Mgliste Bagna

Niziny te dzięki wielu pomniejszym rzekom i strumyczkom są mocno zazielenione i bogate w różnoraką florę. Mimo ich uroku ludzie nieczęsto się tam zapuszczają - są to podobno ziemie minotaurów.
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

Mgliste Bagna

02 sty 2012, 12:50

Obrazek
Bagna są położone w południowo zachodniej części nizin szmaragdu, gdyż tamtejszy region jest objęty depresją. Mgliste bagna zostały ochrzczone tą nazwą z powodu wiecznie panującej tutaj mgły. Ciężko zorientować się jaka jest pora dnia, ale łatwo rozróżnić noc od południa, gdyż nocą zwykle wyłażą najgorsze bestie, a za dnia zwykle panoszą się mniejszej wielkości bezkręgowce i czasem wilki, które przystosowały się do życia w tych ciężkich warunkach. Prócz tego okolica jest całkowicie bezludna niema tu żadnych oznak działalności człowieka kompletna i mordercza dzicz.
Okolica jest podmokła praktycznie są tu tylko takie jakby wysepki okrążone przez zdradliwą czasem płytką wodę. Na wysepkach wyrastają drzewa typowe dla nizinnego terenu, lecz większość jest połamana i spróchniała. Prócz tego, że woda jest brudna i mętna to oczywiście błoto może wciągnąć a prócz tego pływają w niej kałamarnico podobne stwory, acz z reguły nie atakują bez powodu. Ogólnie okolica tylko dla najtwardszych nawet wilki wydają się potężniejsze niż te z gór. Jednak zbrodnią byłoby zapomnieć o ukochany przerośniętych muchach oraz upierdliwych moskitach. Teren idealny na łowy na godną króla zwierzynę, acz należy pamiętać, że dla większości istot mieszkających tutaj to łowca staje się zwierzyną.


Mężczyzna szedł pewnie szybki krokiem dlatego wilkołak mógł mieć znaczne problemy z dotrzymaniem mu kroku, acz Anchev i tak wlekł się, jak na niego samego, by wilk nie stracił go z oczu (Anchev umiejętność szybki chód). Vilmard idąc od czasu do czasu obracał się za siebie upewniając się, że wciąż ma towarzysza, jednakże mężczyzna nie chciał iść ma cukierkowe polanki polować na jelonki oraz jednorożce i na inną pedancką zwierzynę dlatego w odpowiednim momencie ruszył bardziej na zachód w stronę bagien, czyli tam, gdzie był poprzednio.
Szli dalej aż w końcu doszli na teren objęty depresją dotarli do mglistych bagien. Miejsce to było dzikie bezludne i mordercze dla cherlaków, a nawet dla doświadczonych wojów. Vilmard uśmiechnął się pod nosem, kiedy jego oczom ukazały się bagna. Okolica oczywiście była spowita mgłą a na horyzoncie słońce umknęło ich oczom i z każdą minutą robiło się coraz ciemniej. Anchev już czół, że będzie ciekawie i zanosi się na walkę. Mężczyzna obrócił się rzekł do wilkołaka. – To jak idziemy zapolować? Czy sobie odpuszczasz? – Nie zdziwiłby się, gdyby jednak uciekł z podkulonym ogonem, skoro ten wilkołak początkowo chciał iść polować na jelenie, ale zobaczymy.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

02 sty 2012, 15:36

Wilkołak ledwo nadążał za Anchevem– oczywiście mógł biec bardzo szybko, ale wolał nigdzie nie zabłądzić… Tak więc musiał mieć mężczyznę przed sobą, a nie chciał doń co chwilę podbiegać, by potem znów zostać w tyle próbując dotrzymać mu szybkiego marszu. Chodzenie, nie jest dla Charma tak łatwe, jak bieganie.
Olbrzym prowadził go po mrocznych terenach, podczas gdy słońco niedawno zaszło za widnokrąg. Były to jakieś bagniste tereny, co niezbyt podobało się wilkowi– w wodzie może sobie chodzić, nawet pływać, jeśli naszłaby go taka ochota, a towarzysz chciałby znosić zapach jego mokrego futra, ale tutaj woda była mętna i brudna, a z każdym krokiem wydobywał się z niej smród bagna. Do tego jeszcze te owady– muchy, uczepiły się jak… nie wiadomo czego.
Było coraz ciemniej, ta okolica rzeczywiście nie wyglądała na tylko nieprzyjazną, ona wręcz… cuchnęła niebezpieczeństwem! Było tu mnustwo wrogich im istot, które tylko czekały, by zrobiło się jeszcze ciemniej. Charm był o tym przekonany równie dobrze, jak smrodu bagna-w końcu jego węch był bardzo wyczulony, co często było bardzo przydatne, wręcz niezbędne do życia, ale czasammi też stawał się jego klątwą.
Wtedy olbrzym spytał, czy na pewno chce zapolować. O nie, pomyślał, teraz nie zrezygnuje i nie pokarze mu, że jest tchurzem, za jakiego go może uważać. Nie odpuszcze!
-Oczywiście, że nie! Przyprowadziłeś mnie tutaj, na to bagno, nie po to, żebym teraz zrezygnował.– odpowiedział Anchevowi, a jego pazury wysunęły się, by nadać jego wypowiedz wyraz zdecydowania.–Wiesz, i tak nie moglibyśmy tak łatwo z tąd odejść… od jakiegoś czasu chyba mamy towarzystwo.
Wilk odwrócił się od niego. Nogi lekko ugiął, ciało naprężył, jakby gotów na atak, bądź odskok, gdyby okazało się, że istoty, które czuje, atakowały jakimś sposobem na dystans. Wytężył wzrok. Tak, nie mylił się. Mgła stanowczo utrudniała zobaczenie celu, ale węch mógł go zlokalizować.
Niestety smród bagien mieszał się tutaj z wieloma innymi zapaszkami, więc trudno było określić dokładnie gdzie jest wróg. Blisko, czy dalego? Wiedział, że na pewno jest gdzieś po stronie, w którą się właśnie odwrócił, ale co to jest i czy na tyle blisko, żeby zaatakować?
Nagle rozległ się dosyć głośny dźwięk, jakby ktoś z sykiem coś wypluł…
– Cholera… – Zaklął po cichu, coś ze lekkim świstem bardzo szybko zbliżało się do niego. Niemal w tym samym momencie, w którym go usłyszał naprężył ciało jeszcze bardziej i skoczył w lewo i wylądował na czterech łapach–Czymś do nas strzela!
Pocisk udeżył z pluskiem w bagno kilka kroków dalej– gęsta ciecz zabulgotała i zaparowała od jakiejś silnej trucizny. No ładnie, pomyślał, nie chciałbym takim dostać.
Wtem wyczuł w wodzie wibracje, jakby coś się przesuwało po dnie. Chwilę później z mgły wyłoniły się trująco zielone ślepia, i bagnistego koloru łeb wielkiego na dwa metry węża, czy czegoś takiego– Charm nie bywał w takich miejscach i nie miał okazji zapoznać się z ich mieszkańcami, więc nie miał też pojęcia z czym ma do czynienia, poza tym, że to coś jest wielkie, wygląda jak wąż i pluje kwasem.
Anchev ma tą swoją zbroję, ale on– tylko sierść i skórę… Musiał być ostrożny.
Wąż w jednej sekundzie runął w bagno i widać było tylko, jak pod jego powierzchnią coś przemierza z wielką prędkością prosto na nich. Gdy było na tyle blisko, by zaatakować wynurzyło się i pokazało wielkie zębiska, cofnęło łeb i naparło nim na wilka. Ten uniknął ciosu, ponownie odskakując w bok. Gdy paszcza potwora nie trafiła na cel, ten z rozpędu przesunął się lekko w przód, Charm zadał prawą cios w cielsko potwora rozcinając jego grubą, łuskowaną skórę czterema liniami– ostatnia troszkę dalej od poprzedniej. Z rany wypłyneła zielona posoka.
Potwór błyskawicznie okręcił się , oddalając od wilka miejsce przecięcia, zwracając jednak ku niemu swoje wyszczerzone kły z jadem. Szykował się do spluniecia, ale Charm ryknął– Anchev, zamknij oczy!– jednocześnie wyciągając łapę i samemu zamykając ślepia, a na nad jego dłonią zaświeciła maleńka iskierka, ale zniknęła jeszcze szybciej, niż się pojawiła, a w zamian za nią na sekundę ostre, białe światło owładnęło wszystkim wokół, oślepiając stwora. Charm otworzył oczy– zyskał czas, by walnąć, tym razem lewą ręką, przeciwnika w łeb.
Bestia zawyła przeraźliwie i poczęła rzucać swoim ciałem we wszystkie strony ze wściekłości. Ogon trafił wilka, który nie spodziewał się, że bestia jest taka długa.
Charm walnął o ziemię zdziwiony i ogłuszony. Bestia nadal rzucała się, nie widząc przeciwników.
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

04 sty 2012, 16:23

Anchev przytaknął, po czym zaczął się rozglądać. Niczego nie mógł dostrzec, acz jego słuch był niezawodny. Najbliższy dźwięk, który nie był muchą był zapewne zagrożeniem, a co do owadów to niespecjalnie mu przeszkadzały z powodu jego zbroi no i oczywiście 15 cm skóry. Wtem usłyszał głośne pluski wody oraz szelest ze swej prawej. Wilkołak się już naprężał i niepokoił, acz, jeśli ma ufać swojemu słuchowi to prawdopodobnie małe zwierze.
Chwile później usłyszał "cholera" ze strony wilka i plusk wody. Mężczyzna obrócił się i dostrzegł zielone coś w wodzie. – Pewnie trucizną. – Odparł ze spokojem. Jak wspominał wiele istot z bagien to jadowite istoty, więc dla kogoś nie odpornego na trucizny każda istota jest zagrożeniem. Prócz tego różnorakie choroby można złapać. Wtem z wody wyłonił się dwu bądź trzymetrowy wąż o potężnie zbudowanej głowie. Nie był zbyt duży, bo generalnie węże mierzy się w długości, więc nie był specjalnie duży. Zwykły wąż bagienny, acz zdarzają się dużooo większe osobniki.
Wąż syczał (tylko syczą) i pluł generalnie celując w wilkołaka. – Spokojnie. – Odparł, gdy ten wył, by zamknął oczy, ale znów zapomniał, że Anchev jest odporny na trucizny, więc nie musiał się obawiać jego jadu. Trucizna nie trafiła nikogo a mężczyzna usiadł na spróchniałym pieńku. – Wpierw rozwal mu łeb pamiętaj. – Anchev nie przejmował się sądził, że wilkołak sobie poradzi zresztą zdobycz nie jest taka wymagająca. Raczej nie zrobi na, nim nawet najmniejszego wrażenia, jeśli sam nie pokona dwumetrowego węża… Choć jego zdaniem i tak zajmuje mu za dużo czasu go zabicie. Wąż nie ustawał w atakowaniu mieszańca ale nic dziwnego skoro to on go zranił.
Wnet wilkołak kazał mu zamknąć oczy. Anchev westchnął zniechęcony, ale mimowolnie zamknął oczy na trzy sekundy, a kiedy je otworzył wilkołak leżał na ziemi a z głowy węża broczyła się krew oraz wydawał się być ślepy, bo miotał się strasznie co jest niespotykane wśród tego zwinnego gatunku węży. W sumie nie wiedział co się stało, bo zamknął oczy, więc jedynie był zaskoczony, ale nic, poza tym.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

05 sty 2012, 15:10

Podczas gdy wilk próbował wstać, Anchev w najlepsze siedział sobie na jakimś pniu. *Pewnie na Tobie on nie robi wrażenia– pomyślał z wyrzutem Charm– ale dla mnie to spore bydle.* Miał kilkanaście centymetrów średnicy w głowie, na dwa metry wysuwał się z wody, ogon walnął go jeszcze od tyłu, czyli tak w całości będzie z 5 metrów, ale Anchev jest sam sporych rozmiarów, więc dla niego to był mały wąż. A może ufał, że wilk sobie poradzi? Choć to było mało prawdopodobne.
Wąż nadal się miotał i nic nie widział, więc, tym razem zważając na wszelkie niebezpieczeństwo dostania w głowę z jego cielska, złapał potwora za ogon, by go na chwilę unieruchomić i wbił pazury głęboko w szyję szerokości kilkunastu centymetrów.
Stwór wydawał z gardła już tylko bulgoczące dźwięki, które cichły coraz bardziej. Rzucił się jeszcze kilka razy, rozszarpując tylko swoją ranę, z której strumieniami lała się zielona posoka. Na szczęście była to zwykła krew, mimo swego koloru, nie żadna trucizna, gdyż Charm był w niej cały umazany i nic mu się nie stało– kiedy bestia próbowała wyswobodzić się z jego uścisku, popryskała go nią całego. Po chwili bagienny wąż znieruchomiał i runął w bagno zabarwiając je na zielono– choć wcześniej nie było wiele inne.
Wilkołak odetchnął i próbował wypłukać swoje poplamione szpony, ale bagno nie jest zbyt do tego odpowiednie. Do tego śmierdzi. Przez wykorzystanie swojej mocy, stracił więcej energii, niż przez samą walkę. Nie nadaje się do tego, widocznie i tak dobrze, że nauczył się tej mocy w takim stopniu. Nie był pewien, czy wilkołaki są w ogóle do tego zdolne. *Pewnie tak-myślał-ale wolą ufać pazurą, niż jakimś tam energią.* On kiedyś też tak myślał.
-Wielkie dzięki– skierował ku swemu przewodnikowi, nie spodziewając się nawet odpowiedzi–Niecierpię węży…-szepnał tym razem do siebie, po czym brodząc w gęstym bagnie rękami wychwycił w nim martwe ciało bestii i podniósł tak, by tamten zobaczył -Myślisz, że nadaje się to do jedzenia? Nie chciałbym, aby to wszystko poszło na marnę.– dodał patrząc na swoją upapraną sierść. Teraz nie był już czarny i niewidoczny, był zielony, niczym jakiś płaz.
Robiło się coraz ciemniej, aż strach pomyśleć, co jeszcze czaiło się we mgle. W każdym momencie może okazać się, że za chwilę wylezą z niej inne, większe stwory, nie ważne, czy z nogami, czy bez– i tak niebezpieczne. Wilk miał nadzieję, że wtedy olbrzym ruszy tyłek– może on ma tę swoją zbroję i broń, co go ochroni przed niebezpieczeństwem, Charm miał tylko grubą skórę, sierść i pazury. Ale jak widać, to mu wystarczyło… jak na razie.
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

06 sty 2012, 10:57

Przypatrywał się jego walce, ale jego zdaniem już znalazł sporo różnych błędów. Wąż ten był co najmniej dziwny, gdyż węże rzadko używają oczu. Sam wie z doświadczenia, iż one używają receptorów do wykrywania ciepła a do tego, choćby służy ich rozdwojony język. Jakiś dziwny był ten pseudo wąż, ale zaczynał sądzić, iż to jedynie jakiś szczep z rzędu łuskoskórych. Walka była już nudna zbyt dużo niedociągnięć, ale w końcu wilkołak poradził sobie z wężem.
Pseudo wąż wpadł do wody pobrudził swą krwią mieszańca i wodę… To byłoby na tyle. Anchev zauważył, iż wilk próbował się umyć w wodzie, w której pływają zgniłe szczątki roślin oraz zwierząt. Vilmard parsknął z pogardą, gdyż uważał, że zapach krwi pokonanego przeciwnika to jedna z nagród czuć ulatniającego się ducha na swej skórze z resztek ciała wroga. Czysta duma powinna z tego płynąć, a nie obrzydzenie. No cóż nie odpowiedział na sarkastyczne słowa. Gdyby ten wilkołak nie potrafił sobie poradzić z dwumetrowym może trzymetrowym wężem to dawno już, by go tu nie było.
Słysząc pytanie od razu odpowiedział. – Odetnij głowę, a potem wyciśnij z węża wszystkie wnętrzności, wtedy zostanie samo mięso… Jadalne i smaczne. – Później dodał. – Nie czuj takiego obrzydzenia do krwi przeciwnika… To duma czuć zapach ulatniającej się duszy z jego ciała… Co prawda to tylko zwierze, ale na przyszłość. – Niech się, chociaż zachowa jak przystało na wojownika. Przynajmniej tak sądził Anchev, bo trzeba przyznać Vilmardowie mają trochę specyficzne podejście do walki dla nich to nie tylko zabić nie zabić to też szansa sprawdzenia się w boju zyskania chwały oraz szansa posmakowania zwycięstwa nad śmiercią są również berserkerami, więc cóż się dziwić ogólnie walka to spora część ich kultury, ale taką wiedzę zostawiają dla siebie samych. Zbroja Ancheva to tylko pierwsza warstwa jego niezrównanej odporności, gdyż on ma w sobie naturalną zbroje z 15 centymetrowej skóry oraz grubych i twardych jak stal mięśni ( umiejętność Vilmardzka wytrzymałość), gdyby nie jedna rasa to byliby również najwytrzymalszą rasą, ale wciąż rywalem pod tym względem pozostają kamienne golemy. W końcu są z kamienia a Vilmardowie to wciąż rasa organiczna.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

06 sty 2012, 21:29

Charm wysłuchał słów Ancheva i wziął się do pracy. Przerzucił cielsko stwora przez złamany pień jakiegoś drzewa i odciął mu pazurami łeb, który wyglądał teraz, jak jakieś trofeum. Rozdwojony jęzor na wierzchu, ślepia zamglone ale wciąż otwarte, tak, jak i paszcza, w której sterczały kły– wszystko brudne od zielonej krwi i bagna.
Położył łeb obok na pniu, by później go zabrać– może być niezłym trofeum, jako należący do pierwszego potwora zabitego przez niego w tym miejscu, będzie strzegł, przyszłego domu wilka– tak na wypadek, gdyby nie został przyjęty przyjaźnie, odstraszy potencjalnych wrogów.
Jednym pazurem przeciął wzdłuż ciało węża, rozłupując jego wielkie i twarde podłużne łuski, długości jednego cala i o połowę krótsze w szerokości. Otworzył ciało węża i w mig pozbył się łapą wszystkich wnętrzności, wrzucając je do bagna.
Jego rasa nie była zbyt cywilizowana, więc zapewne na jego miejscu jej reprezentant zabrałby się za jedzenie surowego mięsa, ale Charma mnich nauczył, by je piec na ogniu, wtedy nie dość, że ma lepszy smak, to jest ciepłe– ale teraz wilk nawet o tym nie pomyślał. Był głodny, a żołądek co chwila dawał o sobie znać głośnym burczeniem, szczególnie teraz, gdy jedzenie było tak blisko.
Odkroił spory kawał mięsa od grubych łusek i zabrał się za ucztę, nie zważając na posokę.
-Nareszcie…– powiedział, gdy już wszystko przełknął. Potem następny kawałek, i następny… Pierwszy posiłek od wielu godzin. Nie przeszkadzał nawet gorzki posmak krwi, ważne, że zaspokoi głód, a wilk odczuł, że właśnie to zrobił.
Nie zjadł wszystkiego, ba, nawet połowy. Nie wiedział, czy Anchev chce jeść, ale uważał, że jeśli zechce, sam sobie weźmie. Nie zamierzał go do niczego zachęcać, sam się już najadł– więcej nie potrzebuje.
Teraz mógł wracać… miasto, jak to olbrzym powiedział? Wolenwille…
-Chyba czas wracać– powiedział po chwili– Jest już na prawdę ciemno i niebezpiecznie, a zdobyłem to, po co tutaj przyszedłem.
Po tych słowach wziął łeb węża, wbijając mu szpony w ciemie i przystanął na chwilę, będąc ciekaw co odpowie, bądź zrobi jego towarzysz. On gotów był odejść, drogę znał, nie zgubi się na pewno dzięki swej umiejętności tropienia, a co jak co, ale swój zapach zna. Dzięki umiejętności szybkiego biegu mógłby opuścić te śmierdzace bagna zanim cokolwiek by się nim zainteresowało, a jest tutaj tego wiele.
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

07 sty 2012, 09:42

Mężczyzna podniósł wyżej prawą brew, kiedy Charm zaczął wypatroszać zwierzynę. Anchev znów pokręcił głową z dezaprobatą, ale niech już mu będzie przecież nie jest jego niańką. Vilmard nic nie wspominał o jego kulturze przy stole, bo sam należy do ludożerczej rasy, która nie stroni od pożarcia kogoś na żywca, choć sam Anchev stara się tego unikać.
Oczywiście berserker nie miał najmniejszego zamiaru jeść po wilku… To trochę poniżej jego godności a, poza tym mężczyzna preferuje jeść coś, co sam upoluje, by czerpać z tego satysfakcje, a nie tylko po, to by zapełnić brzuch jak najprostsza forma rozwoju. Kiedy mieszaniec najadł się tymi ochłapami od razu zaczął mówić o tym, że ciemno i czas wracać. Cóż Anchev miał zamiar mieszkać na tych bagnach szmaragdowych kilka miesięcy, gdyż przeciwników niemało a w dodatku są wymagający. Co za radocha siedzieć za miejskimi murami i paść się, jak świnia oraz napełniać kiesę… Oj, czasem widać jak na dłoni, że tylko Vilmardowie widząc coś poza jedzeniem, zarabianiem i rozmnażaniem… Dlatego się mówi, że są bardzo wysoko postanowieni czy raczej nie naszczycie kultury. – Hmm nie sądzisz, że głupotą będzie się władowanie w główną siedzibę ludzi jakim jest Wolenvain… Nie sądzisz, że przywitając się strzałami oraz ostrzami, kiedy cię zobaczą? Może wybierz jakieś mniejsze miasto, bo z pewnością tutejsze drogie do nich zawiodą a ponad to w starciu będziesz miał możliwość ucieczki przed strażą, jeśli okażę się, że wilkołaki traktuje tak jak każdy inny. – Czysta logika.
Awatar użytkownika
Karm
Posty: 1020
Rejestracja: 28 gru 2011, 03:55
GG: 43749373
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?t=1310

07 sty 2012, 19:47

Charm zauważył, że Anchev nie ma zamiaru z nim iść… Wysłuchał jego słów i zdziwił się, że tak bardzo nie ufa ludziom. No, może nie do końca się zdziwił, w końcu sam wie, że oni potrafią być troszkę… jakby to… nietolerancyjni! Tak, to na pewno. Ale może akurat tutaj w Wolenwolle będzie inaczej? Z resztą, dlaczego olbrzym tak im nie ufa? Czy rzeczywiście nie są tego warci? Zrobili mu coś, czy wysuwa przeciw nim niepoparte niczym oskarżenia?
Ech… on go jednak rozumie, w końcu sam przez tyle lat uciekał… Ale mnich przekonał go, że te okolice są bardziej… tolerancyjne. Mówił, że tutaj nie ma tylko ludzi, są też inne rasy. Nazwał ten kontynent Leviathanem. Nic więcej wilk nie wiedział. Nie wiedział, czy jest tu jedno, czy więcej miast, więc nie miał też pojęcia, o jakim mniejszym mieście Anchv mówi.
Ale co miał robić? Uciekać? Znowu? Nie, nie tym razem.
-Anchev, tyle lat bałem się ludzi. Uciekałem, chowałem się, czy nie wystarczy? Może czas im zaufać? – powiedział odwracając się do olbrzyma. Chwilkę później popatrzył na trzymaną przez siebie głowę węża i zaśmiał się mimowolnie. -Haha, no, może na razie jeszcze im nie ufam, ale słyszałem, iż żyje tu wiele ras, dla każdego jest miejsce… może i ja się zmieszczę?
Po tych słowach zastanowił się, czy rzeczywiście jest na tyle odważny, by spróbować. A jeśli słowa Ancheva okażą się słuszne? Jeśli powitają go strzałami?
– A jeśli będą mnie chcieli zabić… Potrafię szybko biegać– uśmiechnął się, jeżeli oczywiście jego rasa potrafi tak wygiąć twarz. -Zamieszkam gdzieś w lesie, będę obserwował, odpoczywał… Kto wie? Może czeka mnie niezła przygoda– czy zakończy się śmiercią, czy nagrodą? Czas pokaże.
Odwrócił się i zrobił kilka kroków na przód, po chwili rzucił jeszcze za siebie: -Anchev… Dziękuję, za towarzystwo i pokazanie mi tej miejscówki. Można się tu rozerwać… -zaśmiał się ze swojego marnego żartu patrząc na rozerwane ciało węża, którego tamten nawet nie tknął– Powodzenia w Twej przygodzie, i wielu stworów do powalczenia!
Po tych słowach zaczął biec, łeb węża trzymał pod pachą, przyciskając łapą tak, by nie wyleciała. Z każdą sekundą zbliżał się do miejsca swego nowego przeznaczenia…
[z/t]
Awatar użytkownika
Anchev
Posty: 76
Rejestracja: 07 gru 2011, 22:33
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1219

07 sty 2012, 23:01

Anchev znów zdziwił się jego odpowiedzą w istocie ten wilkołak nie był zbyt rozgarnięty. Anchev miał podejście do ludzi takie same jak do każdej cywilizowanej rasy. To wilkołak nie powinien, im ufać przedstawicielowi rasy, która zaraża innych swoją lykanotropią powodując tym samym namnożenie się własnej rasy jak pasożyt, który ucztuje w ciele nosiciela, ale prawdziwymi pasożytami są wampiry, bo nie mogą żyć bez cudzej krwi tak samo, jak kleszcz.
Anchev zaśmiał się po cichu, kiedy usłyszał, że to wilkołak się bał ludzi. Dobrze, że umiał się pohamować, bo wilkołaki to jednak silna rasa nie jakieś elfy. To ludzie atakują, bo się boją tak samo, jak pies, który szczeka, kiedy czuje się zagrożony. Mężczyzna się zaczynał się zastanawiać, ile ten mieszaniec ma lat, bo wiedzy życiowej to on praktycznie jest pozbawiony. Wrażenia przez cały ten czas jak w, nim nie wzbudził tak nie wzbudził wilk nie miał za grosz doświadczenia w żadnej dziedzinie zupełnie tak jakby dopiero co opuścił swoje leże. Nie miał mu nic do powiedzenia niech robi co chce. Vilmard jak sądził tak sądził wilkołaki wciąż pozostaną zwierzęcą rasą i nic tego nie zmieni nawet, kiedy zdarzy się jakiś z rozumem to i tak nie potrafi go wykorzystać. – Ta bywaj. – Odparł szorstko i zgorzkniale na pożegnanie, po czym wstał i odetchnął.
Chyba dalej będzie penetrował bagna a później zobaczymy na razie ma co robić. Być może wkrótce zajdzie do mniejszego miasta aby się napić, bo jednego sam nie potrafi sobie sprawić… A dokładnie miodu pitnego i wina szczerze czasem wydaje mu się, że tylko po to warto iść do miasta aby upić się do nieprzytomności i roznieść w drobny mak kilka okolicznych domostw w pijackim szale… Czysta rozrywka i zabawa. Po krótkich przemyśleniach ruszył w dalszą drogę.
z/t

Wróć do „Niziny Szmaragdu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 21 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 20 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.