Uliczki, drogi, zakamarki

Niewielkie miasto, zbudowane u stóp gór klifowych. Naturalne fortyfikacje są wystarczającą obroną dla mieszkańców, którzy szukają tu spokoju, władzy i bogactwa. Chociaż mroczna przeszłość miasta nie zachęca osadników, Minaloit ma przed sobą świetlaną przyszłość.
Awatar użytkownika
Janina Jastrząb
Posty: 1074
Rejestracja: 13 wrz 2011, 07:40
Lokalizacja postaci: Zamczysko bandytów
GG: 36694984
Karta Postaci: viewtopic.php?t=698

Uliczki, drogi, zakamarki

10 lis 2011, 09:49

W każdym mieście, nie ważne, jak obskurne by było, czy też monumentalne i wspaniałe, znajdują się ścieżki i brukowane drogi po których mieszkańcy czy też wozy, przemieszczają się z powodzeniem po mieście. Tak też jest i w Minaloit .
Główne drogi w mieścinie są szerokie i utwardzone, a po ich stronach wznoszą się mieszkania, gospody, karczmy, czy tez jakieś zakłady rzemieślnicze. Te szerokie drogi, rozdzielają się jednak nie raz na węższe, prowadzące w ciemne i mało ciekawe miejsca, czy też najzwyklej w świecie są skrótami. To na nich można spotkać przechadzających się mieszkańców/przejezdnych, porozmawiać o nowinkach na niestety na jednej z nie licznych ław, spytać o drogę, dość do dowolnego miejsca w mieście, bądź też zaszyć się w jakieś ciemnej ślepej uliczce.

-----------------------------------------------------------------------------------------

No i Jean dziarsko szła przed siebie, spoglądając co chwila na swego…towarzysza(?), który w tym momencie wyglądał na całkowicie zaabsorbowanego swoimi poszukiwaniami, gdyż przemieszczał się po drodze z nosem przy ziemi. Jean zaś kierowała ich dwójkę w coraz to ciemniejsze zakamarki, aż dziw bierze, że jeszcze nie potknęła się o coś i nie zaliczyła spektakularnej gleby. Może to instynkt utrzymania się w poziomie? Może…W każdym bądź razie szli w coraz to węższe uliczki, prowadzące na obrzeża miasta.
– Hmm…Wiesz, tak mnie zastanawia, jesteś jakimś psem dziwnej rasy? Czy po prostu…trochę przerośniętym, obłokowo-kanciastym tworem ludzkim? Ten, tak z ciekawości się pytam. Bo to po raz pierwszy widzę…Ciebie podobnych. – spytała zaintrygowana. Jean zawsze była ciekawska, a i takie poszukiwania w ciszy były by nudne, a tego Pani Kapitan nie lubiła…bardzo.
Warto dodać, że jak na razie Jean’owe zmysły wytropić swoich nie mogły, jedynie instynkt naprowadzał na właściwy trop, który mógł być już wyczuwany przez myśliwski węch Matthew’a
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 219
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

26 sty 2013, 14:38

Stan błogości utrzymywał się przez dłuższą chwilę. Mrużyła z wolna oczy, czując, że powieki ma z ołowiu. Kątem oka dostrzegła, że Kot’eleiven również wychylił bukłak. Potem obraz zaczynał się rozmazywać, dwoić i wirować, gdy ogarnął ją nagły zawrót głowy. Czyżby napar była aż tak mocny? Dawno już nie piła takiej ilości alkoholu, co tłumaczyłoby gwałtowne uczucie upojenia. Zachwiała się i straciła równowagę, wyciągając ramię w poszukiwaniu oparcia. Znalazła je na ramieniu czarnowłosego mężczyzny, który ochoczo, stanowczo za ochoczo, podał jej rękę. Rowena nie była jednak w stanie tego zauważyć, a co dopiero ocenić. Stała się nagle bezwolna. Oddech miała płytki, a przed oczami pojawiły się mroczki. Nie spostrzegła też, czy z Kotem dzieje się to samo. Wiedziała jednak, że napar nie był zwyczajnym wywarem z ziół. Obcy człowiek, który kazał zwać się Tranufem, oszukał ich, chcąc otruć! To jasne, że nie miał broni, używał bowiem podstępu, by okraść zbłąkanych w ciemnych uliczkach i zaułkach wędrowców. Białowłosa, wyszarpnęła się z uścisku zielarza, lecz nim się spostrzegła, on posadził ją na skrzyni, na której sam wcześniej poprawiał odzienie. Czuła się potwornie. Świat wirował. Jawił się niczym fragmenty obrazków, porozrywane i ułożone chaotycznie. Każda próba spojrzenia w inną stronę, powodowała, że obrazy te przesuwały się w zwolnionym tempie, wywołując ból w oczach. Oddech stał się urywany, zimny pot oblał ją całą. Wyraźnie czuła, jak słabną jej nogi, jak nieznana moc odbiera siłę w rękach, dobiegając do gardła, chcąc za nie chwycić i dusić! Tak łatwo dać się oszukać! Zginąć od parszywej trucizny! W jakim celu? Nie posiadali nic cennego. Ani pieniędzy, ani klejnotów. Do tego nic nie znaczyli. Co prawda, Kot był poszukiwany, ale wątpiła, aby Tranuf o tym wiedział… Myśli sprawiały cierpienie, dlatego na tym poprzestała. Chciała ostatni raz spróbować wstać i wysunąć miecz, ale próba ta nie powiodła się. Białowłosa poderwała się, elfi płaszcz opadł z jej ramion. Gwałtowny ruch spowodował silne mdłości. Miała wrażenie, że się dusi. Nerwowo szarpała rzemienie przy koszuli, bezmyślnie odtroczyła pasek z mieczem, który runął na ziemię z głuchym brzękiem. Postąpiła krok.
I zemdlała. Upadała jak kukiełka, szmaciana lalka. Bez życia. Leżała w kałuży błota i wody z topniejącego śniegu. Oblicze jej było blade, ale spokojne, jak gdyby spała. Włosy wtopiły się równie, co one, brudny, szary śnieg. Upadła, jak niegdyś, lecz tym razem nikt nie podał jej dłoni, aby wstała. Z każdą chwilą jej ubranie nasiąkało wilgocią. Być może nie żyła. Nie sposób było to teraz rozpoznać. Czy taki miał być jej koniec? Czy miała zgnić w ciemnej uliczce? Czy jej ciało ktokolwiek odnajdzie i pochowa, czy pozwoli pożywić się dzikim psom?
Pozbawiona świadomości, nie wiedziała, co działo się Kot’eleivenem. Skoro również wypił zdradliwy wywar, skutki powinny takie same lub podobne, jako że elf był znacznie cięższy i wyższy od "małej" towarzyszki. Był też ostrożniejszy. W każdym razie znów przydarzyło się coś, co można zaliczyć na poczet nieszczęść z Minaloit. Faktycznie, mieli pecha i osobno, i jako duet. Przyciągali się wzajemnie w nieznany im sposób, ale wraz za sobą ciągnęli kłopoty. Zrujnowanie sklepu, list gończy, zemsta Aleksa, a teraz jeszcze to! …Czyli właściwie, co? Co się miało tu wydarzyć i rozegrać? Jak miało zakończyć?
Dla Roweny nie miało to teraz większego znaczenia. Na nic nie miała już wpływu. Rozbrojona, nieokryta leżała bezwładna jak trup, nie czekając na ciąg dalszy. Została do tego czekania zmuszona. Pochłonęła ją ciemność tak straszna i głęboka, że nie sposób było od niej uciec. Wpadła w Mrok, z którego miała się jeszcze nie obudzić.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

26 sty 2013, 15:28

Stan fizyczny elfa zaczynał bardzo szybko się pogarszać, pierwsze objawy zaczęły się pojawiać niemal natychmiast po spożyciu dziwnego napoju. Oddech stał się nierówny, wzrok zaczął błądzić po wszystkim wokół, nie mogąc skupić się na konkretnym celu, a umysł był ciemny, niczym uliczki Minaloit w ciemną, pochmurną noc. Jedno było natomiast bardziej niż pewne, specyfik, jaki podał im owy Tranuf, na pewno nie był zwykłym trunkiem, przeznaczonym do picia. Najprawdopodobniej była to po prostu trucizna, a oni wypili ją, niczym tępe dzieciaki, które łatwo ulegają namowom starszych. Kot'eleiven był na siebie wprost wściekły, miał ochotę rozszarpać mężczyznę na miejscu, używają jedynie własnych rąk. Niestety, zdawał sobie sprawę, że jest teraz unieruchomiony i zależny od nieznajomego. Pozostało tylko jedno, jedyne pytanie, które nie dawało mu spokoju. Po co to wszystko? pytał samego siebie w myślach, licząc że będzie w stanie udzielić sobie odpowiedzi.
Mimo tego, że sytuacja malowała się koszmarnie, to jednak mogło być o wiele gorzej. Trucizna na pewno nie była śmiertelna, albo przynajmniej nie w takiej dawce, jaką każde z nich zażyło. Wyglądało na to, że ów wywar był wytwarzany po to, by zamroczyć i obezwładnić ewentualnego przeciwnika. Dawało to nadzieję, bowiem ciągle mogli działać, przynajmniej do czasu, gdy napój kompletnie ich obezwładni, co prawdopodobnie będzie miało miejsce w najbliższym czasie. Choć należało też pamiętać o tym, że Rowena może inaczej znieść działanie mikstury.
Kot z każdą chwilą czuł, jak eliksir zaczyna działać, powodując coraz wyraźniejsze efekty. Jego członki i mięśnie zaczynały powoli sztywnieć, niezdolne do zbyt wyszukanych ruchów, a nogi mimowolnie poczęły się pod nim uginać, chcąc sprowadzić go na ziemię. Elf postanowił celowo opaść na prawe kolano, wspomagając się trzymaną w ręce kosą, tak by utrzymać się w dość stabilnej pozycji. Nie wiedział zupełnie, co powinien teraz zrobić, postanowił więc zdać się na delikatny akt rozpaczy i po prostu spróbować obronić się przed przeciwnikiem, lub chociaż go zastraszyć, mimo tego, że w owej sytuacji mogło to się wydawać dosyć śmieszne. Dużą rolę w tym wszystkim mógł także odegrać fakt, że był wysokim elfem, a nie prostym człowiekiem. Jego organizm różnił się nieco od organizmu przeciętnego człowieka, w dodatku wzrost i masa także robiły swoje, co mogło powstrzymać choć trochę efekt ogłupienia i osłabienia. Powoli, niczym starzec, który ledwo porusza rękoma, sięgnął do rzemienia, który znajdował się przy pochwie jego miecza, po czym dobył stamtąd swój sztylet, na którym kurczowo zacisnął swoje palce.
Uniósł ciężko głowę, spoglądając w stronę stojącego naprzeciw Tranufa. Długie, wilgotne, brązowe włosy przykleiły opadły mu nieco na twarz, zasłaniając trochę widok na całą sytuację. Zerknął na mężczyznę spode łba, i wycedził powoli, przez zaciśnięte zęby:
- Słuchaj kurwa. Nie wiem co tu jest grane, ale nie zbliżaj się nawet. Może jestem osłabiony, ale nadal jestem w stanie zabić Cię łatwiej, niż zwykłego kundla – przerwał na moment, ciężko chwytając powietrze, odzywając się dopiero, gdy jego oddech nieco się ustabilizował. Dobrze zdawał sobie sprawę, że podobne groźby można było wyśmiać, jednak było w tym ziarnko prawdy. W końcu gdyby tylko zbliżył się do rywala, miałby szansę by jednym, szybkim ruchem pozbawić go życia. – I trzymaj ręce z daleka od białowłosej – zagroził, po czym opuścił nieco głowę, która ciążyła mu niemiłosiernie, zachęcając by upadł na ziemię, zapadając w głęboki, ciężki sen. On jednak ani myślał o podobnym scenariuszu, miał zamiar klęczeć tutaj, choćby nawet ten skurwysyn miał mu wlać i dziesięć takich bukłaków do gardła. Przed oczami co chwila mu ciemniało, tylko po to, by chwilę później znów rozjaśnić widok, choć oczy także odmawiały posłuszeństwa, rozmazując widziany obraz. W jego umyśle pojawiła się kompletna pustka, miał wrażenie że traci pamięć, co chwila mając wątpliwości dotyczące tego, co robi i gdzie się znajduje. Usłyszał jak Rowena upada ciężko na ziemię, upuszczając także jego płaszcz oraz swój miecz. Tak jak podejrzewał, specyfik był przeznaczony dla przeciętnych ludzi, więc nie miałby problemu z obaleniem rosłego mężczyzny, a co dopiero kobiety, nawet takiej jak białowłosa. Niestety, tak czy owak, Kot'eleiven był teraz niemal niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Owszem, gdyby przeciwnik zbliżył się choć trochę, może mógłby do niego doskoczyć, wbijając mu nóż między żebra. Jednak póki Tranuf zachowywał odpowiedni dystans, mógł zrobić co tylko zechce.
Długouchy, wciąż nie wierzył, że to wszystko się dzieje, że wszystko ma miejsce. Ciągle liczył, że zaraz wybudzi się z tego cholernego koszmaru, budząc się znów w opuszczonej chacie, bezpieczny, w towarzystwie całej i zdrowej Roweny. Niestety, dobrze wiedział, że podobny scenariusz jest strasznie odległy i że cała ta tragedia, rozgrywa się na jawie. Zamrugał jeszcze raz oczami, próbując odpędzić senność, po czym zacisnął mocniej dłoń na rękojeści sztyletu, ciągle licząc że ciemnowłosy się zbliży. Jeżeli tego nie zrobi, marny ich los.
Ssen
Posty: 50
Rejestracja: 24 gru 2012, 11:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39203#39203

26 sty 2013, 17:39

Ssen nie spodziewał się tak szybkiej reakcji na truciznę w końcu mogła ona zacząć działać nawet po kwadransie. Niestety z tak prostymi eliksirami trudno dokładnie czas działania w różnych warunkach. Mróz, alkohol w którym środek był rozpuszczony, rasa i masa osoby spożywającej, przy tak słabych substancjach wszystko ma wpływ.
Elf go nie interesował, był mu niepotrzebny. Właściwie równie dobrze to mógłby go zabić, ale to zamknęłoby mu jedną z nielicznych furtek. Dostrzegając za to białowłosą leżącą w błocie skrzywił się. Nie potrzebował, aby zachorowała, a po kobietach nigdy nic nie wiadomo. Zresztą jak ją chwycić, aby jak najmniej się ubrudzić?
Teraz ważny jest czas- wymruczał do siebie, przeszukując oględnie ciało Roweny.
Po chwili do uszu Kot’eleivena dotarł zgrzyt wyciąganego ostrza, aby dosłownie modlitwę później miecz kobiety z brzękiem upadł niedaleko niego na bruku.
Niech burmistrz szykuje pękatą sakiewkę- słowa Ssena były nadzwyczaj twarde i bezpłciowe. Gdyby zielarz nie był poddenerwowany sytuacją w jakiej się znalazł to pewnie sam by się przeraził swego tonu. Nigdy przecież takiego nie używał.
Zarzucając ręce kobiety na swoje ramiona podniósł bezwładne ciało niczym worek kartofli i ruszył jak najbardziej suchą ścieżką do swojego domostwa. Nie powinien zostawić śladów, a okolica w końcu jest prawie opuszczona, nie licząc kilka rodzin i bezdomnych, którzy prawdopodobnie jeszcze przed świtem opuścili swoje stanowiska, aby znaleźć coś do jedzenia.

[z/t] Rowena i Ssen
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

26 sty 2013, 19:49

Ciężkie powieki opadły powoli, zakrywając zmęczone, przekrwione oczy, dając tym samym chwilowe ukojenie. Wszystko co go otaczało, w jednej chwili stało się ciemnością, zakrywając nieprzeniknionym mrokiem ten straszny, niesprawiedliwy świat. Kot, do tej pory klęczący na kolanie, wsparty swą kosą, osunął się powoli na bok, lądując miękko na brudnym, wymieszanym z błotem śniegu.
Czas płynął, choć niemożliwy do odmierzenia, to jednak ewidentnie sunął do przodu. Kot'eleiven zbudził się nagle, jakby został wyrwany z niepewnego snu, zupełnie niepewny co właściwie się stało i gdzie się teraz znajduje. Jego umysł zaczynał się powoli rozjaśniać, choć pojawił się także nieprzyjemny ból głowy, przypominający typowego kaca, jakiego bardzo łatwo złapać po nocy spędzonej w karczmie z przyjaciółmi. Cisza, jaka panowała wokół była zaskakująca, tym bardziej dla żyjącego w biegu Kota, była to chwila niemal magiczna, tak bardzo różniąca się od hałasu i zgiełku, jakie bezustannie panowały w jego życiu, z reguły nie opuszczając go nawet, kiedy pozornie wydawało się być spokojnie. Mimo bólu głowy, ciężko bo ciężko, ale powoli wracała przytomność umysłu. Najpierw urywkowo, elf zaczął kojarzyć wszystko co dzieje się wokół, by po chwili przypomnieć sobie, w jaki sposób się tu znalazł. Brakowało tylko jednego, bardzo istotnego szczegółu. Mianowicie za cholerę nie mógł sobie przypomnieć, co właściwie się wydarzyło, że znalazł się na ziemi. W jednej chwili razem z Roweną jedną ze ścieżek, kierując się chyba do zniszczonego sklepu Aleksisa. Ktoś ich wtedy zaczepił, ktoś dziwny, tajemniczy, nieznany. Potem coś pili, tak, na pewno, to chyba był… alkohol? Potem… Potem zrobiło mu się słabo i upadł na ziemię. To znaczy, przyklęknął, obudził się już w błocie. A potem Rowena…
- Rowena! – Krzyknął podniesionym głosem, zupełnie niczym przestraszona osoba, doznająca chwilowego szoku. Otworzył niechętnie oczy, rozglądając się na wszystkie boki, rzucając głową niczym wściekłe zwierze. Jednak białowłosej nie było w pobliżu. Nie było nikogo. Leżał samotnie w błocie i śniegu, w kompletnie już przemoczonym, brudnym stroju, ciągle kurczowo trzymając w ręku swój sztylet. Schował szybko broń i podniósł się powoli, wspomagając się swoją kosą. Teraz doszedł także ból mięśni, które buntowały się nieco, gdyż jeszcze niedawno były kompletnie sztywne i nieruchome. Jeszcze raz wykonał wykonał powolny obrót, czujnym wzrokiem wypatrując jakichkolwiek śladów dwójki. Niestety, okolica roiła się od domostw, a między owymi mieszkaniami było bardzo dużo małych, ciemnych uliczek i tym podobnych kryjówek, w które można się udać, jeżeli tylko chce się komuś zniknąć z oczu. Poza tym, długouchy nie był pewien, jak dużo czasu spędził, leżąc na brudnym, walcząc z dziwnym trunkiem, jaki prawdopodobnie dostali od tego gościa, nawet nie pamiętał jak się zwał ten skurwysyn. Właściwie, zapamiętał tylko jeden szczegół, a mianowicie krótkie zdanie, wypowiedziane przed tym, jak przestał kontaktować ze światem. – "Niech burmistrz szykuje pękatą sakiewkę" Czyli już wszystko jasne. Skurwiel chce pieniędzy – pomyślał wściekle, po czym zrobił kilka kroków, próbując zebrać myśli.
Podszedł do miejsca, w którym leżał jego porzucony płaszcz, który w nieznany mu sposób zleciał z białowłosej, po czym podniósł go, otrzepując z zaschniętego błota i założył na siebie, sprawdzając zawartość wszystkich kieszeni. Płaszcz był cały przemoczony, podobnie z resztą jak większość stroju Kota, więc jak tak dalej pójdzie, to prędzej czy później dopadnie go jakieś przeziębienie, a w chwili obecnej, raczej sam sobie nie poradzi. A wątpił w to, czy burmistrz chciał udzielić mu azylu, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.
Zrezygnowany Kot'eleiven rozejrzał się jeszcze raz, licząc że coś pominął, gdy jego uwagę przykuły ślady w błocie. Co prawda podobnych śladów było tu więcej, jednak jeden trop wydawał się być świeży, niemal dosłownie sprzed parunastu minut i prowadził w stronę jakichś położonych dalej domostw. Cóż, długouchy nie mógł teraz tak po prostu zostawić Roweny w rękach nieznanego sukinsyna, który postanowił porwać ją dla zwykłego okupu. Co prawda szansa, że ten ślad go do nich zaprowadzi, była naprawdę niewielka, ale nie miał nic do stracenia, a bardzo wiele do zyskania. Martwiło go tylko to, że ślady nie wyglądały, jakby ktokolwiek próbował je ukryć. Mimo to, postanowił podążać za nimi, mając nadzieję, że zaprowadzą go do białowłosej. Gdy jednak postawił pierwsze dwa kroki, jego noga natrafiła na coś w śniegu. Ku swojemu zdziwieniu, okazało się, że przypadkowo natrafił na miecz Roweny. Poznał tę broń od razu, w końcu był zmuszony już raz zmierzyć się przeciwko niej, wtedy on sam walczył swoim mieczem, Arkanem. Białe ostrze zlało się ze śniegiem, przez co elf nie zauważył go, rozglądając się zaraz po odzyskaniu świadomości.
Schylił się, ostrożnie chwytając rękojeść miecza. Zrobił nim kilka zamachów, następnie próbę markowania, szybką fintę. Miecz był dla niego trochę za krótki i zdecydowanie nie leżał mu w dłoni, jednak trzeba było przyznać, że jest to wspaniała broń. Po chwili odnalazł także leżącą nieco dalej pochwę. Przymocował ją sobie równoległe do własnego miecza, po czym upewniwszy się, że w pobliżu nie ma nic więcej, co należy do żadnego z nich, pochylił się nieco i zaczął uważnie podążać za dużymi, błotnymi śladami.
Poruszał się krokiem wolnym, jego mięśnie ciągle były obolałe, a ciągły ból głowy jedynie przybierał na sile. Poza tym, ślady raczej nie należały do najbardziej widocznych i niejeden raz musiał domyślać się, w którą stronę dalej podążył ten cholerny gnojek. I tak oto, wolno, bez wyraźnego pośpiechu, ze wzrokiem wbitym w ziemię, Kot począł zbliżać się do chaty, w której przetrzymywana była Rowena. Wiedział że może tam czekać na niego walka, możliwe że nie wróci stamtąd żywy, ale cóż, po raz kolejny trzeba było podkreślić, że nie chodzi tutaj o niego, a o Rowenę.
W końcu, dotarł do zwykłej, drewnianej chaty, jakich pełno w górskim mieście. Ślad urywał się dokładnie tutaj, a za otwartymi drzwiami można było łatwo dostrzec ślady błota, prowadzące do wewnątrz. Kot'eleiven ścisnął mocniej kosę trzymaną w rękach, po czym wziął głęboki wdech i wkroczył pewnie do pomieszczenia.
[z/t]
Awatar użytkownika
Almor
Posty: 45
Rejestracja: 02 sty 2013, 19:12
Lokalizacja postaci: Złodziejewo
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39355#39355

31 sty 2013, 23:09

Almor opuściwszy gospodę udał się w niewiadomym kierunku. Właściwie to szedł przed siebie kierując się brukowanymi uliczkami ciągnącymi wzdłuż wysokich kamienic. Zewsząd docierały do niego odgłosy miejskiego życia. Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że za nic nie chciałby żyć w takim miejscu. Pełnym niezdrowego pośpiechu i zgiełku. Brakowało tu zieleni, otwartej, wolnej przestrzeni i dźwięków natury. Wszystko było…upchnięte, ściśnięte i przytłaczające. Przynajmniej w jego opinii. Marzył, by kiedyś móc osiąść w jakimś kwiecistym zagajniku w pobliżu krystalicznego strumyka, gdzie siedząc pod drzewem mógłby rozmyślać i oddawać się medytacji. Wieść spokojne życie.

Przystanął.

Musiał znaleźć kogoś lub coś, co pomogłoby mu w zrozumieniu magii. Pojęciu jej podstawowych zasad. Jeżeli nie nauczy się kontrolować swojego daru cała ta ucieczka i poświęcenie na nic się nie zda. Wiedział, że wewnątrz niego czai się moc. Jak w innym wypadku wytłumaczyć te wszystkie zjawiska, które towarzyszyły mu od najmłodszych lat życia? Pozostawało podstawowe pytanie – jak – jak zdobyć tę wiedzę? Skąd? Kto byłby w stanie mu pomóc? Nie zna nikogo. Jest sam…prawie.

Zerknął na Mylo siedzącego mu na ramieniu. Uśmiechnął się pod nosem. Los sprowadził ich do tego miasta nie bez przyczyny. Z pewnością jest tutaj coś, co mu pomoże. A jeśli nie…mnisi mówili, że w Autonomii istnieje kilka miast. Na pewno kiedyś do odpowiedniego dotrze. Osobiście wolałby jak najszybciej.

Powstrzymał natłok myśli biorąc głęboki wdech. Nie. Pośpiech jest zgubny i stanowi fałszywego doradcę. Dostrzegł krasnoluda idącego swobodnym krokiem po drugiej stronie uliczki. Powinien już się o to wypytać w karczmie, ale trudno.

Pobiegł do nieznajomego i ukłonił się przepraszająco, składając dłonie tak, jak robili to mnisi witając się między sobą.

Przepraszam, mości krasnoludzie – powiedział starając się, by jego głos brzmiał pewnie i stanowczo – Czy wiesz być może, czy w tym pięknym mieście można znaleźć jakiekolwiek miejsce świadczące usługi nauczania magii? A jeżeli takiego nie ma, to kogoś wykształconego w magicznych arkanach?

Mógł jedynie żywić nadzieję, że krasnolud będzie w stanie mu pomóc. I naturalnie – wyrazi taką chęć.

Awatar użytkownika
Arael
Posty: 650
Rejestracja: 09 lis 2011, 19:58
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=15819#15819

01 lut 2013, 16:53

Krasnolud popatrzył jedynie na młodzika wyglądającego na potomka rasy ludzkiej, zmierzył go z góry do dołu wzrokiem, popatrzył pogardliwie i w końcu uznał za stosowne odburknąć coś, co można było uznać za odpowiedź.
- Nie. Spadaj do swoich ludzkich nauczycieli, mało macie magików żeby się naszymi wysługiwać? – rzucił niemalże obrażonym tonem i ruszył przed siebie. Gołym okiem można było zauważyć, że albo ten jeden krasnolud, albo rasa w ogóle nie przepadała za ludzkimi chłopcami, szukającymi arkanów krasnoludzkiej wiedzy. Almor był na wyraźnie straconej, beznadziejnej pozycji – przynajmniej u tego konkretnego przedstawiciela tej niezbyt wysokiej rasy. Kto wie, może inni będą rozmowniejsi, a może zapytał w zły sposób?

Awatar użytkownika
Almor
Posty: 45
Rejestracja: 02 sty 2013, 19:12
Lokalizacja postaci: Złodziejewo
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39355#39355

01 lut 2013, 18:21

Odpowiedź krasnoluda sprawiła, że Almor poczuł się nieco dotknięty, lecz nie dał tego po sobie poznać w żaden sposób. Odprowadził niemiłą osobę wzrokiem. Jak widać uprzedzenia istniały nawet w Autonomii, o której mówiono, że jest ostoją tolerancji. Przynajmniej w porównaniu do Imperium. Jednak nie zraził się swym niepowodzeniem. Chociaż bardzo pragnąłby, aby każdy żywił w stosunku do drugiej osoby same pozytywne uczucia, wiedział, że jest to jedynie złudną nadzieją. Samemu wszakże poczuł malutką urazę i niechęć względem krasnoluda. I choć przyjął jego odpowiedź, zaakceptowanie jej formy przyszło dopiero po paru chwilach. Jak powiadali mnisi – tylko najwięksi mędrcy oraz kontemplatorzy potrafią odrzucić od siebie naturę śmiertelników. Być może kiedyś…zmienią się ich serca.

Powinniśmy poszukać jakiegoś człowieka – powiedział do Mylo, który cały czas wpatrywał się z oburzeniem w krasnoluda – Być może ktoś z mojej…rasy będzie skłonny udzielić mi pomocy.

Nie lubił używać słowa rasa. W całych naukach Czystej Miłości nie padało ono ani razu. Wszyscy są istotami żyjącymi wspólnie, choć oddzielnie w jednym świecie. Wszelkie podziały powstały w sposób sztuczny. Być może fizycznie różnili się – bardziej lub mniej – jednak serca i umysły mieli takie same. Czy to krasnolud, czy elf lub człowiek. Niezrozumienie zrodzone z igornacji i strachu. Cykl powtarzający się bez przerwy od zarania dziejów. Mnisi podczas nauk wspominali, że nawet dumne smoki uległy temu zgubnemu cyklowi, co zaowocowało ich upadkiem. Czy rzeczywiście nie ma sposobu na wyrwanie się z tego koła nieszczęścia?

Ruszył przed siebie w poszukiwaniu jakiegoś człowieka. W tym mieście było więcej przedstawicieli krasnoludów niż kiedykolwiek jednocześnie widział. Chyba największą grupkę, bo liczącą sześciu wojowników, dane było mu ujrzeć w klasztorze. W pewnym jednak momencie dostrzegł człowieka. Szedł nie zważając na nic dookoła. Być może tym razem będzie lepiej?

Podbiegł do nieznajomego i zaczepił go słowami

Przepraszam, Panie – zwrócił się z szacunkiem należnym starszemu, skinąwszy głową – Czy wiesz być może, czy w tym mieście istnieje jakieś miejsce nauczające magicznych arkan? A jeśli takiego tu nie ma, to być może byłbyś w stanie wskazać mi odpowiednie? Jestem … – zawiesił na moment głos szukając wymówki. Przecież nie powie, że ucieka przed imperialnymi magami – Nowy w tych stronach i poszukuję miejsca, gdzie można nauczyć się magii.

Mężczyzna spojrzał na niego przelotnie jakby wytrącony z własnych myśli.

Nic mi o takim miejscu nie wiadomo – odpowiedział zgodnie z prawdą. Był zwykłym człowiekiem, jakich pełno na ulicy. Miał większe zmartwienia niż interesowanie się magią: choćby to, jak wyżyć z dnia na dzień. O magii wiedział tyle, co nic, a dewizą zwykłych ludzi było trzymać się od spraw, których nie rozumieją jak najdalej, bo w przeciwnym wypadku może się to źle skończyć – Słyszałem tylko, że w stolicy Autonomii, Wolenvain, istnieje jakaś wielka biblioteka. Może tam – wzruszył ramionami kręcąc głową – Przykro mi, nic więcej nie wiem o tych sprawach.

Almor pokiwał głową. Lepsze to niż nic tylko…

A czy możesz mi dobry Panie powiedzieć, gdzie znajduje się to Wolenvain?

Nieznajomy podrapał się po szczecinie.

Wychodzisz z miasta. Traktem prosto do Derin i stamtąd już powinieneś dotrzeć do stolicy. Tak sądzę. W Derin na pewno będą wiedzieć. To wszystko co wiem, żegnaj chłopcze i powodzenia w twej podróży. To niebezpieczne czasy.

I to powiedziawszy odszedł przyśpieszonym krokiem w tylko sobie znanym kierunku. Almor westchnął cicho. Przynajmniej miał jakiś punkt zaczepienia. Chyba pora ruszać dalej.

z/t
Awatar użytkownika
Rowena
Posty: 219
Rejestracja: 19 lis 2011, 22:32
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?p=16919#16919

26 lut 2013, 19:44

Wycieńczona fizycznie, strzaskana psychicznie i rozchwiana emocjonalnie Rowena straciła przytomność. Nagła utrata świadomości była dla dziewczyny zbawienna i mimo, że równała się z chwilowym zapadnięciem w stan zbliżony do snu, nie śniła żadnych koszmarów, a jej skołatane nerwy mogły odpocząć. Równowagę odzyskał również elf, któremu lód skuł krew w żyłach, gdy tylko ujrzał obłąkane oblicze białowłosej. Nie znał jej przeszłości, nie znał jej tajemnicy i zupełnie nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi. Ba! Żeby wiedziała o tym sama Rowena. Gdyby mogła racjonalnie wytłumaczyć, co się z nią dzieje. Tymczasem zdawało się to tak nierealne, że prościej było nazwać wojowniczkę chorą albo niedorozwiniętą, aniżeli poważnie potraktować tę osobliwą przypadłość, która niszczyła jej życie. Kawałek po kawałku oddawała się mrocznym siłom, a cierpienie, jakiego doznawała podczas wizji, bardzo powoli, lecz skutecznie, zaczęło sprawiać jej niezdrową przyjemność.
Z lekką odrazą elf zsunął z siebie nieprzytomną dziewczynę. Nie to, żeby sama Rowena była mu nieprzyjemną, lecz stan, w jakim się znajdowała zaledwie przed chwilą, napawał Kota wstrętem, a przede wszystkim strachem. Jak łatwo stracić zimną krew w obliczu nieznanego, stojąc oko w oko z siłą, której nie da się opanować. Nie mógł przewidzieć, co zrobi pozbawiona zmysłów dziewczyna. Czy zaatakuje go? Czy rzuci do gardła, próbując rozszarpać je gołymi rękoma? W takiej sytuacji musiałby się obronić i nie wiadomo, czy jego dłoni nie splamiłaby krew białowłosej. Szczęściem ona tylko straciła przytomność. I aż. Elf rozejrzał się po pobojowisku. Ostry zapach krwi, brudu i uryny drażnił jego nozdrza, a ciężkie powietrze było nie do zniesienia. Nie mógł jednak pozostawić łupów dla przypadkowych kloszardów i łotrzyków. A łupy okazały się niemałe. Sztylety elfickiej roboty trafiły do właściwych rąk, biała laska z kryształem stała się towarzyszką kosy, ale najcenniejsze okazały się sakiewki, których zawartość doprowadziła elfa nieomal do ekstazy. Pieniądze! Dużo pieniędzy. Wreszcie będzie mógł się najeść, wypocząć, a nawet i uchlać, co by zapomnieć o trudach życia. Świat od razu stał się piękniejszy. Dopóty, dopóki nie przypomniał sobie o Rowenie, która w owej chwili stanowiła prawdziwie zbędny balast i kłopot. Cóż miał począć? Podniósł Białą Brew i przytroczył ją do pasa kobiety, na tyle delikatnie, żeby jej nie zbudzić. Spokój na tej ładnej przecież buzi był na wagę złota. Po chwili odnalazł też jej torbę. Była lekka. Dobytek wojowniczki naprawdę był marny. Trudno było dać temu wiarę, kiedy patrzyło się na Rowenę, jak na kochankę Aleksisa Bentruma – persony poważnej, szanowanej, wysoko postawionej i obecnie bogatej. Alchemik mógł obsypać białowłosą klejnotami, jedwabiami i tytułami. Mógł, gdyby tylko chciał. Aktualna sytuacja Roweny odbiegała od tegoż pięknego widoczku. Stanowiła obraz nędzy i rozpaczy, o czym nie świadczył jedynie brud i kołtuny we włosach. Elf dostrzegł na nadgarstkach czerwone pręgi od więzów. Można się było domyśleć, że ślady znajdują się na reszcie obolałego ciała. Kot nie miał jednak czasu ani ochoty dokonywać takowych oględzin. W Ratuszu na pewno zajmą się nią najlepiej, a już Aleks postara się, żeby niczego jej nie zabrakło. Odpocznie, odżyje i będzie jak dawniej.
Jak dawniej? Czyli jak? Znów będzie prowokowała bójki, niszczyła budynki i unikała odpowiedzialności? Będzie spędzała z nim wieczory w karczemnej izbie? Nie. Kiedy zawita do Ratusza, nic już nie będzie takie samo. Zresztą i tak mieli się rozstać. Nic ich nie łączyło, a na pewno nie było to na tyle silne, aby miało jakiekolwiek szanse przetrwać. Dlatego wolał się do niej nie przywiązać. Nie było to ani łatwe, ani trudne. Rowena okazała się całkiem sympatyczną towarzyszką, lecz równie męczącą. No chyba, że milczała.
Elf westchnął. Sprawdził jeszcze czy zabrał wszystko, co było do zabrania. Na widok trupów skrzywił się nieco. Schylił się, by unieść wojowniczkę. Zgrabnie przerzucił ją sobie przez ramię niczym worek kartofli. Szczęściem nie ważyła dużo. Właściwie tyle co piórko. Nic dziwnego. Nie jadła od paru dni, ale w Ratuszu ją nakarmią, napoją…
Wyszedł. Z ulgą odetchnął świeżym, górskim powietrzem, pachnącym przejmującą zgnilizną starych liści. Minaloit – urocze miasteczko pełne rwących potoków fekaliów spływających rynsztokami. Krasnoludy nie należały do rasy dbającej o higienę i względy estetyczne, niestety. Kot ruszył, obciążony zdobyczą i Roweną, po raz kolejny usiłując dotrzeć do Ratusza. Plan miał być prosty. Śpiąca królewna trafi do komnat w swej ratuszowej "wieży", gdzie pocałunkiem zbudzi ją królewicz Aleksis i będą żyli długo i szczęśliwie. A prawdziwy wybawca będzie na tyle wspaniałomyślny i bezinteresowny, że zniknie zachowując nieskazitelny honor. Było to tak żałosne, jak ich obecne położenie. Burmistrz na pewno zechce wyjaśnić sobie pewne sprawy z Kotem. Nie mówiąc już o warunkach zadośćuczynienia za zniszczony sklep. Wszak wielce dziwnym było, że ostatnio spędził dużo czasu w obecności burmistrzowej narzeczonej. A że Rowena już do dziewic nie należała, to kto wie, co się mogło wydarzyć. Co prawda elfy z ludźmi się nie mieszały, a nawet nie przepadały za ich towarzystwem. Tu jednak zdarzył się wyjątek. Ten potwierdzający regułę. Cholernie to wszystko było zagmatwane i jeszcze bardziej nieprawdopodobne. Dobrze, aby miał już gotową mowę, tak na wszelki wypadek, bo to mało ich chodzi po ludz…po elfach?
Mzzzchrr – wyrwało go z rozmyślań. Brzmiało dość dziwnie. Cóż to za zwierzę wydawało podobne odgłosy? – Mmmm.

W oczach miała piasek, a w gardle całą pustynię. Okropecznie bolała ją też głowa, jak po jakiej libacji alkoholowej, trwającej co najmniej dwa dni. Mrugając szybko, by nawilżyć spojówkę, ujrzała śnieg i błoto z nieznanej dotąd perspektywy. Widziała też pojawiające się i znikające na przemian stopy odziane w buty, a wyżej pośladki. Dość zgrabne, oceniła. Ziemia drgała nieznacznie w rytm pojawiania i znikania stóp. Gdy wzięła głębszy oddech zakasłała. Zimne jeszcze powietrze zakłuło w płuca. Gwałtowny kaszel wywołał również ból we wszystkich możliwych częściach ciała. W głowie zaćmiło kurewsko. Przyrzekła sobie, że nigdy więcej nie będzie pić alkoholu z nieznanych źródeł… Tyle pamiętała. Tajemniczy trunek od niemniej tajemniczego mężczyzny.
Nie miała siły poruszyć ręką ani nogą. Po rozpoznaniu swego nieszczęsnego położenia i dopasowaniu zgrabnego tyłka do Kot’eleivena, zwisała dalej jak szmaciana laleczka przewieszona przez ramię, próbując coś powiedzieć. Musiała jednak poczekać, aż w ustach nazbiera jej się trochę śliny… Patrzyła więc na okolicę coraz bardziej ją rozpoznając. Określiła również kierunek w jakim zmierzali. I nie czekała już dłużej na ślinę.
Nie – wychrypiała. – Nie do Ratusza.
Nic bardziej nie mogło zaskoczyć i zdezorientować biednego Kota. Jak to nie? Jakie nie?! Przecież tyle argumentów przemawiało za tym, aby to właśnie tam się znalazła. Luksusy tam na nią czekały. Ciepła kąpiel, odpoczynek, czyste szaty, półmiski pełne pyszności. No i Aleks. A ona nie?! Wytłumaczenie było jedno. Doszczętnie pomieszało się w tej jasnowłosej łepetynie. Jej miejsce znajduje się w Ratuszu i tam właśnie ją zaniesie.
Proszę, nie do Ratusza – słabo zacisnęła piąstki na elfim płaszczu.
Nie wiedziała za bardzo, jak ma wpłynąć na Kota, aby zmienił kierunek swych kroków. Nie mogła znaleźć się w Ratuszu, przed Aleksem, w tak opłakanym stanie. To by jej uwłaczało, zwłaszcza, że nadal pałała złością do burmistrza, a złość ta przyćmiewała wszystkie inne uczucia, jakie zrodziły się do alchemika. Inną sprawę stanowiło to, że straż burmistrzowska wcale nie musiała wpuścić jej do środka. Owszem, chodziły pogłoski o białowłosym dziewczęciu, które jakoby było wybranką Bentruma, ale niewielu wiedziało, jak wygląda i kim jest. Wyobrażenia różniły się znacząco od siebie, a żadne nie pasowało do kocmołucha w towarzystwie podejrzanego elfa. Tak naprawdę, zostawiając Rowenę pod budynkiem Magistratu, Kot skazywał ją na godziny, dnie, a nawet noce spędzone w roli żebraczki. A on miał pieniądze. Rowena zaś nadzieję, że oprócz tego, Kot ma jeszcze resztki sumienia.
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

26 lut 2013, 21:16

Powoli zbliżało się późne popołudnie, pogoda wyjątkowo dopisywała, jak na typową, wczesną wiosnę. Na niebie krążyło tylko kilka, małych, niewinnych, szarych chmurek, zza których chętnie wyglądało białe słońce. Śnieg znajdujący się na ulicach zaczynał już na dobre mieszać się z błotem i tylko w niewielu osłoniętych miejscach, ciągle znajdowały się niewielkie górki z białego puchu, przypominające o srogich, zimowych dniach.
Wspaniałe popołudnie skutecznie wybiło elfowi z głowy wszystkie troski i zmartwienia, zapychając umysł jedynie kwitnącą wokół naturą. W końcu powszechnie wiadomo że dumne, leśne elfy to rasa, która jest tak blisko przyrody, jak to tylko możliwe. Olbrzymie lasy, w których znajdują się ich wioski i miasta, są wręcz ich częścią, nieodłącznym elementem życia każdego długouchego, który jest zobowiązany do dbania o matkę naturę. Minaloit co prawda nie było miejscem, w którym można było podziwiać zazielenione tereny, ze względu na stosunkowo ubogą roślinność, która nie ma jak rosnąć w trudnym, górskim terenie. Jednak piękne widoki gór i skał, oraz świeże, czyste powietrze, wynagradzało mu to w pewnym stopniu. Mimo to brakowało mu tego odosobnienia, tej intymności którą umożliwiało mieszkanie na łonie natury, daleko od hałasu i zgiełku codzienności. Zdecydowanie należał mu się jakiś dłuższy urlop w podobnym miejscu. Gdyby tylko mógł opuścić miasto…
Ze spokojnych rozmyślań wyrwały go dziwne jęki, których źródło wisiało na jego ramieniu, korzystając z darmowego transportu. Spodziewał się, że zaraz zostanie zalany dziesiątkami pytań, niczym długo poszukiwany herszt złodziei, złapany przez uważnego strażnika. Rowena jednak spokojnie spoczywała na jego barkach, nawet jakoś szczególnie nie wierzgając. Kot uśmiechnął się pod nosem, rad z tego, że była szansa na dotarcie do ratusza w spokoju. Choć wolałby żeby spała, uniknąłby wtedy ewentualnych problemów, związanych z dostarczeniem jej Aleksisowi. A miał dziwne wrażenie, że podobne kłopoty wynikły by niemal zaraz po przekroczeniu progu.
Nie przeszedł jednak kilku kroków, a już usłyszał, że białowłosa próbuje coś wychrypieć. Spodziewał się bardzo wielu próśb bądź pytań, jednak nie pierwszy raz już, zaskoczyła go. Jak to nie do ratusza? Kompletnie już tej kobiecie odbiło– pomyślał elf, nie zwalniając jednak regularnego marszu, ciągle udając się w tym samym, zapewne już obojgu znanym kierunku. Postanowił po prostu ją zignorować, udać że nie usłyszał jej słów. Miał nadzieję że zrezygnuje z dalszych prób i pójdzie spać dalej albo uciszy się i poogląda krajobraz. Ta jednak nie ustępowała. Jakby tego było mało, poprosiła go, co już było wyraźnym nadużyciem z jej strony. Nie wypada odmawiać kobiecie, albo przynajmniej nie robić tego bez dobrego powodu. A on go nie miał. W sumie, póki strażnicy nie szukają ich po ulicach, chyba nie ma pośpiechu, by wybrać się do ratusza. Aleks zapewne poleży jeszcze dzień czy dwa w ciepłym łóżku, choć na jego nieszczęście, samotnie. A im też raczej przydałby się sen i odpoczynek, tym bardziej, że elf nieco się wzbogacił ostatnimi czasy. Poza tym, Rowena zdecydowanie potrzebowała porządnej kąpieli i spokojnego snu. Przecież nie mógł tak po prostu przyjść do ratusza niczym wyczekiwany gość, zostawić jej w tym stanie i odejść w swoją stronę. Jeśli już postanowił się nią zająć, to powinien się chyba trochę lepiej z tego wywiązać. Po chwili zatrzymał się niechętnie, stawiając dziewczę na ziemi, oglądając ją z góry do dołu. Po chwili odezwał, głosem wskazującym nie tyle niezadowolenie, co raczej zniechęcenie.
- Nie wiem, co strzeliło Ci w tej małej główce, księżniczko, ale jeżeli już tak prosisz, to… – Przerwał, robiąc teatralny wdech i wydech, po raz kolejny wskazując, że nie podoba mu się jej niesubordynacja. - To możemy wpaść do jakiejś karczmy na noc, żeby porządnie się wyspać i umyć. Pójdziemy raz jeszcze do Sennego Licha – rzekł, po czym tradycyjnie, nie licząc na żaden głos sprzeciwu z jej strony, ruszył w stronę popularnej karczmy. - W końcu nie możemy pozwolić, my nasza pięknisia wróciła do domu w takim stanie, prawda? – rzucił na zaczepne, a na jego twarzy zagościł krótki uśmiech, pokazujący, że ciągle nie stracił dobrego humoru. - Mam w torbie parę swoich rzeczy, więc pozwolisz, że poniosę ją za Ciebie – dodał i umilknął, zastanawiając się, ile będzie zmuszony wydać, ze swoich "ciężko zarobionych" pieniędzy.
Z/t x2
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 450
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

08 kwie 2013, 22:25

*****
Kot'eleiven poruszał się powoli po uliczkach górskiego miasta, rozglądając się wokół, szukając nie wiadomo czego. Po prostu spoglądał na raz na boki, raz w górę, a innym razem w dół, ani razu jednak nie spostrzegając niczego godnego jakiejkolwiek uwagi. Szedł stosunkowo powoli, rozkoszując się pierwszymi oznakami nadchodzącej wiosny, choć w Minaloit ciągle było zimno, a na ziemi ciągle znajdowały się resztki śniegu, wymieszane z lepkim błotem. Mimo wszystko nadchodząca wiosna sprawiała, że przebywanie na zewnątrz było wyjątkowo przyjemne i aż prosiło się o jakiś dłuższy spacer.
Chociaż koniec zimy sprawiał, że był zadowolony, to jednak gdzieś w środku czuł się wyjątkowo pusty i samotny, przez co bezcelowe chodzenie nie sprawiało mu takiej przyjemności, jaką powinno. W jego myślach co chwila pojawiała się białowłosa Rowena, z którą spędził co prawda jedynie trzy krótkie dni, a jednak już czuł do niej jakieś dziwne przywiązanie. Po prostu ciężko było uwierzyć, że w pobliżu nie było tej małej, gadatliwej istotki, zagubionej w tym wielkim, nieprzystępnym świecie. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że mimo tego niespodziewanego przywiązania, jakie czuł w chwili obecnej wobec niej, ich stosunki ciągle były bardzo… specyficzne. No bo jak inaczej można było to określić? Prawie zupełnie niczego o sobie nie wiedzieli, a jednak rozmawiali, jakby znali się od wielu lat. Zachowywali wobec siebie dość wyraźny dystans i nie starali się do siebie zbliżać, a jednak poprzedniej nocy spali razem w jednym łożu, będąc tak blisko siebie, jak nigdy dotąd. Ona była kochanką burmistrza, który zapewne szczerze nienawidził elfa, a jednak starała się go bronić, choć mimo wszystko skończyło się to niezbyt dobrze. To wszystko było kompletnym szaleństwem, nie miało racji bytu, a jednak istniało, i co ciekawe, miało się całkiem dobrze. W każdym razie, tak było odkąd rozstali się w karczmie.
Kot przystanął nagle i rozejrzał się wokół, szukając czegoś wzrokiem, obserwując dokładnie wszystko co go otaczało. Stał tak jeszcze chwilę, myśląc nad czymś intensywnie, po czym w końcu oprzytomniał i zrozumiał co jest takiego interesującego w tym miejscu. To właśnie tutaj, niespełna dzień temu, spotkali tego dziwaka, który poczęstował ich tym przeklętym, ohydnym napojem, a potem porwał dziewczynę. Śnieg już stopniał od tego czasu, a ślady na błocie już dawno zostały zastąpione świeżymi. Mimo tego elf doskonale pamiętał wszystkie szczegóły, gdzie i w której chwili, kto się znajdował. Widział też dokładnie akcję ratunkową, gdy wyruszył na ratunek, nie zważając na ewentualne niebezpieczeństwo. Potem dwie osoby, człowiek i krasnolud, obie ledwo żywe. Długouchy właściwie nie miał do siebie zbytnich pretensji, że pozbawił ich życia. Właściwie sami doprowadzili się do stanu bliskiego śmierci, on tylko oszczędził im ewentualnych trudów, przed spotkaniem się przed potężnymi Bogami. Świetnie pamiętał też Rowenę, zaraz po tym gdy wszedł do pokoju. Oczami wyobraźni znów widział tę sytuację.
Pokój, śmierdzący odorem śmierci i krwi, a pośrodku ona, stojąca w kompletnym bezruchu, wokół ciepłej jeszcze posoki cicha, spokojna, tajemnicza… I trwało to dłuższą chwilę, zanim zaczęła… zanim… zanim dostała tego… ataku? Rzuciła się wtedy do przodu, z jej oczu biło kompletne szaleństwo, a usta wykrzywione były w przerażającym, nienaturalnym uśmiechu. Wyglądał wtedy na kompletnie opętaną, jakby coś przejęło nad nią kontrolę.
Będąc w środku wydarzeń, Kot'eleiven przyłapał się na tym, że zdecydowanie spanikował, ba, przez chwilę odczuł przecież autentyczny strach, ponieważ to co wtedy się z nią działo, mogło wydawać się naprawdę przerażające. Teraz jednak gdy tak o tym myślał, gdzieś w środku obudziła się w nim troska i współczucie. Odkąd ją poznał, miał dziwne wrażenie, że jest w niej coś trudnego do opisania, coś dziwnego, mrocznego i fascynującego zarazem. Kto wie, czy podobne rzeczy nie zdarzają się częściej. Może to było właśnie to, o czym mówiła, gdy opowiadała mu o pierwszym spotkaniu z Aleksisem.
Kot nagle uświadomił sobie, że nie powinien jej zostawiać, niezależnie od tego, jak dobrze prezentował się ten pomysł w teorii. W końcu nigdy nie wiadomo, jaki głupi pomysł może zrodzić się w tej małej główce. A gdy wpadnie w tarapaty, gdy coś jej się stanie… Elf drgnął i szybkim krokiem ruszył do przodu. Sam nie był pewien, czy to nagłe działanie było spowodowane strachem przed Aleksem, czy chęcią opieki nad Roweną. Ale to nie było teraz ważne. Liczyło się to, by w miarę szybko ją odnaleźć. Długouchy przeczesał ręką swoje długie, brązowe włosy, po czym ciągle idąc, zaczął zastanawiać się, gdzie mogła się udać. Cóż, prosił ją by sprzedała zdobyty niedawno sprzęt. Niby mogła zrobić to wszędzie, jednak jakieś dziwne przeczucie mówiło mu, że mimo wszystko skieruje swoje kroki na główny rynek miasta. Nie zastanawiając się dłużej, postanowił iść tam teraz i odszukać białowłosą, samemu nie wiedząc po co i dlaczego to robi.
[z/t]

Wróć do „Minaloit”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.