Staw

Niziny te dzięki wielu pomniejszym rzekom i strumyczkom są mocno zazielenione i bogate w różnoraką florę. Mimo ich uroku ludzie nieczęsto się tam zapuszczają - są to podobno ziemie minotaurów.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

Staw

04 gru 2011, 20:39

Mały staw położony na skrajach Nizin, którego głębokość w najbardziej odległym od brzegu miejscu sięga pięciu metrom. Otacza go gaik złożony z młodych i nieco starszych brzóz, które na wietrze tworzą wspaniały klimat schadzek. Miejsce to posiada dobrą aurę, wśród której można pogrążyć się w głębokiej medytacji.

Przed opuszczeniem Anagoraxu, Vitae zabrała ze sobą jeszcze starą, treningową sukienkę. Tego uroczego kompletu do jazdy konnej za nic nie chciała zniszczyć. Kiedy dotarła do stawu, wysłała żywiołaka na rozeznanie. Wodny przyjaciel uznał, że miejsce było puste, nikt nie mógł jej przeszkodzić. Sama rozejrzała się jeszcze, a następnie zaczęła się przebierać. Bryczesy nie sprawiły najadzie większych kłopotów, natomiast rozpinanie skomplikowanego mechanizmu zapięć koszuli zajęło dobre dziesięć minut. Po wszystkim narzuciła na siebie luźną sukienkę, mocno postrzępioną w okolicach ud, schowała do torby zdjęte przedtem odzienie i weszła do wody, zanurzając się do pasa. W celu rozgrzewki wywołała po raz kolejny żywiołaka w postaci trąby powietrznej i poprowadziła go wokół siebie, tworząc niezwykłe widowisko.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ao
Posty: 77
Rejestracja: 17 sty 2012, 22:25
GG: 7352404
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1475

27 kwie 2012, 20:37

Jak interpretować życie? Czy zmiennooki i jego… Niewolnik wiedzieli o tym tak wiele co obecny Ao? "Wolność za wykonanie misji". Tak, cierpiące stworzenie zrobi wszystko. Ale… Czy jeśli nie pokierować jego nienawiści w odpowiednią stronę, nie uświadomić mu, że nawet robiąc co mu się każe będzie tylko sługą – po wieczne czasy… Czy taki ktoś zmieni zdanie? O ile zostanie to powiedziane odpowiednimi słowami… Tak. Pradawny z pewnością żałował, że nie mógł widzieć tej sceny, gdyby o niej wiedział… Teraz jednak w ciele Edo, został powitany przez Elfy. Jego uwagę zwróciła dziwna reakcja ciała w którym się znajdował. Tak, klątwa… Przywitano go, w przyjętym dialekcie Leviatana. Uśmiechnął się. Odparł w elfickiej mowie. – Witajcie, jestem rad, że Bogowie pozwolili wam dotrzeć tu bezpiecznie. Usiądźcie, proszę.. Analizował to co zobaczył i poczuł… Z pewnością teraz widział pełny obraz. Zastanowił się szybko nad prostą rzeczą, tym czego mógł teraz potrzebować. Jakie miał wskazówki? Tym co szybko przychodziło mu na myśl było imię tej małej, nie wiedział czy da radę je poznać i czy nadal ma ono jakieś znaczenie, ale lepiej wiedzieć za dużo, niż za mało. Następnie, to co się z nią wiązało, to co widział. Te drzewa… Lipy. Warto by sprawdzić czy w ogrodzie, koło jakiejś charakterystycznej lipy nie ma czegoś zakopanego. Zresztą, ten obraz musi skrywać w sobie jakiś sekret. A co dalej… Przyjrzał się księgom. Miał do czynienia z najbardziej wartościowymi zapiskami na świecie od najmłodszych lat. Potrafił rozpoznać gdzie znajdzie to czego szuka, lub gdzie to coś może się znajdować. Podniósł wzrok na gości, siedząc w fotelu. – Wina, wody? Zapytał w ojczystym języku przybyszy. Może Edo nie potrafił czegoś odczytać, lub zrobił to źle… To bardzo prawdopodobne. Zwrócił się do służących, w znajomej ludziom typowej mowie. – Przynieście też księgi w obcych językach, jakieś na pewno się znajdą… Warto było to zaznaczyć. W końcu, mogliby czegoś takiego nie przynieść – Edo teoretycznie nie znał takiego pisma czy mowy. Westchnął… – Kapłani, czy macie dla mnie jakieś dobre wieści? Ao, Edo – było gotowy wysłuchać do końca mowy o swoim pradziadku, wcześniej przerwanej przez paniczyka. On ją znał, ale zjednoczony – nie. Cóż… W międzyczasie sięgnął po trzy księgi, które wydały mu się godne uwagi.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

04 maja 2012, 01:11

MG

Kapłani uśmiechnęli się słysząc swój ojczysty język z ust Eda. Wyglądało na to, że szlachcic nauczył się ich dialektu, dobrze to o nim świadczyło, czyżby spoważniał, dorósł, od ostatniego zgromadzenia? Najwidoczniej, tak. Przez krótką chwilę oglądali wystrój wnętrza, nie podobała się im panująca tutaj czerń. Ogień odbijał się od połyskujących kamieni, które więziły tańczące białe ogniki. Elfi wzrok skupił się na stole, oglądając przygotowane potrawy. Nie przejęli się ani trochę, jakby doskonale wiedzieli, co będą jeść.
– Wody – odpowiedział komunikatywny kapłan, bo jego przyjaciel najwidoczniej do rozmownych nie należał. Po chwili usiadł przy drugim krańcu stołu, naprzeciw panicza, drugi spoczął po jego prawicy.
Niemówiący kapłan przybliżył się do szpiczastego ucha towarzysza, zerkając raz po raz na gospodarza. Szeptał długo, może wyrażał swą opinię na temat, tak długo oczekiwanego zebrania, może mówił o samych służkach, a może o pogodzie. Jedno było pewne, rozmowny kapłan uśmiechnął się szczerze i poklepał po ramieniu swego kamrata.
Ennis kazał służkom przynieść księgi w obcych językach, skomentowały polecenie zakłopotanymi minami i niepewnym wyrazem oczów, którymi zaczęły się nawzajem się wymieniać. Wcześniejszy, ostatni członek rodu nie posiadał zapisków zapisane niezrozumiałym pismem. Jeżeli takie posiadał, to zostały już dawno przetłumaczone, a oryginały zniszczone. Jednakże służki, aby się nie skompromitować i nie oczernić swego pana, wyruszyły ku bibliotece, by odnaleźć nieodnalezione. Czworo kobiet zostało, tak na wszelki wypadek, gdyby szlachcic zechciał poprosić o coś jeszcze. Długowieczni przybysze zauważyli niepokój dziewek.
– Czy, coś się stało? – zapytał się rozmowny, gdy większość służek znikły w odnogach korytarzy posiadłości. Zaciekawił go zaistniały problem, zaiste, elfie źrenice są spostrzegawcze.
Usłyszawszy pytanie Eda, napił się wody. Wyciągnął z kieszeni szaty aksamitną chusteczkę, otarł czoło i okolice policzków.
– Wieści… Hm. Niestety, dowiedzieliśmy się tyle, co sam wiesz, odkryliśmy parę szczegółów. Proszę, wysłuchaj mnie – przerwał, ponownie się napił wody. Kontynuował – Wiemy tylko tyle, iż twój pradziadek zdobył swą ogromną fortunę dzięki umowie handlowej z Zachodnim Imperium. Nie było żadnej wzmianki o "Błękitnym". Przez większość swego życia dostarczał wysokiej jakości biżuterię, jednakże wyłącznie złoto i srebro. Zaskakujący jest fakt, że w tym okresie tego typu towary nie cieszyły się wielkim popytem, ponieważ panował stan wojenny, ale twój przodek najwidoczniej miał niespotykane szczęście.
Niespodziewanie, służki wróciły, niosąc ze sobą małą książkę, w zielonej, skórzanej oprawie. Blond włosa, niosąca nieznane pismo, położyła je na stole, tuż obok lewej ręki szlachcica. Ukłoniła się dostojnie i rychło cofnęła się ku reszcie towarzyszek.
A on już tu był…
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1188
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

29 cze 2012, 11:06

MG

Potężna istota, twórca maskarady, w którą Ao został wciągnięty, niespodziewanie się znudziła przedstawieniem. Uniosła swe ręce ku niebu, jej moc zaczynała się rozpraszać…
Spektrum czasoprzestrzenne zaczęło się degradować. Posiadłość w mgnieniu oka została wciągnięta przez potężne wiry mocy. Ogromne segmenty budynku były porywane, a następnie dryfowały wysoko w powietrzu, w środku magicznego tornada. Energetyczne błyskawice uderzały z całym swym gniewem i mocą w ziemię, która dezintegrowała się pod wpływem nienaturalnej siły magicznej. Ao oberwał błyskawicą, jego ciało naładowało się mocą. Materia Ao po chwili zaczęła się rozpadać…
W następnych sekundach eksplozja ogarnęła ten świat, mając swe epicentrum w zjednoczonym. Nic nie mogło przetrwać wybuchu, żadna istota, żadne drzewo, nic.
Nastała ciemność.
*

Tajemniczy mistrz udał się tylko sobie znanym kierunku. Szedł ku lasu, czym dalej odchodził od stawu, tym poranna mgła bardziej go pochłaniała. W końcu zniknął, a wraz z nim historia Ao.

Sesja zakończona niepowodzeniem, jednakże dziękuje Ci za grę.
Awatar użytkownika
Iblis
Posty: 19
Rejestracja: 20 mar 2012, 15:03
GG: 7575125
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1717

30 lip 2012, 14:54

Ostatnimi dniami niebiesko włosa miała zwyczaj szlajania się bezcelowo po mieście jak i dnia dzisiejszego. Upadli powiernicy mieli to do siebie, że momentami ogarniało ich owe zagubienie. Wszelakie bezcelowe czynności są u nich jak najbardziej normalne. Iblis zdecydowanie daleko było do podjęcia się zadania i naruszenia łańcuszka przeznaczenia. W końcu zeszła z drogi światła z własnej woli. Jak wszyscy nie pamiętała swego ostatniego zadania ale i o pomoc w przypomnieniu go tez nie była w stanie nikogo prosić. Odwróceni mieli w zwyczaju dobrze się bawić i w tym wcieleniu tak tez było z panną Iblis. Ludzka forma chodź tak niedoskonałe przez brak wzroku i naznaczenie świetlistymi znakami była dla niej wybawieniem. Tak charakterna postać nie chciała być nikomu podporządkowana i kroczyć własną ścieżką. Dziś to stąpanie w swoją stronę zaprowadziło ją nad brzeg stawu w Nizinach Szmaragdu.

Dla ludzkiego oka woda jest krystalicznie czysta. Problem tkwi w szczegółach gdzie owa osoba po pierwsze nie była ani człowiekiem a po drugie wzroku również nie posiadała. Uroki odwrócenia się od Lorven. Na szczęście była już w tej sytuacji na tyle długo, że poruszanie się po świecie i bez wzroku nie stanowiło większych problemów. Kwestia przyzwyczajenia i przystosowania się do takowych warunków. Gdyby nie jej niespotykana barwa tęczówek wiele istot by nawet świadomości o tej ślepocie nie posiadało. Błąkanie się przez dłuższy czas po okolicach miało swoje plusy. Doskonale znała okolice i dziś zdawała sobie sprawę z tego dokąd ją nogi poniosły.
Kobieta jak zwykle ubrana w ciemny, mocno zawiązany gorset a suknia sięgała jej kolan. Czarne skrzydła w obecnej chwili nie były widoczne. W oczy jedynie rzucała się jej czarna szrama na lewej stronie twarzy, która obecnie zdradzać mogła kim jest. Zatrzymała się parę metrów przed samą wodą i przysiadła na jakimś obalonym pniu. Głowę zadarła wysoko a oczy skierowane były w stronę wody. Wyglądała zupełnie jak istota w pełni sprawna wzrokowo, podziwiająca okolicę. Pogrążona w rozmyślaniach siedziała tak czas dłuższy w bezruchu. Na pewno nie sięgała w tym momencie po wspomnienia gdyż takowych w ogóle nie posiadała. Całkowicie na moment odpłynęła od realnego świata. Ostatnio takowe rozkojarzenia towarzyszyły jej co raz częściej.

Bezczynnie długo usiedzieć nie potrafiła i dla tego też w końcu wstała. Wsłuchując się w dźwięki natury, szum wody czy szelest liści ruszyła brzegiem. Powolnym krokiem przemierzała okolice po prostu spacerując. Zero konkretnych celów w tym zabijaniu czasu. Zupełnie jakby ostatnimi czasy nieco się nudziła, odbiegała myślami od rzeczywistości… najwyraźniej coś ją trapiło.W sumie jak każdego przedstawiciela tej rasy a raczej jego odłamu.
Awatar użytkownika
Ansgar
Posty: 41
Rejestracja: 26 lip 2012, 14:33
GG: 8554351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2053

30 lip 2012, 15:52

Sporo czasu minęło zanim tutaj dotarł, cholera wie co przygnało go znów na południe – kilka dni jazdy karawanami i znów jest nie opodal swojego 'domu'. Można by rzec, że za resztki pieniędzy wyruszył na wakacje. W te podobno piękne miejsce – bynajmniej tak mówili ludzie na mieście z tego co 'przypadkowo' zasłyszał, co prawda nie była to najciekawsza informacja, ale jak widać przydała się. Lewą ręką sięgnął po sakwę do torby i zapłacił przewoźnikowi, po czym zsiadł z wozu, uśmiechnął się jeszcze do przewoźnika i kiwnął głową w ramach podziękowań. Wtem obrócił się na pięcie i ruszył przed siebie w stronę losowego jeziora… A było ich tu naprawdę wiele. Wtedy też usłyszał głos z oddali.
Miłego pobytu i proszę uważać na minotaury !
Dla Ansgara minotaury nie były dużym problemem, potrafił o siebie zadbać a i z tego co słyszał jeszcze kiedy mieszkał w górach Ikrem, to owe stworzenia nie są agresywne, postanowił utrzymywać się przy tej wersji i nie przejmować się, a wręcz przeciwnie cieszyć się pięknymi widokami.
Kroczył przed siebie, aż w pewnym momencie dostrzegł chadzającą w okół jeziora wysoką kobietę – Elfka – – przeszło mu przez myśl, w końcu kobieta tak wysoka jest dość rzadkim widokiem, a elfy miała to do siebie że do niskich nie należały. Jej długie włosy powiewały na wietrze, nie dość że były zadbane to jeszcze takie… inne. Wyniuchawszy szlachciankę i możliwość zarobienia pieniędzy od razu ruszył w jej stronę, nie miał zamiaru biec, zdawał sobie więc sprawę z tego że troszkę mu zajmie dogonienie panienki, nawet jeżeli nie idzie ona zbyt szybko, to on ze swymi krótkimi nóżkami do najszybszych nie należał. Z tej okazji sięgnął do torby po obitą, choć niezbyt mocno, gruszkę. Jadł ją powoli, kiedy już zbliżył się do kobiety na taką odległość, że ta mogłaby go usłyszeć zatrzymał się… Znów poczuł się nie pewnie, biła od niej dziwna aura… Nie wiedział czy chce się pakować w jakieś kłopoty, w momencie w którym mógł w końcu zacząć normalne życie. Zupełnie tak samo jak wtedy, przy fontannie z tym dziwnym mężczyznom, który mówił z dziwnym akcentem i tym razem Ansgar obrócił się na pięcie i ruszył w przeciwną stronę. Po kilkunastu minutach drogi zatrzymał się nie opodal jakiegoś lasku, wyglądał dość podejrzane ale ten miał ochotę na coś do jedzenia, konkretniejszego niż jabłko, które już dawno temu skończył i wyrzucił. Wszedł do lasu, przemierzał go dobre kilka minut zmierzając cały czas w tym samym kierunku, ażeby się nie zgubić – co jak co, ale głupi to on nie jest – Z początku zbierał co mniejsze patyczki, aby to miał na opał. Gdy już pod jego lewym ramieniem była tych badyli cała masa, na jego drodze pojawił się dzik. – Cóż za fart – rzekł sam do siebie w duchu, po czym ostrożnie ściągnął z pleców topór, co prawda wyborowym miotaczem to on nie był, ale dzik go postrzegł i ruszył na niego gdy ten tak stał w spokoju oczekując na odpowiedni moment, wtem rzucił w dziada toporem…. I trafił, no można by rzec że to całkiem niezły trening – rzucanie w cel który na Ciebie szarżuje to prawdopodobnie szczyt jego możliwości , ale kto wie – nigdy się nie próbował. Odłożył opał tuż obok dzika i wyciągnął ze zwierzyny swoją broń po czym oczyścił ją pobliskimi liśćmi i założył na plecy.Znów pod lewe ramie włożył drobne kawałki drewna zwane patykami, zaś na prawe ramię zarzucił zwierzynę, podbrzuszem skierowanym w stronę ziemi, aby nie pobrudzić swojego płaszczyka. Po dłuższej drodze powrotnej rozpalił ogień za pomocą swoich zapałek, a co się przy tym naklął i namęczył… Wielu zaprawdę by mu współczuło gdyby widzieli tego biedaka z palcami, niczym korzenie drzew. Pociąwszy zwierzynę, nabijał jej kawałki na większy patyk, wcześniej naostrzony i przysmażył, gdzie nie gdzie przypalony – jednak jakże smaczny w środku – dzik spałaszowany został cały w mniej niż godzinę. Zbliżał się wieczór, ognisko się jeszcze żarzyło, póki miał wystarczającą ilość światła wyciągnął ze swej to mały kamyczek szlifierski i począł pielęgnowanie swojej broni… Przyszły wspomnienia, Ansgarowi zakręciła się łezka w oku., jednak szybko ją powstrzymał i rzekł sam do siebie tym razem na głos.
Nie możesz płakać… Obiecałeś to Azvilowi…
Spojrzał jeszcze w niebo pełne gwiazd, zaprawdę było tu pięknie…. Gdy ogień już całkowicie zagasł i krasnolud miał całkowitą pewność, że nie zostanie zauważony przez przechodnich położył się i przysnął. Ta noc była bardzo spokojna, prawie jak żadna inna od przeszło stu lat.
Obudziwszy się rano czuł że jest pełny, co mu się rzadko ostatnimi czasy zdarzało. Wpadł na genialny plan – wymoczenie swoich przemęczonych stóp – skoro już tu jest to trzeba korzystać ! Ściągnął skórzane buty i włożył stopy do wody, czuł jak chłodna woda przynosi mu ulgę, a odciski jakby same odchodziły – chodź nie można zaprzeczyć, że pomoc wcześniej użytego kamienia do szlifowania była nieopisana. Spacery…. Zwiedzanie, i tak leciały dni – nic nie mógł poradzić. Wiedział, że wszystko co dobrze kiedyś się kończy, w końcu dziś w południe miał tu być przewoźnik, z którym tu zajechał. Wracał z południa, Ansgar musiał się z nim zabrać.
Tak jak się umówili, w samo południe Ansgar czekał nie opodal szlaku, tam gdzie został ostatnio wysadzony.
Witam szanownego pana krasnoluda. Córa mi się zrodziła, wierzywszy pan w to – Ile lat ja czekałem na dzieciaka, szkoda że córa… Ale co się poradzi no –
Przewoźnik był naprawdę zadowolony, Ansgar odwzajemnił jego uśmiech i radość pokazując swoje ogromne zęby zwrócił się do niego w tym samym momencie wskakując na drewniany wóz prowadzony przez dwa konie.
To dobrze panie, podzielam pańską radość.
W tym czasie sięgnął do swojej torby, po mieszek. Jednak na przeszkodzie stanęły mu obita grusza. Wyciągnął ją i mieszek po czym przeciąwszy ją w pół wręczył przewoźnikowi.
Masz pan, nie ma piwa to chociaż coś zjemy co –
Bez większego oporu chłop przyjął owoc od krasnoluda i wziął pierwszy kęs.
Cholera jasna, jakie pyszne to… Droga taka dobroć –
Ucieszony Ansgar, odpowiedział rychło.
Jeden szyling za dwie sztuki panie, nie takie drogie.
Łeh, to nie dla mnie. Rodzine trza utrzymać, a nie każdy daje takie napiwki jak pan ostatnim razem.
Panie, ostatnim razem dałem panu 15 szylingów, gdzie to napiwek. To opłata godna zmęczenia koni i pańskiego czasu poświęconego na rozmowy ze mną.
Gdy krasnolud podróżował tu na południe, co mu zajęło parę dni. Z początku był nastawiony dość negatywnie do przewoźnika, który próbował się z nim spoufalić, ale z czasem granica została zniesiona i całkiem dobrze spędzili razem ten czas, rzekomej pracy.
Szanowny krasnoludzie, gdyby każdy mój klient był taki jak pan, to ja bym był i bogaty i szczęśliwy z pracy,a tu takie się zbóje czasem napataszają, albo jakie inne snoby, co by to myślo że są nie wiadomo kim. Tak jak pan pierwszego dnia.
Oboje wybuchnęli śmiechem, krasnolud miał dużo dystansu do siebie, musiał się tego nauczyć jako rasa inna niż ludzka, przecie nie raz go wyśmiewali to że niski, to że ma duże zęby czy palce. Ale trza z tym było żyć.
Mijały kolejne godziny, i nastał wieczór – chłop wyciągnął coś z małej skrzyni, było to o dziwo – wędzone mięso – i cztery bochny chleba. Dał jeden bochen krasnoludowi, trochę szynki i sam wziął sobie tyle samo.
Kupiłem za to co żeś mi pan dał, nie mam zamiaru pana głodzić jak ostatnio – mogłem się szarpnąć, to się szarpnąłem. I nawet małżonce powiedziałem, wściekła była co nie miara, ale gdzieś ją mam. Tyś jest swój chop. Swoją drogą…. Mówił mi pan ostatnio, że jeh pan najemny wojownik czy tak jakoś. No bo ja mam dla pana prace, to znaczy nie ja. Ale zasłyszałem od miejscowych że jaka klątwa czy co i sołtys grube pieniądze wykłada dla śmiałków co się zgodzą rozwiązać problem.
Krasnolud jedząc nasłuchiwał bardzo dokładnie chłopa, chodź ten czasem chrząknął i mlasknął bo jadł podczas mówienia – co Ansgarowi w ogóle nie przeszkadzało– usłyszawszy całą wiadomość skierował wytrzeszczone oczy w stronę przewoźnika.
Cholera jasna, w końcu robota. Panie, niech mnie tam pan zabierze. Nie ważne czy po drodze czy nie – dopłacę cholera, dopłacę !
Krzyknął ochoczo, jak już dawno tego nie robił. W końcu robota, być może jego sakwa w końcu się zapełni. Zostało tam zaledwie osiemnaście szylingów i dwa suwereny, a trzeba było jeszcze zapłacić przewoźnikowi….
Jak sobie życzysz przyjacielu !
Tak też udali się do owej wioski, z bezpośrednim zamiarem zysku. W końcu Ansgar nie miał zamiaru szczędzić grosza dla przewoźnika, za tak cenną informację, jedzenie no i nadkładanie trasy – o miłej atmosferze nie wspominając.
z/t

Wróć do „Niziny Szmaragdu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.