Oberża pod sennym Lichem

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Ternadil
Posty: 168
Rejestracja: 26 lut 2011, 07:17
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=155

Oberża pod sennym Lichem

01 lis 2011, 15:18

Obrazek

Mniej zamożna część miasta ma więcej do zaoferowania, niż mogłoby się wydawać bogatszym mieszkańcom głównych ulic. Właśnie jednym z miejsc, odwiedzanych przez biedniejsze pospólstwo, jest owa gospoda. Nie należy do ogromnych, lecz spokojnie mieści kilka podłużnych, sześcioosobowych stołów oraz zaplecze z magazynem. Często kręci się tutaj sporo osób, a w godzinach szczytu zapach pieczonego mięsa i ziemniaków nie ulatnia się stąd ani na chwilę. Na pierwszym piętrze znajduje się kilka pokoi do wynajęcia, oczywiście za odpowiednią opłatą. Pokoje nie są duże, jednak bardzo łatwo mieszczą łóżko, większą szafę na rzeczy podróżne i mniejszą szafkę na rzeczy bardziej podręczne. Widać, że mimo nieco mrocznego umiejscowienia, karczma jest nad wyraz zadbana i nieźle wyposażona. To za sprawą właściciela – Tomasza – szlachcica, który właściwie z własnych środków wyremontował i przywrócił do świetności ten budynek, zamieniając go na karczmę dla mniej bogatych. Mając pieniądze, spokojnie jest w stanie utrzymać tu należyty porządek i spokój. Ogólnie budynek można uznać za kamienicę z drewnianymi elementami. Do wejścia prowadzą dwuskrzydłowe drzwi, nad którymi widnieje tablica ze starannie wyrytym napisem: "Oberża pod sennym Lichem".

W pewnym momencie, nieprzyjemny chłód spowił główne pomieszczenie gospody, bowiem otworzyły się jej drzwi. Ternadil uchylił je masywną łapą, jednocześnie robiąc przejście dla Junali. Skinął głową, by poszła przodem, jak nakazywała kultura. Przekroczył próg zaraz po niej, ogarniając wzrokiem niemal puste, mroczne wnętrze. Największym źródłem światła był dość duży kominek, oprócz tego na ścianach umieszczone były świece, niektóre już ledwo tlące się słabym płomieniem. Oprócz właściciela, Tomasza, było tu dwóch gości, z czego jeden porządnie już podchmielony. Z tego właśnie względu, minotaur wolał skupić wzrok na tym drugim, tajemniczo sączącym czerwony trunek w kieliszku. Natychmiast zwrócił uwagę na nietutejszą kobietę, przyglądając jej się uważnie, jakby całkiem nie zdawał sobie sprawy, że Ternadil obserwuje go z równym zaangażowaniem i podejrzliwością. Dobrze wiedział, czym zostało wywołane owo zainteresowanie jegomościa. Uroda Junali zaprawdę przyciągała spojrzenia, często wywołując również nieskromne myśli. W tym momencie przypomniał sobie jej pochwałę, na którą – nie wiedzieć czemu – nie odpowiedział. Być może jej dotyk znów odjął mu mowę, pozwalając jedynie na odwzajemnienie uśmiechu. Ten rodzaj jej 'magii' musiał jeszcze odkryć, zwłaszcza, że potrafił go dość łatwo obezwładnić, w pewnym sensie. Podeszli jeszcze kilka kroków w stronę lady, gdy z góry dały się słyszeć niepohamowane odgłosy.. rozkoszującej się sobą pary. Krzyki kobiety, może nie bardzo głośne, ale z pewnością wywołane podnieceniem, prowokowały jeszcze bardziej. - Jesteś pewna, że chcesz tu spędzić noc..? – Spytał trochę nieśmiało, teraz już na prawdę mając wątpliwości co do bezpieczeństwa tego miejsca, z drugiej strony jednak wiedząc, że zapewne innego nie znajdą.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 634
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

24 cze 2013, 23:39

Pierwszą karczmą jaka stanęła na ich drodze była Oberża pod sennym Lichem toteż Dahhard nie zastanawiając się zbyt długo stanął pod jej drzwiami. Nie wiedzieć dlaczego rozejrzał się dookoła i dopiero po ówczesnym rozeznaniu terenu na zewnątrz wszedł do środka wciągając za sobą również Margaret. Wewnątrz również uważnie się rozejrzał. Niby nic, a jednak dla niego znaczyło to bardzo wiele. Może podświadomie liczył na to, że spotka tutaj osobę odpowiedzialną za całe zajście w ratuszu… Paranoja? Niekoniecznie, bo jak już nie raz i nie dwa się przekonał na tym świecie nie ma rzeczy niemożliwych. Ciekawe czy pijaczki z oberży na coś się przydadzą. – Zastanawiały go pokłady wiedzy tutejszych alkoholików i innych, którzy aktualnie siedzieli w karczmie. Dawno mnie tutaj nie było,. – Rzeczywiście, sporo czasu minęło odkąd był tutaj ostatni raz. Jak to bywa w tego typu oberżach, ludzie wiedzą dużo, ale to karczmarz zawsze wie najwięcej. Nie było siły, chłopak musiał podejść do niego i zadać serię swoich krótkich pytań. Wszedł powoli w głąb Sali, puścił rękę pani doktor zostawiając ją przy drzwiach. Nie oczekiwał od niej niczego, chciał tylko, żeby ta z przyszła z nim, miała na niego oko, aby nie zrobił czegoś głupiego. Przeszedł spokojnie odległość dzielącą go od drzwi do lady, za którą stał karczmarz nie zwracając uwagi na zaczepki upojonych alkoholem brudnych, często śmierdzących już moczem prostych chłopów. Istna hołota, a było jeszcze tak wcześnie…
- Karczmarzu. – zaczął. - Poproszę dzbanek wina i dwie porządne szklanki. – Musiał jakoś zacząć rozmowę. Wiedział, że nie dostanie niczego za darmo, a już na pewno nie dostanie za nic informacji, których oczekiwał. Karczmarz zawsze wywęszy okazję do zarobku, więc alchemik musi wykazać się lekką obojętnością, bo gdy mężczyzna zwietrzy emocjonalnie zaangażowanego chłopca bez wyrzutów sumienia wykorzysta to. - Dużo się tutaj ostatnio działo. Słyszałem, że burmistrz nie żyje. – Rozpoczął rozmowę spokojnie, chciał być sprytniejszy od właściciela tego przybytku.
Czekał co mu powie, czy będzie tajemniczy, czy też jego usta będą skarbnicą wiedzy i ile będą go kosztowały informacje.
Awatar użytkownika
Margaret
Posty: 54
Rejestracja: 20 maja 2012, 22:13
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29393#29393

25 cze 2013, 14:17

Ciągnięta przez miejskie zakamarki nie mogła złapać oddechu, obeznany w sieci labiryntów miasta gór Dahhard nie dawał jej chwili spokoju utrzymując a nawet przyśpieszając tempo. Poprawiała niedbale na każdym zakręcie swoje niezawiązane futro, zimnawy wiatr łechcąc jej pierś wdrapywał się po jej ciele. Nieprzyjemny spacer przedłużał się dając jej czas na myślenie, a to niezdrowe jak wiadomo. Biegnie właśnie w niewiadomym celu, w niewiadome miejsce, z wielką niewiadomą jaką był magik, cholera… Margart była kobietą nauki! To co ona wyrabia tutaj było czystym absurdem, zaprzeczeniem jej natury a to wszystko przez jednego młodziaka, który zawrócił w jej głowie. Rzecz jasna nie chodziło o coś fizycznego, nie chciała tego przyznać ale wiedziała że chodziło o zwykłą samotność w wielkiej stolicy. Odizolowana od rodziny, od przyjaciół, od miłości i wszelkich kontaktów bliższych brakowało jej dotyku, ciepłego słowa i troski jaką chłopak cały wykazywał. Wreszcie mogła być przydatna dla kogoś i liczyć na to samo.
Nagle obudziła się gdy nie mogąc się zatrzymać prawie wpadła w błoto albo coś jeszcze gorszego. Otarło pot z czoła i ruszyła za swym kompanem. Ruda jak głupia dziewka czekała, aż jej drzwi otworzy a ten znów niekulturalnie wciągnął ją do środka. Ona go manier musi nauczyć, nożem po łapach to mu się odechce takich zachowań. W karczmie była przyjaźnie, od dawna nie czuła prawdziwej atmosfery oberż więc ucieszyła się chociaż nie dorównywała ona północnym budynkom tego typu. Wzięła głęboki wdech radując się dla większości osób nieprzyjemnymi zapachami, cóż ona przywykła. Nie chcąc raczyć się jeszcze wonią karczmarza usiadła przy jednym z nielicznych wolnych stolików, powód tego był jasny bo zapchany naczyniami i mokry od piwo nie zachęcał. Zepchnęła na jedną kupę resztki i oparła się o blat znudzona.
Stołek niewygodny miała toteż siadła po męsku co dosyć w oczy się rzucało. Nawet wśród nizin społecznych kobieciny wiedziały jak zachęcić kandydata, a Marry to raczej odstraszała. Poprawiło swoje już sztywne i pasujące do otoczenia futro gapiąc się sztywno na lampę, brudna od kurzu i pełna owadów ciekawiło ją bardziej niż całe otoczenie w okół niej. Nie wiadomo czego chciała, zmęczona czekała, a może i się ktoś ciekawy zjawi przy jej stoliku by potowarzyszyć niewieścia. Nieumyślnie, no może nieco specjalnie, odsłoniła swą szable której przydało by się ostrzenie. oj tak.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

02 lip 2013, 13:00

MG

Karczmarz, jak karczmarz znudzony nieco monotonią swojej pracy nie zwrócił uwagi na Dahharta uwagi, póki ten się nie odezwał i zamówienia nie złożył. W ten brodacz przeniósł na niego wzrok, a zaraz potem postawił przed młodym mężczyzną drewniany dzban zalany czerwoną cieczą. Wino nie zachwycało, jednak ktoś, kto nie raz już miał okazję pijania w karczmach stwierdziłby, że niezgorsze w porównaniu do ceny – szylinga.
-Hmpf, nie ty jeden… – Zaczął beznamiętnie dostawiając przed parą dwa drewniane kubki – Wszyscy słyszeli. I w mieście i znając te stare, klekoczące baby to pół Autonomii już świadome tej wieści. No ale dobrze. Ludzi to ściąg, ruch nieco większy, nie ma w końcu tego złego, co nie? A czemu się tak pytacie? Interesuje was zakręcenie się wokół posadki burmistrza? Morderca? Dorobek alchemika? A może wykradniecie przepisów na magiczne eliksiry? Dla waszego dobra powiem wam byście nie wypytywali o to krasnoludów.– Przy ostatnim uśmiechnął się nieco szyderczo. – Są rozdrażnione przez całe zajście, zwłaszcza, że zamieszana była w to wszystko magia. – Ostrzegał, mówił. Jego postawa była dość bierna. Zapewne nie jeden już od tragicznej śmierci tutejszego burmistrza zachodził do karczmarza w tym samym celu co Dahhart, kierując się tym, że on wie wiele i nie mylił się bardzo. Już po tym jak brodaty, niski, jednak nie będący krasnoludem człowiek próbował sklasyfikować młodego do którejś z kategorii ludzi którzy do niego przychodzili. Jak widać w tej puli znaleźli się nie tyko Ci którzy byli zainteresowani sprawcą całego wydarzenia, lecz również ci, którzy chcieli skorzystać ze śmierci alchemika. W końcu, jakby nie było Aleksis był poważanym i znanym w swym fachu, a po jego zgonie wielu zainteresowanych było jego dorobkiem naukowym…
Margaret zaś =, która nie była skupiona na zbieraniu informacji id karczmarza, mogła poczuć, że jest obserwowana. Na początku wydawało się zapewne, że jest to nieco paranoiczne przeczucie, a przynajmniej do momentu w którym wzrok kobiety nie powędrował nieco w bok. Tak. Wówczas medyczka, swym okiem mogła dostrzec puszczającego w jej kierunku oczko krasnoluda o bujnej, ciemnej brodzie. Ten niby zalotnik pomachał nieco niezdarnie ręką uśmiechając się przy tym lekko. Twarz jego była przyjemna. Wzrostu zaś był ponadprzeciętnego, jak na krasnoluda. Siedział sam.
Awatar użytkownika
Margaret
Posty: 54
Rejestracja: 20 maja 2012, 22:13
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29393#29393

03 lip 2013, 17:36

Margaret opierając głowę o proszącą o odrobinę luksusu dłoń cieszyła swój wzrok otoczeniem. Stół lepiący się od mieszanych trunków nie dawał jej zbytniego pola manewru do zmiany pozy bez ubrudzenia swojego lichego odzienia. Pierwotny klimat miejscowych karczm wybitnie podobał się młodej lekarce, ba mogło by się tu zadomowić na noc czy dwie lecz jak wiadomo obowiązki wzywają. Mruknęła z przyjemności, ot tak dawna była w drodze że zapomniała co to znaczy porządny odpoczynek. Zrobiło jej się gorąco lecz miało to dwie przyczyny, pierwszy że już wiosna i się gorąco robiło na świecie a drugie to dziwne przeczucia bycia obserwowanym. Początkowo zbyła te myśli potrząsając głową lecz im więcej czasu w oberży spędzała tym uczucia te były silniejsze. Mimowolnie zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu szukając delikwenta. Zaczęła od miejsc w których podglądacz mógłby się skryć lecz myliła się bo winny nie krył się ze swoimi czynami. Zakłopotana odwróciła wzrok nie wiedząc co czynić, o co mu chodzi myślała naukowo, lecz tym tokiem myślenia do niczego nie doszła bo serca należało użyć w sprawach sercowych. Zaczerwieniła się i dopiero dotarła do niej sytuacja, od dawna nie była w ten sposób doglądana więc nie dziwo że intencji nie wyłapała. Potężnie przesunęła krzesło i dumnym krokiem podeszła, ba wymaszerowała w stronę wojownika. Kobita stawiając potężne kroki po chwili znalazła się przy jego stoliku. Ręce oparła o jego stół prostując, popatrzyła mu w oczy bez słodyczy kochających każdego wojownika pastereczek. Zimne jak lód źrenice wtopione były w jego.
- Hmmm? No słucham, czemuś to się gapi panicz?– wyrachowana kobieta usiadła na pobliskim stołku chcąc wysłuchać wymówek i w pewnym stopniu pragnąc przestraszyć krasnala. Duży coś, może jaka hybryda, tylko po co się mną zainteresował? Może mnie skądś zna… nie, takiej paszczy to bym nie zapomniała.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 634
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

06 lip 2013, 23:08

Gdy tylko Dahhard otrzymał drewniany dzban wina od razu nalał sobie pełen kielich. Łyknął niemal od razu, duszkiem, przechyliwszy naczynie. Alkohol spływał do żołądka przez przełyk jak u starego, brudnego pijaczyny, któremu już dawno wóda i inne mocne trunki wchodziły jak woda.
Nie płacił na razie. Rozkoszował się czerwoną cieczą, której dawno w ustach nie miał. Nie była pierwszej jakości, jednak teraz mu to nie przeszkadzało. Karczmarz wydawał się być bardzo podejrzliwy. Uważał alchemika za kogoś czyhającego na spory majątek Aleksisa Bentruma, niekoniecznie pieniądze. - Krasnoludów się nie boję, a interesują mnie raczej okoliczności śmierci pana burmistrza. – Spojrzał na karczmarza odstawiając kubek na ladę. Dolał. – Jego śmierć wywołała spore poruszenie, musiał być dla miasta kimś ważnym, nie tylko z racji piastowanego stanowiska, racja? – Wypowiadając te słowa zagaił się lekko i omal nie rozlał wina. Cóż to byłaby za strata… Nalał również Margaret, dopiero po chwili zauważył, że ta jest zajęta czym innym.
- Co zrobili z ciałem alchemia? Znaleźli je? – Zadanie kilku pytań chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziło wszak kto pyta nie błądzi. Chłopak wyciągnął z kieszeni jednego szylinga. W tym samym momencie zauważył, że jego fundusze zmniejszają się szybciej niż ilość wina w dzbanie. Trzeba będzie znaleźć sobie nową pracę… – Położył szylinga na ladę kręcąc lekko głową na znak wyraźnego niezadowolenia ze swojego stanu materialnego. Dahhard jeszcze raz spojrzał na karczmarza, podrapał się lekko po głowie. Do głowy przyszła mu jeszcze jedna myśl. Od początku, odkąd powrócił do miasta po długiej nieobecności zastanowił go znaczny wzrost populacji krasnoludów. – Wracając do krasnoludów, skąd ich tu tyle? Gdy byłem w Minaloit ostatni raz było ich znacznie mniej.Zdecydowanie mniej. – Wsparł swą brodę na ręce, bo chyba zrobiła się nieco cięższa, a raczej godzina późniejsza. Wcześniejsza. Uczeń zamordowanego Bentruma wyjrzał za okno, zamiast ciemnej nocy ujrzał powstający ze snu nowy dzień. Zaczynało świtać. Tośmy się z doktorką tutaj zasiedzieli. – Uśmiechnął się lekko. Młodzieńcowi wydawało się, że do świtu jeszcze daleko i zdoła zaznać nieco snu, jednak się straszliwie przeliczył. Otrząsnął się, podniósł się z krzesła, stanął na ziemi po czym rozprostował zastane kości. Coś trzasnęło, coś strzyknęło, a już chłopak był wyprostowany i gotowy do działania. - Kto może wiedzieć o Aleksisie najwięcej? Z kim się kontaktował przed śmiercią? Nikt nic nie wspominał u Ciebie poczciwy karczmarzu? – Dahhard liczył na odpowiedź, liczył, że nie zirytuje serią pytań małego brodatego oberżysty, że ten będzie z nim rozmawiał otwarcie. Odrobina zaufania, młody mężczyzna miał nadzieję, że zrobił dobre wrażenie i nie będzie z uzyskaniem informacji żadnych problemów.
Alchemik spojrzał jeszcze na Margaret, na jej adoratora, któremu najwyraźniej bardzo przypadła do gustu. Zabawne. Chłopak patrzył i tylko się uśmiechał. Powodzenia doktorko.
Awatar użytkownika
Margaret
Posty: 54
Rejestracja: 20 maja 2012, 22:13
Karta Postaci: viewtopic.php?p=29393#29393

19 sie 2013, 17:52

Margaret mimo najszczerszych chęci nie mogła dłużej zostać w malowniczym, odosobnionym miasteczku. Ziewnęła zajadle patrząc na maga, który z trudem starał się uzyskać kolejne fragmenty układanki, układanki która odkryła by tajemnice jego mistrza. Niestety czas naglił, a szpital zebrał już żniwa czasu. Kolejne dni mogą mieć realne konsekwencje wobec młodej finansistki. Jako kobieta z wielkimi planami nie mogła pozwolić by jej matczyne uczucia wobec młodziaka zawróciło jej życie do góry nogami. Z bagażem nowych doświadczeń i mocy nad którymi nie panowała podeszła do chłopaka i klepiąc po ramieniu pożegnała się bez zbędnych tłumaczeń, uznała że będzie to jedynie stratą czasu. Obietnica o spotkaniu w przyszłych dniach odbijała się echem w jej głowie gdy podchodziła do drzwi. Trzymając klamkę odwróciła się uśmiechając nieśmiało i po prostu zniknęła wśród przechodniów, a jedyne co po niej pozostało to dźwięk skrzypiących drzwi…

z/t
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 634
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

19 sie 2013, 18:27

Niestety mimo najszczerszych chęci Dahhardowi nie udało się wyciągnąć więcej istotnych informacji od karczmarza. Był tym faktem srodze zawiedziony, ale nic nie mógł zrobić. Pieniędzy nie miał to i zapłacić za cenne wieści nie miał czym, a w naturze na pewno nikomu niczego nie da. Gdzie szukać dalej? Oberża okazała się złym miejscem, lecz żadne inne, nowe nie przychodziło chłopakowi na myśl. Wrócić do sklepu? Czy raczej do tego co po nim pozostało? To bezsensu.[/b] – Rozłożył bezradnie ręce po czym odszedł od lady. Już chciał podejść do Margaret, powiedzieć, że chce stąd iść, gdy ta podeszła do niego i oznajmiła, że wraca. A idź w cholerę! – Pomyślał, lecz nie okazał tego. Pożegnał ją sztucznym uśmiechem na twarzy, usiadł przy stoliku i czekał, aż wyjdzie. Sam, całkiem sam. Może to i lepiej? – W jednej chwili stracił mistrza i kobietę, którą traktował jak siostrę, mimo iż czuł, że ta traktuje go jak swe własne dziecko to nie przeszkadzało mu to. Gdy za panią doktor drzwi się zatrzasnęły mag odczekał jeszcze kilka minut po czym błyskawicznie wstał i kilkoma szybkimi, długimi susami znalazł się pod drzwiami. Otworzył je szybko i sprawnie, wyszedł na zewnątrz, rozejrzał się. Wszystko wydawało mu się takie obce. Nie czuł się tutaj jak kiedyś. - To już chyba nie jest mój dom… – Pokiwał nieco spuszczoną w dół głową. - Chyba nie mam tu czego szukać… – otrzepał się, jakby był okurzony i poszedł prosto przed siebie. Nikt nie potrafił mu pomóc w rozwikłaniu zagadkowej śmierci Aleksisa Bentruma, burmistrza Minaloit. Nie wiedział gdzie ma się udać i po co.

z/t

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.