Oberża pod sennym Lichem

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Ternadil
Posty: 168
Rejestracja: 26 lut 2011, 07:17
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=155

Oberża pod sennym Lichem

01 lis 2011, 15:18

Obrazek

Mniej zamożna część miasta ma więcej do zaoferowania, niż mogłoby się wydawać bogatszym mieszkańcom głównych ulic. Właśnie jednym z miejsc, odwiedzanych przez biedniejsze pospólstwo, jest owa gospoda. Nie należy do ogromnych, lecz spokojnie mieści kilka podłużnych, sześcioosobowych stołów oraz zaplecze z magazynem. Często kręci się tutaj sporo osób, a w godzinach szczytu zapach pieczonego mięsa i ziemniaków nie ulatnia się stąd ani na chwilę. Na pierwszym piętrze znajduje się kilka pokoi do wynajęcia, oczywiście za odpowiednią opłatą. Pokoje nie są duże, jednak bardzo łatwo mieszczą łóżko, większą szafę na rzeczy podróżne i mniejszą szafkę na rzeczy bardziej podręczne. Widać, że mimo nieco mrocznego umiejscowienia, karczma jest nad wyraz zadbana i nieźle wyposażona. To za sprawą właściciela – Tomasza – szlachcica, który właściwie z własnych środków wyremontował i przywrócił do świetności ten budynek, zamieniając go na karczmę dla mniej bogatych. Mając pieniądze, spokojnie jest w stanie utrzymać tu należyty porządek i spokój. Ogólnie budynek można uznać za kamienicę z drewnianymi elementami. Do wejścia prowadzą dwuskrzydłowe drzwi, nad którymi widnieje tablica ze starannie wyrytym napisem: "Oberża pod sennym Lichem".

W pewnym momencie, nieprzyjemny chłód spowił główne pomieszczenie gospody, bowiem otworzyły się jej drzwi. Ternadil uchylił je masywną łapą, jednocześnie robiąc przejście dla Junali. Skinął głową, by poszła przodem, jak nakazywała kultura. Przekroczył próg zaraz po niej, ogarniając wzrokiem niemal puste, mroczne wnętrze. Największym źródłem światła był dość duży kominek, oprócz tego na ścianach umieszczone były świece, niektóre już ledwo tlące się słabym płomieniem. Oprócz właściciela, Tomasza, było tu dwóch gości, z czego jeden porządnie już podchmielony. Z tego właśnie względu, minotaur wolał skupić wzrok na tym drugim, tajemniczo sączącym czerwony trunek w kieliszku. Natychmiast zwrócił uwagę na nietutejszą kobietę, przyglądając jej się uważnie, jakby całkiem nie zdawał sobie sprawy, że Ternadil obserwuje go z równym zaangażowaniem i podejrzliwością. Dobrze wiedział, czym zostało wywołane owo zainteresowanie jegomościa. Uroda Junali zaprawdę przyciągała spojrzenia, często wywołując również nieskromne myśli. W tym momencie przypomniał sobie jej pochwałę, na którą – nie wiedzieć czemu – nie odpowiedział. Być może jej dotyk znów odjął mu mowę, pozwalając jedynie na odwzajemnienie uśmiechu. Ten rodzaj jej 'magii' musiał jeszcze odkryć, zwłaszcza, że potrafił go dość łatwo obezwładnić, w pewnym sensie. Podeszli jeszcze kilka kroków w stronę lady, gdy z góry dały się słyszeć niepohamowane odgłosy.. rozkoszującej się sobą pary. Krzyki kobiety, może nie bardzo głośne, ale z pewnością wywołane podnieceniem, prowokowały jeszcze bardziej. - Jesteś pewna, że chcesz tu spędzić noc..? – Spytał trochę nieśmiało, teraz już na prawdę mając wątpliwości co do bezpieczeństwa tego miejsca, z drugiej strony jednak wiedząc, że zapewne innego nie znajdą.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Safari
Posty: 108
Rejestracja: 25 mar 2012, 11:18

13 wrz 2012, 04:03

Usłyszał ponownie chrapliwy głos krasnoluda. Smok był nieco zaskoczony słowami towarzysza rozmowy. Aż tak po nim było widać, że go coś dręczy – Sam tego nawet nie zauważył. Widać nadal musiał popracować nad kontrola swych emocji. Jeśli tak dalej pójdzie, to zaczną czytać z niego jak z otwartej księgi. A przecież nie chciał do tego dopuścić. Zawsze się starał nie zdradzać emocjonalnie, ale widać po paru latach odcięcia od cywilizacji zapomniał o tym. Albo miał po prostu zły dzień do tego. Jednakże mimo tego nie było tak źle. Może go coś męczyło, ale nikt nie wiedział co to dokładnie było prócz niego samego. Wciąż spoglądał w palenisko widząc w płomieniach kształty na wzór smoków. Tak… Duża liczba jego pobratymców miała zadatki na posługiwanie się żywiołem jakim był ogień. Moc równie niszczycielska co dająca też życie. On był jednym z nich, ale być może nie do końca. Różnił się i to dość mocno. Podobno część z nich potrafiła się posługiwać ogniem nawet nie będąc w swej prawdziwej formie. To było niezwykła umiejętność i bardzo przydatna zarazem. Saf jednak nie był taki. Nie umiał tego i nawet gdyby, to miałby problem. Nawet w gadziej postaci zdarzało mu się tracić kontrolę co przyprawiało go czasem o dość niezwykłe wypadki. Od zawsze był kiepski w magii mimoz,e pewne rzeczy mu jakoś się udawały bez większych problemów. Co innego było w walce wręcz czy z bronią. W tym to mało kto mógł mu dorównać, ale jak dotąd nie miał okazji się wykazać tym potencjałem. Krótki epizod na ulicy raczej nie był zbyt dobry do tego. To prawda, że mógłby bez problemu dać w kość strażnikowi. Jednakże plan miał czelność się pozmieniać przez nagłe pojawienie się żywiołaczki, która jakoś nie umiała być dyskretna. Jednakże świeżo zawarta znajomość się szybko skończyła wraz z pojawieniem się niezliczonego stada krasnoludów i późniejszym manewrem na najbliższe dachy. Po niezbyt miłej sytuacji jak a miała miejsce ze strony brodatych przybyszów miał okazje poznać gadającego kota. Jednak i to nie miało prawa trwać dłużej. W końcu się znalazł tu, w tej oberży będąc zagadywany przez krasnoluda.

Wyczuł spojrzenie rozmówcy na sobie mimo, że nie patrzył w jego stronę. Po jego słowach było już wiadomo, że aż nadto widać co Saf czuł. Emocje aż nadto były widoczne po jego zachowaniu.

-Aż tak to widać – Może masz racje skoro, to zauważyłeś bez problemu. A mój powód z tęsknoty wynika z tego, że nie da się już cofnąć minionego czasu. Przeszłość nie zawsze jest radosna.– wypowiedział to dość cicho, a ostatnie słowa prawie niesłyszalnym szeptem.
-Heh, aż dziw, że mamy coś wspólnego ze sobą.– mówił to z lekkim uśmiechem, który po chwili zniknął jak zgaszony płomyk świeczki. Jakoś nie bardzo miał nastrój nawet do takich żartów. Nawet nie zauważył jak pewna kobieta zwróciła na niego zapewne uwagę po tym incydencje z jedzeniem.

-Jak się zwiesz niski panie, skoro już się nieco zaznajomiliśmy – Ja jestem Sapharius i je…– tak, zdradził swe imię. Co mu szkodzi – Zapewne i ta znajomość równie szybko się skończy jak i poprzednie. Prócz już ujawnionego mienia chciał wyjawić to, że jest w mieście od niedawna. Jednak coś poczuł. Dość znajome uczucie, którego od dawna nie miał jak dotąd mieć. Smocze zmysły były mocno wyczulone nawet jak był człowiekiem. Jego uszu doszedł smoczy ryk mimo głośnego gwaru w karczmie. Owy gadzi krzyk miał miejsce niedaleko miasta. Od dawna go nie słyszał i nie miał styczności z pobratymcami ze swojej rasy od wielu lat. Jednak ten odgłos niczego dobrego nie wróżył. Zerwał się ze swojego miejsca przy kominku porzucając naczynie z resztą wody i przy okazji przewracając stół razem z dzbankiem. Jego peleryna od płaszcza rozwinęła się w pędzie niczym skrzydła, a kaptur spadł z głowy ukazując młode oblicze młodzieńca o nietypowym kolorze włosów. Czarno-czerwone, krótkie włosy powiewały w rytm powietrza. Saf wybiegł w pośpiechu kierując się w stronę bramy miasta, gdzie prawdopodobnie coś zaraz może się wydarzyć i na pewno nie będzie miło.

z/t --> Brama.

Jak chcecie, to dołączcie do mnie ^^
Będzie impra
Awatar użytkownika
Kazkrin
Posty: 47
Rejestracja: 28 sie 2012, 23:10
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2159

13 wrz 2012, 14:45

Krasnolud mruknął w tonie zamyślenia na słowa człowieka. Pokiwał twierdząco głową i upił łyk piwa. Może i nie był zbyt dobry w wyczuwaniu wszystkich emocji ale na pewno mógł wyczuć kilka z nich: strach, smutek, tęsknotę, gniew, euforię, spokój lub determinacje. Tego nauczyło go wojsko w czasach gdy walczył za krasnoludzki kraj.
Musiał umieć wyczuć swoich podwładnych – szczególnie w późniejszym okresie służby, gdy był sierżantem jednego z regimentów liniowych toporników.
5 Regiment Toporników "Angaz Tormm" … Żelazne Brody.. tyle lat temu

Z zamyśleń wyrwały go kolejne słowa człowieka. Nie był na tyle rozkojarzony aby nie usłyszeć.. przestawienia imienia jakie nosi przybysz.Uśmiechnął się pod nosem i już miał odpowiadać gdy nagle zauważył jak człeczyna sztywnieje i wystrzeliwuje jak pocisk z balisty, przewracając stół i zydle.
Kazkrinowi zamajaczyła tylko poła jego płaszcza gdy ten wybiegł z przybytku.
- Wanrag?! Okk Ek Ai?! – wykrzyczał za uciekającym w swoim ojczystym języku. Przechylił kufel z piwem i jednym haustem wypił resztę trunku który mu został.A trzeba nadmienić, że w kufel Kazkrina był wypity do połowy.
Beknąwszy głośno wybiegł za człowiekiem, rzucając za nim krasnoludzie bluzgi.

z/t
Awatar użytkownika
Misser
Posty: 110
Rejestracja: 09 mar 2012, 21:42
Lokalizacja postaci: Piaski pustyni
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1678

13 wrz 2012, 16:45

O ile natychmiastowa reakcja zdawała się być naturalnym i najlepszym odruchem Empata zdusił go w sobie i ledwo co spojrzał na miejsce jakiejś eksplozji czy czegoś. Nie był magiem w ludzkim znaczeniu tego słowa. O ile posiadał zdolności przynależne empatą to o takich, jakie podobno posiadali magowie mógł jedynie pomarzyć. Wracając do karczmy, o ile wybuch mógł nieść znamiona jakiegoś niebezpieczeństwa to cichy szept dziewczyny informujący go o pobliskim magu był wręcz uwłaczający. Niby on ślepy był? Opuszkami palców prawej dłoni Misser muskał wypolerowaną gałkę na rękojeści małego sztyleciku ukrytego w podwójnej warstwie materiału rękawa. Było to o tyle dobre miejsce, co przewidywalne. Zaś żaden szanujący się wojownik nie ucieka się do sprawdzonych i oklepanych sztuczek. Dzięki temu właśnie te stare i oklepane sztuczki sprawiały iż są jeszcze bardziej zabójcze.
– To tylko magia. Gdyby ktoś chciał albo tobie albo mnie zagrozić zrobiłby to chyba bardziej otwarcie? – odrzekł na szept dziewczyny.
Chwilę potem młodzian przy niedalekim stoliku nagle wybiegł z karczmy. Z tego co pochwycił Misser był zaskoczony? Zaintrygowany? Mniejsza. Ważne iż zaraz po nim wyszedł z karczmy krasnolud, główne źródło jego zmartwienia. Jednak mimo iż początkowo miał ochotę w jakiś skryty sposób dowiedzieć się co się wydarzyło, uczucie to przegrało walkę z rozsądkiem oraz jego dzisiejszym sprzymierzeńcem, etyką. Nie chcąc by cokolwiek go skusiło do zmiany zdania ponownie zaproponował.
– Nie wiem jak ty ale ja idę się przespać. Nie mam najmniejszej ochoty ponownie wpaść w niemiłą sytuację z powodu ciekawości bądź kolejnych krasnoldów
To powiedziawszy wstał od stołu oraz oddalił się w kierunku pokoju.

[z/t o ile Car nie poweźmie względem mnie jakiejś akcji]
na więcej póki co nie mam weny sorka. Pokoj stworzę bądź wybiorę jutro, chyba że ty masz już jakiś obrany. Jeżeli zaś masz jakieś inne plany to pisz swobodnie. Postaram się dostosować :)
Awatar użytkownika
Cariella
Posty: 46
Rejestracja: 15 sie 2012, 18:57
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33020#33020

13 wrz 2012, 17:57

- Przepraszam. Niepotrzebnie się przejmuję, ale nie ufam siłom, których nie znam - wtrąciła zmieszana. Taka była prawda. Niepotrzebnie się tak przejmowała, ale nie ufała istotom magicznym. Podejrzany o paranie się magią typek dosłownie wybiegł z oberży, a brodacz zaraz za nim. Dziwne. Od razu jej ulżyło, ale ciekawość pchała ją ku wyjściu. Mężczyzna był młody i muisiał mieć powód do takiego energicznego zachowania. Nie. To nie miało sensu. Poszedł tam krasnolud. Mogły z tego wyjść ogromne kłopoty. Całe Minaloit było pełne brodaczy. Nie wyjdzie. Ma towarzysza. Nie wypadało go zostawić. Jak się go będzie trzymać, to nie wpakuje się w kłopoty.
Musiała być ostrożna. Tu nie mogła zwalać z nóg swoją mocą, jak w naturalnych miejscach. Moc w mieście ją za bardzo wykańczała, jak teraz. Zmęczona dzisiejszym dniem ziewnęła. Nie obchodziła jej dwójka, która wyszła. Nie obchodziła. Wstała zaraz za Misserem i podniosła swój miecz wraz z torbą, po czym obdarowała nowego znajomego uśmiechem. Ruszyła za nim lekko zmieszana i zaniepokojona. Noc w mieście napawała ją lękiem, ale nic się złego nie wydarzy. Już zbyt dużo się wydarzyło dzisiejszego dnia. Ile jeszcze można? Czy licho nigdy nie spało?
[z/t]
Pokojem zajmij się ty.
Awatar użytkownika
Kazkrin
Posty: 47
Rejestracja: 28 sie 2012, 23:10
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2159

20 paź 2012, 12:54

Kazkrin wrócił tam, skąd wybiegł czyli do karczmy pod Sennym Lichem. Tym razem uśmiechał się od ucha do ucha. Był zadowolony i dumny z tego, że upierdolił łeb smokowi i zabrał niezłe łupy.
Podskoczył na skrzydłach chwały do szynkwasu i usadowił się na stołku.
- Jedno, zimne piwo proszę. Wypada mi świętować.. atak smoków spod bramy odparty a ja sam uwaliłem łeb jednemu z smoków. – rzucił zadowolonym głosem do karczmarza. Liczył na to, że pobratymcy którzy tutaj przybyli zaczną okazywać mu jakiś szacunek w związku z wydarzeniami pod bramą.
Korneliusz
Posty: 7
Rejestracja: 09 lis 2012, 09:20

11 lis 2012, 09:50

Po chwili dotarł do Oberży, następnie rozglądał się za ów młodzieńcem o którym wspominał starzec. Nigdzie nie było go widać, bowiem wielu ludzi przebywało wówczas przy Oberży. Jedni zostali wyrzucani "na zbity ryj" z karczmy, bowiem ich upojenie alkoholowe sięgało stopnia omdlenia… "Zwykłe szumowiny" – pomyślał Korneliusz. Jednakże chłopca nadal nie było widać, dlatego też przystał na chwilę przy karczmie i rozglądał się bardzo uważnie…
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

12 lis 2012, 16:27

MG

Korneliusz uważnie wypatrywał chłopaka, wśród wychodzących i wchodzących klientów przybytku. Byli szczęśliwi, będąc zauroczeni działaniem alkoholu. W tych czasach wielu zatapiało smutki butelką, chcieli zapomnieć o dniach, które zdecydowanie nie sprzyjały. Przybycie krasnoludów było szokiem dla Minaloit, mieszkańcy górniczego osiedla podejrzanie obserwowali brodatą rasę, która wykupywała domy, zamieszkując w nich niczym "wielkoludy". Takie przebieg spraw miał swoje dobre i złe strony, reperkusje od zawsze działały dwukierunkowo, wystarczyło jedynie dobrze przyjrzeć się sprawie.

Bywalcy sławnej oberży zauważyli opancerzonego jegomościa na koniu. Znajdujące się w przedsionku osoby różnie zareagowały, a ich mimika częściowo odkrywała snujące myśli w ich głowach. Jedni spluwali siarczyście, drudzy z zainteresowaniem wpatrywali się w woja, a ostatni plotkowali między sobą, zachowując kamienne twarze. Miasto zauważyło pojawienie się Korneliusza, a raczej jego majątku.

Niespodziewanie oczy konnego zauważyły chłopaka, który – niczym migoczący cień – wyłonił się zza pleców owych bywalców. Biegał między nimi, często zatrzymując się, coby zamienić klika słówek. W ręku połyskiwały mu monety. Nagle wbiegł do środka, Korneliusz, w tym momencie znalazł się w dość niedogodnej sytuacji.

- Hejże, Panie! – Krzyknął jeden z bywalców, ubrany niemal identycznie jak oni, ale różnił się znacząco budową ciała. Barczysty mąż o wielgaśnych dłoniach, zapewne zapracowanych. Był w podeszłym wieku, ale oczy zdradzały żywotność i siłę. Jego siwe włosy bujnie powiewały na wietrze. Chytrze patrzył na Korneliusza. - Widzę, że nietutejszy. Mamy tutaj… Taki zwyczaj. Czy mości Pan zna grę w "zbója?" Dóbra grajeczka, można sporo wygrać. Każdy nowy gra zemną chociaż jedną rundkę, zainteresowany? – Rzekł i spojrzał na kumpli. Ogarnął ich groźnym wzrokiem i szybko przemówił. - Gałgany, na co się tak patrzycie? Pomóżcie wielmożnemu Panu zejść z konia! JAZDA! – Rozkazał, a trójka mężczyzn podbiegła do konnego, aby pomóc mu zejść.

- Cum musim zrobić, Panie? – Otwarcie powiedział jeden z nich.

Możesz opisać akcję pomagierów, którzy pomagają ci zejść z wierzchowca <<
Awatar użytkownika
Kazkrin
Posty: 47
Rejestracja: 28 sie 2012, 23:10
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2159

13 lis 2012, 21:17

Dopił piwo. Chyba trzecie czy czwarte z kolei. Szczęście jego rasy i osobiste, iż posiadał mocną głowę. Umiejętności wyniesione z wojska.
Obok opróżnionego już kufla, zostawił należność i zeskoczył z zydla. Wylądował miękko na nogach i beknął pod nosem. Sprawdził położenie topora oraz swoich zdobyczy, które teraz zawinął szczelnie w pakunek.
Głowa przestała wypluwać z siebie krew i plamić materiał w który był zawinięta.
Miecz, który mógł przykuwać uwagę, został również zawinięty.

- Zajebałem smoka to zajebałem. Będą to pamiętać i tyle. Pora na mnie.. – rzucił do samego siebie w ojczystym języku. Poprawił jeszcze raz spodnie i wyszedł z karczmy.
Wyminął jakąś hałastrę i debila w zbroi świecącej się jak kotu jaja.
Puścił się szybkim marszem w kierunku bramy.

z/t
Korneliusz
Posty: 7
Rejestracja: 09 lis 2012, 09:20

15 lis 2012, 14:49

Propozycja mężczyzny, była zaprawdę kusząca, w dodatku Korneliusz miał wielką skłonność do hazardu… Aczkolwiek był też z natury bardzo stanowczy. Przybył tutaj, by napić się czegoś mocniejszego, wysłuchać wielu ciekawych historii, a gdyby zachciało mu się zagrać w karty czy też kości to po prostu by to zrobił. Po chwili odrzekł: Cóż, jeśli to nie będzie żadnym problemem, to owszem, bardzo bym prosił o pomoc w zejściu z mego wierzchowca. Aczkolwiek pamiętajcie – bądźcie ostrożni… Ta zbroja warta jest bardzo, ale to bardzo wiele i szkodą byłoby uszkodzenie jej… Po chwili tak się i stało, grupa tutejszych bywalców z dość dużym trudem zdjęła z konia Korneliusza, następnie ten odrzekł: Wielkie dzięki Wam za tę jakże szlachetną przysługę. Pamiętajcie, iż jestem Wam dozgonnie wdzięczny za ten gest z Waszej strony i zawsze możecie liczyć na moje ostrze w waszej obronie… Tak mi dopomóż Lovren! Nagle skierował swój wzrok ku niebu, zupełnie jakby objawiła mu się sama Lovren. Wiele gapiów niemalże od razu zauważyło, iż Korneliusz należał do grona osób bardzo wierzących. Po paru chwilach rycerz "ocknął się" i ruszył ku drzwi karczmy. Dobiegały z niej przeróżne hałasy, jednakże gdy otworzył drzwi wielu tutejszych bywalców zamilkło. Jedni grali w karty, drudzy wynoszeni byli przez tutejszych pracowników zupełnie zechlani i wyrzucani na ulicę, inni zaś załatwiali swoje interesy. Korneliusz wodził wzrokiem po całej karczmie, jednakże po chwili zdecydował się usiąść przy pewnym młodzieńcu. Pomyślał: Hmmm… Zapewne to ten młodzieniec o którym wspominał przechodzień…. Następnie odparł do niego: Witaj młodzieńcze, jam Korneliusz. Przybywam z północy, a celem mej tułaczki jest wieczna chwała i sława. Zapewne niewielu rycerzy spotyka się w dzisiejszych czasach, ale być ich giermkiem? To dopiero zaszczyt. Nie chciałbyś zarobić parę miedziaków? A kto wie co przyniesie kolejny dzień, może skrzynie złota? Jak zauważyłeś ma zbroja jest bardzo ciężka i niezwykle trudną sztuką jest jej zdjęcie samemu. A więc czy nie zechciałbyś być moim pomocnikiem? Oferuję dobry zarobek i bezpieczeństwo na każdym kroku, a kto wie… Może niegdyś i Ty zostaniesz rycerzem? Jak to się mówi w tutejszych progach – ubijemy interes? Korneliusz niemalże wyczerpał swą umiejętność perswazji mając nadzieję, iż młodzieniec przystanie na jego ofertę….


Przepraszam, że zająłem się tym po miesiącu, ale miałem nawał problemów prywatnych, mam nadzieję, iż zrozumiecie mnie…
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

15 gru 2012, 13:45

MG

Mężczyźni pomogli zejść rycerzowi z wierzchowca, co dla nich nie było to łatwym zdaniem. Korneliusz ważył o wiele więcej przez swoją zbroję, nie wspominając o dość wielkim mieczu przypasowanym do jego pleców. Trójka chłopów poradziła sobie, choć z początku nie wiedzieli jak mają się za to zabrać, jednak Korneliusz z powodzeniem siadł z konia swego. Masywne buciory uderzyły dźwięcznie o ziemie. Najwidoczniej bogobojny wojownik nie był pysznym i zadufanym w sobie osobnikiem. Podziękował chwilowym pomocnikom, którzy byli prostymi ludźmi – zaoferował im nawet własne ostrze. Owi pomocnicy uśmiechnęli się nieśmiało, jeden z nich machnął ręką jakoby chciał zaprzeczyć możliwości wykorzystania miecza w sprawie jego i przyjaciół.

Przemówienie Korneliusza wywołało poruszenie pobliskich gapiów. Większość z nich dawno lub w ogóle nie widziała kogoś na wzór szlachetnego paladyna. Jakiś krasnolud, który miał zamiar wejść do oberży, pokiwał głową – patrząc się z dezaprobatą na rycerzyka. Złapał za stylisk topora swego. Splunął siarczyście i ostrożnym krokiem wszedł do środka gospody. Nie tylko brodacz negatywnie zareagował na postępowanie nietutejszego. Zdrowo wyglądający starzec ze zdziwieniem spojrzał na zachowanie Korneliusza, który jakby zignorował go – nie odpowiadając na propozycję gry. Siwobrody hazardzista zawiódł się, bowiem nikt od wielu lat nie złamał tradycji. Cóż, przynajmniej rycerz nawet nie zdążył wciągnąć się w grę. Nie wiadomo ile przegrałby po darmowej rundce lub… ile zdołałby wygrać.

Ciężko zbrojny przekroczył próg dwuskrzydłowych drzwi popularnej oberży. Miejsce to przyciągało do siebie mniej zamożnych, chcących dobrze zjeść czy wypić. Niskie ceny wcale nie odzwierciedlały tu jakości oferowanego posiłku, bowiem za kilka szylingów można było najeść się do syta. Właściciel Licha nie narzekał na zarobki. Gdy przybyły krasnoludy do Minaloit, wnętrza jego sakiewek szybciej wypełniały się monetami. Długowieczna rasa lubiła sobie chlupnąć, więc przystępne ceny trunków zachęcały do odwiedzania Licha. Przyjazna i ciepła atmosfera, jak i porządne jadło, skutkowała ewentualnością poznania nowych twarzy. Jednak czasem przytrafiały się burdy, a wynajęci silnoręcy szybko rozwiązywali problemy. Wejście Korneliusza, natychmiast przyciągnęło wzrok bywalców ku jego obliczu. Mężczyzna odziany w niezwykle drogą zbroję od razu stał się ogniskiem zaciekawienia wszystkich gości gospodarza.

- Zaiste, na bogato – rzekł ktoś ukryty w najciemniejszym kąciku. Nikt inny nie usłyszał cichych słów cichociemnego.

- O bogowie! Jak on może przez to sikać?! – przemówił głośno podpity górnik. Siedział razem z kolegami przy jednym stoliku.

- Hmpf… – burknął ten sam krasnolud, który przechodził obok Korneliusza tak, jakby oczekiwał ataku z jego strony. Stacjonował przy ladzie oberżysty, popijając z kufla.

Sam właściciel skupił się na Korneliuszu. Rozsądek podpowiadał mu, że wizyta takiego nadzianego jegomościa możne być wielce niekorzystna interesom, bowiem ktoś taki jak on nie zajrzałby tu bez błahego powodu. Wielu możnym przeszkadzało towarzystwo biedoty. Cóż, Tomasz – właściciel – mógł się mylić. Rycerz rozejrzał się. Odnalazł chłopaka, który przypominał wyglądem tego poszukiwanego. Młodzieniec jadł kaszę, a obok niego siedziała kobieta. Bogobojny wojownik zagadał do młodego.

- Panie? – odparł skonfundowany. Nie miał pojęcia, o co chodzi.

- Hm – kobieta skierowała głowę ku Korneliuszowi. Pytające, błękitne wejrzenie zmuszało do udzielenia odpowiedzi.

A cwany lisek – cel Korneliusza – zaczepił Tomasza, który – wysłuchując słów chytrego pędziwiatra – wydał mu kolejne polecenia. Chłopak ruszył, przeskakując między stolikami. Goście dawali mu pieniądze, a on – z uśmiechem na ustach – pędził ku kuchni. Wychodził z niej dźwigając zamówienia. Bezbłędnie dostarczał jadło i napitki do konkretnych stolików. Był ubrany w dziurawe szmaty. Przetłuszczone czarne włosy odbijały światło kandelabrów. Poruszał się boso, z ponadprzeciętną finezją. Zwinnie manewrował między dorosłymi. Uśmieszek nie schodził mu z twarzy, a bystre oczy szukały jeno okazji do zarobku.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.