Staw

Niziny te dzięki wielu pomniejszym rzekom i strumyczkom są mocno zazielenione i bogate w różnoraką florę. Mimo ich uroku ludzie nieczęsto się tam zapuszczają - są to podobno ziemie minotaurów.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

Staw

04 gru 2011, 20:39

Mały staw położony na skrajach Nizin, którego głębokość w najbardziej odległym od brzegu miejscu sięga pięciu metrom. Otacza go gaik złożony z młodych i nieco starszych brzóz, które na wietrze tworzą wspaniały klimat schadzek. Miejsce to posiada dobrą aurę, wśród której można pogrążyć się w głębokiej medytacji.

Przed opuszczeniem Anagoraxu, Vitae zabrała ze sobą jeszcze starą, treningową sukienkę. Tego uroczego kompletu do jazdy konnej za nic nie chciała zniszczyć. Kiedy dotarła do stawu, wysłała żywiołaka na rozeznanie. Wodny przyjaciel uznał, że miejsce było puste, nikt nie mógł jej przeszkodzić. Sama rozejrzała się jeszcze, a następnie zaczęła się przebierać. Bryczesy nie sprawiły najadzie większych kłopotów, natomiast rozpinanie skomplikowanego mechanizmu zapięć koszuli zajęło dobre dziesięć minut. Po wszystkim narzuciła na siebie luźną sukienkę, mocno postrzępioną w okolicach ud, schowała do torby zdjęte przedtem odzienie i weszła do wody, zanurzając się do pasa. W celu rozgrzewki wywołała po raz kolejny żywiołaka w postaci trąby powietrznej i poprowadziła go wokół siebie, tworząc niezwykłe widowisko.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ao
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

26 mar 2012, 22:25


Powiadają, że przyszłość jest czymś niezbadanym, jakoby istotą której nie da się poznać. Jedni wierzą, że nasze czyny prowadzą do jej zmiany, inni głoszą, że nie ważne co zrobimy i tak przyjdzie nam spotkać się z jednym i takim samym końcem. Istota która właśnie poczuła, że zmienia całą rzeczywistość po raz kolejny w ciągu swego istnienia w tym wymiarze – czuła się wspaniale. Dziwne ciepło było znakiem na drodze, ktoś znajdujący się wyżej od niego samego podsuwał mu bardzo ważną wskazówkę. "Ten zamiar jest tym czego teraz potrzebujesz…" Nie wahając się spróbował ściągnąć do siebie moc wypełniającą jaskinię. Nie zdążył do końca zrozumieć co zaczęło się dziać – magia poddała się jego woli, wydawało się mu… Nie, nie możliwe. Ona sama okalała jego ciało, dążyła do niego. Płomień nigdy nie zdradzał mnie w potrzebie… Był oszołomiony wielkością magii która wstąpiła w jego ciało. Jednocześnie czuł, że jest niczym napompowany do granic możliwości balon, z którego wieloma małymi otworami mana ulatuje niczym tlen z płuc. Uśmiechnął się z głębi serca. Kroczył na czterech łapach w stronę wyjścia, teraz wbrew pozorom myślał o czymś zupełnie innym niż sama walka – czymś co się działo. Tak, pradawny spoglądał w przyszłość. Wiedział, że skoro jego ciało nie doznało fizycznego uszczerbku nawet po zaabsorbowaniu tak niezmierzonej potęgi… To nie było nierealnym marzeniem by kiedyś osiągnąć taki poziom. By nareszcie stać się tym czym pragnął być od zawsze. – Wielki mędrzec płomienia… Wypowiedział bezwiednie. Poczuł jak coś narusza jego aurę, był to wielki głaz który zaskakująco szybko obrócił się w nicość. – Ah, tak… Przypomniał sobie. Skupił się ponownie, wejrzał w głąb swojej duszy. To stamtąd pochodziła jego magia. Teraz wydostawała się, gdyż nie kontrolował jej dość dobrze. Najłatwiej wyobrazić sobie moc jako kulę energii z której czerpie siew razie potrzeby, jednak zjednoczony wkroczył już dawno na wyższy poziom imaginacji. Nikt nie potrafiłby wyobrazić sobie tego czego teraz doświadczał. Wysilając się do granic przekierował wydostającą się energię ognia by użyć jej w prostym celu. Chciał wzmocnić i ustabilizować swoje naturalne – powiększone ćwiczeniami – granice zasobu many. Wbrew powszechnemu wyobrażeniu istot nie-magicznych pradawni są tak potężni z dwóch powodów. Jeden jest oczywisty, gdyż mowa tu o naturalnych predyspozycjach. Drugi… Jak myślicie, co robi mag gdy chce zwiększyć zasoby swojej energii? Pamiętajcie rozważania Ao? Tak, dobrze. Nie trenuje on wytrzymałości męcząc się, robi to w dokładnie przeciwny sposób do tego jakiego używają wojownicy ćwicząc fizycznie. Medytacja. Wyobraźcie sobie kulę energii w duszy Ao o której już wiecie. Teraz dodajcie do niej przeźroczystą powłokę, nie pozwalającą jej wypływać bez jego woli. To ona jest typową granicą zasobności many dla magów na całym świecie…

Pradawny używał wyciekającej energii do wzmacniania i utrwalania swojego "pojemnika" na obecnym, jak najwyższym poziomie. Powłoka musiała stać się naturalna. Gigantyczne zasoby zawsze wiążą się z dłuższym czasem pełnej regeneracji. Słaby czarodziej wypocznie w kilka godzin, arcymistrz w kilka dni. Ile tygodni będzie zabierało srebrnej istocie wypełnienie nowo powstałej, obszernej urny magii? Ogień… Jest wszędzie. Ciepło, najzwyczajniejsze ciepło. O ironio, w pobliżu najgorętszej duszy na świecie prawie zawsze będzie chłodno. Absorbowanie naturalnej magii z powietrza znacznie przyśpieszy taki proces. Samo stanie na słońcu umożliwi szybkie odzyskiwanie sił. Ale teraz to wszystko jest w obszarze przyszłości. W tej chwili istota ta koncentrowała się całkowicie na wspomnianym procesie. Gdy przeznaczenie dało mu tę szansę na stanie się niesamowitą potęgą – teraz bez wątpienie najsilniejszym magiem Leviatana, nie miał zamiaru zaprzepaszczać tej szansy. Gdyby zapomniał się i nie myślał logicznie, owszem, cała ta moc uleciałaby z niego bez korzyści na przyszłe starcia. Nie osiągnie w formie naturalnej tego czym dysponuje teraz… Ale był prawie pewny, że powiększy kilkukrotnie objętość pojemnika many którym dysponował jeszcze kilka godzin temu. Spod zamkniętych powiek promieniowało niebieskie światło, manifestacja potęgi. Teraz jego natężenie zmalało, gdyż właściciel ciała starał się opanować i podporządkować sobie na stałe nowe możliwości. Przekroczył portal, trącił łapą o martwe ciało. Zaraz potem natrafił na Edo i… To coś.

Otaczała go śmierć. Napawała go… Straszne. Nie czuł niczego co można określić jako silne emocje. Owszem wszystko to powodowało u niego wzmożoną czujność, szybsze bicie serca. Przyjemność…? Czy cieszył się aż tak bardzo na myśl, że zdobywa nowe wspomnienie? Czy nie bał się śmierci tylko dlatego, że postanowił nie zbaczać z drogi swoich ideałów? Byt przemówił do panicza, dając mu usłyszeć ostatnie słowa w ciągu jego życia. A więc przegrałeś umowę zawiązaną z tym czymś. Głupi człowieku, jak żeś mógł oczekiwać, że powiedzie ci się tak odrażający plan? Ukazał swoje białe kły gdy tylko poczuł woń krwi człeka którym gardził z głębi serca. Magiczny stwór zainteresował się wilkiem, przemówił do niego. Już po pierwszych słowach Ao odparł, zdawał się od dawna wiedzieć co powiedzieć w takiej sytuacji. – Walczmy, ale zawiążmy umowę. Jeśli przegram, moja dusza będzie twoja. Jeśli wygram, ty będziesz musiał słuchać się moich rozkazów. Odpowiadaj, demonie. Już na początku propozycji morfował na powrót w postać humanoidalną. W niej walczyło mu się zdecydowanie lepiej. Salę wypełniła magia wroga, materializującego swoją broń. Dobrze… Przemknęło przez myśl wiekowej istocie. Gwizdnął, oraz wytężył swój zmysł magiczny wraz ze słuchem. Postarał się dobrze wyczuć to w jakim stanie jest ta komnata, osiągnąć coś czego za pomocą samego wzroku nie mógłby dosięgnąć. Poświęcając jeden, zyskasz wiele.

Z wielką chęcią pobawiłby się, ostatnimi czasy naprawdę zbyt często był zmuszany do używania swojego bicza. Jednakowoż, instynkt podpowiadał mu – jeśli ograniczysz się teraz, możesz nie przeżyć. Błęktny płomień otoczył lewe przedramię zjednoczonego, owijając się wokół niego jak wąż. Ten sam wąż ukazał się w obu dłoniach, oraz wokół srebrnowłosego. Lewa ręka podtrzymuje, gdy prawa atakuje i steruje. Charakterystyczna lina płomieni powoli lewitowała wokół maga, zachęcając wroga do ataku. Strasząc go… Czy on wiedział, że ta broń jest idealną defensywą? Fizyka nie ma tu znaczenia. Może poruszyć się w jedną stronę z pełną prędkością, by zaraz potem zmienić kierunek ruchu na zupełnie przeciwny, nie tracąc na czasie ani o dziwo – na pędzie. Zaskoczenie lub atak z kilku stron jednocześnie, potężny atak. Tylko to mogło sprawić trudności, ale teraz Ao był spokojny. Nie jest tylko czarodziejem, ale właśnie to, że nie ruszy się z miejsca sugerował swoją postawą. Jakże wróg zdziwi się gdy odkryje, że w fizycznej walce ten mędrzec nie ustępuje najlepszym z wojowników? Jak zachowa się czarna bestia… Od tego będzie zależała reakcja naszego bohatera. Atakować pierwszym nie znając mocy przeciwnika jest głupotą. Z tego też powodu pradawny miał przewagę. On nadal trzymał zasoby swojej many w ryzach, w końcu chwilę temu przywoływał je do porządku. Tak, on nie musiał pokazywać swej potęgi w formie aury by użyć jej w walce, te dwie rzeczy nie były powiązane u tego pradawnego, choć u większości magicznych istot – owszem. Zaatakować biczem w razie potrzeby rękę trzymającą ostrze, samemu robiąc unik, lub nie dopuszczając wroga do zbliżenia się… Tak. Wszystko zależy od proporcji sił. Niech się zacznie!
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

29 mar 2012, 23:09

MG:

Zjednoczony uzyskał szansę zwiększenia swego zasobu magicznego, wiedział, że taka okazja nie zdarzy się drugi raz, a przynajmniej w najbliższej przyszłości. Płomienie groty udomowiły się na ciele pradawnego, obdarowując go potęgą godną bogów. Siła, która powoli ulatniała się, nie była stabilna, nie mogła trwać wiecznie. Ao doskonale o tym wiedział, przez co zamierzał wykorzystać "dar" dość produktywnie. Wyglądało na to, iż chciał użyć ogromne pokłady emanującej mocy do poszerzenia własnego potencjału. Sam ogień łatwo dawał się kontrolować wilkowi, jednak zawarta w płomieniu magia należała do artefaktu. Był to, dosłownie, defekt energii, cząstka monumentalnej całości. Cała trudność polegała na tym, by utrzymać ładunek żaru i wykorzystać go do poszerzenia limitu.
Obserwator, wiekowy mag, zaczął wykonywać zamierzony proces. Pierwszym skutkiem zwiększania się zasobu magicznego, było zniknięcie poświaty na oczach. Jaskrawy błękit zanikł, wilcze ślepia ponownie zszarzały, niemogące wyłapać choć trochę światła, by widzieć. W następnej chwili, Ao dopadły silne drgawki i znaczna utrata temperatury, nawet w czasie niespodziewanego ataku, domyślił się, że cierpiała jego dusza, nie ciało. Magia wypalała go od środka, niezamierzająca przestać, choć na moment. Towarzyszył temu nieustannie rosnący chłód, który szybko rozprzestrzeniał się po jego wnętrzu. Upadł na ziemie, krew uciekła mu przez oczy, jakoby przeraziła się widokiem "intruza". Mimowolnie zacisnął kły, musiał wytrzymać. Kolejny głaz groźnie spadł, szczęśliwie rozbił się niecałe dwa cale od zwijającego się z bólu pradawnego. Nagle dolegliwości znikły, Ao, dziwnie, poczuł się całkowicie normalnie. Drgawki, tak samo znikły, jak się pojawiły. Odczucie utraty temperatury, również zostało wymazane z umysłu obserwatora. Wstał na własnych łapach, pełni sił i jedynie, co wyczuł, to mały zasób mocy. Zadziwiające jest to, że wcześniej ta ilość byłaby co najmniej średnia, teraz jest niska. Konkluzja była tylko jedna – jego limit wzrósł, aż trzykrotnie. Proces udał się, niemalże w pełnym sukcesie. Jedyna problematyczność polegała na tym, iż zbieranie energii z otoczenia, w celu uzupełniania zaistniałej pustki, przy takich warunkach, zajmie ponad dwa tygodnie.
*

Demon patrzył się na ślepca, śmiał się złowieszczo. Szelest uderzających się o siebie zębów dotarł do wyczulonych uszów zjednoczonego. Spaczona magia pulsowała w starych murach przedsionka świątyni poświęconej ku czci maszkary, która właśnie stała przed Ao. Ściany i podłoga kruszyły się, dywan prowadzący do bramy tlił się, a mieszający się z powietrzem dym, swą słodką wonią drażnił czuły węch praworządnego czempiona, stojący naprzeciw złu. Kamienne okruchy lewitowały w powietrzu, odwieczne prawa świata przestały działać w tym miejscu. Niedługo potem architekturę podziemi dobarwiło karmazynowe, słabe światło. Czerwona mgła, powstała znikąd, przekryła nogi maga, zamieniającego się z powrotem w człowieka. Natychmiast wykrył, że coś niedobrego zbiera się w sali, czuł się ohydnie musząc przebywać, w tak splugawionym obszarze. Istota zrodzona z nienawiści umilkła, drżała z podniecenia. Pragnęła duszy zmiennokształtnego, chciała ją pożreć, a proponowana umowa tylko zwiększyła apetyt bestii. Niezmiernie denerwowały ją warunki postawione przez Ao, lecz także bawiły. Podobało się jej, że przeciwnik jest nieświadomy swego marnego losu i myśli, iż może wygrać. Myśli, iż może władać demonem z otchłani…
– Dobrze! Więc umowa została zaakceptowana! Jeżeli wygrasz, będę ci służył do końca twej ścieżki, ale… – przerwał na chwilę, wystawił otwarte szpony przed swą twarzą. Chichotał, jak dziecko – ALE, JEŚLI WYGRAM, TWA DUSZA NALEŻY DO MNIE! – rykną szaleńczo, opętany przez własną chciwość zaszarżował wprost na Ao. Niech się zacznie…



Aura tego spektrum dosięgła niebezpiecznej linii, której niewolno przekraczać, a epicentrum, szalejące ognisko, znajdowało się w podziemnym portalu, prowadzącym do odwiecznej, zdegradowanej już groty. Cały sprawca rozpadu, najciemniejszy cień otchłani, pan i opiekun rodu Eda, właśnie pokonywał kolejne cale dzielące go od upragnionej duszy. Powietrze w hali wibrowało od niewyobrażalnej mocy demona. Samą obecnością niszczył ten świat, a zaraz miał rozpocząć chaotyczny taniec, który ma ugasić błękitny ogień życia Ao, będący absolutnym kontrastem swego przeciwnika. Dwie potęgi zderzą się na arenie stworzonej z niestabilnych kart.
Bestia miała już wykonać śmiertelny zamach, chciała przeciąć człowieczynę na pół, zaspokoić swe pragnienie mordu w szlacheckiej krwi. Cios pełen brutalnej, dzikiej siły został zatrzymany przez finezyjną kontrę biczem. Błękitny wąż, broń Ao, błyskawicznie owinął rękę dzierżącą potępione ostrze. Cień krzyknął, przeżywał nieopisane męczarnie. Mimo, że błękitny ogień dotknął jego ręki, czuł ból ogarniający jego całe wnętrze. Niespodziewanie, zjednoczony wyczuł, iż demon znikł, jakby skupisko mocy, aury cienia, wyparowało. W następnych, nadchodzących sekundach oberwał w głowę. Ostre szpony zanurzyły się w tkance lewego policzka, rozdzierając wnętrze. Bicz niemalże dosięgnął swego celu, wprawiony w ruch przez rękę zjednoczonego. Błękitny wąż ugodził powietrze, cień ponownie wyparował, nie zdążywszy całkowicie rozszarpać czaszkę "człowieka". Demon pojawił się zza pradawnym, który usłyszał przed materializacją przeciwnika, delikatny szmer. Odwrócił się ku złu, by zablokować atak. Bicz owinął całe ostrze i pół lewej ręki trzymającej broń. Ogień wypalał kończynę, lecz kieł cienia ignorował moce płomienia. Demon zawył.
– IKA'SHA! – walczący mag zrozumiał ten dialekt. "Przybywajcie".
Ao został ciśnięty wprost na kolumnę przez niezbadaną siłę. To nie był cień, wiedział o tym. Boleśnie wbił się w kamień, upadając z trzech metrów na ziemię. Poczuł ból w żebrach, jedno musiało się złamać. Zanim został rzucony, niczym jak lalka przez zbulwersowane dziecko, coś wniknęło w jego ciało. Byt otchłani nie czekał ani chwili, wzbił się drapieżnie w powietrze, leciał ku leżącemu. Dzierżył dwoma rękami swe ostrze, wystawione nad głową, gotowe, by przebić swą ofiarę. Ao wyczuł zbliżający się ruch, mimo bólu, przeturlał się, aby uniknąć pchnięcia. Demon nie trafił, a cały impet przejęła kolumna, która zwaliła się niedługo potem.
Pradawny leżał pół metra od demona. Odniesione zadrapania jak i połamane żebro, to dopiero początek… Przeciwnik zmierzał, by dokończyć swą robotę…

//Wprowadzam obowiązek 48h na odpis.
Awatar użytkownika
Ao
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

30 mar 2012, 00:27

Czy jego decyzja była słuszna? Cierpiał, krwawił. Jego dusza miała trudności z tak szybkim przystosowaniem się do nowych wymiarów potęgi w sposób w który sam Pradawny planował. Ugiął łapę czując jak krew zaczyna ciec mu z oczodołów. No dalej…! Wiem, że potrafię…! Nie cofnął się wiedząc, że w tym właśnie momencie mógł wpaść na najgłupszy pomysł w całym swoim życiu. Co pchało go w przód? Duma? Głupota? A może pewność siebie? Tak, jeszcze jeden raz genetyczne przygotowanie jego organizmu, wzmocnione przez proces reinkarnacji i zjednoczenia uratowało mu skórę. Tylko, że… Poczuł się niebezpiecznie pusty. Ułamek sekundy potem zaśmiał się, naprawdę, nie powstrzymywał swoich emocji. Szczęście, zaspokojenie, ekscytacja. Tak na pierwszy rzut mojego "oka"… hah… Dobra odbija mi, te żarty mogę popuszczać jak już się stąd wydostanę. Trzy razy, huh? Ciekawe ile z tego mój zmienooki "przyjaciel" przewidział. Pozostawało jedno pytanie, czy srebrna istota poradzi sobie w walce która teraz ma ją czekać? Czy wygra, a może przegra ten jakże niebezpieczny zakład który sama za chwilę zaproponuje?

Zgodził się! Więc niech się stanie! Popędził, szybki. Dla zwykłego maga nie byłoby dość czasu na reakcję. Dla zwykłego zaklęcia nie byłoby dość czasu na przemieszczenie się. To od zawsze było słabością wielu czarodziei, niemożność wypowiedzenia formuły doprowadzała ich do przedwczesnej śmierci. Ao był jednak inny, bez problemu oplótł ramię demona swoim biczem. Wyczuł podświadomie, że to działa. I to naprawdę mocno, poprowadzi go wprost przed bramy piekieł…! Znikł. To nie był pierwszy raz gdy srebrnowłosy spotkał się z teleportacją u tego złowieszczego gatunku. Już w lesie cieni, tam gdzie spotkał świętej pamięci stado wilków miał do czynienia z takim stworem. Cudem uniknął śmierci, poczuł jak czerwona posoka zalewa jego szyję, spływając z rozerwanego polika. Nie udało mu się chwycić celu, ale zmusił go do ponownego użycia zaklęcia. Tak, taka moc – teleportacja – jest niezwykle użyteczna w walce. Ale ma jedną, wielką wadę. Zazwyczaj zużywa kolosalne ilości many. Nie mógł być pewny czy to samo dotyczy jego adwersarza, ale jedno wiedział. Ma sposób na zaradzenie tej zabawie w kotka i myszkę. Wyczulone zmysły… O ironio, utrata wzroku tylko zwiększyła jego szanse w tej jednej konkretnej walce. Szmer… Instynktowny ruch. Sukces, ale czy to koniec? Lewa ręka wroga i jego broń cierpiały, ten wykrzyczał słowa w czarnym dialekcie. "Przybywajcie". Nie miał czasu zareagować nie wiedząc jaki będzie efekt. Odrzuciło go na kolumnę, kaszlnął wypluwając krew. Przeturlał się w bok przeczuwając atak! Huk, pilar został wręcz zmiażdżony siłą natarcia. Spokojnie… Wbrew wszystkiemu zachowywał odpowiednią dawkę dystansu do tej walki. Propozycja brzmiała "walczmy", odnosiła się do dwóch istot w tym pomieszczeniu. Czy wezwanie swoich sług było wiolacją zasad? Raczej nie. A nawet jeśli, to stanowiła ona swoiste pozwolenie. – Rou-She Ak-Ra! "Uwalniam was", w dialekcie którym posługiwał się demon, lub… "Wypędzam was" w języku z którego słowa przeciwnika się wywodziły. Czy odniesie to większy skutek? nie liczył na to, ale zawsze warto było próbować. Gdy jeszcze otwierał usta chcąc wykrzyczeć owe słowa, rozpoczynał zaklęcie. Najprostsze które znał, a zarazem najbardziej użyteczne. "Mój niebieski płomień nie pali mego ciała. Dlatego opętanie mnie jest ułudą." Słowa które kiedyś wypowiedział, u zarania dziejów, w pierwszych mileniach istnienia świata, a wręcz tego wymiaru. Całe ciało wojownika stanęło w błękitnym płomieniu, zarówno jego wnętrze, jak i skóra. Wydawałoby się, że ten czar posiada ogromną moc i co za tym idzie zużywa wielkie ilości sił… Błąd. To magia defensywna, wspomagająca. Nie tyle co ma umożliwiać zadanie komuś obrażeń za pomocą ataku, o ile uniemożliwić obcą ingerencję.

Następne cięcie z pewnością nadejdzie niesamowicie szybko. Adwersarz będzie chciał dokończyć swojego dzieła. Ale miał jeden, gigantyczny problem. Brakowało mu już elementu zaskoczenia. Długowłosy szybko się uczył, wiedział jak używać swojej broni w tym momencie tak by atakować i bronić się jednocześnie. Od początku jego "wąż" był okręcony wokół niego, ale popełniał jeden ważny błąd. Atakując gdy już dorwał cel zawsze próbował unieruchomić go do końca, użyć reszty bicza, ale teraz nie powinien tego robić. Posłał więc do pierwszej prowokacji tylko końcówkę broni, która owszem mogła owinąć się na teraz poranionej ręce demona, ale zabrakłoby jej długości by zrobić mu coś więcej. Zaraz, czy aby na pewno? Starał się nie zaśmiać. Podczas tego ataku natychmiastowo wydłużył swój bicz, gdy jego końcówką pędziła na wroga, jeszcze przyśpieszył ją tym sposobem. Czy demon zdoła uniknąć skończenia z przebitą na wylot i oplecioną ręką? Czy tak, czy nie – zrobi to samo. Zniknie w czarnym obłoku. Jeśli tego nie zrobi, to zostanie szybko rzucony, przekoziołkowany i wgnieciony w podłogę za pomocą bicza. Ale pierwsza opcja zdecydowanie była bardziej prawdopodobna. Hah, tylko na to czekał. Jego przeciwnik zawsze atakował. Teraz spróbuje ponownie to zakończyć. Tak sądził. Użyje swojego wezwania z piekieł i jeszcze raz zaatakuje mieczem, licząc choćby na dekoncentrację płonącej żywym ogniem istoty. Pojawi się oczywiście gdzieś blisko niego. A co robiła reszta bicza, oplatająca Ao? Gdy cel znikł, automatycznie zaczęła szastać wprawiona w ruch falowy, będąc pierścieniem wokół pradawnego – szukała swojego celu. Teleportacja miała tę wadę, że przez tę krótką chwilę musimy zacząć postrzegać świat od zera. Jeśli coś zmieni się w tym czasie, w tych trzech dziesiętnych sekundy gdy nas tu "nie ma" nie będziemy w stanie na to zareagować. Tę lukę chciał wykorzystać Ao. Jego zmysły były wyostrzone specjalnie na tę okazję, jego najpotężniejsze zaklęcie jakoby własną wolą popędzało akcje ślepego mędrca. Tak, musisz mnie ciągle atakować, inaczej przegrasz. Ale samo to będzie twoją zgubą. Czy chciał zabić swój cel? Cholera, nie! Ale uszkodzić go na tyle, by nie był w stanie dalej walczyć. Zmusić do wypuszczenia broni, padnięcia na kolana. poddania się. W końcu jego moc w przyszłości może okazać się użyteczna. Ale… Gdyby był zmuszony do tego sytuacją, zabiłby go. Choć wolał tego uniknąć. Mógł dowiedzieć się naprawdę wiele ważnych rzeczy, jego przeznaczenie zależało od tego jak potoczy się tak walka!
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

30 mar 2012, 23:01

MG:

Bestia wyszczerzyła swe kły, idąc szybkim krokiem ku magowi. Czuła zapach krwi, woń uszkodzonego ciała, tak słabego i kruchego. Chciała zadać ostateczny cios, zatopić swego przeciwnika w jego własnej posoce, wyrwać bijące serce z piersi, by je łapczywie pożreć. Najbardziej pragnęła duszy, tam gdzie skryte są doświadczenia wiekowej istoty. Pochłonięcie wszelkich smutków gnębiących wilka, odebrania wszystkich jego szczęśliwych chwil z przeszłości, ugaszenie płomienia nadziei, a na samym końcu wessania sensu egzystencji. Demon pisnął i oblizał swe wargi, czubek ostrza szorował o kamień degradującej się podłogi. Dźwięk był coraz głośniejszy…
Ao, po mimo fatalnej sytuacji, nadal rozumował swe kolejne posunięcia. Wydawało mu się, że rozgryzł taktykę obraną przez diabelskiego oponenta. Próbował przewidywać jego kolejne ruchy, niczym jak doświadczony taktyk, przygotowywał odpowiednią kontrę. Wiedział, iż została przywołana istota podległa cieniowi, wezwana czarnym dialektem, przenikająca przez materię, aby na samym końcu manipulować ją. Zjednoczony wykrzyczał antonim słowa użytego przez przeciwnika, by odpędzić złego ducha. Nagle, przez podziemia przeszedł lament tysiąca istnień, które zostały sprowadzone do tego świata, wygnane przez Ao. Duchy nieczyste, swą obecnością paczące to miejsce jeszcze bardziej, o ile jest to w ogóle możliwe. Ich pan warknął groźnie, nie był zadowolony z takiego obrotu spraw. Spojrzał na maga wejrzeniem pełnym nienawiści, tak wyrazistej, iż ów mag ją wyczuł, nie potrzebował do tego wzroku, aby widzieć tą emocję, emanującej z cienia.
Ao usłyszał zmianę kroku zła. Pewny marsz, przerodził się w szarżę, otrze zaprzestało drażnić skałę. Pradawny użył swej jedynej, jednakże najpotężniejszej broni raz jeszcze. Końcówka błękitnego bicza poleciała wprost na demona, który zatrzymał się nagle. Atak zjednoczonego miał być zmyłką. Chciał, aby cień myślał, iż jest to jedynie prowokacja, która miała go utrzymać w odpowiednim dystansie. Niespodziewanie plugawiec przemówił.
– Rozumiem… – jedno zdanie, które wyleciało z jego ust w momencie wydłużania się bicza.
Ostrze, utworzone z negatywnej energii pękło, a rozproszona magia została użyta do wyprowadzenia śmiertelnie groźnego zaklęcia, które całkowicie przewróciło do góry nogami plan Ao. Czas został drastycznie spowolniony, dla samego praworządnego wojownika, jak i całego spektrum. Lewitujące okruszki zatrzymały się w powietrzu, poruszały się tak wolno, iż żaden wzrok nie wyłapałby ich ruchu. Krople potu, uciekające z rozgrzanego czoła zmiennokształtnego, lecące na spotkanie z ziemią, spowolniły swój upadek, ciesząc się z ostatnich, wydłużonych chwil. Demon bez jakichkolwiek problemów uniknął ognistego węża, który ograniczony przez czas nie mógł ugodzić ciała demona. Cień rozłożył swe wszystkie ręce szeroko, aby w następnej chwili przebić pierś srebrzystowłosego czterema parami ostrych szponów. Był zabójczo szybki i równie precyzyjny, wycelował w samo serce. A czas znowu płynął w swym naturalnym biegu, a opiekun rodu zdziwi się raz jeszcze.
Pradawny cudem przeżył, w ostatnim momencie zapłonął, błękitny płomień podpalił wszystkie kończyny cienia, chwilę później oczyszczający ogień ogarnął całe ciało przybysza z otchłani. Byt ciemności wył w męczarniach, cierpiał niewyobrażalne tortury. Udało mu się skosztować wnętrza korpusu przeciwnika, lecz pazury nie dotarły do serca. Zamachnął się brutalnie, aby pchnąć zjednoczonego wprost na podłogę, tym samym uwalniając swe szpony. Rana nie była głęboka, lecz szeroka. Ohydne rozcięcie zaczynające się od mostka, a kończące się na prawym boku. Ao wylądował na zimnym kamieniu, upadek na plecy był niczym, do obficie wylewającej się krwi z rany. Zostanie paskudna blizna.
Potwór szalał przez ogromny ból, waląc wszystko, co było w zasięgu jego ramion. Błękitne płomienie niszczyły jego ciało, a on sam krzyczał w niezrozumiałym bełkocie. Zjednoczony wiedział, że to jest już koniec, jego wróg tracił siły witalne w zastraszającym tempie. Lecz coś się stało… Został zniszczony, bynajmniej nie przez ogień. Jego własna wola zdecydowała o takim posunięciu, by poświęcić większość swych sił, aby walczyć dalej. Jedno z ciał powstało, Ao nie wyczuł niczego dziwnego. Myślał, iż nadeszła jego wiktoria, stracił czujność przez sekundę. Nie chciał zabijać swego przyszłego sługi, miał to zrobić w ostateczności…
Opętane zwłoki kobiety, ryknęły zdeformowanym głosem, ni to kobiecym, ni to męskim. Ryk przemienił się w słowa.


Słowa nasączone jadem, napełnione znaczeniem, które nie powinno zostać usłyszane przez uszy pradawnej istoty. Z początku przekleństwa, na końcu przemieniły się w nawałnice tysiąca zdań, nasycone destrukcyjną mocą. Litania powiernika otchłani, jego najpotężniejsza broń. Ogień na ciele Ao został dosłownie zdmuchnięty jak płomyczek ze świeczki. Bicz rozpadł się, pod wpływem rozkazu demona jakoby kontrolował go, choć to jest niemożliwe. Ciało maga zatrzęsło się niebezpiecznie, po chwili siła tysiąca słów wbiła go w ścianę. Cień widząc, że pokonuje swego przeciwnika, zaczął wykrzykiwać wyrazy, które spoczywały w piaskach zapomnienia, a teraz odkopane – zaatakowały z całym swym potencjałem. Mięśnie ofiary litanii zaczęły samoistnie się pompować, powiększając, a po chwili zmniejszając swą objętość, nieustanie powtarzając tą sekwencję. Palce jego dłoni ruszały się same, kciuk lewej dłoni został skręcony w pełnym łuku. Ledwo łapał oddech, zdawało mu się, że jego język chce wyjść z gardła. Najgorsza była bezczynność, mógł jedynie obserwować swą śmierć i wyć w męczarniach…
Awatar użytkownika
Ao
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

31 mar 2012, 00:04


Czymże jest pewność wygranej? Czymże jest duma, której bez wątpienia nadmiar posiadał Ao? Ostatnia wymiana ciosów, a przynajmniej tak mu się wydawało. Uśmiechnął się szeroko czując efekt wypowiedzianych słów. Tak, ten wymiar rozpadał się – sprowadzenie tu upadłych było proste. Ale zarazem odpędzenie ich stało się opcją, zwłaszcza dla maga znającego niezliczoną ilość języków. Krzyk boleści i radości – wyrywania się z odwiecznych łańcuchów, wydostawania się na… Wolność? A może po prostu w inne miejsce gdzie zostanie się uwięzionym? Zło zasługiwało na karę, jednak jeśli nieustannie zapobiegać możliwości reinkarnacji złego bytu, chcąc w ślepej wierze niwelować szansę, że ponownie skieruje się drogą nieprawości… Zostałoby się w świecie stworzonym tylko z jednego, ciemnego materiału. Równowaga… Potęga od zawsze istniała po obu stronach. Do tej pory zjednoczony po prostu jej nie doceniał. Poczuł tego skutki w najdotkliwszy możliwy sposób. Pazury zagłębiły się w jego klatce piersiowej. Nie krzyknął, nie chciał pozwolić sobie na stratę resztek skupienia. Gdyby teraz poddał się uczuciu bólu mógłby zemdleć. Zaklęcie manipulacji czasem i przestrzenią… Czy tak ma wyglądać mój koniec? NIE! Krzyknęła jego dusza. Coś wewnątrz niego samego nadal nie chciało pozwolić mu się poddać. Zagryzł zęby zmuszając umysł do wzmożonej pracy. Odniósł sukces, stłumiony płomień ponownie zaczął tlić się, najpierw delikatnie… By natychmiastowo buchnąć w prawdziwej eksplozji energii. Demon zawył, jego istnienie było zagrożone. Piękny i śmiercionośny błękit trawił jego ciało i duszę. Odepchnął srebrnowłosego. Ten upadł na posadzkę, nie mając na tyle sił w nogach by utrzymać równowagę. Dobrze… Tak długo jak nie umrę w kilka minut, żadne rany mnie nie zabiją… To chwilowe poczucie komfortu, bezpieczeństwa – pewność wygranej – miały zostać bardzo niedługo roztrzaskane na kawałeczki. Zabiłem go…? Nie, chwila, to niemożl…!

Ryk zagłuszył jego własne myśli. Zbyt późno zorientował się co się dzieje, ponownie. Raz jeszcze wyrzucony na kraniec przepaści, zepchnięty na granice rzeki umarłych, ciągnięty przez nienawistne dusze do najczarniejszych otchłani piekieł. Przyciśnięty do ściany przez niewidzialną siłę, porzucony przez własną zewnętrzną moc nad którą słowa czarnej litanii zdawały się przejmować kontrolę. Czy naprawdę nie mógł zrobić nic by uratować swoje życie? Czas zwolnił, czy śmierć była bliska? Tysiące myśli kłębiły się w jego głowie, miał czas na rozważania… Czas na poczucie bezsilności. Chciał przeżyć… Nie? Czuł coś zupełnie innego. Dopiero teraz sobie to uświadomił. Nigdy tak naprawdę nie cenił swojego życia. Jedynym co było dla niego ważne, od zawsze i na zawsze było tylko to jedno…! – C… Nie mógł wydusić z siebie ani słowa, ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Choć fizyczna powłoka zdawała się wręcz pragnąć ukojenia w objęciach kostuchy, płonąca dusza nadal się nie poddawała. – Chcę…! Zacisnął zęby, czy będzie w stanie podjąć decyzję która będzie sprzeczna z jego dumą? Nie. To ona od zawsze prowadziła go w przyszłość. To ona kształtowała jego kręgosłup moralny. Jedynym co musiał zrobić było przestanie… Zakończenie użalania się nad sobą. Słabszy w walce nie ma szans jeśli nie postawi swojego życia na szali, on nigdy nie został do tego zmuszony. Nie przez pojedynczą istotę… Chciał… – Wygrać! Słowo nie wypłynęło z jego ust. To dusza krzyknęła, w jedynym języku który był ponad wszystkimi innymi. Mowa istnienia, samego faktu jej użycia mędrzec nie był nawet świadom. Jednak zrobił co uważał za słuszne. Wejrzał w głąb swej duszy, widział która jej część została "wyłączona" gdy stracił wzrok. Teraz ta energia, jakoby wcześniej zużywana do podtrzymywania tego światła została przekierowana gdzie indziej. Wzmacniając pozostałe zmysły. Teraz… Musiał stać się prawdziwą jednością. Duch i ciało – stworzenie całkowitej harmonii. A następnie zgaszenie światła duszy odpowiedzialnego za słuch. Czy poskutkuje to trwałą głuchotą? Ślepiec, do tego nie słyszący. Cena którą mógł zapłacić była ogromna. Jednak… Dla zwycięstwa potrafił podjąć to ryzyko. W obliczu końca każdy uwalnia niewyobrażalny potencjał chęci życia, on teraz musiał wykorzystać swoje umiejętności, te których nadal nie odkrył do właśnie tego celu. Nie wahał się. Zrobił to. A następnie… Odpowiedział własną litanią. Jaki był to język? Sam nie był pewien, to coś było zakopane głęboko w nim. Przemawiał z intencją spętania mocy zagrażającego mu bytu. Pieśń niosła się echem, do którego słyszenia nie potrzebne były uszy. A do wywiedzenia nie używano ust. Pierwotny rozkaz pozwalający na ujarzmienie wszelkiego zła, tak długo jak nasza wola będzie silna. Póki śpiewający nie zostanie spaczony, jeśli nie da zawładnąć nad sobą złu i odpędzi wszelkie wątpliwości. Bez wątpienia w tym właśnie stanie był Ao. Cała ta scena, całe to zdarzenie wydawało mu się strasznie odległe, jakby to nie on to wszystko robił. A jednak, był pewny swego. To on walczył o dobrą sprawę i to on zwycięży. Nie istnieje taka czarna moc której dobra nie mogłaby stawić czoła… i wygrać.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

31 mar 2012, 03:27

MG:

Ao, poświęcając swój zmysł słuchu, uchronił się częściowo przed działaniem litanii demona. Moc piekielnego dialektu, najczarniejszej mowy, przestała manipulować jego ciałem, jednak nadal nie potrafił wyzwolić w sobie ognia, lecz, czy aby na pewno był mu potrzebny? Pierwszy raz walczył przeciwko istocie, która jak on, chciała za wszelką cenę wygrać. Cień złożył ofiarę z własnej energii i duszy, by opętać martwe ciało. Za wszelką cenę pragną pokonać zjednoczonego, to już nie była dziecinna gra o dusze słabego śmiertelnika. Pojedynek przerodził się w batalię dwóch awersyjnych sił, chcące – na końcu – pokonać drugą stronę. Nie potrzebowały już powodów, aby usprawiedliwiać swój kolejny atak. Przybysz otchłani, ostatni raz stoczył tak trudną batalię setki lat temu, krzyżując ostrza z powiernikiem Lorven, bogini światła. Przegrał, tracąc resztki swej dawnej potęgi, którą musiał odzyskiwać kolejne wieki – teraz, u progu zagłady kolejnego wymiaru, w pełni swych sił, stanął naprzeciw istocie, która zaskakująco, nie dawała za wygraną. Nie rozumiał, skąd pradawny bierze swą siłę…
Ao, będący ślepy i głuchy, utrzymywał swą duszę przed zakusami śmierci, która objęła jego zmęczone ciało, kusząc je, by wreszcie uległo jej urokowi. Dusza, natomiast nie miała zamiaru udać się razem z tą zdradliwą panią w kolejną podróż. Pradawny odnalazł w sobie najczystsze chęci, motywujące go do utrzymania na swych barkach ciężaru ulotnego życia. Odnalazł sens, by walczyć i zwyciężyć. Przestał myśleć o swym przeciwniku przez pryzmat bycia potężniejszym. W momencie samowolnej ofiary, zrozumiał położenie cienia. Mimo, iż obaj byli całkowicie inni, teraz są tacy sami, natchnieni jedną myślą…
Mag, w głębinach własnej podświadomości, w skrytce swego ducha, odkrył język nieznany, niemający swych korzeni w żadnej znanej mu kulturze i cywilizacji. Dosięgnął go, nie miał pojęcia skąd go znał i dlaczego, tak sprawnie posługiwałby się nim – to nie było ważne. Ao otworzył swe powieki, ukazując cieniowi szare tęczówki. Potwór kontynuował swą pieśń zagłady, lecz, nagle usłyszał coś…


Zjednoczony, wydobył z siebie potężny głos, brzmiący jak grom z wściekłego nieba. Jego usta nie ruszały się, ale jego pieśń stawała się głośniejsza z każdą nadchodzącą sekundą. Litania śpiewana przez niego nosiła w sobie promyk światła, wprost w czeluście ciemności, aby na końcu rozbłysnąć swym prawdziwym blaskiem. Demon, jednak nie przestraszył się, spodziewał się, że to nie będzie takie łatwe, wyczuł to w kościach. Nie zaprzestawał siać ziarna złowrogiej klątwy, chcącej ugasić wszelkie źródła światła, zatopić świetliste promyki w oceanie ciemności. Sala nie wytrzymała zderzenia kontrastującej się mocy, wymiar zaczął wariować. Górne sklepienie, ściany, jak i podłoga błyskawicznie rozpadały się. Zimne kamienie poddały się woli dwóch niezłomnych wojowników, którzy swą potęgą modelowali ten świat. Sufit rozpadł się, cała posiadłość zmieniała się w gruzy lecące ku niebu, jakby grawitacja przestała istnieć. Ogromne pozostałości domu wirowały chaotycznie w przestrzeni. Niesłychane trzęsienie ziemi nawiedziło tą krainę, ogromne fragmenty gleby pękały niczym jak suchy chleb. Niedługo potem większość ziemi nosiła okropne rany, głębokie i nienaturalnie długie szczeliny, ciągle powstawały nowe. W głębinach setek przepaści podnosiła się temperatura, wrząca krew wydobywała się na powierzchnie. Gniewne tornada i wściekłe burze zaatakowały powierzchnie, jakby chciały ostatecznie ją dobić. Zimny deszcz był płaczem spektrum, które niechybnie zbliżało się ku zagładzie.
Dobro jak i zło stało w powietrzu, jakby ignorowały nadchodzący armagedon, który był ich zasługą. Obaj wysyłali do bitwy legiony zdań, każde walczyło przeciw drugiemu. Potyczka wydawała się wyrównana, zasób ich słownika wyglądał na nieskończony. Ani jednego powtórzenia, ani jednego przejęzyczenia. Powietrze wibrowało wokół nich, naładowane ładunkiem przepotężnej magii słów. Cień, nagle powtórzył jedno słowa, to był jego koniec. W przeciwieństwie do Ao, używał dialektu zapamiętanego, nauczonego. Pradawny mówił własnym, unikatowym językiem, jego duszy. Instynktownie wyczuł, iż zza nim przeleci skała. Gdy fragment ziemi był w jego zasięgu, błyskawicznie, silnie się odbił nogami od lecącego obiektu, by móc ruszyć wprost na oponenta. Stał się lawiną, on i jego słowa. Demon samoistnie zapłonął żółtym płomieniem, z jego ślepi i otwartych ust uciekało jasne światło. Po chwili, gdy srebrzystowłosy znajdował się niecały metr od niego, eksplodował. Zanim został ostatecznie zniszczony, wypowiedział swe ostatnie słowa.
– Umrzemy razem, ten świat się… – nie dokończył, eksplozja rozerwała go.
Siła uderzeniowa odepchnęła czarodzieja, cudem unikał szczątek posiadłości, fruwających skał oraz trafień błyskawic. Zmierzał wprost w tornado, nie miał najmniejszych szans. Stracił całą swą energię w walce, fizyczną oraz mentalną. Nadeszła jego godzina…
*

Wylądował na miękkiej trawie, poczuł zapach znajomej istoty. Wielooki.
– Podobało ci się, Ao? – przemówił czystą ironią. Patrzył się na maga litościwie, na szczęście zjednoczony nie widział tego spojrzenia.
Awatar użytkownika
Ao
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

31 mar 2012, 14:29

Starcie dwóch potężnych sił, tak… Takiej bitwy od zawsze pragnął Ao. Podświadomie brakowało mu godnego przeciwnika, kogoś kto zmusiłby go do wyniesienia się na nowe wysokości. Jeszcze potężniejsze zaklęcia niż te których używał w swych bezkresnych wspomnieniach. Patrząc na samą skalę zniszczeń, nawet śmierć nie przyniosłaby takiej destrukcji. Choć… Teraz gdy jego potęga wzrosła po trzykroć, kto wie? Słowa płynęły w języku rozumianym przez wszystko co istnieje, jednak, było w nich coś dziwnego. Nie ważne jak długo wsłuchiwać się w litanie światła, nie będzie się potrafiło jej powtórzyć. Mowa ducha jest czymś do czego trzeba dotrzeć samemu. Zrozumie ją każdy, użyć potrafią nieliczni. Nadarzyła się okazja, szansa na przełamanie bitwy zapowiadającej się na wieloletnią, nieskończoną. Mędrzec wykorzystał ją, złapał silną dłonią tę nikłą i krótką chwilę w której dano mu okazje na przeciwstawienie się śmierci. Na zwycięstwo. Czy on zginie? Zastanawiał się. Powstrzymywanie się nie wchodziło teraz w grę. Stawka była zbyt wysoka. Demon implodował, świat rozpadał się dookoła jedynej żywej istoty w tym wymiarze. Miał przeczucie, że to koniec tej przygody. I nie mylił się.

Wylądował na trawie, w znajomej okolicy. Usłyszał słowa zmiennookiego. A więc udało się, potrafię kontrolować moje zmysły. Uśmiechnął się przymykając powieki martwych oczu. Podparł się rękoma i z wysiłkiem usiadł na zielonym leśnym poszyciu. Wziął kilka głębokich oddechów, postanowił odpowiedzieć. Jego słowa były szczere, nie było w nich krzty sarkazmu czy niepewności. Nie kłamał. – Tak, to była niesamowita przygoda, mistrelu… Mam nadzieję, że zimno ci nie przeszkadza. Ciepłe wiosenne powietrze zaczęło ochładzać się, najpierw w najbliższym otoczeniu białego maga. Dało się zauważyć jak oddech pradawnego zmienia się w piękną parę, zaraz potem spadając na ziemię jako maluteńkie okruszki lodu. O dziwo, istocie tej nie było zimno. Fala mrozu zaczęła rozprzestrzeniać się, ale nie na boki. Druid nie chciał krzywdzić natury, nie jeśli nie było to potrzebne. Wstał zaczynając czuć się odrobinę lepiej, magia kierowała się w stronę naszyjnika. Rany na ciele zjednoczonego przestawały krwawić, jeśli dobrze się przyjrzeć, zabliźniały się. Ten proces nie będzie szybki, ale… Może? Uniósł lewą rękę, skierował dłoń w stronę niebios. Wyczuwał wszystko… – Nie widzę, a jednak wiem. Cóż za niesamowite uczucie. Nic nie zapowiadało zmiany, długie sekundy… nie działo się zupełnie nic. A w każdym razie, tak postrzegałaby to istota nie-magiczna. Jakoby z zaskoczenia, fragment niebios zaczął zmieniać kolor. Ciemne barwy zaczęły przechodzić w jaśniejsze. Wyglądało to jakby nieboskłon był stworzony z papieru, a na samym jego środku zapalono płomień rozchodzący się we wszystkie strony. Co działo się kilometry nad ziemią? Mędrzec odzyskiwał moc, powoli, ale skutecznie. Westchnął. Spojrzał w górę. – Zobacz, nadchodzi. Zwrócił się do swojego towarzysza. Zaraz potem niewielka liczba płatków ukazała się zmiennookiemu, spadały powoli i leniwie. Z upływem czasu robiło się ich co raz więcej, temperatura w całej okolicy wyraźnie spadła. Czarne chmur burzowe zmieniły się w błyszczące, szare śnieżynki. Rozpadało się na dobre. – Pięknie, nieprawdaż? Jak to było możliwe? Pradawny wysysał ciepło ze wszystkiego wokół, a dokładniej, z wysokości. Chłodne powietrze opadało teraz w dół, powoli zmniejszając temperaturę w całym regionie. – Dziękuje ci za możliwość przeżycia tego. Nauczyłem się wiele. Zaśmiał się, nadal trzymał uniesioną dłoń. Regenerował się w zastraszającym tempie. Niestety to tylko na dziś, jeśli będę robił to częściej w ten sposób, potężni tych wymiarów zwrócą na mnie swoje oczy. Wychodzenie przed szereg może być złym pomysłem. Wszyscy boją się potężniejszych od siebie. – O ile pamiętam, to był dopiero wstęp, tak? Przed następną partia naszej "gry" chciałbym wypocząć. Chyba, że masz inne plany, zmiennooki? W tonie wiekowego młodzieńca brakowało tej pychy która wypełniała go jeszcze minuty temu, w tym świecie. Duma jednak pozostała, teraz była potężniejsza niż kiedykolwiek. Wydawało się jakby każde słowo srebrnowłosego było wypełnione magią… Prawdziwy mędrzec. Biała postać stała spokojnie w okolicy która niespodziewanie doznała powrotu zimy. Puch pokrył wszystko wokół. Jaka szkoda, że to zniknie szybko po tym jak ja odejdę. Miał dobry humor. Zastanawiał się nad tym co zrobił w tamtym świecie. Nie żałował niczego. Czy popełniał błędy? Skąd mógł wiedzieć? Robił to co uważał za słuszne. A duma… Została wyniesiona na szczyt przez chęć życia i pewność siebie. Czekał teraz na to co przyniesie najbliższa przyszłość…
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

05 kwie 2012, 02:01

MG:

Ao pokonał demona, który utworzył przysięgę między rodem Eda, a sobą. Po zniszczeniu artefaktu, przedmiotu kluczowego dla tajemniczej familii, cień nie miał już powodów, aby podtrzymywać wiekową umowę. Zabił ostatniego członka rodziny, skazując ją na zapomnienie. Wprawdzie, z początku, nie wiedział, kto byłby wstanie naruszyć czarny kamień, lecz po spotkaniu z pradawnym domyślił się, kto jest sprawcą destrukcji pieczęci. Na końcu – demon jak i Edo zginęli, jedynie pamięć o nich przetrwała, teraz strzeżona w umyśle maga. Tylko pamięć…
Obserwator odzyskał słuch, gdy wielooki sprowadził go z powrotem na ziemie Leviathanu. Twórca opowieści przywrócił mu ten jedyny zmysł. Jak to zrobił? Nie wiadomo.
Świat opowieści, którą poznał mag nie był iluzją, czy projekcją astralną imitującą rzeczywistość. Rany na ciele zmiennokształtnego są realne, ciemność nadal otulała jego wizję postrzeganą przez oczy. Walczył, będąc blisko śmierci. Widział życie ludzi mieszkających w wielkiej posiadłości, położonej na rubieżach nieznanej krainy. Miał przyjemność rozmawiać z przekaźnikiem duszy – rudą dziewczynką, będąca żywym naczyniem, które miało przedłużyć istnienie Nel. Możliwość ingerencji w opowieść, dlaczego mógł na nią wpływać?
Ao zmienił się, tutaj nie minęła zaledwie minuta, a jego zachowanie przeistoczyło się. Możliwe, że "tamta strona" wpłynęła na niego bardziej, niż większość wydarzeń przeżytych za swego życia. Pozbył się ziaren pychy, pozostała jedynie jego prawdziwa duma, szlachetna i niezłomna. Mistrel obserwował każdy ruch swego gracza, będąc czymś zadowolonym. Ciche chichotanie zdradziło jego dobry humor.


Pradawny, po przeżyciu swej przygody, zachowywał się zupełnie inaczej, niż ostatnio. Wyglądał tak, jakby delektował się każdą chwilą, mimo ślepoty wydawał się odczuwać, tym razem naprawdę, otaczający go świat. Może, właśnie teraz wreszcie widział? Zaczął zbierać ciepło z okolicy, zimno powoli kondensowało się przy stawie, rozchodząc się dalej do dalszych obszarów nizin. Czarne chmury również zostały dotknięte przez moce maga. Czerń rozjaśniała się, a wściekłość chmur zaniżała się, oddając swe troski zjednoczonemu. W końcu przemieniły się w tysiące śnieżnych płatków, powoli spadające na ziemie. Przez krótką chwilę, chłód połączył się z pięknem, dając poczucie czystości. Wielooki wystawił dłoń, by pozwolić puchowi wylądować. Spojrzał na niebo i westchnął głęboko.
– Tak, Ao, jest pięknie – gdy zaczął, jego wzrok ponownie nabierał nowych barw – Czujesz to, czujesz w sobie moc, Ao? – skończywszy, zaczął się śmiać, lecz jego głos nie wydawał się serdeczny.
Stukną laską o taflę wody, chmury ponownie zbierały w sobie gniew. Zerwał się silny wiatr z północy.
– Niech się rozpocznie gra, poznałeś losy wszystkich obiektów, znasz już świat. – machną ręką, pierwsza błyskawica uderzyła o ziemie – Nie masz już wyboru. Twoje zadanie jest proste, dopełnij przysięgę… – przemówił twardym głosem, jakby groził dla Ao. Musiał dopełnić przysięgę.

Mag obudził się w łóżku, znał je. Sypialnia szlachcica. Nic się nie zmieniło do tej pory, wnętrze wyglądało tak, jak za pierwszym razem. Po chwili do pokoju weszła Nel.
– Panie, proszę wstawać, goście niedługo przyjadą – przemówiła do budzącego się maga ciepłym głosem.
Ao już wiedział, że coś jest nie tak, lecz – po kolejnym skoku – czuł się zupełnie inaczej. Nie czuł w sobie mocy, nie czuł w sobie siły, którą zdobył, którą posiadał. Po chwili, niczym jak strzała, przeszyła jego umysł myśl. Obok niego nie leżał szlachcic, jak wcześniej, tylko on sam. Służąca zwracała się wprost na niego. Już wiedział…
Obraz przed jego oczyma nagle zszarzał, Nel przestała się ruszać. Szum drzew, wchodzący do pomieszczenia przez otwarte okno, ucichł. Bawiące się dzieci – dziewczynki – zatrzymały się w miejscu, utrzymując pozę biegu, jakby nie mogły wykonać następnego kroku.

Nie możesz umrzeć
Nie możesz sobie zaszkodzić
Nie możesz podważać swej tożsamości
Nie możesz przerwać rytuału
Nie możesz wyjść z posiadłości

Przetrwaj, zdejmij klątwę rodu, odpraw rytuał

I pamiętaj, Ao tutaj jest… Nie możesz na niego wypływać w jakikolwiek sposób. Powodzenia… Edo.


Gra się rozpoczęła… Służąca podeszła do łóżka, chcąc pomóc wstać swemu panu.
Awatar użytkownika
Ao
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

05 kwie 2012, 18:34

Zaskoczyła go odpowiedź zmiennookiego. Więc i on posiada w pewnym sensie uczucia. Zabawne. Kim on jest? Jak długo żyje? Kto dał mu taką moc? Czy może urodził się z tak wielkim potencjałem? Kolejne słowa nie tyle co kontekstem, a zaskoczyły go emocjami które zostały w nich przekazane. Uśmiechnął się mimowolnie, ironicznie. Boisz się? Czyżbym wyciągnął z tej gry więcej korzyści niż miałem? Co stanie się jeśli… Gdy wygram następne rozgrywki? Tak, pradawny myślał tylko o zwycięstwie. Nie było jednak jak dawniej, brał pod uwagę możliwość przegranej, gdyż rozważając różne scenariusze mógł spostrzec wiele więcej niż normalnie. Ale, odpowiednie nastawienie było wymagane. Usłyszał zapowiedź rychłego rozpoczęcia gry. Słowa… One tu będą ważne. Tak mu się wydawało. Odprężył się i czekał na rozpoczęcie nieuniknionego. Nim jego świadomość powędrowała do niezrozumiałego świata wyczuł, że otoczenie zmienia się. Powraca do niego ciemność, ale i ciepło zarazem. Jak wielką potęgą on dysponuje?

Otworzył oczy, budząc się w znajomym łóżku, lecz w nieznajomym ciele. natychmiast wyczuł, że nie jest to jego własna powłoka cielesna. Po słowach Nel szybko domyślił się kim teraz jest, Edo. Czas zatrzymał się, a on poznał zasady gry. Zaśmiał się w duchu. Chyba przeciwnik poważnie go nie docenił. Czy to może być tak proste? Od razu na myśl przyszły mu pierwsze luki.
– Nie mógł wpływać na Ao, ale to ta zasada była najbardziej nieszczelna. Tak długo jak to co robił w całej pewności dotyczyło jego samego, zachcianek i innych "dodatków" – miał wolną rękę.
– Nie możesz przerwać rytuału – Ale nie ma ani słowa o doprowadzeniu do jego przerwania, prawda? Wydawało by się, że problemem będą słowa "Odpraw rytuał". Odpraw. Tak, ale czy zrobi to i odniesie "sukces" doprowadzając go do końca, czy uda mu się wykorzystując poprzednie słowa rozegrać to na swoją korzyść miało znaczenie? Otóż nie! Znów miał wolną rękę.
Te zasady zrozumiał w mgnieniu oka. Także domyślił się, że najważniejszym będzie pokierowanie dawnym sobą w odpowiedni sposób. Należało zacząć od… Uniósł lewą dłoń, gestem pokazując pokojówce, że ma poczekać. Od razu odezwał się. – Nel, mam dla ciebie ważniejszą pracę w tej chwili, idź do biblioteki i przynieś na miejsce spotkania księgi dotyczące "tych" informacji. Każda wskazówka może się przydać, może oni zauważą coś, czego ja nie spostrzegłem. Weź sobie kilka osób do pomocy. Spojrzał na nią z niepodobną do niego pewnością. W słowach panicza brakowało niepewności, także strachu. Jego polecenie było ostateczne, ton wypowiedzi to sugerował. Nie oczekiwał żadnych sprzeczek, odprawił ją kiwnięciem głowy. Poczekał aż wyjdzie. Pierwszej rzeczy uniknąłem, nie dowie się, że Edo zwykł być ubierany przez kogoś innego. Także dałem "sobie" do zrozumienia, że nie ma sensu iść za Nel bo i tak dowie się tyle samo podążając za paniczem. Jeśli dobrze rozumiem zagięcia wymiarów, to teraz jego "poprzednie wcielenie" powinno instynktownie wiedzieć, że może wygrać. Tylko, że w tym momencie potrzebuję jak najwięcej informacji w krótkim czasie, zarówno dla siebie jak i dla "siebie". Przeciągnął się, w umyśle przemknęła mu scena gdy Nel szukała ubrania. Tak, był wzrokowcem, często zapamiętywał przypadkowo niepotrzebne szczegóły. Wstał i wyciągnął odpowiednią szatę, przebrał się w nią nadzwyczaj wprawnie. Jako Ao miał do czynienia z niezliczoną ilością strojów, więc był dość obyty w tej kwestii. Udał się na spotkanie z elfami, w międzyczasie mrucząc pod nosem, powiedział. – Gdybym tylko potrafił sam zakończyć ten okrutny łańcuch nieszczęść… Musi być jakiś sposób, musi! Uderzył dłonią w ścianę koło której szedł. Przyśpieszył tempa. Był świadomy, że "on sam" będzie próbował na Edo, zasad działania tego świata. Dlatego nawet wiedząc o co chodzi, musiał reagować, tak by dawać "sobie" informacje i nie wzbudzać podejrzeń. Ta gra zapowiada się dość zabawnie. Kluczowymi elementami będzie kilka rzeczy o których już wiem. Jedyny problem stanowi zawalająca się jaskinia. Chociaż… Nie, jest lepsze wyjście! Wiem! Do czego doszedł pradawny? To w tym momencie wie tylko on sam.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

12 kwie 2012, 23:38

MG:

Pradawny wyparował, magia wielookiego przeniosła go z powrotem do spektrum opowieści, gdzie rozpocznie się gra. Jej twórca skierował się ponownie na środek stawu, idąc tam powolnym marszem. Nie śpieszył się, to on miał władzę, to on kontrolował czas pomniejszego wymiaru. Ao mógłby wrócić tutaj, po wypełnieniu wszystkich warunków, za minutę lub za sto lat, więc poczucie pośpiechu nie istniało w umyśle potężnego jegomościa. Patrzył się na gniewne niebo wzrokiem rozbawionym i zaciekawionym. Czarne chmury kierowały się ku północy, zasłaniając kolejne kawałki błękitnego nieboskłonu. Proces wolny, lecz wielce konsekwentny. Zdawało się, iż nic nie jest wstanie powstrzymać rozrastającej się kurtyny. Nie wiadomo ilu ciekawskich przybędzie tu, z chęci zbadania nienaturalnej anomalii magicznej. Czyżby nikt nie interesował się Niziną Szmaragdu? Jedno jest pewne, wkrótce zmieni się to…
Woda stawu groźnie falowała spiralnie, unosząc się na dobre kilka metrów, by po chwili opaść, aby znów się unieść, co raz wyżej. W końcu powstało wodne tornado, a w środku szalejącej wody lewitował wielooki mrucząc coś pod nosem. Przemawiał, mogłoby się wydawać, że do siebie, lecz wymawiane słowa trafiały do konkretnej osoby, a raczej człekopodobnej istoty. Trąba, napędzana przez silne wiatry mocy – ogromnej energii magicznej, opadła nagle, przynosząc chwilowy spokój temu miejscu.
Zniekształcone życie wynurzało się z głębin zbiornika, rytmicznie machając zmasakrowanymi kończynami, by móc wypłynąć na powierzchnie. Głowa bez oczów przebiła tafle wody rozglądając się we wszystkie możliwe strony, szukając bezskutecznie źródła, choć najmniejszego światła. Usta wypluwały czarną ciecz, śmierdziała siarką. Dziwna substancja zdawała się nie kończyć, nieustannie wylewała się z otworu gębowego mutanta. W końcu, ledwo, dotarł na brzeg, łapczywie łapał każdy wdech, lecz ciągłe wymioty skutecznie uniemożliwiały mu "zdrowe" oddychanie. Jego ciało przypominało człowiecze, brakowało jedynie zdrowej skóry, paru palców i niektórych organów, nie mówiąc o braku zmysłów wzroku i czucia. Czarno-brązowa tkanka dominowała na całej powierzchni jego kończyn i torsu, odsłaniała większość kości, a nawet bijące serce.
– Witaj, dawno się nie widzieliśmy. – Przemówił władca żałosnej istoty, który właśnie szedł po powietrzu, w jej kierunku.
– Zabij mnie. – Mutant wymamrotał z ledwością parę słów, jego męczarnie z pewnością są nie do wyobrażenia dla śmiertelników. Gnijące, rozpadające się ciało zamieszkane przez pasożyty różnej maści. Jednak nie to było najgorsze, największą klątwą to niemożność umarcia, wieczna egzystencja w takiej postaci, wieczny ból.
Oczy czarnowłosego zmieniły swą barwę na krwistą.
– Widzę, że jeszcze się trzymasz. Twa wola życia jest… Niesamowita. Potrafisz jeszcze mówić, nie utonąłeś w morzu szaleństwa.– Zaśmiał się głośno, lewitując nad żywym trupem. Patrzył się z nieukrywaną wyższością, spoglądał na niego, jak myśliwy na swą upolowaną ofiarę. Brał z tego satysfakcje, uwielbiał obserwować każdego pod wpływem fali wylewających się emocji i odczuć. W tym przypadku karmił się widokiem tortur, na jego gust niewystarczających dla kogoś, kto był słaby, a do tego idiotą.
– Zabij mnie! – Ryknął mutant. Próbował unieść swój tors w kierunku wielookiego, wznieść ręce ku niemu jak do boga. Boleśnie upadł, uderzając szczęką o miękką glebę, na tyle twardą, aby stracił swe ostatnie zęby. – Próbowałem… Pokonać wszystko, co mi przygotowałeś. Próbowałem – płakał, choć łez nie mógł uronić – stać się wybrańcem… Nie chciałem tego! Dlaczego? Dlaczego spotkał mnie taki los? Dlaczego?
– Mogę cię wybawić. Mogę cię oczyścić. Śmierć? Dam ci życie, musisz tylko wykonać moje jedno polecenie. Moją ostatnią wolę, a jeśli ci się uda, jeszcze dziś będziesz chodził po tym świecie jako odrodzony. Bez grzechu. Bez bólu. – Dotknął delikatnie głowę męczennika, podnosząc ją ku swym oczom. Czerwień zmieniła się na szczerą biel. – Wykonaj jedno polecenie. Uratuj siebie. Wiesz, że możesz. Tylko jedno polecenie…
*

Nel zmarszczyła brwi słysząc polecenie swego pana Eda. Od lat pomagała mu rano wstawać z łóżka i ubierać należycie. Poranny rytuał, który trwał dobry kawał czasu, a akurat dziś został przerwany, przez dziwne polecenie. Musiała zgromadzić do jadalni odpowiednie pisma, aby goście mogli je przejrzeć. Kronik było sporo, robota zapowiadała się na dobre kilka godzin, uwzględniając pomoc innych służek. Przytaknęła głową i pośpiesznie popędziła do biblioteki. Wiedziała, że miała tylko dwie godziny…
Panicz chciał się przebrać w odpowiednie stroje, jednak przypomniał sobie, iż szafy z ubraniami znajdowały się w innym pomieszczeniu. Cóż, musiał nałożyć na siebie te "konkretne" białe szaty, aby nie zrazić elfów do siebie. Ruszył ku sporej garderoby pokonując długi korytarz. Dotarł na miejsce i przebrał się, po czym udał się szybkim krokiem ku jadalni. Miał jeszcze trochę czasu, podświadomie o tym wiedział. W połowie pokonanej drogi zatrzymał się, i w iście dramatycznym stylu uderzył pięścią w ścianę. Towarzyszyło temu pokazowi słowa niepewności i przysięgi odnalezienia sposobu na pokonanie klątwy. Niespodziewanie, poczuł dziwne ciepło na szyi, to był znak.
Przechodząc przez kolejną odnogę posiadłości, napotkał obraz. Tym razem musiał się zatrzymać, ponieważ fresk wydawał się zupełnie inny niż za poprzednim razem. Tym razem był dokończony…
Obraz przedstawiał starego mężczyznę o zielonych oczach. Ubrany w ciemną kamizelkę i równie ciemny płaszcz, komponujący się do czarnych spodni oraz czarnych butów. Patrzył srogim wzrokiem wprost na obserwatora. Wcielony szlachcic nie potrafił stracić wrażenia, iż patrzący się starzec emanował szlachetnością, mądrością i wielką dumą. Na kolanach spał młody, biały kot…
W przygotowanej sali, spowitej w czerni, nic się nie zmieniło od ostatniego razu. Wszystko znajdowało się na swym miejscu. Służki biegały w tą i z powrotem przynosząc całe masy ksiąg. Panicz nie spodziewał się takiej góry zapisków, z pewnością przegląd ich zajmie wieki. Kobiety ustawiły księgi chronologicznie, od najstarszych do dzisiejszych, jeszcze nieskończonych kronik.
Cień nadszedł
Edo poczuł nagłe kucie w sercu, czuł obecność czegoś, co znał od lat…
Chwilę później drzwi do sali zostały otwarte, a przez nie przeszły dwie persony. Dwóch kapłanów.
– Witaj Edo, ostatni członku rodu Ennisów. Wiedzieliśmy, że poprosisz nas o radę, w końcu klątwa dopadnie i ciebie. – Przemówił jeden z nich.

Wróć do „Niziny Szmaragdu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.