiły na pustkę. Mężczyzna ruszył do przodu, w kierunku krasnoludów, unosząc lekko ręce. Cholera jasna!

Teraz znalazła się na widoku i wolała nie zastanawiać się nawet, jaka będzie ich reakcja, gdy spostrzegą elfkę. W dodatku nie mogła uwierzyć, że Sokolnik tak po prostu odpuścił. Widać i on nie znalazł wyjścia z sytuacji… Ailea z tą chwilą straciła prawie całą pewność, jaką dał jej ten malutki okruszek planu

Postanowiła się cofnąć, wiedząc, że ma za sobą jeszcze dwóch ludzkich towarzyszy. Cofnęła się kilka drobnych kroków, by znaleźć się tuż przy nich, starając się jednocześnie zasłonić sobą szablę. Nie mogli jej zobaczyć, sytuacja z chatki Festera nie mogła się powtórzyć… nie teraz.

- Nie 'ają Wolnej – szepnęła jak umiała najciszej w kierunku ucha Dahharda. – Odkędźcie to…

Udawanie kretyna nigdy nie było dobrym rozwiązaniem na dłuższą metę, ale to była jej jedyna myśl na tą chwilę. Może kupić im nieco czasu, może nawet trochę wygrzebie ich z tej sytuacji. Wszystko zależało od tego, jak zareagują Dahhard i Nessir. Ona nie chciała się odzywać, by przypadkiem jeszcze nie pogorszyć ich sytuacji. Nie spuszczała wzroku z zakutych w zbroje wojaków, podświadomie licząc, że uda jej się może zniknąć za stojącymi za nią ludźmi. Czuła się bezbronna, wystawiona… bała się.

Och, gdyby tylko mieli choć trochę mniej żelastwa na sobie. Doskonale wiedziała, że potrafiła użyć swoich zdolności w odwrotną stronę, może nawet nie zabijając… W każdej innej sytuacji podobna myśl byłaby dla niej sygnałem ostrzegawczym, ale nie teraz, kiedy wszyscy byli przyparci do muru. Krasnoludy miały odsłonięte wyłącznie fragmenty twarzy – o ile prawie całkowite pokrycie ich brodą mogło zaliczać się do kategorii "odsłonięte". Szanse były tak znikome, że praktycznie nie istniały.Cholera jasna! Śmierć w spływających gównem kanałach z pewnością nie przemawiała korzystnie do wyobraźni, nawet jeśli umarłemu i tak będzie wszystko jedno.

Bogowie, ratujcie! – pomyślała, wciąż czując wyrywające się z piersi serce.

Nas.– dodała po chwili.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

30 cze 2014, 17:10

Cóż, krasnoludy, jakby nie za bardzo był przekonane tym co usłyszeli z ust Sokolnika. Wydawali się nieco poruszeni, gdy usłyszeli mię, najpierw Festera, a później Aleksisa Bentruma – mistrza Dahharda.

Alchemik nie wiedział jak odczytać ich reakcję. Przez chwilę chciał coś powiedzieć, lecz zaniechał, gdy krasnoludy zaczęły rozmawiać między sobą. Omal nie doszło pomiędzy nimi do małego starcia. Ostatecznie wymierzyli sobie po jednym sprawiedliwym ciosie. Mimo iż sytuacja była niecodzienna i dla grupki, z którą zszedł do podziemi nieco niepokojąca, to na twarzy Dahharda można było ujrzeć nieznaczny uśmieszek. Zakute łby… – pomyślał.

Z ich bełkotu naprawdę ciężko było wywnioskować cokolwiek. Chłopak, mimo iż bardzo się starał nie mógł połączyć ze sobą kilku słów, które usłyszał.

Cholerne krasnoludy… Mogłyby się nauczyć naszej mowy – zakpiłby z nich głośno, gdyby nie fakt, że przerażały go ich potężne zbroje przez, które nawet magią byłoby mu się bardzo trudno przebić. Gdy niewysocy, uzbrojeni po zęby nieludzie ustawili się plecami do ściany odsłaniając im dalszą drogę, mag nie wiedział co zrobić. Nie miał pojęcia jak zrozumieć ich gest. Czyżby w tej chwili stali się ich więźniami, których oni chcą zaprowadzić przed oblicze sprawiedliwości? Dresz jak widać postanowił skorzystać z "zaproszenia" jakie dostali od zakutych łbów. Dahhard nie wiedział czy chce być przez nich goszczony gdziekolwiek, jednak ich zachęcające wezwanie do przejścia dalej było bardzo wymowne. Sprzeciw mógłby urazić ich dumę. Bogowie tylko wiedzą co byliby wtedy gotów uczynić.

Młody alchemik spojrzał ukradkiem na elfkę, jednak nie do końca potrafił rozszyfrować to co tak cicho starała się przekazać. Cholera! – mimo iż na zewnątrz stał niemal nieruchomo to cały jego umysł szalał z wściekłości. Gdyby tylko mógł coś tu zdziałać…

Rzucił drugie ukradkowe spojrzenie w kierunku Nessira. Może on będzie miał jakiś pomysł? Z drugiej, jednak strony, Dahhard, widząc jak Sokolnik przechodzi pomiędzy dwoma krasnoludami miał powody, aby sądzić, że nic innego w tej chwili zrobić nie mogą. Westchnął ledwie zauważalnie. Chciał przetrzeć sobie czoło, na którym pojawił się pot, jednak nie był pewien jak krasnoludy odbiorą ruch jego ręki, więc wolał nie ryzykować.

Gdyby reszta ekipy zdecydowała się pójść za Sokolnikiem Dahhard zrobi to samo i posłusznie przyjmie zaproszenie krasnoludów.

Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

01 lip 2014, 14:49

Najemnik naprawdę nie widział czemu los uwziął się na nich. Z pozoru bardzo łatwe zadanie. Znaleźć jakiś pierdolony kwiatek i odnieść go do krasnoluda. Łatwiejszego zadania chyba nie mógł dostać. Pech chciał, że wszystko zaczynało się pieprzyć. Najpierw afera w chacie, potem martwe zwierzaki przy obozowisku. Nawet przy wejściu to tych śmierdzących kanałów nie mogło zabraknąć problemów. Zmarnowali całkiem przydatny eliksir. Nessir wyobrażał sobie co mikstura mogłaby zrobić z pancerzami obecnych tu krasnoludów.

No właśnie. Gdy już zeszli pod ziemię, znów musieli sprostać przeciwnościom losu. Na całe kanały akurat tutaj musiał udać się patrol. Z takim szczęściem musi zacząć grać w kości. Bardziej oczywistych znaków do rozpoczęcia kariery hazardzisty nie mógł dostać.
Skrzywił się paskudnie słysząc efekty rozmowy z kurduplami. Dwójka krasnali chyba niezbyt się przejęła informacją, że jego drużyna zna Festera. Z ich bełkotu nie zrozumiał prawie nic. Może chodziło im o to, że kapłan wpędził Festera do lochów i był tam długo bity? Może chcą ich zaprowadzić do niego? Tego nie był pewien.

Nie był pewien również ich zamiarów. Gdyby byli nastawieni do nich wrogo, na pewno w pierwszej kolejności zażądaliby zwrotu broni. Cała ta sytuacja wydawała mu się co najmniej podejrzana. Jednak nie było wyjścia. Odetchnął głęboko i ruszył przed siebie.

Szedł wolno, ostrożnie stawiając każdy krok. Obawiał się, że w trakcie jego przemarszu może się wydarzyć coś niespodziewanego. Bacznie przyglądał się stojącej przy ścianie dwójce. Na jakikolwiek gwałtowny ruch natychmiast starałby się odskoczyć poza zasięg ich oręża. Wyciągnąłby natychmiast nóż i zlokalizował najbliższy cel. Jako że w zwarciu miał prawie zerowe szanse, wyczekałby do ataku krasnoluda i starał się wyminąć go jak najszybciej. Musiał być szybszy od tych pokurczów. Gdyby udało mu się ominąć pędzącego przeciwnika, chciałby wbić sztylet pod pachę którą mógłby odsłonić. Wiedział, że nie będzie to łatwe, ale nie uśmiechała mu się śmierć w potoku czyjegoś gówna. Nie czuł strachu. Mimo że jego serce mocno przyśpieszyło to on czuł swego rodzaju ekscytację. W głębi duszy oczekiwał konfliktu. Chciał aby coś się w końcu wydarzyło. Bardzo lubił to uczucie i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że czuł je bardzo dawno temu.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 9 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Infi
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.