Oberża pod sennym Lichem

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Ternadil
Posty: 168
Rejestracja: 26 lut 2011, 07:17
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=155

Oberża pod sennym Lichem

01 lis 2011, 15:18

Obrazek

Mniej zamożna część miasta ma więcej do zaoferowania, niż mogłoby się wydawać bogatszym mieszkańcom głównych ulic. Właśnie jednym z miejsc, odwiedzanych przez biedniejsze pospólstwo, jest owa gospoda. Nie należy do ogromnych, lecz spokojnie mieści kilka podłużnych, sześcioosobowych stołów oraz zaplecze z magazynem. Często kręci się tutaj sporo osób, a w godzinach szczytu zapach pieczonego mięsa i ziemniaków nie ulatnia się stąd ani na chwilę. Na pierwszym piętrze znajduje się kilka pokoi do wynajęcia, oczywiście za odpowiednią opłatą. Pokoje nie są duże, jednak bardzo łatwo mieszczą łóżko, większą szafę na rzeczy podróżne i mniejszą szafkę na rzeczy bardziej podręczne. Widać, że mimo nieco mrocznego umiejscowienia, karczma jest nad wyraz zadbana i nieźle wyposażona. To za sprawą właściciela – Tomasza – szlachcica, który właściwie z własnych środków wyremontował i przywrócił do świetności ten budynek, zamieniając go na karczmę dla mniej bogatych. Mając pieniądze, spokojnie jest w stanie utrzymać tu należyty porządek i spokój. Ogólnie budynek można uznać za kamienicę z drewnianymi elementami. Do wejścia prowadzą dwuskrzydłowe drzwi, nad którymi widnieje tablica ze starannie wyrytym napisem: "Oberża pod sennym Lichem".

W pewnym momencie, nieprzyjemny chłód spowił główne pomieszczenie gospody, bowiem otworzyły się jej drzwi. Ternadil uchylił je masywną łapą, jednocześnie robiąc przejście dla Junali. Skinął głową, by poszła przodem, jak nakazywała kultura. Przekroczył próg zaraz po niej, ogarniając wzrokiem niemal puste, mroczne wnętrze. Największym źródłem światła był dość duży kominek, oprócz tego na ścianach umieszczone były świece, niektóre już ledwo tlące się słabym płomieniem. Oprócz właściciela, Tomasza, było tu dwóch gości, z czego jeden porządnie już podchmielony. Z tego właśnie względu, minotaur wolał skupić wzrok na tym drugim, tajemniczo sączącym czerwony trunek w kieliszku. Natychmiast zwrócił uwagę na nietutejszą kobietę, przyglądając jej się uważnie, jakby całkiem nie zdawał sobie sprawy, że Ternadil obserwuje go z równym zaangażowaniem i podejrzliwością. Dobrze wiedział, czym zostało wywołane owo zainteresowanie jegomościa. Uroda Junali zaprawdę przyciągała spojrzenia, często wywołując również nieskromne myśli. W tym momencie przypomniał sobie jej pochwałę, na którą – nie wiedzieć czemu – nie odpowiedział. Być może jej dotyk znów odjął mu mowę, pozwalając jedynie na odwzajemnienie uśmiechu. Ten rodzaj jej 'magii' musiał jeszcze odkryć, zwłaszcza, że potrafił go dość łatwo obezwładnić, w pewnym sensie. Podeszli jeszcze kilka kroków w stronę lady, gdy z góry dały się słyszeć niepohamowane odgłosy.. rozkoszującej się sobą pary. Krzyki kobiety, może nie bardzo głośne, ale z pewnością wywołane podnieceniem, prowokowały jeszcze bardziej. - Jesteś pewna, że chcesz tu spędzić noc..? – Spytał trochę nieśmiało, teraz już na prawdę mając wątpliwości co do bezpieczeństwa tego miejsca, z drugiej strony jednak wiedząc, że zapewne innego nie znajdą.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Elavir
Posty: 69
Rejestracja: 18 cze 2012, 07:47
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30525#30525

28 gru 2012, 19:52

Smutne. Smutne jak skurwysyn. Żeby położyć się spać, Elavir musiała jeszcze przepełznać przez pół miasta. Mróz zaczynał jej dokuczać, miała nieco zbyt stare i wysłużone bucisze, ażeby wytrzymały kolejną zimę. Przyszedł czas, że trzeba będzie je wymienić na lepszy model. Paluchów w ogóle nie czuła. Nogi… Nogi zbyt dużo gorąca doświadczyły, aby chłód mógł im w czymkolwiek przeszkodzić. Na samo wspomnienie o ogniu, Deargos przeszedł niemiły dreszcz. Tyle zła zostało wyrządzone właśnie przezeń. Jednak więcej złego zrobiły elfy i o tym nie wolno było Gburzycy zapomnieć. Bo to przecież przez te chędożone spiczastouche bestie spaliła wszystko wokół siebie, a także straciła oboje rodziców. O tyle dobrze, że resztę ciała grzało ciepłe futerko. Ono także miało już swoje lata, jednak Pustelnik znał się na swoim kunszcie i dzięki temu ruda nie musiała się szczególnie martwić w czasie zimy. Dzięki Ikaarowi kobieta mogła zapanować również nad klątwą. "Cholera, dobrze, że sobie przypomniałam. Trza eliksir łyknąć, bo znowu wszystko spalę." A resztą dzieła zapewniania kobiecie ciepła zajmował się kaptur.

Błądziła uliczkami Minaloit, w poszukiwaniu speluny, którą niegdyś nawiedziła w drodze do Wolenvain, dawno, dawno temu. Nie szło jej to najlepiej. "Ot, jak nie urok, to sraczka, albo przemarsz wojsk". Tym gorzej, że się ciemniło. Skurwysyńska złośliwość rzeczy martwych. "Kurwa, od kiedy niebo to rzecz martwa? A zresztą, łajno mnie to obchodzi." Gdy wreszcie z odległości 20 metrów ujrzała szyld oberży pod Sennym Lichem, westchnęła i mruknęła pod nosem: –Nareszcie.

Niedługo było jej się dane cieszyć spokojem i sposobnością do spożytkowania czasu na sen. Od razu, gdy weszła i zdjęła z siebie futro, rzuciła jej się w oczy sytuacja, gdzie uczciwi, ludzcy obywatele przeganiali szaroskórą elfkę. Elavir doskonale rozumiała tych mężczyzn, zrobiłaby to samo. Chwilę potem ta sama kobieta chwyciła jednego z nich i zaczęła się odgrażać. W Bestii z Lokent od razu zawrzało. Dostała zastrzyku adrenaliny. Był on tak silny, że niemal zapomniała o zmęczeniu i trudach podróży traktem Iquańskim. "Co to za suka, już ja kurwie pokażę, jak powinno się traktować lepszych od siebie. No ja pierdole, przecież ten facet to jakiś kretyn, tak się dawać?" Nawet nie zdążyła zrzucić z głowy kaptura opończy. Prawie podskoczyła w stronę stolika, znajdującego się nieopodal kominka i podniosła elfkę z siedzenia w taki sposób, w jaki ona dopadła tamtego niewinnego mieszczucha.
I ty masz czelność w ten sposób odnosić się do ludzi? Ci panowie tutaj są gospodarzami, wiesz co to znaczy, czy jesteś na tyle tępa, że mam ci to rozrysować? – warknęła agresywnie. Z łatwością można było wyczuć gniew rudej. Nawet nie odwróciła się do biesiadujących mężczyzn, ale założyła, że będą jej poklaskiwać, a jeśli nie, to po prostu siedzą, wryci w siedzenia i zaskoczeni tym, że kobiety potrafią w ten sposób się zachowywać.

Awatar użytkownika
Viss
Posty: 40
Rejestracja: 18 sie 2012, 20:35
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33187#33187

28 gru 2012, 20:45

Gdy podrzucała monetę po raz nie wiadomo który, próbując umilić sobie czas oczekiwania na zamówienie, nagłe szarpnięcie całkowicie wytrąciło ją z równowagi. Miedziak uderzył dźwięcznie o podłogę, a zaraz za nim runęło krzesło. Fala gniewu i obelgi zionęły od rudej, ludzkiej kobiety, która właśnie miętosiła w ręku przednią część jej odzienia, niemal rozdzierając materiał. Ów rozdarcie powiększyłoby, i to znacznie, dekolt czarnej koszuli.
Viss zastygła w pozycji, w jaką wprawiła ją nieznajoma – z lekko ugiętymi kolanami, spiętymi mięśniami, wściekłym spojrzeniem czerwonych oczu utkwionym w wykrzywionej szałem twarzy kobiety. Elfka zaczerpnęła kilka płytkich, uspokajających oddechów, nie mając zamiaru zniżać się do poziomu zwierzęcej furii, jakiej pokaz dała kobieta.
Przerażająco słodki uśmiech wpełzł na wargi mrocznej elfki. Puściła ramię rudej, które odruchowo ścisnęła w odruchu obronnym. Chciała odpłacić pięknym za nadobne, och, tak, jej dusza aż śpiewała, łaknąc krwi tej ludzkiej szumowiny, byle kreatury z powierzchni, durnej, jak inni…
Nie pozwalając emocjom nad sobą zapanować, zaczęła analizować sytuację, w jakiej się znalazła. Kobieta nie unieruchomiła jej rąk, dobrze. W swym dzikim zapamiętaniu na pewno o tym zapomniała. Nie wyglądała też na czarownicę, tym lepiej. Nie przeczesze jej myśli, ma chociaż tę przewagę.
Niezbyt dobry sposób, by rozpocząć rozmowę. – rzekła śpiewnie, coraz więcej pogardy widniało w jej spojrzeniu – Broniłam się, jeśli nie zauważyłaś, nie zgrywaj więc bohaterki, ludzka istoto.
Spojrzała w dół, w miejsce, gdzie zaciskała się dłoń rudej, chwilę później jednak znów patrzyła jej w oczy.
Co do gospodarzenia zaś… Puść mnie, nie mąć spokoju ludziom, których tak zawzięcie chronisz. Jestem pewna, że obsługa tego przybytku nie pochwali zamieszania, jakie lada moment wywołasz.
Spokój, z jakim to wszystko mówiła, był co najmniej zaskakujący, w ogóle nie pasujący do sytuacji. W rzeczywistości elfka zbierała pokłady mocy, jakie w niej zostały po wędrówce i pomocy złodziejce w zaułkach Wolenvain, na wypadek, gdyby oponentka nie zamierzała odpuścić. Nie chciała walczyć, najprawdopodobniej kiepsko by się to dla niej skończyło, choć tamta wyglądała na bardziej wyczerpaną od Viss.
Nie zamierzała odwracać wzroku – patrzyła wyczekująco, gotowa dostrzec jakikolwiek sygnał, zmianę w zachowaniu kobiety, starając się przygotować na wszystko. Mogła już się obronić, pytanie tylko, co jeśli reszta gospody także się na nią rzuci? Może zdąży. Musi.
Mężczyźni na drugim krańcu stołu przypatrywali się postępkom rudej. Nie śmieli odezwać się ni słowem – widzieli już, do czego zdolna jest kobieta. Tak więc wpatrywali się z otwartymi gębami, czekając na rozwiązanie zaistniałej sytuacji.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 219
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

29 gru 2012, 15:01

Uśmiech ustąpił zrezygnowanej minie, gdy się okazało, że Kot’eleiven jest równie spłukany, co ona. Cóż, ostatnio w ogóle nie pracowała, więc skąd miała wziąć pieniądze. Można powiedzieć nawet, że się obijała, będąc na łasce innych, a przecież rzeczywistość była zupełnie inna. Nawet, jeśli Aleksis wziąłby ją "do siebie" i tak będzie musiała na siebie pracować. Tylko, że zima to nędzna pora dla takich jak ona – kuglarzy. Zabawne, ze ani Aleksis, ani Kot’eleiven nie znali drugiej twarzy Roweny.
Opowieść o ostatnich wydarzeniach, jakie miały miejsce w Minaloit i zarówno w małym świecie białowłosej, wywarły na elfie oczekiwany efekt. Choć relacja była kręta i zapewne niekompletna, najważniejsze punkty zostały w niej zawarte.
Tak, burmistrzem Minaloit. Niezłe, nie? – widać ta informacja nadal robiła na dziewczynie wrażenie. Nie to, żeby jej imponowało takie stanowisko. Dalej jednak obawiała się, że ta posada zobowiązuje. Do wielu spraw. Rowena jakoś nie komponowała się z takim środowiskiem. Brak manier, impulsywność i krew na rękach nie pasowały do pani… Skarciła się za tak daleko idące myśli. Z drugiej strony po zeszłej nocy poczuła się przynależna do Bentruma. Ta myśl również nie przypadła jej do gustu. Znów ścierały się w niej dwie sprzeczne siły. – Ciężko ocenić, czy się z tego ucieszył, czy nie. Bardziej zajął go brak ręki. Jak ją stracił, nie wiem. Znalazłam go już rannego. Tak, pod łokciem, o – wskazała na swoim ramieniu, co mniej więcej zostało z kończyny alchemika. – W każdym razie ma teraz władzę i poszanowanie. Sklep obrócił się w ruinę i nie dziwota, że pragnie go odbudować. Najbardziej wściekła go utrata cennych składników i niezwykle rzadkich komponentów. Miejmy nadzieję, że nie każe nam…mi…ich nazbierać. Jasne, że z tobą pójdę. Wina spadnie na nas dwoje, a nie tylko na mnie – szturchnęła go w bok.
Nagła zmiana ich zachowania wobec siebie, była aż nienaturalna. Znajomość rozpoczęli wrogo, walcząc bez wyraźnego powodu. Starli ze sobą swe ostrza, choć wprawny i obeznany widz, mógł od razu stwierdzić, iż nie jest to bój na śmierć i życie. Żadne nie chciało dotkliwie skrzywdzić drugiego, a rana zadana elfowi była raczej wypadkiem niż zamierzonym cięciem. Wojowniczka myśląc, że Kot’eleiven unosi miecz by zadać śmiertelny cios, odpowiedziała. Szczęściem mężczyzna żył i był tu teraz, skłonny wypić z nią kielicha bądź dwa. Efekty wspólnego "biesiadowania" mogły być różne. Rowena nieświadomie nadawała atmosferze, jak i ich relacji, kształtu. Po odpowiedniej ilości alkoholu mogła zarówno wymachiwać mieczem, jak i wleźć na stół, ciągnąć Kota za sobą i w rytm prostej muzyki i pijackiego śpiewu, pląsać obracanego. Wyraźnie miała odmienne zdanie o elfie, niż on sam o sobie. Stał się towarzyszem do walki. Wiedziała, że u jego boku mogłaby walczyć i zginąć. Tamtego dnia oboje mieli chęć na pojedynek, ale ostatecznie to białowłosa go sprowokowała. Elf był dumny i zbycie zaczepki byłoby plamą na honorze, a zabicie dziewki również nie należało do uczynków honorowych.
Wierz mi, że po mnie również nikt nie zapłakałby rzewnie. Chyba, że sama pani Śmierć – nie do końca było to prawdą. Zwłaszcza teraz. – Nie zraniłeś mnie, bo ci na to nie pozwoliłam – jej zawadiacki charakterek musiał wtrącić swoje trzy grosze. Zaśmiała się. Niezręczne tłumaczenia Kota rozbawiły ją, wprawiając w coraz to lepszy nastrój. – Tak, wiem, też cię kocham – dodała, ocierając łzy śmiechu.
Uspokoiwszy oddech, spoważniała. Spojrzała pytająco i niepokojąco na elfa. Minę miał kwaśną, faktycznie, a zmęczenie dodawało mu lat. Choć kto mógł wiedzieć, ile taki elf może mieć lat. Coś go trapiło w stopniu większym, aniżeli odbudowa sklepu. To wymagało pracy, ale nie nadludzkiej. Musiało być coś innego, coś poważnego, a o czym nie chciał mówić. Napomknął jedynie… Na słowa o lochach, Rowena ściągnęła lekko jasne brwi.
Dlaczego miałbyś skończyć w celi? – zniżyła głos do szeptu.
Nim jednak Kot zdążył cokolwiek odpowiedzieć, drzwi karczmy otworzyły się, wpuszczając do środka mroźny powiew. Białowłosa rozmarzła i wzdrygała się na każde wspomnienie zimna. Uparcie przypominało jej to o braku płaszcza. Jak długo będzie musiała występować, by kupić sobie nowy?
Do środka weszła kobieta, co można poznać było po chodzie i sylwetce, a gdy odrzuciła ośnieżony z lekka kaptur, okazało się, że skórę ma czarna jak obsydian. Długie uszy i czerwone tęczówki nie pozostawiały wątpliwości, że do oberży zawitała mroczna elfka. Rowena niewielu mrocznych spotkała na swojej drodze. Za bardzo wyróżniali się w tłumie ze swą czarną karnacją, a należało wiedzieć, że nie wszędzie byle mile widziani. Kobieta się jednak tym nie przejmowała, zajmując miejsce przy stole, który był już oblegany przez grupkę rosłych mężczyzn-ludzi. Jak spodziewała się tego Rowena, ruch mrocznej nie pozostał bez echa. Siedzący z brzegu chłop rzucił do niej kilka ostrych uwag. Gdy doszło do szarpaniny, białowłosa chwyciła Kota za ramię, na wypadek gdyby przyszło mu na myśl zgrywanie bohatera. Mroczna zręcznie poradziła sobie z mężczyzną, nie ustępując miejsca. Zamówiła posiłek i wydawałoby się, że atmosfera wróci do normy. Goście zaczęli zajmować się na powrót sobą, gdy do karczmy zawitała nowa osoba. Również kobieta. Tyle, że ludzka, o włosach koloru ognia. Tego, co stało się potem Rowena akurat nie przewidziała. Jedynie mocniej przytrzymała Kot’eleivena.
Ruda dopadła do mrocznej, rzucając się jak pies na kawałek mięsa, szarpiąc i potrząsając elfką. Przez moment białowłosa widziała własne odbicie w twarzy rudej dziewki. Ta sama złość i niechęć do obcej rasy. Do elfów. Z tymże Rowena wolała znacznie subtelniejsze metody. Nie pozwalała sobie w takich momentach na impulsywność. Poza tym nie przechodziła do czynów, jeśli nie była pewna, czy wróg jest w rzeczywistości wrogiem ludzkości. W sytuacji, w jakiej znalazła się mroczna przed paroma minutami, białowłosa postąpiłaby tak samo. Nie było powodu, dla którego Rowena poparłaby sprawę rudowłosej wojowniczki. Na dodatek sama spędzała czas w towarzystwie elfa.
Czekaj – szepnęła mu do ucha. – Ciekawa jestem, co z tego wyniknie. Jeśli mroczna się obroni, może w trakcie bójki, ta ruda straci swoją sakiewkę. Jeśli to elfka wypadnie z hukiem, nie zmarnujemy jej zamówienia – uśmiechnęła się szelmowsko, oczekując dalszego ciągu zdarzeń.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

30 gru 2012, 13:40

Kot z każdą upływającą chwilą w karczmie, zaczynał zdawać sobie sprawę, że nie robi tego co powinien. Nie był tu bezpieczny, wręcz przeciwnie, nie powinien się pokazywać w miejscach publicznych, a już na pewno nie w wypełnionych po brzegi ludźmi karczmach. W końcu przyszło nam żyć w czasach, gdzie każdy jest gotów zabić, byle by dostać trochę złota. Poza tym, im dłużej siedział bezczynnie, zajęty zwykłą rozmową, zaczynał czuć się jakoś nieswojo. Do tej pory wszystko co robił, było robione w ciągłym biegu, bez chwili odpoczynku i zawsze robione w jakimś konkretnym celu. Miał wrażenie, że robi dobrą minę do złej gry.
Kot'eleiven był też szczerze zdziwiony tym, jak bardzo zmieniało się zachowanie Roweny. W tym momencie, zachowywała się już kompletnie przyjaźnie, odnosił wręcz dziwne wrażenie, że nawet jej uprzedzenia jakoś przestały mieć znaczenie. Zaczął dostrzegać w niej sojusznika. Była niczym kompan, wierny członek drużyny, na którym zawsze można polegać. Dobra do miecza jak i do kielicha.
- Czemu miałbym skończyć w lochach? – odpowiedział pytaniem na pytanie, gdyż nie widział potrzeby aby zachowywać jakieś szczególne zasady kultury i przyjętych standardów zachowania. Ściszył głos, w końcu nie chciał jakiegoś szczególnego rozgłosu, choć nie miał też w planach jakiegoś ukrywania się. Jeżeli ktokolwiek słyszał o poszukiwanym elfie, rozpoznał by go nawet po pijaku. - Wiesz, Aleks został burmistrzem, tak więc odpowiada przed radą, musi postępować zgodnie z jej rozkazami. Albo przynajmniej powinien. A ja… A ja znalazłem się w złym miejscu, o złym czasie i… I jestem poszukiwany w całej Autonomii listem gończym. Więc jeżeli będzie taka potrzeba, Aleksis zapewne będzie zmuszony wtrącić mnie do lochu – rzekł, odruchowo rozglądając się na boki, jak gdyby oczekiwał, że nagle ktoś rzuci się na niego z mieczem, by doprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości. - Co prawda jestem niewinny, albo w każdym razie tak powinienem być traktowany, ale cóż, jak zapewne wiesz, nie ma sprawiedliwości na tym podłym świecie – po tych słowach elf spojrzał zazdrośnie na jednego z gości karczmy, który niósł w rękach dwa pełne kufle piwa. Zrezygnowany oparł brodę na rękach, wpatrując się w stół, jakby liczył, że znajdzie tam jakieś porzucone suwereny. Gdy tak obserwował ten jakże interesujący, wielki kawał do drewna, usłyszał że ktoś wchodzi do karczmy. Od niechcenia podniósł głowę, obstawiając że to kolejny, zwykły pijak, który nie może wytrzymać bez swego ukochanego trunku. Jego głowa jednak od razu poderwała się do góry, gdy w drzwiach stanęła mroczna elfka. Elf zmierzył ją groźnym spojrzeniem, w razie gdyby chciała przysiąść się do stołu. - Jak ona śmie, pojawiać się w takim miejscu jak to? Takie ścierwa powinny wrócić do swoich przeklętych, ciemnych jaskiń i siedzieć tam, aż nie zdechną ze starości – powiedział zdenerwowany, bardziej do siebie niż do siedzącej obok towarzyszki, odwracając ostentacyjnie głowę, dając do zrozumienia że nie chce nawet na nią patrzeć. Wrogość do tej rasy była mu wpajana od urodzenia. Co prawda nigdy bezpośrednio, jednak wszystko co mówiono o nich w jego rodzinnym mieście, zdecydowanie stawiało ich w złym świetle. Z resztą, Kot nie potrzebował czyjejś opinii o tym plugastwie, wystarczyło tylko się zastanowić, czym są te pomioty. Oczywistym jest, że nie jest to nic innego, jak podrasa prawdziwych, leśnych elfów. Były to po prostu niegodne swojego miana osobniki, które zostały wygnane do jaskiń i podziemi, aby wieść życie z dala od wszystkiego co dobre. Gdyby nie fakt, że są w miejscu publicznym, zapewne już dawno pozbył by się jej stąd.
Kot'eleiven nie spuszczał oka z mrocznej elfki, był niemal pewien, że zaraz zrobi coś, co nie obejdzie się bez echa. I dokładnie tak jak przewidział, już na wejściu zaczęła sprawiać problemy, wdając się w kłótnię z jednym z siedzących przy stole ludzi. W międzyczasie kątem oka ujrzał, jak do karczmy wchodzi nieznana mu, czerwonowłosa kobieta. W sumie, jakoś niespecjalnie by się nią zainteresował, gdyby nie to, że po usłyszeniu słów elfki, ruszyła ku niej wściekle, po czym podniosła ją z siedzenia i zaczęła pouczać, jak jakieś bezczelne dziecko. Kot odchylił się lekko do tyłu, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Poczuł rękę białowłosej na ramieniu, jednak odepchnął jej dłoń delikatnie, kręcąc powoli głową, chcąc dać do zrozumienia, że nie ma zamiaru się w to mieszać. Jej następne słowa skwitował jeszcze szerszym uśmiechem. - Dobry pomysł. Jak dobrze pójdzie, to będziemy mogli się zabawić czyimś kosztem – rzekł wesoło, pocierając ręce w prostym geście, obserwując rozwój sytuacji.
Awatar użytkownika
Elavir
Posty: 69
Rejestracja: 18 cze 2012, 07:47
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30525#30525

30 gru 2012, 18:37

Jak zwykle, nasza kochana Elavir nie pomyśli, zanim coś uczyni. Dorwała się do właściwie bogom ducha winnej elfki… O czym my tu rozmawiamy. To przecież elf. Elfy są złe i nie można traktować ich inaczej.
"Atak" rudej na ciemnoskórą został skwitowany śmiechem, co tylko podburzyło jej wściekłość. Ale… pozostaje tutaj jedno, zasadnicze "ale". Bowiem który normalny siepacz spiczastouchych poświęci szansę na spokojny wypoczynek i ewentualny późniejszy zarobek tylko dlatego, że jakaś istota niższa mu w tym przeszkodziła? Nie, Bestia z Lokent miała jeszcze resztki rozsądku. A może było to tylko zmęczenie? W każdym razie postanowiła puścić elfkę i również odpowiedzieć jej śmiechem, tyle, że dużo głośniejszym i takim… fanatycznym, strasznym.
Ty tępa strzało, naprawdę myślisz, że będę marnowała na ciebie czas? Ja tylko Cię ostrzegam – warknęła i wytarła dłoń, którą trzymała kobietę o swoje ubranie. "Bleeeeeeh, będę teraz nią śmierdzieć".
Żebyś więcej nie wchodziła tym ludziom w drogę, bo widzisz, wybieram się do burmistrza, a ten z pewnością nie będzie zadowolony, kiedy usłyszy, że jakaś przypadkowa, mroczna elfka postanowiła postraszyć jego podatników tak ot, dla zabawy – powiedziała, dając jej znak tego, iż ma ją na oku, i natychmiast odsunęła się, idąc w swoją stronę. Odwróciła się do oberżysty i dopiero tam zdjęła z głowy kaptur.
Proszę pana, radziłabym uważać na tę… sucz. Może i płaci, ale śmierdzi mi paskudnym występkiem – mruknęła cicho, a więc tak, aby prócz mężczyzny nikt nie usłyszał.
A, i chciałabym na jedną noc wynająć tutaj pokój. Jestem po ciężkiej podróży. Chciałabym też prosić o miseczkę ciepłej, posolonej kaszy i kufel piwska. Jakby jedna z pańskich służek ją przyniosła do tego pokoju, to byłabym bardzo, ale to bardzo zadowolona – wyjęła ze swojej sakiewki drobne, których łączna wartość wynosiła pół suwerena. Westchnęła, bowiem za pozostałe pieniądze długo nie pożyje, szczególnie w obcym mieście. "Trza roboty szukać. I nie ma, że boli."
Karczmarz zabrał pieniądze i poszedł po klucz do jednego z pokoi przybytku. W tym czasie kobieta poszła po swoje futro i wtedy też rzuciła okiem na białowłosa kobietę rozmawiającą z kolejnym, brudnym elfem. Prychnęła pod nosem, jako, że nie mogła pojąć, jak dorodne, ludzkie dziewczęta mogły zadawać się z takim… czymś. Powtórzyła jedynie w myślach zdanie "Jak nie urok, to sraczka albo przemarsz wojsk" i kiedy tylko otrzymała kluczyk, ruszyła w wyznaczone dla niej miejsce. Poczekała tylko, aż służąca przyniesie jej posiłek, spożyła go, zamknęła drzwi na zamek i położyła się spać.
***
Następnego dnia Elavir będąc już w pełni sił, założyła na siebie futro i meldując się jedynie oberżyście, wyszła z budynku, z impetem zamykając drzwi. Rozmyślała jedynie o tym, jaką robotę może dostać u burmistrza.

<z/t>
Awatar użytkownika
Viss
Posty: 40
Rejestracja: 18 sie 2012, 20:35
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33187#33187

30 gru 2012, 20:36

Ruda wreszcie zwolniła uścisk. Elfka, nie zaprzestając się uśmiechać, wygładziła jedynie wymiętoszoną koszulę. Mogłoby się wydawać, że całkowicie zignorowała czcze pogróżki kobiety, w rzeczywistości zaś pilnie słuchała, zapamiętując każdą obelgę, jaką skierowano pod jej adresem. Nie czekając nawet, aż tamta odejdzie w swoją stronę, podniosła krzesło i miedziaka, chwilę później powracając do czynności, które wykonywała, zanim agresorka brutalnie jej przerwała.
Kobieta odwróciła się i odmaszerowała w kierunku szynkwasu. Gdy Viss przestała odczuwać jej oddech na karku, kątem oka jeszcze przez chwilę ją obserwowała. Momentalnie z twarzy mrocznej spłynął wszelki wyraz, pozostawiając ledwo dostrzegalną, czystą nienawiść, zapisaną w lekko przymrużonych powiekach i zmarszczonych brwiach.
Powierzchniowa szuja. – wymamrotała, będąc pewną, że nikt poza nią samą nie dosłyszy tych słów.
Czuła spoczywające na niej spojrzenia kilku gości oberży. Zawiedzione spojrzenia. Wiedziała, na co liczyli – na rozlew jej krwi, krwi mrocznego elfa. Nie pozostając dłużną, poczęła wpatrywać się w każdego z gapiów z osobna. Mieszczanie, moczymordy i inne wywłoki z niższych warstw społecznych szybko odwracały wzrok, nagle znajdując niesamowicie interesującą pajęczynę w rogu przy suficie lub podziwiając taniec płatków śniegu za oknami.
Przy wejściu zasiadało dwoje podróżnych, również świadków zaistniałego zamieszania. Viss nie zatrzymała na nich spojrzenia zbyt długo – nie wyglądali na takich, co daliby się przestraszyć samą powierzchownością elfa z podziemi, i z pewnością nie byli miejscowym motłochem.
Dziewka niosąca jej zamówienie wreszcie wychyliła się nieśmiało zza rogu, upewniając się, że nie oberwie krzesłem lub innym narzędziem karczemnej bójki. Odetchnąwszy z ulgą, podeszła szybko do mrocznej, wprawnie zaserwowała żądane jadło i trunek, po czym oddaliła się, unikając spojrzenia klientki.
Nie czekając, elfka podniosła sztućce, odkroiła pierwszy kawałek pieczeni, spróbowała mięsa. Najwyższych lotów to ono nie było, ale czegóż można oczekiwać po przybytku takim, jak ten?
Jadła powoli, pomimo głodu. Nie znosiła braku manier przy stole, choć nie była wysokiego urodzenia. Przynajmniej nie na powierzchni. Skończywszy posiłek, chwyciła kielich ze stygnącym już grzanym winem, starając się odprężyć. Każde kolejne ciekawskie spojrzenie starała się ignorować, licząc na to, że emocje wywołane "występem" rudej prędko zanikną.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 219
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

04 sty 2013, 15:28

Sytuacja zaistniała między ludzką kobietą a morczną elfką bez reszty wciągnęła Rowenę, która z błyskiem w oczach obserwowała zajście, licząc na więcej. Kot’eleiven podzielał jej zainteresowanie. Sama bójka byłaby przednia, a skorzystanie z okazji, by ukraść czy to sakiewkę, czy posiłek, wywoływała szersze uśmiechy na ich twarzach. Elf wycedził pod adresem mrocznej kilka obelżywych słów. Wiedziała o tym, że te obie spokrewnione ze sobą rasy nie żywiły do siebie miłości, lecz nie miała pojęcia dlaczego? Faktem jednak było, że mroczni nigdzie nie byli mile widziani, kojarząc się z plugastwem i grzechem.
Rowena i Kot’eleiven zacierali dłonie, mając nadzieję, że zaraz napełnią brzuchy i nawilżą spragnione gardła, kiedy czerwonowłosa ochłonęła, puściła mroczną, rzucając jedynie kilka słów w jej stronę. Po czym udała się do szynkwasu. I na tym się skończyło. Nadzieja zgasła równie szybko, jak się pojawiła.
Szlag – mruknęła.
Zasępiła się nieco, bo pić jej się chciało niemiłosiernie. Głód zdołała jeszcze jakoś przetrzymać. Na dodatek, miała wrażenie, że wszystkich wokół stać na jadło i napitek. Nawet rudowłosą, która obrzuciła dwójkę srogim, pełnym pogardy spojrzeniem.
Co za czasy – westchnęła, a jej myśli pobiegły ku wcześniejszym słowa elfa. Wpierw popatrzyła na niego, marszcząc lekko brwi i analizując, co rzekł. – Listem gończym? To co ty robisz w karczmie? Przecież tu jest od cholery osób. Ktoś mógłby cię z łatwością rozpoznać – syknęła cicho. – Słowa o niewinności głowy nie uratują. Natomiast, co do burmistrza…Aleksis jeszcze nie objął na dobre tego urzędu. Ma mnóstwo spraw do załatwienia i tonie w papierach. Wpierw musi jeszcze wystawić festyn, a to daje sporo czasu, aby przeciągnąć go na swoją stronę. Mój wpływ na alchemika ma specyficzny charakter, ale zawsze lepsze to, niż nic – wzruszyła ramionami.
Wieczór zapadł już na dobre. Jedni goście opuszczali oberżę, inni przybywali. Kupcy, biedna szlachta, mieszczanie. Przychodzili tu zjeść, wypić, wymienić informacje lub zagrać w kości. Rowena spoglądała na nich pobieżnie, czując, że zasiedziała się dość długo. Zdążyła się rozgrzać, by dojść do Ratusza. Jednak nadal wizja chłodu na dworze i braku płaszcza przygnębiała ją i zniechęcała do opuszczenia karczmy. Z drugiej strony nie miała tu nic do roboty. Przypuszczała, że Kot również.
Mam wrażenie, że im szybciej załatwimy te sprawy, tym lepiej – wyrzekła, spojrzała z ukosa na elfa. – Tutaj i tak nie ma co robić.
Czekała na jego odpowiedź lub jakąkolwiek inną reakcję. Pomyślała też, że w Ratuszu będzie mogła na nowo się ogrzać i zasnąć gdzieś w holu. Zawsze mogła zasłonić się bliską znajomością z burmistrzem. Choć na razie nikt jej w to nie uwierzy, dopóki nie zacznie się z nim publicznie pokazywać. Na to zaradzić mógł festyn, jednak czy białowłosa pasowałaby do boku burmistrza w specjalnie dla niej skrojonej i uszytej sukni, w klejnotach i ufryzowanych włosach? Sama nie potrafiła wyobrazić sobie takiego obrazka, co dopiero inni. I może jeszcze ze sztyletem zatkniętym za pończochą.
Ospale sięgnęła po torbę i miecz, szykując się do drogi. Ratusz nie mieścił się specjalnie daleko. Oberża i magistrat stanowiły główne obiekty centrum Minaloit. To tu koncentrowało się życie górniczego miasteczka. Rowena wciąż nie mogła zrozumieć, dlaczego wybrała się akurat tutaj? Słyszała jedynie, że Minaloit wielkością ustępuje Wolenvain, aczkolwiek teraz nie była pewna, czy jest to prawdą. Mieścina mogła być za to bogatsza, dzięki kopalniom, jeśli wydobywa się w nich cenne kruszce. A wkrótce Aleksis miał stać się właścicielem tego bogactwa. Dziewczyna, która nie zaznała nigdy luksusu, nie była przekonana, czy odnalazłaby się w takim świecie. Ale do tego czasu jeszcze wiele wody miało upłynąć w rzece.
Idziesz? – zapytała, wstając od stołu i kierując się ku wyjściu. Po drodze beznamiętnie przyjrzała się mrocznej. Wreszcie dotarła do drzwi i pchnęła je, wychodząc na chłód i wilgoć, przenikające w głąb kości.

[z/t]
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

04 sty 2013, 19:32

Nieciekawa sytuacja pomiędzy dwiema kobietami, zgasła równie szybko, jak szybko się zaogniła. Niestety, ku lekkiemu rozczarowaniu elfa, nawet mrocznej jakoś szczególnie się nie oberwało, co najwyżej parę negatywnych określeń padło w jej kierunku. Wyglądało na to, że będą musieli tu spędzić jeszcze trochę czasu na trzeźwo. Nie uśmiechała mu się zbytnio ta opcja, ale nie było co ukrywać, decyzja należała przede wszystkim do Roweny. Czuł się jakby podlegał jej, niczym żołnierz generałowi, choć to przecież od Aleksa zależało teraz jego życie.
Aleksis Bentrum, wyborny alchemik, kulturalny, na swój sposób genialny, uwielbiany przez ludzi… Takiego pamiętał go od czasu ich ostatniego spotkania. Albo przynajmniej z opowiadań mieszkańców Wolenvain i Minaloit, w końcu jego spotkanie z Bentrumem nie należało do jakoś specjalnie towarzyskich i nie mieli okazji bliżej się poznać. Teraz jednak Aleks był burmistrzem, osobą postawioną na tyle wysoko, by liznąć już prawdziwej władzy. A prócz alkoholu, niewiele jest rzeczy które zmieniają człowieka tak samo jak właśnie władza. No i nie można było zapomnieć o tym, że Aleksis jest po dość traumatycznych przeżyciach oraz że stracił to i owo… To nie będzie prosta rozmowa, oj nie. Elf nie czuł jednak jakiegoś szczególnego stresu czy podenerwowania. Przeżył już tyle, że niewiele rzeczy potrafiło go przejąć. Oczywiście, miał swoje troski i zmartwienia, jednak w większości nie chodziło o jego przyszłość. To teraźniejszość się liczyła, to właśnie teraz wszystko mógł zmienić przez parę słów, parę ruchów, to teraz tworzyła się jego przyszłość.
Zwrócił uwagę na białowłosą, której prawdopodobnie też niespecjalnie odpowiadała obecna sytuacja. Nagle jednak zaczęła wspominać o liście gończym, przez co Kot delikatnie podniósł otwartą dłoń, kierując ją potem ku dołowi, chcąc dać do zrozumienia, by mówiła ciszej, chodź i tak niemal szeptała. Ale mimo wszystko wolał dmuchać na zimne, w końcu po co komu teraz kłopoty?
- Słuchaj skarbie, jeżeli ktokolwiek z nich rzuciłby się na mnie teraz, to mógłbym przysiąc, że z przyjemnością odciął bym mu ten durny łeb, jednym cięciem kosy lub miecza – odchylił się, odruchowo spoglądając na swoją wspaniałą broń, a następnie z uśmiechem wpatrując się w oblicze Roweny. Gdy jednak elf ujrzał że jego towarzyszka bierze to wszystko bardzo poważnie, usiadł prosto i w moment spoważniał. Wpatrywał się w nią swoim mądrym spojrzeniem, spojrzeniem osoby doświadczonej a jednak zbyt mało poważnej. - Cóż, mało wiem o tym Twoim alchemiku. Wierzę jednak na słowo i zdam się tutaj na Twoje podejście do sprawy – przerwał na chwilę, celowo obracając głowę ku mrocznej elfce, licząc że zauważy ten gest. W końcu jakże mógłby przepuścić okazję do zaczepki? Po czym rzekł głośno, po raz kolejny nie tyle do samej Roweny, co do osób wokół: - Masz rację, nie warto tutaj siedzieć –
Kot przeciągnął się powoli, następnie chwycił stojącą obok kosę i zastukał parę razy o podłoże. Nie wiedział, skąd pojawił się u niego ten dziwny nawyk, jednak robił tak coraz częściej. Sprawdził cały swój ekwipunek, szczególnie upewniając się czy nie zgubił drogocennej bryłki, po czym odgarnął swoje długie włosy i zerknął w kierunku białowłosej Gdy podniósł głowę, zobaczył że Rowena już stoi przy wyjściu, czekając na niego. Przewrócił tylko oczami, po czym podniósł się ociężale i ruszył w jej kierunku, nadal niepewnie, ciągle obolały i zmęczony. Po drodze spojrzał się na to coś, co ma czelność zwać się elfem, lecz nic nie powiedział. Nie chciał bójki w takim miejscu jak to. Chociaż gdyby nie jego obecna sytuacja, to kto wie, czy nie pokusiłby się o jakąś delikatną prowokację. Stanął przy towarzyszce, oglądając ją z góry do dołu, jakby po raz pierwszy ją widział.
Chyba nie myślisz, że pozwolę Ci tak wyjść na ten mróz. Przecież kultura to moje drugie imię – rzekł do niej, a na jego twarzy pojawił się typowy dla niego, szeroki uśmiech, z lekką nutą drwiny, po czym ściągnął z siebie swój płaszcz, w którym nosił parę drogocennych i ważnych dla niego rzeczy, a następnie z klasycznym: - Pani pozwoli – nie dając czasu na odmowę, pomógł nałożyć na nią swój beżowy płaszcz. Oczywiście był na nią stanowczo za duży i spora część materiału leżała na ziemi, jednak nie wydawało mu się, by jakoś szczególnie narzekała, biorąc pod uwagę panujące na zewnątrz warunki. Za to on sam pewnie niedługo zacznie, o ile nie zamarznie na tym cholernym mrozie. - Tylko proszę Cię, uważaj na zawartość wewnętrznych kieszeni. Jest tam parę wartościowych rzeczy – rzekł, po czym ruszył za nią, gdyż nie pozwoliła mu otworzyć sobie drzwi. Prychnął tylko, niczym urażona osobistość, po czym skierował swoje kroki na zewnątrz. Od razu poczuł przenikające przez ciało zimno, lecz zaklął tylko pod nosem po elficku, złożył ręce na piersi i ruszył za Roweną.

Z/t
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

27 lut 2013, 23:27

*****
Kot'eleiven nie spodziewał się, że będzie zmuszony tak szybko powrócić do hałaśliwej, tłumnie obleganej karczmy. Właściwie w ogóle nie podejrzewał, że będzie mógł chodzić po karczmach, bez specjalnego ukrywania się czy chodzenia w kapturze. Gdy przybył tu niespełna dwa dni temu, czekała na niego w środku całkiem miła niespodzianka, którą z resztą dzisiaj przyprowadził. Może nieco uciążliwa, ale zdecydowanie miła. Miał jednak nadzieję, że tym razem nie czekają go żadne niespodzianki, tym bardziej jeżeli chodzi o cenę, jaką będzie zmuszony zapłacić za spędzenie nocy w tym, jakże lubianym przez niego miejscu. Co prawda sypianie w karczmach niosło ze sobą pewne ryzyko, tym bardziej że nie było to miejsce przeznaczone dla ludzi z wyższych sfer, a i straż nie zaglądała zbyt często, przynajmniej przed zmrokiem, zanim zaczną się typowe bójki upitych ludzi i krasnoludów.
Był to kolejny powód, dla którego podobne miejsca były zdaniem Kota niemal wyjątkowe. Spotykanie osobników różnych ras na ulicy, nie było niczym dziwnym ani szczególnie nadzwyczajnym, w końcu musiał się przygotować na to każdy, kto mieszka w większym mieście. Jednak kiedy przy stole siedzą wspólnie, niemalże jak bracia, krasnoludy, ludzie, elfy czy orkowie, bez żadnych uprzedzeń, śmiejąc się do rozpuku i popijając wspaniałe, wysokoprocentowe trunki, wręcz ciężko się nie uśmiechnąć. Miało to też oczywiście swoje złe strony, do podobnych miejsc przybywały różne osoby, z bardzo różnym nastawieniem i wystarczył jeden spór elfa z krasnoludem, przeważnie o jakąś bzdurę, jedno niewłaściwe słowo i już obaj skakali sobie do gardeł. A Kot wcale nie był wyjątkiem, jeżeli chodzi o rasizm. Był tolerancyjny, mógł znieść towarzystwo prawie każdej osoby, niezależnie od majętności, rasę czy wygląd. Prawie. Jedyną, nietolerowaną przez młodego elfa rasą, były jego gorsze odpowiedniki, podrasa prawdziwych, leśnych elfów, zamieszkujące ciemne jaskinie i podziemia, mroczne elfy. Owa nienawiść do tej rasy, była dla niego niemal oczywista i naturalna, Kot'eleiven wręcz nie wyobrażał sobie, by mogło być inaczej. Te obrzydliwe śmiecie były dla niego niczym margines społeczny, niegodne pokazywania się publicznie, przynoszące wstyd i hańbę prawdziwym, dumnym elfom. Oczywiście nie rzucał się na każdego mrocznego osobnika, jakiego zobaczył, jednak nie tolerował z ich strony żadnej, choćby najmniejszej zniewagi.
Zrobił kilka pierwszych kroków, wyprzedzając przed wejściem Rowenę i kulturalnie, otwierając jej drzwi, wpuścił pierwszą do środka. Cóż, jak wiadomo, kultura ważna rzecz. Gdy sam wszedł do dusznego pomieszczenia, które uderzyło go w twarz ciepłem zaraz po wejściu, zatrzymał się na chwilę i rozejrzał się wokół, z delikatnym uśmiechem napawając się hałasem i zgiełkiem panującym w karczmie. Powoli zbliżał się wieczór i większość mieszkańców zaczynała się już schodzić, by odreagować trudy dnia przy kuflu piwa ze znajomymi. Ach, jak dobrze było wejść do karczmy z sakiewką pełną wartościowych monet. Mimo wszystko, będzie musiał się kontrolować, jeżeli chodzi o picie. Cóż, może i potrafił trochę wypić, jednak nigdy nie wiadomo, co może mu strzelić do łba, gdy we krwi znajdzie się zbyt dużo zacnego napoju. Oby tylko mieli dobry alkohol – przeszło mu przez myśl, gdy zaczął odczuwać nagłe, silne pragnienie, wywołane samym spoglądaniem na popijających w karczmie gości. Na samą myśl o wspaniałym napoju, elf ruszył szybkim krokiem do lady, szukając wzrokiem właściciela przybytku. Na szczęście był na swoim miejscu, czekając za ladą, wymieniając jakieś spostrzeżenia ze swoim, jak podejrzewał, pomocnikiem.
Mężczyzna nie przypominał typowego, obskurnego gospodarza, z jakimi często można spotkać się w tańszych karczmach. Ubrany był w schludny, elegancki strój, niemal niczym szlachcic, zupełnie gryząc się z otoczeniem. Kot uderzył kilka razy o ladę, chcąc zwrócić na siebie uwagę oberżysty, jednocześnie kładąc torbę Roweny na ziemi, nie puszczając jednak uchwytu. Tutaj trzeba było uważać na swój dobytek, gdyż można było bardzo łatwo go stracić, przez zwykłą chwilę nieuwagi.
- Moje uszanowanie, dobry gospodarzu! Macie może jakieś wolne miejsca na górze? Chętnie wynająłbym pokój na jedną noc. No i oczywiście ze dwa piwka proszę, na dobry początek oraz jakąś porządną zagryzkę do tego, jeśli łaska – rzekł wesoło, śmiejąc się donośnie, zerkając zmęczonymi oczami na faceta. Lubił czasem zagrać typowego, hałaśliwego, lubiącego winko osobnika. - I mam nadzieję że cena będzie sprawiedliwa, dobry Panie – rzekł do niego nieco podniesionym głosem, tak by nie zagłuszał go hałas gości, a wolał mieć pewność, że akurat te konkretne słowa usłyszy. - I jeszcze jeśli mógłbym poprosić o jakąś miednicę z ciepłą wodą i jakieś mydło, coby zmyć z siebie trudy podróży. Na razie posiedzę z piękną damą na dole, jednak chciałbym żeby była gotowa, gdy pójdę do pokoju. Ile będę winien? – Spytał, unosząc jedną brew w pytającym geście, jednocześnie, niby przypadkowo, uderzając prawą ręką o pękatą sakiewkę. Miał nadzieję że właściciel nie będzie starał się go oszukać i poda uczciwą cenę, nie chciał przecież robić scen przed wszystkimi, tym bardziej że lubił czasem pokłócić się o forsę. Co prawda mówi się, że pieniądze są po to, żeby je wydawać, jednak Kot nigdy nie był zbyt rozrzutny i tym razem także nie miał zamiaru przepłacać. W końcu tymi pieniędzmi będzie musiał zadowolić się przez dłuższy czas, z racji tego że ciężko będzie mu znaleźć jakiś łatwy zarobek, będąc poszukiwanym niemal w całej autonomii. Co prawda w Minaloit, ludzie raczej nie przywiązywali do tego jakiejś szczególnej uwagi, jednak koniec końców, został on uznany za winnego. Oczywiście niesprawiedliwie.
Momentalnie przypomniał sobie o trzymanej w kieszeni, magicznej bryłce, którą kupił od więziennego strażnika. Mimo tego, że był to zapewne potężny przedmiot i w dodatku pamiątka po zmarłym towarzyszu, to jednak zakup okazał się nieudany. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zapłacił dziesięć suwerenów, oraz został uznany za poszukiwanego, tylko po to, by dostać bryłkę, z której nawet nie potrafił korzystać. Doskonale zdawał sobie sprawę, że będzie musiał w końcu poznać jej możliwości, ponieważ cena którą za nią zapłacił, była zdecydowanie zbyt wysoka, by tak to zostawić. Tego wieczoru zapewne będzie miał dość dużo czasu, by dokładniej zbadać artefakt i wreszcie wyciągnąć z niego jakieś korzyści. W końcu oparł się ciężko o ladę i wyczekującym wzrokiem spojrzał na właściciela, wpatrując się w niego uważnie, czekając na jego ofertę.
Awatar użytkownika
Sarl
Posty: 628
Rejestracja: 26 kwie 2012, 12:27
GG: 23912838
Karta Postaci: viewtopic.php?p=27349#27349

02 mar 2013, 00:07

MG

Dzień jak co dzień. Takimi słowami Szilard, karczmarz, mógł określić obecną sytuację. Interes prosperował w najlepsze, a najlepiej dało się zobaczyć to właśnie teraz, gdy zbliżał się wieczór. Ludzie kończyli pracę i zapewne jedyne, o czym myśleli, to tylko usiąść przed kuflem piwa albo kieliszkiem wódki i utopić weń kolejny dzień ciężkiej harówy. Przyjezdni, strudzeni drogą, oprócz powyższego marzyli też o łóżku. Do szczęścia brakowało jeszcze dziwek, ale cóż, Senne Licho nie było burdelem. Obie te podstawowe potrzeby lokal mógł jednak zapewnić, a wszyscy byli zadowoleni. Najbardziej chyba sam właściciel, widząc jak mamona szerokim strumieniem wpływa do jego sakiew. Do tego dochodziła też przyjemność z pasji – miło było mu usiąść za barem i pomóc dziewkom obsługiwać klientów, a przy tym obserwować ludzi, wypatrywać kłótni, te sprawy. Czasami można było też spotkać kogoś znajomego, ale w obecnym nieładzie ciężko było usłyszeć nawet własne myśli.
Szilard, bo tak owemu człowiekowi matka dała na imię, pełnił właśnie swoją codzienną wartę za barem. Cierpliwymi i powolnymi, wręcz przypominającymi artretyczne ruchami nabijał swoją fajkę. Nie chodziło nawet o samo palenie – lubił trzymać ją w zębach i przygryzać końcówkę, czując posmak jabłkowego tytoniu. Oparłszy się o ścianę, skupiał się na swoim zadaniu do czasu, aż pojawi się ktoś, kogo będzie należało obsłużyć. Na razie nikogo takiego nie było widać, więc oparł się o ścianę i przytrzymując cybuch fajki zaczął krzesać iskry. Już za pierwszym razem tytoń zajął się i z główki fajki zaczął ulatniać się dym. Szilard zmrużył więc oczy i z niemym zadowoleniem przyglądał się temu, co podarowali mu bogowie. Owszem, czuł się szczęśliwie i taki też był w duchu. Doceniał obrót fortuny, która zaczęła mu sprzyjać i chociaż miał świadomość, że nie będzie trwało to wiecznie, cieszył się tym, co ma. Niewielu tak potrafi.
Mimo gwaru, powoli zaczął przysypiać. Hałas w zupełności mu nie przeszkadzał – przechodził przez jego uszy jako przyjemny szum i sam w sobie usypiał go. Odchylony na swoim krześle i oparty o ścianę, zasnął z uśmiechem zastygniętym na twarzy. Z letargu wybił go dźwięk uderzeń o blat. Nagle otworzył oczy i zachwiał się na krześle, tracąc równowagę i o mało nie upadając. Odzyskał jednak stabilność i podniósł się z zydla, stając naprzeciwko nowoprzybyłego. Okazał się nim elf. Obliźniony. Gębę miał tak charakterystyczną, że rozpoznałby ją od razu. W ogóle, wyglądał na typa spod ciemnej gwiazdy – najemnika albo bandytę. W każdym razie, fizjonomia gości nie interesowała go – dopóty, dopóki nie wszczynali awantur. A elf okazał się całkiem spokojny i ułożony. Zdarza się.
Ano, tak, mamy. Wszystko mamy, wolny pokój powinien się znaleźć – powiedział, uśmiechając się stale. – Proszę zająć miejsce, zaraz wszystko się pojawi – pochylił się i zgrabnym ruchem, jakby niepasującym do niego, wyjął dwa kufle i obrócił się z gracją, odkręcając kurek stojącej kawałek dalej beczki. Napełniwszy oba naczynia, postawił je na ladzie. – Proszę.
Ach, podróżnik… No tak, faktycznie. Proszę zaczekać chwilę. Adrienn! – krzyknął, zwracając się po imieniu do jednej z kobiet, po czym wyszedł na zaplecze. Hałas skutecznie uniemożliwił podsłuchiwanie i Kot nie był w stanie usłyszeć słów karczmarza. Chwilę poźniej ten powrócił, cały czas z tym samym, uprzejmym uśmiechem.
Załatwione, panie. Razem to wszystko to jakieś sześć szylingów.
Wiedział, że cena nie była wygórowana, biorąc pod uwagę warunki. To nie była podrzędna, portowa speluna. Gość wyglądał jednak na w miarę wypłacalnego – taka cena nie powinna sprawić mu kłopotu.
Jeśli będzie trzeba czegoś jeszcze, zawsze tu jestem. Życzę miłego pobytu – dodał jeszcze, po czym skinął głową i zaczekawszy chwilę, czy aby gość niczego więcej nie potrzebuje, po czym wrócił na swoje miejsce. Ano, zdarza się.

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 3 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Grynfa, Vereomil
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.