Oberża pod sennym Lichem

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Ternadil
Posty: 168
Rejestracja: 26 lut 2011, 07:17
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=155

Oberża pod sennym Lichem

01 lis 2011, 15:18

Obrazek

Mniej zamożna część miasta ma więcej do zaoferowania, niż mogłoby się wydawać bogatszym mieszkańcom głównych ulic. Właśnie jednym z miejsc, odwiedzanych przez biedniejsze pospólstwo, jest owa gospoda. Nie należy do ogromnych, lecz spokojnie mieści kilka podłużnych, sześcioosobowych stołów oraz zaplecze z magazynem. Często kręci się tutaj sporo osób, a w godzinach szczytu zapach pieczonego mięsa i ziemniaków nie ulatnia się stąd ani na chwilę. Na pierwszym piętrze znajduje się kilka pokoi do wynajęcia, oczywiście za odpowiednią opłatą. Pokoje nie są duże, jednak bardzo łatwo mieszczą łóżko, większą szafę na rzeczy podróżne i mniejszą szafkę na rzeczy bardziej podręczne. Widać, że mimo nieco mrocznego umiejscowienia, karczma jest nad wyraz zadbana i nieźle wyposażona. To za sprawą właściciela – Tomasza – szlachcica, który właściwie z własnych środków wyremontował i przywrócił do świetności ten budynek, zamieniając go na karczmę dla mniej bogatych. Mając pieniądze, spokojnie jest w stanie utrzymać tu należyty porządek i spokój. Ogólnie budynek można uznać za kamienicę z drewnianymi elementami. Do wejścia prowadzą dwuskrzydłowe drzwi, nad którymi widnieje tablica ze starannie wyrytym napisem: "Oberża pod sennym Lichem".

W pewnym momencie, nieprzyjemny chłód spowił główne pomieszczenie gospody, bowiem otworzyły się jej drzwi. Ternadil uchylił je masywną łapą, jednocześnie robiąc przejście dla Junali. Skinął głową, by poszła przodem, jak nakazywała kultura. Przekroczył próg zaraz po niej, ogarniając wzrokiem niemal puste, mroczne wnętrze. Największym źródłem światła był dość duży kominek, oprócz tego na ścianach umieszczone były świece, niektóre już ledwo tlące się słabym płomieniem. Oprócz właściciela, Tomasza, było tu dwóch gości, z czego jeden porządnie już podchmielony. Z tego właśnie względu, minotaur wolał skupić wzrok na tym drugim, tajemniczo sączącym czerwony trunek w kieliszku. Natychmiast zwrócił uwagę na nietutejszą kobietę, przyglądając jej się uważnie, jakby całkiem nie zdawał sobie sprawy, że Ternadil obserwuje go z równym zaangażowaniem i podejrzliwością. Dobrze wiedział, czym zostało wywołane owo zainteresowanie jegomościa. Uroda Junali zaprawdę przyciągała spojrzenia, często wywołując również nieskromne myśli. W tym momencie przypomniał sobie jej pochwałę, na którą – nie wiedzieć czemu – nie odpowiedział. Być może jej dotyk znów odjął mu mowę, pozwalając jedynie na odwzajemnienie uśmiechu. Ten rodzaj jej 'magii' musiał jeszcze odkryć, zwłaszcza, że potrafił go dość łatwo obezwładnić, w pewnym sensie. Podeszli jeszcze kilka kroków w stronę lady, gdy z góry dały się słyszeć niepohamowane odgłosy.. rozkoszującej się sobą pary. Krzyki kobiety, może nie bardzo głośne, ale z pewnością wywołane podnieceniem, prowokowały jeszcze bardziej. - Jesteś pewna, że chcesz tu spędzić noc..? – Spytał trochę nieśmiało, teraz już na prawdę mając wątpliwości co do bezpieczeństwa tego miejsca, z drugiej strony jednak wiedząc, że zapewne innego nie znajdą.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

02 mar 2013, 12:29

Robienie interesów z prowadzącym przybytek mężczyzną, okazało się samą przyjemnością. Karczmarz okazał się całkowicie sprawiedliwym facetem i podał cenę, jaką elf przyjął za odpowiednią i jak najbardziej właściwą. Na jego twarzy pojawił się lekki wyraz zadowolenia, a Kot od razu poczuł się lepiej na myśl, że ten wieczór spędzi w ciepłym łożu, po smacznym posiłku. Zapowiadało się na to, że nic ani nikt nie zepsuje mu tego wieczora i będzie mógł w spokoju raczyć się swoim trunkiem, jedzeniem i miłym towarzystwem. Choć koniec końców, nie był przyzwyczajony do sypiania w karczmach. Przesiadywanie w nich, jak najbardziej, ale na pewno nie sen. Bolało go jednak, że musiał zapłacić. Mimo wszystko, była to dość droga noc, biorąc pod uwagę, że nie "zarobił" ostatnio zbyt wiele, a nie był pewien, jak długo będzie musiał przeżyć za zdobyte pieniądze. Co prawda w takim tempie, powinien przeżyć jeszcze miesiąc, łażąc po karczmach i sypiając w wygodnych łóżkach, jednak na dłuższą metę, było to raczej życie chwilą.
Właściwie nigdy nie spodziewał się, że będzie musiał tak żyć. Mieszkając w małej, ludzkiej wiosce, miał stałą pracę, miejsce do spania i nie najgorsze jadło na stole. Mimo wszystko, takie życie nie było dla niego, przez co wyniósł się stamtąd przy najbliższej okazji, która trafiła się dopiero po wielu, wielu latach. Do Wolenvain przybył, licząc na podobny przebieg spraw, chciał szybko zająć się jakimś zawodem, który pozwoliłby mu zarobić na siebie i odnaleźć się jakoś w wielkim mieście. Niestety, jak to zwykle w życiu bywa, poszło zupełnie nie po jego myśli, przez co był zmuszony do znajdowania dorywczych prac. Los drwił sobie z niego, odkąd po raz pierwszy przekroczył bramę, zasypując go kaskadą klęsk i niepowodzeń, czyniąc kimś zupełnie innym.
A kim, lub raczej czym, był teraz? Wszędzie dokąd się udał, niósł ze sobą ból i śmierć. Był niczym zły omen, krążący po miastach, by siać chaos oraz zniszczenie. Szybko dorobił się wielu blizn i śladów, optymizm i pozytywne nastawienie, zostały brutalnie zastąpione pesymizmem i niechęcią do wszystkiego, co dobre i prawe, a wspaniały, dumny miecz, został zastąpiony bezlitosną, morderczą kosą, odbierającą życia niemal na zawołanie. Był poszukiwany listem gończym, zniszczył dobytek życia samego burmistrza, a mimo to ciągle patrzył jedynie przez pryzmat samego siebie, nie okazując współczucia czy chociaż żalu. A jakby tego wszystkiego było mało, musiał okradać zabitych, niczym zwykły sęp. Och, wspaniała Ylmino, bądź łaskawa dla swego sługi – pomyślał, przepełniony nagłym skonsternowaniem, przeplatanym poczuciem wewnętrznego wstydu.
Momentalnie uświadomił sobie, że ciągle stoi przed ladą drewnianą, ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dal, w momencie gdy gospodarz cierpliwie czeka na zapłatę, nie mając bladego pojęcia, co się dzieje z jego klientem. Długouchy pokręcił szybko głową, próbując się nieco otrząsnąć, przestać zaprzątać sobie głowę nic nie znaczącymi bzdurami. Jego twarz zmieniła wyraz, delikatny uśmiech został zastąpiony lodowatą, posępną miną, a wzrok przestał być wesoły i żądny zabawy. Wrócił.
- Dziękuję bardzo, gospodarzu – odparł, bez nuty ciepła w głosie, wykonując sztywny, ledwo zauważalny ukłon. Następnie sięgnął niechętnie do swojej sakiewki, wyciągając z niej dokładnie sześć szylingów. Rzucił pieniądze na blat, niedbale i bez należnego im szacunku, wziął klucz do pokoju który otrzymał od mężczyzny, gdy ten wziął należne pieniądze, po czym sam obrócił się na pięcie i ruszył w kierunku wolnego stołu, umiejscowionego gdzieś w rogu sali, poza widokiem. Nie chciał narażać się na ewentualne, nieproszone towarzystwo, ze strony natrętnych pijaków, szukających jakiejkolwiek rozrywki. Nie miał humoru na podobne sytuacje, a nie chciał by ktoś skończył ten wieczór z podbitym okiem. Był wręcz zaskoczony, w jak łatwy, żałosny sposób zepsuł sobie humor. Wielokrotnie myślał o podobnych sprawach, jednak tym razem, zabolało jakoś szczególnie.
Zbliżył się do stołu, elegancko odsuwając krzesło Rowenie, by zasiadła pierwsza. Gdy już kobieta burmistrza spoczęła przy stole, on sam ciężko opadł na krzesło, kładąc na ziemi jej torbę, kosę oraz laskę, układając je możliwie blisko siebie, tak by mieć wszystko w zasięgu wzroku. Zerknął na białowłosą, po czym szybko odwrócił spojrzenie, szukając podającej jadło dziewki. Wolał nie zaczynać żadnego tematu, bez kufla piwa i talerza wypełnionego jadłem. W końcu dojrzał małą, przysadzistą brunetkę, niosącą dwie szklanice wypełnione jasnym, złotym trunkiem, oraz duże naczynie, na którym znajdował się wielki kawał pieczystego oraz bochenek chleba. Kot skinął tylko głową, zmuszając się do krótkiego uśmiechu wobec dziewczyny, po czym chwycił kufel, i nie czekając na żadne toasty, kilkoma łykami upił niemal połowę jego zawartości, wycierając rękawem osiadłą na jego ustach pianę. Cóż, nawet mimo braku humoru, łyk wspaniałego trunku był czymś fantastycznym, czymś, czego bardzo mu brakowało od bardzo dawna. Zdecydowanie powinien częściej odwiedzać takie miejsca. Następnie sięgnął w stronę swojego pasa, dobywając swojego, jakże wielofunkcyjnego sztyletu, po czym pokroił mięso oraz bochen na kilkanaście w miarę równych kawałków. Potem już tylko przysunął sztylet białowłosej, który zaszurał po drewnianym stole, błyszcząc zimną stalą, samemu sięgając po jeden ze świeżo zdobytych w nieznanym mieszkaniu, elfich sztyletów. Co prawda używanie ich jako sztućców, było może nieco prostackie, jednak nie był do nich przekonany zbytnio, a także nie miał okazji używać ich jeszcze w walce, także na razie, będą musiały sprawić się w taki sposób.
- Smacznego – rzekł, obdarzając dziewczę krótkim, choć ciepłym uśmiechem, a następnie nadział najmniejszy kawałek pieczystego na ostrze, po czym wepchnął go sobie do ust. Dawno nie jadł żadnego porządnego posiłku, więc pierwszy kęs był niczym niebo w gębie. Zdecydowanie, warte to było tych siedmiu szylingów, choćby dla tej jednej, krótkiej chwili. Nie miał zamiaru jakoś specjalnie się zajadać, przede wszystkim nie chciał, by jego towarzyszka była głodna. Jemu energii nie brakowało, siły witalne też potrafiły "nasycić", choć raczej mało kto o tym wiedział. Gdy już zaspokoił pragnienie oraz pozbył się uporczywego burczenia w brzuchu, podjął nieśmiało rozmowę, zaczynając jednak od rzeczy istotnych, nawet nie próbując owijać w bawełnę. - Wiesz, że będziemy musieli w końcu iść do ratusza, prawda? – przerwał, popijając kolejny łyk piwa. Zaczynał się obawiać, że jeden kufel, będzie zdecydowanie zbyt małą porcją. - Nie mam pojęcia, czemu nie jest Ci on po drodze, nie mam zamiaru, ani nawet prawa o to wypytywać, jednak dobrze wiesz, że nie powinnaś być tu teraz ze mną. Twoje miejsce jest w ratuszu, a moim zadaniem jest bezpiecznie Cię tam doprowadzić – rzekł, biorąc się za następny kęs wybornego posiłku. Co prawda Aleksis raczej nie będzie zadowolony, kiedy dowie się że jego kobieta szlaja się z kimś, kto jest odpowiedzialny za zniszczenie jego sklepu, wolał więc donieść Rowenę całą i zdrową, by burmistrz nie miał zbytnich pretensji co do tego, jak była w tym czasie traktowana. W końcu będzie zmuszony teraz żyć w jego cieniu przez jakiś czas, a ciągle jest mu winny dużo pieniędzy. Co prawda jednoręki władca zawdzięczał mu poniekąd życie, jednak Kot miał dziwne wrażenie, że cała ta sytuacja zostanie szybko zapomniana, choć on przez stratę zębów raczej zbyt prędko jej nie zapomni. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, po czym sięgnął po kolejną porcję mięsiwa. Trzeba było przyznać, że jak na tak zwyczajną, niepozorną i chyba mniej popularną, aniżeli "Kacerstwo" karczmę, mieli naprawdę wyśmienite jadło.
Zimne piwo i ciepły posiłek zrobiły swoje, sprawiając że elf poczuł się nieco lepiej, fizycznie jak i psychicznie. W sumie, zaczynał mieć do siebie pretensje, że przez własne problemy i zmartwienia wyżywał się na otoczeniu, które nic mu nie zawiniło. Chcąc choć w małym stopniu załagodzić nieco całą sytuację, podjął próbę zwykłej rozmowy, starając się zabrzmieć jak najmniej oschle.
– A może potrzebujesz czegoś? Wiesz, jeżeli Ci nie smakuje, albo wolałabyś inny napój, mogę zamówić coś innego… –
zaczął, choć wiedział że tylko robi z siebie idiotę, próbując zebrać się na jakiś naturalny gest. Nie ma co ukrywać, kiedyś okazywanie uczuć i przelotne pogawędki szły mu o wiele lepiej. Nie ma co ukrywać, był zupełnie inną osobą niż kiedyś. No i miała w tym swoją rolę sama Rowena, która nie była zwykłą, poznaną w karczmie osóbką. Co by tu dużo mówić, cała sytuacja między nimi oraz ich skomplikowane relacje sprawiały, że nie wiedział do końca, jak powinien się zachować wobec dziewczyny, która siedziała teraz naprzeciwko niego. Z jednej strony, ona sama chyba zawdzięczała mu trochę, z drugiej, nieco wykorzystywała, choć oczywiście nie miał jej tego za złe i było to jak najbardziej normalne. A z jeszcze innej, była dlań towarzyszką, gotowa do ewentualnej pomocy i wsparcia. Cóż, może powtarzał to już zbyt wiele razy, ale po raz kolejny, na myśl zaczęło mu nasuwać się określenie, że była to po prostu niezwykła osoba. Mała, zagubiona kochanka burmistrza, która nie odnalazła się w codziennym świecie, zatapiając się w jego trudach i wszelkich problemach. Tak, dokładnie, była kochanką burmistrza, osobą która miała wkrótce zostać ważną osobistością, patrzeć na innych z góry, żyjąc w luksusie. I to właśnie tak powinien ją traktować, jak kogoś ważniejszego od siebie. I tego postanowił na razie się trzymać. Odłożył więc nieco ubrudzony sztylet na twarde, solidne drewno stołu, po czym splótł dłonie, wyprostował się na niezbyt wygodnym krześle i wyłapał wzrokiem jej spojrzenie.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 221
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

05 mar 2013, 13:11

Dobrze było poczuć grunt pod nogami i widzieć wszystko "do dołu nogami". Ramię elfa, choć stosunkowo wygodne, nie stanowiło najlepszego ze środków transportu, a przybrana pozycja skutecznie wywoływała zawroty głowy. Jednakże, w chwili, gdy ja postawił, zachwiała się. Przed upadkiem uchroniła ją ręka Kot’eleivena, który zareagował szybko i podtrzymał białowłosą. Już dość miała na sobie błota, kurzu i innego pochodzenia brudu. Całą drogę wojownik zmuszony był prowadzić swą małą towarzyszkę. Rowena nogi miała z waty. Zesztywniałe, zmęczone mięśnie drżały z nadmiernego wysiłku. Nie była w stanie samodzielnie stać ani stawiać kroków, jak dziecko, które dopiero co zaczyna uczyć się tej trudnej sztuki. Wraz z kolejnymi metrami przychodziło jej to łatwiej, lecz nadal nie puszczała ręki elfa. Kot nie był zadowolony ani z zaistniałej sytuacji, ani z tej, która miała już miejsce, ani tym bardziej z tej, która miała się wydarzyć. I mimo, że był pesymistą i przejawiał skłonności socjopatyczne, winą za ostatnie wydarzenia obarczał dziewczynę. Miał sporo racji i ona o tym wiedziała, jednak zabrakło jej wstydu, by wreszcie pozostawić elfa w spokoju. Uczepiła się go jak rzep, podświadomie nakazując mu brnąć w tą coraz to dziwniejszą relacje.
Zaczęło się od pojedynku w sklepie. Bogom ducha winny elf dał się sprowokować pięknej awanturnicze. Jednak nie jej uroda, a bezczelny i pogardliwy uśmiech nie pozwolił wojownikowi zbyć zaczepki. W efekcie on został poważnie, wręcz śmiertelnie ranny, sklep poszedł z dymem i tylko białowłosa wyszła z draki niemal bez szwanku. Cudem, choć dość niegodziwym, przeżył i oto znów na jego drodze stanęła Rowena. Była nie mniej zaskoczona od niego. Widziała, jak konał. Jakże niezwykła była jej radość na jego widok. Licząc, że we dwójkę dadzą radę stanąć przed osądem Aleksa, ruszyli do Ratusza. Jednak i tu elf nie miał szczęścia, a dziewczyna nie potrafiła mu pomóc. Gdy wydawało się, że ich drogi już się rozeszły, Los spłatał im figla. Z barku laku postanowili przeszukać zgliszcza Bentrumowej siedziby. Nie doszli jednak do celu, bo na ich drodze stanął nadzwyczaj uprzejmy nieznajomy, który najpierw upił oboje, a potem porwał białowłosą z nadzieją na okup. Przypadek kochał się jednak w Rowenie. Przed gwałtem i przemocą uchronił ją krasnolud…i Kot’eleiven. Wszak krasnal umierał, a napastnik mógł przebudzić się w każdej chwili i cały swój gniew wyładować na dziewczynie i z pewnością nie skończyłoby się to jedynie na czerwonych pręgach po więzach. Elf ukrócił cierpienie krasnoluda, odebrał żywot porywaczowi i wyniósł białowłosą z miejsca niedoszłej kaźni. Był blisko pozbycia się tego jakże uroczego kłopotu. Wystarczyło zanieść ją tylko do Ratusza, wepchnąć do łoża burmistrza Bentruma i cieszyć się spokojem. A jednak. Los był przewrotny. A może nie on, a Rowena? Jej prośba była niedorzeczna. Rezygnowała z puchowej pościeli na rzecz przetartego karczemnego koca. Ze smakołyków podanych w srebrnej zastawie na rzecz ociekającego tłuszczem pieczystego. Z aromatycznego wina na rzecz marnej jakości piwa. Ale to było nic. Zrezygnowała z towarzystwa burmistrza, ukochanego mężczyzny. Wolała spędzić czas w towarzystwie Kota i to już był sygnał do niepokoju. Czy robiła to świadomie, w wiadomym sobie celu, czy to domysły elfa były prawdziwymi powodami, którymi się kierowała. Chciała stanąć przed Aleksem czysta, wypoczęta i spokojna. A może miała zupełnie inne zamiary i to całkowicie przemyślane? Nie… Była na skraju obłędu. Niemożliwym było, aby tak szybko wróciła do "normalności" i myślała tak przebiegle. Rowena była raczej zagubioną młodą kobietą, która nie wiedziała, co dla niej jest dobre lub lepsze i wybierała bezpieczne rozwiązania. Teraz to Kot stanowił dla niej wyznacznik bezpieczeństwa. Na jego nieszczęście. Elf pocieszał się myślą, że to tylko jedna noc. Cóż złego mogło się wydarzyć podczas jednej nocy? Miał pieniądze, wynajął pokój, zamówił jadło i napitek. Tym razem wszystko układało się tak, jak powinno…
W milczeniu doszli do budynku Oberży Pod Sennym Lichem. W oknach jak zwykle jaśniało światło pochodni. Z dala dobiegał wesoły gwar rozmów. Kot’eleiven, okazując szacunek należny kobiecie, przepuścił białowłosą i ją pierwszą otuliło przyjemne ciepło, owionął dym fajek i zapach pieczonego mięsa. Ślina napłynęła do ust momentalnie, a towarzyszyło temu burczenie w brzuchu. Do tej pory nie miała czasu ani siły myśleć o głodzie i pragnieniu. Poczuła, jak bardzo kiszki grają marsza, a gardło ma wysuszone. Oblizała spierzchnięte wargi. Bezwolnie szła za elfem, który jako jedyny z tego śmiesznego duetu zachował trzeźwość umysłu. Gdy podeszli do szynkwasu, nie mogła uwierzyć ze szczęścia. Kot nie próżnował. Czy zarobił, czy ukradł, czy znalazł – nieważne. Miał pieniądze. Z zachwytem, łapczywie słuchała składanego zamówienia. Skwapliwie usiadła przy stole. Wojownik wybrał miejsce z boku, nie rzucające się w oczy. Blask pochodni niespecjalnie tam docierał, pozostawiając stół i jego gości w półcieniu. Ledwo zdążyli się rozdziać, karczemna dziewka przyniosła zamówienie. Aromat ziół i mięsa połechtał ich nozdrza. Rowena, za przykładem towarzysza, chwyciła za kufel i ugasiła pragnienie kilkoma krótkimi haustami. Piana stoczyła się po ściance naczynia na blat stołu, po czym chwyciła pajdę chleba i plaster mięsa. Nie zwracając uwagi na podany sztylet, ujęła kawałek pieczonego w dłoń i zatopiła w nim zęby, odrywając kęs. Jadła chciwie, przegryzając mięso pieczywem i co jakiś czas popijając piwo. Jej milczenie zamieniło się w mlaskanie i cmokanie, gdy oblizywała palce. Jej porcja znikała w zatrważającym tempie. Wydawało się, że jest tak bardzo skupiona na posilaniu się, że nie usłyszała słów, jakie padły z ust Kota. Nie odpowiedziała na nie od razu, tak zajęta zapełnianiem brzucha. Jednak gdy wojownik wyłowił jej spojrzenie, zaprzestała na chwilę zajadać się bez opamiętania i odłożyła nadgryzioną kromkę na półmisek. Przełknęła przeżuty kęs, przeciągając ciszę.
Ja – zaczęła i nagle uświadomiła sobie, że nie wie, co mogłaby odpowiedzieć elfowi. Jego argumenty były rozsądne i zrozumiałe. Jej zachowanie wręcz przeciwnie. Rowena nie wiedziała, co nią kierowało. W głowie miała totalną pustkę, która ją przeraziła. Odetchnęła, gdy Kot nie okazał chęci drążenia tematu przyczyn tego irracjonalnego zachowania. Dalej jednak oczekiwał jasnych i zwięzłych odpowiedzi, a ona takich nie potrafiła udzielić.
Nie, to jest naprawdę pyszne. Dawno nie jadłam tak wyśmienitego posiłku – uśmiechnęła się nieśmiało. Do tego akurat nie musiała elfa przekonywać. Świadczyły o nim znikające porcje jedzenia i niemal pusty kufel. Uśmiech znikł z jej twarzy. Wbiła wzrok w sęk deski blatu.
Uwierzysz mi, jeśli powiem, że zwyczajnie nie chcę tam iść? Nie teraz. Nie dziś – wzięła głęboki oddech i westchnęła głośno. – Aleks nie jest Tobą, a Ty nie jesteś Aleksem. To wszystko – wzruszyła ramionami, poruszając szare, rozczochrane pasma włosów.
Odpowiedź, jakiej udzieliła, była tak niejasna, że nie jednego zbiłaby z tropu. Rowena uznała tę kwestię za zakończoną, demonstrując to powrotem do posiłku. Oderwała skórkę chleba i zamoczyła ją w sosie, delektując się tym rarytasem. Wychyliła ostatni łyk piwa i odsunęła puste naczynie, ocierając usta z tłuszczu i piany wierzchem dłoni, by potem tę samą dłoń ukradkiem wytrzeć o spodnie. Zdecydowanie brakło jej manier. Wiadomym było, że takie rzeczy wynosi się z domu. Najwyraźniej dom rodzinny Roweny był bardzo prostym domem. Właściwie Kot nic o niej nie wiedział. Cała jego wiedza opierała się na dwóch słowach: kochanka burmistrza. Ale ta wiedza nie czyniła z niej tej osoby. Gdyby elf nie był tego świadomy, nigdy nie skojarzyłby białowłosej z Aleksisem. Jej pochodzenie, jej zachowanie, brak ogłady, wykształcenia i prezencji damy całkowicie przeczyły tej wiedzy. Było to aż tak abstrakcyjne, że Kot zaczął się zastanawiać, czy aby mu się to nie przyśniło. W końcu nie widział ich razem w jednoznacznej, klarownej sytuacji. Coś tam zobaczył, coś tam zasłyszał, ale nawet z ust Roweny nie usłyszał wiarygodnego potwierdzenia. Całe te filozofie przerwało beknięcie.
Przepraszam.
Nie, to zdecydowanie nie wypadało przyszłej burmistrzowej.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

05 mar 2013, 14:35

Zaintrygowany elf jadł powoli, nadziewając delikatnie kawałki mięsa na błyszczące w świetle pochodni ostrze, od czasu do czasu zagryzając to smacznym, choć nieco przypieczonym chlebem. Był cholernie głodny, jednak nie miał zamiaru rzucać się na jadło, tylko dlatego że dawno nic nie jadł. W przerwach między kolejnymi gryzami, uważnie przyglądał się jedzącej Rowenie, która z początku, zdecydowanie bardziej była zainteresowana jedzeniem, aniżeli czymkolwiek innym, i nie zadała w międzyczasie żadnego pytania, nawet o to, skąd wziął na to wszystko pieniądze. Oczywiście doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że nie wypada obserwować kogoś tak wnikliwie, tym bardziej podczas jedzenia, a jednak widok ten, niby nie będący niczym wielkim, zaciekawił go. Chodziło o taką, biorąc pod uwagę całą sytuację, w jakiej obecnie się znajdowali, błahostkę, a mianowicie sposób, w jaki dziewczyna zachowywała się przy jedzeniu.
Cóż, nie miał zbyt wielkich wątpliwości co do tego, czy białowłosa była szlachetnie urodzona. Jej zachowanie niejednokrotnie udowadniało mu, że jest po prostu zwyczajną kobietą, nie zaprzątającą sobie głowy takimi bzdurami jak zachowanie kultury w miejscach publicznych czy kultura osobista wobec drugiej osoby. Oczywiście, była osobą miłą i uprzejmą, a przynajmniej taką ją znał, jednak spotkał w życiu tyle szlachetnie urodzonych dam, że nie miał wątpliwości co do tego, że Rowena do nich nie należy. A jednak paradoksem w tym wszystkim był fakt, że była to kochanka prawdopodobnie najważniejszej osoby, w całym tym przeklętym mieście, a co za tym idzie, sama miała niedługo zostać damą. Cóż, mimo wszystko, podobna pozycja społeczna powinna do czegoś zobowiązywać, nawet jeżeli jeszcze nie była wysoko postawiona. Właściwie, Kot uświadomił sobie nagle, że właściwie większość spraw między nią a Aleksisem, były jedynie domysłami i prawdopodobnymi scenariuszami. W końcu nie wiedział, czy Bentrum faktycznie chce w jakiś sposób się z nią związać, tym bardziej po tym, jak została potraktowana przed ratuszem, niespełna dzień temu. Długouchemu przeszło wręcz przez myśl, że to mogła być tylko jednorazowa przygoda, że między nimi nie było niczego, prócz nagłego pociągu do drugiej osoby. Szybko jednak przepędził podobne myśli, policzkując się w myślach za samo snucie podobnych domysłów. Choć mimo wszystko, właściwie wydawałoby się to w miarę możliwe. Ba, na razie wyglądało to na najbardziej prawdopodobny scenariusz.
Elf wrócił do posiłku, nie pozwalając by mimika jego zabliźnionej twarzy ukazywała cokolwiek, poza tym że jest nad wyraz zainteresowany jedzeniem. Trzeba było przyznać, że posiłek był bardzo sycący, a mimo to nie zapowiadało się na to, by któreś z nich miało zostawić cokolwiek na talerzu. Kot'eleiven przełknął ostatni kęs i dopił powoli piwo, odstawiając pusty kufel obok tacy. Wziął ze stołu swój sztylet, który nie został ani razu użyty przez Rowenę, po czym umieścił go na należytym miejscu, w rzemieniu znajdującym się zaraz przy pasie. Następnie chwycił pozostawiony obok swojego dania, jeden z elfich sztyletów, jedną ręką chwytając za ozdabianą rękojeść, a z przeciwnej strony przytrzymując ostrze palcem wskazującym. Dopiero teraz miał chwilę, by dokładniej przyjrzeć się broni, którą zdobył niespełna kilkadziesiąt minut temu, właściwie będącą zwykłym łupem. Obrócił go parę razy, podziwiając dokładne i staranne wykonanie. Bogate, dzikie zdobienia, jakimi pokryta była rękojeść oraz część stali, a także typowe, lekkie, elfickie wykonanie nie pozostawiały żadnych wątpliwości, jaka rasa wyprodukowała tę broń. Sama stal też była niczego sobie, choć widać było że ostrza były już nie raz używane, co niestety odbiło się na wyglądzie sztyletów. Mimo wszystko, była to jak najbardziej pozytywna niespodzianka, i wyglądało na to, że będzie mógł bezpiecznie z nich korzystać, gdy zajdzie taka potrzeba. Uważnie przyglądając się nowemu nabytkowi, usłyszał że jego towarzyszka w końcu zaczyna się odzywać, więc pospiesznie schował broń za pas, splótł delikatnie swoje długie palce i zerknął na nią, nie czekając z odpowiedzią.
- Czy Ci uwierzę? – odparł retorycznym pytaniem, robiąc chwilową przerwę, ewidentnie jedynie udając że zastanawia się nad odpowiedzią. - Nie, nie uwierzę. Ludzie nie robią niczego bezinteresownie, tym bardziej kiedy mają jasny wybór. Chcę po prostu dowiedzieć się, dlaczego odwlekasz nieuniknione, tym bardziej, że nie widzę powodu, dla którego miałabyś to robić – powiedział, unosząc lekko brwi, by dać do zrozumienia, że odpowiedź na to pytanie nieco go nurtuje. Z początku myślał, że to była chwilowa, podjęta momentalnie decyzja, na którą w sumie przystał tylko dlatego, że miał ochotę przejść się do karczmy. Tak naprawdę kultura w tym wypadku, odgrywała drugoplanową rolę. A jednak, okazało się, że z jakiegoś tylko sobie znanego powodu, dziewczyna naprawdę nie chce tam iść, czego zupełnie nie starała się ukryć, a nawet to potwierdziła. Po raz kolejny przez jego myśli przemknął Aleks, i jej relacje z nim, które zaczynały mu się wydawać niemal równie skomplikowane, co nimi.
Jej następna odpowiedź, jeszcze bardziej namieszała mu w głowie, lecz z drugiej strony, po raz kolejny naprowadziła na trop burmistrza. Była to naprawdę dziwna odpowiedź, ewidentnie ukazująca, że ona sama nie do końca wie, czego chce. W sumie, to była chyba dobra wiadomość, powinno być łatwiej, by przekonać ją, że nie ma co czekać z powrotem do jej "pałacu". - Mała, nie wiem co kombinujesz, ale musisz zrozumieć, że tak długo, jak nie wiem o co chodzi, nie będę Cię bezpodstawnie utrzymywał, tym bardziej, że z perspektywy Aleksisa, może to wyglądać nawet na zwykłe porwanie – powiedział, rozglądając się na boki, na wypadek gdyby ktoś miał przysłuchiwać się ich rozmowie. Nie chciał, by jakiś frajer wyłapał słowa z kontekstu i wmówił sobie jakieś bzdury, zbierając się na rycerski czyn, a potem skończył przebity na wylot czerwonym mieczem. Elf rozsiadł się nieco wygodniej, spodziewając się, że raczej zanosi się na luźną rozmowę, aniżeli na konkrety,wyciągnął się, rozciągając zmęczone i nieco zesztywniałe mięśnie, odchylając się na drewnianym krześle.
- Nie chcesz mówić to nie. Ale nie myśl sobie, że tak po prostu Ci odpuszczę – zaczął, a na jego twarzy pojawił się, mówiący bardzo wiele, delikatny uśmiech. Szybko jednak został stłumiony, a na jego twarzy znów pojawiła się zimna, bezuczuciowa maska. Postanowił wkroczyć nieco na prywatną sferę, a nie chciał by traktowała to jako żart bądź jakąś próbę bycia uszczypliwym bądź wścibskim.
- Jak długo właściwie znasz Aleksisa, jeśli mogę spytać? – spytał, kontynuując podjętą wcześniej obietnicę. Starał się, by zabrzmiało to możliwie jak najbardziej naturalnie, bardziej jak zwykłe pytanie, aniżeli próbę dowiedzenia się czegoś. Może nie była to zbyt prywatna sprawa, nie miała też jakiegoś większego znaczenia, a jednak pomogło by zrozumieć Kotu parę spraw, albo przynajmniej potwierdzić kilka, co do których ciągle miał wątpliwości. Mimo wszystko, nie chcąc jakoś szczególnie naciskać, odwrócił na chwilę wzrok, obracając głowę w stronę znajdującego się najbliżej stołu, udając że zainteresowała go rozmowa dwóch krasnoludów, które bredziły coś o tym, jaka broń jest lepsza przeciwko większym skurczybykom, oraz jak walczyć, kiedy będzie trzeba zmierzyć się z tymi "pierdolnymi elfami". Elf tylko pokręcił głową z zażenowaniem, po czym wrócił do rozmowy, podejrzewając że dał jej wystarczająco dużo czasu, by mogła zastanowić się, skąd to pytanie, oraz czy powinna w sumie odpowiadać. Sam nie był pewien, czy jest to dopiero początek pytań, w końcu chętnie dowiedziałby się jeszcze kilku rzeczy, a chyba nie było lepszego momentu na otwarcie się, niż miła pogawędka w karczmie, przy piwie i mięsie.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 221
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

06 mar 2013, 14:04

Wysłuchała jego słów z uwagą, bawiąc się ziarnkiem pieprzu, jakimi przyprawione było mięso. Turlała je po blacie, obracała w palcach, by ostatecznie wystrzelić je w stronę pustego już półmiska po pieczystym. Siła strzału była jednak większa i ziarenko poleciało dalej, upadając na podłogę. Zmarszczyła brwi niezadowolona z takiego rezultatu. Jej zachowanie i wyraz twarzy wyrażały znudzenie, jednak było to mylne wrażenie. W rzeczywistości Rowena myślała intensywnie nad odpowiedziami. Kot’eleiven miał rację. Powodów nie było, a przynajmniej na tyle poważnych, aby unikać Ratusza. Unikać Aleksisa. Nie, to nie było odpowiednie słowo, choć zdała sobie sprawę, że to właśnie tak wygląda. Taki obraz sprawy skłonił ją do podjęcia tej rozmowy.
Chcesz poznać odpowiedzi…postaram się udzielić ich najlepiej, jak umiem – zaczęła. Jednocześnie sięgnęła po pusty kufel. Przesunęła palcem po krawędzi naczynia, po czym ujęła je za uszko i przechyliła lekko, patrząc wymownie na dno, gdzie ostały się jedynie krople trunku.
Pozwól, że zacznę od końca – to było prostsze. – Pamiętasz dzień, kiedy to my się poznaliśmy? Dzień naszego pojedynku? Na pewno pamiętasz, jak mógłbyś zapomnieć. Dzień wcześniej poznałam Aleksa – podniosła wzrok znad kufla i spojrzała na reakcję Kota. – Podał mi rękę, kiedy potknęłam się i upadłam w błoto. Pamiętam, że lało niemiłosiernie. Bentrum, wiedziony obywatelskim poczuciem obowiązku, zaproponował mi gościnę, z której skwapliwie skorzystałam. Jakoś tak się potoczyło, że doznałam…przyśnił mi się koszmar. Aleks podał mi jakiś alchemiczny specyfik i przeszło. Wtedy też ofiarował mi to – Rowena wysunęła zza kołnierza koszuli owalny kamień. Lśniący czarny rubin. – Czarny Kamień. Tak sam siebie nazwał. Zrobiło się jakoś tak, hm, intymnie, no i…sam wiesz. Na pocałunku się skończyło, gdy pojawiłeś się Ty – tymi słowa utwierdzała Kota w przekonaniu, że była to jednak fascynacja drugą osobą, aniżeli głębokie uczucie. – Po naszej potyczce, znalazłam go w Ratuszu, gdzie został nominowany na burmistrza…potem, jak szaleniec pobiegł walczyć ze smokami, które krążyły nad Minaloit. Dowiedziałam się, że został ranny i zabrano go do chaty krasnoluda imieniem Fester. Odszukałam chatę. Aleks miotał się w malignie i stracił rękę. Trochę się nim tam zajęłam. Spłaciłam dług. Z nawiązką – tonem głosu nie pozwoliła elfowi na wątpliwości co do tego, że między nią a Aleksem doszło do zbliżenia. – I tak historia się kończy. Zlekceważeniem. Wyrzuceniem z Ratusza. O, nie, Kocie. Może nie mam honoru, ale mam jeszcze godność. Do tej pory żaden mężczyzna nie zbliżył się do mnie bardziej niż na odległość klingi Białej Brwi – przestała bawić się kuflem, stawiając go cicho, ale stanowczo. – Należą mi się zaszczyty? Jakoś nie widzę. Nie chcę.
Umilkła. Widać było, że chce powiedzieć coś jeszcze, ale wyznanie to jest niezwykłej wagi. Nagła cisza mogła zmrozić w żyłach elficką krew. To, co miała do powiedzenia…to mogło być wszystko i dlatego tak przerażało. Po całej opowieści, czy była ona mniej czy bardziej kompletna, Kot’eleiven sam powinien wyciągnąć wnioski i odpowiedzieć na zadane wcześniej pytania. Relacja między Roweną a Aleksem na pewno do prostych nie należała, lecz mimo zawiłości, nie stanowiła nadzwyczajnej. Dwoje młodych, samotnych ludzi, którzy różnili się od siebie jak ogień i woda. Dzieliło ich wszystko – poglądy, profesje, styl życia, status społeczny. Aleksie Bentrum był pełnym spokoju i cierpliwości alchemikiem. Człowiekiem uczonym, oczytanym i wciąż głodnym wiedzy. Słynął z bezinteresowności i niekończącej się chęci niesienia pomocy. Słynął ze sklepu, dopóki go miał. Był dobrym obywatelem i szanowanym człowiekiem. A Rowena? Cóż. W wielu miejscach była zwykłą przybłędą, wiodącą awanturnicze życie. Szukała zaczepek, bójek, potrafiła rozlać krew. Tak ją widziano, ona rozumiała swą "misję" inaczej. Misję, o której zapomniała z nadmiaru zupełnie innych wrażeń. Z braku czegokolwiek żyła chwilą. Była biedna i bezdomna. Nie potrafiła więcej od paru kuglarskich sztuczek i fechtunku. Siłą też rozwiązywała problemy. Bez honoru, bez wstydu, bez litości. Nosiła w sercu skazę nekromancji, podczas gdy Aleks zwalczał każdego, kto parał się tym rodzajem magii. Ale tego akurat Kot nie wiedział. Jeszcze. Dlatego tak bardzo byli sobą zafascynowani, poznając z bliska dwa różne światy. Odkrywając to, co nieznane, więc pociągające. To nie mogło się skończyć inaczej.
Poza tym… – uniosła na niego spojrzenie zielonych oczu. – Jestem wojowniczką. Nie potrafiłabym rozstać się z mieczem i życiem, jakie wiodę. Nawet za cenę luksusu – przygryzła wargę. Nie powiedziała "miłości", odpowiadając elfowi na wszystkie jego pytania.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

06 mar 2013, 18:15

Od początku rozmowy, a konkretniej mówiąc, to odkąd "uratował" ją z chatki porywacza, Rowena zachowywała się nieco inaczej niż zwykle, nie przypominając tej małej, zadziornej gaduły. Była raczej małomówna, co od początku zadecydowało o tym, jak przebiegał cały dialog, nadając mu taki, a nie inny nastrój. Udzielała raczej krótkich, niezbyt treściwych odpowiedzi, jakby obawiała się z nim rozmawiać otwarcie, niczym podły kłamca, obawiający się prawdy która sprawi, że wszystkie jego kłamstwa wyjdą na jaw. Cóż, nie ma co ukrywać, elf był tym nieco zdziwiony, jednak nie miał zamiaru wnikać, skąd to zachowanie. Co za tym idzie, nie spodziewał się raczej dostać odpowiedzi na swoje pytanie, a jeżeli już, to podejrzewał że odpowie mało konkretnie, bądź po prostu skłamie. A jednak, może za sprawą alkoholu, może przez ciągłe pytania, dziewczyna przestała bawić się, jakże interesującym, ziarnkiem pieprzu, i otworzyła się w końcu, oferując mu o wiele więcej, niż oczekiwał.
Cóż, już sam początek jej monologu, zaczął się w całkiem interesujący sposób, zmuszając długouchego do bolesnych wspomnień, które wydawały się być teraz tak strasznie odległe, jakby wszystko zdarzyło się w jakimś wyjątkowo spamiętanym śnie. W końcu jak można zapomnieć dzień, w którym było się tak blisko końca swego żywota? Balansował na krawędzi życia już od chwili, gdy po raz pierwszy poczuł jej cięcie, kiedy ujrzał spływającą po brzuchu krew wymieszaną z żółcią, oraz odczuł potworny ból wątroby, nasilający się z każdą chwilą, podczas ciężkiego marszu wgłąb miasta. Pamiętał doskonale, że niemal czuł jak długie, czarne, ohydne pazury śmierci, chwytają go w pełnym cierpienia uścisku, próbując wydrzeć z niego życie, ulatniające się wraz z każdą straconą kroplą krwi. Kot zamrugał szybko powiekami, poruszył się niespokojnie na krześle, na krótką chwilę kładąc wymownie dłoń na brzuchu. Tak, tego dnia nigdy nie wymaże z pamięci, a nocna mara zapewne będzie jeszcze niejednokrotnie przypominać mu o tym, co czuł w tamtym czasie. Ich spotkanie należało do jednego z bardziej pamiętnych, i gdyby nie skończyło się stosunkowo szybko, bo właściwie zaraz po pierwszej krwi, to zapewne zdolny bard mógłby ułożyć o tym pojedynku całkiem ciekawą pieśń.
Jej następne słowa, potwierdził jego wcześniejsze, prawdopodobne choć raczej niezbyt miłe przypuszczenia. Już wcześniej snuł domysły, że nie znają się z Aleksisem zbyt długo, jednak nie spodziewał się, że jest to tylko jeden dzień dłużej. Elf ściągnął delikatnie brwi, jakby czegoś nie rozumiał, jednak po krótkiej chwili brwi powędrowały w górę, w geście życzliwego zdziwienia. Choć tak naprawdę nie było to coś, co go zdziwiło, ba, spodziewał się tego. No, może obstawiał tydzień bądź dwa, ale mimo wszystko, jego podejrzenia się sprawdziły, na dobrą sprawę niewiele ich łączyło. Kot wsparł podbródek na pięści, ciekaw dalszej części opowiadania. Swoją drogą, był nieco zaskoczony tym, jak zwyczajnie i chętnie białowłosa opowiada o tamtych chwilach, jednak nie skomentował tego ani słowami, ani zachowaniem.
W chwili, gdy Rowena wspomniała o koszmarze, dziwnie się przejęzyczyła, co nie uciekło elfowi. Oczywiście, było to całkiem normalne podczas dłuższych przemów, i nikt normalny nie powinien na to zwracać uwagi, jednak bardzo dziwnie skomponowało się to z opowiadaniem o specyfiku, który rzekomo alchemik jej wtedy podał. To prawda, Kot'eleiven nie posiadał szczególnej wiedzy na temat ziół i specyfików, jednak wiedział o podstawach oraz wiedział co nieco o samych wywarach. Nie pasowało mu, że Bentrum, znany alchemik, ceniony i co za tym idzie, niezbyt tani, podał jej jakiś tajemniczy napój, poprzez który nie dość że w jakiś dziwny sposób, pozbył się rzeczy tak błahej i mało ważnej jak koszmar, to w dodatku dorzucił do tego amulet, któremu w tej chwili właśnie, długouchy uważnie się przyglądał, gdyż jego towarzyszka uprzejmie przerwała swoje opowiadanie, by pochwalić się, zapewne wyjątkowo wartościową, biżuterią. Okazało się jednak, że kamień nie ma w sobie jakichś magicznych świateł, dziwnych odblasków czy starożytnych zdobień. Był to po prostu czarny rubin, wspaniała błyskotka, jednak jakoś nie kojarząca się z magiczną mocą.
Mimo wszystko, cała ta sytuacja wydawała się być nieco przekoloryzowana i zmieniona. Choć jeżeli faktycznie było tak jak mówiła, to zapewne na miejscu mężczyzny też byłby wściekły. W końcu może nie skończyłoby się to jedynie pocałunkiem. Nieśmiały uśmiech wstąpił na twarz Kot'eleivena, jednak gdy zerknął na Rowenę i uświadomił sobie, że uśmiecha się do siebie bez żadnego powodu, pokręcił tylko głową i wrócił do uważnego słuchania, choć uśmiech nie znikał jeszcze przez dobre parę sekund. Postanowił na razie nie zadawać żadnych niepotrzebnych pytań o tę konkretną sytuację w sklepie, ani w kontekście eliksiru, ani prezentu. Wolał też jej nie przerywać, by przypadkiem nie zbić jej z tropu, w końcu o wiele bardziej odpowiadało mu towarzystwo rozgadanej dziewczyny, aniżeli cichej i zamkniętej. Reszta jej historii już w zupełności zgadzała się z jego wcześniejszymi rozważaniami i podejrzeniami. Wyglądało więc na to, że siedząca naprzeciwko niego kobieta, wcale nie musiała skończyć jako żona burmistrza. Niby dostała kamyk, niby spędziła z nim noc, a jednak… Jednak ostatnie wydarzenia pokazywały, że mogliby ze sobą skończyć równie łatwo, jak doszło do ich spotkania. Tym bardziej, że nie było pewności, czy rubin nie jest faktycznie zwykłą błyskotką, a co do wspólnej nocy, twierdziła że mu się odpłaciła, a po jej tonie można było łatwo wywnioskować, co ma na myśli. Ale koniec końców tego wprost nie powiedziała, choć oczywiście nie ma w tym nic dziwnego, nikt nie kazał jej mówić o takich sprawach, a to zawsze jest nieco krępujące. Czyli w końcu dostał swoją odpowiedź, a w dodatku poznał całą historię, której całkiem przyjemnie się słuchało.
Gdy Rowena stuknęła lekko pustym już kuflem, ze wstydem uświadomił sobie, że już wcześniej powinien zaproponować jej kolejny, jednak tłumaczył to sobie, że po prostu nie chciał jej przeszkadzać, a w dodatku wolał uniknąć sytuacji, w której następnego dnia nie potrafiłaby wywlec się z łoża, cierpiąc na popularnego kaca. Kot pokiwał więc jedynie głową, dając do zrozumienia że wszystko zrozumiał, tym bardziej ostatnie słowa, które mogły kryć w sobie coś więcej, niż mogło się z pozoru wydawać. Nie był pewien, czy to właśnie miała na myśli, lecz ogarnęło go dziwne wrażenie, że to jest właśnie powód, dla którego nie chce wracać do ratusza. Dziewczyna świetnie czuje się na wolności, która przypomina jej życie, jakie wiodła do tej pory, i po prostu nie uśmiecha jej się wracać do ratusza, choćby do owego "luksusu", tylko z powodu Aleksa. Teraz wszystko wydało się być nieco jaśniejsze i bardziej przejrzyste, choć i tak elf podejrzewał, że i tak w końcu zgodzi się na pójście do ratusza, nawet jeżeli będzie to kosztowało rozstanie się z czymś, z czym rzekomo nie potrafi się rozstać.
Długouchy skrzyżował ręce na piersi, spoglądając w stronę leżących obok przedmiotów, upewniając się czy przypadkiem jakiś wyjątkowo zdolny złodziej nie zwinął ich im sprzed nosa. Kiedy był już pewien, że wszystko jest na swoim miejscu, podrapał się po głowie, wracając wzrokiem do białowłosej, która nie miała już nic do powiedzenia.
- To co, napiłabyś się jeszcze? Jeśli masz na coś ochotę, to nie krępuj się tylko mów – oznajmił, mając jednak nadzieję, że nie zażyczy sobie jakiegoś drogiego trunku bądź dania droższego niż kilka nocy w karczmie. Po chwili zastukał kilka razy palcami o stół, zastanawiając się co powiedzieć. Czuł się trochę głupio z tym, że ona otwiera się przed nim, mówiąc o swoich problemach i troskach, podczas gdy sama nic o nim nie wie. Nie wydawało mu się, by zdradzał jej zbyt wiele o sobie, właściwie chyba nigdy nikomu o sobie nie opowiadał. W końcu pomijając fakt, że jego opowieść trwałaby o wiele dłużej, aniżeli ta od zwykłego człowieka, w końcu ma za sobą wiele lat długiego życia, to w dodatku były rzeczy, o których nie chciał i nie lubił mówić. W końcu zaczął niepewnie, nie chcąc by znowu nastała krępująca cisza.
- A więc? Możemy zamówić jeszcze trochę jedzenia i picia albo zbierać się powoli na górę. Cóż, możemy też porozmawiać, choć nie wiem, czy będzie o czym. Cóż, skoro ja zapytałem Ciebie, ty masz zatem prawo zapytać o coś mnie, jeśli chcesz, w końcu nie powinniśmy ciągle mówić o Tobie – powiedział jej, choć tak naprawdę średnio mu to odpowiadało. Nie lubił mówić o sobie, a nie miał pojęcia, o co mogła go spytać. Ale cóż, niezależnie od tego którą z opcji wybierze jego mała partnerka, przystanie na nią, choćby miał pić z nią alkohol do nieprzytomności, bądź siedzieć tutaj, dyskutując do białego rana.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 221
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

07 mar 2013, 12:40

W trakcie, jak mówiła, mimika oszpeconej przez blizny twarzy elfa zmieniała się jak w kalejdoskopie. Wyrażała na zmianę skupienie, zdziwienie, pobłażliwość. Raz nawet nieśmiało się uśmiechnął, jakby myślał o czymś niezwykle wstydliwym. A jeszcze przed chwilą na oblicze nałożoną miał maskę zimnej obojętności. Szczerze mówiąc, nigdy nie przyglądała się elfowi. Nigdy też nie precyzowała swego stosunku do jego osoby. Spędzili z nim dużo więcej czasu niż z Aleksem i tak niewiele o sobie wiedzieli. Cóż, o Aleksie też wiedziała niedużo. Że jest alchemikiem, przeciwnikiem nekromantów i złych mocy, no i burmistrzem.
Zaskoczyło ją więc to, że Kot’eleiven wygląda na starszego od niej o co najmniej dziesięć lat. Ba! On mógł być od niej starszy o wiek lub dwa w przeliczeniu na elfickie lata. Miał typową dla swojej rasy nieco trójkątną twarz o wyraźnych rysach. Oczy, duże i ciemne, komponowały się z brązowymi włosami, które pomimo tego, że dawno niemyte (jak jej same) nie straciły blasku. Była pewna, że są jedwabiście miękkie, choć nigdy nie miała okazji ich dotknąć. Gdyby nie brak dwóch zębów, blizny i szorstkiej miny, twarz ta mogłaby być przystojna, a nawet pociągająca. Nagle zapragnęła zapytać, skąd ma te bliznę, lecz uznała, że takie pytanie nie jest na miejscu. Elf na pewno nie ufał jej na tyle – o ile w ogóle jej ufał – by opowiadać o bolesnych i osobistych przeżyciach. Zaiste, dziwna więź łączyła tę dwójkę. Miała w sobie, coś z przyjaźni, bo jak się okazało, mogli na siebie liczyć. To znaczy – Rowena mogła polegać na elfie, który uratował ją z opałów, choć mogły nim kierować korzyści własne. Spędzali ze sobą kolejny dzień, a mieli przed sobą także kolejną noc, choć wcale nie było im razem po drodze, a łączyła ich wspólna wina za zniszczenie sklepu. Wspólnie też musieli za ten sklep zapłacić w ten, czy inny sposób. Jednak to było coś więcej. Mimo dzielących ich różnic, mieli też wiele podobieństw. Ciągotki do wojaczki, uwielbienie dla dobrej broni, samotność i ciągła wędrówka. Nadal jednak więź ta była znacznie silniejsza od zwykłej znajomości opartej na wspólnych zainteresowaniach. Obecność elfa była Rowenie równocześnie potrzebna i nie. Zdawała sobie sprawę, że wkrótce się rozejdą. Nie rozpaczała z tego powodu, ale ta świadomość pozostawiała pewną, trudną do zlokalizowania pustkę. Na dodatek wybór towarzystwa Kot’eleivena niż Aleksa nie był taki całkiem nieświadomy. Elf stał się jej bliższy od niedoszłego kochanka. No ale nie musiał o tym wiedzieć.
Ukończywszy swą obszerną wypowiedź, odetchnęła. Uświadomiła sobie też, że powiedziała zbyt wiele na raz, ale słowa już padły. Kot pokiwał głową na znak, że wszystko zrozumiał, niezależnie od tego, jak niekompletna i nielogiczna była opowiedziana historia. Rowena odgarnęła na plecy pasmo włosów i złożyła przedramiona na brzegu stołu, pochylając się nieco nad pustym kuflem. Czarny rubin wysunął się spod koszuli i zalśnił w blasku pochodni.
Jeszcze po jednym? – uniosła jasną brew w geście zapytania.
Wieczór był jeszcze młody, choć zapadł na dobre. Świadczył o tym brak wolnych miejsc przy stołach. Istoty wszelkiej maści schodziły się, by odpocząć przy piwie od trudów dnia codziennego. Rowena lubiła wypić, choć głowy mocnej nie miała. Zdawała sobie sprawę, że drugie piwo wystarczy, by poweseleć, ale się nie upić. Z czasem zrobi się senna i będą mogli udać się na spoczynek. Kot’eleiven nie powinien mieć z nią większych kłopotów. Podczas gdy wojownik intensywnie myślał nad tematem do rozmowy, Rowena przyglądała się czerwonym śladom po skórzanych więzach. Zatrzęsła się na wspomnienie całego zajścia. Myślenie o tym mogło przywołać wizję, a tego bała się bardziej od śmierci.
Zgadza się. O mnie już dość – przystała skwapliwie.
Przez chwilę zastanawiała się, o co mogłaby zapytać Kota. Nie wiedziała, do czego nawiązać, by dowiedzieć się czegoś o jego przeszłości. Mogłaby zapytać, co się z nim działo od momentu zniknięcia z Minaloit albo o to, jak udało mu się przeżyć po nieszczęsnym pojedynku, lecz domyśliła się, że nie są to miłe i przyjemne wspomnienia, a nie chciała niszczyć swobody i beztroski, jaka powoli wkradała się pomiędzy nich. Jedyną opcją, która nie powinna źle wpłynąć na ich relacje, było pytanie o przyszłość.
Co zamierzasz, gdy rozliczysz się z Aleksisem? Dokąd wyruszysz? – oparła łokieć na stole i brodę na dłoni, patrząc elfowi w oczy i czekając, aż przyniosą trunek.
Temat niedalekiej przyszłości był dla Roweny o tyle ciekawy, ponieważ sama nie miała pomysłu nawet na dzień jutrzejszy. Być może też dlatego wolała odwlec sen choćby na godzinę lub dwie. Nie zastanawiała się nad tym głębiej. Prawdą było, że na początku wiązała swój Los z napotkanym alchemikiem. Na początku spodobała jej się wizja osiadłego życia i domu, do którego mogłaby wracać. Teraz nie miała dokąd. Wiodła iście koczowniczy tryb życia. Trochę tu, trochę tam. Zwykle na dłużej zatrzymywała się w miejscach, gdzie udało się więcej zarobić. Dzięki temu mogła oszukać głód i ugasić pragnienie. Cieszyła się, że idzie wiosna. Będzie mogła częściej korzystać ze stajni lub stodół jako miejsca na nocleg, a myć się w strumieniach. To znacznie ułatwiało życie. Było to też jedynie życie, jakie znała od momentu śmierci rodziców. Oni też nie dali jej prawdziwego domu. Co wieczór zastanawiała się, do którego z nich ma się udać? Do matki, jeśli ojciec pracuje nad kontaktem ze zmarłymi. Do ojca, jeśli matka przyjmuje kolejnego kochanka. Kiedy dowiedziała się, skąd biorą się dzieci – a dowiedziała się o tym z jednej z ksiąg swego rodziciela – ciekawiło ją, czy po wiosce nie biega jej rodzeństwo, bracia lub siostry, a każde od innego ojca. Szybko okazało się, że była jedynym dzieckiem Nikoletty. Widać próbowali wiele razy, do skutku – myślała z goryczą.
Wróciła myślami do Kota, wsłuchując się w jego odpowiedź i szukając weń inspiracji dla własnych planów. Miała nadzieję, że elf chętnie odpowie i nie zrozumie tego źle. Nie miała zamiaru za nim chodzić. No chyba, że by tego chciał.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

07 mar 2013, 16:33

Czas w karczmie płynął spokojnie i przyjemnie, a jeżeli nie zwracało się uwagi na hałasujący wokół tłum, można było nawet poczuć się jak w domu. Tym bardziej, kiedy nie miało się stałego miejsca zamieszkania, wtedy karczma niejednokrotnie naprawdę stawała się domem. Elf zaczynał stawać się nieco senny, jednak starał się unikać ziewania, czy jakichkolwiek innych oznak mogących pokazać, że jest już nieco znużony i zmęczony całym tym dniem. Alkohol z reguły bardziej go usypiał aniżeli rozweselał, dlatego lubił sobie czasem wypić trochę przed snem, coby nie męczyć się w nocy z zaśnięciem, a miał z tym często problem, tym bardziej odkąd musiał być bardziej uważny, gdyż mógł zostać zaatakowany w każdej chwili, nawet we śnie. Miał nawet swój ulubiony, drogi alkohol, porządną wódkę, trzymaną zawsze w małej piersiówce, która była niczym dobry druh. Niestety był zmuszony skorzystać z niej, gdy był o krok od śmierci w Przytułku, przez co noce był ciężkie, a czasami nawet nieprzespane. Mimo wszystko, koniec końców wolał skończyć z blizną na twarzy, niż z głową na pice.
Rozmowa z Roweną zdecydowanie nie należała do rzeczy nudnych, jednak siedzenie i gadanie też potrafiło stać się nieco nużące, nawet jeżeli rozmawiało się o rzeczach ciekawych i istotnych, tym bardziej że nie wyspał się porządnie od kilku dni, a noc w opuszczonej chacie była dość niespokojna, i obudził się jeszcze bardziej zmęczony, niż przed pójściem spać. A sama pobudka też nie należała do najwspanialszych, w końcu nie dość że prawie dostał zawału z nerwów, związanych ze sposobem, w jaki białowłosa się do niego zbliżyła, to jeszcze było blisko, by popękały mu bębenki w uszach podczas jej krzyku. No i trudy dnia, który powolutku zbliżał się już do końca, też nie były tutaj bez znaczenia. Sen w błocie nie należał raczej do najprzyjemniejszych, a podczas pościgu za porywaczem, był jedynie rozdrażniony i zdenerwowany, co teraz odbijało się na nim. Mimo to, starał się nie opadać na rękę podtrzymującą głowę, a także wykazywać jak największe zainteresowanie rozmową. W końcu jednak nie wytrzymał i ziewnął przeciągle, zakrywając usta dłonią. Miał nadzieję że dziewczyna nie odbierze tego źle, choć podejrzewał że raczej nie jest ona osobą, która może mieć pretensje o podobne bzdury.
Gdy białowłosa zaproponowała po jeszcze jednym piwie, Kot'eleiven nie odpowiedział jej od razu, zastanawiając się czy zamówić więcej trunku. Nie chciał się jakoś szczególnie upijać, a jedno piwo wystarczało mu w zupełności, by mieć nad sobą pełną kontrolę, jednocześnie utrzymując dobry humor, spowodowany promilami we krwi. Mimo to, kobiecie absolutnie nie miał zamiaru odmawiać, a nie chciał też by piła samotnie, postanowił zatem, że zamówi jedno dla siebie, i najwyżej go nie dopije.
- Z przyjemnością – odparł, po czym obracając się na krześle, krzyknął tylko za przechodzącą kelnerką, prosząc uprzejmie o jeszcze dwa kufle zacnego trunku, choć oczywiście daleko temu było do napojów serwowanych w drogich karczmach. Kobieta wzięła najpierw pustą tacę i opróżnione kufle, po czym poszła przynieść dwie pełne szklanice. W międzyczasie Rowena zgodziła się z nim zupełnie, gdy stwierdził że nie powinni rozmawiać tylko o niej, i postanowiła sama zadać mu pytanie. Widział doskonale, jak zastanawia się, o co spytać. Nie miał wątpliwości, że chciała dowiedzieć się czegoś o jego przeszłości, zapewne związanej z bliznami, kosą bądź listem gończym. Podejrzewał jednak, że nie spyta o podobne rzeczy. Cóż, na jej miejscu, zapewne postąpił by podobnie, o niektóre tematy po prostu lepiej nie wypytywać, niezależnie od tego, jak ciekawe się wydawały. Wybrała więc bezpieczną opcję i postanowiła spytać o to, co zamierza zrobić później, gdy już upora się z burmistrzem.
W międzyczasie młoda kobieta przyniosła im dwa piwa, toteż Kot wziął jedno i zaczął popijać powoli, zastanawiając się nad odpowiedzią. Wbrew pozorom, było to jedno z najtrudniejszych pytań, jakie mogła zadać, a to dlatego, że po prostu on sam nie potrafił sobie na nie odpowiedzieć. - Cóż… – zaczął, ciągle głowiąc się nad zadanym pytaniem. Zastanawiał się nad tym już parę razy, jednak za każdym razem wolał jednak odpuścić i nie martwić się na zapas. Tym razem musiał w końcu poważnie zacząć zastanawiać się nad swoją przyszłością, co i tak nastąpiłoby prędzej czy później.
- Po pierwsze, raczej nie będę się z nim jakoś szczególnie rozliczał. Jestem mu winny, nie ma co do tego wątpliwości, ale raczej nie będę miał mu tego jak spłacić, i Aleks chyba doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli jednak będzie czegoś ode mnie chciał, to po prostu wyśle po mnie straże i postawi przed swoim wielkim obliczem – rzekł, podkreślając tonem głosu przymiotnik, popijając kolejny, mały łyk piwa, którego powolutku zaczynało być coraz mniej, choć nadal było go ponad połowa. Trzeba było przyznać, że przy większych ilościach, było nawet niczego sobie i zapewne przy trzecim już wychwalałby je pod niebiosa.
- Z resztą, nie będę Cię okłamywał, Twoja wersja wydarzeń, nawet mimo tego że to zwykłe pytanie, jest po prostu zwykłym optymizmem w moim przypadku. O czym mówię? A no o tym, że nie liczę zbytnio na to, bym mógł dożyć jakiejkolwiek szansy, aby wydostać się z tego cholernego miasta – powiedział, z dziwną nutą w głosie, nie tyle smutku, co raczej zniechęcenia i rozczarowania całą, zaistniałą wokół niego sytuacją.
- Jestem więźniem tego przeklętego Minaloit, a to tylko kwestia czasu, nim ktoś postanowi wziąć się za łatwy zarobek, zbierze większą grupę ludzi i dorwie mnie w ciemnej uliczce, by potem zanieść martwe truchło przed pierwszych lepszych strażników Wolenvain i odebrać należną nagrodę – ściszył nieco swój donośny głos, wypowiadając to zdanie, jednocześnie przychylając się nieco do Roweny. Mimo tego, że wielokrotnie starał oszukiwać się podświadomie, że skoro do tej pory był żywy, to będzie w stanie pozostać jeszcze żywym do czasu, aż wszyscy zapomną o całej sytuacji. A jednak, gdzieś głęboko doskonale zdawał sobie sprawę, że jego dni są prawdopodobnie policzone. Mimo to, wolał nie kusić losu, i nie wspominać o podobnych sprawach na głos, a już na pewno nie w zwykłej, biednej karczmie. Z powrotem odsunął się na krzesło, wbijając wzrok w dębowy stół, spoglądając na dziury i nacięcia w drewnie.
Dziwnie się czuł, mówiąc tak otwarcie o tych sprawach. I tak nie miało to większego znaczenia, a takie problemy i zmartwienia powinno się zostawiać dla siebie samego, a nie robić z nich powód do rozpaczania. Już dawno pogodził się ze swoją śmiercią, zdawał sobie też sprawę, że według Bogów, zapewne już dawno powinien być martwy. Zastanawiał się, czy używanie tej zabójczej kosy jest w porządku wobec porządku świata. Wielokrotnie zastanawiał się, jakby to było, gdyby inaczej zachował się w domu krasnoluda. Gdyby po prostu położył się wygodnie i zginął w jego domu, wykrwawiając się na śmierć, mimo próby ratunku ze strony uprzejmego gospodarza. Prawdopodobnie był nie tylko wrogiem publicznym, ale także musiał być wysoko na liście "śmierci", o której lubili opowiadać prostaczkowie, jako o kościstej zjawie z wielką kosą w dłoniach. Przez ten popularny przesąd jego kosa, szata oraz zabliźniona twarz sprawiały, że sam miał czasami wrażenie, że tam gdzie kroczy, zabija i rani wszystkich, których czas powinien już dawno dobiec końca, niczym owa kostucha.
Podniósł wzrok, spoglądając na białowłosą, nie wyrażając nic swoją zimną obojętnością. Nie chciał się nad sobą rozczulać, nie miał też zamiaru zachowywać się jak ktoś skrzywdzony przez los. Właściwie nawet nie wiedział po co o tym wszystkim gada. Zapewne tylko zabije dyskusję, bo co jak co, ale zabijanie wychodziło mu świetnie..
- Już dawno powinienem być martwy. Nie wiem czemu Ylmina jeszcze mnie tu trzyma. Mam tylko nadzieję, że zanim odejdę, położę na ziemię kilkunastu przeciwników, żeby chociaż zginąć z honorem – uśmiechnął się półgębkiem, tak by nie odsłaniać dziury po straconych zębach. W Minaloit strasznie łatwo było o blizny, niezależnie od tego, który raz odwiedza się to miasto i w jakim celu. Na razie skończyło się na zębach. Ciekawe co będzie następne? Dłoń? Ręka? A może głowa? – pomyślał z przekąsem, zerkając na swoje narzędzie do zabijania, leżące w rogu, popijając jednocześnie kolejny łyk trunku.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 221
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

09 mar 2013, 17:11

Podczas, gdy sama zajęta była własnymi myślami, wracając do przeszłości, Kot cierpliwe czekał, obserwując Karczmę. Z wolna, nie tylko jemu, ale i Rowenie, udzielała się senna atmosfera. Ogień mile trzaskał w kominku, pochodnie rzucały ciepły blask. Choć było tłumnie i gwarno, odgłosy rozmów w różnych językach działały usypiająco niczym kołysanka. Pożywne jedzenie rozgrzało obolałe ciała, dając uczucie ociężałej sytości. We znaki dało się zmęczenie. Rowena usiłowała przypomnieć sobie, kiedy ostatnio spała. Ach, tak. W opuszczonej chacie na śmierdzącym stęchlizną sienniku. Posłanie nie tylko odstręczało brudem i wilgocią. Było też cholernie niewygodne. Szczęściem nie cierpiała zimna. Rozpaliła niewielkie ognisko, wypiła gorący wywar z ziół i owinęła się szczelnie elfickim płaszczem. Na to wspomnienie przypomniała się jej żywiczna woń lasu. Była to bardzo przyjemna woń.
Noc poprzednią spędziła z Aleksisem w chacie Festera, ale to akurat chciała wymazać z pamięci. Wszystko potoczyło się nie tak, a już na pewno nie skończyło dobrze. Jakaś setna część jej jaźni czuła się z tego powodu zbrukana. Inna dziesiąta przekonywała, że wzbogaciła się o zupełnie nowe, całkiem słodkie doświadczenie. Kątem oka spostrzegła, że elf ziewnął. Z pewnością był stokroć bardziej zmęczony od niej. Wkrótce trzeba będzie udać się do wynajętego pokoju. Rowena nie bardzo wiedziała, co ma z takim fantem zrobić. Pokój był przeznaczony, zdaje się, dla jednej osoby, więc posiadał jedno posłanie, a nie chciała znów prowokować sytuacji, w której Kot’eleiven zmuszony będzie do spania na podłodze. To takie głupie. Mogłaby oczywiście to wykorzystać, nie przejmując się elfem, jednak ta właśnie przedziwna sympatia do towarzysza nie pozwalała na całkowity wyzysk. Na dodatek dość już dla niej zrobił, a ona nie lubiła mieć długów. Zwłaszcza długów wdzięczności. Chciała podjąć temat, ale właśnie wojownik zdecydował zamówić piwo. Po drugim kuflu przyjdzie im łatwiej cokolwiek pod tym względem ustalić. Karczmarka zbliżyła się, prędko zbierając puste naczynia i niedbale ścierając szmatą blat stołu. Była niska i pulchna. Twarz miała młodą, okrągłą. Na niskie czoło opadały kręcone kosmyki brązowych włosów. Wyglądała jak typowa karczemna dziewka, która prawdopodobnie była córką oberżysty. Od innych wyróżniała ją schludność i czystość ubioru – białej koszuli i ciemnego fartucha. Rowena odprowadziła ją spojrzeniem. Gdy dziewczyna odeszła, białowłosa skorzystała z okazji i zadała elfowi żądane pytanie. Od razu zauważyła, że niespecjalnie trafiła w temat. Kot wyraźnie przeczekał chwilę, do momentu przyniesienia zamówienia. Pochwycił kufel i pod pretekstem łaknienia, upił kilka łyków, dając sobie czas na formułowanie jak najlepszej odpowiedzi. Przysunęła sobie naczynie, patrząc na puszystą pianę.
Mogła spodziewać się wszystkiego, lecz nie takich słów. Gorzkich, pełnych rozczarowania i zniechęcenia. Nie znalazła w nich nawet nutki przejęcia. Kot po prostu poddał się, nie mogąc już dźwigać ciężaru, jaki spoczywał na jego barkach. Gdyby nie oskarżenie o czyn, jakiego, wierząc jego zeznaniom, nie uczynił, może sytuacja rysowałaby się inaczej. Jednak faktom nie można było zaprzeczyć. Już wcześniej zdążyła zauważyć, że elf jest przeklętym pesymistą, ale żeby aż takim? Nawet, jeśli jego wersja wydarzeń stanowiła tę bardziej prawdopodobną, to co? Zamierza się tak po prostu poddać? W Rowenie obudziła się buntownicza natura.
Nie zgadzam się – powiedziała nie trafiając za bardzo w kontekst, ale nie miało to większego znaczenia. – Poza tym, co już się stało, Aleksis nic więcej ci nie zrobi. Nie zechce mieć ze mną do czynienia – zmarszczyła brwi i zacisnęła dłoń w pięść. – Jeśli zaś mi przyjdzie ochota, niczego mi nie odmówi. Jestem świetną aktorką, elfie. Kuglarstwo nie polega tylko na paru marnych sztuczkach. Niekiedy należy szybko zmieniać maski. Potrafię zagrać swoją rolę, choć wolałabym tego uniknąć – wzięła łyk piwa. – Męczy mnie również ta mdła gadanina, o tym, jakie to z nas złe istoty. Mamy na rękach krew niewinnych. Oddajmy się w ręce sprawiedliwości, która czyha na nas za każdym rogiem, zgińmy z honorem, bla bla bla… – Przewróciła oczami. – Nie po to nosimy broń, żeby nam ciążyła. Jedni płodzą, inni zabijają – wzruszyła ramionami, jakby to, co mówiła było oczywiste i zgodne z prawem natury i wszechświata.
Odbieranie życia przychodziło jej nad wyraz łatwo, choć nie zdarzyło się ostatnimi czasy, aby wysłała kogoś na tamten świat. Mimo to miała chwile, w których ogarniała ją chęć mordu. Wypełniała wściekłość i potrzeba wyzwolenia gniewu, a nic tak nie wyładowywało energii jak gonitwa za ofiarą, jej krzyk, jęk, ostatnie westchnienie. Ostatnimi czasy nie mogła ustabilizować własnej sytuacji, co nie wpływało korzystnie ani na stan psychiczny, ani fizyczny dziewczyny. Wówczas wystarczy jeden błąd, jeden fałszywy krok, by z oprawcy stać się ofiarą.
Wrogów trzeba eliminować, a nie im przytakiwać – wychyliła kufel. – I czerpać z życia, kiedy tylko nadarzy się okazja – wygłosiła swą złotą myśl, ciągnąc dalej. – Nie jest łatwo, zwłaszcza gdy co i rusz traci się przytomność. Byłeś bliski śmierci, ale na pewno nie podszedłeś do niej tak blisko jak ja – szeptała szybko. – Czuję jej oddech podobny grobowej ziemi. Czuję, jak miażdży mi bark, kładąc na nim swą kościstą dłoń. Czuję na sobie spojrzenie pustych oczodołów. Nie chce mnie. Nie chce też ciebie. Bawi ją moja udręka. Ty zaś zbierasz dla niej słodkie żniwo.
Powiało chłodem. Rowena mówiła o sprawach, o których nie powinna mieć pojęcia. Zachowywała się, jakby były to rzeczy normalne. Tymczasem przypominały sceny z sennego koszmaru. Przeczył jednak temu poważny wyraz twarzy białowłosej i trzeźwy wzrok. Wiedziała, co mówi i wiedziała, jak niedorzecznie to brzmi, ale była pewna swoich słów i to mogło przerażać. Po raz kolejny Kot’eleiven uświadomił sobie, jak niewiele wie o swojej towarzyszce. Co więcej – tajemnice , jakie skrywała, czyniły jej osobę zarówno nieprzystępną, jak i pociągającą. Zaczynał rozumieć, co Aleksis dostrzegł w Rowenie, oprócz ładnej buzi i zgrabnej sylwetki. I nie było w tym nic z chęci opieki nad słabą, zagubioną istotką.
No, ale po co gadać o takich banałach – dodała głośniej, nie chcąc, aby ich szeptanie przykuło uwagę niepożądanych osób. Mocniej chwyciła ucho kufla i dokończyła trunek kilkoma głębszymi haustami. – Właściwie to chyba już pora na nas. Zesztywniały mi wszystkie mięśnie. Oj przydałby się solidny masaż – puściła oko do elfa, po czym wzięła ostatni łyk piwa, odstawiła kufel i sięgnęła po Białą Brew. – Nawet niezłe to piwo.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

09 mar 2013, 20:16

Kot'eleiven po raz dziesiąty spojrzał na brudny kufel, w którym zostało niewiele ponad połowa złocistego trunku, który był główną atrakcją tego miejsca. Poruszył okrężnie kilka razy naczyniem, patrząc jak piwo oblewa wewnętrzne ściany, pieniąc się lekko. Prychnął do siebie, po czym odstawił niedopity napój, trzaskając głośno dnem o stół. Miał nadzieję, że Rowena w końcu zechce iść na górę, ponieważ jak tak dalej pójdzie, to w końcu trafi go szlag i powędruje do pokoju samotnie, nie zważając na jej reakcję. Miał już powoli dość siedzenia na dole, a perspektywa ciepłego łóżka zaczynała robić się wyjątkowo kusząca i pociągająca.
W końcu, jej delikatny głos przerwał panującą ciszę, a on sam znów skierował ku niej wzrok, ciekaw co tym razem będzie miała ciekawego do powiedzenia. Już po pierwszych słowach zrozumiał, że będzie musiał nastawić się na czcze gadanie, złote, niezawodne rady i przemawianie do rozumu. Kot na samą myśl przewrócił szybko oczami, po czym ewidentnie tylko udając zainteresowanego, znów oparł podbródek na pięść i zaczął słuchać jej gadania, jednocześnie od czasu do czasu spoglądając na przechodzącą obok kelnerkę, biegającą w te i we wte, nosząc najróżniejszym, z reguły niezbyt kulturalnym gościom. Nie ma co ukrywać, było na czym zawiesić oko, a jako mężczyzna, raczej nie uważał tego za jakiś szczególny brak kultury czy szacunku. W końcu chyba żadna kobieta nie narzeka, gdy jest hojnie obdarzona przez naturę.
Co zbytnio długouchego nie zaskoczyło, już po pierwszych zdaniach miał okazję do wygłoszenia własnej opinii, oczywiście jakże sprzecznej z tą, należącą do dziewczyny, postanowił więc wtrącić się bezczelnie.
- Aleksis nic mi nie zrobi, tak? Nie zdziwię się, jeżeli w ogóle nie pamięta wydarzeń, gdy oberwałem od niego z głowni. Zresztą, czymże jest jeden cios w twarz, wobec zniszczenia całego budynku? Niczym – odparł, czując że jak tak dalej pójdzie, to zaraz rozpocznie niezłą kłótnię, nie miał jednak zamiaru przestawać. Od zawsze był skłonny do wygłaszania swojego zdania, i bardzo często robił to w sytuacjach nad wyraz nieodpowiednich i niewłaściwych. Dlaczego więc teraz miałby zachować się inaczej? Mimo wszystko, postanowił poczekać z wygłaszaniem własnych opinii, cierpliwie czekając aż dziewczyna skończy.
Słuchał jej dosyć uważnie, choć raczej nie zastanawiał się jakoś szczególnie nad tym, co wygadywała. Może było to niekulturalne, ale co zrobić, przecież nie powie jej, żeby przestała gadać bzdury. W pewnej chwili, jej słowa stały się inne, jakby nagle przeszła ze zwykłej pogawędki, to pierwszorzędnych spraw, od których miało zależeć wyjątkowo wiele. Kot momentalnie zaczął interesować się tym co mówi, zaintrygowany nagłą zmianą charakteru rozmowy, a także sposobu jej prowadzenia. Jej głos przeszedł w szept, a słowa płynęły szybko, niczym rwąca rzeka, która nieprzerwanie płynie tym samym, szybkim tempem. Po wysłuchaniu jej słów, jego ciało przeszył krótki dreszczyk, na samą myśl o rzeczach, które prawiła o śmierci. Spojrzał na nią, jakby po raz pierwszy ją ujrzał, po czym zerknął na kamień, wiszący na jej szyi. To, co stało się przed chwilą, wydawało się być wręcz nienaturalne. Ta mała, białowłosa dziewczyna, po raz kolejny pokazała mu, jak mało o niej wie, jednocześnie ukazując przy tym, jak bardzo tajemniczą i interesującą jest osobą. Nagle zaczął się zastanawiać, czy Aleksis miał o niej podobne przemyślenia, oraz czy też miał wobec niej tyle wątpliwości. Cóż, w sumie co mogłoby bardziej pociągać alchemika, od tajemniczej, niebezpiecznej osoby? Może w sklepie wydarzyło się coś, co sprawiło że burmistrz chciał zbliżyć się do niej, co skończyło się, jak się skończyło. Poza tym… W końcu elf po raz kolejny przyłapał się na tym, że interesuje się rzeczami, które nie mają większego znaczenia, a w dodatku nie są jego sprawą. Po krótkiej przerwie, postanowił odpowiedzieć jej, zaczynając jednak od odpowiedzi na jej bzdurne gadanie.
- Nie chce mieć z Tobą do czynienia, powiadasz? A co mu zrobisz, pogrozisz mieczem? Przemówisz do rozsądku? A może zaatakujesz w łóżku? Aleks ma łeb na karku, i jeśli będzie chciał, to prędzej sprawi że to Ty będziesz miała problem, nie on – rzekł, zmieniając pozycję, kładąc ręce na blat, skupiając wzrok na oczach rozmówcy.
- Nie wątpię, że potrafisz być dobrą aktorką. Ale zrozum wreszcie, nie jesteś niczym więcej, niż zwykłą osobą, wobec której Aleksis po prostu poświęcił więcej uwagi aniżeli zwykłemu klientowi. Jesteś takim samym mieszkańcem miasta jak każdy, i aktualnie nie masz większych praw niż cała ta hołota. Od teraz, będzie trzymał całe to cholerne miast w pięści, którą będzie mógł zacisnąć kiedy chce, a wszystkim pozostanie co najwyżej się z tym pogodzić. Więc bądź tak miła, i przestań pierdolić od rzeczy, skoro i tak nie masz w tym wszystkim udziału – powiedział głośno, niemal krzycząc, nawet nie zauważając, kiedy podniósł głos, przy okazji unosząc się nieco na krześle. Nieco zawstydzony usiadł ponownie, odwracając wzrok, jakby chcąc ukryć się przed jej spojrzeniem. Nie chciał reagować gwałtownie, jednak alkohol i zmęczenie sprawiły, że po prostu nie był w stanie zareagować inaczej. Zaklął pod nosem kilkukrotnie, przeklinając się w myślach za swoje bezmyślne, bezczelne zachowanie.
Po dłużej chwili spoglądania na ścianę, skierował nieśmiało wzrok ku niej, a w jego oczach malowało się połączenie wstydu i żalu. To, czego wstydził się najbardziej, był fakt, że dał tak łatwo ponieść się emocjom, niczym głupi, pyskaty szczyl. - Przepraszam. Ja… Nie chciałem tego mówić. Po prostu… Tak jakoś wyszło… – powiedział cicho, wiedząc doskonale że było to słabe tłumaczenie. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, jednocześnie chwytając stojący z boku kufel, i wbrew wcześniejszym postanowieniem, wypił dwa łyki, ciągle jednak nie dopijając trunku do końca. Odstawił naczynie na miejsce, po czym przejechał dłonią po twarzy, jakby na pobudzenie. Nagle, nie poprzedzając tego żadnym konkretnym ruchem, wstał ciężko z krzesła, przeciągając się krótko. Podszedł do wszystkich pozostawionych przy stole przedmiotów, po czym wziął klucz do pokoju, i przesunął go po stole, w kierunku Roweny. Podniósł cały pozostawiony sprzęt, obracając się ku białowłosej.
- Masaż powiadasz? Wiesz, ktoś powiedział mi kiedyś, że wojownicy na wojnie pomagają sobie w potrzebie – rzekł, cytując jej własne słowa, chcąc tym choćby trochę załagodzić sytuacje, choć doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zwyczajnie się ośmiesza, i zapewne tylko pogarsza całą sprawę. Nie mówiąc już nic więcej, obrócił się szybko na pięcie, i ruszył w stronę drewnianych schodów, prowadzących do znajdujących się na piętrze pokoi.
z/t x2
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

27 kwie 2013, 00:12

****
Powolny, stresujący marsz, do jakiego został zmuszony elf poprzez towarzystwo dziewczyny oraz konia, dał mu naprawdę bardzo wiele do myślenia, choć ciężko było ocenić, czy wyszło mu na to na dobre, czy raczej bardziej na złe. Rowena ciągle leżała nieprzytomna, niemal wisząc w siodle, jakby była pod wpływem jakiegoś silnego, odurzającego trunku. Często ześlizgiwała się ze swojego wierzchowca, jednak refleks Kota kilkakrotnie uratował ją przed upadkiem na twardą ziemię.
Zdecydowanie nie był to dobry czas, aby przechodzić głównymi ulicami przez miasto, więc Kot'eleiven obrał trochę inną drogę. Liczył, że zbaczając z głównej, najczęściej uczęszczanej trasy, uniknie całych tabunów prostaków, rozjuszonych wydarzeniami z ratusza, jednak bardzo szybko się okazało, że znacząco się przeliczył. Nawet tutaj, mieszkańcy biegali wszędzie wokół, wprowadzając widoczny już z daleka zamęt i chaos, jakby zbliżał się koniec świata. Mężczyźni kierowali się szybko w stronę centrum miasta, chcąc prędko rozeznać się w całej sytuacji, natomiast kobiety biegały od domu do domu, lamentując i rozpowiadając różne bzdury. Plotki roznosiły się całkiem szybko, jednak w typowy dla siebie sposób, każdy plotkujący zmieniał coś w zasłyszanej gdzieś na boku historii, przez co wprowadzał jeszcze większy zamęt, wraz z nieprawdziwymi informacjami. Dało to całkiem zabawny efekt, ponieważ bardzo łatwo było usłyszeć, że ratusz jest kompletnie zniszczony, że nowy burmistrz górskiego miasta, Aleksis Bentrum. został brutalnie zamordowany we własnym łożu, albo że na głównym rynku przed ratuszem, z nieba zaczęły spadać żywe zwierzęta, takie jak na przykład krowy. Wiele osób biegło także w przeciwną do nich stronę, zamiast przynosić najświeższe wieści, to ruszyć na ich poszukiwanie, przy okazji wypytując każdego, kto stamtąd wracał. Niektórzy z nich zbliżali się do nich, jednak Kot zbywał ich szybko krótkim, prostym, jednak wyjątkowo niechętnym spojrzeniem, a oni całkiem szybko pojmowali, że lepiej iść męczyć kogoś innego.
Był to także teoretycznie dobry czas, żeby przyjrzeć się tajemniczemu koniowi, który przez całą drogę posłusznie kroczył obok niego, nawet bez konieczności prowadzenia czy wskazywania drogi. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Kot'eleiven nie miał pojęcia, skąd właściwie wziął się tutaj ten kary ogier, i w jaki sposób dziewczyna wpadła w jego posiadanie. Na pewno nie przypominał zwykłej szkapy, jaką można było kupić w pierwszej lepszej stajni za stosunkowo niską cenę. Zresztą, przecież białowłosa i tak nie miała pieniędzy, poza tym, nie widział żadnego powodu, dla którego miałaby kupować konia. Nie, to na pewno nie mógł być zwyczajny środek transportu. Biła od niego jakaś dziwna aura, nieprzystępna i tajemnicza, jakiej raczej nie spotyka się u zwykłych istot. Mimo wielu wątpliwości, na myśl nasuwała się tylko jedna, bardzo szeroka i niepewna teza. – Musiał zostać przywołany. To cholerstwo musi być dziełem magii – pomyślał, zerkając kątem oka w jego stronę, patrząc jak jego ciemne kopyta uderzają o twardy grunt z charakterystycznym stukotem. Po chwili, zwierz jakby poczuł na sobie jego spojrzenie, ponieważ obrócił łeb w jego stronę, spoglądając tylko na krótką chwilę, a jednak jakby z ciekawością. Chyba nie było innego wyjścia, trzeba będzie dokładnie wypytać Rowenę o to wszystko po jej przebudzeniu.
Białowłosa dalej leżała w kompletnym bezruchu, kiedy cel podróży, uznawana za "tę gorszą" oberża, pojawiła się w oddali.
Długouchy, chcąc nie chcąc, od razu pomyślał o pieniądzach, które z każdą chwilą wyraźnie ubywały mu z sakiewki. Na razie zapowiadało się na to, że będą musieli spędzić kolejną noc w karczmie, a podobne, wątpliwe luksusy raczej nie należały do tanich. A monety znikały bardzo szybko, niczym dobre piwo w kuflu. Najgorsze było to, że przecież Kot miał niemały problem, żeby z tej sumy utrzymać samego siebie, a co dopiero jeszcze towarzyszkę. Po raz kolejny do głowy przyszedł mu pomysł z opuszczeniem miasta, póki sytuacja jest dosyć niestabilna i niekontrolowana. Może nie był to jakiś wyśmienity pretekst do ucieczki, jednak zawsze lepiej było działać w takiej sytuacji, aniżeli w typowy, spokojny, wiosenny dzień. Tutaj rodził się natomiast kolejny problem, ponieważ żadne z nich nie miało dokąd się udać. Wolenvain odpadało na starcie, w każdym razie dla niego, a wszystko z powodu tego przeklętego listu gończego. O tyle, o ile w Minaloit ten świstek papieru nie wywoływał żadnych większych emocji, a wszyscy w mieście traktowali go nieco z przymrużeniem oka, nawet nieliczni strażnicy, to w stolicy Autonomii zapewne każda żywa istota będzie chciała go dopaść, byle jak najszybciej otrzymać nagrodę. Można było też szukać schronienia w jakichś pomniejszych wioskach, gdzie raczej nikt nie odważyłby się ruszyć ku dwójce uzbrojonych wojowników, jednak ciężko by było wyżyć w takich warunkach, tym bardziej że żadne z nich raczej nie znało się na niczym pożytecznym, poza wojaczką. W jego głowie zrodził się też pomysł, że można by było udać się do księstwa Lokent, jednak droga była bardzo długa, a o samym miejscu krążyły różne plotki. Trzeba było jednak przyznać, że była to chyba na razie najlepsza opcja, z racji tego że jako księstwo, wydarzenia które miały miejsce w miastach tworzących Autonomię, raczej zbytnio nikogo nie interesowały. Byłoby to też dobre miejsce na nowy, spokojny start. A jednak, pozostawiało na tyle duże wątpliwości, że jakoś nie było zbyt pewną opcją, co najwyżej zapasowym planem.
Elf szedł zamyślony, nawet nie zauważając, że znajdują się już niemal bezpośrednio przed Sennym Lichem, po raz drugi w tym dniu zresztą. Zatrzymał kroczącego powoli konia, po czym stanął niepewnie, spoglądając na budynek. Zbliżało się późne południe, a więc w środku nie powinno być zbyt wielu klientów, więc ewentualne przetransportowanie nieprzytomnej kobiety do środka, raczej nie sprawiłoby większych problemów. Nagle jednak długouchy uświadomił sobie, że jego największym problemem nie jest Rowena, a kary ogier, którego znalazł wraz z nią na rynku. Kot'eleiven zmarszczył brwi, gdy jeszcze raz dokładnie oglądał zwierza. Po chwili podszedł do niego, wziął białowłosą na ręce, co nie było zbyt wygodne, biorąc pod uwagę że trzymał w ręku również kosę. Mimo tego udało mu się w jakiś dziwny sposób jakoś ją chwycić, by w miarę pewnie ją trzymać. Gdy już trzymał ją na rękach, znów obrócił się w stronę konia, nie wiadomo po co. Znów z zaskoczeniem zauważył, że stworzenie uważnie się mu przygląda, potrząsając lekko czarną grzywą. Długouchy nie wiedział co robić, a nie chciał zostawiać tutaj zwierza, tylko po to by jakiś prostak zwyczajnie go ukradł, bez najmniejszych problemów i konsekwencji. Do głowy przyszła mu nagle dziwna myśl, która najpierw wydała mu się czystym nonsensem, jednak była na swój sposób równie głupia, co i logiczna. Jeżeli jego przypuszczenia były prawidłowe, był on wytworem magii. A skoro można coś przyzwać, to można to również odesłać. Czując się więc jak kompletny głupek, odezwał się nagle do stojącego przed nim konia, spokojnym, ciepłym głosem.
- Odejdź, nie jesteś już potrzebny – powiedział, wyobrażając sobie, jakie to musi być zabawne dla kogoś, kto ogląda to z boku. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, a zwierze wyglądało na to, jakby zupełnie nie przejęło się jego słowami. Nim jednak Kot zdołał pokręcić głową z dezaprobatą, koń poruszył się niespokojnie, zafalował nienaturalnie, po czym zaczął rozpływać się, niczym obłok dymu, znikający powoli w powietrzu. Elf stał jak wryty, wytrzeszczając szeroko oczy ze zdumienia. Mimo tego, że właśnie taki był jego plan, to i tak zaskoczyło go, że wszystko potoczyło się po jego myśli. Po chwili obrócił się jednak na pięcie, jakby zupełnie nic się nie wydarzyło, po czym dziarskim krokiem ruszył do karczmy, wchodząc nonszalancko do środka.
Tak jak oczekiwał, w środku nie było zbyt wielu ludzi, tak więc zapewne oszczędził sobie tym samym wielu dziwnych spojrzeń i nieprzychylnych komentarzy w swoim kierunku. Nieco większy problem mógł być z oberżystą, ponieważ podobna sytuacja mogła przynosić na myśl bardzo wiele, ale już raz pojawił się z nią tutaj, a poza tym, właściciel lokalu musiał mieć na głowie większe problemy, aniżeli elfa niosącego nieruchomą pannę na rękach. Niemal natychmiast po wejściu spróbował nawiązać dialog z właścicielem, starając się by jego głos zabrzmiał jak najbardziej naturalnie i spokojnie, jakby faktycznie nic się nie stało.
- Witam ponownie, dobry gospodarzu! Trza mi znowu pokoju, tym razem jednak bez zacnego jadła – rzekł, przybliżając się powoli do drewnianej lady. Gdy stanął już bezpośrednio przed mężczyzną, wrócił do kontynuowania dialogu.
- Biedaczka zemdlała nagle, coś musiało jej zaszkodzić, a wolałbym ocucić ją w wygodnym łóżku, aniżeli na zewnątrz. To jak, pokój jest w tej samej cenie? – Zapytał, choć po tonie głosu łatwo można było wyczytać, że nie brał pod uwagę odmowy. Gdy rozmówca skinął głową na potwierdzenie jego słów, elf delikatnie przełożył Rowenę na lewy bark, opierając przy tym kosę o ladę, po czym wyskubał wolną prawą ręką cztery szylingi i wręczył je oberżyście. Ten tylko uśmiechnął się, a następnie bez zbędnych ceregieli wręczył mu klucz do pokoju. Kot'eleiven podziękował krótko, chwycił klucz oraz swoją kosę, po czym ruszył w kierunku skrzypiących schodów, z nieprzytomną białowłosą na ramieniu.

[z/t]

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.